czwartek, 17 stycznia 2019

14 stycznia 1863 rok. Branka!


 
Artur Grottger   BRANKA
 Wkrótce, 22- na 23 stycznia,  minie 156 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego.
Bezpośrednio powodem do wybuchu powstania, najkrwawszego i najtragiczniejszego zrywu narodowego i walki o niepodległość, była przeprowadzona przez władze carskie branka, to jest pobór młodzieży polskiej do carskiej armii.  Służba w armii carskiej trwała od 15 do 25 lat, a czasami żołnierz już nigdy nie powracał. Na listach policji znajdowały się nazwiska młodych ludzi, których posądzano o udział w konspiracji.  Oni byli brani w pierwszej kolejności i wcielani nawet do karnych batalionów. Tej nocy 14 stycznia 1863 r. Warszawa przeżyła koszmar!
                                       
Na Zamku w Warszawie, w największej tajemnicy, przygotowywano Narodowi śmiertelny cios – brankę! Nad stolicą Królestwa Polskiego zapadła ponura noc styczniowa i miasto wolno układało się do snu. W oknach kamienic, dworków i pałaców kolejno gasły światła, ulice opustoszały. Tylko patrole kozackie regularnie przemierzały ulice, a kopyta ich małych, kudłatych koni, ślizgały się po kostce drewnianego bruku. Stalowe podkowy zgrzytały po kamiennych chodnikach. Czasami spóźniony przechodzień śpieszył się do domu, przyświecając sobie płonącą latarką, bez której nie wolno się było poruszać po zapadnięciu zmroku. Z czarnego nieba zaczął padać drobny śnieg, pokrywając dachy i ulice szybko topniejącą bielą. Kończył się dzień 14 stycznia 1863 roku.
Jakby na przekór usypiającemu miastu, Zamek Królewski czuwał, tętnił życiem, gorzał światłami. Na dziedziniec zajeżdżały galopem karety eskortowane przez oddziały wojska i żandarmerii konnej. Wysiadali z nich generałowie i cywilni dygnitarze państwa. Przed Zamkiem rozlegały się ostre komendy dowódców wart, gdy nadjeżdżał nowy, szczelnie zamknięty powóz. Haftowane złotem mundury dostojników wojskowych ocierały się o służbowe uniformy cywilnych dygnitarzy. W wielkiej sali audiencjonalnej Zamku świeciły wszystkie kryształowe żyrandole, a ich światło odbijało się w ogromnych taflach luster, podkreślając przepych wnętrza. Marmury, złocone meble, wielkie malowidła ścienne i wspaniałe arrasy. W bocznych gabinetach i antyszambrach, kłębił się tłum najwyższych dostojników Królestwa Polskiego. Przybył margrabia Wielopolski wraz ze swoim synem, prezydentem Warszawy. Przyjechali dowódcy pułków, policji i żandarmerii. 
Wielki książę Konstanty Mikołajewicz Romanow.
 Obecny był sam wielki książę namiestnik Konstanty i jego małżonka wielka księżna Aleksandra. Była blada, zdenerwowana i nie odstępowała męża na krok, trzymając się go kurczowo. Jasne oczy wielkiego księcia rzucały niepewne spojrzenia, mimo iż starał się zachować spokój. Około północy, na jego rozkaz nadano do Petersburga zaszyfrowaną depeszę, w której Konstanty zawiadamiał cesarskiego brata: „Dziś wieczór zostanie przeprowadzony pobór rekruta w Warszawie”.
Wielka księżna Aleksandra, żona Konstantego
  Na miasto, uprzednio podzielone na dwanaście cyrkułów, wyszły patrole, składające się z dwóch policjantów i trzech żołnierzy uzbrojonych w karabiny, lecz bez amunicji! Tak rozkazał namiestnik. Policjanci walili do bram domów, a kiedy stróż otwierał drzwi, wpadali do sieni jak burza. Ciężkie żołnierskie buciory dudniły po schodach, patrole wdzierały się do mieszkań i zanim zaspani i zaskoczeni ludzie zdołali się ubrać, policjanci siłą wyciągali mężczyzn z domów. W całym mieście rozlegały się przeraźliwe krzyki, kobiety w obronie synów, braci i mężów rzucały się z pazurami na napastników. Każdego schwytanego mężczyznę prowadzono do cyrkułu, nie żałując im po drodze razów. Stamtąd, uzbrojeni w broń palną konwojenci, wiedli ich do Cytadeli.
Na Zamku, książę namiestnik i jego świta, oczekiwali z napięciem i strachem, że lada moment rozlegną się salwy karabinowe, wybuchy bomb i w stolicy lud porwie się w obronie swoich dzieci. W miarę upływu czasu napięcie wzrastało. Co chwilę do sali wpadali kurierzy, przynosząc raporty o sytuacji w mieście. Ale w Warszawie panował spokój, zakłócany jedynie tupotem żołnierskich butów i krzykami bezbronnych ludzi, siłą wyprowadzanych z ciepłych mieszkań na ulicę. Poza tym, nic więcej się nie działo.
Zamek Królewski w Warszawie.
  Na Zamku zapanowała szalona radość. Władze carskie nabrały przeświadczenia, że społeczeństwo polskie absolutnie nie jest zdolne do oporu. Wielki książę, uniesiony entuzjazmem, nadał do cara następną depeszę: „Sukces przeszedł oczekiwania. Teraz możemy krzyknąć z głębi wdzięcznego serca: – Wielikij russkij Bog!”
Tej nocy udało się złowić przeszło trzy tysiące mężczyzn i nie był to bynajmniej koniec branki, bo na terenie całego kraju pobór miał się dopiero rozpocząć. Warszawa była całkowicie zaskoczona i otępiała z rozpaczy. W obronie porywanych mężczyzn nie padł ani jeden strzał!
Rano na ulicę wyległy tłumy bezradnych mieszkańców, ciągnąc pod stoki Cytadeli. Gromady łkających kobiet usiłowały bezskutecznie dotrzeć do swoich ukochanych. Brutalnie odpędzane kolbami, bite, uparcie wracały, głośno wołając uprowadzonych. Gazety rządowe podkreślały szczególnie humanitarne metody przeprowadzenia branki. Tymczasem rodziny z przerażeniem obserwowały bestialskie okrucieństwo, z jakim wywlekano półnagich chłopców z mieszkań. W ciągu kilku następnych dni przeprowadzano w mieście istne polo-wania i łapanki, zatrzymując mężczyzn na ulicach, na moście wiślanym, wyciągając ich z dorożek, z restauracji i kawiarń. Rodziny ukrywały krewnych, nie zważając na grożące surowe kary. Ale policja miała dokładne informacje i zaglądała do każdej skrytki, rewidując strychy, piwnice, komórki, rozwalając kolbami zamknięte drzwi mieszkań. Rozpoczęły się ucieczki i pogonie za uciekinierami. Krzyki i strzały rozlegały się na ulicach i po domach. Margrabia Wielopolski tryumfował, zbierając zasłużone pochwały, jakich nie szczędził mu wielki książę Konstanty.
Biali” doszli do wniosku, że Komitet Centralny skompromitował się ostatecznie w oczach społeczeństwa. Jednak nikt nie podejrzewał, że branka nastąpi tak prędko, w niesprzyjającej porze roku. Pogróżki margrabiego traktowane były przez członków rządu podziemnego jako strachy na Lachy i polityczny blef. Nagły cios kompletnie „czerwonych” ogłuszył. Natychmiast zwołano posiedzenie, jak zwykle na plebanii, przy parafii Świętego Aleksandra, w mieszkaniu księdza Mikoszewskiego. W małym pokoiku, przy stole z rozłożoną na nim talią kart, usiedli zdruzgotani klęską ministrowie podziemnego rządu, spoglądając na siebie z desperacją. Rozpalony piec pozwalał w razie zaskoczenia zniszczyć ważne dokumenty.
Kościół św. Aleksandra. Tu odbywały się narady spiskowców.
  Nastrój był rozpaczliwy. Złamany nieszczęściem pułkownik Zygmunt Padlewski, usiłował bronić się przed stawianymi mu zarzutami i tłumaczył, że nikt nie mógł przewidzieć tego, co się wydarzyło. Los okazał się dla niego niełaskawy, zaś styczeń był dla spiskowców miesiącem feralnym. Niemal jednocześnie z przeprowadzeniem branki, upadł zuchwały plan zdobycia twierdzy Modlin. Podejrzliwi Rosjanie, przewidując atak, usunęli z twierdzy niepewną załogę, obsadzając Modlin żołnierzami przybyłymi z głębi imperium. Nazajutrz po brance, do idącego ulicą Agatona Gillera, podszedł członek Dyrekcji „białych”. Był wyraźnie przygnębiony i smutny.
A jednak szkoda, że chociaż kropla krwi nie popłynęła w dniu branki! – powiedział. – Ta kropla uratowałaby honor Rządu!
Giller oblał się szkarłatnym rumieńcem ze wstydu i upokorzenia.
Doły organizacji burzyły się, a młodzi spiskowcy przeklinali władze podziemne za niedotrzymanie obietnic i pozostawienie ludzi własnemu losowi. Nie przyjmowano żadnych wyjaśnień, wprost oskarżając Rząd o zdradę. W Komitecie Centralnym Narodowym obawiano się, że wzburzeni spis-kowcy sami rozprawią się krwawo z władzami za pomocą sztyletów. W tej sytuacji, dalsza zwłoka mogła mieć dla konspiracji nieobliczalne konsekwencje, ujawniając misterną siatkę spisku. Lecz członkowie Rządu wahali się i dopiero 18 stycznia, po wielu dramatycznych i burzliwych dyskusjach oraz zajadłych kłótniach, Komitet Centralny Narodowy postanowił:
Artur Grottger.  Przysięga.
Aby uchronić przed branką młodzież prowincji, gdzie jeszcze poboru nie przeprowadzono, lecz wyznaczono termin na dzień 25 stycznia, powstanie zbrojne wybuchnie w nocy z 22 na 23 stycznia 1863 roku”.

niedziela, 13 stycznia 2019

MIAŁEŚ CHAMIE ZŁOTY RÓG!


Sekretarz stanu USA Mike Pompeo.
Podobno mamy wybrany w wolnych wyborach rząd. Podobno mamy prezydenta i premiera, a nawet prezesa z kotem. W takim razie niech mi ktoś mądry i uczony na piśmie wytłumaczy, dlaczego wiadomość o zwołaniu przez USA, w lutym w Warszawie, międzynarodowej konferencji o sytuacji na Bliskim Wschodzie, Polacy usłyszeli z ust sekretarza stanu USA Mike Pompeo? O konferencji dotyczącej problemów międzynarodowych, powinniśmy dowiedzieć się od premiera, czy rzecznika rządu, ewentualnie szefa Kancelarii Prezydenta. Jakie państwo europejskie pozwoliłoby, żeby w sprawach dotyczących stolicy kraju, decydował przedstawiciel obcego mocarstwa?
Układ nuklearny z Iranem został podpisany 4 lipca 2015 r, pomiędzy sześcioma państwami, przez prezydenta USA Obamę. 8 maja 2018 r. prezydent Trump zerwał umowę zawartą z Iranem przez poprzedni rzad uważając, iż nie spełnia ona swego zadania i nakładając na ten kraj ponownie dotkliwe sankcje. 
 
Tramp zrywa umowę z Iranem
Sekretarz stanu Pompeo oświadczył, iż obecnie Iran jest największym sponsorem terroryzmu na świecie! Zerwanie umowy z Iranem, spotkało się ze sprzeciwem państw europejskich, które były współautorami umowy. Chiny, Francja, Niemcy, Wielka Brytania i Rosja, wyraziły swoje zaniepokojenie i niezadowolenie decyzją USA. Organizowana przez Amerykanów konferencja, będzie kolejnym elementem nacisku na Iran. Polska winna jest Iranowi wdzięczność, za gościnne przyjęcie uchodźców ze Związku Radzieckiego i otocznie ich opieką, w czasie II wojny światowej.
Stany Zjednoczone postanowiły zorganizować konferencje w Warszawie, gdyż żadne inne państwo nie zgodziłoby się na to, ze względu na zachowanie bezpieczeństwa kraju. Po prostu ktoś w Waszyngtonie stuknął palcem w mapę Europy i powiedział. Warszawa! Nie był to bynajmniej wyraz sojuszniczego zaufanie, lecz pewność, że Polska nie ośmieli się zaprotestować. Tak się też stało, a minister Błaszczak rozpływał się niemal, mówiąc jaki to zaszczyt i honor nas spotkał. O bardzo poważnym zagrożeniu Polski nie wspomniał.
A takie zagrożenie istnieje. Już dziś mamy reperkusje bezczelnego narzucenia nam przez USA miejsca konferencji w Warszawie. W stolicy Iranu Teheranie, odbywał się pokaz filmów polskich. Pokaz został przez władze irańskie przerwany, a rząd Iranu wyraził Polsce swe niezadowolenie i wezwał ambasadora polskiego do Ministerstwa Spraw Zagranicznych na dywanik! Młode pokolenie niewiele wie o Iranie, ale starsi pamiętają, jak groźny okazał się niegdyś Iran dla Amerykanów. Ustrój polityczny Islamskiej Republiki Iranu, łączy elementy nowoczesnej demokracji z religijną dyktaturą. Czyli niemal podobnie jak w Polsce!
Prezydent Iranu Hasan  Rouhani
Nic mnie nie obchodzą stosunki panujące między USA a Iranem, to ich sprawa. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze i naftę! Mnie do wściekłości doprowadziła bezczelność rządu USA, który bez poprzedniego powiadomienia i rozmów na ten temat, samowolnie wyznaczył Warszawę na miejsce konferencji, narażając Polskę na niebezpieczeństwo! Wstydzę się, że Polska, taka podobno dumna i dbała o niepodległość, jest w gruncie rzeczy amerykańską kolonią. Na naszym terenie stacjonują amerykańskie wojska i mają zostać zbudowane stałe bazy. Czyli typowa kolonia obcego mocarstwa, rzekomo w obawie przez Rosją, która nam absolutnie nie zagraża! Wielki wstyd! Polska, 38-mio milionowy naród, włazi, nawet bez wazeliny, Ameryce w dupę, zezwalając jej na podejmowanie decyzji, bez uzgodnienia z polskim rządem!
Minister Błaszczak.
 Już wiem, że ktoś zaraz mi powie: A co było za PRL-u? Polska też właziła w dupę Związkowi Radzieckiemu. Tak może powiedzieć tylko ktoś, kto nie zna historii Polski Ludowej. Bo nie zawsze byliśmy ulegli, spolegliwi i możemy być z tego dumni, że umieliśmy postawić się Związkowi Radzieckiemu, najpotężniejszemu mocarstwu, którego panicznie bały się Stany Zjednoczone Ameryki Północnej!
Może w analogii do obecnej sytuacji, warto wspomnieć o tamtych czasach. To był październik 1956 r.
                              ---------------------------------------
Po tragicznych wydarzeniach w Poznaniu, 28 czerwca 1956 r, w kołach politycznych Komitetu Centralnego PZPR, utrzymywał się stan napięcia. Sytuacja nagliła do podjęcia radykalnych zmian, Komitet Centralny zdawał sobie sprawę, że kolektywizacja i gospodarka planowa okazały się błędem i przyniosły państwu duże straty. 19 października miało się rozpocząć VIII Plenum KC PZPR. Jedynym kandydatem, którego dwie zwalczające się frakcje partyjne, „natolińczyków”i „puławian” zgadzały się zaakceptować był Władysław Gomułka, ps.„Wiesław”,polski komunista bez radzieckich korzeni. 
 Wierni Moskwie towarzysze partyjni, powiadomili Kreml o zmianach mających w Polsce nastąpić. Ambasador radziecki Ponomarienko. po telefonie z Moskwy, zażądał przełożenia daty Plenum, ale Polacy się nie zgodzili. Na obrady Plenum ostentacyjnie nie zaproszono członków partii, podejrzanych o sympatie moskiewskie. Między innymi marszałka Rokossowskiego!
Tymczasem w nocy, z 18 na 19 października, w największej tajemnicy, z garnizonów na Dolnym Śląsku i Pomorzu – z Legnicy i z Borne-Sulinowa, ruszyły oddziały Północnej Grupy Armii Radzieckiej, kierując się ku Warszawie. Zatrzymały się o 100 km od stolicy Polski, oczekując dalszych rozkazów. Jednocześnie z Legionowa, Modlina i Kazunia, wyruszyły kolumny żołnierzy LWP - piechoty zmechanizowanej i czołgów – dowodzone przez oficerów radzieckich i również pomaszerowały w stronę Warszawy.
 19 października rozpoczęły się obrady VIII Plenum KC PZPR. Ponieważ doszły już informacje o narastającym napięciu z Kremlem, członków Komitetu Centralnego ochraniali oficerowie BOR i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, umieszczeni w stołówce, w suterenie Belwederu! Ściągnięto także z Puław oddział specjalny, uzbrojony w nowoczesną broń amerykańską! Strzeżonego, Pan Bóg strzeże!
 Niespodziewanie, obradujący zostali powiadomieni, że na lotnisku wylądował samolot wiozący I sekretarza KP ZSRR Nikitę Chruszczowa, Mołotowa, Kaganowicza, Mikojana i innych radzieckich dostojników. Takie delegacje nie były zjawiskiem normalnym. Przybył także dowódca wojsk Układu Warszawskiego marszałek Koniew. Ale o tym ostatnim, Ochab wolał już nie wspomnieć członkom obradującego Plenum. Delegacja radziecka przybywała niezapowiedziana, a samolot, którym leciał Chruszczow, otaczały zaalarmowane polskie myśliwce, gotowe ostrzelać intruza! 
 Powitanie na lotnisku zapowiadało burzę. Chruszczow wysiadł z samolotu, grożąc pięścią. Najpierw przywitał delegację generałów radzieckich, a dopiero potem zwrócił się ku Polakom, także wygrażając im pięścią przed nosem.
Gomułce nie podał ręki. Na płycie lotniska stało wielu ludzi; kierowców, służby ochrony, oficerów. Afront wymierzony był nie tylko w osoby witające gości, lecz w całą polską partię. Aby uniknąć politycznego skandalu, Ochab, nadal jeszcze sprawujący stanowisko I Sekretarza PZRP, zwrócił Chruszczowowi stanowczą uwagę, żeby nie robił publicznie spektaklu, bo jest gościem w stolicy Polski, państwa suwerennego i przyjaznego Związkowi Radzieckiemu, ale to Chruszczowa wcale nie udobruchało.
Polacy zaproponowali, żeby rozmowy odbywały się w Belwederze. Tam też skierowały się limuzyny radzieckich gości. Trzeba bezstronne przyznać, że Polacy zachowali się honorowo i twardo, nie płaszcząc się przed delegacją radziecką. Biorąc pod uwagę, że w tym samym czasie w kierunku stolicy Polski maszerowały oddziały wojska radzieckiego i pancerne kolumny LWP, był to dowód dużej odwagi. Chruszczow był obrażony, że delegacji radzieckiej nie zaproponowano udziału w obradach Plenum i wybrano skład Biura Politycznego bez członków wskazanych przez Kreml. Na uwagę Chruszczowa: „ Czujemy się tak, jakbyście nam w twarz napluli!”, I Sekretarz KC PZPR Ochab, odpowiedział zimno, że „jesteśmy we własnym kraju i to, co robimy, to nasze wewnętrzne sprawy! Nie zagrażamy w niczym naszym sojusznikom, ani interesom Związku Radzieckiego.”
I Sekretarz KC PZPR Edward Ochab.
 Gomułka starał się konflikt złagodzić.
Chruszczow. - My do was nie mamy urazy. Ale on – wskazał na Ochaba, - nie uzgodnił tego z nami.
Ochab – A wy, uzgadniacie z nami, jaki macie skład Biura Politycznego lub Komitetu Centralnego?
Chruszczow się roześmiał.
- No, czto wy, czto wy!
Na wyjaśnienia Ochaba, dlaczego Plenum zamierza wybrać Gomułkę, nie akceptowanego przez Kreml, Chruszczow wrzasnął z wściekłością:
-Ten numer wam się nie uda! Jesteśmy gotowi do aktywnej interwencji!
Mówił to w momencie, kiedy na Warszawę maszerowały wojska Północnej Grupy Armii Radzieckiej, oraz jednostki LWP, skierowane z Pomorza do stolicy przez generała Huszczę. Do Zatoki Gdańskiej usiłował wpłynąć radziecki krążownik „Żdanow”, w otoczeniu mniejszych jednostek. Inwazja na Polskę była de facto rozpoczęta.
 Chruszczow oskarżył Polaków o kontrrewolucję i chęć zerwania sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Wszystko zależało od mądrości i rozwagi polskiego kierownictwa partii i rządu. W zakładach pracy zaczęły natychmiast powstawać grupy samoobrony, złożone z robotników i pracowników, zdecydowanych bronić stolicy przed agresorami. Ludzie wychodzili z zakładów na ulicę, okrzykami wspierając polską partię i Gomułkę. 
 Generałowie: Wacław Komar (Mendel Kossoj) dowódca Korpusu Obrony Wewnętrznej, KOW, oraz generał Włodzimierz Muś, dowódca Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego KBW, postawili swoje oddziały w stan pogotowia, obsadzając nimi obiekty strategiczne i patrolując ulice. Mówiono, że KBW rozda broń robotnikom Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu, gotowym bronić miasta. Nie wiadomo, czy była to prawda, czy tylko plotka. Ale Warszawa stłumiła oddech, nadsłuchując wiadomości nadchodzących z Belwederu. Ukazujące się gazety: „Życie Warszawy” „Trybuna Ludu”, „Po prostu” i inne czasopisma, były wprost rozchwytywane i czytane na głos. Na terenie całej Polski, w zakładach pracy odbywały się wiece i masówki. Ludzie ogromnie zaniepokojeni, spragnieni byli wiadomości o tym, co dzieje się w stolicy.
 Ochab potem wspominał, że dyskusje z delegacją radziecką, przypominały rozmowę dziada z babą. Dziad swoje, baba swoje. Żadna ze stron nie chciała odpuścić i rozmowy były bardzo burzliwe, bynajmniej nie przyjacielskie. Chruszczow poskarżył się, że o sytuacji w Polsce dowiadywał się z „Głosu Ameryki”. Wypominał Polakom, ile zniszczona Polska otrzymała pomoc ze Związku Radzieckiego, nawet gdy Związek Radziecki sam zmagał się z niedostatkiem. Wyjeżdżając z Moskwy do Polski, Chruszczow tajnie uzgodnił ewentualną interwencję zbrojną na Polskę, z Czechami i Niemcami. Oba te rządy przyjęły jego decyzję ze zrozumieniem, ale niespodziewanie sprzeciwiły się Chiny. Pierwszy Sekretarz Komunistycznej Partii Chin, Mao Tse Tung, zaprotestował. Nie dlatego, że zależało mu na Polsce, ale w ten sposób chciał zamanifestować niezależność chińskiej polityki zagranicznej. W tym okresie, pomiędzy Związkiem Radzieckim, a Chinami już narastał konflikt, który potem doprowadził do działań militarnych. Interwencja zbrojna w Polsce nie podobała się także Jugosławii, rządzonej wtedy przez Titę oraz Rumunii.
Chiny protestują przeciwko agresji ZSRR na Polskę.
 Prawdopodobnie, na zmianę decyzji Chruszczowa wpłynęła osobista rozmowa z Gomułką. Ten ostatni, wygłosił po polsku tak porywające przemówienie, że sam Chruszczow był pod jego wrażeniem. Powiedział potem, że „człowiek, który tak potrafi bronić swoich przekonań, musi być szczery”. Protokołujący to wystąpienie Jan Dzierżyński, (syn Feliksa) nie mógł nadążyć z przekładem słów Gomułki na język rosyjski. 21 października VIII Plenum wybrało na 1 Sekretarza KC PZPR towarzysza Władysława Gomułkę, Delegacja radziecka nareszcie zaakceptowała jego wybór.
 Społeczeństwo polskie przyjęło ten wybór entuzjastycznie. Dla wielu Polaków Gomułka był więźniem obozu stalinowskiego i polskim komunistą, który w 1948 roku miał odwagę przeciwstawić się Stalinowi. Gomułkę poparły także nawet koła katolickie. W czasie obrad Plenum, w warszawskich zakładach pracy, w FSO i na Politechnice Warszawskiej odbywały się burzliwe wiece. Społeczeństwo gotowe było stawić czoło radzieckiej agresji. Nieustępliwa postawa kierownictwa partyjno-rządowego i determinacja zwolenników przemian demokratycznych, skłoniły delegację radziecką do ustępstw. Chruszczow był zbyt mądrym politykiem, żeby ryzykować zbrojny konflikt z Polską, kiedy na Węgrzech wybuchło zbrojne powstanie, a Chiny zaczęły prowadzić własną politykę zagraniczną, wrogą Kremlowi. 
 W sobotę, przed wyjazdem do Moskwy, Chruszczow podjął decyzję o wycofaniu wojsk radzieckich do swoich jednostek. Wojsko polskie także wróciło do koszar. Teksty przemówień wygłoszonych na VIII plenum KC PZPR, opublikowano w 10 numerze organu KC PZPR miesięcznika „ Nowe drogi”, rozchwytywanego przez czytelników. Polacy po raz pierwszy może od 1945 r. byli dumni ze swego rządu. Warszawę ogarnął szał radości. Dali temu wyraz przychodząc tłumnie 24 października na Plac Defilad i w sto tysięcy głosów, entuzjastycznie śpiewając Gomułce:” Sto lat” .
 Nic podobnego nigdy więcej się nie powtórzyło. Dobrze niekiedy wrócić do przeszłości , aby stwierdzić, że potrafiliśmy być kiedyś dumnym narodem.

piątek, 11 stycznia 2019

CO TAM PANIE W POLITYCE?




  Tak mi się wydaje, że naszej ukochanej głowie państwa, w osobie pana prezydenta, trochę przybył drogiego ciałka. Dusiłam w piersi rozsadzający je szloch, kiedy biedaczysko rzewnie żalił się narodowi, że troszeczkę zazdrości tym osobom z Narodowego Banku Polskiego, które tak dobrze zarabiają. Bo ile zarabia prezydent, każdy wie. Mówił to ze smutnym uśmiechem na okrągłej buźce, która zaczyna coraz bardziej przypominać, oblicze przywódcy Korei Północnej, pana Kim Dzong Una. Ale to pewnie mnie się tak wydawało, ponieważ mam słaby wzrok. Zapewne jest to opuchlizna, na skutek zmartwień, jakie ostatnio dotykają pana prezydenta.
 Wiemy, ile zarabia głowa państwa polskiego, ale za cholerę nie mogliśmy się dowiedzieć, ile tak naprawdę zarabiają panie dyrektor (!) NBP. Rzeczniczka Narodowego Banku, bardzo elokwentna pani, w przydługiej przemowie przedstawiła zainteresowanym wysokość pensji pracowników banku. Ale za Chiny Ludowe, nie mogła sobie przypomnieć, jakie są zarobki wyżej wymienionych pań. Pytającym o to namolnie i bezczelnie dziennikarzom oznajmiła pogodnie, że nie spodziewała się tych pytań i nie jest na nie przygotowana. Dodała jeszcze, że z pewnością nie 65 tysięcy, jak to wroga prasa niesłusznie nagłaśnia. Nie usatysfakcjonowani dziennikarze, wyszli z konferencji zastanawiając się, ile naprawdę zarabiają obie przedmiotowe panie? Jeśli nie 65 tysięcy złotych, to może 66 tysięcy? Albo tylko 1500 złotych i nie wiążą końca z końcem, niczym zwykli polscy emeryci?

Zanim ktoś dowie się prawdy, sam prezes NBP, wystąpił z namiętną obroną dwóch nieszczęsnych matek, tak diabolicznie, po seksistowsku i podle nękanych, oraz prześladowanych przez obrzydliwych pismaków, którzy po prostu uwzięli się na obie niewinne i nieposzlakowanie uczciwe polskie niewiasty. 
 Czekałam tylko, kiedy pan prezes NBP powie; dwóch karmiących matek, ale nie powiedział, bo chyba już nie karmiły. 
Dwie niekarmiące matki!
Był widać potężnie wkur… wkurzony, bo rewanżując się panu wicepremierowi Gowinowi za jego uwagę, poradził mu, aby dotlenił mózg głęboko oddychając, lub wszedł pod prysznic, żeby się ochłodzić! Dokopawszy prasie i wicepremierowi, pan prezes oddalił się przekonany, że honor jego pracownic został dzielnie i po męsku obroniony.  

 W ogóle, dyskutując z prasą, pan Glapiński zachowywał się tak beztrosko, jakby pragnął im powiedzieć: - A teraz panie i panowie, pocałujcie mnie w dupę!
PiS, pomimo niektórych zastrzeżeń, jakie ma do pana prezesa NBP, przebąkuje, że usunąć go nie może, gdyż na skutek zapisu w Konstytucji pan prezes jest nieusuwalny do końca swej kadencji. W stosunku do pani Gersdorf, prezesa Najwyższego Sądu, PiS takich zastrzeżeń nie miał i próbował ją i innych sędziów zwolnić, przed upływem ich kadencji. 
 Ale wiadomo, że bliższa koszula ciału. Pan Glapiński jest zaufanym człowiekiem „ojca narodu” Kaczyńskiego, bo to on zbudował fundusze PiS-u i być może, wie o panu Jarosławie takie rzeczy, że lepiej będzie pozostawić go w spokoju. Ostatecznie nawet Jaś Kiepura przyznawał się głośno, że:
BRUNETKI, BLONDYNKI, JA WSZYSTKIE WAS DZIEWCZYNKI, CAŁOWAĆ CHCĘ!” A że pan prezes szczodrze płaci im za dobrze wykonywana pracę, to tylko można pochwalić!
Podobno to znakomita pracownica.
Pan prezes Glapiński wprawił ponownie rodaków w osłupienie, oświadczając z tryumfem, że pan Chrzanowski, powiązany z aferą KNF o przekupstwo, wyjdzie za tydzień z więzienia! Skąd pan prezes wie, jak zadecyduje prokuratura? Można się domyślić, że w tej kwestii zasięgnął informacji u źródła, czyli u ministra Ziobro. Jak to dobrze mieć ustosunkowanych kolegów. Człowiek zawsze jest świetnie poinformowany.
Zanim zdumione środki masowego przekazu chwyciły oddech, nadleciała nowa wiadomość, że pani minister Rafalska wylała na zbitą twarz panią wiceminister E. Bojanowską, która jest podobno odpowiedzialna za bulwersującą treść projektu ustawy o przemocy w rodzinie. Trochę to wydaje mi się dziwne, bo przecież pani minister Rafalska ten projekt widziała i go podpisała!!!! 
 Na dobrą sprawę,pani Rafalska powinna podać się do dymisji, ale znalazła osobę chętną do poniesienia ofiary. Widocznie pani Bojanowska nie miała mocnych pleców u ojczulka Rydzyka. Dyrektor z Torunia, niesłusznie zwany „ojcem”, jest ostatnio bardzo usatysfakcjonowany, gdyż otrzymał z rządowych rąk, niebagatelny datek w celu rozbudowy geotermalnej inwestycji w Toruniu, która rzekomo ma ogrzewać całe miasto. Wprawdzie specjaliści od wód geotermalnych twierdzą, że to się nie opłaca, bo woda jest zbyt zimna. 
 Niedowiarki, nie chcą zrozumieć, że wystarczy modlitwa pobożnego ojczulka, aby wody stały się wprost wrzące! Wszystkim prawym Polakom słuchającym „Radia Maryja” i oglądającym telewizję „Trwam” wiadomo, jak ohydnie lewacy, oraz ateiści gorszego sortu, czepiają się szanownego dyrektora „Radia Maryja” i telewizji „Trwam”, które to programy utrzymują Polaków przy wierze katolickiej i otwierają im drogę do zbawienia. Zresztą cóż znaczą te setki milionów, w porównaniu do rewanżu przy najbliższych wyborach, kiedy to każdy katolicki wyborca dowie się, z ust samego  Rydzyka, na kogo ma głosować! Po prostu nowy święty, obrońca wiary i tyle!
Ostatnio nasz drogi przyszły święty, ostrzegł rodaków, żeby nie wspomagali WOŚP Owsiaka, bo to szatańskie pokuszenie i biorąc w tym udział, mogą trafić do otwartych już bram piekielnych! Po prostu łza się w oku kręci na myśl, jak ten bogobojny człowiek troszczy się o wszystkich, którym diabeł Owsiak zagraża!
Istne piekło!Liczenie pieniędzy w WOŚP.
 Poza tym, wiele hałasu o nic. No bo kto może mieć pretensje do myśliwych, którzy mają odstrzeliwać dziki roznoszące choroby? Oczywiście nikt z myślących rozsądnie. Ale już znaleźli się fałszywi obrońcy zwierząt, którzy brutalnie wymusili na panu Kowalczyku, ministrze Środowiska, żeby myśliwi nie strzelali do ciężarnych loch i loch idących z małymi warchlakami. Takie zarządzenie podobno już wyszło, ale ja jestem ciekawa, jak myśliwy z odległości kilkuset metrów dostrzeże, czy pani dzikowa jest w stanie błogosławionym, czy nie?
Po prostu myśliwy pociągnie za cyngiel i po kłopocie. Niech nie roznoszą chorób!
Locha z warchlakami
Tym sposobem pozbędziemy się ponad dwustu tysięcy dzików, pustoszących, niczym ordy tatarskie, nasze pola i lasy. Po dzikach pozbędziemy się kilkuset żubrów, bo są stare chore i sprawiają przykre wrażenie. Wprawdzie ekolodzy mówią, że padły żubr staje się pokarmem dla innych zwierząt, bo nic w naturze nie ginie. Ale co tacy ekolodzy wiedzą? Rząd PiS-u wie lepiej.
 Na przykład, jak hodować konie arabskie! Stadnina w Janowie okazała się całkiem nieopłacalna, choć dawniej przynosiła ogromne zyski i była wizytówką Polski. Za rządów dyrektora wyznaczonego przez PiS, konie zdychały. Ale to tylko propaganda PO i nic więcej, więc nie należy się czepiać byle czego!

Ostatnio wszyscy dostojnicy PiS-u zrobili się jacyś nerwowi. Pan minister Kultury Nauki i Dziedzictwa Narodowego prof. Gliński, skrytykował reżysera Smarzowskiego i panią Agnieszkę Holland, oświadczając, że działają na niego jak czerwona płachta na byka! Ta czerwona płachta to pani Holland, bo rzekomo czerwona, ale jaki z ministra Glińskiego byk? Wypowiedź polskiego ministra Kultury, znajduje się idealnie na poziomie mentalności PiS-u!
 No, teraz będzie bomba! Do Polski przyjechał nie byle jaki gość, bo sam wicepremier rządu włoskiego Matteo Salvini, znany ze swoich sympatii do prezydenta Rosji Putina. Spotkał się z naszym genialnym prezesem Kaczyńskim i rozmawiał z nim o zawiązaniu sojuszu, przeciwko obecnej zgniłej i biurokratycznej Europie. Co powiedział prezes, nie wiadomo, ale podobno był zadowolony, bo Salvini nawet pochwalił kota!
Niepubliczne środki masowego przekazu, wpadły w szał, z przerażeniem zastanawiając się, co to będzie, jak Kaczyński razem w Salvinim i Orbanem pójdą pokłonić się Rosji! Albo stworzą wspólnie faszystowską Europę, w której głos będą mieć tacy wielcy ludzie, jak obecny pan minister Andruszkiewicz, który powiedział, że tylko historia oceni wielkich ludzi. Takich, jak on!
Hm, pewnie nie grzeszę inteligencją, bo czasem się zastanawiam, dlaczego to grzech lubić prezydenta Rosji, a nie USA? Bo Putin jest byłym oficerem KGB! - powie ktoś bardzo naiwny. Ha,ha,ha! - zaśmiał się hrabia arystokratycznie, - jak to czasem żartowaliśmy w domu.
 Zaręczam, że połowa amerykańskich kongresmanów i innych polityków siedzi po uszy w CIA, którą wdzięczni rodacy wprost nazywają „kartelem morderców”! Więc czymże jest gorsze KGB od CIA? Ostatecznie nie każdy może zdobyć się na sympatię do Trumpa, który 2 stycznia br, oświadczył oficjalnie, że „Byle Europa płaciła, to najważniejsze. Europa go nie obchodzi!” Mając takiego sojusznika, możemy być pewni, że włos nam z głowy nie spadnie!

Ostatnia wiadomość! Aresztowano Polaka i Chińczyka szpiegujących na rzecz Chin. Jestem szalenie ciekawa, co w Polsce można wyszpiegować, kiedy niemal wszystko jest jawne, oprócz poborów dwóch niekarmiących matek z NBP?
I tym optymistycznym akcentem kończę moje uwagi.