poniedziałek, 9 września 2013

Czy politycy wierzą w cuda?

            5.09.2013 r.
            
           
            Obawiam się, że światu zagraża nowa wojna. Bogu dzięki, że tym razem Polacy nie dali się nabrać „siostrzycy” zza oceanu i potraktowali buńczuczne wypowiedzi Ameryki dosyć chłodno. Chwała nam za to! Nasi chłopcy nie będą ginąć w Syrii, jak ginęli i giną w Iraku i Afganistanie. Wprawdzie władze głośno niby przyznają rację panu Obamie, że trzeba poskromić Asada i dać mu do zrozumienia, że bardzo brzydko się zachowuje, używając broni chemicznej, ale czynią to jakby z obowiązku, bez poprzedniej bojowości i zapału.
            A tak na marginesie, to przed kilku laty pan prezydent Bush junior, zapewniał cały świat, że Ameryka ma niepodważalne dowody na to, iż Irak ma bombę atomową i zamierza jej użyć, zagrażając całej cywilizacji! Prócz Rosji, wszyscy pośpieszyli bohaterskiej Ameryce w sukurs, posyłając do Iraku wojska, oczywiście z Polską na czele! Nikt nie słuchał Rosji, która twierdziła stanowczo, że Irak nie ma  żadnej bomby atomowej i naszym sprzymierzeńcom za oceanu wcale o atom nie chodzi. Przyszłość pokazała, że w Iraku rzeczywiście nie było broni nuklearnej, co Ameryce bynajmniej nie przeszkodziło zaatakować tego kraju, zgarnąć ogromne bogactwa dawnej Persji i dostać się do ropy naftowej. Przy sposobności z rozpędu powiesili Husseina! W dzisiejszych czasach, kiedy ktoś nie wie, o co chodzi w wielkiej polityce zagranicznej, to z pewnością chodzi o pieniądze i ropę naftową. Polska za pomoc Amerykanom, dostała w Iraku lanie i wyszła z wojny z gołą pupą, wpakowawszy w ten interes mnóstwo naszych pieniędzy, nie licząc krwi żołnierzy. A tyle było obietnic....  Podobnie przegrani wyjdziemy z Afganistanu.
            Obecnie mamy jakby powtórkę z rozrywki. Pan prezydent Obama dokładnie wie, że Asad użył broni chemicznej, chociaż przedstawiciele ONZ, wcale jeszcze tego nie potwierdzili. Ameryka znowu gotuje się do dania dyktatorowi nauczki, za pomocą rakiet i bomb. ( przezornie  swoich żołnierzy już tam nie posyłają). Rosja ponownie twierdzi, że władze Syrii nie użyły broni chemicznej, tylko zrobili to rebelianci, bo źle im się wiedzie w tej wojnie. Konia z rzędem temu, kto w tej kwestii ma rację.
            Mnie jednak zastanawia coś zupełnie innego. Lada dzień pociski amerykańskie mające rzekomo ukarać Asada, spadną na Syrię, bombardując Damaszek i inne miasta. Skąd Amerykanom wiadomo, że ich pociski i bomby  uderzą właśnie w zwolenników Asada? Mają węszyć jak pies policyjny i uderzać w przedstawicieli rządu, a rebeliantów i cywilną ludność omijać?  Byłby to zaiste cud! Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Natomiast jestem pewna, że  w czasie ataku amerykańskiego, zginie znowu wielu zupełnie niewinnych ludzi. Ale kogo obchodzą ofiary, kiedy idzie o wielką politykę?  Gdy nie wiesz, o co w tej wojnie chodzi, to z pewnością chodzi o.... 

            Pana prezydenta Obamę, tak wkurzyły obiekcje prezydenta Putina, że zachowywał się w Petersburgu niczym rozgrymaszony chłopiec. Widocznie w dzieciństwie nikt go nie nauczył, że w cudzym domu należy być uprzejmym wobec gospodarzy. No, ale kto miał go tego nauczyć?                   Amerykanie od dawna uzurpują sobie prawo do ratowania świata przemocą, wywołując coraz to nowe konflikty zbrojne. Nie chcę być złym prorokiem i doczekać tego, ale w końcu ktoś może się zdenerwować, i (używając ulubionego powiedzonka Jankesów) skopie im tyłek!