środa, 9 października 2013

O tym i o owym.

16.09.2013 r.
            
            Połowa września okazała się dla mnie fatalna. Trochę chłodu i natychmiast zapalenie gardła, tchawicy i płuc. Nie za dużo chorób, jak na jedną osobę?  Za grosz nie mam odporności. Jeszcze w dzieciństwie, lekarz zalecił mi coroczny wyjazd nad morze, bo potrzebuję jodu. Kiedy pracowałam, i potem na rencie, jeździłam do Kołobrzegu nawet dwa razy w roku, i czułam się znakomicie. Niestety, obecnie wczasy są luksusem, w każdym razie nie na kieszeń niektórych emerytów, więc musiałam zrezygnować z wyjazdów i kilka razy w roku ponoszę tego konsekwencje, zapadając na zdrowiu.
            Dwa tygodnie leżałam i ledwie zipię. Jestem taka osłabiona, że nawet myśleć mi się nie chciało, a co dopiero pisać. Od 6.09. dziś pierwszy raz włączyłam laptop i zasiadłam do klawiatury.     Jakoś cicho minęła okrągła 330 rocznica jednej z największych bitew świata - Odsieczy Wiedeńskiej. Była to bitwa tak sławna, że europejscy kupcy na wizerunkach króla Jana III i pamiątkach z Polski, robili kokosowe interesy, podobnie jak Anglia w sierpniu br. z okazji urodzin małego księcia Georga. Król Jan nie doczekał się wdzięczności ze strony Austriaków. Cesarz Leopold, któremu uratowaliśmy tyłek, nawet nie raczył kiwnąć nosem królewiczowi Jakubowi, przedstawionemu mu przez króla. Wiedeń zamknął bramy przed spragnionymi wojskami polskimi, nie dając nam dostępu do wody i pożywienia.  
             Potęga otomańska nie padła jednak pod Wiedniem. Dopiero dwie wielkie bitwy na Węgrzech pod Parkanami, zadecydowały o losie Turcji. Pierwszą bitwę król przegrał, gdyż dał się zaskoczyć. Ale już w następnej batalii, odniósł olśniewające zwycięstwo, rozgramiając wojska tureckie, wyzwalając Budapeszt i całe Węgry. Po tej klęsce, mocarstwo otomańskie już nigdy się nie podniosło. Będąc na Węgrzech, nie zauważyłam, żeby się ktokolwiek tym przejmował. Jak zwykle jesteśmy nie docenieni. A środki masowego przekazu, mają historię Polski w dużym poważaniu, zajmując się gadaniem o polityce i politykach, czyli ględzeniem.
            Cieszę się, że dzięki wysiłkom dyplomacji rosyjskiej, nie doszło do ataku na biedną Syrię.
            Dziś w Krakowie pogrzeb Sławomira Mrożka. Największego ironisty świata, znanego w niemal każdym cywilizowanym kraju. Jego prochy wiózł wspaniały oszklony karawan, jaki zapamiętałam z lat dziecinnych. Bo tylko Kraków umie przechowywać relikty przeszłości i odpowiednio je prezentować. Mrożek spoczął w krypcie kościoła św. Piotra i Pawła na Grodzkiej, w Panteonie Zasłużonych, obok jezuity księdza Skargi. Chciałabym być świadkiem ich nocnych kłótni, bo obaj panowie mieli gadanego! 

            Mamy w TVP I  nowy talk- show (ohydne słówko, jakby nie można było napisać: program rozrywkowo-publicystyczny) Nazywa się „Świat się kręci” i prowadzony jest przez panią Młynarską. Z tego powodu, telewizja pozbawiła miliony polskich dzieciaków „Dobranocki”, na której wychowało się kilka pokoleń. Sama lubiłam oglądać Bolka i Lolka, Reksia, Uszatka i innych zapamiętanych przeze mnie”Dobranocek”. Czy warto było odbierać dzieciom przyjemność, żeby pokazać gadające głowy i panią Młynarską, która jakoś nigdy nie miała szczęścia do interesującego programu? Zaproszeni przez nią goście mówią to, co zwykle, czyli nic nowego, a dzieciaki wieczorem się nudzą! Zwłaszcza podczas deszczu...