czwartek, 28 listopada 2013

J.F.K. - prawda czy fikcja.

            27.11.2013 r.
            
           
            Ostatnio brakowało mi weny do pisania. Mam mnóstwo tematów w głowie, tylko nie chce mi się przelać ich na papier. Po prostu lenistwo. Niedawno minęła 50 rocznica zamachu na prezydenta USA  J.F.Kennedy,ego. Z tej okazji wyemitowano film o wypowiedziach współczesnych świadków tych wydarzeń, na temat zamachu. Obejrzałam film raczej z niesmakiem. Był bardzo tendencyjny, a jego twórcy nawet nie potrudzili się, żeby poszukać innych wątków zbrodni, niż ten ograny z Oswaldem w  roli zabójcy.
            Osobiście doskonale pamiętam ten listopadowy dzień, kiedy polskie radio podało wiadomość o zamachu i śmierci Kennedy,ego. W Polsce zrobiło to wielkie wrażenie, ludzie byli po prostu wstrząśnięci okropną zbrodnią. W katedrze warszawskiej odprawiono nabożeństwo żałobne, a przedstawiciele ambasady amerykańskiej odśpiewali słynną pieśń:”Glory, glory, Aleluja!”.W telewizji polskiej, jeszcze czarno-białej, pokazano fragmenty pogrzebu prezydenta. Kennedy cieszył się w naszym kraju wielką popularnością i sympatią, chyba odrobinę na wyrost, bo nie bardzo na to zasługiwał. Oczywiście, Amerykanie mogli się nim zachwycać, wybaczając mu jawne romanse i niestałość polityczną oraz promowanie własnej rodziny, np. brata Roberta.
            Natomiast my nie mieliśmy specjalnie wielu powodów do darzenia go sympatią. Po pierwsze był germanofilem. Pamiętacie jego słynne zawołanie? „Jestem Berlińczykiem!” To bynajmniej nie była dyplomatyczna deklaracja, lecz szczere oświadczenie wygłoszone z miasta, które było gniazdem faszyzmu i hitleryzmu, skąd wyszedł demon totalnej II wojny światowej i zagłada Polski. Już to powinno  nieco ochłodzić naszą, jak zwykle w stosunku do Ameryki, bezpodstawną sympatię. Poza tym, o czym wówczas nie wiedzieliśmy, młody Kennedy miał podobno romans z agentką hitlerowską, a jego rodzina była powiązana z mafią. Cierpiąc na silne bóle kręgosłupa, Kennedy zażywał mnóstwo leków i stał się lekomanem. Dla swojej młodej żony też nie był przykładnym mężem, narażając ją na wiele upokorzeń. Miał kochankę, która była na usługach mafii. Te niepochlebne dla niego fakty wyszły na jaw wiele lat po jego śmierci.
            Łacińskie przysłowie powiada: Is fecit, cui prodest. - Ten zrobił, komu to przynosi korzyść. Związek Radziecki, w osobie I sekretarza KPZR Nikity Chruszczowa, zawarł z Kennedym, zwolennikiem pokojowego rozwiązywania spornych zagadnień międzynarodowych, porozumienie w sprawie Kuby i bynajmniej nie zależało mu, by na miejsce Kennedy,ego przyszedł  wiceprezydent Lyndon Johnson, znany z radykalnych poglądów, który otwarcie opowiadał się za  dalszą wojną w Wietnamie. Również ówczesny szef CIA, nie darzył obu braci Kennedych sympatią, podobnie jak większość republikanów, a nawet szefów mafii.

            Jest wiele wątków dotyczących zabójstwa prezydenta Kennedy,ego i wielka szkoda, że nie mieliśmy okazji poznania  innych opinii na ten temat. Mam wrażenie, że prawdy o śmierci prezydenta nie dowiemy się nigdy. Podobnie, jak nie dowiemy się, kto naprawdę był sprawcą zamachu na generała Sikorskiego. Są akta, które na zawsze pozostaną zamknięte w tajnych sejfach służb specjalnych. Ale -  cum tacent, clamant – milczą, a jednak wołają!