wtorek, 28 stycznia 2014

Ciąg dalszy o lekturze.

26.01.2014 r.
            
            Nie lubię romansideł i moją lekturę stanowi przeważnie literatura faktu. Zresztą odziedziczyłam po Ojcu zainteresowanie dziejami II wojny światowej, opisywanej w większości przez pisarzy amerykańskich i angielskich. Rzecz ciekawa, że dla większości tych pisarzy, tragedia, walka i martyrologia Polski, stanowią absolutnie marginalny temat, wspominany przeważnie jedynie ze względu na eksterminację Żydów. Czytałam niedawno biografię marszałka Rzeszy Göringa Richarda Overy, teraz czytam „Himmler Reichsführer SS” Petera Padfielda , obie książki pisane przez autorów anglojęzycznych. Przyznam, że książki co nieco mnie zdenerwowały małostkowym i niesprawiedliwym potraktowaniem  wojennych losów mej ojczyzny. 
            W książce Padfielda spotkałam się ze wzmianką o tym, że podobno przed wojna polska komisja (jaka?) badała możliwość emigracji Żydów polskich na Madagaskar i na tej podstawie Adolf Eichmann miał opracować fikcyjny plan emigracji Żydów z terenów Rzeszy. Wybuch wojny w 1939 r. w Polsce, potraktowany jest epizodycznie. Autorzy niemal wcale nie wspominają o ciężkich stratach, jakie ponieśli Niemcy wkraczając do Polski i o bohaterskiej obronie Warszawy zamienionej na twierdzę. Co gorsza, nie ma wzmianki o bestialskich zbrodniach już na samym początku wojny na polskiej ludności cywilnej. Nic nie wiemy o rozstrzeliwaniu polskich oficerów i żołnierzy, o krwawych masakrach w Bydgoszczy i innych miasta polskich. Jeden i drugi pisarz kwitują te sprawy stwierdzeniem, iż przywódcy i inteligencja polska w 1939 r. została wyeliminowana niemal całkowicie. Co jest oczywistą nieprawdą! Natomiast obaj autorzy rozpisują się szeroko nad  bestialskimi zbrodniami Niemców w 1939 r. nad Żydami w Polsce, wpychanymi siłą do gett. O ile mi wiadomo, w roku wojny gett jeszcze na terenie Polski nie było, zostały wprowadzone kilka lat później. Czytając obie  biografie dostojników Rzeszy, odniosłam niemiłe wrażenie, że to Polacy byli w Polsce mniejszością narodową, nie zaś Żydzi. Na stronie 314 znalazłam jeszcze jedno kuriozalne stwierdzenie cytuję: „W Generalnym Gubernatorstwie (-) pozostali mieszkańcy byli Polakami, Ukraińcami, g ó r a l a m i, Łemkami;”. Autor „Himmlera” stale używa nazwy „w dawnej Polsce”, tak, jakby po 39 roku, Polska już jako naród nie istniała. Dzięki  panu Padfieldowi, dowiedziałam się także, gdzie w czasie II wojny światowej została popełniona  pierwsza masowa zbrodnia ludobójstwa. Miała ona miejsce w 1940 roku, na terenie Francji, w pobliżu Le Paradis i we Flandrii, gdzie dywizja SS, wymordowała około 180 żołnierzy angielskich. 
            Masowe rozstrzeliwanie ludności w Wawrze i Palmirach w Polsce, widocznie według angielskiego autora, nie zaliczały się do ludobójstwa, bo nie ma o nich nawet wzmianki. Po lekturach książek pisarzy anglojęzycznych, zawsze odnoszę wrażenie, że nie tylko Niemcy uważali Polaków za „podludzi”. Wystarczy wziąć do ręki literaturę faktu  Ryana:”O jeden most za daleko”, aby przekonać się, jak  Niemcy traktowali walczących z nimi, żołnierzy angielskich i Amerykanów. Po prostu po rycersku, z szacunkiem, a nawet przyjaźnią. Bo de facto, Niemcy hitlerowskie uważały Brytyjczyków za braci krwi, Anglosasów, i przez lata wojny, kanałami dyplomatycznymi, nieustannie próbowały zawrzeć z Anglią pokój. Hitler i inni przywódcy Niemiec, wielokrotnie podkreślali wspólną krew germańską płynącą w żyłach Brytyjczyków.
            Himmler był Reischführerem SS, policji i gestapo, więc byłoby wskazane naświetlić jego rolę w  Polsce – jedynym kraju w okupowanej Europie, gdzie istniał podziemny rząd i armia i niemal codziennie zdarzały się akcje zbrojne przeciwko funkcjonariuszom policji, gestapo, czy Wehrmachtu. Ale na ten temat także nie ma wzmianki, podobnie jak o słynnym zamachu na  Franza Kutscherę, dowódcę SS i Policji na Dystrykt Warszawski, odpowiedzialnego za niesłychany terror i zbrodnie ludobójstwa na mieszkańcach stolicy.
             Za to Padfield rozpisał się obszernie o zamachu na Heydricha, który podobno dał się Czechom we znaki, łamiąc opór armii podziemnej! Pierwszy raz w życiu usłyszałam, że Czesi mieli armię podziemną! Chyba autorowi coś się pokićkało w głowie. Aby zabić hitlerowskiego oprawcę, wysłano z Anglii do Pragi, trzech przeszkolonych komandosów, którzy dokonali zamachu. Heydrich był tak pewny swego bezpieczeństwa, że jeździł bez obstawy! Czesi po zamachu ogarnięci panicznym strachem, według raportów SD, na ulicach podnosili ramiona w hitlerowskim pozdrowieniu, prezentując Niemcom podręczniki do nauki języka niemieckiego. A zamachowców  wydał ktoś za pieniądze. W odwecie, Niemcy spalili jedną wieś i rozstrzelali kilkuset Czechów. W Warszawie każdego dnia rozstrzeliwano po 100 i 200 mieszkańców, nie licząc łapanek na ulicach. Zamachu na strzeżonego Kutscherę, dokonało kilku młodych chłopców, nieledwie dzieci, a mieszkańcy Warszawy nie ugięli się pod lawiną kar, jakie spadły na stolicę!  
            1 lutego minie 70 rocznica wspaniałego czynu zbrojnego AK. Nie wiem, czy ktoś o tym głośno wspomni, żeby broń Boże, nie zdenerwować naszych przyjaciół za Nysą, którzy nie mieli takich obiekcji, ukazując Armię Krajową,  jako bandę łotrów i morderców Żydów w filmie: „Nasze matki, nasi ojcowie” - i w tym miejscu powinien być dopisek: - ludobójcy!
            Właściwie większość książki o Himmlerze poświęcona jest zbrodniom przeciwko Żydom. Naturalnie obóz koncentracyjny w Oświęcimiu, też został zbudowany tylko dla nich, co jest  nieprawdą, ponieważ wszystkie najniższe numery więźniów w Auschwitz, noszą Polacy. To dla nas, niepokornych buntowników, został założony ten obóz śmierci, a Żydów dowożono tam dopiero później. Pierwsi więźniowie to polscy harcerze, oficerowie, inteligencja i ziemiaństwo polskie. Ale oczywiście Anglicy i Amerykanie wiedzą lepiej, kto w Auschwitz siedział.
            Uśmiałam się jak norka, przeczytawszy na str. 439, że jeńcy brytyjscy zachowywali się tak dumnie i pewnie, że organizowali akty oporu i sabotażu w fabrykach niemieckich oraz u bauerów na wsiach. W  Gdańsku, przekonywali nawet polskich robotników przewidzianych do zniemczenia, że Niemcy przegrają, a Polska powróci na mapy świata! Autor widocznie nie wiedział, że Niemcy nie zniemczali polskich robotników, bo do Niemiec nikt z własnej woli nie jechał. Byli to nieszczęśnicy z ulicznych łapanek, lub osoby zmuszone przez Urzędy Pracy, czyli Arbeitsamty. Poza tym, Polaków nie trzeba było przekonywać, że Polska  odzyska wolność.  
               Ze wszystkich krajów ogarniętych przez Niemców: Francji, Holandii, Belgii, Norwegii, Danii, a także państw Bałtyckich, Litwy, Łotwy i Estonii, nawet Rumunii czy Węgier, Niemcy rekrutowali mężczyzn ochotników do oddziałów Waffen SS. Szczególnie wielu było Ukraińców w oddziałach SS Galizien, odznaczających się wyjątkowym okrucieństwem. Pełnili oni również służbę jako wachmani w obozach koncentracyjnych.

                O morale narodu polskiego świadczy fakt, że rdzenni Polacy nigdy nie byli w tej sprawie brani pod uwagę. Ale tego w książce nie ma, bo Polacy przedstawieni są w niej bardzo niekorzystnie i tendencyjnie, jako bierne barany, a nawet zabójcy Żydów za niemieckie pieniądze!