wtorek, 28 stycznia 2014

Co ma urocza pani wicepremier do Reichsführera?

25.01.2014 r.
           
            

            Zima ponownie nas zaskoczyła, co nie powinno już dziwić nikogo, bo  dzieje się tak co roku. Pociągi przymarzają do szyn, a pasażerowie przemarzają do kości, czekając na opóźnione pociągi. Właściwie prócz zmarzniętych pasażerów, nikt się tym nie przejmuje, bo i po co szarpać sobie nerwy. Przyjdzie wiosna i trakcje kolejowe odmarzną, a pociągi dalej się będą spóźniały, bo to już nasza powojenna tradycja.( niechlubna!) 
            W tym roku także nikt się nie przejmował szczękającymi z zimna pasażerami i pociągami opóźnionymi o wiele godzin. Zagadnięta na ten temat nowa, bardzo urocza pani wicepremier, odrzekła pogodnie dziennikarzom iż, - cytuję:  - Taki mamy klimat. Sorry!
            Abstrahując już od tego, że pani wicepremier nie powinna w wywiadach telewizyjnych używać słówek angielskich, bo mamy jeszcze Polskę, a nie anglojęzyczną kolonię.(taką mam przynajmniej nadzieję) Jej dowcipna wypowiedź dziwnie skojarzyła mi się z czytaną obecnie bardzo ciekawą biografią Reichsführera SS Heinricha Himmlera, autorstwa Petera Padfielda. Otóż Himmler oskarżany przez opozycję Wehrmachtu, o okrucieństwo wobec ludności polskiej, zamarzającej w pociągach, oświadczył:
            -  Po prostu nic się nie da zrobić (-) kiedy się jedzie z Łodzi do Warszawy i pociąg przez 10 godzin stoi na torach. Nie można winić pociągu ani kogokolwiek. T a m  j e s t  t a k i  k l i m a t!

            Cóż za dziwna zbieżność poglądów, nieprawdaż? I absolutna obojętność. Bo pani wicepremier nie jeździ wyziębionymi pociągami, stojącymi godzinami w trzaskającym mrozie. Piszę o tym z  własnego doświadczenia. Podróżując kiedyś w zimie z Rzeszowa do Bolesławca, spędziłam 8 godzin, w stojącym na trasie pod Bochnią pociągu, przy -10 stopniach mrozu, w nieogrzewanym wagonie I klasy. Bez jedzenia i picia, bo sądziłam, że wszystko kupię w wagonie restauracyjnym. Niestety, wagon podłączono dopiero w Krakowie, kiedy wszyscy pasażerowie przypominali już sople lodu. Przyjechałam do domu z  zapaleniem płuc! Od tego czasu nic się nie zmieniło, z wyjątkiem pana ministra na panią wicepremier.