piątek, 21 marca 2014

„Cóż tam, panie w polityce?”



20.03.2014 r.

          
            Omal się nie popłakałam ze wzruszenia. Jak ślicznie wyglądał nasz pan premier, na tle gwiaździstego sztandaru! Nasz, polski, gdzieś zapchali do kąta i był prawie niewidoczny. Pan premier ogromnie był wdzięczny panu wiceprezydentowi, że ten raczył się pofatygować do Polski i zapewnić nas, że Ameryka nie pozwoli nam wziąć nawet guzika. ( starsze pokolenie z pewnością wie, czym się takie deklaracje skończyły) Oczekiwałam w nabożnym skupieniu, kiedy pan premier pocałuje pana wiceprezydenta w rączkę. Za to, że się zjawił i przemówił! Jak  łaskawy pan do wiernego sługi. Obiecał, że w 2018 roku, będziemy mieć tarczę. No i o to cały czas chodziło!
            Dziś widziałam na niebie białe smugi samolotowych condensation trail, niby w czasie wojny. Ponury prognostyk. Właściwie to nasi politycy, od siedmiu boleści, już wydali wojnę Rosji. Telewizja i radio, mówiąc o panu Putinie, uparcie omijają jego tytuł, częstując nas za to  ustawicznie, obrazkiem z kremlowskiej sali Georgijewskiej, z wchodzącym do niej prezydentem. To już stało się nudnym nawykiem naszej TVP. 
            Powinni choć raz pokazać salę muzeum Zbrojowni na Kremlu, gdzie wśród innych skarbów, znajduje się wspaniały, ogromny, srebrny jednogłowy orzeł w koronie na głowie, z rozpostartymi skrzydłami. Bynajmniej nie ukradziony! To podarunek króla Jana III Sobieskiego, dla cara Aleksieja Michajłowicza Romanowa! Widać nie zawsze byliśmy z Moskwą na noże.
            À propos noży. Od jakiegoś czasu zaczęła spadać cena wieprzowiny i nadal jest coraz niższa, kotlety i karkówka za pół darmo.  Dla cienkiego portfela emeryckiego to radocha, ale przestaje mi być wesoło, kiedy pomyślę, jakie miliardowe straty przyniesie Polsce stosowanie się rządu do nakazów zza oceanu i darcie kotów z naszym wschodnim sąsiadem, który jest, a może już tylko był, największym partnerem handlowym. Tych kolosalnych strat w handlu, jakie ponoszą  dziś polscy przedsiębiorcy, nie zrekompensują nam tkliwe zaręczenia pana wiceprezydenta USA.( o zwrocie forsy wydanej przez nas na Pustynną Burzę i Irak, jakoś nie wspomniał) Te straty odbiją się  wkrótce na naszej kieszeni. Żeby już do końca pognębić paskudną Moskwę, przestaliśmy lubić rosyjskie chóry. Podobno mundury nam się nie widzą, w „dobie agresji Rosji na Ukrainę!”(cytat z telewizyjnych wiadomości) Ludzie protestowali i nosili transparenty z napisami  – do kamery TVP.
             Mamy szczęście, że  nasz niegdyś znakomity chór Wojska Polskiego, koncertuje już tylko w TV TRWAM, śpiewając godzinki. Bo jakby wybrał się do Rosji i wystąpił w strojach husarii, to  Rosjanie, w rewanżu, mogliby zakręcić kurki gazu, na znak protestu i pamiątkę Wielkiej Smuty, kiedy to waleczni rycerze polscy, nie przebierając w środkach, wyrżnęli mnóstwo Moskwiczan.          
             Gdyby wizytujący nas, pan wiceprezydent USA znał historię Polski, bardzo by się z tego ucieszył. Ale niestety nie zna, bo to  nie jest mu do niczego potrzebne. Wystarczy, że cały rząd polski nisko mu się kłania, a pan Sikorski odgraża się Moskalowi!
„Jakby kiedy co do czego,
         Myśmy – wi sie, nie od tego!”