piątek, 14 marca 2014

Naród, który nie zna i nie ceni swej historii i bezcześci bohaterów, przestaje być narodem!



13.03.2014 r.
           
           
            Na wstępie, pozwolę sobie trochę pożartować, ale będą to złośliwe żarty. Wiadomo, że nasi prawicowi włodarze narodu, nienawidzą Rosji i wszystkiego, co pachnie siarką, diabłem i Moskwą! 
            De gustibus non est disputandum. ( gusty nie podlegają dyskusji)
            Jedną z najbardziej znienawidzonych postaci komunizmu, był i jest u nas Feliks Dzierżyński, ur. w 1877 r. zm. 1926 r. Czołowy uczestnik rewolucji październikowej. Od roku 1917, w kierownictwie partii bolszewickiej, przewodniczący do Walki z Kontrrewolucją, czyli szef  osławionej WCzK. Jak tylko w Polsce zmienił się ustrój z tego brzydkiego, na ten ładny, natychmiast wzięto się za pomniki. Zaczęto od pomnika Feliksa stojącego na jednym z głównych placów Warszawy. Hurmem rzucono się na biedaka i po krótkim czasie pozostała z niego żałosna kupka gruzów.  
            Fe, nieładnie!
            A wszystko przez to, że nasze elity rządzące, to w większości buraki, nie znające historii ojczystej. Aby sprawę wyjaśnić, trzeba się cofnąć  do XIX wieku. Mam nadzieję, że wszystkim Polakom, no, przynajmniej większości, znana jest  postać matki Juliusza Słowackiego, pani Salomei z Januszewskich, primo voto Słowackiej, secundo voto Bécu. Znamy piękne listy syna do ukochanej matki oraz  czule kochanych krewnych.
            Pani Salomea miała dużą rodzinę, dwie siostry i braci. Jedna z sióstr, ciotek Juliusza Słowackiego, Zofia Januszewska, wyszła za mąż za  właściciela majątku ziemskiego pana Pilara, druga siostra, ciocia Helena Januszewska, również poślubiła majętnego ziemianina pana Dzierżyńskiego. Mieli synka, który na chrzcie świętym otrzymał imię Feliks!!!
              Wprawdzie mały Feluś urodził się aż 28 lat po śmierci swego genialnego kuzyna, ale zawsze był jego ciotecznym braciszkiem i z pewnością w dzieciństwie mówił paciorek za duszę wielkiego poety. No więc jak, czy to wypada rozwalać pomnik tak bliskiego krewnego narodowego Wieszcza?  To tylko jedna strona medalu. Nie mogę się dosyć nadziwić, dlaczego nasza prawica, tak bardzo nienawidząca Rosji, rozwaliła pomnik Felusia i ciągle go postponuje w piśmie i w mowie.
            Za co? Przecież polski szlachcic Feliks Dzierżyński, wymordował kilkanaście milionów Rosjan, a reszta narodu, której udało się jakoś przeżyć, drżała  ze strachu, słysząc nazwę WCzK! Więc powiedzcie mi, za co ta nasza prawica ma do Felusia pretensje? Czy jakikolwiek polski  bohater narodowy, lub powstaniec - patriota, sprawił Rosjanom podobną rzeź?
            O, niewdzięczna prawico i ty, Młodzieży Wszechpolska! Zamiast składać kwiatki pod pomnikiem Dmowskiego, czołowego przywódcy endecji, rzućcie skromny bukiecik na miejsce, gdzie ongiś stał pomnik Felusia i zmówcie na niego paciorek. Bardzo się wam zasłużył!
            A teraz już poważnie.
            Miałam fatalnego pecha  być na filmie pana Glińskiego: „Kamienie na szaniec”.
Tak bardzo się cieszyłam, że taki film powstał, że młodzież będzie się mogła wzorować na polskich bohaterach najczarniejszej nocy okupacyjnej. Cieszyłam się tym bardziej, że bohaterowie tego filmu są mi bardzo bliscy, gdyż byli najlepszymi przyjaciółmi moich kuzynów, o których tak pięknie pisze Pani Barbara Wachowicz w swej wielotomowej sadze:”Wierna rzeka harcerstwa”.
            Na słowa krytyki reżyser odpowiadał, iż starał się postaci Zośki, Rudego, Alka i innych chłopców i dziewcząt tamtych lat, przybliżyć i uwspółcześnić, aby stały się bardziej zrozumiałe dla dzisiejszego widza, a szczególnie dla młodzieży. Być może pan Gliński miał dobre intencje, ale niestety mu nie wyszło. Film jest aż zanadto zrozumiały dla młodzieży, natomiast osoby, które żyły w tych czasach, wcale nie pojmują, dlaczego reżyser uparł się, żeby przeinaczać fakty historyczne.
            Gdyby film opowiadał o postaciach fikcyjnych lub ludziach żyjących np. w średniowieczu, to owszem, reżyser nie znając faktów, mógłby puścić wodze fantazji. Ale w filmie była mowa o ludziach, od których dzieli nas jedynie 70 lat,  a żyją jeszcze osoby, którzy znały je osobiście. Z filmu wyszłam oburzona, zniesmaczona i pełna goryczy. Dlaczego, do jasnej cholery, nie umiemy przedstawić narodowych bohaterów, jako ludzi szlachetnych, czystych i ideowych? Dlaczego wszystko musimy  przeinaczać i zohydzać? Nie wolno postaci historycznych, z okresu II wojny, przymierzać do współczesności. Oni żyli w innym świecie, mieli inną świadomość i zupełnie inną moralność – niezrozumiałą dla większości dzisiejszej młodzieży, klnącej, ćpającej, pijącej, palącej i uprawiającej seks niemal już w niemowlęctwie.
            Tamci – nie byli świętymi, ale z pewnością nie przypominali postaci z filmu pana Glińskiego. Miałam to wielkie szczęście, że znałam osobiście wielu takich chłopców z harcerstwa i AK, bo miałam ich w najbliższej rodzinie i wśród znajomych. Wiele razy w tym blogu o ich wspominałam -  wesołych, roześmianych, rozśpiewanych chłopców i śliczne dziewczęta z AK.    
            Przymierzanie ludzi z lat 40 ubiegłego wieku, do czasów dzisiejszych, wygląda mniej więcej tak, jakby jakiś reżyser angielski kazał Henrykowi VIII, ubranemu w dżinsy, w Buckingham Palace, rozstrzeliwać niewierne żonki z kałasznikowa! Po pierwsze,  król Henryk nigdy nie mieszkał w tym pałacu, a po drugie Anglicy mają ogromne poszanowanie do swojej historii, czego niestety nie można powiedzieć o Polakach!
            Zośka - Tadeusz Zawadzki, nie był rozhisteryzowanym neurotykiem, marzącym o wpakowaniu sobie kuli w łepetynę, lecz twardym, odważnym człowiekiem, znakomitym dowódcą, szanowanym i kochanym przez przyjaciół. Po drugie, ci wszyscy chłopcy i dziewczęta byli gorąco wierzącymi ludźmi, a w tych czasach samobójstwo uchodziło za grzech śmiertelny i tchórzostwo.
            Sceny erotyczne też są niesmaczne. Dziewczęta z tamtych lat miały inną mentalność od dzisiejszych kobiet. Za figlarne klepnięcie panny w pupę, żartowniś dostawał w pysk! Czy bohaterowie „Kamieni na szaniec” uprawiali seks, tego nie wiem. Ale znając tamte czasy z dzieciństwa i ze wspomnień Matki wiem, że tego rodzaju sprawy traktowano wtedy bardzo poważnie i chłopiec z dobrej inteligenckiej rodziny, nie śmiałby zaproponować pannie z tej samej sfery, pójścia z nim do łóżka. To byłaby obelga dla dziewczyny.
             Seks przedmałżeński był ciężkim grzechem, a jak wyżej wspominałam, była to młodzież wierząca i praktykująca. Być może trudno dziś w to uwierzyć, ale w tych czasach dziewczęta wychodziły za mąż będąc dziewicami! Podobno matka pana Glińskiego była harcerką i znała bohaterów jego filmu, opowiadając mu o nich. Sądząc po filmie, jej opowieści mijały się z prawdą.
            Stanowczo przerysowane są obrazy z gestapo. Wiemy, że stosowano tam straszliwe tortury, ale wystarczyło pokazać okropnie okaleczonego Rudego – Janka Bytnara, już po odbiciu, jak w filmie „ Akcja pod Arsenałem”. Sceny tortur nie budzą współczucia i żalu, lecz odrazę i gniew na reżysera. Dziwię się, że pan Gliński uznał za stosowne nieudolnie dublować tamten film. Szkoda było pieniędzy na ten cel.
            Być może młodzieży ten film się spodoba,  jest seks i leje się krew, jak w amerykańskim filmidle. Ale to nie jest wymyślona bujda, tylko historia o prawdziwych ludziach,  ich cierpieniu i śmierci. Autor książki „Kamienie na szaniec”, pragnął tym dziełem przekazać wartość duchową dla przyszłych pokoleń. Pan Gliński tego nie zrozumiał. Rodziny bohaterów przedstawione są wprost obraźliwie tendencyjnie, jako tchórzliwi i niechętni walce ich dzieci. Tymczasem to byli także cisi bohaterowie, oddający swoje domy na potrzeby konspiracji, tak, jak to się działo również w  domu moich dziadków. Rodzice ryzykowali swoje życie i wolność. Niektórzy zapłacili za to życiem, zamordowani w obozach koncentracyjnych i katowaniach gestapo. Ale to był obywatelski obowiązek, o którym się dziś nie mówi, bo to niemodne.
            Bohaterowie książki „Kamienie na szaniec” to ludzie honoru, pojęcia dziś zupełnie nieznanego. Może dlatego pan Gliński nie potrafił o nich opowiedzieć. O wiele łatwiej nakręcić bujdę o herosie Kuklińskim - Jacku Strong,u. Można w niej nakłamać, i tak nikt się nie połapie. Czyżby?
             
Tak ubierały się damy 1940
Ciocia Marysia
Jednym słowem film jest przekłamany, źle zrobiony i nawet kiepsko grany. Już kilka razy stwierdziłam, że brak nam dobrych kostiumologów filmowych i fryzjerów.
            Dlatego z uzasadnioną obawą oczekuję filmu o Powstaniu Warszawskim. Nie chcę żeby moich wspomnień o tych czasach i tych ludziach zohydzali kiepscy filmowcy, podobnie jak uczynili szmirę z „Roku 20”. Najlepiej niech kręcą głupawe seriale dla inteligentnych inaczej i równie niemądre kryminałki, nieudolnie podkradane z innych kinematografii.