czwartek, 3 kwietnia 2014

Mrożek i aktualności.



25.03.2014 r.
          
            Wyznam szczerze, że za Mrożkiem nie przepadam. Dla mnie  był on jak kameleon, za często zmieniał barwy. Raz był czerwony, raz biały a czasami nijaki. Ale wczoraj skusiły mnie zapowiedzi TVP I, zapowiadające nadzwyczajne wydarzenie w Teatrze telewizji. Z sentymentem wspominam dawne przedstawienia, kiedy to przed telewizorami zasiadały miliony widzów i delektowały się wielkimi kreacjami najwybitniejszych aktorów w znakomitych sztukach. Teraz telewizja jest upolityczniona i takich widowisk już nie ma, nie ma również tych wspaniałych aktorów, bo biedacy występują w teatrze u Pana Boga. 
            Zapewne dyrekcji TVP chodziło, aby sztuką Mrożka „Miłość na Krymie” dokopać naszym wschodnim sąsiadom, ale w moim mniemaniu skutek był  przeciwny. W każdym razie, ja to inaczej odebrałam. Oczywiście wszystko było jedynie fikcją literacką, ale sam dramat, bo to był dramat, obudził we mnie współczucie. Rosja to, podobnie jak i my, nieszczęśliwy naród. Tak naprawdę nigdy nie była wolna i demokratyczna. Najpierw car samodzierżca trzymał swoich poddanych za twarz, potem jego śladem poszedł komunizm, robiąc z ich mózgów papkę, a obecnie – no, nie wiem, chyba także daleko im do szczęścia. Podobnie, jak i nam!.....

            2.04.2014 r.
             „ Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna!”

            Z prawdziwym przerażeniem obserwuję nasilające się żądania naszych vipów, o wprowadzenie do Polski obcych wojsk. Pan Sikorski życzy sobie aż dwie brygady pancerne, naturalnie amerykańskie, bo małżonka polskiego pana ministra spraw zagranicznych jest Jankeską, dzieci też są jankeskie, tylko pałac w którym mieszka pan minister, w pięknej okolicy, jest polski i zabytkowy. Z pewnością został kiedyś zabrany siłą jakiejś  rdzennie polskiej ziemiańskiej rodzinie. Ale Amerykanka nie będzie przecież mieszkać w mrówkowcu. Tak więc pan minister życzy sobie dwóch pancernych brygad NATO, tylko nie wspomina, ile ta przyjemność będzie kosztowała polskich podatników, czyli nas wszystkich. Naturalnie pan prezes PiS-u  również pożąda obecności Amerykanów. W tym jednym zgodny jest z panem premierem, bo poza tym nadal  obaj są z sobą na noże.
            Zastanawia mnie jedno, pan premier znany jest z gorącej sympatii do naszych zachodnich sąsiadów, której to sympatii wcale nie podziela pan prezes i wolałby Niemców tutaj nie widzieć. Widocznie jest niedouczony i nie wie, że pierwsze obozy koncentracyjne, nie były pomysłem Niemców. Powstały w zamorskim raju. Nazywały się rezerwaty i były przeznaczone dla prawdziwych właścicieli tego cudownego kraju – Indian amerykańskich, którzy masowo marli w nich z głodu i na nieznane Indianom choroby zakaźne, uprzejmie podrzucane im w kocach przez hojne władze amerykańskie. Ale to dawne dzieje i pan prezes może o tym nie pamiętać.
            Wracam do tematu i zastanawiam się, dlaczego pan premier, tak gorąco adorujący panią kanclerz Merkel, wcale nie bierze z niej przykładu. A to bardzo mądra kobieta! Niby głośno przygania prezydentowi Rosji, ale de facto wcale nie zrywa z nim kontaktu, mając na względzie przede wszystkim interesy handlowe Niemiec. Inaczej czyni pan premier Tusk,  głośno grożąc Rosji wojskami NATO i siłami amerykańskimi które zamierza sprowadzić do Polski. Te wojownicze wypowiedzi pana premiera już kosztują  polskich producentów wieprzowiny pół miliarda złotych! O innych gigantycznych stratach w interesach, rząd dyskretnie milczy, a przecież wiadomo, że mieliśmy w Rosji mnóstwo placówek handlowych, które w obecnym czasie - wojny pana premiera z prezydentem Rosji - są tam źle widziane.
            Wszystkie te koszty będą musieli pokryć obywatele z własnych kieszeni zakładając, że rząd zechce zwrócić straty naszym rolnikom i producentom. Ta histeryczna wojowniczość naszych rządzących, absolutnie nie idąca w parze z interesami państwa, jest po prostu oburzająca. Nikt nie pyta nas, Polaków, czy zgadzamy się pokrywać kolosalne koszty pobytu obcych wojsk w Polsce. Straszy się nas inwazją rosyjską, co jest po prostu śmieszne i nie prawdziwe, bo wedle przysłowia, gdzie Rzym, a gdzie Krym?  Czasy zaborów dawno minęły.
            Dlatego ja osobiście, nie lękam się inwazji krwiożerczych barbarzyńców ze wschodu, z nożami w zębach, dybiących na cnotę Polek. Ja się boję polityki pana premiera, która ściągnie na nas, zwykłych zjadaczy chleba,  ogromne podwyżki cen gazu, energii i produktów żywnościowych. W końcu dostałam w marcu tylko 13 złotych waloryzacji emerytury i nie było mnie stać na  kupienie za te pieniądze,  nawet flaszki dobrego wina, żeby zalać robaka!
            Dziwię się, że pan premier zajmuje się tak energicznie polityką międzynarodową, zamiast poświęcić swój cenny czas sprawom państwa. W gmachu Sejmu koczują już od wielu dni nieszczęśliwi rodzice, równie biednych dzieci niepełnosprawnych, nie mogąc doprosić się  zwiększenia dopłat pielęgnacyjnych. Przed Sejmem stoją zrozpaczeni opiekunowie dorosłych niepełnosprawnymi. Oni również wyglądają pomocy od rządu, ale pan premier zajęty jest wielką polityką i nie zawraca sobie głowy problemami ludzi ubogich.
            W ustroju kapitalistycznym, ubóstwo to grzech śmiertelny! Ci nieszczęśni ludzie dopominają się o pieniądze, lecz władze tłumaczą, iż pieniędzy w kasie rządowej nie ma. Może za jakiś czas.... Nie ma?  A przecież niedawno pan marszałek Senatu przeznaczył aż 3 miliony złotych na pomoc dla Ukrainy.  Więc jak to jest, dla Ukraińców pieniądze są, a dla Polaków  ich brakuje? Ktoś powie, że to inna pula. Ale ja uważam, że pierwsze są potrzeby obywateli naszego kraju. Na pomoc dla innych na razie nas nie stać!