czwartek, 10 kwietnia 2014

O zabytkach i innych sprawach w tle.



7..04.2014 r.
            
            Niedawno przeczytałam w regionalnym Ekspresie, że w miejscowości Suszki, pasjonaci odrestaurowali pomnik poświęcony żołnierzom niemieckim, poległym w I wojnie światowej. Bardzo poważam wszelkich pasjonatów, bo kocham historię, i jestem wrogiem niszczenia zabytków, jakiekolwiek one by były. Z oburzeniem patrzyłam na dewastowanie cmentarzy niemieckich, rozbijanie nagrobków itp.  Dopuszczono, żeby niszczały wspaniałe zabytkowe pałace i dwory. Moim zdaniem, takie czyny niegodne  są ludzi kulturalnych.
            Ale na marginesie tej informacji, niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego w jednej miejscowości restauruje się pomniki poświęcone poległym  żołnierzom niemieckim, a w innych miastach próbuje się zburzyć pomniki postawione poległym żołnierzom rosyjskim? Czy inna jest cena krwi niemieckiej, a inna rosyjskiej?
            Niech nikt nie wyobraża sobie, że żołnierze niemieccy walczący w I wojnie światowej byli niewinnymi barankami. Zachowywali się z takim samym okrucieństwem, jak – mówiąc gwarą  pana Wiecha -  „blondyni w blaszanych kapeluszach” z II wojny światowej. Niestety, ludzi żyjących w latach 1914-1918, już nie ma. Nie żyją, a młodsze pokolenie niewiele wie o tych czasach, o ile nie interesuje się historią, lub nie ma wspomnień rodzinnych.
            Opowiadali mi rodzice i dziadkowie, jakich zbrodni dopuszczali się Niemcy w I wojnie światowej, której 100-letnią rocznicę będziemy obchodzić w czerwcu tego roku. Miasto Kalisz zostało zbombardowane pociskami armatnimi i dosłownie zamienione w jedną ruinę. Inne miasta polskie podzieliły los Kalisza. Setki tysięcy polskiej ludności cywilnej poniosło śmierć.
            W pewnej uroczej okolicy, wśród przepięknego parku, pełnego rzadkich drzew, stał dom, zbudowany w XVIII wieku przez najsłynniejszych architektów. Dom, ze wspaniałymi dziełami sztuki, których odtworzenie jest niemożliwe.
            W 1917 roku, na ten teren weszły wojska niemieckie. Dowództwo niemieckie doskonale zdawało sobie sprawę, jak cennym zabytkiem jest ten piękny dom i znajdujące się w nim skarby. Ale to był polski dom, na polskiej ziemi, więc dla Niemców nie miał on wartości. Zaznaczam, w pobliżu nie było żadnych obiektów militarnych, ale niemieckiemu dowódcy dom po prostu się nie spodobał. Na jego rozkaz, bateria ciężkich armat rozpoczęła ostrzał. Niszczono dosłownie wszystko, drzewa w parku, oficyny, oranżerię i sam dom. Po pewnym czasie, dom zamienił się w gruzy, drzewa w parku leżały na ziemi powalone wybuchami.
            Niemcy odeszli, wojna się skończyła. Z czasem roślinność pokryła ruiny domu, zacierając miejsce gdzie niegdyś stał. Po latach zniknął ostatni ślad wspaniałej zabytkowej budowli. Przepiękny park zamienił się w dziko rosnące drzewa, chwasty pleniły się na klombach rosarium. W okolicznych miejscowościach, nikt już nie pamiętał, że niegdyś był tu dom, stojący wśród ogromnych starych drzew,  nad jeziorem, z pływającymi po nim łabędziami.
            Wspomnienie po nim zachowało się tylko w pamiętniku jego dawnej właścicielki. Wskrzesiłam ten  dom  w mojej powieści. Znowu istnieje, zachwyca swoim pięknem i tętni życiem, lecz jedynie na kartach książki, która nie została nawet jeszcze wydana, bo brakuje na to pieniędzy.
            Należy dbać o zabytki, lecz może nie wszystkie na tę troskę zasługują.