wtorek, 1 lipca 2014

Nie zapominajmy, bo historia lubi się powtarzać.


28.07.2014 r.
28 czerwca 1914 roku. Do Sarajewa, stolicy Bośni i Hercegowiny, przybyła wielkoksiążęca para. Następca tronu Austro-Węgier, arcyksiążę Franciszek Ferdynand oraz jego morganatyczna małżonka Zofia, z domu hrabianka Chotek. Na ich przyjazd oczekiwało już kilku młodych zapaleńców z tajnej organizacji bośniackiej:”Młoda Bośnia”. Uzbrojeni byli w pistolety browningi, bombę oraz granaty i ampułki z trucizną dla siebie. Na wszelki wypadek. Nazywali się Gawrilo Princip, uczeń gimnazjum, Trifko Grabeż, również uczeń gimnazjum i czeladnik drukarski Nedeljko ĆabrInović.
Arcyksiążę przybywał na wojskowe manewry i przy sposobności złożył wizytę w Sarajewie. Austriacy wiedzieli, jaką nienawiść żywili Bośniacy do austriackiego następcy tronu, ale choć można było spodziewać się zamachu, gubernator Sarajewa generał Oskar Potiorek nie postarał się o odpowiednią ochronę dostojnego gościa. Zapewniał, że bierze całkowitą odpowiedzialność za bezpieczeństwo arcyksięcia i jogo małżonki. Prawda była szokująca, gubernator był psychicznie chory! Nikt o tym nie wiedział, a jego decyzje nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.
Zamachy były dwa. Jeden nieudany. Kiedy otwarty samochód wiozący arcyksiążęcą parę wjechał w ulicę prowadząca do ratusza, Ćabrinović rzucił bombę. Nastąpił wybuch, lecz dosyć daleko od samochodu, raniąc oficera eskorty. Zamachowiec próbował odebrać sobie życie, lecz trucizna nie podziałała, a kiedy skoczył z mostu do rzeki, prędko go wyłowiono i skuto kajdankami.
Princip słysząc wybuch uznał, że zamach się udał i poszedł do pobliskiej kawiarni. Tymczasem arcyksiążę postanowił odwiedzić w szpitalu rannego oficera. Jego kierowca zmylił drogę i wjechał w inną ulicę, gdzie w kawiarni Princip oczekiwał swoich kolegów. Ujrzawszy nadjeżdżający samochód, wybiegł z kawiarni i strzelił dwukrotnie. Pierwsza kula trafiła arcyksięcia, rozrywając mu tętnicę szyjną. Druga, raniła śmiertelnie Zofię, która upadła na kolana męża. Ciężko ranny arcyksiążę, próbując ręką zatamować krwotok, tulił żonę i krzyczał:
- Sofrel! Sofrel! Nie umieraj! Musisz żyć dla naszych dzieci!!
Po kilku minutach para książęca nie żyła. Principa i innych ujęto, skazując na 20 lat więzienia, bo zamachowcy byli niepełnoletni. Ale wolności nie doczekali. Zakatowano ich w więzieniu.
To jeszcze nie było przyczyną wybuchy I wojny światowej. 23 czerwca poseł austriacki wręczył przedstawicielowi rządu serbskiego notę, zawierającą dziesięć żądań, zlikwidowania w Serbii ognisk działań antyaustriackich. Odpowiedź rządu serbskiego nie usatysfakcjonowała posła. 28 lipca Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii. I wtedy właśnie runęła lawina!
Car Rosji Mikołaj II stanął w obronie Serbii i wydał rozkaz częściowej mobilizacji. Jego decyzja zaniepokoiła Niemców, którzy będąc w sojuszu z Austrią, ostrzegli Rosję, iż w odwecie Niemcy również ogłoszą mobilizację! Car nie zamierzał słuchać niczyich rad i 30 lipca ogłosił powszechną mobilizację! Wobec tego Niemcy 1 sierpnia wypowiedziały wojnę Rosji! Ale Rosja związana była sojuszem z Francją, która z kolei zaczęła przygotowania do wojny.
Wielka Brytania zamierzała trzymać się z dala od kryzysu na kontynencie, lecz gdy wojska niemieckie weszły na ziemie księstwa Luksemburga i zmierzały ku Belgii, Anglia obawiając się, że wkrótce Niemcy staną nad kanałem La Manche, uznały, że muszą działać. $ sierpnia Niemcy znalazły się w stanie wojny z Wielką Brytanią. Do wojny przystąpiła Turcja, po stronie Niemiec, a potem już kolejno państwo po państwie wypowiadały sobie wojnę. Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny najpóźniej, bo dopiero 6 kwietnia 1917 roku. Zabójstwo pary arcyksiążęcej, zmobilizowało milionowe armie. Europa stanęła zbrojnie przeciwko sobie.
Od 1914 roku, walczące z sobą państwa zmobilizowały 67.438.810 żołnierzy Zginęło 5152.115 Zaginęło 4.121.090. Rannych 12.831.004. Pierwsza wojna światowa pochłonęła aż 50 milionów ofiar cywilnych,zabitych, zmarłych z głodu i skutek epidemii „grypy hiszpańskiej”, będących bezpośrednim następstwem wojny! O wojennych losach mojej rodziny, napiszę innym razem.