niedziela, 31 sierpnia 2014

Na dzień 1 Września.


1. 09. 2014 r.

Była godzina czwarta nad ranem. Cicha, pogodna noc, a niebo pełne gwiazd. Niewielkie, zabytkowe miasto Wieluń spokojnie spało. Ludzie pokładli się na spoczynek z myślą, że nazajutrz czeka ich normalny dzień pracy. Dzieci zasnęły żałując, że już koniec wakacji, a jutro pierwszy dzień nowego roku szkolnego.
Tymczasem gdzieś z głębin nocnych, zbliżał się i narastał pomruk wielu lecących wysoko samolotów. I nagle tę ciszę spokojnej nocy, pełnej zapachu więdnących ziół i monotonnego cykania świerszczy, przerwała potężna eksplozja. Wybuch pierwszej bomby niemieckiej, zrzuconej na uśpione, nie przeczuwające niczego złego polskie miasto. W nieszczęsnym Wieluniu rozpętało się piekło ognia i śmierci.
Na drugim krańcu Rzeczypospolitej, w Gdańsku, na małym cyplu Westerplatte, polskich żołnierzy, czuwających w napięciu na swoich stanowiskach bojowych, ogłuszył znienacka potężny huk dział pancernika „Schleswig-Holstein”, oddającego salwę za salwą w polską placówkę.
Nikt wówczas nie zdawał sobie sprawy, że to już nie tylko agresja na Polskę, lecz że właśnie rozpoczęła się II wojna światowa, która pochłonie miliony istnień ludzkich i zmieni losy całej kuli ziemskiej. Niemcy, rządzone przez partię narodowo-socjalistyczną, stworzoną przez Adolfa Hitlera, bez wypowiedzenia wojny, całą potęgą uderzyły na Polskę, pragnąc ją nie tylko militarnie zwyciężyć, lecz również unicestwić cały naród. Hitler, w ostatnim przemówieniu przed atakiem, rozkazał swoim generałom bez litości mordować jeńców i ludność cywilną. Państwo polskie miało przestać istnieć, a ludność stać się miała niewolnikami Rzeszy Niemieckiej. Minister Propagandy Josef Goebbels stwierdził, że Polacy to nie ludzie, lecz bydło, zwykłe zwierzęta i tak należy ich traktować.
W obliczu wojny i najpotężniejszej armii świata, Polska stała osamotniona, źle uzbrojona, źle rządzona, i z winy naszych sojuszników Francji i Anglii, nie gotowa do podjęcia walki, gdyż premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain, sprzeciwił się wczesnej mobilizacji w Polsce, obawiając się rozdrażnić Hitlera! Wprawdzie 3 września Anglia i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom, ale nie rozpoczęły wcale działań wojennych, pozostawiając nasz kraj samotnie walczący przeciwko niemieckiej nawale.
W ostatnich dniach sierpnia, pomiędzy hitlerowskimi Niemcami, a Związkiem Radzieckim, podpisany został traktat Ribbentrop-Mołotow, o podziale Polski pomiędzy te dwa mocarstwa. W taki sposób, Niemcy zyskały potężnego sojusznika w naszym wschodnim sąsiedzie, ponieważ Polacy nie umieli nawiązać ze Stalinem przyjaznych kontaktów. Polska walczyła bohatersko, odpierając ataki niemieckich pancernych wojsk i zmasowanego bombardowania miast i wsi polskich. Niemieccy lotnicy ostrzeliwali nawet dzieci pasące gęsi. Brakowało nam dobrych samolotów, czołgów i artylerii. Już na samym początku wojny, Niemcy popełniali bestialskie mordy na ludności cywilnej i jeńcach wojennych. Na nieszczęście zabrakło nam także wodza naczelnego, gdyż marszałek Rydz-Śmigły, skądinąd dobry dowódca legionowy, nie nadawał się na swoje stanowisko. Był słaby i niezdecydowany, brakowało mu charyzmy i stanowczości Piłsudskiego.
Pomimo nagłego ataku i braku pomocy, Polska nie kapitulowała. Broniło się Westerplatte, walczyła Warszawa zamieniona w twierdzę, na ziemiach polskich rozgrywały się krwawe bitwy, w których zginęło przeszło 10 tysięcy żołnierzy niemieckich. Dopiero wkroczenie 17 września Armii Czerwonej na wschodnie kresy Rzeczypospolitej i emigracja rządu polskiego do Rumunii, zakończyły działania wojenne i rozpoczęła się koszmarna okupacja niemiecka. Polska może przegrać wojnę, ale pokonać jej nie podobna. Natychmiast po kapitulacji podjęto działania konspiracyjne, mające na celu utworzenie podziemnego państwa i Wojska Polskiego, ZWZ, - Związku Walki Zbrojnej, a następnie AK, Armii Krajowej.
Tak zaczęła się II wojna światowa, trwająca 6 lat. W wojnie udział wzięło 60 krajów, liczących ponad miliard siedemset milionów mieszkańców. Do wojska zmobilizowano około 110 milionów żołnierzy. W czasie działań wojennych poległo i zginęło ponad 80 milionów ludzi. Straty materialne były czterokrotnie większe niż w I wojnie światowej. W II wojnie światowej Polska straciła ponad 6 milionów ludności, to znaczy więcej, niż wynoszą straty procentowe ludności innych państw, a sam kraj został kompletnie zrujnowany i pozbawiony 1/3 ziem polskich na kresach wschodnich, oddanych Stalinowi na mocy traktatu Jałtańskiego.
Obecnie bardzo modne stało się gloryfikowanie Powstania Warszawskiego. Z jednej strony jest to działanie chwalebne, gdyż do tej pory polska młodzież i państwa zachodniej Europy niewiele o powstaniu wiedziały, myląc je z powstaniem w Getcie Warszawskim. Jednakże z drugie strony, takie bezkrytyczne podejście do tej straszliwej hekatomby, jaką stało się powstanie, jest niebezpieczne, ponieważ młodzi ludzie wyobrażają sobie, że była to wojenna przygoda, a nie tragedia milionowego miasta, zakończona potworną masakrą ludności cywilnej i zagładą stolicy. Wielu wspaniałych polskich patriotów od początku przeciwnych było powstaniu, np. generał Władysław Anders, którego nie można posądzić o to, że nie znał się na strategii wojskowej. Z jego pamiętników jasno wynika, że osobiście błagał prezydenta RP na emigracji pana Raczkiewicza, o nie wydawanie rozkazu do powstania. Lecz prezydent naciskany przez premiera Wielkiej Brytanii, rozkazu nie cofnął. Powstanie wybuchło!
Czytam obecnie książkę dokumentalną szwedzkiego historyka Niclasa Sennertega pt. „Kat Warszawy” o brigadeführer SS (generał major) Heinzie Reinefarthcie, szanowanym burmistrzu miasteczka Westerland na wyspie Sylt. Książka nadzwyczaj ciekawa, nakreślająca działania wojsk niemieckich w czasie powstania warszawskiego.
Okazuje się, że nie tylko towarzysz Stalin cieszył się, że Polacy sami na siebie wydali wyrok śmierci. Z równą z radością przyjął wiadomość o tym wydarzeniu Reichsführer SS Heinrich Himmler. Tak oto mówił: - „ Kiedy powiadomiono mnie o wybuchu powstania w Warszawie, natychmiast udałem się do Führera {…} powiedziałem mu: Mein Führer, to niewłaściwy moment, chociaż z historycznego punktu widzenia to, co robią Polacy, należy uznać za dar niebios! Załatwimy się z nimi w pięć, sześć tygodni. Warszawa – stolica, najważniejsze miasto w państwie, siedziba inteligencji tego liczącego szesnaście - siedemnaście milionów ludności kraju, (?) zniknie z powierzchni ziemi. {..} Potem, patrząc na to z perspektywy historycznej – kwestia polska nie będzie już stanowić problemu dla naszych dzieci i wszystkich tych, którzy przyjdą po nas. No i dla nas też.”
Obawiam się, że tym razem Himmler miał rację. Inteligencja polska została wybita, a resztki, którym udało się przeżyć, nie miały już żadnego wpływu na bieg wydarzeń historycznych. Lepiej, jeżeli historycy zaczną przestrzegać społeczeństwo przed nieprzemyślanymi poczynaniami, bo historia lubi się powtarzać.
Po wojnie Wielka Brytania i Amerykanie, stanowczo odmówili Polsce wydania kata Warszawy Reinefartha. Był im potrzebny, jak wielu innych SS-manów, których zatrudnili w wojsku, NATO, dyplomacji i instytutach naukowych, a nawet w rządzie Niemieckiej Republiki Federalnej. Naszych obecnych sojuszników nie obchodziły bestialskie morderstwa dokonywane przez Niemców na ludności polskiej. Polacy nie byli im potrzebni.