sobota, 6 września 2014

Na złość... komu?


5.09.2014 r.

Coraz bardziej złowrogie wiadomości dochodzą z Ukrainy, a u nas rządzący jeszcze podsycają psychozę wojenną, strasząc nas przewidywanym atakiem Rosji. W wypadku zagrożenia musimy starać się o pomoc USA i NATO, wprowadzając obce wojska do kraju, przecież wcale nie zasobnego. Bo za darmo u nas siedzieć nie będą.
Nie jestem ani jasnowidzem, ani politykiem z wykształcenia, lecz zwykłym zjadaczem chleba. Ale umiałam przewidzieć, co się będzie działo na Ukrainie. Wystarczy przeczytać na blogu moje dywagacje z 5.12. 2013 r. pt. „ Ryczący św. Mikołaj” oraz wpis do bloga z 27.01.2014 r. pt. „O kurzej pamięci”
W obu uwagach pisałam o zaplanowanym zamachu stanu na Ukrainie, inspirowanym przez zachodnie ośrodki wywiadowcze, nie wyłączając udziału Polaków, o co posądza nas nie bez racji Rosja. Tym razem wierzę ministrowi spraw zagranicznych Rosji Ławrowowi, który oskarża Polskę, że maczała w Majdanowej awanturze paluszki.
Polska zupełnie niepotrzebnie wmieszała się w sprawę Ukrainy, posłusznie wykonując polecenia płynące zza oceanu. Tym samym ściągnęła na siebie zemstę Rosji, za codzienne obrażanie w środkach masowego przekazu prezydenta Putina i ukazywanie tego wielkiego mocarstwa w najgorszym świetle w czasie, gdy jeszcze nikomu się nie śniło o interwencji wojsk rosyjskich na Ukrainie. Od początku Polska przypominała przysłowiową żabę, która podstawia nogę, gdy konia kują! Rząd polski doskonale wiedział, jakie mogą być tego konsekwencje. Nie trzeba było na to długo czekać. Proukraińska polityka władz kosztować nas będzie miliardy złotych, bo zadarliśmy z największym odbiorcą naszych produktów rolnych, owoców i mięsa! Żaden mądry rząd, dbający o interesy swych obywateli, nie zachowałby się w taki głupi sposób.
Przyjrzyjmy się naszym sąsiadom z południa – Czechom. Czy ktoś słyszał żeby rząd czeski mieszał się do zakichanego Majdanu, wymyślał Putinowi, czy samej Rosji i niemal zrywał z nią stosunki, jak czyni to Polska? Oczywiście, że nic takiego by się nie wydarzyło, bo Czesi to mądry naród, bardzo troskliwy o swoje interesy. Nasi sąsiedzi z zachodu także za głośno nie krzyczą, bo pani kanclerz Merkel wie, że polityka, polityką, a dobry biznes powinien się kręcić! Trochę głośno ponarzeka na Rosję, ale po cichu robi z nią znakomite transakcje handlowe. Tak samo postępuje Francja, oraz inne kraje europejskie.
Ale nie Polska! My oczywiście z miejsca z grubej rury i po oczach. Dokopać Ruskim i kropka. Hej, kto Polak... itd. Bo to się podoba Ameryce, którą kochamy namiętnie, choć nie wiadomo za co. Tymczasem - " i cóż my widzim" – jak powiadał niezapomniany pan Wiech?
Widzim, że nasza zredukowana armia jest niewielka i nie jest zdolna bronić kraju, gdyż jest źle uzbrojona i w dodatku zamieniona na zawodową. A żołnierze zawodowi to najemnicy, których każdy może zatrudnić za pieniądze. Poza kilkoma specjalnymi jednostkami, nie mamy właściwie armii gotowej do odparcia ataku nieprzyjaciela. Wobec tego wypadałoby zmienić ton i trochę ochłonąć po tej ukrainskiej chucpie. Tymczasem my robimy coś odwrotnego. Krzyczymy w niebogłosy, że Putin chce nas zjeść, wzywając na pomoc kochaną Amerykę i równie kochane NATO, żeby przybyli i ratowali nas z opresji. Naturalnie prędko przybędą i zainstalują tu swoje wyrzutnie oraz oddziały szybkiego reagowania, bo cały czas właśnie o to chodziło!
Zamiast rozwinąć przemysł zbrojeniowy, o czym zapewniał nas pan prezydent, my wzywany do siebie obce wojska i wydaje nam się naiwnie, że zagrożona poważnie Rosja, będzie się temu przypatrywać z założonymi rękami? Na pewno nie, i to naprawdę już pachnie wojną! Zastanawiam się, czy aby pan premier zaniepokojony rozwojem wypadków, nie dlatego tak skwapliwie przyjął zaproszenie z Unii Europejskiej i znika z kraju w chwili, kiedy powinien być twardo na swoim stanowisku. Przecież to on nawarzył tego piwka, które teraz pijemy. Przy sposobności zabiera z sobą uroczą panią wicepremier, pozostawiając Polskę w sytuacji politycznej naprawdę nie do pozazdroszczenia. Co więcej, zamierza obdarzyć nas nowym premierem w osobie pani marszałek Kopacz, o której większość z nas, pacjentów Służby Zdrowia i obywateli tego kraju, nie ma dobrej opinii. Ponieważ PO powolutku się wali, tym samym otwiera wolną drogę do wyborów panu prezesowi Kaczyńskiemu, który aż podskakiwał z radości, kiedy dowiedział się o europejskiej nominacji pana Tuska. Przy głupocier wyborców, droga do absolutnej władzy PiS-u się otworzy.
Zresztą mniejsza o politykę, bo my, prości ludzie, prawie nie mamy na nią wpływu. Natomiast zbulwersowała mnie wielce niedawna wypowiedź pana ministra rolnictwa, o zaorywaniu upraw z kalafiorami i czymś tam jeszcze. Dziś w sklepie widziałam niewielkie kalafiory w cenie 3,80 zl. A wiadomo, że Rosja nie kupi już od nas ani jednego jabłka, ani marchewki, czy świńskiego ogona – koniec interesów z Polską! Co więc zrobić z ogromną nadwyżką produktów rolnych? Zaorać, żeby nie dopuścić do obniżki cen na rynku? Z powodu lekkomyślnej polityki władz, rolnicy, hodowcy i sadownicy stracą miliardy złotych, których im Unia Europejska z pewnością nie zwróci w całości. Starania się o inne rynki zbytu trwa latami.
W naszym kraju instnieje 1\3 społeczeństwa żyjącego na skraju ubóstwa, lub już w skrajnej nędzy. Ci ludzie przyjęliby najchętniej nie sprzedane jarzyny, czy owoce. Są szkoły, gdzie dzieci nie mają śniadania, bo rodzice są bezrobotni. Są Domy Dziecka, Rodziny Zastępcze, szpitale, Ośrodki Pomocy Społecznej, Domy Starców. Istnieje mnóstwo instytucji, które z otwartymi rękami przyjmą takie dary. Ale jak to u nas, najpierw trzeba pozmieniać przepisy, a taka procedura trwa miesiącami, a potem okaże się, że owoce i warzywa są już nadgniłe, a mięso przeterminowane i zupka się wylała. To nieprawda, że ceny spadają, bo nadal są wysokie, jak na taką klęskę urodzaju. Po prostu jesteśmy źle rządzeni i nie potrafimy zagospodarować tego, co nam szczodrze dała natura. Komu robimy na złość jedząc jabłko? Bo nie Rosji, więc komu?