sobota, 8 listopada 2014

Cudów ci u nas dostatek.


7.11.2014 r.

Ponieważ od jakiegoś czasu w niemal arytmetycznym postępie przybywa nam świętych, nic więc dziwnego, że i cuda zdarzają się niemal codziennie w naszej barwnej rzeczywistości. Największym cudem jest chyba to, że pomimo kuriozalnej służby zdrowia i kolosalnych cen leków, jeszcze żyjemy!
Ale pocieszmy się, choć teraz jest już bardzo źle, będzie dużo gorzej. Pan minister zdrowia, a raczej chorób, widać nie miał ważnego zajęcia i zaczął dumać. Myślał, myślał i wymyślił! Od nowego roku 2015, np. do okulisty potrzebne będzie skierowanie. Biorąc pod uwagę niechęć, z jaką lekarze domowi wypisują skierowania do specjalistów, osoby cierpiące na przewlekłe choroby oczu, będą miały jeszcze jeden próg do przebycia w trudnej drodze do lekarza okulisty. Obawiam się, że do innych specjalistów także potrzebne będą skierowania, np. do dermatologa. Statystyki pokazują, że wielu Polaków na skutek wysokich cen usług stomatologicznych, chodzi bez zębów. Teraz, po niezwykle wnikliwej decyzji pana ministra zdrowia, jeszcze więcej osób oślepnie. Ale co to pana ministra obchodzi, on miał przecież najlepsze intencje, bo ostatecznie nie musimy widzieć naszej różowej egzystencji, wystarczy że środki masowego przekazu będą nas o niej zapewniać. Ale to jeszcze nie koniec cudów. Wyobraźmy sobie, że chory człowiek chce się zarejestrować do specjalisty. Oho, nie tak prędko, bracie! Pan doktor wyczerpał już limit z Funduszu Zdrowia, wobec tego możesz się ze swoją dolegliwością poskarżyć się jakiemuś świętemu, bo lekarz ci nie pomoże.
Co innego, gdy masz kasę. O, wtedy otwierają się wszystkie drzwi lekarskich gabinetów i jesteś miłym, oczekiwanym gościem. To naprawdę zdumiewający przypadek, kiedy przychodnie rejestrują chorych do specjalisty – przypuśćmy na 2018 rok, ale prywatnie możesz być przyjęty natychmiast. To już naprawdę wielki cud. Nie było miejsc, a jednak się znalazły! Niech mi to jakiś mędrzec oblatany w piśmie wytłumaczy, bo ja nic nie kumam!
Co miesiąc z naszych pensji i emerytur płynie niewyobrażalnie wielka forsa do kas Ministerstwa Zdrowia i NFZ, przez całe lata i dekady, ale to nie ma znaczenia, że płacimy, bo coraz więcej lekarzy świadczy prywatne usługi w państwowych przychodniach, używając państwowego sprzętu medycznego. Chcesz się leczyć, płać! Gdybym ze swojej pensji i późniejszej emerytury, odkładała co miesiąc składkę, to przez te dziesiątki lat uzbierałoby się tyle pieniążków, że nie musiałabym się przejmować decyzjami pana ministra zdrowia, bo stać by mnie było na prywatną klinikę.
Załóżmy, że ktoś jest chory na oczy, powiedzmy ma jaskrę, groźną, nieuleczalną chorobę prowadzącą do utraty wzroku. Wiele zależy od ciśnienia wewnątrz gałkowego. Jeżeli jest wysokie, to wzrasta ryzyko uszkodzenia nerwu wzrokowego i ślepota. Wyobraźmy sobie, że ta osoba choruje też na inną chorobę i dostała od lekarza leki, które spowodowały nagłe podwyższenie ciśnienia w oku, ( lekarze z reguły nie zaglądają do karty pacjenta, gdyż to zabiera im czas). To nie jest zwykłe ciśnienie tętnicze i nie można go zmierzyć normalnym sposobem. Musi to zrobić lekarz okulista. Zajmuje to lekarzowi dosłownie minutę czasu. Lecz utraćcie wszelką nadzieję. Okulista wyczerpał na ten rok limit z NFZ i nie ma mowy, żeby kogoś przyjął. Ale......
No właśnie. Zmierzenie ciśnienia w gałce ocznej może być zrobione prywatnie, kosztuje tylko 25 zł. Jak za darmo, o ile emeryt te pieniądze posiada, a jeśli ich nie ma, to może odprawić nowennę do św. Tadeusza Judy, patrona nieuleczalnie chorych i patrona cudownych uzdrowień.
Wielu starszych emerytów mających niskie emerytury, z utęsknieniem wyczekuje ukończenia 75 roku życia. Wówczas, marzą, dostaną dodatek pielęgnacyjny w wysokości 206 zł. Zawrotna forsa, ale nie ciesz się człowieku, bo nie ma z czego. Jeżeli masz nieszczęście i otrzymujesz jakikolwiek zasiłek z MOPS, powiedzmy mieszkaniowy, to natychmiast wlezą ci na emeryturę i potrącą odpowiednią kwotę, żebyś broń Boże, kochany emerycie, nie miał za dużo kasy. Bo dodatek pielęgnacyjny traktowany jest jak zysk. Więc zaraz podniosą cenę za wszystkie usługi, nie przejmując się faktem, że dodatek pielęgnacyjny, jak sama nazwa wskazuje, to nie podwyżka emerytury, lecz przeznaczony został na zakup leków, opłatę za opiekę, czasami na środki opatrunkowe i tak dalej. Ostatecznie człowiek po 75 roku życia, wymaga już bardziej intensywnego leczenia i mnóstwa leków, których poprzednio nie potrzebował.
No, ale akurat ani pan minister zdrowia, ani pan minister pracy i opieki społecznej, nie wpadli na pomysł, żeby urzędy nie traktowały dodatku pielęgnacyjnego jako zysku. Widocznie wychodzą z założenia, że państwo ma czysty zysk, kiedy starszy człowiek kopnie w kalendarz i powiększy grono aniołków. Chyba, że jest pieruńsko uparty i mimo wszystko przeżyje końską kurację zdrowotną
Wtedy znowu możemy mówić, że cudów ci u nas dostatek!