piątek, 23 stycznia 2015

Polityka polska, czyli ogólne kuku na muniu!


22.01.2015 r.
Już w czasie II wojny światowej, premier Anglii Winston Churchill, u którego emigracyjny rząd polski siedział na garnuszku, łamał ręce i narzekał, że Polacy na polityce się nie znają, popełniając błąd za błędem. Miał słuszność. Żaden Polak nigdy Metternichem, ani Talleyrandem nie został i nie zostanie! Już w 1939 roku popełniliśmy straszny w skutkach błąd polityczny. Mieliśmy do wyboru tylko dwie drogi; albo sojusz ze Związkiem Radzieckim, albo z Niemcami. Rząd polski wybrał trzecią drogę, której nie było – klęskę! Ten sam błąd popełniliśmy w 1944 r. dopuszczając do wybuchu Powstania Warszawskiego. Stalin patrzył z rozrzewnieniem, jak Niemcy wyrzynają nas na nasze własne życzenie i zacierał ręce. Oszczędziliśmy mu wiele pracy przy wywózce najlepszej polskiej inteligencji, która poległa w powstaniu. Bo nigdy jeszcze w naszej historii nie mieliśmy, nie mamy i mieć nie będziemy, tak wspaniałej patriotycznej młodzieży, jaka walczyła i ginęła bez sensu w powstaniu. Składało się na ten patriotyzm wiele przyczyn, o jakich teraz pisać nie będę, bo to temat na sierpniowe wieczory.
Przejdę do czasów obecnych, nie różniących się wiele od tych dawniejszych. Oto pan minister spraw zagranicznych Schetyna, oznajmił zdumionemu światu, że obóz koncentracyjny Auschwitz wyzwolili Ukraińcy z Frontu Ukraińskiego! Naturalnie, Rosja oburzyła się na to przekłamywanie historii, wytykając panu ministrowi, że za krótko chodził do szkoły. Przysłuchując się temu co mówił, z przykrością przyznają dyplomatom rosyjskim rację. Pan Schetyna nigdy chyba nie służył w wojsku i nie wie, że nazwy frontów związane były z kierunkiem natarcia. To rozumiem dobrze nawet ja, nie żaden minister, ani polityk, tylko skromna córka oficera. Tak więc Front Ukraiński, który posłużył panu ministrowi wysnuć fantastyczną teorię o wyzwoleniu Auschwitz przez Ukraińców, był wyłącznie nazwą kierunku natarcia, a nie narodowości żołnierzy, którzy w tej armii walczyli. Był także Frant Białoruski i inne podobne. Nigdy jeszcze nie słyszałam, żeby ktokolwiek kwestionował oczywisty fakt wyzwolenia obozu przez żołnierzy radzieckich. Obojętnie, czy byli to Rosjanie, Kazachowie, Polacy, lub Ukraińcy tak bardzo ukochani przez pana ministra, to wszyscy oni byli żołnierzami Związku Radzieckiego. Toczka!
Żeby się poprawić, pan minister oznajmił, że w wojsku służyło wiele narodowości, nie tylko Rosjan. Zgoda. Jednak kiedy w naszej armii służy, powiedzmy, trzech czarnoskórych Afrykanów, to przez to samo armia nie przestaje być polska. Klituś bajtluś i całkowita kompromitacja naszej polityki zagranicznej. Zaraz potem popełniliśmy następny poważny błąd. Rozchodziło się o to, że nie zaprosiliśmy do Auschwitz prezydenta Rosji Putina. Pan minister i pan prezydent Komorowski, którego lubię, dopóki mówi mądrze, obaj minęli się z prawdą.
Osobiście i na własne oczy oglądałam audycję w TVP, gdzie głośno rozważano, czy zaprosić prezydenta Rosji, czy nie. Przypominano obecność Putina w Normandii, gdzie przybył na prośbę prezydenta Francji, i nie ukrywano, że nasze władze nie chcą go tutaj. W końcu jakiś mądrala orzekł ze śmiechem, że najlepiej będzie nie rozsyłać zaproszeń i koniec. Bo nie trudno było przewidzieć, że prezydent Rosji jest człowiekiem na tyle dobrze wychowanym, iż bez zaproszenia nie będzie się pchał tam, gdzie go nie kochają. Więc celowo nie wysyłano tych zaproszeń, chociaż wątpię czy nie zaproszono oficjalnie głów koronowanych, jakie mają tę uroczystość zaszczycić. Dyrektorowi z Muzeum Auschwitz polecono skłamać, że nikt żadnego zaproszenia nie dostał, bo takie było założenie. A to nieprawda! Pominięcie zaproszenia prezydenta Rosji było celowe i w bardzo złym guście. Dobry dyplomata wysłałby uprzejme zaproszenie wiedząc, że prezydent Putin go nie przyjmie. No ale Polacy dobrymi dyplomatami nigdy nie byli.
Polska od wielu miesięcy zachowuje się jak piesek york, który uparł się ugryźć w d....pę słonia. Taki jest mniej więcej stosunek wielkości Polski do Rosji. Gdybyśmy mieli odrobinę więcej rozumu, postąpilibyśmy jak Czechy, które już dawno zaprosiły Putina na obchody w Teresinie. Albo jak Węgry, sprzeciwiające się coraz to nowym sankcjom nakładanym na Rosję. I jedni i drudzy na tym zyskają, podczas gdy nasi przedsiębiorcy dalej liczyć będą miliardowe straty! Ale Czechy i Węgry mają mądrych polityków, dbałych o interesy swoich narodów, którym nie zależy na Ukrainie, oraz mają w „dużym poważaniu” nakazy Unii i NATO, prowadząc swoją politykę.
Polska polityka zagraniczna, opiera się na dawnych planach Marszałka Piłsudskiego, który z Ukrainy chciał zrobić państwo buforowe, oddzielające nas od Rosji. Ale Marszałek żył w latach trzydziestych, kiedy Rosja była państwem komunistycznym. Gdyby danym mu było dożyć lat czterdziestych ubiegłego wieku, i widzieć straszliwe zbrodnie popełnione na Polakach, na Wołyniu, Podolu, we Wschodniej Galicji, Lubelskim i Zamojskim, z pewnością zmieniłby swój plan, bo na dłuższą metę nie ma on sensu.
Po pierwsze, Ukraina jest większa od Polski!!! Jeżeli się wzmocni gospodarczo, a przede wszystkim militarnie, to natychmiast stanie się dla nas zagrożeniem. Tylko naiwny głupiec da wiarę w zapewnienia o ukraińskiej przyjaźni, kiedy to w sierpniu ub. r. prezydent Ukrainy Poroszenko oświadczył cynicznie, że cytuję: „Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezawisłości.” Wystarczy? Niedawno na Ukrainie nakręcono film przedstawiający AK jako bandę zbirów i morderców. W radiu niemieckim kilkakrotnie słyszałam, że Lwów rządzony jest przez ukraińskich nacjonalistów, zwolenników Bandery! Ale my dalej ich kochamy, pchamy w nich pieniądze i pomoc wojskową, ponieważ nie jesteśmy niezależni, lecz wykonujemy polecenia Unii, NATO i panów zza oceanu. Pani premier Kopacz zadeklarowała już 100 milionów euro dla Ukrainy, oraz pomoc wojskową, podczas gdy nasz dług narodowy rośnie zatrważająco z każdą sekundą i może nadejść czas, kiedy nie będziemy już mieli własnego państwa, bo zostanie sprzedane za długi, albo dojdzie do sytuacji podobnej jak w Grecji.
Policzmy tylko ilu naszych emerytów i rencistów ma emerytury i renty, poniżej średniej krajowej i żyją na granicy ubóstwa. Ile dzieci potrzebuje drogich leków, które są dla nich niedostępne. Służba zdrowia jest śmiertelnie chora, a my razem z nią. Ludzie nie mają mieszkań i pracy, miliony młodzieży już wyjechało za granicę i tam zamierza pozostać, a pani premier hojną rączką rzuca miliony dla obcych, kiedy w kraju brakuje pieniędzy na wiele przedsięwzięć.
W tym momencie przechodzę do meritum sprawy i postaram się uzasadnić tytuł moich rozważań. Pan prezes Kaczyński ma dwie Dudy. Jedna Duda postanowiła robić za prezydenta, druga Duda robi za związki zawodowe, wywołując strajki i niepokoje społeczne, bo komuś się bardzo śpieszy do władzy. I tu jest właśnie coś, co mnie od lat zdumiewa, po prostu tego nie rozumiem, choć taka głupia to ja chyba nie jestem.
Kiedy w kraju dochodzi do strajków, powiedzmy służby zdrowia, górników, kolejarzy, czy innych grup społecznych, którym źle się dzieje, natychmiast maszerują pochody pod powiewającymi dumnie sztandarami z napisem ”Solidarność”. Związki zawodowe bronią praw robotników. Przepięknie! Ale ja nie żyję od wczoraj, lecz od wielu lat i doskonale pamiętam czasy, kiedy ta „Solidarność” powstawała. Z pewnością nie w Polsce, bo na to jesteśmy za mało chytrzy, ale gdzieś bardzo daleko, może w Rzymie, a może jeszcze dalej. Mniejsza z tym, Polacy jeszcze wierzą, że było inaczej, bo Lechu skakał przez płot i tak dalej.... niech im będzie.
Ale ja pamiętam czasy, kiedy nasze stocznie były jednymi z pierwszych na świecie. Zatrudniały dziesiątki tysięcy dobrze zarabiających ludzi. Budowały tysiące wielkich oceanicznych statków, pływających po wszystkich morzach i oceanach. Mieliśmy potężną flotę rybacką i tysiące wyszkolonych marynarzy. Rodziny marynarzy miały porządne mieszkania lub własne domy, luksusowe ciuchy, dolary w bankach i dobrą opiekę państwa. Potem przyszedł KOR i „Solidarność”, upominając się o prawa tak okrutnie gnębionych robotników stoczniowych. Powstały nowe, niezależne samorządne związki zawodowe.
A czego dokonały? Stocznie upadły, rybacy ledwo zipią, a nasi wspaniali chłopcy pływają na starych, wysłużonych trumnach, tonących za lada wiaterkiem. Niedawno zatonęło kilku polskich marynarzy razem ze swoim kapitanem, płynąc na greckim gruchocie, bo własnych statków już nie mamy!
Górnicy w PRL-u byli pieszczochami władzy ludowej. Kopalnie prosperowały, górnicy zarabiali, ich żony nosiły złotą biżuterię, futra, miały nowoczesne telewizory i dobre żarcie. Żyć nie umierać. Ale przyszła „Solidarność”oraz KOR, upomnieć się o prawa górników, żeby im się żyło lepiej i dostatniej. W czerwcu 1989 roku „Solidarność” wygrała wybory, skończył się „komunizm” a do Polski zawitał kapitalizm. I co mamy? Kopalnie jedna po drugiej plajtują i zostają sprzedane za grosze obcemu kapitałowi. Powstają gigantyczne koncerny, kompanie, spółki, pochłaniające rocznie setki miliardów złotych. Nie można porównać pensji prezesa takiej spółki, ze średnim zarobkiem górnika dołowego. Podobnie rozsprzedano wielki przemysł. I tak nasze huty mają dziś Hindusi, a w łódzkich fabrykach, zamiast tysięcy miejsc pracy, urządzono luksusowe apartamenty dla bogaczy. Reszta miasta jest w opłakanym stanie, biedna i brudna. Działacze „Solidarności” stali się ludźmi bardzo zamożnymi, zakładając przedsiębiorstwa i wchodząc do Sejmu, Senatu i rządu. Mieszkają w pałacach i pięknych willach, posiadają majątki ziemskie. Tymczasem robotnicy, których ta „Solidarność” nadal bohatersko broni, są w bezwzględny sposób wyzyskiwani, oszukiwani przez pracodawców, nie otrzymują wynagrodzeń i są na tak zwanych „śmieciowych umowach”, które nie gwarantują im ani praw pracowniczych, ani emerytury. Pozwalają ich wykorzystywać pod groźbą wyrzucenia na bruk. Bezdomni ludzie umierają na ulicy, bo nikt się o nich nie troszczy. Tymczasem pensja przewodniczącego związku broniącego praw skrzywdzonych robotników, porównywalna jest do zarobków prezesa koncernu.
Można jeszcze wymieniać tysiące spraw i problemów, jakie narastały w ciągu tych 25 lat rządów prawicy. Sprzedaż polskich banków doprowadziła do tego, że kasa państwa jest w obcej kieszeni. A wiadomo, kto ma kasę, ten ma władzę! Zniszczono polski handel, zastępując nasze sklepy potężnymi obcymi megasamami, nie płacącymi państwu podatków. Ich miliardowe zyski zasilają budżety innego narodu.
Więc ja się pytam, jak to możliwe, że krzywdzeni robotnicy, strajkują i maszerują dzisiaj pod sztandarami „Solidarności”, która doprowadziła do tego, co mamy? Może mi to ktoś wyjaśni, bo ja nie pojmuję tych ludzi. Czy doprawdy Polacy niczego już nie rozumieją i wszyscy mamy po równi kuku na muniu?
Ja sama byłam członkiem „Solidarności” i w stanie wojennym z dumą nosiłam odznakę. Ale nie tego myśmy chcieli, nie tego, co mamy. Anglicy mają takie powiedzenie: - „Rabbit is guilty, he counterfeited” - Królik jest winien, on zaczął!”
Warto się może zastanowić, kto jest winien i kto zaczął!