poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Błędy przeszłości mszczą się przez wieki.

13 kwietnia 2015 roku.
Ostatnio podano w wiadmościach TVP, że Polska na swojej wschodniej granicy buduje wieże kontrolne. Władze wydają miliony złotych podatników budując coś, co się nie sprawdzi w praktyce, bo Rosjanie, w przeciwieństwie do nas, nie są idiotami i nie pokażą nam tego, co chcielibyśmy zobaczyć. Z każdym dniem, w telewizji, radiu i prasie narasta eskalacja oskarżeń pod adresem Rosji, wywołując niepokój i wzmagając histerię wojenną. Dlatego wolę cofnąć się do czasów, kiedy byliśmy potęgą i mieliśmy wielkich wodzów, takich jak hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski herbu Lubicz. Przyszły zwyciężca spod Kłuszyna, zdobywca Moskwy, pogromca Tatarów, Kozaków, Szwedów, Niemców i Mołdawian, żył w latach 1547-1620. Urodził się w ziemi lwowskiej we wsi Turynka. W czasie wojen króla Batorego z Moskwą, wsławił się w bitwach pod Połockiem i Pskowem. Jego życie, to niekończąca się kampania wojenna. W 1609 r. wraz z królem Zygmuntem III Wazą ruszył pod Smoleńsk. Ale oblężenia miasta bardzo się przeciągało. Na wieść o nadciągających wojskach rosyjskich pod wodzą brata cara Dymitra Szujskiego, Żółkiewski rusza im naprzeciw z niewielką armią polską. 4 lipca 1610 roku, doszło do najsławniejszej bitwy w jego karierze - pod Kłuszynem. W morderczym boju trwającym 5 godzin, wojska polskie rozgromiły armię carską. W jej następstwie bojarowie moskiewscy 28 sierpnia 1610 roku, uderzyli czołem przed królem Zygmuntem III i złożyli hołd królewiczowi polskiemu Władysławowi, prosząc go o przyjęcie krorony carów. 
Hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski.
 29 września hetman Żółkiewski wprowadził wojska polskie na Kreml. W stolicy Rosji Polacy zaczęli służbę policyjną, czekając na przybycie królewicza Władysława. Król Zygmunt III Waza przebywał nadal pod Smoleńskiem, i zwlekał  z zezwoleniem na wyjazd syna. Hetman opuścił Moskwę, oddając dowództwo Aleksandrowi Gosiewskiemu i  udał się do króla. W czasie jego nieobecności patriarcha moskiewski Hermogemnes podburzył mieszczan Moskwy przeciw Polakom. 29 marca  w mieście wybuchły zamieszki na wieść, że zbliża się rosyjskie pospolite ruszenie. Polacy uderzyli na zbuntowanych mieszczan Moskwy, mordując 7 tysięcy ludzi. Jednak twardy opór mieszczan sprawił, że Polacy musieli cofnąć się na Kreml. W odwecie 30 marca Polacy podpalili Moskwę. Zginęło wtedy około 8 tysięcy mieszczan, nie licząc tych, co pomarli z głodu. Oto skarga posła moskiewskiego Szeremietjewa

"Rozwiązły żołnierz wasz, nie zna miary w obelgach i zbytkach. Zabrawszy wszystko, co tylko dom zawierał, złota, srebra, drogich zapasów mękami wymuszał. Patrzali mężowie na gwałty lubych żon, matki na bezwstyd córek nieszczęsnych. Rozpust i wyuzdań waszych zachowujemy pamięć. Jątrzyliście serca nasze najobraźliwszą pogardą, nigdy rodak nasz nie był przez was nazwany inaczej, jak psem moskiewskim, złodziejem, zmiennikiem. Nawet świątyń boskich nie uszanowaliście. W popiół obrócona stolica nasza, skarby nasze długo przez carów zbierane, rozszarpane przez was, państwo całe w ogniu, mieczem okrutnie niszczone.
29 października 1611 roku, ulicami Warszawy przeszedł przepyszny pochód. Hetman Żółkiewski prowadził dwóch dostojnych jeńców - cara moskiewskiego Wasyla Szujskiego i jego brata Dymitra.  Obaj na kolanach błagali króla Zygmunta o miłosierdzie. Monarcha łaskawie pozwoił im ucałować swoją dłoń.
Lecz w Rosji już formowało się II pospolite ruszenie pod wodzą kniazia Pożarskiego i Kuźmy Minina. Po pożarze miasta polskiemu garnizonowi zaczęło brakować żywności. Kilka prób odsieczy oblężonym Polakom nie powiodło się. Na Kremlu zapanował straszny głód. Nie opłacona piechota najpierw zjadła konie, potem psy, koty, szczury, a w końcu doszło do potwornych wypadków kanibalizmu. Garnizon polski odpierał niezliczone ataki, wiernie oczekując przybycia królewicza. Przed wyjazdem z Moskwy hetman Żółkiewski obiecał Rosjanom, że intronizacja Władysława na cara zostanie przeprowadzona w obrządku prawosławnym, a zdobyte twierdze zostaną zwrocone. Lecz krół Zygmunt nie zgodził się na to, obawiając się wysłać następcę tronu do Moskwy.  Będąc pod silnym wpływem jezuitów, król porozumieniu z Watykanem pragnął wprowadzić do Rosji religię rzymsko-katolicką  i zaproponował bojarom własną kandydaturę na tron carski. Rosjanie odrzucili jego propozycję i negocjacje zerwano.
7 listopada 1612 roku, garnizon polski, nie doczekawszy się odsieczy skapitulował, mając gwarancję, że Rosjanie pozwolą im na powrót do kraju. Wychodzących z Kremla, bezbronnych polskich rycerzy bestialsko wymordowano. Odsiecz króla Zygmunta III nie zdążyła na czas. Sobór ziemski bojarów obrał w 1613 roku Michaiła Romanowa na tron carski. Dynastia Romanowów przetrwała do XX wieku. Okres dominacji Polaków w Rosji i na Kremlu, Rosjanie nazywają Wielką Smutą. W 182 lata później nastąpił całkowity upadek Rzeczypospolitej w bitwie pod Maciejowicami.
Gdyby ówczesna polityka polska potrafiła wykorzystać tę jedyną w dziejach szansę, jaką był wybór na cara królewicza polskiego, wówczas oba państwa, być może złączone unią, stworzyłyby potęgę, jakiej świat nie widział. Ale Polacy nigdy nie potrafili wykorzystać darów losu.  Po strasznej katastrofie smoleńskiej, między naszymi krajami nastąpiło wyraźne ocieplenie stosunków. To nie podobało się widać zachodnim sprzymierzeńcom, bo już wkrótce wzajemne relacje znacznie się ochłodziły, a następnie zaostrzyły, po wmieszaniu się rządu polskiego do awantury kijowskiego Majdanu. Czy było to mądre posunięcie polityczne, pozostawiam osądowi miłych czytelników.