środa, 24 czerwca 2015

O nowym parku, Dniu Seniora i co nieco więcej o polityce!


24 czerwca 2015 r.

Codziennie mam niewątpliwą przyjemność patrzeć z okna na ciekawy nowy park, przy ul. Tyrankiewiczów. Bardzo w nim kolorowo i radośnie, choć niekiedy wprawia mnie w zdumienie organizacja pracy na tym obiekcje. Pewnego dnia obserwowałam gorączkowe przygotowania przed przybyciem do parku pana prezydenta Romana. W parku pokazali się pracownicy, szczegółowo odkurzający nowy sprzęt do zabaw i gimnastyki. Kiedy wszystko było już błyszczące na medal, przybył inny pracownik z kosiarką do trawy i zaczął kosić trawniki, niemiłosiernie kurząc, ponieważ od dłuższego czasu nie padał deszcz i wszystko pokryte było pyłem. Zaledwie pan prezydent opuścił park, przybył inny pracownik z dmuchawą do ściętej trawy i jak dmuchnął, to w powietrze uniósł się słup kurzu i piasku, zasypując dokumentnie wszystko w pobliżu, łącznie z czysto wymytymi szybami pobliskich mieszkań w blokach. Podejrzewam, że ci ludzie są zatrudnieni w jednej firmie, która w ten sposób urozmaica im czas pracy.
Jeżeli chodzi o sam park, to mam kilka krytycznych uwag. Po pierwsze, moim zdaniem dzieci powinny bawić się na terenie zadbanym pod względem ekologicznym. Alejki powinny być ze żwiru, nie z asfaltu, bo to naturalne i o wiele zdrowsze. Po drugie, urządzając park wycięto w nim większość krzewów i teraz teren wygląda po prostu łyso. Nie ma klombów z kwiatami koniecznych do upiększenia parku, a dzieci powinny bawić się pośród kwiatów i krzewów. W niektórych miejscach źle posiana trawa nie przyjęła się i widać gołą ziemię, co nie dodaje parkowi uroku. Z mało jest ławek, a kiedy przyjdą letnie upały, (zapowiadają, że już w lipcu) park będzie pełen mieszkańców szukających ochłody w cieniu drzew. Będą musieli usiąść na ziemi, bo ławek zabraknie.
Park w dzień miły i kolorowy, w nocy zamienia się w koszmarne miejsce spotkań pijanych i naćpanych małolatów, wrzeszczących, wyjących i gadających do trzeciej w nocy. Bywało, że i do piątej rano! Kiedy jest gorąco i trzeba spać przy otwartych oknach, każda noc jest nie do zniesienia hałaśliwa i denerwująca. Park nocą jest niedostatecznie oświetlony, a funkcjonariuszom pobliskiej Komendy Policji, nie przyszedł do głowy pomysł, patrolowania parku nocą, lub chociaż założenia tam monitoringu, żeby zapobiec niszczeniu kosztownego sprzętu, za który wszyscy podatnicy płacili. To tyle, jeżeli chodzi o park.
Teraz parę słów o Dniu Seniora. Był nieco skromniejszy niż w ubiegłym roku, bo i pogoda niezbyt nas rozpieszczała. Chłodny dzień nie pozwalał iść w pochodzie w barwnych letnich strojach. Ă propos pochodu. Pan kapelmistrz naszej orkiestry miejskiej chyba zapomniał, iż jest to Dzień Seniora, a nie Młodego Sportowca i od początku narzucił pochodowi takie tempo, że starsze osoby idące w pochodzie niemal biegły, przybywając na miejsce zbiórki w Rynku zadyszane z mocno bijącym sercem. Szłam w pochodzie i zmęczyłam się, podobnie jak inni Seniorzy, sapiący i łapiący z trudem oddech. Trochę mnie złości widok stojących na ulicy starszych ludzi i przyglądających się pochodowi. Ostatecznie, jeżeli ja mogłam wyjść z domu i wziąć udział w pochodzie, jak i kilkadziesiąt innych uczestników uroczystości, dlaczego tamte starsze osoby stoją i gapią się na nas, zamiast nam towarzyszyć?
Wydaje mi się, że same uroczystości związane z Dniem Seniora, nie były adekwatne do tego święta. Starsi ludzie niekoniecznie lubią potworny ryk wzmacniaczy i anglojęzyczne piosenki. Występ Blu Cafe, sympatyczny dla młodzieży, dla starszych osób był przede wszystkim za późno, ponieważ o tej porze starsi mieszkańcy Bolesławca szykują się do spania! Seniorzy bardzo lubią wspominki. Odpowiedni więc byłby wcześniejszy występ z jakimiś przebojami retro, ze znaną i lubiana piosenkarką, lub piosenkarzem. Mam nadzieję, że organizatorzy przyszłorocznego Dnia Seniora, zadbają o to, żeby tego dna ludzie w podeszłym wieku usłyszeli coś, co im przypomni młode lata. Tyle mam uwag dotyczących naszego święta.
Dziś w wiadomościach TVP usłyszałam coś, co na moment zmroziło mi krew w żyłach. Oto poinformowano nas łaskawie, że nasz wschodni sąsiad, wkurzony ostatnimi poczynaniami USA i satelickiech państw, takich jak Polska i Rumunia, kieruje na nas wyrzutnie rakiet z ładunkiem atomowym!


Odrobina historii.
1 lipca 1991 r. w Pradze nastąpiło rozwiązanie struktur politycznych Układu Warszawskiego, utworzonego w Warszawie 14 maja 1955 r. Następnie 28 października 1992 r. z Legnicy wyjechał pociąg wiozący ostatnich żołnierzy Armii Radzieckiej stacjonujących w Polsce. Byliśmy wolni i sami w naszym państwie. Ale nie za darmo.
Związek Radziecki zgodził się rozwiązać Układ Warszawski, stanowiący największą siłę w tej części Europy, żądając w zamian rozwiązania struktur NATO, będących zbrojnym ramieniem USA w Europie. Układ Warszawski został rozwiązany i wojska radzieckie bez awantur wyszły z Polski.
Ale Stany Zjednoczone, jak zwykle, nie dotrzymały umowy i NATO nie tylko nie zostało rozwiązane, lecz wzmocnione o państwa będące w byłym Układzie Warszawskim, z Polską na czele! Odtąd Rosja nie wierzyła już zapewnieniom amerykańskim o pokojowych zamiarach USA, widząc wolno zacieśniający się krąg wokół jej granic. Prawicowe, a nawet lewicowe rządy w Polsce, stały się wiernymi sprzymierzeńcami, - nie, to nieodpowiednie słowo, raczej pokornymi sługami USA, oddając nawet Amerykanom własne tereny do zakładania obozów jenieckich, w których torturowano ludzi!
Jeżeli ktoś wejdzie na mój blog i przeczyta moje wypowiedzi sprzed kilku laty, gdy w Kijowie zorganizowano Majdan stwierdzi, że nie będąc jasnowidzem, ani politykiem, od razu zorientowałam się o co tam chodzi. Bo Majdan powstał po to, żeby na granicy Ukrainy z Rosją wybuchnął konflikt, umożliwiający Ameryce wtrącenie się w sprawy Wschodniej Europy i wprowadzenie na ziemie państw graniczących z Rosją swoich żołnierzy, ciężki sprzęt i rakiety. Pomimo szalonej propagandy antyrosyjskiej, wywołującej w niektórych Polakach wprost antyrosyjską fobię, sama Rosja zachowywała spokój do chwili, kiedy w Polsce rozpoczęły się ostatnie manewry NATO, a USA oczywiście w pokojowych celach wprowadza tutaj swoich żołnierzy. W telewizji usłyszałam dziś zapewnienie jakiegoś amerykańskiego polityka, że to nie przygotowania do wojny, bo tych żołnierzy będzie w Polsce i Rumunii jedynie kilkuset.
Są to czyste kpiny, ponieważ każdy, kto ma jakieś pojęcie o nowoczesnej technice wie, iż do obsługi najbardziej skomplikowanych urządzeń i broni, nie potrzeba wielu żołnierzy, bo akcją kierują komputery! Również dzisiaj poinformowano w wiadomościach, że w przyszłym roku USA zbudują na naszym terenie Tarczę, a wojska amerykańskie stacjonować będą koło Żagania, czyli blisko nas.
Symptomatyczny jest fakt, że ani Czechy, ani Węgry nie wpuszczą na swoje ziemie żołnierzy USA!!! Tylko Polska i Rumunia udostępniają im bazy, tym samym stwarzając niewyobrażalne zagrożenie dla swych państw. Bo z Rosją żartów nie ma! Jeżeli oficjalnie oświadczyła, że kieruje wyrzutnie rakiet atomowych na nasz kraj i na Rumunię, to z pewnością to uczyni, widząc zagrożenie dla swego bezpieczeństwa. W razie wybuchu wojny, a na to się zanosi, to Polska pierwsza stanie się celem ataku, jak w 1939 r, a wtedy nie liczmy na pomoc USA, bo Ameryka ma własne plany, w których nasz kraj będzie poligonem atomowym!
Oto do czego doprowadziła nas antyrosyjska polityka rządu, niewolniczo podporządkowana interesom USA i wspierająca wrogą nam w gruncie rzeczy Ukrainę. Politycy i z PO i z PiS-u prowadzą jednakową politykę zagraniczną, zezwalającą na obecność wojsk NATO i USA w Polsce, nie licząc się z zagrożeniem wojną dla naszego kraju i jego obywateli.
Wobec tego nie zajmujmy się jesiennymi wyborami, bo czy przejdzie PiS, czy wygra PO, nie zmniejszy to bynajmniej groźby wiszącej nad naszymi głowami. Nie chcę był złym prorokiem, ale historia lubi się powtarzać, a od dnia wybuchu II wojny światowej upłynęło już 76 lat. Może czas na nową hekatombę?