sobota, 12 września 2015

NIE JESTEM JASNOWIDZEM!

13 września 2015 r.
Dokładnie 9 września 2013 r. pisałam na moim blogu o aktualnej polityce zagranicznej w Syrii, pod tytułem:”Czy politycy wierzą w cuda”. Władzom Stanów Zjednoczonych nie podobał się  wówczas syryjski prezydent Asad i postanowiły  dać temu wyraz, bombardując  Syrię pod pretekstem, iż Asad użył na cywilnych mieszkańców gazów bojowych. Wysłannicy ONZ nie stwierdzili winy Asada, ale USA wiedziało lepiej. Poprzednio w Iraku, wywiad amerykański wykrył, że Hussein posiada bombę atomową!  Wobec zagrożenia świata, bohaterska Ameryka pośpieszyła z interwencją, angażując w tę awanturę Polskę, (film„Karbala”) oraz inne państwa zachodnie. Potem się okazało, że Irak żadnej bomby nigdy nie miał. Bo też nie o bombę szło USA, tylko o naftę i skarby dawnej Persji! Ale Husseina powiesili – dla zasady. W ramach walki z terroryzmem! W Syrii także nie chodziło o Asada i jego polityczne przekręty, bo Stany gotowe są wspierać nawet gangsterów, pod warunkiem, żeby interes się kręcił. Na razie Ameryka wspierała zbrojnie Kurdów walczących z Państwem Islamskim, ale tak naprawdę nikt nie wiedział, o co jej chodzi. Prawdopodobnie chodziło o Libię, bo potem uśmiercili Kadafiego.
  
Mieszkańców Damaszku, od amerykańskiego bombardowania, uratowała ostra interwencja prezydenta Rosji Putina, który wskazał, że bombardowania nie zmienią dramatycznej sytuacji w Syrii, tylko ją zaognią. Rosję wsparl szef ONZ-tu i kilka państw zachodnich, co tak wkurzyło prezydenta Obamę, że w czasie wizyty w Petersburgu, zachowywał się niegrzecznie wobec gospodarza. Przez całe dwa lata Ameryka dozbraja partyzantów, rzekomo walcząc z terrorystami, ale de facto powiększając tylko zamęt na tych terenach. Pisałam o tym przed dwoma laty i nie będąc jasnowidzem, ani profesjonalnym politykiem przewidziałam, że nic dobrego nie wyniknie z wtrącania się USA  w wewnętrzne sprawy Syrii.
    Obecnie USA oskarża Rosję, że wspiera Asada i dostarcza mu broni. Biorąc na zdrowy rozum, tylko jeden Asad może wprowadzić w Syrii pokój, pod warunkiem, że nikt mu nie będzie przeszkadzał, tylko pomoże poskromić  zbuntowane plemiona. Ale Stanom to nie odpowiada i wolą oskarżać Rosję, że posyła tam żołnierzy. A ja się pytam, kogo ma posyłać – anioły? Tak więc nasz ukochany sojusznik, który ma się zagnieździć w Polsce, na uniżone prośby prezydenta i rządu, robi absolutnie wszystko, żeby na Bliskim Wschodzie nie było spokoju. W Polsce też go nie będzie!
  
 
 Jednak ani ja, ani żaden jasnowidz, nie przewidział tego obłędnego exodusu, jaki obecnie widzimy. I to mnie właśnie zastanawia. Co sprawia, że setki tysięcy ludzi runęły na Europę, powodując kompletnie zamieszanie. Przecież wojna w Syrii trwa od dwóch lat i jakoś ludzie nie uciekali masowo do Europy. Co spowodowało, że ni z tego ni z owego, ogromne masy rozdeptują dosłownie państwa europejskie, a Morze Śródziemne  pełne jest statków i pontonów płynących w stronę  Europy?  Istna inwazja! Także Afrykanie nagle doszli do wniosku, że jest im w Afryce źle i wolą być w Niemczech, w Anglii, czy w Skandynawii. Jak wytłumaczyć ten nagły pęd do Europy? Dziwna rzecz: przewidział to Kadafi, przywódca Libii, ostrzegając, że kiedy on zginie, równowaga na Bliskim Wschodzie zostanie zachwiana. Kadafi zginął, podobnie jak Hussein w Iraku. Odtąd na Bliskim Wschodzie zapanowało piekło, które teraz przeniosło się do Europy. Nie mogę zrozumieć, dlaczego państwa zachodnie, zdecydowały się przyjąć tych ludzi, mianując ich uchodźcami lub imigrantami, którymi wcale nie są. Zamiast zastanawiać się, gdzie i w jakiej ilości ich poupychać, należało natychmiast, jak tylko się pojawili, pomyśleć, jak się ich pozbyć! Ich obecność destabilizuje życie w europejskich państwach. Tym bardziej, że nie widać końca tego koszmaru. Już powodują, że w Unii następuje chaos, a nawet padają groźby pod adresem państw, które niechętnie chcą stosować nakazy Unii o przyjmowaniu  imigrantów. Dziś w Warszawie przemaszerowały dwa pochody–jeden zwolenników przyjęcia imigrantów, drugi przeciwko przyjmowaniu cudzoziemców. Jak zwykle, Polacy nie potrafią mówić jednym głosem i myśleć logicznie. Co 2 tysiące ludzi, to nie 12 tysięcy, a może o wiele więcej! Zamiast pchać pieniądze w obcych, powinniśmy poświęcić je naszym ubogim i bezdomnym, stwarzając im normalne warunki godziwej egzystencji.

czwartek, 10 września 2015

J A K N A S W I D Z Ą.


11 września 2015 r.

W niedzielę 6 września br. został wyemitowany przez program I TVP odcinek serialu pt.”Dziewczyny ze Lwowa” w reżyserii W. Adamczyka ze scenariuszem R. Bruttnera. Obejrzałam kilka scen i wyłączyłam telewizor. Moja rodzina pochodzi z kresów i dla mnie dziewczyny ze Lwowa zawsze będą Polkami, nie Ukrainkami. Przypominam sobie słowa pana Jerzego Janickiego, kresowiaka urodzonego w Czortkowie, wychowanego we Lwowie, reżysera słynnego serialu „Dom”. Pan Janicki marzył, żeby nakręcić wielki serial „Dom” o polskich mieszkańcach Lwowa i ich dramatycznych losach. Nie zdążył, bo zmarł w 2007 roku.
O relacjach polsko-ukraińskich, opowiadał mi mój Ojciec. We wrześniu 1939 r. gdy wybuchła wojna, otrzymał rozkaz wywiezienia akt personalnych oficerów pułku i ukrycia ich, lub zniszczenia w razie zagrożenia, by nie wpadły w łapy Niemcom. Ojciec poszedł na wschód, bo tam spodziewał się zastać większe zgrupowanie wojsk polskich. Ze wzruszeniem wspominał serdeczne powitanie, jakie zgotowali mu mieszkańcy Żółkwi i Stanisławowa. Kobiety wynosiły polskim żołnierzom mleko, chleb, sklepikarze dawali za darmo konserwy, lub butelki piwa. Ale już za Stanisławowem, kiedy mijali wsie zamieszkałe przez Ukraińców, spotykali się z jawną wrogością. Wrzesień był bardzo upalny, Ojciec i jego żołnierze, idąc pieszo przy wozie wiozącym akta, byli nieludzko zmęczeni, spragnieni i głodni. Konie ciągnące wóz także ledwie wlokły nogi. Wieczorem zatrzymali się w jakiejś wsi, gdzie gospodarze mówili po polsku. Przyjęto ich bardzo gościnnie, nakarmiono i pozwolono żołnierzom spać w stodole na sianie. Ojciec z podoficerem i kilku żołnierzami nocował w chacie, postawiwszy przed domem wartownika. Położyli się na siennikach i momentalnie zasnęli kamiennym snem. Obudziło ich walenie w drzwi. Ojciec otworzył i zobaczył stojącą na progu dziewczynę, trzęsącą się ze strachu: - Panoczku! - krzyknęła. - Uciekajcie. Tego żołnierza, co stał przed domem, Ukraińcy już zamordowali, teraz idą po was. Dużo ich idzie. Uciekajcie! - dziewczyna była Polką.
Bez namysłu wypadli z domu i ujrzeli ze zgrozą, jak w stodole Ukraińcy zabijają śpiących żołnierzy. Ojciec kazał otworzyć do nich ogień, ale Ukraińcy byli w większości i dobrze uzbrojeni, zasypali Ojca i jego żołnierzy ogniem z karabinu maszynowego. Dwóch żołnierzy poległo, prócz tych pomordowanych w stodole. Musieli uciekać, kryjąc się w lesie przed pogonią. Nie wiadomo, jak by się to wydarzenie zakończyło, gdyby rano nie natknęli się na duży oddział naszego wojska z kilkoma armatami. Oficer wysłuchawszy Ojca kazał zawrócić, i ogniem z dział zniszczył i spalił ukraińską wieś. Wycofujące się oddziały polskie często były ostrzeliwane przez Ukraińców i wpadały w zasadzki. Ten tragiczny nocleg opisałam w mojej książce, przenosząc go w czasy Powstania Styczniowego.
Obecnie Lwów stał się centrum faszystowskich organizacji czcicieli UPA i Bandery. Parlament Ukrainy podjął demonstracyjną uchwałę, uznającą morderców UPA bohaterami i nieomal męczennikami. O stosunkach polsko-ukraińskich świadczy ironiczna odpowiedź Poroszenki na propozycję prezydenta Polski A. Dudy. Dlatego też moim zdaniem, środowiska kresowe powinny zabrać głos i zażądać zakończenia emitowania serialu ”Dziewczyny ze Lwowa”. W obecnej sytuacji serial ten wydaje się jakimś podlizywaniem się Ukraińcom, czym z kolei nie jestem zdziwiona, widząc jednostronne zacieśnianie przyjaznych stosunków polsko-ukraińskich przez naszych polityków. Mamy mieć wymianę młodzieży. Polska młodzież dowie się pewnie, że UPA była tym samym, co Armia Krajowa.
Polskie kobiety na Wołyniu.Potwory z UPA.
 My Polacy mamy o sobie zwykle dobre mniemanie. Ale cudzoziemcy postrzegają nas wcale inaczej, bynajmniej nie pozytywnie. W krajach zachodnich wizerunek Polaka jest wprost odrażający. Antysemita, rasista, fanatyk religijny. Dawniej był jeszcze pijak i leń, ale to się ostatnio nieco zmieniło na naszą korzyść. W Ameryce ciągle pokutuje mit o polskich obozach koncentracyjnych. Dał temu wyraz prezydent Obama, rzekomo przez pomyłkę. Szef CIA zmieszał nas z błotem twierdząc, że razem z Niemcami mordowaliśmy Żydów dla korzyści materialnych! Taki obraz Polaków kreują środowiska żydowskie, bardzo nam nieprzyjazne. Kiedy profesor Lukas wziął nas w obronę, pisząc książkę „Polski Holokaust”, został obrzucony obelgami i groził mu lincz! Tak nas widzą nasi „sojusznicy”, których rząd polski wzywa na ratunek przed Rosją. Nie jestem pewna, kto kogo będzie ratował i kto komu zagraża!
Interesuję się historią II wojny światowej i często oglądam filmy dokumentalne. Ostatnio na programie TV4 obejrzałam dokumentalny francuski film pt.”Apokalipsa” o II wojnie światowej. O Polsce tam niemal nie wspomniano, ale o mało nie zleciałam z fotela usłyszawszy, że Monte Cassino zdobyli żołnierze francuscy, otwierając aliantom drogę na Rzym! 

To przykład, jak dostrzega się udział Polaków w II wojnie światowej. Ponieważ lubię czytać książki biograficzne, niedawno miałam okazję zapoznać się z kilkoma znaczącymi pozycjami. Wymienię tylko trzy biografie. „Kat Hitlera” biografia Reincharda Heidricha autorstwa prof. na Harvardzie Roberta Gerwartha. „Heidrich – Twarz zła”. autorstwa Mario R. Dederichs i autora Petera Longericha „Himmler Buchalter śmierci”. Wszystkie te pozycje szeroko rozpisują się o Holokauście, lecz jakoś zgodnie milczą o eksterminacji Polaków W jednej z tych książek, chyba o Himmlerze, dokładnie nie pamiętam, autor po prostu rozczula się nad losem Niemców osiadłych w Wielkopolsce, których Polacy wymordowali w Bydgoszczy. Tym samym autor usprawiedliwia zbrodnię ludobójstwa na mieszkańcach tego miasta. Nie wspomina o V kolumnie, z której działalnością się zmagaliśmy. Następnie autor opisuję dramaty Niemców, wypędzanych przez Polaków ze wsi wielkopolskich i pędzonych przez wiele kilometrów i padających z wycieńczenia. Podobno było ich 15 tysięcy, a jakiś profesor brytyjski prostuje, że było ich więcej! Wszystko to się działo we wrześniu 1939 roku.
Jeden z autorów biografii Heidricha przyznaje, że nakazał on wymordowanie elity polskiej, ale zaraz dodaje, że w większości byli to Żydzi!
Nawet w słynnym amerykańskim melodramacie „Casablanca” bohaterem filmu walczącym z faszyzmem w 1939 r, jest Czech! Najzabawniejsze jest to, że Czesi, których bardzo poważam za rozsądek, nie kwapili się do konspiracji. W końcu zdenerwowany Churchill, któremu zależało na podziemiu w okupowanych krajach, sklął Beneŝa, prezydenta Czech w Anglii, nakazując mu skłonić ten tchórzliwy naród do jakiejś akcji. Ponieważ nikt się nie kwapił, z rozkazu Beneŝa wysłano kilku czeskich komandosów, w celu zabicia Heidricha! Czytając o tym, uśmiałam się jak norka, bo była to łatwizna. Heidrich jeździł w odkrytym aucie, bez ochrony, gdyż wiedział, że Czechów nie stać na żaden zamach. Komandosom udało się go zabić bez żadnych trudności. W odwecie, Niemcy spalili wieś Lidice i rozstrzelali kilkadziesiąt osób, a kilka tysięcy aresztowali. To wszystko! Na wieść o Lidicach, Amerykanie płakali rzewnie, nawet żona prezydenta Roosevelta uroniła łezkę. Nad cierpiącą Polską i ginącą Warszawą płakali tylko Polacy. I pomyśleć, że zamachu na Kutscherę, kata Warszawy, dokonali dwudziestoletni chłopcy, bez żadnej pomocy z zewnątrz! O tym bohaterskim czynie, nikt z autorów zagranicznych nie wspomina. W historii lat wojennych Polacy są wyraźnie dyskryminowani. Coraz to powstają filmy o tym, że tajemnicę Enigmy wykradła jakaś Żydówka, romansując z oficerem niemieckim. O wykradzeniu pocisków V1 i V2 przez Polaków, również nikt nie wspomina, bo po co? Nie istniała obrona Warszawy w 1939 r, nie było najpotężniejszego podziemia i podziemnej armii polskiej, nie było potwornych zbrodni na narodzie polskim. Po bitwie pod Arnhem, gdzie oddziały spadochronowe poniosły klęskę z winy dowódców angielskich, oskarżono polskiego generała Sosabowskiego i jemu przypisano winę za niepowodzenie akcji!
Najbardziej krzywdzącym nas faktem, było uczynienie Francji czwartym sojusznikiem w II wojnie światowej. A przecież to mocarstwo nie chciało się „bić za Gdańsk”, a wybuch wojny nazywało „śmieszną wojną”. Jedna połowa Francji kolaborowała z Niemcami, a druga z nimi flirtowała. Francuzki na potęgę puszczały się z niemieckimi żołnierzami, a znani artyści i piosenkarze jeździli do Berlina, występując przed Hitlerem. Ze wszystkich podbitych przez Niemców państw, tylko jedna Polska nie miała polskich oddziałów SS. Francja je miała, walczyły w obronie Berlina przed Armią Czerwoną w 1945 roku.
To jest ten Mur Berliński
Nawet współczesna historia nie jest dla nas łaskawa. Ogólnie historycy zachodni uważają, iż upadek komunizmu spowodowało zburzenie przez Niemców Muru Berlińskiego!
No więc z czego mamy być dumni?

środa, 2 września 2015

D W I E R O C Z N I C E


1 września 2015 r.
Miałam wtedy 11 dni, dokładnie jedenaście dni! Kiedy się rodziłam, położna straciła głowę i zamiast wezwać profesora, dostała ze strachu czkawki, bo akurat w ten dzień otwarto więzienia i wypuszczono na wolność przestępców. Mama leżąc w separatce kliniki, słyszała przez otwarte okna wrzaski i śmiechy pijanych więźniów. Ojciec nawet nie wiedział o moim urodzeniu, bo w jednostkach wojskowych cały czas gorączkowo uzupełniano listy mobilizacyjne. Mając 8 dni, podróżowałam ostatnim przedwojennym pociągiem Gdynia-Przemyśl, do Rzeszowa, gdyż Ojciec naiwnie sądził, że Niemcy nigdy tam nie dojdą! Mama w pośpiechu spakowała rzeczy i przekonana, że za kilka tygodni wojna się skończy, a my wrócimy do domu, zamiast płaszcza zimowego i futra, włożyła do walizki dwie suknie balowe i zdjęcia! To było wszystko, co zabrała z naszego mieszkania. Potem Ojciec zamknął drzwi na klucz i pojechaliśmy na dworzec, gdyż Ojciec musiał się stawić w swojej macierzystej jednostce. Tak skończył się pogodny i szczęśliwy okres życia moich Rodziców, a ja nigdy nie zobaczyłam mego dziecinnego pokoju, troskliwie przygotowanego przez Mamę. Gdy wczesnym rankiem przybyliśmy do Rzeszowa, Mama jeszcze bardzo chora zemdlała, wypuszczając mnie z ramion. Gdyby nie pomoc przechodzącego oficera, który pochwycił mnie w ostatniej chwili, dostałabym się pod koła pociągu.
Babcia zobaczywszy nas krzyknęła:
- Jezus Maria, wojna!
Ojciec uspokoił ją mówiąc, że wojny nie ma i może wcale jej nie będzie. Mimo to babcia pobiegła do sąsiadki i powiedziała, że syn przyjechał z Poznania, więc z pewnością wybuchnie wojna. Ojciec ponownie zwrócił jej uwagę, że nie wolno siać defetyzmu. (!) Wobec tego babcia znowu udała się do sąsiadki i oznajmiła, że wojny nie będzie, bo nie wolno o niej mówić! Niestety, takie było zarządzenie władz i ludzie nie spodziewali się, że straszne nieszczęście wisi już nad ich głowami. Nazajutrz Ojciec wyjechał, i rodzina zobaczyła go dopiero po roku, gdy zaliczył dwie niewole – radziecką pod Uralem i niemiecką w Norymberdze. Mój chrzest także był pechowy, bo kiedy Mama i rodzina wychodzili z kościoła, Niemcy właśnie pędzili ulicą polskich jeńców wojennych. Od Ojca nie było żadnych wiadomości, i na ten ponury widok, biedna Mama znowu zemdlała.
Kiedy w 1945 roku, pojechałyśmy z Mamą do Poznania, poszłyśmy zobaczyć, co się stało z naszym domem. Już nie istniał, rozbity bombami i pociskami armat. Na ocalałej ścianie, czarnej od ognia, wisiał drut anteny radiowej! To była jedyna pamiątka po naszym mieszkaniu, którym się wszyscy zachwycali, pełnym rodzinnych pamiątek. Był tam między innymi projektor filmowy i taśmy filmowe z Powstania Wielkopolskiego, rzeczy nadzwyczaj cenne z punktu widzenia historycznego, już nie do odzyskania. Nie rozumiem, jak można tego dnia emitować w TVP wesołe komedie i w ogóle udawać, że to było dawno i właściwie nic takiego się nie stało. Stało się coś potwornego – bo mówiąc językiem pana Sienkiewicza, w tym dniu obaliła się Rzeczpospolita! 1 września powinien być dniem żałoby narodowej i hołdu dla tych, którzy wtedy polegli za ojczyznę, lub zostali bestialsko zabici. Uczniowie mogłyby iść do szkoły 2 września, na pamiątkę dnia, w którym tysiące polskich dzieci po raz pierwszy nie poszło do szkoły, bo zginęły pod gruzami zbombardowanych domów. Ale to są jedynie moje dywagacje na temat.
31 sierpnia obchodzimy Dzień Solidarności, rocznicę powstania Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych. Na dnie zakopiańskiej kasetki, leży moja odznaka Solidarności. Nosiłam ją nawet w czasie stanu wojennego, ryzykując zamknięcie do pudła! Tak dobrze pamiętam tamte dni, ten szalony entuzjazm setek tysięcy ludzi, którzy uwierzyli w poranek! Protokołowałam zebrania Solidarności w naszym zakładzie pracy, na które przychodziły setki pracowników. Śpiewaliśmy „Boże coś Polskę” i hymn ”Jeszcze Polska nie zginęła”. Ludzie płakali ze wzruszenia. Do dziś przechowuję pocztówkę z pierwszego Zjazdu Solidarności. Wszyscy z napięciem śledziliśmy w telewizji wydarzenia dziejące się w Gdańsku. Mieliśmy nadzieję, że wszystko idzie ku dobremu. Władze ustępują, Lechu ogromnym długopisem podpisał dokumenty, na podstawie porozumienia z rządem, powołując nowe związki zawodowe, niezależne od partii.

Ale niech nikt nie sądzi, że chcieliśmy Polski kapitalistycznej, w dzisiejszym wydaniu. Nic podobnego! Sam Wałęsa wołał. -”Socjalizm tak – wypaczenia nie!” Ludzie marzyli o państwie z ustrojem socjaldemokratycznym, przyjaznym obywatelom, gdzie byłoby miejsce dla prywatnego sektora. Marzyliśmy o wolności słowa bez cenzury i ingerencji władz partyjnych, chcieliśmy wolności i solidarności dla wszystkich Polaków. Z dumą wymienialiśmy nazwiska Anny Walentynowicz, Lecha Wałęsy, Bogdana Borusewicza i wielu innych działaczy. Mówiliśmy o nich: „To patrioci, chcą lepszej Polski, dla nas, dla naszych dzieci”. Jest książka Marka Hłaski pod tytułem: ”GŁUPCY WIERZĄ W PORANEK” -
My wierzyliśmy, ale tylko do czasu. Potem zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Niezłomni i patriotyczni rycerze wolności, zaczęli się żreć między sobą, jak psy o kość. Powoli okazało się, że tak naprawdę Solidarność nie powstała dlatego, że władze Stoczni wylały z pracy jedną kobietę, a inni stoczniowcy stanęli w jej obronie. Chodziło o coś ważniejszego, o przewrót w państwie i zamach stanu, sterowany z bardzo daleka.
Minęło 35 lat. Z prawdziwym niesmakiem oglądałam uroczystości w Stoczni Gdańskiej, gdzie jest Muzeum Solidarności, a nie ogromny zakład pracy, zatrudniający 30 tysięcy ludzi! Mego zakładu, gdzie śpiewaliśmy ze łzami w oczach „Boże coś Polskę”, także już nie ma. Sprzedano go za grosze cudzoziemcowi. Tam gdzie tysiąc pracowników codziennie zarabiało na chleb, teraz rośnie trawa! Nikt się już nie przejmuje, że niemal codziennie setki ludzi wyrzuconych zostaje na bruk, bez pieniędzy i szansy na drugą pracę. Nikt z tego powodu nie zawiązuje nowych związków zawodowych i nie robi strajków ogólnokrajowych, bo mamy przecież Solidarność! Miał to być związek Niezależny od żadnej partii, a dziś jest uzależniony od PiS-u. Miał być Samorządny, a de facto włada nim jeden pan prezes, który nie uczestniczył w wydarzeniach sierpniowych roku 1980. Rządzi przy pomocy faceta, który z karabinem w ręku strzegł gmachu TVP w stanie wojennym.
Ale na tym nie koniec. W uroczystościach 35-lecia powstania Solidarności, nie uczestniczył pierwszy przewodniczący NSZZ Solidarność Lech Wałęsa, który w imieniu setek tysięcy jej związkowców, odebrał Nagrodę Nobla! Nie był, bo go nie zaproszono. Nie zaproszono także Marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, który w 1980 roku wykreował Wałęsę. Do Stoczni przybyła premier pani Kopacz oraz nowo wybrany prezydent RP pan Andrzej Duda, w towarzystwie obecnego szefa Solidarności także Dudy, lecz Piotra. No i zaczął się popis chamstwa, w obliczu kamer telewizji krajowej i dziennikarzy zagranicznych. Pan prezydent w sposób absolutnie niedopuszczalny, zlekceważył panią premier, jakby nie było szefa rządu polskiego. Nie ważne, czy pan prezydent ją lubi, czy nie, ale mężczyzna kulturalny, nie obraca się plecami do kobiety, ignorując jej obecność! Prezydent obowiązany jest powitać premiera rządu, choćby mu się przy tym spociły ze złości nogi!

Absolutny popis chamstwa zaprezentował szef Solidarności Duda nr. dwa, w przemówieniu wysyłając panią premier do psychologa. Czyli mówiąc prościej, zrobił z szefa polskiego rządu wariatkę! Podobne sceny zaistniały o świcie 1 września, pod pomnikiem Bohaterów Westerplatte. Pan prezydent ordynarnie olał obecność pani premier, zachowując się z niemal cynicznym lekceważeniem wobec kobiety. Nie przepadam za rządem PO i panią Kopacz, ale uważam, że przy obchodach jakichś uroczystych rocznic, obowiązani jesteśmy do zachowania chociaż minimum pozorów. Jawna niechęć prezydenta wobec premiera rządu polskiego, nie przynosi nam chwały za granicą.
Miałam nadzieję, że wybraliśmy na prezydenta człowieka dobrze wychowanego, wykształconego, który nie przyniesie Polsce wstydu. Tymczasem pan Duda zachowuje się w sposób niedopuszczalny w świecie dyplomacji. Już doprowadził do bardzo niemiłego responsu prezydenta Ukrainy Poroszenki, który po prostu utarł panu Dudzie nosa! W czasie wizyty w Niemczech, prezydent uskarżał się na rządy w państwie, którego jest głową! Monstrualna gafa! Czegoś podobnego nie notują stosunki dyplomatyczne. To dowodzi, że pan Duda nie nadaje się na najwyższe stanowisko w Polsce. Głosując na pana Dudę, oddaliśmy głos na prezydenta wszystkich Polaków, ale okazało się, że pan Duda jest prezydentem wyłącznie partii PiS. Do innych odwraca się plecami!