poniedziałek, 16 listopada 2015

CZY TO JUŻ APOKALIPSA?


14 listopada 2015 r.


Niegdyś, będąc małą dziewczynką, uczyłam się historii Francji na „Trzech muszkieterach” Aleksandra Dumasa ojca, a potem na powieściach Wiktora Hugo, Zoli, Flauberta, Gautiera, Stendhala i Balzaca. Zachwycałam się eposem rycerskim „Pieśni o Rolandzie”, opowieścią o tragicznej miłości „Tristana i Izoldy”, śmiałam się z pieprznych opowieści Rabelaisa i Brantome'a. Chodziłam do teatru na dramaty Corneille'a i Racine'a oraz komedie Moliera. Delektowałam się żałobną poezją Lamartine'a, nowelami Maupassanta i wielu innych pisarzy, czy też poetów. Bywałam często na francuskich filmach i miałam ulubionych aktorów francuskich.
Kiedy po raz pierwszy przybyłam do Paryża, zachwycił mnie wdzięk i uroda paryżanek, ich naturalna elegancja i swoboda zachowania Francuzów. Wtedy Francja nie była jeszcze zalana przez dawnych mieszkańców kolonii, którzy dziś stanowią jej zagrożenie. Zwiedzałam wspaniałe zabytki w samej stolicy i nad brzegami Loary, świadczące o nieprzemijającej wielkiej kulturze europejskiej, wpisanej na wieki w dzieje naszego kontynentu. Miałam szczęście zwiedzić cudowne katedry w Chartres i Reims, w Amiens i w samym Paryżu, będące świadectwem przywiązania do wiary katolickiej „:wiernej córy Kościoła”, jak niegdyś papieże nazywali Francję.
Sam Paryż miał dla mnie urok stolicy niefrasobliwej rozrywki, świetnych kabaretów, wspaniałych rewii. Ale też Sorbony, Collěge de France, Bibliotheque Nationale, ośrodków naukowych i muzeów, z Luwrem na czele. Paryż, milionowe „city lumiere”, miasto światła, wielonarodowe, kipiące życiem. Gdy stałam w Pałacu Inwalidów przed grobem Napoleona I, widziałam przed sobą wielkość Francji, mającą także swój epizod w historii Polski, gdyż dzieje Francji splatały się często z losem mojej ojczyzny. Bo i Polska przynosiła sławę „siostrzycy Francji” w osobach Fryderyka Chopina i Marii Skłodowskiej Curie, jak również tragicznego dowódcy Komuny Paryskiej Jarosława Dąbrowskiego.
Jedząc lekkie posiłki w paryskich bistrach, wracałam myślą do czasów upadku Napoleona I i wkroczenia Rosjan do Paryża. Kozacy pokrzykiwali na przerażonych mieszczan ”Bystro! Bystro! - Szybko! – stąd pomysł na bary szybkiej obsługi. Tak to historia mieszała się z codziennością. Byłam urzeczona Francją i jej kulturą, a sam Paryż uważałam za drugą po Warszawie stolicę Polski. Tyle tam śladów polskości po Wielkiej Emigracji, w Hŏtel Lambert, na cmentarzach paryskich, w Bibliotece Polskiej i w Muzeum Mickiewiczowskim. W czasie ostatniej wojny Paryż był siedzibą rządu emigracyjnego w Hŏtel Regina. Miałam okazję napić się oryginalnego szampana z prowincji Szampanii (stąd nazwa) a nawet jeść ślimaki!!

Starsi ludzie zapewniają, że piątek 13-go, to murowany pechowy dzień. Nie wierzę w zabobony, ale okazało się, że tym razem 13 listopada w piątek, okazał się dniem feralnym dla wielu Francuzów. Nie mogłam wprost uwierzyć w to, co usłyszałam, kiedy wiadomości telewizyjne podały straszną informację o masakrze, jaka miała miejsce w Paryżu. Już na wiosnę światem wstrząsnęła wiadomość o zamordowaniu przez terrorystów dziennikarzy paryskich, za kpiny z Mahometa. Za żart zapłacili najwyższą cenę – życiem. Ale oni musieli wiedzieć na co się narażają, żartując sobie z proroka Islamu.
Tymczasem ci ludzie w piątek 13-go, wieczorem w Paryżu, śledzący z napięciem mecz Francja - Niemcy, bawiący się beztrosko w lokalu rozrywkowym i siedzący spokojnie w restauracjach i kawiarnianych ogródkach, nie byli niczemu winni i nic nie przeczuwali. Wyszli z domu na mecz, posłuchać zagranicznego zespołu i pogadać z przyjaciółmi w kawiarni. To wszystko. Nie wiedzieli, że nigdy więcej nie powrócą do domu, bo zostaną bestialsko zamordowani w terrorystycznym zamachu. 
 Prezydent Francji powiedział: - Wypowiedziano nam wojnę!
Mylił się – wypowiedziano wojnę całej cywilizacji europejskiej, naszej kulturze, naszym zwyczajom i religii chrześcijańskiej. Obojętnie, czy jest ona rzymsko - katolicka, ewangelicka, protestancka. To zupełnie nie ma znaczenia. Ważne, że jest wiarą w Chrystusa. Państwo Islamskie nie toleruje europejskiej cywilizacji i religii chrześcijańskiej. Będzie je zwalczać w każdym miejscu kuli ziemskiej, mordując niewinnych ludzi w krwawych zamachach. I nikt nie jest bezpieczny, bo jak się okazało, francuskie służby specjalne nie wykryły obecności kilku młodych ludzi uzbrojonych po zęby w samym centrum Paryża, samym środku stolicy Francji! Nieśli karabiny maszynowe i mieli na sobie pasy z ładunkami wybuchowymi. A przecież musieli iść ulicami miasta, widziani przez mijających ich przechodniów. To był piątek, rozpoczynał się weekend, na ulicach miasta były tłumy ludzi. Nikt nie widział zamachowców i ich broni? To wprost nie do wiary, a jednak tak być musiało, bo nie wyobrażam sobie, żeby jakiś przechodzień, widząc mężczyzn uzbrojonych w karabiny maszynowe, nie zadzwonił z komórki po policję.
Niemal dwustu ludzi zapłaciło życiem za nieudolność i ślepotę służb specjalnych i nie sądzę, żeby to było wydarzenie absolutnie wyjątkowe, gdyż Państwo Islamskie grozi dalszymi zamachami, a bywa słowne, czego dowodzą zamachy w Tunezji i w Egipcie na niewinnych turystów. Niewiele się już dziś mówi o katastrofie rosyjskiego samolotu turystycznego na Półwyspie Synaj, w której zginęło ponad dwieście osób, w tym małe dzieci. A przecież wywiad brytyjski i amerykański wykrył, że w samolocie była bomba.
Dożyliśmy strasznych czasów. Na naszych oczach powstało Państwo Islamskie, mające wielką armię fanatycznie oddanych sobie wojowników-zabójców, dla których śmierć za Allaha jest aktem heroizmu i zapewnia im niebiańskie rozkosze. Państwo Islamskie zwalcza nie tylko kulturę europejską, ale w ogóle zabytki starożytności, na przykład w Palmirze i w Iraku, dawnej Persji. Nic, co nie ma związku z islamem, nie powinno istnieć. Oto hasło Państwa Islamskiego. Grozę zwiększa coraz liczniejsza rzesza rzekomych uciekinierów z Syrii i z Afryki. Ruszyli na Europę, jakby na czyjś rozkaz, masowo wdzierając się do Grecji, Turcji, Włoch. Przyjmowani byli niemal entuzjastycznie przez Niemców, o krok od polskiej granicy.
Ten ogromny exodus stanowi dla mnie zagadkę, bo przecież wojna w Syrii trwa już od lat i jakoś nikt stamtąd do Europy nie uciekał, podobnie z Afryki. Dopiero teraz runęły te tłumy, zalewając nasz kontynent. Jakby na czyjś rozkaz…. I jednocześnie spotęgowały się ataki terrorystyczne Państwa Islamskiego. Często zastanawiam się, czy jedno z drugim naprawdę nie ma związku? Wątpię. Przy jednym z zabitych w Paryżu terrorystów znaleziono paszport syryjski! Dziś nasz wywiad aresztował Polaka który służył w ISIS! Państwo Islamskie jest najbogatszym państwem terrorystycznym świata, mając ogromne zasoby zdobytej w Iraku ropy naftowej i skradzione dzieła sztuki, które z zyskiem sprzedaje. Nie pojmuję, jak można kupować ropę naftową, choćby tańszą od zbrodniarzy, dostarczając im pieniądze, za które się zbroją.
Znając potęgę militarną państw zachodnich, nie rozumiem też dlaczego nie starały się zgnieść w zarodku rodzące się Państwo Islamskie i dopuściły do jego rozkwitu. Stany Zjednoczone wkraczając bezprawnie do Iraku, a potem do Libanu, przyczyniły się do rozpadu tych państw, a na ich gruzach wyrosło Państwo Islamskie. Był jeszcze czas, by wspólnymi siłami USA, Anglii i Francji, zdusić tlące się tam zagrożenie. Lecz trzy mocarstwa nie uczyniły absolutnie nic, by zapobiec rodzącemu się fanatycznemu islamowi. Przeciwnie, Ameryka wspiera rebeliantów walczących przeciwko Asadowi, prezydentowi Syrii, który zwalcza ISIS! Mało tego, dostarcza broń bojówkom ISIS, walczącym przeciwko Asadowi. Czyli wspiera zbrojnie Państwo Islamskie. Państwa zachodnie nie czynią żadnych kroków w celu zniszczenia terrorystów. Jedynie Rosja ostrzegała przed rosnącym na wschodzie niebezpieczeństwem, lecz nikt jej nie słuchał. Teraz bombarduje ośrodki rebelianckie, wiedząc, że to one wspierają terrorystów. Ale Ameryka jest temu przeciwna, bo sama zbroi rebeliantów, walczących z wojskami Asada. Błędne koło.

Niektórzy muzułmanie w obawie o swoją skórę, zapewniają wszystkich, że te zbrodnie nie mają związku z prawdziwym islamem. Nieprawda. Rzeczpospolita przez wieki zmagała się w najazdami wyznawców islamu, Turków i Tatarów, na ziemie polskie i wiemy z historycznych przekazów, jakie najazdy te były zabójcze dla naszej państwowości. W tej chwili groźba wojującego islamu zawisła nad światem. Zamach może nadejść w każdej chwili i w każdym miejscu na kuli ziemskiej. Polskie władze zapewniają, że możemy czuć się bezpieczni.
A ja się pytam, kto zdoła przewidzieć, kiedy i gdzie nastąpi terrorystyczny atak? Każdy zamach jest precyzyjne opracowany w szczegółach, i tylko terroryści wiedzą, w którym miejscu znowu poleje się krew. Więc raczej zamiast zapewniać nas o bezpieczeństwie, należy ludzi pouczać, by zważali na każde niepokojące wydarzenie, czy jakiś przedmiot, w którym może być ukryta bomba. Bo nikt nam nie zagwarantuje, że następny zamach nie zabije ludzi modlących się w kościele, na jakimś festynie, czy po prostu na stadionie?
Kiedyś interesowałam się objawieniami św. Jana ( nie tego Murzyna z głupiego serialu „Anno Domini”) lecz prawdziwego, ulubionego ucznia Jezusa, wielkiego wizjonera, któremu Bóg pozwolił ujrzeć koniec świata w Apokalipsie. Jedna z jego wizji dotyczy powstania Bestii na Bliskim Wschodzie, która pożre cywilizowany świat. Kto wie, może święty miał na myśli Państwo Islamskie?