sobota, 21 listopada 2015

Niespodziewane spotkanie w Teatrze Wielkim.


21 listopada 2015 r.

W niedzielę, włoscy śpiewacy, będący w drodze do Petersburga, dawali w warszawskim Teatrze Wielkim tylko jedno przedstawienie: „Rigoletta” Verdiego. Nina bardzo chciała operę zobaczyć, więc chociaż w kasie zabrakło biletów, Aleks wiadomym tylko sobie sposobem, zdobył dwuosobową lożę na piętrze.
Całe przedpołudnie Nina spędziła przed lustrem, cierpliwie znosząc męki, zadawane jej przez fryzjera. Odpłynęła sprzed lustra najmodniej uczesana. Włosy przybrane stroikiem imitującym wodorosty i podpięte srebrnymi grzebieniami wysadzanymi brylancikami, spływały w długich lokach na jej nagie ramiona i plecy. Nowa toaleta w kolorze vert de mer, znakomicie podkreślała alabastrową białość skóry, gładkiej i delikatnej. Jaga sama zapięła jej na szyi naszyjnik ze szmaragdów i wpięła w uszy szmaragdowe kolczyki. Na obu przedramionach nosiła jednakowe złote bransolety, jak nakazywała moda. Gdy u drzwi rozległ się dzwonek i do pokoju wszedł Aleks, nie musiała pytać, czy pięknie wygląda, bo jego oczy wymownie wyrażały to, co chciała usłyszeć. Obejrzawszy jej toaletę poradził, aby na ramiona narzuciła gronostajową pelerynę. Nina, nie oswojona jeszcze ze statusem wielkiej damy, nie ośmieliłaby się ubrać jej, bez jego zachęty.
W karecie pozwoliła ukraść sobie kilka pocałunków i weszła do teatru zarumieniona, uśmiechnięta i prześliczna, aż ludzie oglądali się za nią. Widocznie rola narzeczonego sprawiła hrabiemu przyjemność, bo troskliwie wprowadził ją na piętro, pomógł zająć miejsce, zdjął z jej ramion pelerynę i podał program oraz lornetkę. Obserwował z zadowoleniem, z jaką swobodą Nina zasiadła w fotelu, chłodząc się wachlarzem z pawich piór. Prostując się wyniośle, odpowiadała śmiałym spojrzeniem na ukłony posyłane im z innych lóż. Nie była już skromną, samotną panną, zatroskaną o swoją przyszłość. Za dwa dni miała poślubić hrabiego Klonowieckiego i stać się panią wielkiego majątku, wchodząc do hermetycznie zamkniętego świata arystokracji rodowej. Odwróciła głowę i spojrzała na Aleksa.
A.Renoir. Loża teatralna.
 - Pani Fortuna szykuje mi oszałamiającą karierę. – odezwała się szeptem.- Ale starożytni Grecy powiadali, że bogowie są zazdrośni o ludzkie szczęście. Czasami aż boję się myśleć, co jeszcze los mi zgotuje.
- Jesteś okropnie przesądna. – roześmiał się i złożył dyskretny pocałunek na jej smukłej szyi, pachnącej perfumami o zapachu lilii.
Kurtyna poszła w górę i rozległy się pierwsze takty uwertury. Muzyka Verdiego oczarowała Ninę, a treść opery była tak interesująca, że całkowicie oddała się urokowi przedstawienia. Ale jej uwagę przykuwała także obecność Aleksa. Siedział tak blisko niej, że czuła na obnażonych ramionach jego gorący oddech, a myśl o czekającej ich wkrótce nocy poślubnej, była bardzo podniecająca. Na scenie, książę Mantui w przebraniu ubogiego studenta, wyznawał miłość pięknej Gildzie, zaś Nina zasłoniwszy się wielkim wachlarzem pozwoliła, by usta narzeczonego całowały jej kark i ramiona. Krew biła jej do głowy, a serce tłukło się w piersi jak oszalałe.
W antrakcie, Aleks przeprosił ją i wyszedł z loży, aby kupić dla niej kwiaty i słodycze. Została sama i zaczęła uważnie rozglądać się po sali, mając świadomość, że znajduje się w jednym z najpiękniejszych teatrów Europy, sama stanowiąc jego ozdobę. W głębi lóż, jak w konchach wysłanych aksamitem, kryjących drogocenne perły, siedziały damy, prezentując przepyszne kreacje i skrząc się od blasku rodowej biżuterii. Woń paryskich perfum, mieszała się z zapachem butwiejących dekoracji i zakurzonych kurtyn. W świetle kryształowych żyrandoli, połyskiwały złocone rzeźby i barwiły się freski malowane rękami mistrzów.
Obserwując loże, Nina z zadowoleniem stwierdziła, że nawet tutaj, gdzie było bez liku bogatych toalet i wspaniałych klejnotów, jej suknia i dobrane do niej wielkie szmaragdy robiły wrażenie. Obcisły stanik z crépe de Chine1, z dużym dekoltem, uwydatniał linię jej ciała, śnieżne ramiona i śliczne piersi. Kolor vert de mer, znakomicie podkreślał przeźroczystą karnację, bogactwo włosów i zmienny kolor źrenic. Było á la mode, aby wydekoltowane do granic przyzwoitości damy siedzące na niskich fotelach, opuszczały ramiączka sukien, przez co wydawały się z dołu i innych lóż niemal nagie.
 W pobliżu proscenium, dużą lożę zajmowało kilku młodych oficerów, zajętych wesołą rozmową. Ich mundury obszyte złotymi galonami były eleganckie, a maniery wytworne. Prowadząc francuską konwersację, zaśmiewali się z dowcipu opowiadanego przez młodziutkiego i pięknego jak panna lejtnanta. Oficer siedzący na przodzie loży, przez lornetkę robił przegląd obecnych na sali dam i przez ramię rzucał kolegom żartobliwe komentarze, przyjmowane przez nich serdecznym śmiechem.
Nina przypatrująca się sali, wychyliła się z loży, zwracając głowę w ich stronę. W tym samym momencie, oficer podniósł lornetkę i spojrzał wprost na nią. Osłupiał, a lornetka wypadła mu z ręki. Kątem oka, Nina dostrzegła piorunujące wrażenie, jakie wywarła i nie przyjrzawszy się mu, od niechcenia zatrzepotała wachlarzem i odwróciła się, patrząc w inną stronę. Nie byłaby jednak kobietą, żeby wiedziona ciekawością, jeszcze raz nie zerknąć na zuchwalca. Oficer siedział jak skamieniały, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami. Kiedy spojrzała ku niemu, natychmiast wstał i złożył jej głęboki ukłon.
Teraz z kolei Nina zmartwiała i pobladła. „Wielki Boże!” – pomyślała z przerażeniem. – Wielenin jest w Warszawie!”. Z drżeniem wyobraziła sobie, że gdyby hrabia przyjechał do Warszawy nieco później, a ona przedtem spotkała majora, prawdopodobnie przyjęłaby jego oświadczyny. Męska uroda młodego oficera tak mocno na nią oddziaływała, że być może z czasem, obraz Aleksa zatarłby się w jej pamięci. Nie mogła zapomnieć słodyczy pieszczot Wielenina i smaku jego ust. Przejęta i wstrząśnięta niespodziewanym spotkaniem, siedziała wciśnięta w głąb fotela, nie wiedząc, co ma robić. Instynkt podpowiadał jej, że powinna pod byle pozorem wyjść z Teatru. Ale nie miała siły podnieść się z miejsca. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w szafirowe źrenice Rosjanina. Przez jedną krótką chwilę, jeden ułamek sekundy, patrzyli sobie w oczy, a świat przestał dla nich istnieć. - - Nino. – posłyszała za sobą cichy głos i w jednej chwili oprzytomniała, zastanawiając się z lękiem, od jak dawna Aleks stoi za jej plecami. Nie słyszała, kiedy wszedł do loży. Popatrzyła na niego niespokojnie, lecz z jego twarzy nie mogła nic wyczytać.
- Wygląda na to, że stałaś się sensacją. – stwierdził z cierpką ironią. – Wszyscy na ciebie patrzą.
- Jak mam to rozumieć? Czy to, że ktoś na mnie patrzy, budzi twoje niezadowolenie?
- Zapewniam cię, że nic nie sprawia mi większej przyjemności. – odrzekł uprzejmie. – Ale jesteś roztargniona. Nie odkłoniłaś się komuś, kto kłaniał ci się z parteru. To niegrzecznie.
- Rzeczywiście? Nie zauważyłam.– powiedziała odruchowo i momentalnie zrozumiała, że przyjęła niewłaściwą metodę obrony.
- Musiałaś to widzieć, bo właśnie patrzyłaś na tego mężczyznę. Kto to był? – Aleks usiadł przy niej, a jego chłodny, opanowany ton wydał jej się groźniejszy od krzyku.
Nie wiedziała, czy poznał Wielenina i zdawała sobie sprawę, że zachowuje się idiotycznie. Lecz mimo to, postanowiła dalej udawać, że nie wie o kogo chodzi. „Co za licho przyniosło tutaj dziś Wielenina!” – myślała z rozpaczą, posyłając ku parterowej loży szybkie spojrzenie. Zrobiło się jej słabo gdy spostrzegła, że majora już w niej nie ma. Była pewna, iż postanowił złożyć im wizytę i błagała Boga, żeby coś mu przeszkodziło w tym zamiarze. Nie miała cienia wątpliwości, że Aleks zareaguje wybuchem gniewu, a może zerwie zaręczyny. Pamiętała, że nie znosił Rosjanina i potrafił mu tę antypatię okazać w niedwuznaczny sposób. Mimo wszystko, robiła dobrą minę do złej zabawy i udawała, że nic się nie zdarzyło.
- Czy to dla mnie te prześliczne kwiaty? – zaszczebiotała radośnie, wskazując ogromny bukiet purpurowych, wpół rozkwitłych róż. – A większej bombonierki zapewne już w mieście nie było. Moje ulubione czekoladki grylażowe! Jak to miło, że pamiętasz, co ja lubię.
W jej głosie Aleks natychmiast dosłyszał fałszywy ton, bo Nina nigdy nie potrafiła dobrze kłamać.
- Nie powiesz mi, kim był ten pan?
- Nie wiem. Tylu panów mi się kłania. Zapewne przeoczyłam ten moment. Och, jak ślicznie te kwiaty pachną…
- Nino, zachowujesz się jak tchórz, a twoje wykręty są żałosne. – oświadczył z pogardą.– Już zapomniałaś, że mam powód, by nie wierzyć kobietom? Zamierzasz naśladować zły przykład?
Spojrzała w jego zimne oczy i naraz poczuła lęk. Przeklęła swoją głupotę, która wpędziła ją w zaułek bez wyjścia. Dlaczego nie powiedziała mu prawdy? Przecież nie uczyniła nic niewłaściwego. Nawet nie odkłoniła się Wieleniowi. Kogo w ten sposób zamierzała chronić, siebie, czy majora? Światła żyrandoli przygasły i rozpoczął się drugi akt opery. Nina dziękowała Bogu, że w półmroku nie widać jej bladej, napiętej twarzy. „Postąpiłam bezmyślnie. – wymyślała sobie w duchu. – Czemu, do diabła, skłamałam i wyszłam na tchórza?”.
- Dlaczego nie chcesz odpowiedzieć na moje pytania? – usłyszała szept Aleksa i jego mocne palce poszukały jej dłoni, zaciskając się na nadgarstku z taką siłą, że cienka złota bransoleta wysadzana szmaragdami, wpiła się w jej ciało. Musiała zagryźć usta, aby nie krzyknąć z bólu. Ból i nazwa tchórza, podziałały na nią jak bat, budząc bunt i gniew. Jak śmiał zachowywać się wobec niej tak brutalnie!
- Alek, proszę cię, puść moją rękę, bo sprawiasz mi ból! – syknęła przez zęby. – Nie ufasz mi? Więc tak wygląda twoja miłość?
- A powinienem ci ufać? Przecież zadałem proste pytanie, a ty zbywasz mnie frazesami. Kłamiesz, kochanie! – powiedział z miażdżącą uprzejmością.
Odwróciła się gwałtownie i spojrzała w jego twarde, przenikliwe oczy.
- No i po co ta cała komedia? – wzruszyła ramionami. – Wiesz równie dobrze jak ja, że kłaniał mi się pan major Wielenin. Musiałeś widzieć, że nie odpowiedziałam na jego ukłon, bo wiem, iż nie cieszył się twoimi względami. Sam rozdmuchałeś ten drobny epizod do rangi dramatu, karząc mnie, jak nieposłuszne dziecko. Nie rozumiem, co w tym złego, kiedy kłania mi się znajomy mężczyzna? Nie darzyłeś go sympatią, bo byłeś zazdrosny, że flirtował z Paulą! – nie mogła się powstrzymać, żeby mu nie dokuczyć.
Roześmiał się cicho i jeszcze mocniej ścisnął jej rękę. Pomyślała, że za moment pęknie jej kość.
- Mój ty słodki, kłamliwy promyczku. Prawda jest taka, że pan Wielenin kochał się w tobie, nie w Pauli, a ja o ciebie byłem zazdrosny!
Osłupiała i otworzyła ze zdumienia buzię skonstatowawszy, że o swoim przyszłym mężu wie bardzo niewiele. Aleks nigdy, ani jednym słowem, nie dał jej do zrozumienia, iż domyśla się, kto naprawdę przyciągał majora do Makowa. Pozwalał jej naiwnie wierzyć, że jest zazdrosny o Paulę. Z pokorą spuściła głowę.
- Często się spotykaliście? – zadał kolejne pytanie.
- Alek! – o mało nie spadła z fotela. – Na miłość boską, posądzasz mnie o romans? Przecież to absurd!
- Nino, nie byłaś ze mną szczera. – przerwał jej, a ostry dźwięk jego głosu dosłownie ją zmroził. – Nie próbuj zaprzeczać, bo ja wiem!
Nerwowo poruszyła wachlarzem, przysłaniając nim twarz. Miała oczy pełne łez, lecz jednocześnie jej rogata dusza zaczęła się buntować przeciwko niemu i gniew brał górę nad miłością i skruchą. A kiedy była zła, jak zwykle przestawała liczyć się ze słowami.
- Aha, ty wiesz! – syknęła, purpurowa z oburzenia. – Więc dobrze, jestem nieszczera, kłamliwa i nie zasługuję na twoją miłość, którą mi tak czule okazujesz, raniąc mi rękę. Ale zechciej przyjąć do wiadomości, że nie wiedziałam, iż pan Wielenin jest w Warszawie. Gdybym o tym wiedziała przed twoim przyjazdem, być może miałbyś wtedy powód do zazdrości. Jestem na tyle dyskretna, że nie wypominam ci kobiet, darzonych przez ciebie względami, a było ich niemało w twoim życiu! Nie zamierzam dłużej wysłuchiwać obraźliwych insynuacji, i w zaistniałej sytuacji, nie widzę szans na trwałość naszego związku. Alek, proszę, puść moją rękę, bo zacznę krzyczeć! – szarpnęła się, nie zważając, że bransoleta skaleczyła jej skórę do krwi.
- Nino, wyjdźmy stąd. – szepnął.
- Ani myślę! Mnie się opera podoba, sam możesz wyjść.
- Nino, jeżeli naprawdę mnie kochasz, to wstaniesz i wyjdziesz razem ze mną. – powiedział to takim tonem, że poczuła dreszcz strachu. – W przeciwnym razie, zejdę na dół i rzucę Wieleniowi rękawiczkę w twarz, a wtedy jeden z nas zginie.
Bez słowa podniosła się i pozwoliła, by okrył jej ramiona peleryną. Nie oglądając się, pierwsza wyszła z loży. Kiedy rozbłysły światła, do drzwi zapukał major Wielenin, niosąc bukiet rzadkich orchidei. Rozglądnął się po pustej loży, niemile zaskoczony. Na aksamitnej poręczy leżał zapomniany bukiet róż, bombonierka i batystowa chusteczka Niny poszarpana zębami.
Wyszli z gmachu Teatru nie patrząc na siebie i w całkowitym milczeniu wsiedli do karety, a kiedy zatrzaśnięto drzwiczki, powóz ruszył ulicami, których mrok rzadko przecinał błysk mijanej latarni gazowej. Wtulona w kąt, Nina raz jeszcze przeżywała w myślach nieoczekiwaną klęskę. Za wcześnie cieszyła się przyszłym szczęściem, tymczasem los zadrwił z niej, podsuwając pod nos przynętę i raptownie ją cofając. Wyobraziwszy sobie, że prawdopodobnie jeszcze tego wieczora rozstaną się z Aleksem na zawsze, poczuła taki ból, jakby ktoś jej serce wyrywał z piersi. Bez niego, życie stałoby się dla niej jednym pasmem cierpienia. Próbując zachować resztki godności, postanowiła twardo, że tym razem nie będzie się mazać! Aż tak dalece się nie poniży! Zaledwie o tym pomyślała, łzy pociekły jej po policzkach. Nieznacznie ocierała je wierzchem dłoni, wstydząc się chlipać i pociągać nosem, ponieważ chusteczkę pozostawiła w operze. W ciemności posłyszała, że Aleks się poruszył. Jego ręce dotknęły jej ramion i przesunęły się wyżej, delikatnie obejmując szyję. Nie uczyniła żadnego ruchu i nie próbowała się bronić. Owinął ją gorący oddech, a jego dłoń pieszczotliwie otarła jej mokre od łez policzki.
- Moje biedne kochanie. – posłyszała jego głos. – Przepraszam.
Niespodziewanie przyciągnął ją do siebie i obsypał namiętnymi pocałunkami. Narzucił się jej z taką siłą i zapamiętałością, że momentalnie zapomniała o urazie, oddając mu pocałunki z równym żarem. To było tak nieoczekiwane, cudowne i podniecające, że zapomniała o całym świecie. Liczyła się tylko ich wzajemna bliskość. Czuła przepływające przez całe ciało fale gorącej krwi. Było jej zarazem słabo i rozkosznie. Jego dłonie były wszędzie, wprawnie i szybko rozpięły haftki stanika sukni, obnażając ramiona i piersi. Pod wpływem namiętnej pieszczoty jego ust, wiła się w jego ramionach i miała ochotę krzyczeć z miłości i szczęścia.
- Aleczku!...Jedyny! – przegięła się w tył i leciała mu przez ręce, nieprzytomna z rozkoszy i świadomego już pragnienia.
Po raz pierwszy pieścił ją tak śmiało. Zrozumiała, że jej pożąda i pragnęła, by posiadł ją teraz, w tej ciemnej karecie. Są przecież przed ślubem, a dzień czy dwa wcześniej, nie ma żadnego znaczenia. Zanim jednak do tego doszło, kareta zatrzymała się przed domem. Aleks spiesznie pomógł jej zapiąć suknię i uporządkować włosy. Otulił ją peleryną, pomógł wysiąść i odprowadził aż pod drzwi mieszkania. Zaprosiła go na herbatę, ale stanowczo odmówił. Tego wieczora nie planowali kolacji w domu, postanawiając po operze, zjeść coś w restauracji Hotelu Europejskiego. Nina ponowiła zaproszenie mając nadzieję, że może w zaciszu saloniku dojdzie między nimi do zbliżenia. Ale on podziękował i zaczął się żegnać, obiecując przyjść nazajutrz z rana.
- Okazałeś się niegodziwym zazdrośnikiem. – wykrztusiła ochryple, bo gardło miała zaschnięte z emocji. – Powinnam cię ukarać. Spójrz, skaleczyłeś mi rękę.
Delikatnie uniósł zraniony nadgarstek, obejrzał rankę i kilka razy ją ucałował.
- Bardzo tego żałuję. – wyszeptał, przyciągając ją do siebie. – Wybacz, dałbym wiele, żeby nie doszło pomiędzy nami do takiej przykrej sceny. A uprzedzałem ciebie, że mam niełatwy charakter. Ja ciebie kocham i boję się, że mogę cię utracić. Czasami zastanawiam się, jaka ty naprawdę jesteś? Niekiedy zachowujesz się dziecinnie, a innym razem sprawiasz wrażenie dojrzałej kobiety. Przejrzysta jak woda, albo niepokojąca niby nocny mrok. Czy dowiem się kiedyś, co w tobie jest prawdą?
Uniosła się na palcach i ujęła jego twarz w obie dłonie.
- Moja miłość jest prawdą i nigdy w nią nie wątp. Alku, dlaczego chcesz już odejść? Z pewnością jesteś głodny.
- Nie martw się o mnie, zjem kolację w hotelu. Widzisz, tak bardzo ciebie kocham, że mógłbym dziś zrobić coś, czego jutro bardzo bym się wstydził.
„Ja bym się wcale nie wstydziła!"- pomyślała zawiedziona.
- Z pewnością nie uczynisz nic, co mogłoby mnie obrazić. – szepnęła prowokująco.
- Bo jeszcze niewiele wiesz o mężczyznach, słonko. – objął ją i przytulił,całując jej oczy i usta. - O, serce bije ci tak mocno, że prawie je słyszę. W Makowie tęskniłem za tobą jak szaleniec. Pamiętaj, nigdy dobrowolnie nie oddam cię innemu mężczyźnie.
Słuchała go zdziwiona, bo on pozbawiony zwykłej powściągliwości, to było naprawdę coś niezwykłego. Domyśliła się, że myśli o Wieleninie.
- Nino, zagroziłaś, że ze mną zerwiesz. – zajrzał jej w oczy. – Mogłabyś to zrobić?
- Oho, na to pytanie nie odpowiem. Dobranoc. – wykręciła się ze śmiechem i podeszła do drzwi podejrzewając, że niania podsłuchuje. Już zamierzała zadzwonić, lecz obejrzała się, zawróciła i, prędko podbiegła do niego. Wspięła się na palce, z całej siły całując go w usta.
- Nie potrafiłabym już bez ciebie żyć! – wyznała i uciekła.
Zaledwie dotknęła klamki, drzwi otworzyły się gwałtownie, ukazując stojącą za nimi Jagę, w nocnym czepku i otuloną fałdami wielkiej, mięciutkiej chusty. Niania badawczym spojrzeniem obrzuciła zarumienioną twarz Niny, jej potargane włosy i niedbale zapiętą suknię.
- Dlaczego tak wcześnie wróciliście? – zapytała podejrzliwie. – Opera jeszcze się chyba nie skończyła. A gdzie pan hrabia?
- Wrócił do hotelu. W teatrze zrobiło mi się słabo, więc odwiózł mnie do domu. Za bardzo ścisnęłaś mnie gorsetem. Było mi duszno. – Nina wyminęła Jagę, spokojnie idąc do swego pokoju. – Powiedz Walerce, żeby zaparzyła mi melisy.
Niania podreptała za nią, nie spuszczając z niej wzroku.
- Patrzcie, patrzcie! – parsknęła drwiąco. – Duszno ci było? A pan hrabia pewnie pomagał ci rozpiąć stanik, co? Pokaż się bliżej, moja panno! Nie odwracaj się do mnie plecami. Jesteś czerwona jak burak, suknie zmięta, włosy jak u stracha na wróble i połowa haftek nie zapięta. Mów mi zaraz, coś ty zrobiła?
- Nianiusiu, nie krzycz. – powiedziała Nina przymilnie. – Jakbym zgrzeszyła, to wróciłabym o wiele później. Wiem, jestem trochę potargana, ale… - na wspomnienie niedawnych pieszczot, uśmiechnęła się słodko. - No… całowaliśmy się i to wszystko. Widzisz, nianiu, Alek jest taki honorowy, że czasami bierze mnie na niego złość! – powiedziała z rozbrajającą szczerością. - W teatrze trochę się pokłóciliśmy i musieliśmy się potem wzajemnie przepraszać. Szkoda, że on jest taki zasadniczy!...- westchnęła z żalem..
Jaga nie umiała zachować powagi i roześmiała się serdecznie.
- Wiesz, odetchnę, jak wydam cię za mąż, bo widzę, że na gwałt pragniesz pozbyć się wianka. No, idź się położyć, sama zaparzę ci melisy, bo Walerka śpi. Musisz się wyspać, żeby do ślubu wyglądać ślicznie. – Jaga wyszła z pokoju, zasłaniając usta dłonią i chichocząc.

Nina stanęła przed lustrem i powoli zaczęła zdejmować klejnoty. Oblizała nabrzmiałe od pocałunków wargi. Jeszcze nigdy nie wydała się sobie tak piękna.
- Mój Boże. – powiedziała głośno. – Już za dwa dni będę mężatką! – przyjrzała się swemu odbiciu i dumnie podniosła głowę. – Zostanę jaśnie oświeconą panią hrabiną, żoną pana hrabiego Aleksandra Klonowieckiego z Makowa!
Naraz wzdrygnęła się, przypominając sobie z niepokojem, że jeszcze tak niedawno w ten sam sposób tytułowano Paulę. Za oknem, jakiś nocny ptak zwabiony światłem, zatrzepotał skrzydłami i zakwilił, a jej się zdawało, że słyszy jakby echo kobiecego śmiechu, dobiegającego do niej z niezmierzonej dali.

---------------------
1Crépe de Chine - jedwab chiński.