piątek, 26 lutego 2016

Nowe podejrzenia i tajemnicze zjawiska.


26 luty 2016 r.
Powróciwszy do zdrowia, Nina stwierdziła ze złością, że dokuczając Pauli, zachowała się jak idiotka. Przeklinała swój niewyparzony język przekonawszy się, że nie wzięła pod uwagę przenikliwości wuja. Teraz musiała odpokutować za popełniony błąd. Gdy tylko poczuła się lepiej, hrabia poprosił ją do gabinetu i spytał wprost, co znaczyły jej aluzje pod adresem hrabiny i Żabca? Wykręcała się jak piskorz tłumacząc, iż wikary stał natrętny i przewróciło mu się w głowie od czasy, gdy zaczął bywać w pałacu. Aleks jej nie uwierzył, zadając coraz bardziej dociekliwe pytania. Wtedy z rozjuszonej kotki Nina przeistoczyła się w jagniątko, wybuchając rzewnym płaczem i z talentem udając, że jest jej słabo. Śledztwo zostało przerwane, ale nie miała złudzeń, że na tym się skończy.
 
Mignon z całej swojej krasie.
Zmęczona napiętą atmosferą w domu, szukała pociechy w stajni, darząc swoją Mignon uwielbieniem. Była w niej wprost zakochana. W zamian za swoje uczucie została raz tylko kopnięta. Nie wzięła tego ulubienicy za złe, podnosząc się z ziemi i otrzepując suknię z filozoficznym spokojem. Siniaki ukrywała przed nianią tak długo, dopóki nie zniknęły. Zdobyła serce klaczki, opychając ją przysmakami i zasypując pieszczotami. Już o bladym świcie zrywała się z łóżka i byle jak ubrana, pędziła do stajni, aby nasypać Mignon obroku do żłobu i ją napoić. Sama szczotkowała jedwabistą sierść klaczki, czesała grzywę i długi ogon, a potem smarowała tłuszczem kopyta, prowadząc na jej temat długie rozmowy z koniuszym Kacprem. Siedząc na brzegu żłobu przemawiała do niej czule, widząc z radością, jak Mignon strzyże uszkami i cichym rżeniem reaguje na głos pani. Cmokała na nią, gładziła, całowała mięciutkie chrapy i białą gwiazdkę na czole, święcie przekonana, że nie ma na świecie nic piękniejszego, od Mignon biegnącej z rozwianą grzywą. Klacz okazała się odważna i posłusznie wykonywała polecenia pani, nigdy nie odmawiając skoku. Ale przy obcych jeżyła grzywę, wierzgała i próbowała dosięgnąć intruza zębami. Rżąc dziko, targała potężnie trzymającymi ją stajennymi. Uspakajała się dopiero na widok Niny albo Maćka, zajmującego się klaczą w czasie nieobecności panny.
Rano klacz chodziła na lonży, ucząc się chodów, skoków i nie reagowania na strzały. Ta cenna zaleta wymagana była u koni, używanych do polowania z chartami. Stary koniuszy Kacper, miłośnik koni, uczył Ninę i Mignon wyższej szkoły jazdy, nie żałując bata, kiedy amazonka lub klaczka popełniały błędy. Jego szorstkie uwagi Nina przyjmowała bez komentarzy, chcąc zasłużyć na pochwałę starego ułana. Koniuszy prędko odkrył, że młoda panna obdarzona jest szczególnym talentem do pracy z końmi i stosując się do jego rad, w krótkim czasie bez pomocy masztalerzy, potrafiła powozić bryczką zaprzężoną w trójkę, czwórkę i szóstkę koni. Praca na świeżym powietrzu wzmocniła jej siły i jeszcze nigdy nie wyglądała tak pięknie, jak tej wiosny.
Z Paulą widywały się tylko przy posiłkach lub w czasie wizyty gości. Patrząc na nią, Nina czuła piekącą nienawiść na myśl, że ta nędznica ośmieliła się stręczyć ją oficerom. Rozważała nawet pomysł, żeby wpuścić hrabinie do sypialni kilka myszy, lub włożyć do łóżka dorodną ropuchę. Uśmiechała się, wyobraziwszy sobie wrzask Pauli, kiedy żaba pryśnie jej do oczu! Z żalem zrezygnowała z tego zamiaru, bo Aleks z pewnością zapamiętał opowiadanie Jasia o tym, jak wystraszyła ropuchami ciotkę Marię. Czuła do niego żal, że nigdy otwarcie nie stanął w jej obronie. Wątpiła, że żywi on dla niej w ogóle jakiekolwiek gorętsze uczucie. Zawsze zachowywał się powściągliwie i nigdy nie powiedział, że ją kocha.
  Pewnego kwietniowego wieczoru, powracała z pobliskiego folwarku, rozmarzona śliczną pogodą. Mignon wypoczęta długim postojem kłusowała miarowo, hamowana krótkimi pociągnięciami cugli. Klaczka figlowała, sięgając pyskiem do stopy pani, zatrzymywała się, skubiąc soczyste pędy i dokazywała, rozzuchwalona zamyśleniem Niny. Naraz zastrzygła uszkami, przystanęła i donośnie zarżała. Odpowiedziało jej potężne rżenie drugiego konia. Na wzgórzu ukazał się rozpędzony jeździec. Po płynnym cwale konia, Nina rozpoznała Rexa. Ogier zbliżał się i wkrótce dojrzała piękną twarz Aleksa i jego jasne włosy rozwiane w pędzie. Cmoknęła na Mignon i galopem podjechała na jego spotkanie, osadzając klacz przed samym pyskiem Rexa.
- Ona jest wspaniała, prawda? – zadyszana, z dumą poklepała klacz po szyi.
- Obie wyglądacie przepięknie. Ale skąd tak późno wracasz? Myślałem, że zatrzymałaś się u Borutyńskich.
- Z wiadomych ci powodów nie wybieram się tam nigdy. Byłam w Borku. Olszak lamentuje, bo wół z opasów padł na kolkę. Za to ziemniaki ładnie wschodzą. Z początkiem czerwca będzie można podawać je na obiad.
- Uhm. – nawet nie udawał, że ten temat go interesuje. – Nino, musimy nareszcie z sobą porozmawiać. Mam nadzieję, że tym razem zdobędziesz się na szczerość i nie zasłabniesz! – dodał z przekąsem.
Zjechał na bok i chciał zajrzeć jej w oczy, lecz w oślepiającym blasku zachodzącego słońca, jej sylwetka rysowała się niemal czarno na tle purpurowego nieba. Nina raz jeszcze bardzo uroczyście przeklęła swoją głupotę. Miała przecież wiele okazji żeby dokuczyć Pauli w cztery oczy. Tymczasem rozpuściła język jak przekupka w obecności Aleksa i teraz ma poważny problem. Nie mogła wyjawić mu prawdy, więc chcąc nie chcąc, musiała ratować się wykrętami, które w niej samej budziły niesmak.
- O czym chcesz ze mną rozmawiać? Odniosłam takie wrażenie, jakbym nadużyła twojego zaufania, czy sprawiła ci zawód. – rzekła, spuszczając oczy i wpatrując się w końską grzywę. – Jeżeli uważasz, że swoim zachowaniem obraziłam twoją żonę, to nie pozostaje mi nic innego, jak spakować się i opuścić Maków.
Spojrzał na nią ostro i trzepnął się rękawiczkami po lśniącej cholewie buta.
- Nie lubię, jak zasłaniasz się frazesami. Wiesz, że nie chodzi mi o Paulę. Chcę się dowiedzieć, dlaczego w dniu choroby byłaś taka zdenerwowana i przemoknięta. Lekarz podejrzewał, że byłaś w szoku. Z kim spotkałaś się wtedy w parku? Bo nie wmówisz we mnie, że przechadzałaś się dla samej przyjemności zmoknięcia!
- Alku, posłuchaj…
- Nie, to ty posłuchaj! – zawołał zdenerwowany. – Chcę się od ciebie dowiedzieć prawdy! Kto towarzyszył ci na tym spacerze? A może to była schadzka? Czy to był wikary? To zazdrość dyktuje ci te złośliwe słowa pod adresem Pauli?
Pod ciężarem tych zupełnie nieuzasadnionych podejrzeń, aż zachwiała się w siodle.
- Jezu, o co ty mnie posądzasz? Ja z Żabcem?
Wstyd, przymus i nieufność przemknęły mu po twarzy. Był uparty, urażony i mimo wszystko zamierzał wydobyć z niej prawdę.
- Jeśli nie mam racji, to wyjaśnij mi proszę, z kim się wtedy spotkałaś. – nalegał. – Dlaczego tak złośliwie wyrażasz się o księdzu Rafale? Jest cichy i pokorny. Nigdy nikogo nie uraził. Nino, przypominam ci, że jestem twoim opiekunem i mam prawo wiedzieć o tobie wszystko. Stwierdzam z przykrością, że ostatnio zmieniłaś się na niekorzyść. Zawsze wydawałaś mi się taka szczera, otwarta i spontaniczna. Teraz mam wrażenie, że ciągle coś przede mną ukrywasz. Czyżbym raz jeszcze miał zawieść się na kobiecie?
  To nieoczekiwane odwrócenie ról dosłownie ją poraziło. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Aleks właśnie ją posądza o schadzki z Rafałem? Przecież to Paula najczęściej pokazywała się z wikarym. A może to ona skierowała na nią podejrzenia męża? Wiedziała, że jest nieufny wobec kobiet i łatwo mu coś zasugerować. Paula miała bardzo poważny powód, aby poróżnić ją z Aleksem. Wyobraziwszy sobie, jak hrabina z miną niewiniątka, rzuca na nią podejrzenie o romans z Żabcem, Nina zatrzęsła się ze wściekłości. Z największą przyjemnością wygarnęłaby mu od serca, co myśli o jego małżonce i tym nędznym klesze. Ale mając nieczyste sumienie, nie odważyła się wyznać prawdy, a duma nie pozwalała jej zniżyć się do wykrętów.
- Jeżeli tak stawiasz sprawę, to nie mam ci nic do powiedzenia! Dla mnie Żabiec jest tylko wiejskim wikarym, duchownym, którego szanuję kiedy stoi przy ołtarzu. Zarzucasz mi, że ja się zmieniłam, a nie przyszło ci do głowy, że to ja zawiodłam się na tobie? Nie stanąłeś w mojej obronie, gdy twoja żona ośmieliła się zadrwić ze mnie w obecności lokaja. Teraz obrażasz mnie bezsensownymi podejrzeniami.
Mignon, jakby wczuwając się w nastrój pani, chrapnęła przejęta i zaczęła nerwowo drobić w miejscu, nieznacznie podsuwając się do Rexa i zamierzając dołożyć mu kopytem. Ogier łypnął na nią pożądliwie i ślinił się, ale klacz położyła uszy po sobie i unosząc wargi, pokazała mu ostre, białe zęby. W ostatniej chwili Nina szarpnęła lejcami i Mignon zrezygnowała z ataku na bok ogiera. Parsknęła tylko ostrzegawczo i wycofała się tyłem, a potem czując na boku nacisk nogi pani, ruszyła wolno przed siebie. Nina jechała w milczeniu, z zagryzionymi ustami, nie obejrzawszy się nawet.
- Przepraszam, nie miałem zamiaru ciebie obrazić. Staram się tylko pewne sprawy wyjaśnić. – usłyszała za sobą głos Aleksa. – Niczego nie insynuuję, ale wróciłaś wtedy z parku przemoczona i spłakana. Co się wówczas wydarzyło? A gdy docinałaś Pauli, ona rozumiała twoje aluzje. Obie interesujecie się tym smarkaczem?
- To dlaczego nie spytasz o to Pauli? – wrzasnęła wyprowadzona z równowagi. – Dlaczego czepiłeś się mnie?
W następnej chwili miała ochotę się spoliczkować. „Boże święty, sama podsunęłam mu tę myśl!”. – przerażona ponagliła Mignon do galopu.
Spiął konia ostrogami, dogonił ją w kilku skokach i powstrzymał klacz, kładąc rękę na lejcach.
- O co mam ją spytać? – wpatrywał się w nią zwężonymi badawczo oczami.
Czuła prawie bolesne, mocne uderzenie serca. Z kępy drzew dochodził śpiew ptaków. Pożałowała, że nie jest jednym z nich. Przynajmniej chwilowo.
- Błagam, nie dręcz mnie tymi pytaniami. Zachowujesz się jak inkwizytor. – jęknęła. Gniew, żal i urażona duma wycisnęły z jej oczu łzy. Płakała, mocząc łzami grzywę klaczy.
- Nie chcesz mi nic powiedzieć? – nie dawał za wygraną.
Co mogła mu powiedzieć? Że spotkała się z Wieleniem i zapomniała się tak bardzo, iż teraz już nie ma prawa do miłości ukochanego mężczyzny? Czy mogła opowiedzieć mu o Pauli w ramionach tego nędznego klechy? Musiała milczeć, żeby nie sprowadzić na dom niewyobrażalnego nieszczęścia. Podjechał tak blisko, że ich nogi otarły się o siebie.
Mignon podrażniona bliskością ogiera, stuliła uszy, obnażyła zęby i zaatakowała szyję Rexa. Dopiero mocny klaps i ostry głos pani, ostudził jej wojownicze zapędy. Ale dalej niespokojnie żuła wędzidło i boczyła się na ogiera. Konie szły po miękkiej trawie, parskając i opędzając się ogonami od much. Z rozległych łąk niósł się zapach ziół, kwiatów, biało kwitnących grusz polnych. Spędzane z pastwisk bydło porykiwało, idąc wolno do zagród, a na skraju olszynki popiskiwała fujarka pastusza.
Nina nieznacznie zerknęła na Aleksa, chcąc się przekonać, czy nadal jest zdenerwowany i zarumieniła się stwierdziwszy, że on również ją obserwuje.
- Milczysz? – odezwał się półgłosem. – Umiem czytać z twojej twarzy. Nino, czy sprawa o której nie chcesz mi powiedzieć, jest aż tak drastyczna, że wolisz mnie okłamywać niż wyjawić prawdę? Podobno mnie kochasz.
Wysiąkała nosek i spojrzała na niego zaczerwienionymi oczami.
- Cokolwiek ci powiem i tak mi nie uwierzysz. No więc tak, zawędrowałam wtedy dość daleko i spotkałam kogoś. Nie pytaj kogo, bo nie powiem. Dowiedziałam się, że krążą o mnie plotki. Podobno roznosi je Paula, a wikary jej sekunduje, bo go urobiła. Okropnie się zdenerwowałam. Na domiar złego, zanim dotarłam do domu zmokłam i przemarzłam. Wyglądałam jak mokry szczur. Miałam już chyba wysoką gorączkę, bo byle jak się przebrałam i nie umiałam sensownie odpowiedzieć na wasze inkwizytorskie pytania. Czułam się jak pod pręgierzem. Twoja żona zachowała się arogancko, więc odpłaciłam jej tą samą monetą. To wszystko.
- A więc to Paula rozpowszechnia o tobie plotki? – odezwał się pochmurniejąc.
- O nas! – podkreśliła dobitnie. – A Żabiec, jak papuga, powtarza to wszystko, co od niej usłyszy. Nie cierpię go .On wcale nie jest pokorny, tylko fałszywy!
Westchnął i jakiś czas milczał, zaciskając usta w wąską linię.
- Ostrzegałem ciebie, że miłość do mnie może przynieść ci cierpienie, a nawet hańbę. Pamiętasz? Powiedziałaś, że o to nie dbasz. Teraz już tego żałujesz?
- Nie! – wykrzyknęła z uniesieniem. – Zniosę wszystko pod warunkiem, że będę pewna twojej miłości. Ale ty nigdy powiedziałeś mi nawet, czy żywisz do mnie jakiekolwiek uczucie!…
- Wybacz, na razie nie będziemy o tym mówili. Ale uważam, że na zasłużyłaś na lepszy los, mój promyczku..
- Sama wybrałam swój los. Powiedziałam ci wszystko, możesz uwierzyć, lub nie. Mam zamiar spakować się i wyjechać z Makowa.
 
Zamiast odpowiedzi, ujął jej rękę i złożył na niej pocałunek.
- Wybacz, zachowałem się jak brutal. Nie wrócę już do tego tematu pod warunkiem, że ty przestaniesz straszyć mnie wyjazdem. A z Paulą pomówię.
Nina zrobiła się biała jak płótno i o mało nie spadła w konia.
- Nie! Proszę… Nie rób tego! Przecież mieszkamy pod jednym dachem, a ona może się mścić na mnie.
- No, zastanowię się jeszcze. – mruknął. – Wiem, że nie rozumiesz wielu spraw, a moje zachowanie wydaje ci się niekiedy dziwne. Przyjdzie czas, że zrozumiesz. A co będzie z nami? Mam rozumieć, że już nie mogę liczyć na twoje względy? - uśmiechnął się i spojrzał na nią spod przymrużonych powiek, jak senny kot.
Odetchnęła, szczęśliwa, że burza minęła.
- Kto wie? Jak będziesz grzeczny!… - posłała mu prowokujące spojrzenie.
Przyciągnął ją do siebie, a gdy przymknęła oczy i rozchyliła usta oczekując jego pocałunku, żartobliwie ucałował koniec jej noska. Wyrwała się z jego rak, szarpnęła lejcami i pocwałowała przed siebie, aż długi woal na jej kapeluszu uniósł się i powiewał za nią w pędzie.
Pewnej nocy przyszła pierwsza wiosenna burza.
Z głębokiego snu przebudził Ninę potężny huk. Usiadła na łożu przekonana, że ktoś strzelił. Dopiero jaskrawa błyskawica i uderzenie drugiego pioruna uprzytomniły jej, że za oknami szaleje nawałnica, a do pokoju wdziera się woda przez otwarte drzwi balkonowe. Zerwała się i przez chwilę mocowała się z wiatrem, szarpiącym kotary i firany, zanim zdołała zamknąć drzwi. Spoza szyby, patrzyła na rozkołysane czuby drzew, uginających się pod naporem wichury. Pokój raz po raz rozjaśniał się martwym światłem błyskawic. Zabłysnął krzyż na wieżyczce kaplicy. Spojrzała w tamtym kierunku i skamieniała z przerażenia. Niezupełnie rozwinięte liście drzew, nie przesłaniały okien kaplicy. Jedno z nich rozświetliło się, jakby ktoś we wnętrzu zapalił świece. W pierwszej chwili pomyślała, że ma przewidzenie. Przymknęła powieki, a gdy je ponownie otwarła, witraż nadal był jasny. Przez krótką chwilę widziała słabe światełko, wolno przesuwające się w kierunku krypty grobowej, a witraż stopniowo ciemniał. Na ten widok krew zastygła jej w żyłach.
 

Miejsce to od dawna budziło strach. Chłopi, widząc wieżyczkę kaplicy widoczną ponad czubami drzew, żegnali się ze strachem. Na wsi opowiadano sobie okropne historie, o zjawach snujących się dokoła tego budynku i znikających nad ranem. Nawet nie wierząca w życie pozagrobowe Paula, uległa psychozie i za żadne skarby świata nie poszłaby w tę stronę wieczorem.
Sam Walenty kilka razy ostrzegał Ninę, żeby po zmroku unikała spacerów koło kaplicy. Nina nie bardzo wierzyła w te opowieści, lecz dziś przekonała się na własne oczy, że ludzie mówili prawdę. Kaplica była nawiedzona! O tej porze nie mogło tam być nikogo żywego. Budynek będący niegdyś częścią murów obronnych, miał bramę okutą żelazem, a wewnątrz żelazna krata dzieliła kaplicę od wejścia do krypty grobowej. Klucz od kaplicy wisiał w gabinecie w zamkniętej szafce. Wyobraziwszy sobie, jak okropne zjawy snują się pomiędzy trumnami, wskoczyła prędko do łóżka, nakrywając się kołdrą wraz z głową i dygotała, pocąc się z gorąca i z grozy. Przypomniały się jej legendy o upiorach i strzygach, niosących śmierć swoim pocałunkiem. Przeleżała tak niemal do świtu, drżąc i kuląc się. Rano postanowiła powiadomić o sprawie hrabiego. Ubrana tylko w peniuar, zbiegła po schodach i zajrzała do jadalni. Był tam Walenty, sprzątając ze stołu jedno nakrycie.
- O, pan hrabia już jadł śniadanie? – odezwała się zawiedziona.
- A już. – westchnął kamerdyner. – Tyle zjadł co nic, a taki dziś mizerny. Wybiera się do Zameczku. Właśnie dosiada konia. – dodał, wyglądając przez okno.
Uniosła tren peniuaru, biegnąc na dziedziniec. Masztalerz przytrzymywał Rexa, a Aleks włożywszy stopę w strzemię, lekko wskoczył na siodło i poklepał ogiera po lśniącej szyi. W obcisłym stroju do konnej jazdy i w wysokich butach z ostrogami, wyglądał jak zwykle wytwornie. Na widok biegnącej ku niemu Niny, jego bladą, zmęczoną twarz rozjaśnił uśmiech.
- Dlaczego tak wcześnie wstałaś, promyczku?
Sprawdziła, że masztalerz już sobie poszedł i zbliżywszy się do niego, podniosła głowę, kładąc mu dłoń na kolanie.
- Musisz powiedzieć mi prawdę! Czy w kaplicy grobowej straszy? – odezwała się, szeroko otwierając śliczne oczy.
- Nie rozumiem, kochanie. – pochylił się do niej z siodła.
Krótko i rzeczowo przedstawiła mu nocną przygodę, obserwując, czy na jego ustach nie zobaczy pobłażliwego uśmiechu. Ale on wysłuchał jej z należytą powagą.
- Ja nigdy nic podejrzanego tam nie widziałem, choć spacerowałem koło kaplicy o różnych porach dnia i nocy. – powiedział ujmując jej rączkę i ściskając ją. - Nino, duchów nie ma. Umarli śpią snem wiecznym i rozsypują się w proch.
- Tak uważasz? W takim razie ktoś tam musiał być w nocy i palił światło! – oświadczyła Nina rzeczowo, bo lubiła jasne sytuacje.
- Na pewno nie było tam nikogo. Kaplica jest zamknięta. Widziałaś odblask błyskawicy. – tłumaczył cierpliwie niskim, równym głosem, który tak uwielbiała.
- Wtedy nie było błyskawicy! – powiedziała stanowczo
- Mylisz się, kochanie, twoje oczy uległy złudzeniu. Człowiek oślepiony jaskrawym światłem, przez dłuższy czas widzi jasność. To nie duchy, promyczku. Nie bój się.
- A właśnie, że się boję! – mruknęła ponuro. Była rozczarowana, że jej niesamowita opowieść została przyjęta tak obojętnie. Aleks przechylił głowę i przypatrywał się jej rozbawiony.
- Gdyby duchy istniały, byłyby bez sumienia strasząc takie słodkie stworzenie, jak ty! Ale dziękuję ci, że mi o tym powiedziałaś. Postaram się zbadać tę sprawę. – posłał jej uśmiech i cmoknął na konia.
- Ha! Jeżeli ty tak uważasz…to ja wbiję to sobie do głowy! - bąknęła nie przekonana i wolno wróciła do domu.
 
Zachowanie Aleksa wydało się jej dziwne. Przypuszczała, że nie powiedział prawdy i coś przed nią ukrywa. Klonowieccy byli bardzo skrytymi ludźmi. To stwierdzenie słyszała już dawno. Wkrótce sama się przekonała, jak bardzo jest prawdziwe.