poniedziałek, 15 lutego 2016

Straszne odkrycie.


15 luty 2016 r.
O jakiejś godzinie nocnej, Nina przebudziła się i siadła na łóżku. Serce biło jej tak mocno, że w całym ciele czuła jego uderzenia. Głowa ciążyła jej nieznośnie, pod powiekami miała piasek. Noc była jeszcze głęboka, lecz ulewa ustała, na niebie świeciły gwiazdy. Nie zaciągnięto kotar i do pokoju zaglądał blady księżyc. W sąsiednim buduarku drzemała na kozetce niania, zmęczona długim czuwaniem. Zastępowała ją Walerka, śpiąca smacznie w głębokim fotelu w pobliżu pieca. Nina wsłuchiwała się w ciszę uśpionego domu. Język miała suchy jak wiór i czuła pragnienie. Wyciągnęła rękę w stronę nocnego stolika, gdzie Jaga co wieczór stawiała szklankę soku lub mleka. Tym razem szklanki nie było, bo Walerka przynosząc lekarstwa, postawiła
ją na gerydonie pod oknem. Mając w ustach gorycz, niesmak i suchość, Nina już chciała ją zbudzić, ale wyobraziwszy sobie, że będzie musiała przemówić, poczuła taką niechęć do wydania z siebie głosu, że wolała wstać i trzymając się ściany, przejść przez pokój. Chłodna herbata z sokiem wiśniowym nieco ją otrzeźwiła. Już zamierzała powrócić do łóżka, kiedy dobiegł ją z korytarza jakiś odgłos, ni to krzyk, a może śmiech? To ją zastanowiło. W tym skrzydle pałacu mieszkała tylko hrabina, ona i Jaga. Pokoje służby znajdowały się na drugim piętrze, a dyżurny lokaj siedział na parterze i pewnie też spał. W takim razie, kto o tej porze głośno rozmawia? Zaintrygowana, podeszła do drzwi nadsłuchując. Jakiś czas panowała cisza, a potem usłyszała ciche szepty i śmiech. Przyszło jej na myśl, że to jakaś bezwstydna pokojówka zeszła z góry i gzi się z lokajem. Oburzona, już miała pociągnąć dzwonek i zaalarmować domowników, lecz w ostatniej chwili coś ją od tego powstrzymało. Pomimo szalonego bólu głowy, dreszczy i osłabienia, postanowiła osobiście zbadać, co się dzieje. Wzięła leżący na krześle ciepły szal niani, okręciła się nim i na palcach wysunęła się z pokoju na zimny i ciemny korytarz. Natychmiast spostrzegła, że w kącie nie pali się nocna lampka. Ktoś musiał ją zgasić. Rozejrzała się, a nie widząc nic podejrzanego, już zamierzała cofnąć się do sypialni, kiedy oczy jej padły na jasną smugę światła, widoczną z korytarzyka prowadzącego do apartamentu Pauli. Zapominając o dusznościach i gorączce, bezszelestnie poszła po grubym dywanie i przystanęła pod drzwiami sypialni hrabiny. Przyszło jej na myśl, że zachowuje się jak szpicel, ale prędko pozbyła się skrupułów, przypomniawszy sobie ostrzeżenia Wielenina.
 

Drzwi były lekko uchylone i przez szparę można było zajrzeć do pokoju. Zrobiła jeszcze krok i ostrożnie zaglądnęła. W pobliżu drzwi, na empirowym stoliczku stała paląca się świeca, rzucając ów promień światła widoczny z korytarza. Cała reszta wielkiego pokoju tonęła w mroku. Ale bystre oczy Niny dostrzegły Paulę. Stała przy łożu w niemal przeźroczystej, batystowej nocnej koszuli, wpatrując się w siedzącego przed nią na krześle mężczyznę. Nina nie mogła rozpoznać jego rysów, bo pochylony do przodu, zasłaniał twarz gestem beznadziejnej rozpaczy. W pierwszej chwili wyobraziła sobie, że to Aleks, i na tę myśl poczuła, że ma ogień w mózgu. Jednak szybko stwierdziła, że uległa złudzeniu. Ciemna odzież mężczyzny była skromna, nie podobna do wytwornych, paryskich strojów domowych hrabiego. Paula poruszyła się i położyła dłoń na ramieniu mężczyzny, silnie nim potrząsając.
- Mówiłam ci, idź już! – odezwała się niskim, zmysłowym głosem. – Nikt nie powinien ciebie tu widzieć.
Mówiła po polsku, fatalnie kalecząc wyrazy, gdyż tym językiem porozumiewała się tylko ze służbą. Z mężem rozmawiała po rosyjsku, a w towarzystwie posługiwała się językiem francuskim, bo tak wypadało osobie dobrze wychowanej.
- Grzeszę i będę potępiony. – powiedział głucho mężczyzna. – A niech tam… Nie potrafię już wyrzec się ciebie.
- Głupcze, nie wierz w zabobony. A jeśli wolisz żyć jak dawniej, to idź do diabła i więcej tu nie przychodź. Rozumiesz?
- Wiem, że pójdę do diabła, ale nie wyrzucaj mnie jeszcze. Byłaś dziś dla mnie niedobra, męczyłaś mnie. – skarżył się, ujmując jej dłoń i całując każdy palec osobno.
- Wystarczy! – wyrwała mu rękę. – Drzwi są otwarte, no, idź już!
- Otworzyłem drzwi, bo mnie wypędzałaś. Popatrz, dopiero po czwartej. Zamknę drzwi i zostanę jeszcze z godzinę, dobrze? Pozwól, mój aniele. – błagał, ściszając głos do namiętnego szeptu.
- Co, już nie boisz się potępienia? Dalej chcesz grzeszyć? – zaśmiała się, odpychając jego wyciągnięte ramiona.
- To już nie ma znaczenia. – westchnął ciężko. – Pozwól mi zostać…
Wstał i próbował ją objąć, lecz Paula odepchnęła go od siebie.
- Powiedziałam, że musisz już iść! – powtórzyła ostrym tonem. – Powinieneś był więcej uważać. Widziała ciebie ta mała żmijka i może ktoś jeszcze ze służby. Dam ci znać, kiedy będziemy mogli się widzieć.
Pochylił się i pokornie objął jej kolana, całując nogi.
- Nie pozwól mi długo czekać, nie mogę już żyć bez ciebie.
W odpowiedzi Paula roześmiała się wulgarnie, a chichot jej był tak prostacki, że Ninę ogarnął wstyd i wstręt. Z zażenowaniem obserwowała tę scenę. Byłaby odeszła, lecz umierała z chęci poznania tajemniczego mężczyzny. Kusiło ją, by pociągnąć taśmą dzwonka i postawić na nogi cały dom. Niechby Aleks przekonał się na własne oczy, jaką kobietę uczynił swoją małżonką. Zrezygnowała z tego zamiaru, bo mógł on wyzwolić cały łańcuch nieprzewidzianych wypadków i zakończyć się tragedią.
Paula głośna ziewnęła i przeciągnęła się, wyginając się do tyłu.
- Miło mi to słyszeć, bo nie zawsze byłeś taki chętny. – sięgnęła po leżący na łóżku ciepły peniuar obszyty łabędzim puchem i niedbale przewiązała się w talii jedwabnym sznurem. – Sprowadzę cię na parter. W parku mogą być psy i zaalarmują stróża. Uważaj, masz przy sobie klucz od furty?
- Tak. Psy mnie już znają. Mam dla nich kiełbasę. – mężczyzna odwrócił się twarzą do światła, a Nina zatkała sobie usta, by stłumić głośny okrzyk.
To był Rafał Żabiec.
Zanim wyszedł, raz jeszcze ucałował ręce Pauli, ale ona niecierpliwie wypchnęła go z pokoju.
- Na dzisiaj dosyć. – oświadczyła szorstko. – Śpiesz się, bo wkrótce zacznie świtać i wstanie służba. – zdmuchnęła świecę i po omacku skierowała się do wyjścia, prowadząc Rafała za rękę.
Nina jak cień przemknęła do swojego pokoju. Oddychała szybko, czując w głowie narastający szum. Nareszcie rozwiązała zagadkę, gdzie podziewał się Żabiec. Cały czas siedział w sypialni Pauli, cierpliwie oczekując na jej powrót. Pomimo gorączki, umysł Niny pracował niezwykle precyzyjnie. Z właściwą sobie przenikliwością, przeprowadziła analizę sytuacji i naraz wszystko stało się szokująco jasne. Stanęła w obliczu prawdy o prywatnym życiu hrabiny. Uświadomiwszy sobie, czego była świadkiem, wzdrygnęła się ze zgrozą.
Nie rozumiała, dlaczego ta rozpustna kobieta postanowiła uwieść niewinnego chłopca. Z podsłuchanych słów Rafała wynikało, że on zdaje sobie sprawę ze swojej winy, lecz już nie potrafi przeciwstawić się złu. Z każdego jego słowa i spojrzenia emanowała wielka, pokorna miłość, której Paula z pewnością nie podzielała. Może nawet pogardzała synem pańszczyźnianego chłopa? Ale Rafał był piękny i zakochany w niej do szaleństwa. Była jego pierwszą kobietą, a on jednym z wielu jej kochanków. Jeżeli ta wyuzdana istota umiała się zdobyć na jakieś gorętsze uczucie, to darzyła nim Wielenina, nie Żabca.
Nina westchnęła i przetarła dłonią rozpalone czoło. Miała wrażenie, że weszła do gniazda żmij, oplatających z wolna jej ciało oślizłymi zwojami. Była niewinna, a patrzyła na rzeczy bezwstydne, o których nikomu nawet wspomnieć nie mogła. Nawet na spowiedzi nie wyznałaby tego, co dziś widziała. Proboszcz, kochany staruszek, ufał Rafałowi i kochał go. Pomyślała o Aleksie i ogarnął ją straszny żal. Nie chciał, nie potrafił zdobyć się na zerwanie więzów łączących go z tą okropną kobietą. Był nieszczęśliwy, ale i słaby. Dzisiaj także nie wystąpił w jej obronie, kiedy Paula ją poniżała. Czując coraz silniejsze zawroty głowy, poszła w stronę łóżka zataczając się jak pijana. Potrąciła stolik, strącając lichtarzyk ze świecą. Chrapiąca Walerka obudziła się i zerwała na równe nogi.
- Panienko, proszę się zaraz położyć! – zawołała, obejmując ją ramieniem i sadzając na posłaniu.
Zanim dziewczyna przyniosła z kuchni gorącą herbatę, Nina już zapadła w sen, jęcząc i rzucając się niespokojnie. Nad ranem zaczęła majaczyć i wyrywać się trzymającym ją kobietom. Zrozpaczona Jaga zdecydowała się obudzić hrabiego.
Konny posłaniec pomknął do Suchedniowa z depeszą do pani Salomei. Hrabia prosił ją, aby skłoniła pana doktora Chałubińskiego do przyjazdu do Makowa. Stach pojechał karetą do miasteczka po miejscowego lekarza. Doktora Chałubińskiego w Warszawie nie było, bo przebywał w ukochanym Zakopanem, lecz pani Salomea poleciła innego renomowanego lekarza, a ten przyjechał do Makowa ekstrapocztą. Przez ten czas, Nina miotała się zżerana straszną gorączką. Lekarstwa przepisywane przez miejscowego lekarza nie skutkowały, a temperatura nie spadała. Warszawski lekarz zbadawszy chorą, stwierdził ostry bronchit i influenzę1. Zauważył, że silna gorączka, być może, spowodowana była jakimś wstrząsem nerwowym. Zapisał mnóstwo leków i zalecił wyjazd nad Adriatyk, lub do Ostendy albo Biarritz.
Jaga nie poprzestawała na podawaniu chorej przepisanych leków, ale ratowała Ninę stawiając jej bańki, podając do picia syrop z cebuli i cukru, bardzo skuteczny na kaszel. Kumosia ze swej strony przynosiła chorej napary z ziół tylko jej znanych, nacierając całe ciało Niny spirytusem zmieszanym z kamforą. Kuracja przyniosła widoczne rezultaty, bo gorączka zaczęła spadać, a Nina odzyskała przytomność. Była ogromnie osłabiona, milcząca, apatyczna i smutna. Zmieniła się nie do poznania, stając się zamknięta i skryta. Jej dziwne zachowanie zastanawiało i niepokoiło nianię, a także hrabinę Teklę.
Każdego ranka Aleks dowiadywał się, jak się chora miewa, zasypując ją podarkami i słodyczami, które bardzo lubiła. Jej pokoje tonęły w kwiatach, codziennie przysyłanych przez hrabiego. Ale ona leżała zupełnie obojętna na te oznaki serdecznej troski domowników. Pierwsza wizyta, jaką złożył jej Aleks, także nie sprawiła jej przyjemności. Przemówiła do niego zaledwie kilka słów, tłumacząc się osłabieniem, a po jego wyjściu, ukryła twarz w poduszkach i się rozpłakała. Wieczorem temperatura znowu wzrosłą, a Jaga już pełna nadziei na polepszenie, ponownie wpadła w rozpacz.
Święta Wielkanocne minęły w ciszy i smutku. Sąsiedzi powiadomieni o chorobie Niny, dowiadywali się o jej zdrowie, przysyłając bilety wizytowe, kwiaty i drobne upominki. Siekielscy niemal codziennie przyjeżdżali do Makowa, przyjmowani przez zatroskanego hrabiego i znudzoną Paulę. Pani Tekla czując się gorzej, nie wychodziła do gości, czuwając przy Ninie.
W ostatnich dniach marca pogoda nareszcie się ustaliła. Z południa powiał ciepły wiatr i osuszył ziemię. Słońce stało już wysoko na błękitnym, bezchmurnym niebie. Klucze żurawi krzyczały radośnie, wracając z południa do swoich miejsc lęgowych. Przyleciały dzikie gęsi, a nad stawem krążyły ptaki wodne, szukając starych gniazd. Po wilgotnych łąkach chodziły poważnie bociany, mające swoje gniazda na stodołach i na starych drzewach w parku. Ogrodnicy sadzili kwiaty i ozdobne rośliny, a na zielonych trawnikach, kępy żonkili rozchylały korony w podmuchach ciepłego wiatru. Drzewa spowiła delikatna seledynowa mgiełka.
  Nina spoczywała w łożu, przy szeroko otwartych drzwiach balkonowych. Odzyskała apetyt, zaczęła szybko powracać do zdrowia i już wyrywała się z łóżka. Na „zajączka”, hrabina Tekla podarowała jej mięciutki purpurowy szlafroczek, w którym rekonwalescentka wyglądała przeuroczo. W atmosferze ogólnej serdeczności, Nina chwilami zapominała o dramatycznych przeżyciach, stając się na powrót beztroską panienką, z głową pełną marzeń. Nareszcie lekarz zezwolił jej wstać i posiedzieć w fotelu. Po południu przyszedł Walenty i spytał ją, czy może przyjąć jaśnie pana hrabiego? Skinęła głową, opierając się na poduszkach. Kiedy Aleks przywitał się, spostrzegła że zmizerniał.

- Mój biedny promyczku. – powiedział czule, ujmując jej rączkę i całując szczupłe paluszki. – Wszyscy przeżyliśmy wiele godzin strasznego niepokoju. Ale mam nadzieję, że czujesz się już lepiej?
- Tak, dziękuję. – powiedziała powściągliwie, cofając rękę.
Patrzyła na jego złotawą głowę i nagle z przeraźliwą jasnością uświadomiła sobie, że już nie ma prawa go kochać. Zaczęła drżeć z okropnego żalu i naraz wszystko stało się jej obojętne i niemiłe.
- Chciałem ci coś na święta ofiarować, ale nie było okazji. – sięgnął do kieszeni i wyjął z niej małe pudełko. Był w nim pierścień z przepięknie szlifowanym brylantem. Wsunął pierścionek na jej palec. – Należał do mojej babki. To jeden z naszych klejnotów rodzinnych.
- Jest piękny. – powiedziała bez entuzjazmu, wpatrując się w tęczowe błyski kwadratowego kamienia.
Do drzwi zapukała pani Tekla, więc Aleks wstał i usiadł w przyzwoitej odległości. Nina w milczeniu wodziła za nim osowiałym wzrokiem, zmęczona i zniechęcona do wszystkiego. Na pytanie hrabiny o zdrowie, odpowiedziała apatycznym tonem.
- Oleczku, czy pokazałeś już Nince wielkanocny prezent dla niej? – odezwała się starsza pani widząc, że Nina znowu zrobiła się ospała i obojętna, co ją bardzo martwiło.
- Nie, jeszcze nie zdążyłem. – odpowiedział z uśmiechem, a potem wezwał lokaja, szepnął mu coś do ucha i czekał.
Po chwili lokaj wrócił.
- Już jest, jaśnie panie. – zameldował i wyszedł, cicho zamykając drzwi.
- Wyjdźmy na balkon, tylko ubierz się ciepło. – Aleks podał rękę Ninie, pomagając wstać i narzucił na jej ramiona futro. Otuliła głowę szalem i wyszli na balkon, kolorowy od różnobarwnych bratków posadzonych w kamiennych wazach i ozdobnych skrzynkach. Nina wsparła się o kamienną balustradę i spojrzała na dół.
Na trawniku pod oknem stał Maciek, trzymając za uzdę młodą klacz arabską. Jej gładka błyszcząca sierść miała barwę sadzy. Maleńka główka o profilu szczupaka, osadzona na wygiętej w łuk szyi podnosiła się dumnie, ogniste ciemne oczy patrzyły ciekawie, a aksamitne nozdrza węszyły podejrzliwie. Zaniepokojona nowym otoczeniem, strzygła uszkami i nerwowo drobiła w miejscu. Po jedwabistej skórze przebiegały drżenia, uwydatniając silne mięśnie potężnie sklepionej klatki piersiowej. Z karku spływała jej falująca czarna grzywa, a wspaniały ogon sięgał cienkich pęcin. Klacz była ucieleśnieniem piękna i gracji. Nina osłupiała z zachwytu. Marzyła o posiadaniu własnego wierzchowca i zafascynowana obserwowała nieporównane ruchy zwierzęcia.
- To jest Mignon! – oznajmił Aleks. – Mój prezent świąteczny dla ciebie. Klacz ma dwa lata i jest ujeżdżona, lecz jeszcze nie zupełnie oswojona z ludźmi, więc musisz bardzo uważać.
- Mignon2! – powtórzyła Nina. – A dlaczego nie Mignonne?
- Bo spodziewano się ogierka i z góry nadano mu imię. Tymczasem na świat przyszła dama i tak już zostało. Podoba ci się?
- Ja… - zająknęła się i z wysiłkiem pokonała wzruszenie. – Ona jest moja? Tylko moja? – upewniła się, nie spuszczając z klaczy zachwyconego wzroku.
- Należy tylko do ciebie.
- Panie Alku, ona jest najpiękniejszym stworzeniem, jakie widziałam! – wykrzyknęła, rumieniąc się z radości. – Pamina, o którą wuj Ksawery urządził mi piekielną awanturę, wygląda przy mojej Mignon jak żydowska szkapa! Konisia moja najmilsza! – szepnęła, wychylając się z balkonu.-Maciuś, doglądaj jej, dopóki ja nie wyzdrowieję! - zawołała.
Chłopak odpowiedział uśmiechem, przykładając palce do daszka czapki. Usłyszawszy jej głos, klacz podniosłą głowę i zarżała.
- Widzisz, już poznała swoją panią. – zażartował Aleks uszczęśliwiony, że Nina ożywiła się, a z jej oczu zniknął ten wyraz pustki, który go przerażał.
- Aleczku. – szepnęła tak cicho, żeby pani Tekla nie usłyszała. – Ja wcale nie zasługuję na twoją dobroć. – podniosła jego rękę i ucałowała, pełna zwątpienia, czy ma jeszcze do tego prawo.
- Cieszę, że mój prezent ci się podoba. – rzucił Maćkowi rubla i wrócili do pokoju.
Klacz przedstawiała ogromną wartość i była prawdziwie królewskim podarkiem. Nina nie posiadała się z radości i mówiła tylko o niej. Okazało się, że klaczkę przyprowadzono z majątku leżącego nad Bugiem, gdzie hrabiowie Klonowieccy mieli duże majętności. Aleks dawno przeznaczył ją dla Niny, ale najpierw należało zwierzę ujeździć, bo była dzika i nieposłuszna. Makowskie araby należały do najpiękniejszych koni w kraju, a Mignon była wśród nich prawdziwą perłą.
 

Nina postanowiła sama się nią zajmować i prędko zdobyć przywiązanie klaczy. Na myśl o pokazaniu się na takim wierzchowcu, wpadła w wyborny humor, który rychło zmienił się w zimną wściekłość, gdy do sypialni wkroczyła Paula. Ucałowawszy w powietrzu włosy rekonwalescentki, umieściła się w fotelu, przybierając zdawkowy wyraz smutku.
- Widzę, że dziś lepiej się czujesz, bo twoja choroba bardzo nas zmartwiła. – odezwała się wzdychając.
Nina zmieniła się na twarzy przypomniawszy sobie, że Paula nazwała ją „małą żmijką”. Była przekonana, że gdyby jej choroba zakończyła się śmiercią, hrabina urządziłaby z tej okazji wesołą stypę, tańcząc na niej galopa! Jej pocałunek był równie fałszywy, jak Judasza. Nie zrażona jej milczeniem, Paula ciągnęła apatycznym tonem:
- Trzeba było odwołać raut, a tyle przygotowanych przysmaków po prostu się zmarnowało. Odwiedzali nas sąsiedzi, ale byli tacy nudni. Mężczyźni rozmawiali wyłącznie o polityce i cenach spirytusu, a tutejsze panie naśladują sawantki, dyskutując o sztuce i literaturze, jakby nie było ciekawszych tematów. Och, zmęczyły mnie tym gadaniem…
Przybrała zdegustowaną minę, pogardliwie wysuwając dolną wargę. Wokół jej czerwonych ust zarysowały się dwie pionowe zmarszczki. Naraz postarzała się i zbrzydła, a jej czarne oczy były szkliste i bez wyrazu, jak u trupa.
- Przykro mi, że moja choroba zepsuła państwu święta. – Nina uniosła dłoń, poprawiając włosy. Na jej palcu błysnął ogniami brylant. Paula przestała gapić się w okno i spojrzała na nią uważnie. Spostrzegła nowy pierścionek i z goryczą skonstatowała, że purpurowy kolor podnosi jeszcze bardziej delikatną urodę Niny. Po raz pierwszy może przyszło jej na myśl, że się starzeje i traci, w porównaniu z tą wiosną.
- Miałam zamiar wyjechać na Krym, ale wszyscy obawiali się o ciebie, więc i ja zostałam, choć pogoda była szkaradna. – poskarżyła się Paula.
- Doceniam to poświęcenie pani i żałuję, że pozbawiłam panią rozrywki. – powiedziała Nina z uprzejmym uśmiechem. – A co porabia nasz sympatyczny ksiądz Rafał?
Na to niespodziewane pytanie, Paula zmieszała się, nie wiedząc, co ma odpowiedzieć. Posłała Ninie badawcze spojrzenie i zerknęła na męża, w milczeniu przysłuchującego się ich rozmowie. Nawet pani Tekla przerwała misterną robótkę ręczną i zwróciła na nią oczy.
- Dlaczego interesuje ciebie nasz wikary? – Paula wygładziła na sukni niewidoczną fałdkę.
- Ponieważ poczciwy ksiądz Żabiec ma rzadki talent bawienia pani. – odparła Nina, patrząc jej niewinnie prosto w oczy.
Paula zarumieniła się i nieznacznie przygryzła wargę.
- On jest takim dziecinnym prostaczkiem. – roześmiała się swobodnie ale w jej oczach Nina dostrzegła błysk paniki. – To bardzo pobożny kapłan. – zapewniła obłudnie.
- O tak! – Nina parsknęła drwiącym śmiechem. – Wiem nawet do kogo ma szczególne nabożeństwo!
Paula śmiertelnie zbladła i siedziała jak skamieniała, dopóki całą siłą woli nie opanowała przerażenia. Zrozumiała, że jej romans już nie jest tajemnicą i postanowiła póki co, zignorować aluzje Niny.
- Odnoszę wrażenie, że jesteś dziś w nieszczególnym humorze. – podjęła uśmiechając się krzywo.
- Wprost przeciwnie. Dostałam dwa wspaniałe prezenty świąteczne i czuję się o wiele lepiej. Czyżbym powiedziała coś niestosownego? – spytała Nina prowokująco, unosząc lekko brwi i przybierając naiwną minę Skrzywiła się ze wstrętem, bo doleciał do niej zapach różanych perfum, używanych przez hrabinę i Woroncewa.
W obecności męża Paula nie śmiała wybuchnąć gniewem, lecz na dnie jej przepastnych źrenic pełgały już złowrogie ogniki. Udawała jednak, że uwagi Niny traktuje jak grymaszenie rozkapryszonej smarkuli.
- Odnoszę wrażenie, że jesteś wobec mnie w nieustannej ofensywie. Jestem już zmęczona twoimi złośliwościami. – sięgnęła po chusteczkę udając, że ociera sobie oczy.
 - Można wiedzieć, o czym panie rozmawiają? – odezwał się Aleks z niezadowoleniem.
 
- Przecież słyszysz! – Paula wstała i wygładziła szeroką spódnicę nowej jedwabnej sukni wiosennej o barwie forsycji, obficie przybranej kremowymi koronkami. – W ogóle nie rozumiem, o co jej chodzi. Ciekawe, dlaczego tak interesujesz się tym chłopcem?

- To nie jest chłopiec tylko ksiądz! – twardo stwierdziła Nina.
- Jak mam rozumieć twoje niemądre uwagi? – zawołała Paula, wyprowadzona z równowagi. – Czy zdajesz sobie sprawę, że twoje zachowanie pozostawia wiele do życzenia? Chorym dużo się wybacza, lecz wszystko ma swoje granice. Może zechcesz nam wytłumaczyć swoje zachowanie?
Nina zerwała się na równe nogi i obie stanęły na wprost siebie, mierząc się nieustępliwym wzrokiem.
- Czy pani życzy sobie tego naprawdę? – zapytała tonem, w którym zawarta była wyraźna groźba.
  Paula za późno spostrzegła, że się zagalopowała. Dygotała z gniewu, lecz zdawała sobie sprawę, że następne nieostrożne słowo grozi jej katastrofą. Obrzuciwszy Ninę nienawistnym spojrzeniem, odwróciła się na pięcie i szumiąc krynoliną wyszła, trzasnąwszy drzwiami. Aleks odprowadził ją wzrokiem, a potem zwrócił się z niemym pytaniem w stronę Niny. Na jego twarzy dostrzegła ponury cień. Hrabina Tekla również była zgorszona tą sceną.
- Moje dziecko. – odezwała się tonem tak poważnym, jakim jeszcze nigdy do Niny nie mówiła. – Jeżeli żywisz do Paulinki jakieś pretensje, to zechciej i nas o tym poinformować. Mamy prawo wiedzieć, o co ją obwiniasz. Twoje zachowanie było niegrzeczne. Chyba zdajesz sobie z tego sprawę.
Lecz Nina nie patrzyła na nią, tylko na Aleksa siedzącego w posępnej zadumie. Dla jego dobra nie mogła ujawnić haniebnego romansu Pauli. Zbyt dobrze pamiętała, jak zareagował w czasie rozmowy z żoną, podsłuchanej przez nią w bibliotece. Wtedy o mało Pauli nie zabił. Jak zachowałby się obecnie, dowiedziawszy się o tej potwornej miłostce? Nie, doprawdy źle się stało! Po fakcie pożałowała wypowiedzianych w gniewie słów.
- Przepraszam. – szepnęła zbolałym głosem, przybierając postawę skromnej, dobrze wychowanej panienki. – Ta choroba źle wpłynęła na stan moich nerwów. Proszę mi wybaczyć. – dygnęła i usiadła, spuszczając oczy.
- Na mnie już pora. – Aleks podniósł się, złożył ukłon ciotce i nie obdarzywszy Niny nawet spojrzeniem, wyszedł.
Hrabina Tekla z zatroskaną miną powróciła do szydełkowej robótki. Do sypialni weszła Jaga, zjawiająca się zawsze we właściwym czasie, a Nina narzekając na ból głowy położyła się do łóżka.
1Influenza – dawna nazwa grypy.
2Mignon – Pieszczoszek Mignonne – Pieszczoszka.