poniedziałek, 29 lutego 2016

Zwierzenia i domysły.


  29 luty 2016 r.
Po burzy kolejne dni zrobiły się tak ciepłe i świetliste, że pani hrabina Tekla czując się nieco lepiej, wyraziła chęć spaceru. Nina zabrała ze sobą pled i ująwszy chorą damę pod ramię, ostrożnie sprowadziła ją po schodach tarasu do parku. Szły powoli alejami, pomiędzy drzewami kwitnących różowo magnolii, mijając klomby pełne barwnych kwiatów. Chora dama wdychała z rozkoszą wonne powietrze, w płuca zniszczone nieubłaganą chorobą. Wraz z nadejściem wiosny, zdrowie hrabiny nagle się pogorszyło. Nasiliły się ataki kaszlu, zaczęła pluć krwią i słabła z każdym dniem. Straciła apetyt, źle spała, lekarze nie robili już nadziei na polepszenie. Dodatkowo osłabiały ją krwotoki.
Nina nie chciała pogodzić się z okrutną prawdą. Dałaby wiele, żeby to Paula dostała suchot i przeniosła się na tamten świat, uwalniając męża od swojej osoby. Niestety, były to tylko jej pobożne życzenia. Prowadząc panią Teklę, słyszała jej ciężki oddech. W wychudzonej twarzy chorej, gorączkowo błyszczały zapadnięte oczy. Pragnąc czymś zająć jej uwagę, zaczęła opowiadać zabawną historyjkę. Hrabina słuchała jej z uprzejmym zainteresowaniem. Wtem przystanęła i wskazała granitową ławkę stojącą pod posągiem fauna, przy rabacie pełnej kolorowych krokusów i bratków.
- Usiądźmy, Nineczko – rzekła zdyszanym głosem.
- Ciotunia zmęczona? – przestraszyła się Nina, widząc jej woskowożółtą twarz i mocne wypieki na chudych policzkach. – Zaraz zawołam służbę i przeniesiemy ciotunię do domu.
- Nie dziecinko, tu jest tak cudnie. Ptaki śpiewają i kwiaty pachną. Usiądziemy.
Nina przykryła ławkę pledem i pomogła chorej zająć miejsce. Sama usiadła obok i z ulgą zauważyła, że szybki oddech chorej uspokaja się, a ona z zachwytem wodzi dookoła wzrokiem pełnym słodkiej rezygnacji. Nad nimi marmurowy faun grał na syrindze, wabiąc niewidzialną nimfę.
- Mój Boże. – szepnęła pani Tekla. – Świat na wiosnę jest taki piękny, wszystko budzi się do życia, a ja muszę odejść. Powinno się umierać zimą, kiedy nie ma kwiatów, zieleni i słońce rzadko świeci.
- Nie, błagam, niech ciotunia tak nie mówi. – miękko powiedziała Nina, ujmując jej rękę i tuląc ją do serca. - Przed ciotunią jeszcze wiele lat życia.
- Przepraszam, córeńko. – hrabina uśmiechnęła się pogodnie. – Zebrało się starej babie na filozofię. Nie o tym chciałam mówić. Nino, czy wierzysz, że kocham ciebie jak córkę, której mi Bóg odmówił?
- Naturalnie. – Nina zdziwiła się tym wstępem.
- Wiesz, że długo już z wami nie będę.
- Ciociu, ja nawet o tym słyszeć nie chcę!
- Nie przerywaj mi kochanie, bo to nieładnie. – łagodnie upomniała ją hrabina. – To było do przewidzenia. Przeziębiłam płuca na Syberii i musiało się tak skończyć. Ale to nie jest ważne. O ciebie się martwię, dziecinko. Widzę, że coś ciebie trapi i z całej duszy pragnę ci pomóc. Nino, zaufaj mi. Wkrótce odejdę i nikt nie dowie się o naszej rozmowie. Co wydarzyło się w ten wieczór, kiedy zachorowałaś? Bo od tego wszystko się zaczęło, prawda?
 
Dama polska w żałobie narodowej.
Nina milczała, kurczowo zaciskając palce. Pragnęła z całej duszy pociechy i mądrej rady. Te niepowodzenia, wykręty, bardzo ją męczyły, bo nie chciała mieć przed hrabiną sekretów. Ale czy taki anioł jak hrabina, zdolny jest ją zrozumieć? Czy nie potępi jej i nie odwróci z odrazą? Lecz jeśli nie ona, to kto jej wysłucha i wskaże drogę ratunku?
- A może ty mi nie ufasz, kochanie? – pani Tekla położyła wychudzoną, delikatną dłoń na jej ręce. – Nie zamierzam wymuszać zwierzeń. Pragnę ci tylko pomóc.
- Mój Boże, ja przecież ufam ciotuni, jak nikomu na świecie, ale bardzo się wstydzę mówić o pewnych sprawach.
. - Mów, córeńko. - stara dama pieszczotliwie poczochrała jej włosy. -Wiele w życiu widziałam i nic nie zdoła mnie zdziwić, czy zaskoczyć. Zrzuć ten ciężar z piersi. Nie wiem, czy zdołam ci pomóc, ale z pewnością poczujesz się odrobinę lepiej.
Przez jakiś czas Nina zmagała się z sobą, nie wiedząc od czego zacząć. Cichym, drżącym z emocji głosem, zaczęła opowiadać o Pauli, poczynając od jej bezczelnej propozycji schadzki z Woroncewem. Wspomniała o bankiecie w kasynie, pojedynku i spotkaniu Wielenina w Kielcach. Opuściwszy nisko głowę, przyznała się do schadzki z nim w Makowie, o jego ostrzeżeniach i namiętnym pożegnaniu. Mówiła jednym tchem, jakby zerwała się w niej jakaś tama.
 - Ciotuniu, jestem taka zagubiona… Siedziałam na tej fontannie i chciałam umrzeć. Wiem, że bardzo zgrzeszyłam, ale czy naprawdę nie ma już dla mnie ratunku? Ciociu, błagam, proszę mi pomóc! – łzy spływały jej po policzkach i spadały na mocno zaciśnięte dłonie. Hrabina wysłuchała jej, nie przerywając ani jednym słowem. Westchnęła ciężko, wyjęła chusteczkę i sama wytarła Ninie oczy, a potem czule pogładziła ją po policzku.
- Moje drogie dziecko. – wyszeptała, przejęta trwogą. – To mi się wprost w głowie nie mieści. Paula!... Nigdy nie miałam o niej pochlebnego zdania, ale żeby była zdolna do takiej niegodziwości? Zastanawiam się, czy nie powtórzyć tego Olesiowi.
- Na miłość boską, ciociu, nie! – zawołała Nina ze strachem. – Mogłoby dojść do tragedii, ja tego nie chcę!
- Tak, masz rację. Oleś mógłby się zachować bardzo impulsywnie, a nie powinien drażnić tej kobiety. - hrabina dostrzegła zdumione spojrzenie Niny i pokiwała głową: - Nie sądź, że on nie widzi występków Pauli i nie myśl, że jest słaby.... – zawahała się i ponownie westchnęła. – Ale to już jego prywatna sprawa. Dziecko, dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? Gdybym wiedziała do czego ta kobieta jest zdolna, nie pozwoliłabym ci mieszkać w Makowie. Matko Boska, jakbym była silniejsza, natychmiast wyjechałybyśmy do Warszawy. Ale jestem już słaba, niezdolna do niczego. Mój Boże…Odniosłam wrażenie, córeńko, że ten pan Wielenin nie jest ci obojętny.
- Nie jest. – Nina nie wyobrażała sobie, że mogłaby skłamać, patrząc w pełne miłości oczy starszej pani. – Nie powinnam była pozwolić mu na poufałość. Wiem, że grzeszyłam, lecz kiedy on mnie całował, to było mi tak dziwnie.... przyjemnie! – rzewnie pociągnęła nosem. – Pewnie myśli ciocia, że jestem bardzo zepsuta.
Pani Tekla spojrzała na nią uważnie i widząc jej zbolała buzię, niespodziewanie roześmiała się tak dźwięcznie i serdecznie, jakby nie była bliską śmierci, schorowaną kobietą, lecz rozbawioną młodą dziewczyną.
  - Przepraszam, Nineczko, że się śmieję, ale jesteś tak uroczo naiwna. Pomyśl, kto zechciałby się całować, gdyby to nie sprawiało mu przyjemności? Nie czyń sobie wyrzutów. Co prawda, nie wypada młodej panience samej spotykać się z mężczyzną i pozwalać mu na karesy, ale stało się i nie ma co rozpaczać. Widocznie ten biedak stracił głowę, lecz mimo wszystko wydaje mi się człowiekiem honoru.
Młoda panna w żałobie narodowej
- Tak, on mi się oświadczył.
- A ty mu odmówiłaś? Dlaczego? Wszakże mogłabyś go poślubić.
- Ciociu, przecież on jest Rosjaninem! – zauważyła zdumiona Nina.
- Dziecko, kiedy dwoje ludzi szczerze się kocha, ich narodowość jest sprawą drugorzędną. A on ciebie kocha, bo inaczej nie ryzykowałby dla ciebie życia.
Nina spuściła głowę na piersi i zamyśliła się, potem westchnęła i rzekła:
- On mi się bardzo podoba, ciotuniu, ale ja go nie kocham. Oddałam serce innemu i nigdy nie wyjdę za mąż. Żałuję, że musiałam zranić pana Wielenina. Pani Tekla skinęła głową, lecz nie zadała jej ani jednego pytania więcej, tak, jakby skrywane uczucia Niny nie były dla niej tajemnicą.
Schorowaną twarz starszej pani, opromienił ciepły uśmiech.
- Życie przed tobą, dziecinko. Modlę się codziennie, żeby było szczęśliwe.
Nina przysunęła się do niej bliżej i ujęła obie ręce chorej.
- Ciotuniu, muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego. – odezwała się z powagą. – Tej nocy, kiedy zachorowałam, usłyszałam jakieś głosy. Wyszłam z pokoju i spostrzegłam, że w sypialni Pauli drzwi są uchylone. Przypomniałam sobie, co mi powiedział pan Wielenin i zajrzałam do środka. Ciociu, tam był Rafał Żabiec! On jest jej… oni spotykają się po kryjomu! – dokończyła szeptem.
Po twarzy hrabiny przemknął skurcz bólu. Zakaszlała i przyłożyła chusteczkę do ust. Na batyście pozostał ślad krwi.
- Wiem. – rzekła z trudem, chrapliwym głosem. – Nikomu o tym nie mów! Ten nieszczęsny chłopak chyba szuka śmierci! Nina wpatrywała się w nią z najwyższym zdumieniem. Jakim sposobem pani Tekla, nie wychodząc prawie ze swoich apartamentów, wie o romansie Pauli i Żabca?
Ale nie ośmieliła się spytać ją o to.


                   -------------------------------------
Władze konspiracyjne w Warszawie postanowiły, że święto 3 Maja, tego roku będzie miało szczególnie uroczystą oprawę. Pomimo stanu wojennego, na jeden dzień przestanie obowiązywać żałoba narodowa. W kościołach miały się odbyć uroczyste msze za ojczyznę, a w domach prywatnych bale i patriotyczne imprezy. 
 Kościół w Sarnikach dekorowały panny i damy z okolicznych dworów. Plotły wieńce z kwiatów i gałązek świerkowych, a dokoła głównego ołtarza zawieszano girlandy i wstęgi biało-amarantowe. Z oranżerii makowskiej przywieziono kwitnące drzewka pomarańczowe, a z ogrodu zimowego najpiękniejsze kwiaty, strojąc nimi stopnie ołtarzy. Zosia Siekielska powiadomiła Ninę, że nie przyjedzie, bo będąc w pierwszych miesiącach ciąży czuła się niezdrowa. Zastąpił ją Tadeusz, ale przyjechał tak późno, że najważniejsza część pracy była już zrobiona. Wszedł do kościoła i zobaczywszy Ninę stojącą na drabince, chwycił ją pod boki, postawił na nogach i skradł jej całusa.
 
- Tadek, radzę ci, trzymaj łapy przy sobie! – mruknęła surowo, udając gniew. – Bo powiem trusi, a kiedy obie weźmiemy się za ciebie, będzie ci ciepło!

- To dlaczego wyglądasz tak ślicznie i stanęłaś na drabinie, pokazując zgrabne nóżki? – odparł z bezczelnym uśmiechem. – Sama mnie sprowokowałaś. Mężczyzna ma prawo sobie pomarzyć.
- Ostrzegam, marz wyłącznie o żonie! A teraz okaż się dżentelmenem i właź na drabinę. Trzeba założyć tę girlandę na figurze świętego Wojciecha. Ja muszę odsapnąć, bo już pleców nie czuję, a przy okazji obejrzę sobie twoje chude odnóża! – zachichotała.
- Młoda wiedźma! Czy ja mam chude nogi? – z oburzeniem spojrzał na Ninę. – Zosi się podobają.
- Mówi tak z grzeczności. Pardon, nie masz chudych nóg, tylko krzywe, jak każdy koniarz. – odpaliła złośliwie. – No, dobrze, już dobrze, jesteś zgrabny jak Apollo. Ale bierz się do pracy, bo ja muszę odetchnąć świeżym powietrzem.
Tadeusz wlazł na drabinę i z góry pokazał jej język. Zaśmiała się i wyszła z kościoła, wąską ścieżką podążając do sadu. Od ciągłego wyciągania rąk w górę, bolały ją ramiona, plecy i była zmęczona. Pocieszała się myślą o balu w makowskim pałacu, mającym się odbyć 3 Maja. Młodzi panowie już zamawiali sobie u niej tańce. Miała nadzieję, że i hrabia poprosi ją o kilka walców. Usiadła na ławeczce, pod ślicznie kwitnącą jabłonką i wsparta plecami o pień drzewa, zamyśliła się, lecz wkrótce z rozkosznych marzeń wyrwał ją odgłos pędzącego galopem konia. Po chwili zatrzymał się przy płocie. Był zmęczony, bo Nina słyszała jego ciężki oddech. Zaintrygowana, wstała z ławki i rozchyliła gęste gałązki gęstego krzewu bzu. Z trudem powstrzymała głośny okrzyk zdumienia, na widok zsiadającej z konia Pauli. Hrabina rozglądała się bacznie i nadsłuchiwała. Potem uniosła powłóczysty tren amazonki, skradającym się krokiem weszła do sadu i zatrzymała się przy furtce. Widocznie czekała na kogoś, bo bawiąc się szpicrutą, spojrzała w stronę plebanii. 
 Nina obawiając się, że może być przez nią zauważona, cofnęła się ostrożnie za wielki krzak bzu, jednak Paula była czymś tak mocno zajęta, że nawet nie spojrzała w jej stronę. Po jakimś czasie drzwi plebanii uchyliły się i z sieni wyszedł Rafał. Rozejrzał się i stawiając wielkie kroki, pośpieszył do sadu.
- Nareszcie jesteś! – syknęła Paula ze złością. – Miałeś tu na mnie czekać. Masz? – niecierpliwym gestem wyciągnęła do niego rękę.
Żabiec sięgnął do kieszeni sutanny i wyjął chustkę do nosa, zawiązaną na supełek. Podał ją nieśmiało hrabinie. Rozwinęła chustkę i skrzywiła się z pogardą.
- Tylko tyle? To same grosze!
- Nie mam więcej, mój aniele. To uboga parafia. – szepnął pokornie.- Ale ja się postaram. W święto będzie odpust, ludzie są wtedy hojniejsi. – zapewnił ją pośpiesznie.
- Nie zamierzam czekać do świąt! – oświadczyła gniewnie. – Jakbyś nie był takim pobożnym głupcem i posłuchał mojej rady, mielibyśmy mnóstwo pieniędzy.
- Nie! Ja nie mogę tego zrobić, to wielki grzech! – zawołał wzburzony, ujmując ją za rękę.
- Jesteś tchórzem, nie mężczyzną! - krzyknęła, z twarzą wykrzywioną grymasem wściekłości. - Powiedz to jeszcze raz, a skończy się nasza miłość i więcej mnie nie zobaczysz! - gwałtownie wydarła mu rękę i nie obdarzywszy Rafała nawet spojrzeniem, wyszła z sadu i dosiadła wierzchowca.
Żabiec stał z bezradnie opuszczonymi ramionami i patrzył za nią, pobladły i zmartwiony.
-----------------------------------------