poniedziałek, 14 marca 2016

Kto chciał ją zabić?


14 marca 2016 r.
Pewnego dnia Nina leżała na balkonie i energicznie broniła się przed nianią, próbującą wmusić w nią kolejną łyżkę bulionu, zaprawionego żółtkami. Jaga cierpliwie namawiała ją do jedzenia, a ona krzywiła się i połykała bulion, targując się o każdą łyżkę.
- Nianiu, już więcej nie mogę! - sapała przesadnie.
- Możesz! - zapewniała ją Jaga, przybierając surową minę.- Zjedz jeszcze kilka łyżek. Słoneczko, to taki zdrowy bulion. - głos niani stał się przymilny. - Pan Szymon doprawił go świeżutkim masełkiem i koperkiem. No, jedz, nie kręć noskiem...
- Nie chcę!
Jaga mruknęła coś ze złością i z westchnieniem odstawiła talerz.
- Nie to nie. - z właściwą sobie chytrością prędko zmieniła taktykę. - Ja chcę dla ciebie jak najlepiej, bo ta choroba bardzo cię zmieniła. Wychudłaś, zbladłaś i wyglądasz jak mara. Wczoraj nawet pan hrabia przypatrywał ci się z litością. No, ale jeżeli sama chcesz brzydko wyglądać, to ja już nic na to nie poradzę. - ponownie westchnęła, przybierając smutną minę.
Nina momentalnie wyprostowała się i popatrzyła na nią z obawą.
- Naprawdę tak zbrzydłam? - zapytała podejrzliwie. Ale Jaga wyglądała na szczerze zatroskaną jej wyglądem. - Nianiu, podaj mi, proszę, lusterko!
- Nie! Lepiej nie patrz... Najpierw zjedz bulion. Co za nieznośna dziewczyna. Kotuniu, jeszcze dwie łyżki i dam ci spokój.
Nina poddała się i przybierając zrezygnowaną minę dokończyła jeść bulion, uznawszy że jej uroda warta jest takiej ofiary. Rozległo się dyskretne pukanie i do pokoju wszedł Paweł oznajmiając, że stajenny Maciek doprasza się widzenia z jaśnie panienką.
- Panienka chora, niech przyjdzie kiedy indziej! - oświadczyła niezadowolona Jaga.
- Ależ ja się dobrze czuję! - zawołała przekornie Nina. - Niech go Paweł wprowadzi!
- Tylko się nie przemęczaj. - ostrzegła niania. - Przejdę się do oranżerii, bo ogrodnik mówił, że są już inspektowe truskawki. Przyniosę ci trochę, z cukrem i śmietaną.
Minęła młodego masztalerza, stojącego na środku pokoju z rozchylonymi ustami. Na jego twarzy malował się zachwyt i zawstydzenie. Zmieszany, przygładził dłonią zmoczone wodą włosy i miął w rękach czapkę. Paweł wprowadził go na balkon i na dany przez Ninę znak, odszedł.
- Przyszedłeś mnie odwiedzić, Maciuś? - spytała przyjaźnie. - A jak się sprawuje moja Mignon? Mam nadzieję, że codziennie ją objeżdżasz, żeby się nie zastała.
Ośmielony chłopak odetchnął swobodniej.
- Klaczka zdrowa, ale widać tęskni za swoją panią. - patrzył na nią jakby z wyczekiwaniem, a może rozpaczliwym błaganiem.
- Chciałeś mi coś powiedzieć, prawda ? Jeżeli masz kłopot, to chętnie ci pomogę. - zachęciła go życzliwie.
Odetchnął ciężko, jakby nabierał powietrza przed skokiem do wody.
- Dopraszam się łaski, jaśnie panienko! - wyrzucił gwałtownie. - Zara, jak jaśnie panna z konia spadła, to jaśnie pan dziedzic powiedział, że to moja wina, bo pewnie źle popręg zapiąłem. A juści! - żałośnie pociągnął nosem i nerwowo przygładził włosy, żeby się nie jeżyły. - Bogiem się świadczę, że uprząż zapięta była jak trza! Niechże się z tego miejsca nie ruszę, jeślim zełgał! Od małego w stajni służę, bo i tatulo byli stajenni u starego jaśnie pana hrabiego. Przecie wiem, że z koniem żartów nie ma. Człowiek spadnie, kark chrupnie i trup!
Nina skinęła głową, słuchając go z uwagą. Chłopak był ambitny, służbista, końmi zajmował się z prawdziwym zamiłowaniem. Ostatnio oboje bardzo się zaprzyjaźnili i Maciek uważał się za jej opiekuna.
- Jeślim zełgał, niech mi dobry Pan Jezus kulasy połamie! - wołał coraz głośniej, bijąc się pięścią w szerokie piersi. - A gdzieżbym ja miał sumienie i skrzywdził moją najśliczniejszą panieneczkę? Jak jaśnie panienka do nas nastała, to sam jaśnie pan hrabia przykazał mi, żebym na jaśnie pannę uważał, co by się jej jakaś krzywda od koniów nie stała, albo coś inszego... A dziś już mi pan koniuszy zapowiedział:"Maciek, źle służysz i wyleję cię z roboty na zbitą mordę!" O Matko święta, mało mnie krew nie zalała, aż mnie coś w dołku sparło z żałości. Słodki Jezu, taka krzywda mnie spotkała, niewinnego. Ale swojego dowieść nie mogłem, bo jak? - westchnął spazmatycznie i potargał przylizane włosy. - Ale Pan Jezus je miłosierny, nie pozwolił niewinnego pokrzywdzić. - prawił coraz bardziej zdenerwowany. - Rankiem, wielmożny pan rządca wybierał się do miasteczka i kazał sobie przygotować powozik, bo w jego bryczce oś pękła. W powózce pod siedzeniem leżało siodło jaśnie panny i na moje wyszło! - sięgnął po przyniesiony z sobą duży przedmiot, owinięty końską derką i z tryumfem pokazał go Ninie. - O, niechże jaśnie panienka sama zobaczy. Czy popręg był źle był przypięty?
Wskazał palcem urwany rzemień popręgu, mocno przypięty klamrą.
- Widzi jaśnie panienka? Urżnięty! Pod samym siodłem urżnięty! Jakem zakładał siodło, to tego nie było widać, bo chytrze zrobione. Widzi jaśnie panienka?
Nina wzięła siodło i obejrzała je dokładnie. Klamra była starannie zapięta, lecz przy samym siodle rzemień przecięto ostrym narzędziem, widać w pośpiechu i tak niedbale, że widoczne były zęby na źle przeciętej skórze.
- Na mój rozum, jakieś ścierwo chciało, żeby popręg puścił dopiero przy skoku konia. Ano, nie dziwota, że jaśnie panna spadła, ale Bóg uchronił od nieszczęścia.
Wpatrywała się w siodło cała drżąca, nie mogąc wprost uwierzyć w to, co zobaczyła. Skuliła się z przerażenia wyobraziwszy sobie, jaką śmierć chciano jej zgotować. Boże, komu zależało na tym, aby złamała sobie kark? Prawdziwym cudem przeżyła groźny upadek. Biedny Maciek oberwał od Aleksa za cudzą zbrodnię. Opanowała strach i spojrzała na niego serdecznie.
- Jest mi bardzo przykro, że niewinnie zostałeś skrzywdzony. Obiecuję ci, że jeszcze dziś porozmawiam z panem hrabią i z koniuszym. Nikt z pracy cię nie wyrzuci. Podaj mi, proszę, torebkę. Leży w pokoju na stoliczku.
Posłusznie przyniósł jej torebkę. Wyjęła z portfelika pięćdziesiąt rubli i podała je chłopcu. Wziął pieniądze ociągając się, wcale nie okazując radości, mimo, że była to duża kwota. Zmarszczył z namysłem gęste jasne brwi, uparcie wpatrując się w Ninę.
- A co z moją krzywdą? - spytał z oburzeniem. - Pokażę jaśnie panu i panu koniuszemu siodło, niech wiedzą, że ja sumiennie pracuję! - jego twarz zwykle pogodna, ściągnęła się wyrazem mściwej zawziętości.
- Czy wiesz, kto to zrobił? - odezwała się, wskazując palcem siodło.
- Nie wiem, ale się dowiem! Jak dostanę ścierwo w swoje ręce to....
- Maciek, mądry z ciebie chłopak, ale teraz tak mówisz, jakbyś się z głupim przez ścianę macał! Jeżeli zaczniesz opowiadać o przeciętym popręgu, zrobi się hałas. Wtedy ktoś może zechce zamknąć ci usta, rozumiesz? Dopóki wszyscy myślą, że to był tylko wypadek, ktoś jest spokojny o swoją skórę.
Chłopak podrapał się frasobliwie po jasnej czuprynie i zamrugał powiekami.
- Co mam nie rozumieć? Przecie swój rozum mam. Ale ludzie dalej będą gadać, że źle popręg przypiąłem. Niedoczekanie!
- Maciek, zaraz poproszę tu pana koniuszego i powiem mu, że siodło było szyte zetlałymi nićmi i popręg sam się urwał, chociaż klamra była dokładnie zapięta. To samo powtórzę panu hrabiemu. Jeszcze dostaniesz nagrodę za dobrą służbę. Usiądź! - wskazała mu róg kanapki widząc, że chłopak cały trzęsie się z nerwów. - Już dobrze, uspokój się. Prawda kiedyś wyjdzie na jaw. Postaraj się przypomnieć sobie, czy przed naszym spacerem nie było w stajni kogoś obcego?
Namyślał się, potem energicznie potrząsnął głową.
- Żywej duszy nie było, jaśnie panienko. Od rana siedziałem przy koniach, to wiem. - zaczął miętosić w rękach czapkę. - Przecie obcego pogoniłbym ze stajni widłami!
- Zupełnie nikt nie przychodził? Nawet z pałacu?
- Nie, jaśnie panienko. - powiedział stanowczo. - Rano objeżdżałem trochę jednolatki, potem pan koniuszy kazał mi obroku do żłobów nasypać, bo już koniska o puste żłoby zębami dzwoniły. Trza było Kreta wyczyścić, bo się zapaskudził. Potem siodłałem konie z Wojtkiem Grulą dla jaśnie państwa i tyle.- spojrzał na nią i umilkł.
- Trudno. - westchnęła. - Siodło zostanie u mnie, bo chcę je mieć pod ręką. Idź, Maciuś z Bogiem, nie zapomnę o tobie. Pamiętaj, nikomu ani słowa, bo to się może źle skończyć, dla ciebie i dla mnie!
- Pary z gęby nie puszczę, jaśnie panienko. - obiecał i wyszedł zamyślony, przygryzając usta i marszcząc brwi.
  Nina sięgnęła po siodło i raz jeszcze obejrzała je z uwagą, dotykając palcem przeciętej skóry. Była tym odkryciem tak wstrząśnięta, że w tej chwili nic dla niej nie miało znaczenia. Pragnęła jeszcze tego dnia opuścić Maków. A może to był czyjś głupi, sztubacki żart? Nie miała odwagi nikogo podejrzewać o ten zbrodniczy czyn, ale zaczęła się naprawdę bać. Pomimo to, nie zamierzała z nikim dzielić się tym odkryciem, bo Aleks natychmiast wszcząłby śledztwo, które mogło mieć tragiczne następstwa. Wolała wyjechać z Makowa.
Roztrzęsiona, zaledwie tknęła truskawki z wanilią i bitą śmietaną przyniesione przez Jagę, chociaż je uwielbiała. Przez cały czas niania obserwowała ją badawczo, aż Nina pod jej przenikliwym wzrokiem zaczęła się niespokojnie kręcić.
- No dobrze. - mruknęła Jaga. - A teraz powiesz mi bez wykrętów, co jest między tobą, a panem hrabią! Ale jak na spowiedzi!
Nina przypomniała sobie, że poprzedniego dnia Jaga nakryła Aleksa, jak ją całował. Wprawdzie był to niewinny pocałunek w policzek, lecz długi i czuły. Jaga udała, że niczego nie widzi i wyszła z pokoju, ale Nina dobrze ją znała i była przekonana, że kochany uparciuch przy najbliższej sposobności powróci do tego tematu.
- Kiedy tak naprawdę, to między nami nic nie ma. - oznajmiła Nina z nutką żalu w głosie.
- Nie kłam! Całował ciebie. Nina, czy on próbuje namawiać cię do jakichś nieskromnych rzeczy?- badała Jaga, przybierając minę inkwizytora.
- Rany boskie, nianiu! - zawołała Nina z takim akcentem szczerości, że Jaga natychmiast jej uwierzyła. - On mi wyraźnie powiedział, że mogę być tylko jego żoną, niczym więcej.
Jaga odetchnęła z ulgą.
- Powinnaś być mu wdzięczna za te słowa. To znaczy, że szanuje ciebie, ale i jemu nielekko, więc lepiej, jak szybko stąd wyjedziemy. Nie powinien cierpieć przez ciebie, ty zalotnico!
- No wie, niania? - prychnęła Nina z gniewem. - Dobrze ci mówić. Paula może jeszcze pożyć sto lat. Na co mam czekać? Czy nie lepiej czerpać z życia, dopóki się jest młodym i kochanym?
- Nie kończ! - groźnie ucięła Jaga. - Czy ty nie masz ambicji, dumy rodowej? Taka nędzna kreatura, taka wycierucha, została panią hrabiną, a ty, wnuczka senatorów, rycerzy, krewna biskupów, zamierzasz zostać jego kochanką? Oddać się gdzieś potajemnie, jak wiejska dziewucha na sianie? Oj, mam szaloną ochotę przyłożyć ci trzepaczką! Jak wyzdrowiejesz, poklęczysz z pół godziny, bez poduszki!
- Nie krzycz na mnie, nianiu! - Nina chlipnęła, pociągając żałośnie nosem. - Och, boli mnie! - jęknęła, chwytając się za bok.
Jaga w jednej chwili zapomniała o gniewie i z prawdziwie matczyną troskliwością zaprowadziła ją do łóżka i pomogła się położyć. Podała jej zioła do picia i płatkiem płótna zwilżonym w chłodnej wodzie, przetarła wilgotną z potu twarz Niny. Tego dnia nie rozmawiały więcej na ten temat.