środa, 30 marca 2016

Kto zapala nocą światło w kaplicy grobowej?


30 marca 2016 r.
Dopiero przy obiedzie Aleks spostrzegł jego nieobecność.
- A gdzie się podziewa nasz doktorek? Chciałem sobie zagrać z nim w szachy.
Nina tak gwałtownie przełknęła kęs polędwicy, że o mało się nim nie udławiła. Uprzedzając panią Salomeę, rzekła pośpiesznie:
- Jaś musiał zajrzeć do Brzezińca, bo Zosia trochę słabuje. Nie będzie chyba na kolacji. Kazał państwa przeprosić.
- Dziwne. - Aleks dobrał sobie z salaterki sałaty - Spotkałem dziś w Bodzentynie pana Tadeusza, ale nie wspominał, że żona źle się czuje.
- Może się krępował. - bąknęła Nina, uparcie wpatrując się w talerz. - W drodze powrotnej Jaś pewnie wpadnie do Sarnik, żeby zbadać wuja i przepisać mu lekarstwo.
- Rozumiem! - Aleks kpiącym uniesieniem brwi dał jej do zrozumienia, że nie uwierzył w ani jedno jej słowo.
Pani Salomea wyglądała na zmęczoną, widocznie wrzaski Pauli ją również postawiły w nocy na nogi. Lecz jako osoba dobrze wychowana, nie zabierała głosu w tej sprawie. Nina też udawała, że je, mimo iż jedzenie rosło jej w ustach ze zdenerwowania. Przy deserze pani Borutyńska zaproponowała spacer po parku i sadzie.
Nina zgodziła się z przyjemnością.
- Wstąpimy do ogrodu warzywnego i przyniesiemy z inspektów truskawki na podwieczorek i szparagi na kolację. Panie Alku, czy wie pan, że Fatima się oźrebiła? Podobno przyszedł na świat ogierek. Ma być śliczny i już stoi na własnych nóżkach! A może ciocia zechce go zobaczyć?
  - Najchętniej, bardzo lubię konie. A pani hrabina nie przejdzie się z nami? - z tym pytaniem pani Salomea zwróciła się do Aleksa.
- Obawiam się, że to niemożliwe. Nie czuje się dobrze.
- Biedactwo! - starsza pani szczerze się zmartwiła. - A Jasia nie ma....Może należałoby wezwać lekarza? Nie powinna długo cierpieć.
"Spraw dobry Boże, żeby cierpiała jak najkrócej!" - pomyślała Nina zawzięcie i pośpieszyła Aleksowi z pomocą.
- To tylko migrena, cioteczko. Żaden lekarz tu nie pomoże. Hrabina często ją miewa i wtedy przez kilka dni nie wychodzi z pokoju.
Ciemne rzęsy Aleksa drgnęły i uniosły się, gdy posyłał jej wymowne spojrzenie.
- Tak, to przykra dolegliwość. Jeżeli panie przyjmą mnie do towarzystwa, chętnie pójdę obejrzeć noworodka. Uważam, że pani Salomea, jako nasz najmilszy gość, będzie miała przywilej nadania mu imienia.
- Jak to miło! - ucieszyła się dama. - Jeżeli on jest taki śliczny, jak wspominała Nineczka, to niech się nazywa Piękniś!
Jaś powrócił dopiero wieczorem. Nina czatowała na niego i zaraz wymusiła zwierzenia, dopytując się gdzie był i co robił.
- Byłem w Suchedniowie. Muszę teraz więcej na siebie uważać, bo pan Boruchin ma mnie na oku. - usiadł na kanapce i założył nogę na nogę.
- Na pewno nie! - zaprzeczyła Nina. - On zlekceważył ten anonim.
Jaś uśmiechnął się rozczulony jej naiwnością.
- Kiciu, z pewnością jestem śledzony. Sprawnikowi nie wolno zlekceważyć tego donosu. Będzie mnie obserwował i czekał aż popełnię jakiś błąd. Założę się, że już zasięgał informacji w Warszawie. Na szczęście nie jestem na policji notowany. Boruchin boi się narazić tak wpływowej osobie, jak pan hrabia, więc na razie czeka. Gdyby był większym służbistą, nawet dworskie koneksje pana hrabiego, nie uratowałyby mnie od aresztowania. Boruchin jest łapownikiem i bywa świnią, ale nie jest krwiożerczy ani okrutny. Otrzymuje niewielką pensję, ma pięcioro dzieci w wieku szkolnym i żonę w pretensjach. Woli na razie przymknąć oko, licząc na wdzięczność pana hrabiego przeliczoną w imperiałach.
- To może będzie lepiej, jak usuniesz się spod jego oka? - szepnęła Nina.
- Nie, teraz jeszcze nie mogę wyjechać. - Jaś wzruszył ramionami i zaczął z uwagą wpatrywać się w kwietny deseń na perskim dywanie.
- Ach, te wasze wieczne męskie tajemnice! - Nina gniewnie strzepnęła rękami. - Dobraliście się z panem Alkiem jak w korcu maku. Obaj wpędzicie mnie do grobu waszymi sekretami. Na szczęście pan Aleks nie miesza się do polityki!
- Dobranoc, kochanie. - powiedział Jaś z dziwną miną i uścisnąwszy ją wyszedł, tłumacząc się zmęczeniem.
Nina zamartwiała się o niego niemal do rana. Pamiętała, że w czasach dzieciństwa, Jaś osłaniał ją przed gniewem wuja i furią ciotki, biorąc na siebie jej przewinienia i przyjmując karę. Był jej najwierniejszym przyjacielem, powiernikiem i ukochanym braciszkiem. Następnego dnia pani Salomea wybrała się z synem z wizytą do Sarnik. Nina postanowiła pozostać w domu, nie tęskniąc do widoku ciotki Mari i wuja. Jaś nie pozwalał jej jeszcze dosiadać konia, więc wzięła kilka kostek cukru, jabłko, dwie marchewki i poszła do stajni, przywitać się z Mignon. Potem przechadzała się po parku z Grotem, otoczona sforą psów myśliwskich, które bardzo ją lubiły, bo po cichu je dokarmiała. Tam znalazł ją lokaj i poprosił do gabinetu, gdzie już czekał na nią hrabia. Grot podbiegł do pana, łasząc się, ale on odpędził psa niecierpliwym ruchem ręki.
  - Nino, doszedłem do wniosku, że powinnaś poznać wielki świat! Co powiesz na Rzym, Paryż lub Londyn? Porozmawiam z panią Salomeą i mam nadzieję, że zechce ci towarzyszyć.
Nina drgnęła, uświadamiając sobie z przerażeniem, że on obawia się aresztowania i chce ją uchronić przed represjami władz carskich. Utwierdziła się w tym przekonaniu, gdy dodał:
- Dostaniesz ode mnie dużo pieniędzy i weźmiesz z sobą klejnoty rodowe, listy zastawne i dokumenty nadania majątku. Aha, proszę, żeby na ten temat już nie było żadnych dyskusji! - oznajmił to tak apodyktycznym tonem, że Nina momentalnie się najeżyła. Na razie nie zamierzała wyjeżdżać z Makowa nawet do Warszawy czując, że nad jego głową zbierają się czarne chmury. Postanowiła, że cokolwiek zajdzie, ona będzie przy jego boku!
- Może uznasz za stosowne wyjaśnić mi, skąd ta nagła decyzja wysłania mnie w świat? Chcesz się mnie pozbyć? - zapytała, patrząc na niego zaczepnie.
- Usiądź i nie mów do mnie tym tonem!
- Przepraszam. Pragniesz żebym wyjechała, bo obawiasz się,że następny donos będzie dotyczył ciebie, prawda? Zamierzasz sam stawić czoła niebezpieczeństwu? Więc oświadczam ci, że krokiem nie ruszę się z Makowa. Jak zmusisz mnie siłą, to wrócę, usiądę pod bramą i będę głośno płakać! A ciocia Salusia także nie opuści Jasia teraz, kiedy był na niego donos! Aha!
- Ja sobie życzę żebyś wyjechała! - tupnął gniewnie nogą. - Jeżeli pani Salomea odmówi, pojedziesz z wojewodziną do Marienbadu. I nie próbuj wzruszać mnie płaczem! - ostrzegł, zauważywszy, że jej usta przybierają żałosny kształt podkówki.
- Nie pojadę! - oświadczyła z uporem, wysuwając dolną wargę.
- Pojedziesz!
- Nie, właśnie, że nie! - krzyknęła, zaciskając pięści. - Poza tym jestem jeszcze bardzo słaba po upadku z konia. Jako mój opiekun, nie powinieneś zmuszać mnie do męczącej podróży! - skłamała bezczelnie, patrząc mu prosto w oczy.
Założył ręce w tył i przypatrywał się jej w ponurym milczeniu.
- A wiesz, że ty jesteś czasami nie do wytrzymania? Mówił ci to ktoś, że bywasz nieznośna?
- Owszem, ty! Alek, posłuchaj mnie spokojnie i bez emocji. Paula zachowuje się jak szalona, bo nie ma pieniędzy na zakup swoich smakołyków. W tym przypadku pejcz nie pomoże, a tylko więcej ją rozwścieczy. Dlaczego ryzykujesz, prowokując ją do zemsty?
Na jego policzki wypłynął mocny rumieniec. Spostrzegła, że zadrżały mu dłonie, więc śpiesznie włożył je do kieszeni surduta.
- Nino, ja nigdy nie uderzyłem kobiety, nawet jej i brzydzę się przemocą. Ale ona jest jak gadzina, gotowa śmiertelnie ukąsić! Wyobraź sobie, jak ja się czuję, co za wstyd przed Borutyńskimi!Przecież oni nie są świadomi moich sekretów małżeńskich.
- Alek, czy ty jesteś zupełnie pewien, że to ona wysłała ten anonim? Paula potrzebuje pieniędzy i moim zdaniem zrobi teraz absolutnie wszystko, aby je zdobyć!
Zaczął nerwowo spacerować po pokoju, a jego rysy zdradzały ogromne napięcie.
- Posłuchaj! - rzekł wzburzony. - W ubiegłym miesiącu dałem jej dużo pieniędzy, ale miała długi i je straciła. Czy zdajesz sobie sprawę, że od początku roku wydałem już na nią ponad dziesięć tysięcy rubli? Jaki majątek wytrzyma długo podobne wydatki? Ale Pauli już nie wystarczają tysiące rubli, ona żąda dziesiątków tysięcy! Kiedyś miała jakieś przerwy w zażywaniu narkotyków. Teraz bierze już podwójne dawki, nawet potrójne i chodzi po nich nieprzytomna. Gdybym chciał spełniać jej wszystkie żądania, musiałbym sprzedać Maków. Chcesz tego? - wykrzyknął uniesiony gniewem.
Serce Nina momentalnie napełniło się nienawiścią do Pauli.
- Sprzedać Maków? O Jezu, nigdy!Przecież ona nie jest warta nawet jednej cegły z tych murów.
- Więc widzisz! - mruknął, patrząc na nią przeciągle, niemal oskarżycielsko. - Z każdym dniem staje się coraz więcej niepoczytalna i niebezpieczna. Nikt nie może przewidzieć, co jej przyjdzie do głowy.
- Może jest psychopatką? - przypomniała sobie medyczną nazwę choroby. - Czy ona jest naprawdę chora?
Prychnął ze złością.
- Człowiek, który z własnej woli niszczy swoje zdrowie, powinien być karany na równi ze zbrodniarzami. Ale w tym stadium, to już naprawdę jest ciężka choroba. Nieuleczalna i groźna dla otoczenia. Wkrótce zacznie dostawać ataków szału, trzeba ją będzie wiązać i pilnować. Nie chcę, żebyś na to patrzyła, powinnaś wyjechać.
- Nie nalegaj, bo nie wyjadę. Możesz mi mówić, że jestem nieznośna. A może udałoby się umieścić ją w jakiejś lecznicy?
- Bądź pewna, że nie zamierzam biernie oczekiwać na jej następny donos. - zakończył rozmowę.
Paula udawała chorobę i nie pokazywała się nikomu. Za to Jaś z powodzeniem grał rolę wesołego lekkoducha, bywając na wszystkich wieczorkach i uroczystościach rodzinnych, w sąsiednich dworach. Nina bała się o niego, lecz zapewniał ją ze śmiechem, że ma anioła stróża, strzegącego go przed zakusami policji. Nina czuła się na tyle dobrze, że Jaś pozwolił jej dosiąść konia i razem z Aleksem odbywali długie wycieczki, zwiedzając zabytki ziemi świętokrzyskiej. Razem obejrzeli ruiny zamku Krzyżtopór, zniszczonego przez Szwedów. Zamek wzniesiony dla wojewody Ossolińskiego, był prawdziwym cudem architektury, bo przedstawiał kalendarz. Posiadał 4 wieże, 12 sal, 54 komnaty i 365 okien. Nawet ruiny były imponujące, świadcząc o potędze rodu Ossolińskich. Aleks opowiedział jej, jak to Jerzy Ossoliński, będąc posłem króla polskiego do papieża w 1633 roku, wjechał do Rzymu z tak oszałamiającym przepychem, że zadziwił wieczne miasto. Jego konie gubiły na ulicach złote podkowy i złote ogniwa uprzęży, o które biła się gawiedź, a trzystu osobowy orszak siedział na wspaniałych koniach ubranych w pióra i diamenty.
Gdy hrabia był zajęty, Nina z Jasiem wyprawiali się do klasztoru na Świętym Krzyżu, aby pomodlić się w kościele klasztornym wsławionym bytnością władców polskich. Potem schodzili do podziemia i Nina składała bukiet biało-czerwonych róż na trumnie księcia hetmana Jeremiego Wiśniowieckiego, zwycięskiego wodza spod Konstantynowa i Beresteczka, pogromcy Chmielnickiego i ojca króla polskiego Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Dziwnym trafem ciało księcia znakomicie zachowało się w podziemiach i można je było zobaczyć przez szybkę wprawioną w trumnę.
24 czerwca przypadały imieniny Niny, a 22 obchodziła imieniny Paula. Aleks postanowił na część obu solenizantek wydać wielki bankiet, lecz bez tańców. Ale Paula zastrzegła, że nie weźmie w nim udziału, bo czuje się słaba. W noc poprzedzającą dzień imienin, Nina obudziła się nagle z mocno bijącym sercem. Od czasu influenzy miewała niekiedy napady duszności i musiała zaczerpnąć powietrza. Narzuciła na ramiona peniuar i wyszła na balkon. Do świtu było jeszcze daleko, a niebo usiane gwiazdami wróżyło piękną pogodę. 

Od stawu szedł rześki powiew, niosąc krzyki nocnych ptaków i kumkanie żab. Uspokojona ciszą ślicznej nocy letniej, oddychała głęboko wonią rozkwitających róż, jaśminów, lilii i słodko pachnącej maciejki. Obok bezszelestnie przemknęła sowa, mieszkająca gdzieś na strychu. Nina mimo woli śledziła wzrokiem jej lot. Ptak skierował się w stronę kaplicy grobowej. Nina zwróciła w tamtą stronę oczy i podskoczyła przerażona.
Okna kaplicy jaśniały słabym blaskiem!
Tym razem jednak, ten widok nie wywołał u niej tak porażającego lęku, jak poprzednio. Zdrowy rozsądek, jakim obdarzyła ją natura, kazał jej się domyślać, że to nie moce nadprzyrodzone, lecz ludzie spotykają się nocami w kaplicy i palą światło. Lekki uśmiech dostrzeżony na ustach Aleksa, upewnił ją, że musiał dobrze wiedzieć, co się w kaplicy dzieje. Powróciła do łóżka, rozmyślając nad tajemnicami mieszkańców tego pięknego pałacu.