wtorek, 26 kwietnia 2016

Nareszcie spowrotem w Makowie!


26 kwietnia 2016 r.
Przed kościołem stał powóz z Makowa, a na koźle siedział Maciek. Ujrzawszy panią, zeskoczył i przypadł do niej z wybuchem radości, całując ją po rękach i sukni
- Moja paniusieńka najśliczniejsza!… Ojej, chciałem rzec, jaśnie pani hrabina. Jużem się nie mógł doczekać, kiedy też jaśnie paniuleczka do nas powróci. Klaczka też tęskni za swoją panią, bo jak kto wejdzie do stajni, to ogląda się i rży.
- Maciuś! – Ninę także ucieszył widok ulubieńca. – Rana wygojona?
- Po ranie i śladu nie ma. A u nas tyle nowego. Bułana Alma oźrebi się niedługo. A pan koniuszy kazał mi układać Pokusę i Wicherka do zaprzęgu, żeby jaśnie pani mogła sama powozić. - wyrzucał z siebie nowiny jednym tchem.
- To wspaniale. Znowu zaczniemy razem jeździć konno. Widzę, że zabrałeś z sobą Tomka? – zauważyła.
Przy powozie stał wysoki jasnowłosy chłopiec, o wyjątkowo ładnych rysach twarzy. Pamiętała go z przedstawienia wigilijnego. Uśmiechnęła się do niego, onieśmielony podszedł i pocałował ją w rękę. Jednak cała jego uwaga skupiona była na osobie Aleksa. Wpatrywał się w niego bez przerwy, jak w bóstwo, z niemym uwielbieniem.
- Joli garçon1. – powiedziała po francusku do męża, gdy pożegnali proboszcza i wsiedli do powozu. – Dawno zauważyłam, że jest tobą zauroczony. Gdyby był dziewczyną, miałbym poważny powód do zazdrości. A wiesz, on jest nawet trochę do ciebie podobny. Z koloru włosów, rysów, figury…
- Coś takiego! – roześmiał się. – Podobno stryj i dziadek lubili ładne, zdrowe dziewczęta wiejskie. Brali je do łóżka, w celu poprawienia rasy swoich poddanych. – powiedział drwiąco.
- Alek! Mam ochotę trzepnąć cię parasolką za tę aluzję!
- Nie zapominaj, że ja mam laskę! Patrz, widać już Maków.
Nina porwała się z poduszek siedzenia.
- Rzeczywiści. Boże, jestem taka szczęśliwa! – wykrzyknęła podekscytowana.
Nie mogła się doczekać chwili, kiedy miną bramę wjazdową. Zerwała z głowy kapelusz, bo jej przeszkadzał w obserwacji i rzuciła go na siedzenie. Słabo przypięte warkocze opadły jej na ramiona i rozpuściły się, powiewając na wietrze. Próbowała upiąć je w węzeł, ale wymykały się spod palców.
- Nie potrafię sama dobrze się uczesać. – narzekała, chwytając ulatujące pasma. – Szpilki ciągle wypadają, a fryzura się nie trzyma. Nie masz pojęcia, jaki to kłopot z długimi włosami.
Aleks śledził każdy jej ruch rozkochanym wzrokiem.
- Promyczku, jesteś taka śliczna, że schrupałbym cię z miłości. – wyszeptał próbując ukraść jej całusa. – Kocham każdy twój włosek. Są dla mnie cenniejsze od złota.
Zarumieniona z radości, figlarnie połaskotała go w nos długim pasmem. Tymczasem powóz stanął przed bramą wjazdową. Nad nią lśniła tarcza herbowa Klonowieckich. Złota gwiazda na szyi orła, zdawała się mrugać do Niny przyjaźnie.
- To moja szczęśliwa gwiazda. – powiedziała. – Dopóki ona świeci nad bramą, w tym domu gościć będzie szczęście!
Z domku przy bramie wyszedł Świtała i kłaniając się młodej pani i panu, otwierał pośpiesznie obie połowy żelaznych wrót. Ninie przypomniał się nocny, ukradkowy wyjazd do Warszawy. Wtedy nie miała już żadnej nadziei na powrót do Makowa. Otworzyła torebkę, wyjęła lusterko i wręczyła je mężowi.
- Potrzymaj i nie patrz tak na mnie, bo pogubię szpilki i wysiądę cała potargana. – z nadąsaną minką przeglądała się w krzywo trzymanym lusterku. – Alek, chcesz mnie skompromitować? To brzydko korzystać z sytuacji, kiedy mam zajęte ręce, i nie mogę się bronić. Pokażę się ludziom rozczochrana, w rozpiętym staniku. No, puść mnie, chłopcy będą się z nas śmiali!
Powóz wjechał w ciemnozielony mrok alei lipowej. Nina nie mogła już usiedzieć na miejscu.
- Boże, jakże ja tęskniłam za Makowem! Nie mogę uwierzyć, że znowu tu jestem! Maciek, zatrzymaj konie. Chcę wysiąść!
Lekko zeskoczyła ze stopni powozu i trzymając męża za rękę, poszła szpalerem wysokich bukszpanów. Służba powiadomiona przez Stacha o przyjeździe państwa, oczekiwała ich przed pałacem. Tymczasem minął ich pusty powóz jadący do stajni. Dopiero po dłuższym czasie, ukazali się nowożeńcy. Roześmiana Nina w chmurze rozwianych włosów, niosła w objęciach ogromny bukiet kwiatów, mąż obejmował ją wpół, szepcząc coś do ucha.
 Na progu sieni zgromadzili się wszyscy domownicy i służba folwarczna, chcąc powitać państwa i złożyć życzenia nowożeńcom. Na progu Nina wpadła w ramiona stęsknionej niani. Pani ochmistrzyni powitała hrabiego i hrabinę, po staropolsku, chlebem i solą, a pan Bochniak wystąpił z oracją. Powitanie było bardzo uroczyste, składano państwu życzenia, były pocałunki i łzy radości. Walenty i Kumosia spłakali się jak bobry, a przed pałacem zagrała kapela wioskowa.
- Doczekaliśmy się naszego słoneczka, naszej ślicznej różyczki. Bogu niech będą dzięki! – szeptał stary kamerdyner, chyląc się jej do nóg. – Witamy w domu jaśnie oświeconą panią hrabinę.
Jaśnie pani hrabina machnęła ręką na konwenanse i ucałowała staruszka i Kumosię. Wielka sień, jak zwykle, wydała się jej olbrzymia, marmurowa posadzka przyjemnie chłodziła w upalny sierpniowy dzień. Przez otwarte drzwi wpadł do sieni oszalały z radości Grot. Z rozpędu skoczył na pana przednimi łapami i polizał go w policzek. Potem zaczął się łasić do Niny, przypadając do ziemi, skomląc i machając puszystym ogonem. Przytuliła mocno garnącego się do niej psa, pocałowała i pieszczotliwie wytargała go za uszy. Nie mogła się oprzeć chęci zajrzenia do dalszych pokoi. W wielkiej jadalni Walenty czuwał nad nakrywaniem stołu do śniadania, poganiając gderliwie Pawła. Z dalszych części domu, dochodziły wesołe, podniecone głosy służby. Odetchnęła. „To cudownie, że wszystko jest jak dawniej! - pomyślała uszczęśliwiona.
- Dokąd mam iść? – spojrzała pytająco na męża. – Podobno czeka mnie niespodzianka. Nianiu, gdzie moje pokoje?
- Niech Jaga nic nie mówi. – uprzedził Aleks. – Sam oprowadzę żonę po domu.
 Trzymając się za ręce, weszli po schodach na piętro, a za nimi biegł Grot, stukając pazurami po marmurowej posadzce. Nina ucichła i spoważniała. Wyobraziła sobie mroczny korytarz wiodący do „złotej komnaty” i przeszedł ją dreszcz. Nigdy więcej nie chciała wejść do tego pokoju, zamieszkałego przez ducha, który prześladował ją w snach. Aleks jakby odgadł jej myśli, bo zatrzymał się przed drzwiami wiodącymi do apartamentu Pauli. Szarpnęła się, chcąc wyrwać rękę z jego uścisku, ale trzymał ją mocno.
- Boże, tu mamy mieszkać? Ja nie chcę tam wchodzić! – dyszała z przerażenia. – Proszę, nie zmuszaj mnie do tego!
Nie zważając na jej błagania, prędko otworzył drzwi i wciągnął ją do środka. Zamknęła oczy bojąc się, że gdy znowu je otworzy, ze złotych ram spojrzy na nią Paula.
- Nie, ja nie chcę! To okrutne z twojej strony. Puść mnie! – zawołała, nie otwierając oczu i drżąc na całym ciele.
- Nino, opanuj się i zaufaj mi. – usłyszała spokojny głos męża.- Otwórz oczy.
Powolutku uchyliła powieki i wydała głośny okrzyk zdumienia. Znajdowali się w banalnym saloniku, obitym jasnymi tapetami. Nawet kominek został zlikwidowany, a na jego miejscu stał solidny piec z niebieskich kafli. Po „złotej komnacie” nie pozostał nawet ślad. Aleks uniósł jej głowę i zajrzał w oczy.
- Jestem okrutny?
Pochwyciła jego rękę i ucałowała ją z najgłębszą wdzięcznością.
- Zrozumiałeś mnie! O mój jedyny, nigdy nie czułabym się dobrze w naszym domu wiedząc, że w jej pokoju wszystko pozostało bez zmian. Ale co się stało z meblami? Przedstawiały dużą wartość.
- Kazałem je sprzedać. – odrzekł krótko, a ona nie ośmieliła się spytać, co zrobił z portretem. Teraz dom był całkowicie wolny od upiorów przeszłości i należał tylko do nich. Żaden obcy cień nie będzie snuł się nocami po „złotej komnacie”, zakłócając im słodycz miodowego miesiąca. Za to jej zielony pokój, do którego tak tęskniła w mieście, wyglądał jakby go przed chwilą opuściła. Na konsolce tykał zegar, a na stolikach zielone wazony pełne były barwnych astrów.
- Na tym piętrze będą teraz pokoje gościnne. – wyjaśnił Aleks biorąc ją za rękę, i sprowadził na parter.
- No, a gdzie jest nasze mieszkanie? – dopytywała się niecierpliwie.
- Jeszcze moment.
Poprowadził ją ku południowemu skrzydłu pałacu. Dawniej znajdowały się tam pokoje hrabiny Tekli oraz małe zaciszne saloniki. Teraz wszystko było przebudowane. Nina nie orientowała się nawet, gdzie się znajduje. Przystanęli w wytwornym przedpokoju, obitym kremowym adamaszkiem w brązowe kwiaty.
- Zamknij oczy. – powiedział Aleks. – Młodą panią przenosi się przez próg nowego mieszkania.
Posłusznie zacisnęła powieki. Aleks uchylił szerokie białe, podwójne drzwi, suto złocone. Potem wziął ją na ręce i zrobiwszy kilka kroków, zatrzymał się i postawił ją.
- A teraz powiedz mi, promyczku, czy ci się tutaj podoba.
 Uniosła powieki i zaniemówiła, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie sen? Znajdowali się w wielkiej sypialni. Ściany wybite bladoróżowym jedwabiem, stwarzały atmosferę subtelnej zmysłowości. Na puszystym białym dywanie z Aubusson, haftowanym w bukiety róż, stały wykwintne mebelki. Białe foteliki i kanapki, wyściełane były tym samym jedwabiem, co obicia ścian. Część pokoju zajmował piękny kominek z białego marmuru, zasłonięty chińskim parawanem wyszywanym w bajeczne ptaki. Prześliczna toaletka z okrągłym lustrem, spowita była w tiule i wstążki. Na toaletce leżały kosztowne przybory toaletowe ze srebra i górskiego kryształu. Ale głównym meblem, było wielkie łoże pod baldachimem z różowego jedwabiu, wspartym na czterech rzeźbionych kolumnach. Kotary przy oknach i portiery przy drzwiach z różowego aksamitu, wykończone były złotymi frędzlami i podpięte grubymi jedwabnymi sznurami. Na suficie barwny plafon przedstawiał amorki, rozsypujące z koszów róże. Na komodach stały pozłacane kandelabry, a pogodne pejzaże podnosiły atmosferę tego prawdziwego gniazdka miłości. Nina stała bez ruchu, z opuszczonymi ramionami i rozchylonymi ze zdumienia ustami. W zupełnym milczeniu rozglądała się po tej zachwycającej sypialni, jakby stworzonej do rozkoszy.
- Tutaj będziemy mieszkać? – spytała szeptem, nie śmiejąc odezwać się głośniej.
 Podeszła do toaletki i nieśmiało dotknęła palcem flakonu z perfumami Guerlaina o zapachu lilii. Był z górskiego kryształu i błyszczał jak diament. Usiadła na aksamitnym taborecie i przyjrzała się fantazyjnym stoliczkom, na których leżały śliczne, koronkowe chemin de table2 oraz mozaikowej posadzce z różanego drewna. Nie przestając się dziwić, zajrzała do sąsiedniego buduarku, w kolorze nasyconej purpury, urządzonego z wyszukanym wykwintem i smakiem. Przy sypialni znajdowała się duża garderoba, zastawiona szafami i lustrami. Szuflady komód i szyfonierek, pełne już były bielizny z wyprawy ślubnej. Lecz prawdziwy jej entuzjazm wywołał widok nowoczesnej łazienki, wykładanej zielonymi holenderskimi kaflami, z dużą porcelanową wanną. Apartamenty były zupełnie nowe, pełne słońca wpadającego przez wysokie okna i drzwi na taras. Wystarczyło wyjść z pokoju, zejść z tarasu po kilku schodkach, aby znaleźć się w różanym ogrodzie.
- Aleczku, niczego tu nie poznaję. – okręciła się na obcasie, nie przestając się rozglądać.
- Kazałem przebudować dla nas mieszkanie cioci Tekli i kilka sąsiednich pokoi. Więc jak, podoba ci się tutaj?
Podbiegła do niego i pocałowała go mocno w usta.
- O najdroższy, tu jest jak w niebie!
Wyrwała się z jego ramion i znowu zaczęła przechadzać się po pokojach, nie mogąc się nacieszyć ich pięknem. Z dużych porcelanowych waz zwieszały się gałązki róży stulistnej, a w białych alabastrowych flakonach stały bukiety smukłych purpurowych i białych gladioli. Drzwi zamaskowane w obiciu prowadziły do apartamentów męża.
- Och, kochany! - westchnęła i zamilkła, nie potrafiąc wyrazić słowami swojej wdzięczności i zachwytu.
 Najdziwniejszym zrządzeniem losu ona, jeszcze niedawno panna bez posagu, popychadło ciotki Borutyńskiej, stała się panią wspaniałego pałacu i wielkiego majątku. Już nie musiała niczego nikomu zazdrościć. Jej nowe apartamenty piękniejsze były od „złotej komnaty”. Doświadczyła tego cudu, za sprawą miłości męża. To on uczynił ją hrabiną, pozwalając raz na zawsze zapomnieć o upokarzającej przeszłości. Hojne dary losu – uroda, wdzięk i talent – nie były prezentem ofiarowanym jej przez Opatrzność, lecz raczej orężem, dzięki któremu udało się jej wywalczyć szczęście.
- Mój jedyny. – spojrzała na Aleksa, składając dłonie jak do modlitwy. – To o wiele więcej, niż mogłam sobie wymarzyć. Jakim cudem udało ci się dokonać tak wiele, w tak krótkim czasie?
-Właśnie cudem! – roześmiał się bardzo zadowolony z wrażenia, jakie nowe mieszkanie na niej wywarło.– Ludzie pracowali dzień i noc, bez przerwy, tylko się zmieniając, ale zdążyli na czas. Przecież musiałem przygotować dom na przyjęcie młodej pani. Mam nadzieję, że już nie będziesz miała do mnie pretensji, że nalegałem na twój wyjazd. Nieźle to wygląda, prawda?
- Boże, jaka ja byłam głupia! – zawołała ze śmiechem. – Zosia pisała mi o pracach budowlanych w pałacu, a ja zrobiłam z tego tragedię. Zamierzałam nawet wstąpić do klasztoru! – śmiała się serdecznie z listu, który kiedyś odebrał jej ostatnią nadzieję. – Podobno nawet wojewodzina wspomniała, że miałeś się żenić.
- Przecież się ożeniłem, a z klasztoru wyciągnąłbym cię za uszy. – objął ją i pogłaskał po włosach. – Nasze sypialnie łączą się tamtymi drzwiami. Mam nadzieję, że będę tam raczej rzadkim gościem. – zajrzał jej w oczy z uśmiechem. – Cieszę się, że mieszkanie ci się podoba. Może sprawdzisz, czy łóżko jest dostatecznie miękkie?
Mówiąc to, popchnął ją i oboje wylądowali na środku wielkiego łoża, tonąc w puchach i koronkach. Tarzali się po atłasowej kołdrze całując się, a Nina piszczała, niby to broniąc się przed jego zaborczymi pieszczotami. Grot podniecony głośnymi okrzykami, obskakiwał łoże, szczekając i starając się polizać, to swego pana, to Ninę.
- Grot, cicho bądź! No, już cię tu nie ma! – Aleks zerwał się, chwycił psa za obrożę i wyprowadził z pokoju. Nie zdążył jeszcze zamknąć drzwi, gdy spoza nich rozległo się melancholijne, zawodzące wycie. To biedny Grot płakał, głośno wyrażając całą psią rozpacz.
- Teraz się od niego nie odczepimy! – chichotała Nina, patrząc na męża, stojącego na progu z zakłopotaną miną.- Za chwilę wszyscy się dowiedzą, że zamknęliśmy się w sypialni.
 - To co zrobimy? – bezradnie wzruszył ramionami.
- Nie ma rady, trzeba go wpuścić. – Nina podskoczyła, doceniając miękkość elastycznego materaca. Usiadła i wygładziła dłonią pomięte koronki.
Grot wsunął się do pokoju boczkiem, z podwiniętym ogonem i skruszoną miną. Chyłkiem wyminąwszy pana, wyciągnął się przed kominkiem na tygrysiej skórze i wtuliwszy pysk między przednie łapy, zaraz zasnął.
- Chodź do mnie! – Nina wyciągnęła do męża ramiona. – Umiem tylko w jeden sposób podziękować ci za te wspaniałości, jakimi mnie obdarzyłeś.
Położył się przy niej i pocałował ją w szyję. Strumień gorąca słynął jej aż do stóp. Pieścił ją, trzymając na krawędzi pożądania, co było zarazem frustrujące i rozkoszne. Jego pocałunki były powolne, długie i głębokie.
- O najdroższy! – jęknęła, zagłębiając palce w jego gęste włosy. Drżała, dysząc głośno, a potem przestała myśleć, gdy fala potężnych emocji przetoczyła się nad nimi.
1 Joli garçon - ładny chłopiec.
2Chemin de table - laufry na meble.