sobota, 2 kwietnia 2016

Pierwsza ofiara i pierwsza przelana krew.


2 kwietnia 2016 r.
Pod balkonem zaskrzypiał na ścieżce żwir. Nina przechyliła się przez poręcz, spoglądając w dół. Aleją szło dwóch mężczyzn, szczelnie owiniętych długimi pelerynami. W ruchach tych wysokich smukłych postaci, było coś niezmiernie znajomego. Naraz weszli w krąg księżycowego światła i wtedy ze zdumieniem rozpoznała Jasia, idącego gdzieś z Aleksem. Szli, kierując się w stronę stajni. Po pewnym czasie usłyszała tętent trzech koni biegnących cwałem. Widocznie jeszcze kogoś z sobą wzięli.
Pomimo szalonego bólu głowy, już się nie położyła. Niczym dusza pokutująca, błąkała się pomiędzy sypialnią i sienią, raz po raz wychodząc z malinowego salonu na taras i nadsłuchując. Przybiegły do niej zziajane brytany i łasiły się liżąc ją po rękach. Wróciła do salonu i spojrzała na tarczę zegara. Było już po drugiej. O tej porze roku wkrótce zacznie świtać, rozśpiewają się ptaki i wstanie słońce. Prychnęła gniewnie i znowu wyszła na taras, nadsłuchując w nadziei, że usłyszy jakieś głosy. Ale cierpliwość jej wystawiona została na ciężką próbę. Niebo wolno zaczęło blednąć, w gęstwinie liści odezwały się nieśmiało pierwsze ptaki. Świt był duszny i pochmurny, bo ze wschodu napływały deszczowe chmury.
Nareszcie usłyszała dalekie rżenie konia. Weszła do domu i szybko pobiegła po schodach, zatrzymując się na galerii. Z biciem serca oczekiwała aż mężczyźni wejdą do sieni. Jakoż po chwili usłyszała kroki i delikatny brzęk ostróg. Ukryta za pilastrem ostrożnie zerknęła w dół do sieni.
- Czy mogę prosić pana hrabiego o karetę? Powiedzmy o jedenastej. - usłyszała głos Jasia. Mówił niemal szeptem, ale w wysoko sklepionej sieni głos rozlegał się echem, jak w kościele. - Muszę być jak najprędzej w Warszawie!
- Każę rozstawić konie aż do Suchedniowa, a tam weźmie pan na mój koszt karetkę ekstrapoczty. - odrzekł Aleks również ściszony głosem.
Jaś powiedział coś tak cicho, że Nina nic nie zdołała usłyszeć.
- Tak, nie ma już wątpliwości. Ogromnie mi przykro. - głos hrabiego był gniewny. Musiał być bardzo zdenerwowany. Więcej nie udało się jej podsłuchać, bo obaj mężczyźni się rozeszli.
Nawet nie przyszło jej do głowy, żeby pójść do Aleksa i spytać, co się dzieje. Był w okropnym humorze i mógł ją ostro ofuknąć, nawet obrazić. Z doświadczenia wiedziała, że nie powiedziałby jej prawdy. Kiedy w sieni ich kroki ucichły, wróciła do swojej sypialni. Prędko splotła włosy w jeden ogromny warkocz, otuliła się szlafroczkiem, mocniej zawiązując w talii szarfę i zdecydowanym krokiem, nie zważając na konwenanse, pomaszerowała do pokoju Jasia.
Borutyńscy mieszkali w dawnych apartamentach hrabiny Tekli. Stanęła przed drzwiami, lekko nacisnęła klamkę i jak cień wsunęła się do pokoju. Jaś stał przy oknie odwrócony do niej tyłem, ciągle jeszcze w stroju do konnej jazdy, zakurzonym i zmiętym. Usłyszawszy skrzypnięcie drzwi, błyskawicznie się odwrócił i wtedy Nina z najwyższym zdumieniem i przerażeniem ujrzała, jak po jego brudnej, spoconej twarzy spływają łzy.
- Misiuniu! - błyskawicznie przebiegła dzielącą ich przestrzeń i mocno objęła go ramionami. - Braciszku, co tobie?
- Nina, co ty tu robisz? Przecież to nie wypada! - próbował ją od siebie odsunąć, ale spojrzawszy w jej  oczy, pełne współczucia i niepokoju, rozmyślił się i przytulił ją do siebie. - Nie powinnaś była tu przychodzić.
- Jasiu, ja muszę wiedzieć, co się dzieje. Nie wyjdę stąd, dopóki wszystkiego od ciebie się nie dowiem.
- Władek Lasewicz nie żyje! - wyszeptał zaledwie dosłyszalnie.
Pod Niną zmiękły nogi i byłaby upadła, gdyby Jaś jej nie podtrzymał i nie posadził na krześle. Wpatrywała się w niego pocierając dłonią czoło, żeby zebrać nagle rozpierzchłe myśli.
- On... umarł?
Jaś potrząsnął głową, a jego rysy ściągnęły się wyrazem bólu i gniewu.
- W Porajach byli żandarmi i zastrzelili go przy próbie ucieczki!
 Przez jedną krótką chwilę Nina miała wrażenie, że Jaś oszalał i plecie głupstwa.
- Jezu, dlaczego uciekał? - spytała, nie mogąc jeszcze zrozumieć strasznej prawdy.
Jaś westchnął i nie odpowiedział na to pytanie.
- Widzę, że nie masz do mnie zaufania. - stwierdziła z goryczą. - Przypomnij sobie, że dawniej nie mieliśmy przed sobą sekretów. Kochany, możesz mi zaufać jak rodzonej siostrze.
- Zapominasz, że ja składałem przysięgę.
- A więc to sprawa polityczna! - jęknęła przerażona.- Tym bardziej powinnam wiedzieć co się tu dzieje. Zrozum, że od tego może także zależeć i moje życie. - podniosła się i wyprostowana, posłała mu wyzywające spojrzenie. - Posłuchaj, doktorku, albo powiesz mi całą prawdę, albo osiodłam Mignon, pojadę do Porajów i na miejscu dowiem się wszystkiego.
- Chryste, co za uparciuch! - Jaś rzucił się na fotel i patrzył na nią lśniącymi gorączkowo oczami. - Dobrze, ale pamiętaj, tego co ci powiem, nie wolno powtórzyć nikomu!
- Nie powiem, jak pragnę Boga przy skonaniu! - zapewniła z powagą i przycupnęła koło fotela, opierając łokcie na jego kolanach i nie spuszczając z niego wzroku.
- W Porajach jest nasza tajna poczta. - zaczął mówić szeptem. - Kurierzy przybywający z Galicji, pozostawiają tam korespondencję. Władek przekazywał ją do Warszawy. Ja również nie siedziałem w Makowie dla przyjemności, ale czekałem na bardzo ważne dokumenty, mające lada dzień nadejść z Paryża, od naszego przedstawiciela przy generale Mierosławskim. Władek miał je przywieźć na bankiet i mi doręczyć. Tak się umówiliśmy poprzedniego dnia, kiedy nadeszła wiadomość, że dokumenty nadejdą nazajutrz. Czekałem, ale Władek nie przyjechał.
- Zapewne kurier się spóźnił i Lasewicz czekał na niego. - wtrąciła, słuchając z najwyższą uwagą.
- Zgadłaś! Ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero po fakcie. Kurierzy przeważnie przyjeżdżają do Suchedniowa karetką pocztową o jedenastej rano. Koło kościoła zawsze czeka na nich bryczka i mocny koń. Gdyby kurier przybył punktualnie,Władek zdążyłby na bankiet z dokumentami. Ale kurier był spóźniony, bo został ranny podczas przechodzenia granicy, a potem w karecie pocztowej spadło koło i Władek musiał na niego czekać.
- Czy wuj Aleks o tym wiedział? - zagadnęła przewiercając go przenikliwym wzrokiem.
- Oczywiście. - niecierpliwie wzruszył ramionami.
- Poczekaj. - poczuła, że zaschło jej w gardle, a serce zaczyna bić szybciej w przeczuciu złej wiadomości. - A co hrabia ma z tym wspólnego?
- Och, daj spokój, potem ci powiem! - Jaś machnął ręką i mówił dalej: - Postanowiliśmy wobec tego, że zaraz po bankiecie, pojedziemy do Porajów i sprawdzimy, co zaszło. Za wszelką cenę musiałem dostać te dokumenty, bo w Warszawie już się niecierpliwiono.
- Ale słyszałam, że jechało trzech jeźdźców! - przerwała mu Nina.
- Masz dobre ucho. Hrabia wziął z sobą Maćka, bo to odważny i oddany nam chłopak. Nie wiedzieliśmy, co zastaniemy w Porajach. - Jaś sięgnął do kieszeni po chusteczkę i wytarł nią wilgotną od potu, pokrytą kurzem twarz. - Kiedy dojeżdżaliśmy do Porajów, płonęła już duża stodoła i jasno było jak w dzień. Z daleka słyszeliśmy krzyki ludzi, a na dziedzińcu roiło się od żandarmów. Zajechaliśmy od sadu, bo tam łatwiej ukryć się pomiędzy drzewami i dobrze widać dwór. Żandarmi pchali się przez drzwi i okna do domu, chociaż panna Kazimiera broniła im wstępu. Ale uderzona kolbą karabinu, zemdlała. Zaraz też wywlekli Władka i chcieli go wpakować do do karetki więziennej, ale on im się wyrwał i zaczął uciekać. Matko Boska, jak on biegł! Krzak nie krzak, płot nie płot, przeskakiwał jak ścigany jeleń. Już myśleliśmy, że uda mu się umknąć, bo niedaleko był las. Dopóki osłaniały go krzaki był bezpieczny. Ale dalej był kawał równego pola i niewielka górka. Władek zaczął się na nią wspinać i wtedy dostał kulę!
 - Boże Wszechmogący! - Nina trzęsła się od bezgłośnego szlochu.
- Dostał prosto w serce, bo tylko rozłożył ramiona i upadł, więcej się nie poruszył.- głos Jasia zaczął się rwać, więc umilkł i zacisnąwszy zęby, zmagał się z sobą żeby nie okazać niemęskiego wzruszenia. 
A.Grottger.
 Opanowawszy się, opowiadał dalej cichym jakby pozbawionym emocji głosem:
- Wzięli go za nogi i powlekli na dziedziniec, rzucając pod próg domu, jak zdechłego psa. Żartowali sobie z zabitego i z na pół oszalałej z rozpaczy panny Kazimiery. Odnieśliśmy wrażenie, że zamierzają podpalić dwór, ale chyba dowódca im nie pozwolił. Czekaliśmy aż sobie pojadą, ale bardzo długo to trwało, ponieważ robili w domu szczegółową rewizję i przesłuchiwali służbę. Wtem koń Maćka parsknął i żandarmi nas usłyszeli. Zaczęli strzelać, ale niecelnie. Tylko Maciek został ranny, na szczęście lekko i mógł dalej z nami jechać. Oddaliliśmy się stamtąd, a następnie powróciliśmy do Porajów.
- Rany boskie, Jasiek! - Nina chwyciła się za serce. - Rozum wam odebrało?
- Musiałem dostać te dokumenty! A zresztą żandarmów już nie było. Biedna panna Kazimiera była niemal nieprzytomna, ale klucznica powiedziała nam, że kurier się spóźnił, lecz gdy wpadli żandarmi, panna Lasewiczówna miała na tyle zimnej krwi, że rozkazała ukryć papiery w ulu. Dzięki temu mogę rano wracać do Warszawy. - umilkł i siedział blady i ponury.
- Rano wyjeżdżasz? - zatrzęsła się cała i przytuliła się do jego kolan.
- Muszę!
Z porannych mgieł, wstawał parny, pochmurny dzień. Za oknami rozśpiewały się ptaki, a z pastwiska dochodziło rżenie koni i porykiwanie bydła pędzonego przez pastuchów na łąki. Pod Niną ugięły się nogi i siedziała na podłodze zupełnie zdruzgotana. Szumiało jej w uszach, miała zawroty głowy i mdłości. Doskonale rozumiała, jak strasznym przeżyciem musiała być dla Jasia śmierć przyjaciela, na którą musiał patrzeć z bezsilną rozpaczą.
- Boże, Boże!- zapłakała, wycierając policzki dłonią. - Biedna panna Kazimiera straciła jedynego brata i została sama na świecie. A tak bardzo się oboje kochali.... A Stasia? Chryste Panie, przecież wkrótce miał się odbyć ich ślub! Wolę nie wyobrażać sobie, co teraz przeżywa. A co z Maćkiem? Opatrzyłeś go? Gdzie został ranny ?
- Opatrzyłem go prowizorycznie, ale zaraz pójdę do niego i zrobię mu porządny opatrunek. Słuchaj, Nino, on tutaj nie może zostać, bo policja będzie poszukiwać rannego po dworach.
- Pojedzie na kilka dni do Orlewiczów! - odpowiedziała bez namysłu. Jaś posłał jej spojrzenie pełne uznania, podziwiając jej szybką decyzję.
- Idź spać, kotku. Tylko zmienię Maćkowi opatrunek i muszę się przespać przed podróżą. - powiedział cichym, zachrypniętym głosem. Za godziny dramatycznych wydarzeń płacił wysoką cenę. Widać było po nim, że ledwie trzyma się na nogach.
- Wybacz, misiu, ale nie powiedziałeś mi całej prawdy. Z tą rewizją w Porajach, to nie był przypadek?
- Nie. Fatalnie się złożyło, psiakrew! - przeszedł się po pokoju, dzwoniąc ostrogami.
- Chcę wiedzieć wszystko! - nalegała.
- Powiedziałem ci wszystko. - odburknął.
- Janeczku, zaklinam cię na naszą przyjaźń, nie próbuj niczego przede mną ukrywać. Zaczynam kojarzyć fakty, ale wprost lękam się wyciągać wnioski! To była denuncjacja, prawda?
- Tak. - Jaś zaciął wargi i przyśpieszył kroku.
- Jasiu, czy ta rozmowa, o której ci wspomniałam... - indagowała coraz cichszym głosem i urwała. Spojrzała mu w oczy i nagle doznała olśnienia. - Jezus Maria, to był Żabiec? To on! - krzyknęła, porywając się na równe nogi.
Jaś złapał ją za rękę i ścisnął tak mocno, że aż skrzywiła się z bólu.
- Nie krzycz! - rozkazał krótko. - Tak, to był Żabiec i obawiam się, że przedtem wydał kilku ludzi z kółka Władka, a teraz wsypał jego samego.
- Ale skąd o tym wiedział?
- Był spowiednikiem Władka i jego ludzi. Przy konfesjonale wiele się teraz mówi o sprawach politycznych. Drań chciał zarobić pieniądze dla swojej kochanki. To nie wszystko. Podejrzewam, że Władek mógł się przed nim wygadać o transporcie broni, mającym nadejść nocą na Łysą Polanę. Tę broń trzeba natychmiast przeładować i wysłać do Warszawy.
- Dlatego Władek został aresztowany? Przed nadejściem transportu? To byłby błąd żandarmerii, nie uważasz?
- Słusznie. - Jaś ponownie popatrzył na nią z uznaniem. - Ale to nie Władek miał przejąć tę broń.
- Nie? A kto? - oblizała językiem suche wargi i skuliła się, podświadomie przeczuwając, że zaraz spadnie cios. Serce biło jej niemal tak szybko, jak mknęły myśli.
- A jak myślisz? Oczywiście dowódca, pan Aleksander!
Nie uwierzyła. Hrabia był za mądry, żeby mieszać się do politycznych awantur tych dzieciaków. Wiele razy zapewniał ją, że po nieudanym spisku wojskowym zaprzestał działalności konspiracyjnej i stroni od polityki.
- Nie, nie, mylisz się. - powiedziała z przekonaniem. - Pan Alek nie należy...
- Ładne masz o nim wyobrażenie! - mruknął gniewnie Jaś. - Przecież to hrabia pomógł nam się tu zorganizować. Jest naczelnikiem zgrupowania i nawet sobie nie wyobrażasz, ilu ludzi potrafił wciągnąć do spisku. To wspaniały człowiek i świetny oficer. Powinnaś go za to podziwiać!
A.Grotter.
  Nie zamierzała go podziwiać, natomiast miała ochotę rozryczeć się na cały głos. Ale oburzenie na Aleksa było silniejsze od przerażenia i rozpaczy. Kłamał ukrywając przed nią swoją działalność, a ona, jak ta idiotka, naiwnie wierzyła w każde jego słowo. Nie ufał jej... Mówił, że ją kocha, ale jej nie ufał. Już otwierała usta, żeby wykrzyczeć wściekłość, gdy naraz uświadomiła sobie, jak straszne niebezpieczeństwo zawisło nad jego głową i ukryła twarz w dłoniach.
- On wie, co mu grozi i mimo to?....
- Jest dowódcą. Poza tym, nie mamy możliwości zatrzymania transportu.
Podniosła głowę i wpatrzyła się w Jasia, przejęta ponurym błyskiem w jego łagodnych zwykle oczach. Poczuła ból ściśniętej reki.
- Puść! - syknęła z bólu, wydzierając ścierpniętą dłoń. - Lekarze stanowczo nie powinni mieć takiej krzepy! Więc ludziom którzy pojadą z panem Alkiem, grozi niebezpieczeństwo!
- No, mam nadzieję, że Władek nie wspomniał o transporcie. W każdym razie Rafał już niczego więcej się o nas nie dowie, bo ludzie są uprzedzeni i wiedzą, iż jest donosicielem.
- A jeżeli Żabiec jednak wie, to w nocy na Polanie, czekać będzie na nich żandarmeria lub wojsko! - wykrzyknęła zdesperowana, chwytając się za głowę i odchodząc od zmysłów.
- Żabiec nie wszystko o nas wiedział. - Jaś objął ją opiekuńczym gestem.
- Wystarczająco dużo, żeby zgubić Lasewicza!
- Nino, on o panu Aleksandrze na pewno nie wiedział. Tylko setnicy znają dowódcę, a setnikami są Siekielski, Lasewicz i koniuszy Kacper.
Nina przez moment wpatrywała się w niego porażona strachem.
- Tadek? - jęknęła. - Chyba na głowę upadł! Przecież jest żonaty, a Zosia spodziewa się dziecka!
- Jest w konspiracji za wiedzą żony! Nino, przypominam ci, że to nie zabawa w Indian, tylko walka o niepodległość ojczyzny!
A.Grottger.
  - A więc trusia także o tym wiedziała, to tylko ja....- wyszeptała Nina, ubolewając nad własną głupotą. Szalenie bolała ją głowa i łupało w skroniach. - Tak, teraz wszystko zaczyna się logicznie układać. To wy zbieracie się nocami w kaplicy grobowej!
- Skąd wiesz? - Jaś palcem uniósł jej podbródek i zajrzał w oczy.
- Dwa razy widziałam w oknach kaplicy światło. Niedługo ludzie przestaną wierzyć w zjawiska nadprzyrodzone. - powiedziała z ironią.
- Będziemy uważać. - ziewnął i przeciągnął ramiona. - Ja wyjeżdżam, ale ty możesz być spokojna. Są tu inni i będą mieć oko na tego przeklętego klechę i panią hrabinę.
- Co zamierzacie z nimi zrobić?
- Ciekawość jest grzechem i drogą do piekła, kiciu!
- Boję się! - pisnęła. Przeżyła szok i jeszcze nie doszła do siebie.
- At, opowiadasz! Ty nie wiesz, co to strach. - pocałował ją w policzek. - Jako dziecko łaziłaś po drzewach , strzelałaś z łuku i na oklep jeździłaś konno.
- A co będzie z panem Alkiem? - spytała bezradnie.
Przekornie zajrzał jej w oczy.
- Coś mi się zdaje, że pan hrabia jest dla ciebie czymś więcej, niż tylko opiekunem? Czyżby trafiła cię strzała Amora?
- Nie twój interes! - warknęła ostro, ale zaraz spokorniała i pożaliła się żałośnie: - Oj, misiu, czasem mam wrażenie, że bóg miłości użył na mnie drzewca łuku, a nie strzały!
- Nie chcę żebyś cierpiała, kiciu. A teraz wynoś się stąd, bo to nie wypada, żeby młoda panna odwiedzała nocą kawalera w jego pokoju.
- Phi! - parsknęła drwiąco. - Już zapomniałeś, ile to razy spaliśmy razem w stogu siana?
Zaśmiał się, dał jej braterskiego klapsa i łagodnie wypchnął za drzwi.
- Wezmę tylko pelerynę i pójdę z tobą do stajni. - oznajmiła, będąc już w sieni.
Westchnął głęboko ale nie protestował, bo wiedział, że to na nic się nie zda. Jak dwa duchy przemknęli przez ogrody i weszli do stajni. Idąc przez całą długość budynku, mijali boksy i stojące w nich konie. Mignon nie spała i powitała swą panią radosnym rżeniem. Po drewnianych schodach weszli na piętro, gdzie mieściły się mieszkania koniuszego i masztalerzy. Na końcu korytarza czekał na nich zatroskany Kacper i wprowadził do izby Maćka. Chłopak leżał na łóżku i głośno stękał, bo rana mu doskwierała. Na widok Jasia i Niny, podniósł się na łokciu, patrząc na nich z nadzieją.
- Witaj, zuchu! - rzekł swobodnie Jaś i usiadł obok niego na łóżku. - Rana bardzo boli?
- Oj boli. - stęknął Maciek boleśnie. - Paniczu, ja nie umrę?
- Z tego się nie umiera. To tylko ocierka nie rana, tyle ze głęboka i na barku. Zaraz będzie dobrze.
Nina podeszła do łóżka i ujęła ulubieńca za rękę.
- Pan doktor cię opatrzy i poczujesz się lepiej. - pocieszyła chłopaka. - Panie koniuszy, prosimy o ciepłą wodę, czyste ręczniki i trochę płótna na bandaże. Po opatrunku coś zjesz, a potem któryś z chłopców odwiezie ciebie bryczką do Gliszczysk. Dam ci kartkę do pana Orlewicza, bo musisz tam zostać przez kilka dni, aż się wszystko uspokoi i rana przyschnie.
Sama nalała wody do miednicy i w czasie opatrunku trzymała Maćka za rękę. Syknął tylko raz, kiedy Jaś odrywał od rany przyschnięty opatrunek. Potem mężnie zniósł oczyszczanie ranki, ściskając mocno jej rękę, gdy ból stawał się dotkliwy.
- Dobrze, że nie umrę, bo muszę psiawiarom Moskalom za swoją krzywdę zapłacić!- mruknął mściwie przez zaciśnięte zęby. - Ino nasi panowie wojnę z burkami zrobią, zara pójdę się bić!
- To wasza szkoła! - szepnęła ze złością Jasiowi do ucha. - Panie koniuszy. - odezwała się głośno - Proszę dopilnować, żeby Maciek wziął na drogę coś do jedzenia i jakieś czyste ubranie, bo to jest zakrwawione i trzeba je zaraz wyprać.
- Wedle rozkazu. - stary wachmistrz wyprostował się służbiście. - Niech jaśnie panienka będzie spokojna, moja żona o to zadba.
- Tomek Kochan mnie zawiezie do Gliszczysk. - wtrącił się Maciek. - To jeszcze dzieciuch, ale na koniach się rozumie, jak stary. Oj, szkoda pana dziedzica z Porajów. Dobry był pan, sprawiedliwy.
- Maciuś, - Nina położyła białą dłoń na spoconym czole chłopca. - nie rozpowiadaj o tym, co widziałeś. -Pewnie, że nie będę mełł ozorem. - zapewnił ją gorąco. - Niech Pan Jezus zapłaci za dobroć mojej najśliczniejszej panieneczce i paniczowi. - pocałował ją w rękę i uśmiechnął się szeroko, ukazując białe jak u młodego wilczka zęby.
Było już po szóstej, gdy powracali ze stajni. Po dziedzińcu folwarcznym krzątali się ludzie, zajęci codziennymi obowiązkami. Nie mówiąc nic do siebie, szli przez ogrody w stronę pałacu. Drzewa czereśniowe i grzędy truskawek pełne były dojrzałych owoców. Nina skubnęła z gałęzi kilka soczystych czereśni i podzieliła się nimi z Jasiem.
- Boję się, że Paula może się domyślać konspiracyjnej działalności wuja Aleksa. - pierwsza przerwała milczenie, przełykając czereśnie.
- Na twoim miejscu, nie przejmowałbym się tym.
- Dlaczego? - przystanęła, patrząc na niego z ciekawością.
- Ona jest chora, Nino. Podejrzewam, że od urodzenia cierpi na chorobę psychiczną.
- Zawsze twierdziłam, że to wariatka! - stwierdziła.
- Chora, kotku, nerwowo chora! - poprawił ją Jaś. - Specyfiki, jakimi raczy się od lat, działają na korę mózgową. To cud, że do tej pory uniknęła paraliżu. Nie pożyje długo.
- Bogu dzięki.- ucieszyła się Nina, zupełnie zapominając o miłości bliźniego.- To ona kierowała Żabcem, bo on nie nadaje się do prowadzenia samodzielnej gry. Jest słaby i bezwolny. Mam nadzieję, że ich zbrodnia nie pozostanie bezkarna. Jasiu, śmierć Władka musi być pomszczona!
Kiedy weszli do sieni, Jaś zatrzymał się, spojrzał jej w oczy i powiedział z wahaniem:
- Dowiedziałaś się dziś więcej, niż powinnaś wiedzieć. Jeżeli powtórzysz komuś choć słowo, zapomnę o naszej przyjaźni i osobiście sprawię ci takie lanie, że klapsy ciotki Marii wspominać będziesz jako pieszczotę! - zagroził surowo.
- Misiu, braciszku, jesteś taki słodki! - zarzuciła mu ramiona na szyję, ucałowała i pobiegła do siebie.
Cisnęła pelerynę na krzesło i nie zdejmując szlafroczka, rzuciła się na łóżko tak zmęczona, że zaraz lekki sen zamknął jej powieki. Nie przyniósł jednak odprężenia, bo przyśnił się jej Władek, ukazując krwawą ranę w sercu, a potem Paula. Zamieniona w wielkiego czarnego ptaka, wyleciała przez okno łopocząc skrzydłami.