sobota, 30 kwietnia 2016

Ponury cień przeszłości


30 kwietnia 2016 r.
Niemal przez miesiąc Klonowiecki przebywał poza domem. Nina szalała, wyobrażając sobie, że został aresztowany, osądzony i zesłany, a może nawet stracony. Dopiero wizyta Tadeusza i list od męża, doręczony jej przez przyjaciela, nieco ją uspokoiły. Tadeusz powrócił z Warszawy zły i nie krył przed nią, że czuje się zawiedziony. Serdecznie dziękował jej za zajęcie się Zosią, dumny ze zdrowego syna. Ubolewał, że odbyty w Warszawie zjazd tak zwanej „młodej, postępowej szlachty”, zupełnie niepotrzebnie wyciągnął go z domu, w trudnym dla żony momencie.
 Ale Nina znała go zbyt dobrze, aby uwierzyć, że z tak błahego powodu Tadeusz pozostawił żonę samą, na kilkanaście dni przed rozwiązaniem. Próbowała wyciągnąć go na spytki, dopytując się, dlaczego tak długo siedzieli w stolicy. Lecz Siekielski, zwykle bardzo szczery i otwarty, tym razem nabrał wody w usta i nawet słowem nie wspomniał o prawdziwej przyczynie nagłego wyjazdu. Za to rozwodził się szeroko nad przebiegiem obrad zjazdu, który zakończył się burzliwie. Planowano, że pan hrabia Andrzej Zamoyski wręczy księciu namiestnikowi program szlachty Królestwa Polskiego, który po zatwierdzeniu przez Konstantego, zostanie przekazany carowi. Ale nic z tego nie wyszło, prócz niezgody.
 hrabia Andrzej Zamoyski.
- Rozumiem. – Nina uśmiechnęła się z ironią. – Z tego powodu wyjechaliście w tajemnicy z domów. Nie wiedziałam, że Biali również bawią się w konspirację. O ile mnie pamięć nie myli, sympatyzujecie raczej z innym ugrupowaniem.
Tadeusz nie umiał kłamać i niby żak przyłapany na łgarstwie, oblał się panieńskim rumieńcem.
- No, sama rozumiesz, to był zjazd szlachty i obowiązywała pewna, hm... dyskrecja.– bąkał, błądząc wzrokiem po suficie.
- Aha. – Nina z powagą skinęła głową. – Oczywiście, nikt o tym nie wiedział, za wyjątkiem policji, księcia namiestnika, cesarza i jeszcze kilku innych osób. A może zechcesz mi wyjaśnić, jaki był cel tego szacownego zebrania Białych spiskowców? – spytała, obserwując z rozbawieniem, jak Tadeusz kręci się niespokojnie, jakby siedział na szydle.
Ze srebrnego czajniczka napełniła jego filiżankę mocną herbatą, przysunęła plasterki cytryny oraz klosz z ulubionymi przez niego ciastkami. Nie traciła nadziei, że Tadeusz się rozkrochmali i wygada z czymś interesującym. Westchnął i rozgarnął palcami jasne włosy, burząc sobie staranną fryzurę. Z roztargnioną miną wsypał do herbaty trzy łyżeczki cukru, mieszając tak gwałtownie, aż płyn wylał się na spodeczek.
- Byłem tam, gdzie musiałem. Z tego co usłyszałem, zrozumiałem niewiele. Dopiero pan hrabia  Aleksander powiedział mi, że Biali w ostateczności zgodziliby się na wieczyste rządy Romanowów, żądając w zamian nadania konstytucji i przyłączenia do Królestwa ziem zagarniętych w czasie rozbiorów.
Nina spojrzała na niego ze zdumieniem i popukała się palcem w czoło.
- Tadek, przecież to absurd! Żeby spełnić żądanie szlachty, Rosja musiałaby wydać wojnę Prusom i Austrii! Poza tym car nigdy nie zgodzi się na danie nam konstytucji w obawie, że za przykładem Polski, także i Rosjanie zażądają praw obywatelskich i demokratycznych rządów. Pamiętasz, co powiedział Gogol? „Państwo bez nieograniczonego władcy, jest jak orkiestra bez dyrygenta!”.
- Dziewczyno, ty to masz olej w głowie! – Tadeusz pełen był podziwu dla jej przenikliwości. – Psiakrew, gdzie ja miałem oczy… - przyciągnął ją do siebie i pocałował w usta.
- Tadek, bo dam po łapach i powiem Zosi! – Nina pogroziła mu palcem. – A co było dalej na tym „zakonspirowanym” zjeździe?
- W końcu rozjechano się z rzadkimi minami. Czasem myślę, że Wielopolski miał słuszność mówiąc, iż niekiedy można coś zrobić dla Polaków, lecz z Polakami niepodobna. Czerwoni mają przynajmniej odwagę głosić, że chcą własnymi rękami zdobyć niepodległość, nie oglądając się na niczyją łaskę.
- Przez walkę zbrojną? – Nina nerwowo przełknęła ślinę.
- Jasne! – Tadeusz ożywił się i sięgnął po kolejne ciastko. – Kiedy padnie hasło, cały naród chwyci za broń!
- Tere fere! - drwiąco prychnęła Nina. – Polacy jednomyślni? A może zechcesz mnie uświadomić, skąd weźmiecie tę broń?
- Zdobędziemy ją na wrogu. – oświadczył beztrosko Tadeusz.
Nie miała już wątpliwości, że w Warszawie rzeczywiście odbył się zjazd, lecz bynajmniej nie Białych i nie w celach pokojowych. Być może miało to coś wspólnego ze spotkaniem Aleksa z pułkownikiem Sierakowskim. Był on, jak podejrzewała, jednym z głównych przywódców Czerwonych. A więc ogromna pajęczyna spisku ogarnęła już cały kraj! Wyobraziła sobie, co z tego może wyniknąć i przeszedł ją mróz.
- Matko Boska! – jęknęła. – Chcecie wydać wojnę trzem zaborcom?
- Na razie tylko jednemu!
- Sądzicie, że Prusy i Austria będą się temu przypatrywać z założonymi rękami?
- Austria jest nam przychylna.
Podobizna Jakuba Szeli.
 - Doprawdy? Tadek, przypomnij sobie, że Jakub Szela jeszcze żyje! – powiedziała z naciskiem. Pamiętała, że w czasie strasznej galicyjskiej rzezi, Siekielscy stracili wielu krewnych.
Tadeusz spochmurniał, lecz nie był przekonany.
- Nino, to już inne czasy.
- Ale monarchia ta sama! Tadek, na miłość boską, nie pozwólcie mącić sobie w mózgownicach. Biali i Czerwoni walczą o wpływy i o władzę. Nie dajcie wciągnąć się w ich grę. Już zapomniałeś, że u nas każde powstanie kończyło się klęską i ogromnym rozlewem krwi? Masz żonę, syna i przestań zajmować się polityką. Ja nie puszczę męża na zatracenie. Nigdy!
Tadeusz skrzywił się sceptycznie i to wyprowadziło ją z równowagi.
- Myślisz, że nie wiem, co razem knujecie? – wybuchnęła wzburzona. – Ale ja nie pozwolę Alkowi mieszać się do żadnej awantury, choćbym go miała w domu sznurkiem uwiązać.
- O, chciałbym to widzieć! – mruknął i pokazał zęby w szerokim uśmiechu. – Co tam, niech inni głowią się za mnie. Ja pragnę się bić!
Nina westchnęła, mnąc w palcach list. Polityka przestała ją interesować, bo chciała dowiedzieć się, gdzie przebywa mąż. Wstydziła się zapytać o to Tadeusza.
Nepomucen Potocki. Rzeź Galicyjska.
 - Tak mówisz? Po przyjacielsku, mogę zaraz kazać sprawić ci lanie. Biecki wrócił z tobą? – zagadnęła okrężną drogą. – Dorota bardzo się o niego martwiła.
- Kotku, tam gdzie bywał Kazio, policja zazwyczaj nie zagląda w celach politycznych. Owszem, wrócił gagatek, spłukany do nitki.
- A mój mąż został jeszcze w Warszawie?
- Nie. Wspominał, że jedzie do waszych majątków nad Bugiem. Nic ci nie mówił?
- Być może. Nie pamiętam. – skłamała, spuszczając oczy.
- To przeczytaj list. – Tadeusz zjadł jeszcze jedno ciastko, wypił resztę herbaty i wstał z fotela. – Nie martw się, wróci, bo tęskni za tobą. Jezu, jakaś ty śliczna! – szepnął uwodzicielskim tonem. – No, daj mi całusa i pójdę sobie. Ciastka zjadłem, a ty chcesz przeczytać list od męża.
Chwycił ją mocno w tali i zacisnął dłonie.
- Jak ta osa! – rzekł z podziwem. – Ale hrabia ma szczęście.
- Tadek, wynoś się, bo napuszczę na ciebie Grota, a on jest o mnie zazdrosny jak stary małżonek.
- Już idę, ślicznotko. A pojedziesz jutro ze mną do Bielin?
- Pod warunkiem, że będziesz się zachowywał przyzwoicie. Ucałuj trusię. Au revoir1.
Tadeusz pocałował ją i śmiejąc się, wyszedł z buduarku.
Gorączkowo rozerwała kopertę. List męża był krótki i bardzo oziębły. Aleks zawiadamiał ją, że jedzie do Kaniówki, żeby wybrać do powozu kilka koni na miejsce zabitego i tych poranionych. Nie pisał kiedy wraca. Ale już sam wstęp był znaczący. Zamiast czułego słowa, napisał : "Nino”. Zrozumiała, że nadal żywi urazę i skończywszy czytać, upuściła list na dywan, kryjąc twarz w obu dłoniach. Żywiła obawę, że ich małżeństwo nie będzie tak cudowne i kochające, jak to sobie wymarzyła. Aleks miał naprawdę trudny charakter, zacięty i pamiętliwy. Prowadził życie, do którego ona nie miała prawie dostępu, zaś pamięć o zdradzie Pauli oraz wymogi konspiracji, nie skłaniały go do otwartości. Czasami wydawało jej się, że mąż traktuje ją jak uparte, nieznośne dziecko. Nie rozumiał, albo nie chciał rozumieć, że była bardzo młoda, a jej wybuchy złego humoru i upór były skutkiem ponurego dzieciństwa, kształtującego jej mentalność. Ale była wrażliwa i uczuciowa, bezgranicznie zakochana i z całego serca wdzięczna, że to właśnie ją – dziewczynę bez posagu i znaczenia, wyróżnił i wyniósł do godności pierwszej damy w całej okolicy, dał jej cudowny dom i otoczył przepychem o jakim nawet nigdy nie śniła. Mimo to, przyszłość nie rysowała się w różowych barwach. Jeżeli ich małżeństwo już na samym początku przeżywa podobne problemy, to co będzie dalej? Dokąd zawiedzie ich wzajemna zawziętość? Na pierwszy czulszy odruch ze strony męża, Nina gotowa była rzucić mu się w ramiona i błagać o przebaczenie. Ale czy on uczyni taki gest? Czy potrafi zdobyć się na wspaniałomyślność?
Przywołała w pamięci jego obraz. Bursztynowe oczy pod łukami ciemnych brwi, umiejące patrzeć tak czule. Ironiczne wygięcie ust i wielkopański spokój emanujący z każdego jego ruchu. Aż do bólu tęskniła za dotykiem jego ręki, muśnięciem warg. Drżała o jego bezpieczeństwo. Wiedziała, że na jego polecenie, młodzi stajenni, parobcy, lokaje, a nawet synowie gospodarzy makowskich, ćwiczą pod komendą starego Gulaka, sierżanta armii napoleońskiej i koniuszego Kacpra, byłego wachmistrza ułanów. W odludnym miejscu parku urządzono strzelnicę, ucząc młodych chłopców posługiwania się bronią palną, walki kosą i władania szablą. Udawała jednak, że nic o tym nie wie.
 W pierwszych dniach października zaczęły się jesienne słoty. Padał zimny deszcz, zasuwając krajobraz szarą, wilgotną zasłoną. Po porannych zajęciach, Nina przesiadywała zazwyczaj w bibliotece i czytała, albo w salonie ćwiczyła, grając rapsodie Liszta pod czujnym okiem nauczyciela. Czasami, znudzona samotnością, wędrowała po całym domu, zwiedzając pokoje w starej części pałacu i planując, co w przyszłości poleci zmienić lub przebudować. Kiedy dzień był słoneczny, ubierała fartuch, nie wstydząc się pracować fizycznie z ogrodnikami w parku, lub w zimowym ogrodzie. Pewnego razu zawędrowała na ogromny strych i obeszła go wszerz i wzdłuż, zaglądając do kufrów pełnych starej odzieży, wyliniałych futer i pożółkłych papierów. W odległym kacie natrafiła na jakieś stare graty: połamane krzesła, kredensy bez drzwiczek i stoły bez blatów. Rozejrzawszy się uznała, że strych powinien być wysprzątany na wypadek pożaru. Za tę graciarnią, dostrzegła duży przedmiot przykryty płótnem i wsparty o ścianę. Wiedziona ciekawością, podeszła i szarpnęła płótno, jednocześnie unosząc w górę świecę. Płótno opadło z cichym szelestem, a ona wydawszy zdławiony okrzyk, cofnęła się gwałtownie, o mało nie tracąc równowagi.
Ze złotych ram obrazu patrzyła na nią Paula. Pokryta werniksem powierzchnia portretu połyskiwała w blasku świecy, a jej się wydawało, że usta Pauli poruszają się bezgłośnie. Oczy jej wpatrywały się w Ninę drapieżnym spojrzeniem. Stojąc jak wryta, nie spuszczała z obrazu przerażonego wzroku. A więc to tutaj Aleks go ukrył! Może myślał, że ona nigdy na strych nie zaglądnie. Pytała służbę, co się stało z obrazem, lecz nikt nie potrafił wyjaśnić, gdzie się podział, a męża nie śmiała o to zagadnąć. I oto niespodziewanie ta straszna kobieta patrzy na nią jak na ofiarę. Jej czarne oczy płoną, a krucze włosy wiją się po nagich ramionach i szyi jak jadowite węże. Zimne poczucie klęski przygniotło Ninę jak kamień grobowy. Wprawdzie „złota komnata” przestała istnieć, ale Paula nadal była obecna w pałacu i nic tego faktu nie zmieni. Poczuła się nagle, jak nieproszony gość, przypadkiem znajdujący się w domu, bez wiedzy gospodyni. Nie odwracając się, krok za krokiem zaczęła się wycofywać w stronę wyjścia, nie spuszczając z portretu oczu. Bała się, że gdy się odwróci, na jej szyi zacisną się zimne palce upiora.
Jak szalona zbiegła ze schodów i zadyszana wpadła do pokoju kredensowego. Przy stole siedział Walenty i sam starannie czyścił kredą srebra stołowe przekonany, że nikt tego lepiej od niego nie zrobi.
- Wracam ze strychu! – powiedziała Nina, łapiąc oddech. – Pomiędzy gratami, trafiłam na portret nieboszczki Pauli. Dlaczego złożono go na strychu? Czy nie można było… - zająknęła się nie dopowiadając swojej myśli. – Należało umieścić go z dala od domu.
Nie śmiała powiedzieć wprost, że trzeba było obraz zniszczyć. Lecz kamerdyner doskonale zrozumiał, co miała na myśli. Upuścił z wrażenia srebrną tacę i zerwał się z krzesła.
- Maryjo święta! – jęknął kuląc ramiona. – Na śmierć zapomnieliśmy o tym obrazie. Jaśnie pan chciał go spalić, ale wyjechał do Warszawy i zapomniał. Wszyscy zapomnieliśmy.
- Rozumiem. – sama zdziwiła się, że jej głos brzmi tak obco, jakby to mówiła inna osoba. – W takim razie… - urwała i dokończyła gniewnie: - niech portret powieszą w saloniku kasztelana. Boże, dlaczego ja muszę o wszystkim decydować!
Chwyciła się kredensu, bo nagle poczuła silny zawrót głowy i nudności.
- Jaśnie pani hrabina niezdrowa, broń Boże? – przejął się Walenty, zauważywszy, że nagle pobladła.
- Nic mi nie jest. – prędko pobiegła do łazienki i zwymiotowała. Kompletnie wyczerpana położyła się na łóżku. Jaga, posiadająca niesamowity zmysł spostrzegawczy, wyrosła przy niej, jak spod ziemi.
- Jesteś zielona jak żaba! – stwierdziła. – Co to za historia z tym obrazem?
- Nianiu, dopóki Alek nie wróci, nocuj ze mną. – poprosiła Nina, ogarnięta strachem.
- Coś podobnego! – Jaga popatrzyła na nią podejrzliwie. – Czego ty się boisz? Przecież to kawał płótna z odrobiną farby. Nie rozumiem, po co chodziłaś po strychu? Trzeba było kazać obraz spalić i po kłopocie. A ty, sobie na złość, kazałaś powiesić go w saloniku i teraz się go boisz.
„O, zniszczyłabym go natychmiast z największą przyjemnością, gdybym tylko była pewna, że Alek nie weźmie mi tego za złe. Może pozostawił go tam celowo? – pomyślała Nina, lecz nie podzieliła się swymi wątpliwościami z nianią.
- Nie mogłam. – powiedziała cicho.
Jaga z politowaniem wzruszyła ramionami.
- Rób jak chcesz i tak mnie nie słuchasz! – rozgniewała się i wyszła, zamykając z trzaskiem drzwi.
„Może nie miał siły zniszczyć tego portretu. – rozmyślała Nina, ułożywszy się wygodnie. – A jeśli chodził tam, aby ukradkiem na nią patrzeć? Jezu, czułam się już taka bezpieczna i masz! A wszystkiemu winien jest Alek. Zapomniał! Akurat. Ukrył ten portret i taka jest prawda!”. Poczuła, że znowu robi się jej niedobrze. W wyobraźni natychmiast ujrzała błąkający się nocami wiotki biały cień. Wędrując długimi korytarzami, jak smuga księżycowego światła, przenikał przez ściany i pochyliwszy się nad jej łożem, nadsłuchiwał oddechu. Boże! 
 Tej nocy spała bardzo źle, ale że nic się nie wydarzyło, trochę się uspokoiła. Od dnia odkrycia portretu, Nina nie czuła się dobrze i miewała kłopoty ze zdrowiem. Czasami serce biło jej szybko i boleśnie, miała zawroty głowy i nudności. Stała się bardzo nerwowa i często wybuchała jak petarda. Po słotach przyszły piękne dni jesienne. Liście na drzewach przybrały barwy złota i czerwieni. Odlatywały ptaki, w powietrzu unosiły się srebrne nitki babiego lata
 W polu czuć było ostry, cierpki zapach palonych badyli i woń pieczonych w ogniskach ziemniaków. Wielki park tonął w złocie i purpurze więdnących liści, a na rabatach kwitły astry, georginie i ostatnie jesienne róże. Nie mogąc usiedzieć w domu, Nina siodłała Mignon i uganiała się po wzgórzach, robiąc dalekie spacery konne i zachwycając się pięknem jesiennego krajobrazu. Rok był urodzajny i zapowiadał obfitość chleba w czasie przednówku. W sadach drzewa uginały się pod ciężarem owoców, a dworski młyn turkotał niestrudzenie, mieląc zebrane tegoroczne zboże.
1 Au revoir - Do zobaczenia.