niedziela, 3 kwietnia 2016

PRZESTALIŚMY WIERZYĆ W SIEBIE


4 kwietnia 2016 r.
W 222 rocznicę bitwy pod Racławicami.
24 marca br. minęła niemal bez echa 222 rocznica wybuchu Insurekcji Kościuszkowskiej. Tego dnia generał Tadeusz Kościuszko złożył na Rynku Krakowa przysięgę, jako naczelnik powstania, na „wierność, całość i niepodległość ojczyzny”. Wybuch Insurekcji Kościuszkowskiej uratował honor Rzeczypospolitej i Polaków, utracony podczas kolejnych zaborów. Bo było już z Polską naprawdę źle, a nawet haniebnie!
Hańbą było przyzwolenie najwyższych władz Rzeczypospolitej na kolejne rozbiory kraju i obce wojska panoszące się na ziemiach Rzeczypospolitej. Słaby, nie zdolny do sprawowania władzy król, zdeprawowane, sprzedajne elity, idące na pasku zaborców. Zbrodnie przeciwko ojczyźnie, jakich świat nie widział. Upadające miasta, handel w obcych rękach, nic nie znaczące mieszczaństwo, chłopi w niewoli pańszczyźnianej u dziedzica. Wojsko sprzedawane niemal na sztuki zaborcom za judaszowe srebrniki. Rzeczpospolita, jeszcze ogromna, jeszcze widoczna na mapach świata, ale już będąca żywym trupem.
Bo cóż to za naród, który zezwala niemal bez protestu na rozbiór swoich ziem, rozdarcie ojczyzny na trzy kawały? Jakiż to król noszący koronę włożoną obcymi rękami? Cóż to za panowie senatorowie, posłowie Sejmu, hetmani, którzy płaszczą się przed zaborcami, a nawet proszą śmiertelnych wrogów o interwencję zbrojną? Cóż to za 
 Sejm, który w Grodnie w 1793 r. uchwala kolejny rozbiór swoich ziem? Wprawdzie pod groźbą armat ustawionych przed Zamkiem, ale mimo wszystko uchwala, gdyż naiwnie wierzy we wspaniałomyślne gwarancje imperatorowej Katarzyny II. Polscy generałowie pokornie poddają kolejne twierdze wojskom rosyjskim i pruskim, sprzedając za złote ruble i pruskie talary polskich żołnierzy do wrogich armii. Tych, którzy nie chcą służyć na obcej ziemi, przepędza się pod kijami, lub po prostu rozstrzeliwuje, albo wiesza. Duchowieństwo polskie, począwszy od nuncjusza papieskiego, prymas, biskupi, są na żołdzie imperatorowej, kupczą ojczyzną w agonii, starając się wyrwać z jej ciała jak największy ochłap. Jedynie klasztory i zwykli księża pozostają wierni ojczyźnie.
Katarzyna II
 Rzeczpospolita, jeszcze mająca pozór potężnego państwa, już się chwieje w posadach, upada w błoto, upodlona i obojętna na swoją hańbę. Polacy przestali wierzyć w siebie, nie chcą walczyć, zapomnieli o swojej dawnej wielkości, o wspaniałych zwycięstwach i wielkich władcach. Echa świetnej batalii pod Wiedniem już dawno umilkły, rdzewieją szable, które niegdyś niosły w świat sławę oręża polskiego. Rzeczpospolita umiera…. Nie, ona gnije od głowy aż po trzewia. Zamiast podnieść się z błota i krzyknąć: - do broni!… - Rzeczpospolita się bawi. Bale następują po balach, zabawy po zabawach. Cała polska arystokracja i szlachta tańczą na wspaniałych przyjęciach wydawanych przez ambasady wrogich mocarstw, za pieniądze wydarte przemocą narodowi. Bawią się i piją, a tymczasem wrogie armie poczynają sobie na ziemiach polskich niby hordy tatarskie, grabiąc, paląc i mordując. Płoną wsie i miasteczka, a ludność idzie w niewolę, ale król i najwyższe władze państwa udają, że o tym nie wiedzą. Boją się, by niebacznym słowem nie urazić wszechmocnych ambasadorów carycy, króla pruskiego i cesarzowej Austrii.
Wybuch Rewolucji we Francji w 1789 roku, natchnął garstkę polskich patriotów nadzieją. Twórcy Konstytucji 3 Maja, Hugo Kołłątaj i Ignacy Potocki oraz generał Kościuszko, będący na emigracji w Saksonii, zawiązali sprzysiężenie wierząc, że Francja pośpieszy z pomocą walczącej Polsce. Naiwność, bo Francja miała własne cele na oku. Nie zamierzała nam pomóc, jedynie zachęcała do wybuchu powstania. Wówczas to król pruski będzie musiał przemieścić armie walczące z wojskami francuskimi ku granicom Rzeczypospolitej, a Katarzynie II, wybuch powstanie w Polsce, uniemożliwi zbrojną interwencję we Francji, o czym carowa marzyła. Do sprzysiężenia w kraju przystąpili w większości oficerowie wojska polskiego, weterani bitew roku 1792, a także zwolennicy Konstytucji 3 Maja, światła inteligencja polska, przeważnie wywodząca się z polskich lóż masońskich.
21 lutego 1794 r. Rada Nieustająca, najwyższy organ władzy w Rzeczypospolitej, powołany z rozkazu Katarzyny II przez Sejm Rozbiorowy w 1775 r, wielokrotnie znoszona i na nowo reaktywowana, na polecenie posła rosyjskiego Osipa Igelstrȍma, uchwaliła redukcję wojska polskiego o połowę oraz przymusowy werbunek polskich żołnierzy do armii rosyjskiej i pruskiej. Generał Tadeusz Kościuszko zjechał do kraju i 24 marca 1794 r. złożył na Rynku Krakowa przysięgę, a następnie z generałem Wodzickim udali się do kościoła kapucynów, gdzie w domku loretańskim święcili szable, przysięgając służyć ojczyźnie do ostatniej kropli krwi. Wybuchło powstanie.
Grottger.  Kościuszko święci szablę.
 4 kwietnia 1794 r. pod wsią Racławicami, doszło do starcia wojska rosyjskiego z niewielką armią polską, dowodzoną przez Kościuszkę. W tej bitwie, po raz pierwszy użyto oddziałów składających się z chłopów-kosynierów, przeważnie gospodarzy z sąsiednich wsi podkrakowskich.
Oddziały te, mające na swych sztandarach wypisane hasło: „ŻYWIĄ I BRONIĄ”, z niezwykłą odwagą i pogardą śmierci atakowały baterie armat rosyjskich. Jeden z chłopów, Wojciech Bartos, chłop z Rzędowic, nakrył czapką tlący lont działa, zabijając kosą rosyjskich artylerzystów. Za ten czyn, Naczelnik Kościuszko przyznał mu stopień podoficera Pierwszego Regimentu Grenadierów Krakowskich i zmianę nazwiska na Bartosza Wojciecha Głowackiego. Dotąd w mentalności Polaków utrwalona była świadomość, że walczyć potrafi tylko szlachta. Teraz okazało się, że również chłopi umieją bić się za ojczyznę, która nigdy nie była im matką, lecz srogą macochą.
W Warszawie wybuch powstania 17 kwietnia 1794 r. przyśpieszyła wiadomość o mającej nastąpić pacyfikacji stolicy przez Rosjan w Wielką Sobotę. Przywódcami Insurekcji w Warszawie zostali: kapitan gwardii koronnej Fryderyk Melford, Pułk. gwardii konnej koronnej D. Poniatowski. Kapitan gwardii konnej koronnej Stanisław Kosmowski oraz major Górski. Na czele ludu stał szewc warszawski Jan Kiliński. Mieszkańcy Warszawy porwali za broń i uderzyli na wroga. W Niedzielę Wielkanocną ludzie zgromadzeni w Katedrze, z entuzjazmem śpiewali: - Alleluja, jesteśmy wolni! Po wspaniałym zwycięstwie i wypędzeniu Rosjan ze stolicy, Insurekcja rozszerzyła się na cały obszar wielkiej Rzeczypospolitej. Lecz jak to zwykle bywa w naszej historii, tryumf nie trwał długo. Brakowało broni, pieniędzy, a nawet zapału. Za to nie brakowało zdrady i zdrajców. Bitwa pod Szczekocinami zakończyła się porażką. Poległ w niej Bartosz Głowacki. Potem nastąpiły kolejne niepowodzenia militarne, zakończone straszną klęską w bitwie pod Maciejowicami 10 października 1794 r, gdzie ciężko ranny Tadeusz Kościuszko trafił do rosyjskiej niewoli. 4 listopada 1794 r, nastąpił szturm Rosjan na Warszawę i straszliwa rzeź ludności Pragi. Kapituluje Wilno i powstanie kościuszkowskie na terenie całej Polski zostaje utopione we krwi.
Bitwa pod Racławicami 4.04.1794 r.
 Rzeczpospolita upadła, wydawało się na wieki. Nie wierzono już, że kiedykolwiek może się odrodzić, bo Polacy przygnębieni kolejną klęską, ponownie upadli na duchu i przestali wierzyć w siebie. Nastąpiły długie lata kompletnej apatii, a zaborcy postarali się, żeby Polacy więcej nie myśleli o buntach, lecz pokornie poddali się pod panowanie wielkodusznej carowej, króla pruskiego i cesarzowej Austrii. W 1795 roku nastąpił III, ostatni rozbiór Polski.
Mijały dekady. Z odległej Francji, a potem z Włoch, nadchodziły echa wielkich batalii pod dowództwem generała Bonapartego, w których udział brały także Legiony Polskie pod wodzą Jana Henryka Dąbrowskiego. Do ojczyzny dotarły słowa prostej, żołnierskiej piosenki w rytmie mazurka: - JESZCZE POLSKA NIE UMARŁA, PÓKI MY ŻYJEMY!!!
Nie umarła i żyć będzie wiecznie, jeżeli Polacy zachowają wiarę w siebie. Nie w obcą potęgę przyzywaną płaczliwym głosem na ratunek, w strachu przed wyimaginowaną agresją, lecz tylko i wyłącznie w siebie! W mądrość i siłę narodu, który zdolny jest do wielkich czynów. Właściwie jedynym okresem w którym Polacy uwierzyli w siebie, jest krótkie dwudziestolecie międzywojenne. Wtedy wychowaliśmy pokolenie, umiejące z honorem przetrwać koszmar wojny i okupacji.
W.Kossak. Jan Kiliński prowadzi jeńców.
 Z dumą wspominam, że jednym z warszawskich przywódców Insurekcji był mój przodek ze strony Matki, kapitan Gwardii Konnej Koronnej Stanisław Kosmowski herbu Trąby. Wraz ze swym pułkiem mirowskim brał udział w walkach ulicznych. 19. IV. 1794 r, podpisał na ratuszu akces do powstania. Należał do Rady Wojennej. Awansowany przez Kościuszkę do stopnia majora, dostał od niego żelazny pierścień z napisem:„Ojczyzna swemu obrońcy”. Ranny pod Maciejowicami otrzymał stopień pułkownika. Posłował do Turcji. Pozostawił pamiętniki.
Wielki pisarz noblista Władysław Reymont w swej wspaniałej powieści „Rok 1794” chwalebnie przedstawił sylwetkę mego przodka.