poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Straszne godziny.


4 kwietnia 2016 r.
Nina obudziła się zmęczona, niewyspana i w bardzo nieszczęśliwym nastroju. Przy pomocy Walerki prędko dokończyła toaletę i zeszła, by pożegnać odjeżdżających Borutyńskich. Paula nawet się nie pokazała i Aleks musiał przepraszać panią Salomeę, urażoną takim zachowaniem pani domu. Podczas pożegnania, Nina nie zdołała zamienić z Jasiem ani słowa na osobności. Zasmucona ich wyjazdem, nie umiała powstrzymać łez.
- Nie płacz, kiciu. - pocieszał ją Jaś, sam również bardzo przygnębiony śmiercią przyjaciela. W ciągu nocy zapadły mu policzki, a spod skóry przebijał niegolony zarost. Przytulił ją do siebie i pogładził po warkoczach. - Dbaj o siebie, bo blado wyglądasz. - rzekł na pożegnanie.
Stojąc na ganku obok hrabiego, machała ręką za odjeżdżającą karetą. Była teraz zdana tylko na siebie, bo nawet Maćka zabrakło w Makowie. Zamierzała prosić Aleksa o szczerą rozmowę, lecz on również się śpieszył, wybierając się na folwarki. Uprzedził ją, że nie wróci na noc do domu. Skinęła głową i przygryzła usta zauważywszy, że nie powiedział jej na jaki folwark się wybiera. Nie śmiała go o to pytać wiedząc, iż w nocy będzie w puszczy. Była na niego rozżalona i zła o to, że jej nie ufał, jednocześnie strasznie się o niego martwiła. Patrząc na jego spokojną twarz, nikt by się nie domyślił, że nocą był świadkiem tragicznych wydarzeń. Pociągnęła noskiem i szukała pretekstu do nawiązania z nim rozmowy.
- Chcesz może czegoś, promyczku ? - zapytał.
"Tak! - pragnęła krzyknąć mu w twarz. - Potrzebuję twojego zaufania, twej szczerości." - ale nie odważyła się tego powiedzieć.
- Nie. - miała nadzieję, że nie spostrzegł sztuczności jej głosu i zachowania.
- Nie wyglądasz dobrze, słonko. - powiedział z troską, patrząc w jej oczy pociemniałe od wewnętrznego napięcia i strachu .
- Wiesz, odnoszę wrażenie, że dokoła mnie dzieje się coś niedobrego. - patrzyła na niego, ale nawet nie mrugnął okiem.
- To tylko nerwy, kochanie. Upał działa na ciebie niekorzystnie. Może pojedziesz do miasteczka po zakupy?
- Nie chcę. Wolę zostać w domu. Aleczku, wracaj szybko, bo będę bardzo tęsknić za tobą.
Jej włosy luźno przymocowane szpilkami, opadły przy ruchu głowy okrywając ją przepysznym lśniącym płaszczem. Uniosła ramiona, żeby upiąć je w węzeł, ale Aleks przyciągnął ją do siebie i ukrył twarz w tej jedwabistej gęstwinie. Przywarła do niego całym ciałem rozumiejąc, że to jest milczące pożegnanie. Podniosła głowę, a kiedy się pochylił, ich usta się spotkały. Był to długi pocałunek i bardzo gorący. Objęła go ramionami, jak mogła najmocniej i pomyślała, że ile razy się całują, jej się zdaje, że to dopiero pierwszy raz.
Naraz puścił ją, bo na końcu alei pokazał się stajenny, prowadząc Rexa. Szybko zbiegł po schodach i lekko wskoczył na siodło. Siedział na koniu z kawaleryjską swobodą i fantazją. Ogier kręcił się niespokojnie i ściągany cuglami gryzł niecierpliwie wędzidło, chłoszcząc się po bokach długim ogonem. Aleks posłał jej całusa i spiął konia ostrogami. Arab ruszył posłusznie zaraz przechodząc w galop. Chciała za nim krzyknąć: 
 "Kochany, nie zostawiaj mnie..." - ale już go nie było. Ogromne lipy zakryły jeźdźca i konia.
Weszła do domu, nie mając pojęcia, co ma z sobą zrobić. Wyobrażała sobie z trwogą, co jeszcze może się tego dnia wydarzyć. Z kredensu wzięła trochę cukru i wolnym krokiem udała się do stajni, żeby dowiedzieć się czy Maciek wyjechał do Gliszczysk. Koniuszy opatrywał właśnie skaleczoną nogę bułanego ogiera, a dwóch stajennych trzymało konia za uzdę. Na jej widok, stary wojak przerwał pracę i po wojskowemu przyłożył dłoń do czapki.
- Maciek wyjechał? - spytała, odpowiadając na pozdrowienia skinieniem głowy.
- Tak jest , jaśnie panienko.
Odwołała go na bok i po cichu wyraziła życzenie, aby uniemożliwić hrabinie jakikolwiek wyjazd. Z pewnym zdziwieniem dostrzegła, że stary koniuszy uśmiecha się pod wąsem.
- Niech się jaśnie panieneczka o to nie sumuje. - odrzekł, w lot pojmując o co jej chodzi. - Wszystkie powozy z rozkazu jaśnie pana hrabiego są w naprawie, a stado z wierzchówką pani hrabiny, popędzono na pastwisko aż pod Sieradowską.
- Znakomicie! - ucieszyła się Nina.
- Jaśnie panicz doktór powiedział nam, że baba może nieszczęście na dom sprowadzić. No to my się postarali, prawda chłopaki? W stajni pozostała tylko Mignon, ale na nią nikt przy zdrowych zmysłach nie wsiądzie, oprócz panienki i Maćka.
Paula nie cieszyła się względami koniuszego. Konie jej nie lubiły, a stary ułan był przesądny i wierzył w niezawodny instynkt tych mądrych zwierząt.
- Żeby tylko ktoś nie przyjechał, bo ona może zechce się z nim zabrać. - wyraziła obawę.
- E, któż by, jaśnie panno? Cały dzień wszyscy walą do Porajów. Ksiądz proboszcz już z samego rana tam pojechał, pannę pocieszać. Oj, dobry był człowiek z nieboszczyka pana Lasewicza. Ludzi nie krzywdził, nad drugich się nie wynosił, chłopów obdarzył ziemią i za dziewuchami po wsi nie latał, jak to inne dziedzice robią!... Hm, co to ja chciałem rzec? - zmieszany koniuszy urwał. - Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie! - dokończył pośpiesznie, waląc się w piersi pięścią wielką jak bochen.
Nina pożegnała go i rozmyślając o nagłej i tragicznej śmierci przyjaciela, poszła do kaplicy chcąc się za niego pomodlić. Zwykle zamknięte drzwi były uchylone, a w kaplicy kobieta z czworaków zmywała kamienną posadzkę i ścierała kurze z ołtarza i ławek. Nina usiadła i poczekała, aż kobieta skończy robotę i wyjdzie. Potem uklękła na stopniu ołtarza i zaczęła się modlić, odmawiając litanię za umarłych, rozmawiając w duchu ze zmarłą hrabiną Teklą i błagając ją, aby raczyła czuwać nad Aleksem tej nocy. Teraz już nie miała wątpliwości, przed kim stara dama ostrzegała ją w chwili śmierci. Musiała podsłuchać rozmowę Pauli z Rafałem. Dobra, przedobra ciocia Tekla, nawet w momencie zgonu myślała o Aleksie, kochając go jak matka.
Wspominając zabitego przyjaciela Nina płakała, rozpamiętując rozmaite wydarzenia ze wspólnie przeżytych lat. Chętnie pojechałaby do Porajów, żeby pocieszyć pannę Kazimierę, a może w czymś pomóc, lecz obawiała się ruszyć z miejsca przeczuwając instynktownie, że najważniejsze wydarzenia rozegrają się w Makowie. Skończywszy odmawiać litanię, poszukała nożyc ogrodniczych i z pobliskiego klombu ścięła kilkanaście zaledwie rozkwitłych róż i lilii, układając bukiety w dwóch alabastrowych wazonach, napełniwszy je wodą z pobliskiej fontanny. Zapaliła na ołtarzu dwie świece w żelaznych lichtarzach i zaczęła ciekawie rozglądać się po ponurym wnętrzu kaplicy. Była w tym miejscu tylko raz, w dniu pogrzebu hrabiny Tekli, bo zwykle kaplica była zamknięta i niedostępna.
Kaplica grobowa była w kształcie rotundy i stanowiła dawniej część średniowiecznych murów obronnych zamku. Zapewne służyła niegdyś jako baszta, bo architekt niewiele ją przebudował. Przykrył ją łupkowym dachem i dobudował fronton w stylu gotyckim. Cała zaś reszta, łącznie z kryptą podziemną pozostała nietknięta. Wzniesiona niegdyś z ciosanych głazów, kaplica tworzyła surową, posępną całość. Na bielonych ścianach wisiały rzędy portretów trumiennych, będących charakterystycznym elementem pogrzebowym niegdysiejszej Polski. Portrety były wizerunkami dawnych właścicieli Makowa, w bogatych strojach i klejnotach. Pierwsze portrety wykonano w połowie XVI wieku, jak wskazywały na to daty, a ostatnie pod koniec lat dziewięćdziesiątych XVIII wieku. Wzruszające były podobizny zmarłych dzieci podobnych do aniołków.
Kamienny ołtarz był prosty i surowy, bez żadnych ozdób. Nad nim wisiał duży drewniany krucyfiks z ciałem Ukrzyżowanego. W katalogu pałacowym była wzmianka, że jest to jeden ze skarbów Makowa, dzieło wykonane rękami zięcia Wita Stwosza, Marcina Czarnego, twórcy wspaniałego ołtarza w Bodzentynie, przeniesionego z Katedry Wawelskiej. Ten krzyż zrobił na Ninie wstrząsające wrażenie. Ciało Chrystusa niemal naturalnej wielkości, wisiało rozpięte na krzyżu z opuszczoną na piersi głową. Straszliwie wyciągnięte ramiona z napęczniałymi żyłami i cała postać skręcona w konwulsjach agonii, porażała realizmem śmierci. Głowa Pana Jezusa, najeżona kolcami korony cierniowej i Jego wykrzywiona męką twarz, ociekająca kroplami krwi, budziły w Ninie dziwną, tajemniczą trwogę i przejmujący smutek. W drgającym blasku świec, rzeźba rzucała na ścianę upiorny cień.
Nina poczuła lodowaty chłód na odkrytych ramionach i zatrzęsła się, jakby w tym momencie dotknął ją kościsty palec śmierci. Pomyślała, że z portretów trumiennych patrzą na nią oczy ludzi dawno zmarłych, a pod stopami, w podziemnej krypcie znajdują się trumny pełne ludzkich szczątków, zaś na środku stoi trumna z ciałem tak niedawno pochowanej hrabiny Tekli. Przeżegnała się i śpiesznie wyszła z kaplicy, zamykając drzwi na wielki klucz i odnosząc go na miejsce w gabinecie. Pełna niepokoju pobiegła do swoich pokoi. Z rozpędem wpadła do sypialni, niemal przewracając Jagę.
- Od kiedy skończyłaś sześć lat, ciągle cię upominam, że masz chodzić, nie biegać! - skarciła ją niania.- Wlatujesz jak wicher do pokoju i kiedyś upadniesz, zobaczysz!
- Och, nianiu! - Nina cmoknęła ją w policzek, czując jednocześnie miłość i irytację.
- Lepiej usiądź, bo mam ci coś ważnego do powiedzenia. Wyobraź sobie, że dowiedzieliśmy się właśnie, że w nocy Moskale zastrzelili pana Lasewicza! Pomyśl tylko, jakie nieszczęście! Taki młody, porządny człowiek! - Jaga z rozmachem klapnęła na krzesło i załamała ręce. - Jezus Maria!
Popatrzyła na Ninę i zauważyła zdumiona, że ta straszna wiadomość nie zrobiła na niej widocznego wrażenia.
- Ciebie to nie obchodzi? - zapytała z oburzeniem.
- Obchodzi, nianiu. Ale ja o tym wiem, bo rano Jaś mi powiedział. Dlatego byłam pomodlić się w kaplicy za spokój jego duszy. Bardzo mi ciężko i smutno. Pauli nie widziałaś?
- Pokojówka mówiła, że pani leży, bo głowa ją boli.
"Z rozpusty!" - pomyślała Nina z obrzydzeniem, przypominając sobie nocną scenę w "złotej komnacie". Szarecki wyszedł od hrabiny nad ranem. Widziała go, kiedy czekała na Jasia i Aleksa. Resztę dnia Nina spędziła w bibliotece, czytając i robiąc notatki. Aleks w obawie, aby nie zmarnowała wrodzonych zdolności, przywiązywał wielką wagę do samokształcenia. Sam uczył ją początków fizyki i chemii, których to przedmiotów nie nauczano na żeńskich pensjach. Cierpliwie poprawiał jej akcent angielski i specjalnie dla niej zaabonował w Paryżu słynny magazyn "Revue des Deux Mondes" sprawdzając, czy dokładnie go przeczytała. Odkrył przed nią piękno poezji w tragicznych, melancholijnych wierszach Lamartine, dobierał jej lekturę polecając wartościowe książki. Powieści sióstr Brõnte, Victora Hugo, Narcyzy Żmichowskiej i pana Kraszewskiego. Czytał jej głośno wiersze Puszkina i Lermontowa, tłumacząc jednocześnie na język polski, albo dawał do czytania powieści Turgieniewa. W jego ustach mowa rosyjska brzmiała miękko i melodyjnie. Bardzo lubiła słuchać, gdy rozmawiał tym językiem z Jasiem. Była mu serdecznie wdzięczna za tyle starań, ale w głębi duszy dręczyła ją myśl, że jest tylko ograniczoną gęsią i wstydziła się swojego nieuctwa. Raz usłyszała, jak rozmawiał z Jasiem o Byronie, swoim ulubionym poecie. Jego śladem odbył w młodości daleką podróż na Bliski Wschód. Przysłuchiwała się w milczeniu ich dyskusji, nie zabierając głosu, boleśnie upokorzona swoją niewiedzą. O wielkim angielskim romantyku miała dosyć mgliste pojęcie, ale jeszcze tego samego dnia, wyciągnęła z biblioteki wszystkie dzieła poświęcone genialnemu Anglikowi i przez kilka nocy studiowała jego życiorys oraz twórczość. Wkrótce mogła z pamięci cytować wyjątki z jego poematów i rozmawiała o Byronie z taką swobodą, jakby go osobiście znała. Nagrodą za poniesione trudy i nieprzespane noce, był uśmiech Aleksa i jego życzliwe spojrzenie.
Jednakże tego dnia nie potrafiła się skupić na nauce i zniechęcona do lektury, rzuciła na stolik książkę o teorii filozofii Hegla, która ją śmiertelnie nudziła, ale chciała ją przeczytać, bo o Heglu się mówiło. Z biblioteki przeniosła się do buduarku i zasiadła, haftując monogramy na chusteczkach do nosa. Po krótkim czasie odłożyła rozpoczętą robótkę, bo haft ją irytował. Sięgnęła na półkę z książkami po lekki romans, zamierzając zagłębić się w lekturze. Przerzuciła kilka kartek i zorientowała się, że nie rozumie ani słowa z tego, co czyta. Nie mogąc usiedzieć na miejscu, zaczęła krążyć po pokoju, śledząc wzrokiem wskazówki zegara posuwające się w żółwim tempie.
Przy kolacji nie zdołała przełknąć ani kawałeczka z tego, co jej podano i wstała od stołu głodna. Cały czas podążała myślą za Aleksem, zastanawiając się, czy już jest ze swoimi ludźmi w puszczy na Łysej Polanie. "Boże, dopiero jedenasta!" - pomyślała i zasiadła w salonie do fortepianu, grając preludia Bacha. Ale dłonie tak jej drżały, że myliła się co kilka taktów. Rozgniewana na siebie z hukiem zatrzasnęła wieko instrumentu i wróciła do swego pokoju, rozpoczynając od nowa wędrówkę, zaciskając aż do bólu palce, modląc się i płacząc, lub buntując przeciwko Bogu, że tak niemiłosiernie ją doświadcza. Potem przerażona, przepraszała Go, błagając o miłosierdzie.
Po tragicznej śmierci Lasewicza, Aleks musiał doskonale zdawać sobie sprawę, że jadąc na Łysą Polanę, ryzykuje życie własne i swoich ludzi, narażając się na spotkanie z żandarmerią lub nawet z wojskiem w przypadku, gdyby Władek wygadał się przed Żabcem o mającym nadejść transporcie broni. Nina miała słabą nadzieję, że Lasewicz jednak tego nie zrobił. Spacerując coraz szybciej, potknęła się o zawinięty dywan i upadła, boleśnie tłukąc kolano. Rozpłakała się, lecz natychmiast zapomniała o bólu, bo stojący na komodzie zegar wybił północ. Wyobraziła sobie, że w głębi odwiecznego boru spiskowcy czekają na wozy z bronią. Jeżeli Rafał wiedział o tym i doniósł, wszystkich czekała zguba. Łysa Polana odległa od ludzkich siedzib znajdowała się w głębi boru, otoczona bezdennymi mokradłami i idealnie nadawała się na miejsce zasadzki. Skały i powalone wiatrem pnie drzew, stanowiły doskonałą kryjówkę dla strzelców. Matecznik cieszył się złą sławą, bo mówiono, że straszą tam duchy pokutujące. Teraz w tym złowrogim miejscu znajdował się Aleks. Oczami duszy widziała, jak spiskowcy uwijają się, przeładowując broń na inne wozy i zmieniając konie. Na karabiny czekała Warszawa, nieujarzmiona i zawsze skora do buntu.
Zrozpaczona rzuciła się na kolana i zaczęła się modlić, ale gdy usta wypowiadały słodkie słowa pacierza, rozgorączkowana wyobraźnia podsuwała jej straszliwe obrazy bitwy i ogólnej rzezi. Porwała się z klęczek i wybiegła na balkon czując, że się dusi. Noc czerwcowa była tak urzekająco piękna, że aż trudno było wyobrazić sobie czające się w ciemnościach zło. Z sali balowej dobiegły majestatyczne, spiżowe uderzenia wielkiego zegara. Ten dźwięk powtórzyły inne zegary, a jej śliczny rokokowy zegarek cichutko zagrał pierwsze takty hymnu: "Święta miłości kochanej ojczyzny".
Nina przeżegnała się i pomyślała, że co się miało stać, już się stało. Odruchowo spojrzała w stronę okien hrabiny. Pewnie Paula smacznie śpi za zasłoną jedwabnych kotar. Przymknąwszy bolące powieki, Nina zmusiła się do wzięcia kilka głębokich oddechów. Bolała ją głowa, bo ciążyły jej zbyt ciasno splecione warkocze. Rozpuściła włosy i przebrała się w batystowy szlafroczek. Z otomany wzięła kilka poduszek i urządziła sobie posłanie na stojącej na balkonie kanapce. W pokoju było duszno, poza tym wpół leżąc pod gwiaździstą kopułą niebios, czuła się bliżej Aleksa. Ponad wierzchołkami ciemnych drzew płynął ogromny księżyc. Nad stawem stare olchy i wierzby płaczące majaczyły w leciutkiej mgle. Z dala dochodziło wołanie stróżów i głosy nocnych ptaków. Wsłuchana w odgłosy nocy letniej, Nina zatęskniła za czyjąś obecnością. Żałowała, że w pałacu nie ma Borutyńskich, a niania zmęczona upałem dawno już zasnęła. Usłyszawszy pukanie do drzwi uśmiechnęła się i poszła otworzyć. A jednak Jaga nie spała i wiedziona przeczuciem, przyszła ją pocieszyć.
- Jak dobrze, że jesteś nianiu! - powiedziała, przekręcając klucz w zamku.
- Otwórz, Nino, to ja. - usłyszała głos Pauli i ścierpła, postanawiając nie otwierać. Ale zaraz uświadomiła sobie, że każde słowo Pauli może być teraz śmiertelnie ważne.
- Otwórz, przecież wiem, że nie śpisz! - zawołała zniecierpliwiona hrabina.
Weszła, rozglądając się po pokoju.
- Nie bój się, nie zamierzam wyrządzić ci krzywdy. - powiedziała widząc, jakie wrażenie wywołała jej nocna wizyta. - Może wyjdziemy na balkon? Noc taka piękna i ciepła....O, na tej kanapce będzie nam doskonale! - usiadła i podkurczyła pod siebie nogi, robiąc przy sobie miejsce dla Niny. Siedząc w tej swobodnej i wdzięcznej pozie, podniosła głowę i wpatrzyła się w niebo pełne jasnych gwiazd. Sierp księżyca wznosił się coraz wyżej, srebrząc wierzchołki drzew.
- Prawda, jaka śliczna noc? - szepnęła. - Kwiaty pachną tak odurzająco i cały dom pełen jest woni róż. Spostrzegłam ciebie na balkonie i przyszłam, bo nagle poczułam się bardzo samotna. Ach, jaka ta noc jest piękna! - powtarzała rozmarzona. - Wiesz, najpiękniejsze noce są na Krymie i w Gruzji. Tyle tam róż i takie ogromne góry pokryte wiecznym śniegiem, a winogrona mają tak wiele słodyczy... Szkoda, że tam nie byłaś, ale jeszcze wszystko przed tobą. Posłuchaj mojej rady i uciekaj z tego domu póki czas. To jakieś fatalne miejsce, nikt tu nie potrafi być szczęśliwy.
Nina uspokojona nieco jej zachowaniem, przysiadła na skraju kanapki zastanawiając się, w jakim celu Paula złożyła jej wizytę o tak późnej porze. Wydawała się spokojna, ale ogromnie smutna. Czarne oczy szeroko otwarte, pozwalały zajrzeć w głąb przepastnych źrenic, zwykle posępnych i nieodgadnionych. Chłodząc się, powiewała perfumowaną chusteczką, a wokół niej unosił się zapach róż.
- Wiesz, - odezwała się zniżonym tonem - mam dziś jakieś osobliwe wrażenie, że w moim życiu coś nieodwołalnie się kończy, a nie potrafię odgadnąć, co niesie mi przyszłość. Próbowałam zasnąć lecz ciągle miałam wrażenie, że nie jestem sama w pokoju. - poruszyła się i odgarnęła z czoła pasmo czarnych włosów. - Nie myśl, że się boję, ale to nie było przyjemne uczucie. Byłam świadoma czyjejś obecności, czułam dziwny chłód..... Kilka razy śniła mi się stara hrabina, stała w nogach mego łóżka i patrzyła na mnie. - roześmiała się odrobinę sztucznie zauważywszy, że Nina wzdrygnęła się i przeżegnała przejęta nagłym lękiem.- Ale to był tylko sen, ty gąsko! Pomyślałam sobie, że zajdę do ciebie, ale i ty przyjmujesz mnie niechętnie.
Pomimo całej wrogości, jaką Nina żywiła do hrabiny, zrobiło się jej żal tej dziwnej, tajemniczej kobiety.
- Robi pani absolutnie wszystko, by zrazić do siebie ludzi. - powiedziała chłodno. - Jestem przekonana, że chciała mnie pani zabić!
- Nie zamierzałam cię skrzywdzić, lecz pragnęłam dać ci jedynie niewinną nauczkę! Zachowałaś się wobec mnie nie fair, odmawiając mi pożyczki. Mam nadzieję, że nie żywisz o to do mnie pretensji?
- Więc to jednak pani podcięła mi popręg! - wybuchnęła Nina, mając ochotę zrzucić hrabinę z balkonu. - Dziwi się pani, że otoczenie nie przepada za pani osobą?
- A cóż mnie obchodzą ludzie? - Paula pogardliwie wzruszyła ramionami. - Robię to, co mi się podoba i odniosłaś mylne mniemanie, że uskarżam się na samotność. Tylko że ta noc jest taka piękna, iż nawet ja zrobiłam się sentymentalna. - z kamiennej wazy zerwała białą zaledwie rozkwitłą różę, powąchała kwiat i zaczęła obrywać jego płatki, rozcierając je w palcach i z rozkoszą wdychając ich zapach. - Zdaję sobie sprawę, że ty uważasz mnie za potwora! Kobietę rozpustną i niemoralną, prawda? - zajrzała Ninie w oczy i pokiwała głową. - To istotnie niemiłe cechy mego charakteru. Ale widzisz, nikt w życiu nie dał mi najmniejszej szansy, abym stała się lepsza. A może już urodziłam się z taką skazą?- umilkła i odrzuciwszy w tył głowę, wpatrywała się w niebo. - Mój ojciec był drobnym dzierżawcą, ale mu się nie wiodło więc wstąpił do wojska. Był bezwzględny i potrafił stać się potrzebny, dorobił się rangi generała tępiąc polskich buntowników w 1831 roku. Matka była Rumunką, czy Greczynką i włóczyła się po świecie, szukając przygód. Podobno była cudownie piękna. Kiedy się urodziłam, matka zostawiła ojca i wyfrunęła w świat. Więcej o niej nie słyszałam. Za bojowe zasługi ojca, przyjęto mnie do Instytutu dla Panien. Nigdy jednak nie zapomniano, że nie mam w żyłach błękitnej krwi.
Paula opowiadała o sobie cichym poufałym tonem, jakiego Nina u niej nie znosiła. Jej blada i napięta twarz, kontrastowała z rozmarzoną miną hrabiny. Spoglądając na Paulę, trudno było uwierzyć, że ta prześliczna kobieta, o niewinnym wejrzeniu anioła, odpowiedzialna jest za wypadek Niny, śmierć Lasewicza, a być może również za spowodowanie śmierci hrabiny Tekli i aresztowanie wielu ludzi. Lecz mimo wszystko, w sercu Niny obudził się dla niej cień współczucia.
- Nikt nie dał pani szansy? - zauważyła łagodniejszym tonem. - Przecież wyszła pani świetnie za mąż i mogła mieć pani szczęśliwe, radosne życie.
Paula spojrzała na nią, jak na osobę obraną z rozumu.
- Oszalałaś? No wiesz, twój sposób myślenia godzien jest pospolitej mieszczki, nie damy! - oznajmiła wyniośle. - Szczęście? Mieć męża, dzieci, psy i pchły? Nie znoszę mężczyzn w domowych kapciach i szlafroku, całujących żonę ustami pełnymi dymu z cygara. Brzydzę się zaślinionych, cuchnących i wrzeszczących niemowląt, bo są wstrętne. Nienawidzę psów! No, co tak na mnie patrzysz? Przecież sama nie lubisz dzieci. O, miałam o tobie lepsze wyobrażenie. Jesteś wybitnie utalentowana i powinnaś mieć duszę artystki, a ty rozumujesz jak prostaczka!
- Nie kochała pani męża ? Więc po co pani za niego wyszła? - Nina odważyła się zadać jej to pytanie.
- Nigdy nie kochałam żadnego mężczyzny! Kiedy poznałam Saszę, a on zaczął starać się o moją rękę, rozkazano mi go poślubić i w ten prosty sposób pozbyto się mnie z dworu carskiego. No, owszem czasami go lubiłam, bo był dobrym kochankiem. - popatrzyła przeciągle na trupio bladą Ninę i zaśmiała się drwiąco.- Jestem źle wychowana, prawda? Zapewne wyobrażasz sobie, że Instytut Błagorodnych Diewic1, to szacowna instytucja kształcąca panny na wzorowe żony i matki? - Paula westchnęła z goryczą. - Istotnie, wychowywano nas bardzo starannie, gdyż stanowiłyśmy harem dla samczych popędów możnych tego świata. Ilekroć wizytował nas jakiś dostojnik, stałyśmy w szeregu oczekując, aż którąś z nas wybierze na uciechę!
Nina na moment przestała oddychać i wpatrywała się w nią z niedowierzaniem.
- To niemożliwe! Przecież nic takiego nie mogło się tam wydarzyć! - wyszeptała ogarnięta zgrozą.
- Co?- nerwowe drgawki wykrzywiły rysy Pauli. - Wydaje ci się, że mam zbyt bujną wyobraźnię? Że to wytwór mego chorego mózgu? - wrzasnęła, przyciskając dłonie do piersi. - Więc dowiedz się, ty mała hipokrytko, że mając zaledwie dwanaście lat, byłam wielokrotnie gwałcona!Pewien stary kniaź wizytujący nasz Instytut, upodobał mnie sobie. Był stary i cuchnął jak cap, ale byłam dla niego słodka i nigdy nie okazałam mu wstrętu. Obiecał, że zaproteguje mnie na dworze i słowa dotrzymał. Był odrażający, ale gdy przyjeżdżał, szłam do niego z uśmiechem i całowałam go. Cóż chcesz, byłam ubogą sierotą, bo ojciec zmarł nie pozostawiając mi żadnego majątku. Nie miałam krewnych ani posagu. Ale byłam piękna i potrafiłam to wykorzystać! - przetarła dłonią czoło i znużonym ruchem opadła na poduszki. - Dla biednych panien świat jest niełaskawy. Miałam piętnaście lat gdy okazało się, że zaszłam w ciążę, nie wiadomo od kogo. Byłam za ładna, aby obarczać mnie bękartem i zdecydowano się ciążę usunąć. Nino, nigdy nie miej dzieci!.... - uderzyła pięścią w oparcie kanapki. - Nawet nie wyobrażasz sobie, jaki to koszmar! Do śmierci nie zapomnę przeraźliwego bólu rozrywającego mi wnętrzności. Cała posadzka zalana była krwią. Wyłam jak bity pies, więc wychowawczyni wpakowała mi na twarz poduszkę, żeby nikt nie słyszał moich krzyków. Dusiłam się i mdlałam na przemian. Kiedy nareszcie pozbyłam się płodu, chorowałam i cierpiałam tak bardzo, że zaczęto podawać mi laudanum żebym jękami nie straszyła ludzi. Kniaź nauczył mnie zażywać haszysz....
  Gniewnym ruchem zgniotła resztki róży i wyrzuciła .

  Ninie zrobiło się niedobrze. Bała się coraz bardziej, bo w oczach Pauli ukazał się błysk szaleństwa.
- Proszę, niech pani przestanie. Ja nie mogę tego słuchać. - poprosiła.
- Pewnie myślisz, że jestem występna? - hrabina nawet nie zwróciła uwagi na jej prośbę. - Ach ty, naiwne łabędziątko, nawet nie wiesz, jakie życie jest okrutne. Musiałyśmy być posłuszne, bez względu na to, czy nam się to podobało, czy nie. Wszystkie byłyśmy sierotami, utrzymywanymi na koszt państwa. Trzeba było milczeć i robić, co kazano. Oporne dziewczęta bito i głodzono. Niewinne brutalnie gwałcono. Niektóre odbierały sobie życie, inne umierały przy porodach i poronieniach. Niemowlęta oddawano do przytułków, nie zabijano ich, bo w niejednym z nich płynęła książęca krew. Czasami któraś z nas miała szczęście i wychodziła z tego piekła, a nawet znajdowała męża. Mnie zabrał kniaź i umieścił na dworze, a gdy mój kochanek umarł, byłam już urządzona w życiu. Poznałam Saszę i zgodziłam się go poślubić, jako niewinna młoda dama! - Paula roześmiała się i zamilkła.
Nina była bliska zemdlenia. Żyła dotąd w świecie, dokąd nie docierały echa wielkich skandali i nie mogła wyobrazić sobie podobnego zepsucia, zgnilizny moralnej. Losy wychowanek Instytutu po prostu nie mieściły się jej w głowie. To nie mogła być prawda! Paula obserwowała ją spod oka.
- Uważasz, że to wszystko zmyśliłam? Ach, jesteś tylko pełną pruderii głupią gęsią z prowincji! Czekasz, aż twoje dziewictwo weźmie ślubny mąż w małżeńskiej łożnicy, pod pobożnym obrazkiem. Więc zapamiętaj sobie, że cnota jest obowiązkiem maluczkich. Ubogiego grzesznika chowa się pod płotem, jak padlinę. Możnego zbrodniarza Kościół za pieniądze rozgrzesza, a nawet wynosi na ołtarze. Światem rządzą pieniądze i zło. Ja również jestem zła, ale uczciwie się do tego przyznaję. - znowu zamilkła i siedziała w posępnej zadumie. - Myślisz może, że Sasza był mi wierny? Śmieszne! Miał więcej kochanek niż włosów na głowie, bo paryżanki szalały za nim, a on rzucał pieniądze garściami, kupując im brylanty, powozy i futra! - zwierzała się, wbijając Ninie w serce lodowaty kolec cierpienia. Poruszyła się, uniosła do góry toczone ramiona i odrzuciła masę czarnych włosów na plecy. Usiadła wygodniej i spojrzała na Ninę łaskawszym okiem.
- Zapomnij o tym, co mówiłam. Ty, to zupełnie co innego. Jesteś młodziutka, śliczna i pochodzisz ze starożytnego rodu. Z taką urodą możesz zrobić olśniewającą karierę! - pieszczotliwie dotknęła końcami palców jej policzka. - Mając taki cel na uwadze, warto się trochę poświęcić, by poślubić nawet starego, zramolałego dziada przeżartego rozpustą i syfilisem, byle był księciem!
- Czym przeżartego? - Nina wysoko uniosła brwi.
- Syfilisem. - powtórzyła Paula i roześmiała się. - To taka choroba jak katar, tylko mężczyzna inaczej się nią zaraża. Moje ty, słodkie, naiwne dziewczątko, ilu rzeczy będę musiała ciebie nauczyć!
Ale cierpliwość Niny właśnie się wyczerpała. Była aż chora z niepokoju o życie Aleksa. Głowa bolała ją tak nieznośnie, jakby ktoś ściskał ją w imadle.
- Pani wybaczy, ale nie jestem na razie zainteresowana mariażem z księciem. Jest późno i najwyższy czas na spoczynek! - oświadczyła zimno.
Paula przypatrywała się jej przenikliwie, okręcając na palcu pasmo włosów. Jej cichy śmiech przypominał chichot puszczyka.
- Wolisz hrabiego od księcia? W takim razie musisz poczekać na moją śmierć, a ja zamierzam żyć długo. Spakuj potrzebne rzeczy, bo jutro, a raczej już dziś, wyjeżdżamy do Petersburga! W Rosji nie zabraknie nam pieniędzy. Tam mężczyźni są hojni, a Polki bardzo się im podobają. Obsypią nas złotem. Sprawimy sobie wspaniałe, modne toalety i zaczniemy światowe życie. Poznasz piękno białych nocy nad Newą. Popędzimy rysakami 2 Fontanką i Newskim Prospektem. Postaram się żebyś została zaprezentowana na dworze, bo cesarz lubi piękne buzie. Pokażę ci Krym i Liwadi, letni pałac carów. Mężczyźni z najwyższych sfer będą się o nas strzelać!
-To istotnie zachęcająca perspektywa, ale ja nie mam zamiaru nigdzie wyjeżdżać, a teraz zamierzam się położyć! - stanowczo oświadczyła Nina, wstając z kanapki.
Zachowanie Pauli momentalnie się zmieniło. Przestała się uśmiechać, minę miała złą, odpychającą. Już nie starała się być miłą. Jej uroda gdzieś znikła. Na Ninę patrzyła starzejąca się kobieta, z widocznymi już zmarszczkami wokół zaciśniętych ust. Jej pewność siebie wzbudziła w Ninie chęć oporu. Postanowiła dokuczyć hrabinie.
- Sądzę, że powinna się pani zadowolić towarzystwem uroczego Żabca. - powiedziała złośliwie.
- Nie wspominaj mi o tym durniu! - Paula wykonała lekceważący gest dłonią. - Ja się nim tylko bawiłam. A ty, nie próbuj się wykręcać. Jutro wyjeżdżamy!
- Serio?- w oczach Niny zabłysły iskierki gniewu. - Moim opiekunem jest wuj i nie ruszę się nawet krokiem bez jego pozwolenia!
- Radzę ci, nie zawracaj sobie Saszą głowy. Wkrótce będzie miał spore kłopoty. Czy wiesz, że on ośmielił się mnie uderzyć? Podły! Nino, nie przeciągaj struny! Wkrótce ja, twoja ciotka, zostanę twą opiekunką, aż do momentu pełnoletności i to ja zadecyduję o twojej przyszłości. Jeżeli będziesz nieposłuszna, wpakuję cię do monasteru! Tam mniszki wypędzą z ciebie diabła, nauczą pokory. Głodówka, loch, biczowanie, pozytywnie wpłyną na zmianę charakteru. Na kolanach będziesz mnie prosiła, żebym cię stamtąd zabrała. No, to słodkich snów, kochanie! - Paula posłała jej całusa i uśmiechnięta wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi.
Nina tak jak stała, padła na łóżko i w tej pozycji przeleżała do białego rana. Świeczka w lichtarzu przygnieciona wielkim knotem, zaskwierczała i zgasła, spłynąwszy woskowymi łzami. Nina nawet tego nie zauważyła. Modliła się, żeby ta lepsza strona charakteru Pauli, przemogła jej obłąkańcze plany. Lecz zdawała sobie sprawę, że to tylko jej pobożne życzenia. Paula już nie kryła się ze złymi zamiarami, postanawiając wydać mężowi otwartą wojnę! Jeżeli on chciał uniemożliwić żonie zbrodnicze plany, powinien działać z całą energią. Niestety Nina nie wiedziała, co Aleks zamierza zrobić, aby przeciwstawić się żonie. Nikomu się nie zwierzał, a swoją działalność konspiracyjną zachowywał w najgłębszej tajemnicy. Gdyby nie gadatliwość Lasewicza powierzającego tajemnicę spisku Rafałowi, nikt nie domyśliłby się, że na tym terenie działa tajna organizacja militarna. Jeżeli, co nie daj Panie Boże, Aleks zostanie aresztowany lub zginie, ona dostanie się w pazury Pauli. Zanim Jaś dowie się o wszystkim, Nina będzie już daleko, w głębi Rosji. Wujostwo Borutyńscy nawet palcem nie kiwną w jej obronie. W razie oporu, Paula wpakuje ją do monasteru. Osadzanie niewygodnych osób w prawosławnych klasztorach, było pospolitym i często stosowanym sposobem pozbycia się niewygodnych członków rodziny, lub opozycjonistów. Carowie zsyłali do monasterów niekochane żony, albo politycznych przeciwników, a mniszki fanatycznie oddanie carowi, będącemu głową kościoła prawosławnego, traktowały więźniarki z wyrachowanym okrucieństwem. Paula bez trudu mogła się postarać o nakaz osadzenia w klasztorze nieposłusznej krewnej. Intencje hrabiny były przejrzyste, nawet dla nie znającej życia dziewczyny. Paula postanowiła uczynić z niej jakąś nową "Damę Kameliową", żeby czerpać zyski z jej urody. Ta kobieta pozbawiona była zasad i hamulców moralnych, jakimi kieruje się normalny człowiek. Miała osobowość socjopatki i postępowała w sposób, jaki w danym momencie dyktowała jej fantazja. Ponure i samotne dzieciństwo nauczyło ją okrucieństwa i działania podstępem. Oddawała niewinnym ludziom to, co sama niegdyś otrzymała. Była bardzo niebezpieczna i Nina rozmyślając nad sposobami ratunku, przeleżała bez ruchu aż do świtu.
Za oknami powoli wstawał z mgieł bardzo upalny i duszny poranek. Nina podniosła się z łóżka wpółżywa z niepokoju. Nie wzywając pokojówki, umyła się i niedbale splotła włosy w dwa warkocze. Byle jak ubrana, nie mogąc usiedzieć w pokoju, poszła do gabinetu i aby zająć czymś myśli, zaczęła przeglądać księgi rachunkowe. Upływały kolejne godziny dnia, lecz Aleks nie wracał. Obiecał, że przyjedzie w południe, tymczasem minęła dwunasta, a jego nie było. Co jakiś czas wstawała od biurka i podchodziła do okna w nadziei, że usłyszy rżenie Rexa i odchodziła zawiedziona. W gabinecie było tak cicho, że na parapecie okna usiadły dwa wróble i kłóciły się o włochatą liszkę, wydzierając ją sobie z dziobów.
Nina była już tylko kłębkiem rozszalałych nerwów przekonana, że na Łysej Polanie doszło do tragedii. Wyobraziwszy to sobie, zaciskała pięści pełna nienawiści i chęci zemsty. Postanowiła osiodłać Mignon, pojechać na Polanę, aby sprawdzić co tam zaszło. Zanim zdecydowała przebrać się w amazonkę, przyjechał chłopak z Brzezińca i wręczył jej kartkę. Zawierała tylko kilka słów pisanych ręką Tadeusza. "Wszystko w porządku!" Padła na kolana śmiejąc się i płacząc, z całego serca wdzięczna Bogu za okazaną łaskę. Tadeusz z pewnością był na Polanie, towarzysząc swojemu dowódcy. Odetchnęła, bo Aleksowi przynajmniej na razie, nie groziło niebezpieczeństwo.
1 Instytut Błagorodnych Diewic - Instytut dla Szlachetnie Urodzonych Panien . Opis rozpusty w Instytutach, na podstawie książki W. Gąsiorowskiego"Królobójcy".
2 Rysaki - konie o charakterystycznym chodzie.