niedziela, 1 maja 2016

Awantura i złowieszczy sen.


 1 maja 2016 r.
Tego dnia rano, siedząc przed lustrem, Nina wpatrywała się apatycznie w jego taflę, a pokojówka Ulisia rozczesywała jej długie włosy. Nina czuła się niezdrowa i już zamierzała powiedzieć Ulisi, że dziś nikogo nie przyjmuje, gdy rozległo się pukanie i do sypialni zajrzał Walenty.
- Jaśnie pan hrabia przyjechał! – oznajmił radośnie.
Nina wydała okrzyk radości i pośpiesznie narzuciła na siebie biały peniuar z grubej koronki, obszyty błękitnymi wstążkami. Zapominając o wszystkim, popędziła na spotkanie męża, rozkładając ramiona, jak ptak skrzydła do lotu. Wpadła do sieni roześmiana, z zaróżowionymi policzkami i błyszczącymi oczami, w obłoku śnieżnej koronki. Aleks stał na środku sieni i rozbierał się, oddając Walentemu płaszcz, kapelusz i rękawiczki.
- Aleczku, nareszcie! – wykrzyknęła, podbiegając do niego. – Tak się cieszę, że wróciłeś! – zajrzała mu w oczy i radosny uśmiech zamarł na jej ustach, a ręce wyciągnięte w powitalnym geście opadły. Patrzył na nią obojętnie, wcale nie reagując na to spontaniczne powitanie.
- Dzień dobry. – powiedział chłodno i pocałował ją w rękę.
- Witaj. – odpowiedziała niemal szeptem, a jej promienne oczy przygasły.
- Mam dla ciebie miłą wiadomość. – oznajmił, spoglądając na nią bez cienia czułości. – Jutro przyjedzie Jaś Borutyński. Przywiózłbym go z sobą, ale musiał na jeden dzień zatrzymać się w Radomiu. Siekielski pochwalił się, że żona urodziła mu zdrowego syna. Zaprosiłem ich do Makowa. – rozejrzał się po sieni. – Wybacz, ale mam dziś wiele pracy. Walenty, proszę przynieść mi do gabinetu coś do zjedzenia i kieliszek maślacza. I napalcie mocno w kominkach, bo w drodze przemarzłem. Aha, niech no Paweł poprosi do mnie pana Bochniaka.
Mówił to takim tonem, jakby jego nieobecność trwała zaledwie kilka godzin. Zdawał się wcale nie zauważać miny żony, pełnej żalu i zawodu. Odwrócił się i poszedł do gabinetu. Walenty podreptał do jego apartamentu, niosąc podróżny sakwojaż. Lokaje wnosili do domu resztę rzeczy pana, omijając stojącą na środku sieni Ninę. Od strony szeroko otwartych drzwi wejściowych powiało chłodem. Wzdrygnęła się i wolno wróciła do sypialni. Pokojówka czekała na nią, trzymając w dłoni grzebień. Z buduaru wyszła Jaga i rzuciwszy okiem na twarz Niny, powiedziała prędko do Ulisi:
- Idź, moje dziecko i wyprasuj tę zieloną suknię jaśnie pani hrabiny. – starannie zamknęła za dziewczyną drzwi i spojrzała na stojącą jak posąg Ninę: - Usiądź! – powiedziała rozkazująco. – Ile to razy uczyłam ciebie, żebyś nie wybiegała do sieni w peniuarze. Tymczasem ty, gdy tylko usłyszysz, że ktoś przyjechał, pędzisz do drzwi na złamanie karku. Po co zatrudniasz służących? No dobrze, powiedz mi, co się stało. Przecież widzę, że masz minę kota na puszczy.
 Z rozpaczliwym jękiem Nina opadła na krzesło, kompletnie załamana.
- Nianiu, nie wiem, co mam robić. Mój mąż potraktował mnie jak zupełnie obcą osobę. Jesteśmy dwa miesiące po ślubie, a ja byłam jego żoną zaledwie kilka dni. Może jemu to nie przeszkadza, lecz dla mnie taka sytuacja jest nie do zniesienia. Czuję się odrzucona i wzgardzona.
- Tak? – Jaga posłała jej wymowne spojrzenie. – To teraz ja ci coś powiem! – rzekła zirytowana, podniesionym głosem. – A nie mówiłam? Dlaczego zamknęłaś przed mężem drzwi sypialni? Teraz już wiesz, jak smakuje odrzucenie! Naucz się, że zawsze ustępuje ta osoba, która więcej kocha. Żona! Bo to kobieta najmocniej kocha. Powinnaś zapamiętać tę życiową mądrość, inaczej wasze małżeństwo się rozpadnie!
- On mnie nie kocha, nianiu. – szepnęła Nina. – Chciałabym umrzeć.
- Dopiero byś wierzgała ze strachu! Przestań się mazać. Mężczyźni nie lubią płaczliwych kobiet. Bądź cierpliwa i nie okazuj, że jego zachowanie sprawia ci przykrość. Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. – pieszczotliwym ruchem potargała Ninie włosy.
- Tak myślisz? – w sercu Niny zaświeciła iskierka nadziei. Kto wie, może Aleks pozwoli się przeprosić i nareszcie się pogodzą? Pojaśniały jej oczy i lekko uśmiechnęła się do Jagi.
Tego dnia nie widziała więcej męża. Hrabia przez kilka godzin pracował z panem Bochniakiem. Potem kazał zaprzęgać do powozu i sam pojechał do Brzezińca z dużym bukietem kwiatów, pogratulować szczęśliwym rodzicom. Wrócił dopiero po zmroku. Nina zjadła kolację u siebie. Przez drzwi słyszała, jak mąż chodził po swoim pokoju, rozmawiając z Walentym i śmiejąc się z czegoś. Potem kamerdyner życzył mu dobrej nocy i wyszedł. Nina cały czas nadsłuchiwała, lecz nie odważyła się zapukać i wejść do jego pokoju bez zaproszenia. Położyła się, wzięła książkę i zaczęła czytać, nie rozumiejąc ani słowa z tego co czyta. Cisnęła książkę w kąt i zgasiła świeczkę. Zasłaniając twarz kołdrą, cicho zapłakała. Zasnęła nad ranem, zwinięta w kłębuszek, nerwowym niespokojnym snem. Przez sen zdawało się jej, że wyczuwa koło siebie czyjąś obecność. Coś musnęło jej policzek, lecz gdy otworzyła oczy, nie zauważyła nikogo. Obudziła się ze stanowczym zamiarem rozmówienia się z mężem. Po porannej toalecie, włożyła na siebie piękną błękitną suknię w kwiaty, Jaga starannie ułożyła jej włosy w twarzową fryzurę.
- No, idź z Bogiem, a postaraj się być miła. – przeżegnała ją i popchnęła ku drzwiom.
Przed gabinetem Nina przystanęła i nakazała sobie spokój. Parę razy odetchnęła głęboko, zagryzła wargi i uszczypnęła się w policzki. Weszła do pokoju pewnym krokiem światowej damy, z uśmiechem na ustach. Aleks siedzący przy biurku, podniósł głowę i oderwał wzrok od rozłożonych przed sobą dokumentów, które przeglądał z uwagą, robiąc na marginesach notatki. Nina umieściła się na kanapie i przybrała wdzięczną pozę, spoglądając na męża figlarnie.
- Przepraszam. – powiedziała. – Zajmę ci, Aleczku, niewiele czasu.
Popatrzył na nią z roztargnieniem i potrząsnął głową.
- Wybacz, ale teraz jestem zajęty. Porozmawiamy przy obiedzie. – mówiąc to, wpatrywał się w stojącą na biurku statuetkę konia z brązu.
- Ale przy obiedzie nie będziemy sami. Musimy szczerze porozmawiać. Kochany, jak długo mam pokutować za moje drobne przewinienie? Wiem, że zachowałam się niemądrze i serdecznie tego żałuję. Alku, tak bardzo się za tobą stęskniłam.... – szepnęła, przykucając przy nim i obsypują jego ręce pocałunkami.
Delikatnym lecz stanowczym ruchem odsunął ją od siebie, ciągle na nią nie patrząc, jakby się obawiał, że ulegnie jej czarowi.
- Drobne przewinienie? – gwałtownym ruchem otworzył kasetę, wyjął papierosa i zapalił, głęboko zaciągając się dymem, mimo iż wiedział, że Nina nie znosi zapachu tytoniu. – Ty nawet nie wiesz, co zrobiłaś! – mówił coraz głośniej i dobitniej. – Najokrutniejszym ciosem, jaki kobieta może zadać mężczyźnie, jest zamkniecie przed nim drzwi sypialni. Zachowałaś się wobec mnie w sposób arogancki i bezwzględny, chociaż pragnąłem tylko porozmawiać z tobą, nic więcej! Wołałem cię, ostrzegałem, że nie wybaczę ci tego afrontu, ale ty nie raczyłaś mi nawet odpowiedzieć. Nigdy żadna kobieta nie upokorzyła mnie tak głęboko. Zadałaś mi ten cios rozmyślnie. A teraz przychodzisz do mnie z uśmiechem, jak gdyby nigdy nic, i mówisz: „drobne przewinienie”. Zrozum, nie musisz wcale zamykać przede mną drzwi sypialni. Wystarczy, że powiesz żebym pozostał u siebie. Nie będę narzucał się żonie, która mnie nie chce. Już w Warszawie odniosłem wrażenie, że zmuszałaś się do współżycia ze mną. Chyba nie jesteś aż tak naiwna, czy zarozumiała, by nie zdawać sobie sprawy, że nie muszę czekać, aż łaskawie zgodzisz się spać ze mną. Mężczyzna niezadowolony z żony, zwykle szuka sobie szczęścia gdzieś indziej! Nie ma kobiet niezastąpionych, powinnaś o tym wiedzieć!
Słuchała go w osłupieniu, szeroko otwierając oczy, blada, bez kropli krwi na twarzy. Suchy język przylepił się jej do podniebienia, a serce biło ciężko i wolno, jak dzwon pogrzebowy. Naraz poczuła silny zawrót głowy, nudności i zlękła się, że zwymiotuje na dywan. Najwyższym wysiłkiem woli przezwyciężając niemoc, odetchnęła głęboko i mocno zacisnęła dłonie w pięści. Nie wyobrażała sobie, że mąż potrafi zachować się wobec niej aż tak niemiłosiernie. Modliła się, aby Bóg pozwolił jej zachować spokój. Rozumiała, że wybuchem gniewu może zniszczyć ich małżeństwo. Przyrzekała sobie, że posłucha rad Jagi i będzie zachowywała się jak baranek, pokornie i łagodnie i wymaże z pamięci jego okrutne słowa. Zawiniła, obraziła go i musi ponieść konsekwencje własnej głupoty.
- Kochany. – powiedziała słodkim głosem. – Ja mam dopiero siedemnaście lat. Sam powiedziałeś, że nie wiem nawet co zrobiłam. Nie znam życia i zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że tak dotkliwie ciebie zraniłam. Przyszłam tu, prosić ciebie o przebaczenie i zrobiłabym wszystko, żeby cofnąć to, co się stało. A ty, nie próbujesz mnie zrozumieć i zadajesz mi ból, równy temu, jaki ja ci zadałam. Tylko, że ty, robisz to teraz świadomie. Błagam cię, Alku, nie krzywdź mnie, bądź wielkoduszny.
W miarę jak mówiła, wzrastało jej zdenerwowanie. W wielkich oczach nie było łez, lecz błaganie i rozpacz. Ale on, wpatrzony gdzieś przed siebie, nie widział tego, kończąc nerwowo palić papierosa.
- Wielkoduszny? Nie bądź śmieszna. Ja ciebie ostrzegałem, że nie wybaczę tego, co zrobiłaś i oświadczam, że więcej się do ciebie nie zbliżę, dopóki ty pierwsza nie przyjdziesz do mnie! A teraz idź sobie, jestem zajęty.
Wolno podniosła się i stanęła wyprostowana, a z jej rozszerzonych oczu strzelił zielony płomień gniewu. Dotknięta do żywego, zupełnie zapomniała o radach niani i swoich obietnicach spokoju. Była śmiertelnie obrażona i miała ochotę rozszarpać go na strzępy!
- Więc taka jest twoja miłość? – powiedziała czując, że krew bije jej do głowy.- Nie umiesz wybaczać? Dobrze, ja również nie zamierzam ci się narzucać. Możesz zamurować drzwi do twojej sypialni, lub zabij je gwoździami. Nie mam zamiaru znosić dłużej twoich humorów i urażonej męskiej ambicji. Nie umiesz kochać, więc pytam, po co się ze mną ożeniłeś? Nie czekałam już na ciebie i z czasem ułożyłabym sobie życie z kimś innym. Zadręczasz mnie swoją zawziętością i w końcu zniszczysz nasze małżeństwo. Ale mnie nie uda ci się złamać! Nienawidzę cię, bo zmuszasz mnie bym robiła, co ty chcesz, a jeśli nie jesteś ze mnie zadowolony, bezlitośnie mnie karzesz. Żałuję, że ciebie spotkałam i poślubiłam!
Spostrzegła, że strasznie pobladł i na ten widok, przejął ją dziwny, aż perwersyjny dreszcz, jaki przechodzi człowieka, kiedy traci nad sobą panowanie i mówi to, czego cofnąć się nie da. Pomyślała, że już drugi raz dochodzi między nimi w tym samym pokoju, do dramatycznej sceny. Nie ściszała głosu i krzyczała, nie dbając o to, że ktoś może słyszeć ich kłótnię. Działo się z nią coś niedobrego. Drżała na całym ciele i widziała wszystko jak przez mgłę. Serce pękało jej z bólu na myśl, że traci ukochanego, a ich małżeństwo wali się w gruzy. Naraz krew uderzyła jej do głowy i zatoczyła się, wspierając obie dłonie o biurko. Oddychała z trudem, walcząc o oddech.
Aleks zerwał się blady, z zaciśniętymi zębami, z niepokojem w głębi źrenic. Pochwycił ją za nadgarstki i trzymał mocno na odległość wyciągniętego ramienia.
- Nino, uspokój się. – powiedział patrząc na nią i starając się ukryć zatroskanie.
Z furią wydarła mu ręce i z całej siły uderzyła go pięścią w piersi.
- Ach, obawiasz się, że służba usłyszy, że się kłócimy? I tak już wszyscy wiedzą, że zgotowałeś mi los niekochanej żony. Gdybym umarła, ukryłbyś mój portret na strychu i ożenił się po raz trzeci!
- Skąd wiesz o portrecie? – zawołał. Teraz był już naprawdę rozgniewany. Na policzki wystąpiły mu czerwone plamy, a oczy rozbłysły.
- Znalazłam go na strychu, gdzie go schowałeś przede mną! – z każdą chwilą unosiła się coraz bardziej, z wybuchem wściekłości wyrzucając z siebie rozpacz i przepełniające ją poczucie klęski. Nie kochał jej, a ich miłosne noce widocznie nie miały dla niego żadnego znaczenia, kiedy tak łatwo mógł się ich wyrzec.
- Uspokój się! – powtórzył, patrząc na nią z zaledwie powstrzymywanym wybuchem gniewu. – Nie wrzeszcz i mów do mnie spokojnym tonem.
Jego słowa sprawiły, że Nina zupełnie przestała się kontrolować.
- Właśnie, że będę krzyczeć! – wrzasnęła z dziecinną złością. – Jesteś okrutny i pod płaszczykiem grzeczności, skrywasz żelazny upór. Chcesz mnie zniszczyć, tak jak Paula zniszczyła ciebie!
- Milcz! – huknął na nią tak groźnie, że zdrętwiała z przerażenia. – Zachowuj się jak dama, a nie jak histeryczka. Co za idiotka! Jesteś zepsutą, rozpuszczoną smarkulą! Wyjdź stąd natychmiast!
W odpowiedzi, jednym ruchem zmiotła z biurka całą zastawę ze śniadaniem, chwyciła statuetkę konia z brązu i rzuciła nią z rozmachem w wiszący na ścianie sztych angielski. Szyba z brzękiem wypadła z ram, a szkło zaścieliło dywan błyszczącymi odłamkami. Dysząc ciężko, Nina rozejrzała się płonącym wzrokiem, szukając czegoś, co mogłaby zniszczyć. Pochwycił ją za ramiona i potrząsnął tak mocno, że o mało nie przecięła sobie języka zębami.
- Ty wstrętna złośnico! – odezwał się cichym, złowieszczym głosem. – Mam wielką ochotę przełożyć cię przez kolano i wlepić kilka mocnych klapsów! Dziwię się, że dotąd nie zastosowałem tej zbawiennej dla ciebie kuracji. Może wyleczyłaby cię z twojej przerażającej wybuchowości.
Patrzyła na jego jakby obcą twarz i w bursztynowe oczy, w których palił się ponury płomień. Z trudem chwytała powietrze dysząc, i starała się opanować wstrząsające nią dreszcze. Naraz ogarnęła ją zgroza, kiedy uświadomiła sobie, do jakiego stanu oboje się doprowadzili. Gdzie podziała się ich miłość?
- Aleczku… - wykrztusiła, głośno łykając ślinę. – Przep…
- Idź do swego pokoju, umyj twarz i opanuj się. – rozkazał twardo. – A teraz nie przeszkadzaj mi w pracy. Nie rozumiem, jak mogłem poślubić tak złośliwe stworzenie. Pamiętaj, że na obiedzie będą goście i życzę sobie, żebyś nie okazywała przy nich fochów. Obcy nie muszą wiedzieć, jakim piekłem stało się nasze małżeństwo!
Nawet w czasie pamiętnej kłótni po śmierci Pauli, nie odnosił się do niej tak wrogo. Krzyczał na nią, jak na nieznośnego dzieciaka i groził, że sprawi jej lanie! Była bliska zemdlenia ze wstydu i bólu.
- Przepraszam, ja nie chciałam. – wyszeptała złamana, z trudem powstrzymując łzy.
- Prosiłem cię, żebyś stąd wyszła! Żądam, byś szanowała moje nazwisko i tytuł, który nosisz! Zachowujesz się, jak krzykliwa przekupka!
- Nie ośmielaj się tak do mnie mówić! – zawołała z oburzeniem. – Traktujesz mnie jak dziewkę, którą się bierze na kilka godzin do łóżka. Jestem twoją żoną, ty okrutniku! – zebrała w garść obfite fałdy spódnicy i wybiegła.
Przez chwilę patrzył za nią z napięciem, potem otworzył okno na oścież i uniósł twarz powalając, by obmywał ją ulewny, lodowaty deszcz.



Dopiero za drzwiami Nina 


wybuchnęła


płaczem i pobiegła wpółprzytomna do


sypialni.



Siekielscy tego dnia nie przyjechali na


obiad, tylko Tadeusz przysłał posłańca z


bilecikiem, zawiadamiając, że żona


poczuła się źle i zmuszeni są pozostać


w domu.

Po południ przyjechał Jaś. Powitał go uradowany Walenty i na wstępie oświadczył, że jaśnie pan hrabia zajęty jest z panem rządcą, a jaśnie pani hrabina odpoczywa u siebie, ale przyjdzie na kolację. Kamerdyner sam zaprowadził kochanego gościa do przeznaczonego mu pokoju, a Paweł przyniósł pełną tacę przysmaków wiejskich i samowar. Przed kolacją Nina długo dała na siebie czekać. Hrabia i Jaś siedzieli już w jadalni przy stole, rozmawiając o ostatnich wydarzeniach w stolicy, gdy lokaj otworzył obie połowy drzwi i zaanonsował:
- Jaśnie pani hrabina!
Weszła Nina poprzedzana przez Grota. Miała na sobie wieczorową suknię z brązowej koronki, haftowanej złotą nicią i pomimo bladej cery, wyglądała tak świeżo i uroczo, że nikt nie uwierzyłby, iż przez pół dnia wiła się na łóżku, targana wymiotami i kurczami ataku nerwowego. Przerażona Jaga nalegała, żeby powiadomić Aleksa i wezwać lekarza, lecz ona nie pozwoliła.
- Co za wytworna dama! – zawołał Jaś, zrywając się od stołu. – Wolno pocałować? A może to już nie wypada, żebym się spoufalał z panią hrabiną?
Zarzuciła mu ręce na szyję, a on pochwycił ją i wycałował po bratersku.
- Zawsze będę twoją małą siostrzyczką, a ty moim kochanym misiem. Ciocia zdrowa? – spytała z uroczym uśmiechem.
Aleks wstał i podsunął jej krzesło. Nie raczyła nawet spojrzeć w jego stronę.
- Mamusia, Bogu dzięki, zdrowa i przesyła państwu ukłony i ucałowanie. Mam dla ciebie list od niej. – Jaś przypatrzył się jej przenikliwym okiem lekarza. – Odnoszę wrażenie, że wyglądasz mizerniej niż w Warszawie. Jak się czujesz, kotku?
Po jej twarzy przemknął cień.
- Jasiu, zapomnij na chwilę, że jesteś medykiem, dobrze? – zaśmiała się swobodnie i dała znak Walentemu, że można podawać. – Jaka szkoda, że Tadzio i Zosia nie przyjechali.
- Tadeusz obiecał, że będą w niedzielę. – wtrącił Aleks.
Udała, że słowa męża do niej nie dotarły.
- Mam nadzieję, Jasiu, ze zostaniesz u nas na dłużej. Nie puszczę ciebie tak prędko.
- Zostanę do chrztu małego Siekielskiego, bo Tadek ostrzegł mnie uprzejmie, że połamie mi kości, jeśli nie będę ojcem chrzestnym małego Stefanka. Wiesz, że byłem z panem Aleksandrem w Kaniówce? Prześliczny majątek. Zupełnie przypomina mi naszą Szepetówkę na Podolu. Pamiętam ją jeszcze z dziecinnych lat.
- Tak, to bardzo malownicza miejscowość. – zgodziła się Nina, unikając spoglądania w stronę męża, siedzącego w milczeniu ze wzrokiem utkwionym w talerz. Kolacja była przepyszna, ale ona prawie jej nie dotknęła. Piła tylko chciwie czerwone wino. Walenty, nie okazując zdumienia, kilka razy napełnił jej kieliszek.
- W Warszawie znowu zrobiło się gorąco. – rzekł Jaś, udając, że nie widzi chłodnego zachowania małżonków. – Na rozkaz cesarza, aresztowano pana hrabiego Andrzeja Zamoyskiego1 i wywieziono do Petersburga.
- Boże miłosierny, za co? – zawołała Nina z przerażeniem.
Zdawała sobie sprawę, że jest to bardzo niepokojąca wiadomość, zaogniająca i tak napięte stosunki, pomiędzy carem, a społeczeństwem polskim.
- Pan hrabia Zamoyski jest człowiekiem honoru i nie brakuje mu odwagi. – opowiadał Jaś, skończywszy jeść kolację. – Ośmielił się oświadczyć w oczy wielkiemu księciu, że carskie reformy, społeczeństwo uważa za komedię, oczekując od władzy nadania nam praw konstytucyjnych i wolnych wyborów. Konstanty wpadł we wściekłość i zauważył zjadliwie, że jednak coś zmieniło się na lepsze, jeżeli pan hrabia pozwala sobie występować do carskiego brata z podobnymi żądaniami. Car powiadomiony o tej rozmowie, polecił Zamoyskiemu natychmiast stawić się w Petersburgu. Grozi to dożywotnim zesłaniem.

Car Aleksander II Romanow.
- To straszne. – szepnęła Nina.
- Niech licho porwie politykę. – Jaś skosztował wina i mlasnął językiem. – A ty, młoda damo, nie próbuj mnie zagadywać. Podaj mi rękę. – Nina pokręciła głową, lecz on nie zważał na jej sprzeciw, tylko mocno pochwycił dłoń i zbadał puls.
- Oho ho! – mruknął niezadowolony, podnosząc brwi. – Tętno szybkie, nieregularne. To mi się nie podoba. Jutro zbadam cię dokładnie.
- Niech ją pan zbada. – pochwycił Aleks. – Ostatnio Nina zrobiła się bardzo nerwowa i impulsywna.
- Ona zawsze była złośnicą, panie hrabio, ale serce ma ze złota. – zaśmiał się Jaś i pochyliwszy się, pocałował Ninę.
- O właśnie, złośnica! – zgodził się Aleks, posyłając żonie wymowne spojrzenie.
Poczerwieniała i aż podskoczyła na krześle.
- Jeżeli nie odpowiada ci mój charakter, to zawsze możesz się ze mną rozwieść! – wycedziła, patrząc na męża z wściekłością.
Jaś nie miał już wątpliwości, że pomiędzy małżonkami musiało dojść do bardzo poważnej scysji. Zaraz po kolacji, Nina pożegnała się i odeszła do siebie, pozostawiając obu panów przy koniaku i cygarach. Ale i Jaś nie siedział długo. Tłumacząc się zmęczeniem, powiedział:"dobranoc" i odszedł do siebie.
Nina nie zdążyła rozebrać się z wieczorowej sukni, ani pomyśleć o zachowaniu męża przy stole, gdy rozległo się pukanie i do sypialni wszedł Jaś.
- Nie za późno na wizytę? – spytał, stojąc na progu.
- Wejdź, misiu, zawsze jesteś mile widziany.
Wszedł, rozejrzał się po pokoju i gwizdnął z podziwem
- To istny raj. No, no, pan hrabia nie pożałował pieniędzy dla młodej żoneczki.
Nina oprowadziła go po mieszkaniu, a potem oboje usiedli w buduarku na kanapce, a Jaś opiekuńczym gestem objął ją ramieniem. Przytuliła się do niego, pokrzepiona na duchu jego obecnością. Zawsze był przy niej, gdy było jej ciężko i smutno.
- Jeżeli uważasz, że zasługuję na twoje zaufanie, to opowiedz mi, co cię dręczy. – powiedział serdecznie.
- Nie jestem szczęśliwa, misiu. – poskarżyła się cichutko, i dokładnie powtórzyła słowa męża, wypowiedziane w czasie kłótni. - On mnie chyba nie kocha. Czasami czulszy jest dla Grota, niż dla mnie. Obawiam się, że nasze małżeństwo się rozpada. Nie nadaję się na wielką damę.
- Nonsens, urodziłaś się wielką damą. Ale sama musisz przyznać, że zamykanie drzwi na klucz przed mężem, nie było rozsądne, chociaż kara wydaje mi się za surowa. To dziwne, bo ani w Warszawie, ani w czasie podróży, hrabia nie wydawał się zły na ciebie. Zastanawiał się, co ci kupić i mówił o tobie bardzo ciepło.
 - Nie znasz go. – westchnęła. – On nigdy nie uzewnętrznia swoich uczuć. Tym bardziej wobec ciebie, bo wie, jak bardzo jesteśmy sobie bliscy.
- Widzisz, kotku, ludzie którzy nie zaznali w dzieciństwie ciepła, ani miłości, są z natury skryci i chłodni. Ale to nie znaczy, że nie potrafią kochać. Twój mąż ma do ciebie żal, ale z czasem to minie. Staraj się być dla niego miła.
Ostry, dominujący ból ścisnął jej serce, podchodził do gardła, a do oczu napłynęły łzy. Jaś patrzył na jej opuszczoną głowę, pełen współczucia i troski.
- Ty jeszcze nie wiesz wszystkiego! – zawołała z rozpaczą. – On nazwał mnie idiotką, histeryczką i stwierdził, że zachowuję się jak przekupka. Powiedział, że ma ochotę wlepić mi parę klapsów, a w końcu uznał, że nasze małżeństwo jest piekłem! – oparła nosek na jego ramieniu i zapłakała.
- Nie płacz, kochanie. Wysiąkaj nosek. – powiedział czule i pogładził jej włosy. - Przypomnij sobie, złotko, ile razy ja sprawiłem ci lanie? A czy przez to mniej cię kocham? On to mówił w gniewie. Dobrze wiesz, że ludzie mówią często coś, czego wcale nie myślą. Na pewno mąż ciebie kocha, ale ma trudny charakter i z tym musisz się pogodzić. Wydaje mi się, że harmonijne współżycie małżonków, polega na wzajemnym kompromisie. – przypatrzył się jej i westchnął. – Obawiam się, że ta kłótnia nie wyszła ci na zdrowie. – mruknął.
- Och, myślałam, że umrę!
- No proszę! – spojrzał na nią zaniepokojony. – Co ci dolega?
Nina oblała się mocnym rumieńcem.
- Mam nudności, często wymiotuję, czuję zawroty głowy i jestem strasznie nerwowa. Nie mogę nieraz przestać płakać, mimo iż bardzo tego pragnę. Dokuczają mi kurcze…
- Często masz te mdłości? Od jak dawna? – spytał, biorąc ją za rękę. - Rano?
- Skąd wiesz? Tak, właśnie rano. A źle się czuję od kilku tygodni. Czy coś podejrzewasz?
- Nie, kotku, ale jutro pozwolisz, że cię zbadam. A teraz, połóż się i odpocznij. Nie zapomnij przed snem zażyć bromu! Nie wolno ci się denerwować, rozumiesz? – ucałował ją i wyszedł od niej zatroskany. Martwił się, że Nina, którą bardzo kochał, nie znalazła szczęścia w małżeństwie i postanowił po badaniu, poważnie porozmawiać z Aleksem.
 Ale nazajutrz nie mógł jej zbadać, bo od rana do pałacu przybywali goście. Jeszcze przed obiadem przyjechali wujostwo Borutyńscy, powiadomieni o zjawieniu się Jasia. Następnym gościem był ksiądz proboszcz, pragnący zasięgnąć porady u młodego lekarza. Potem przyjechali Wąsoccy, lecz bez córek i na koniec Dorota Biecka z mężem i rodzicami. Zrobiło się bardzo gwarno i wesoło. Pani Jabłocka grała na fortepianie do tańca, zaś Kazio Biecki śpiewał wątpliwym tenorem rzewne romanse, które nie wzruszały nawet jego ślubnej żony. Nina dziękowała Bogu, że w domu jest Jaś i zjechali goście w najmniej spodziewanym czasie. Nie musi już siedzieć sam na sam z mężem, wpatrując się ukradkiem w jego zimną, nieruchomą twarz, w milczeniu i we wzajemnej wrogości. Czasami odnosiła wrażenie, że nawet jej obecność jest mu niemiła. Goście rozjechali się dopiero po północy.
W sypialni czekała na nią niania z kubkiem gorącego naparu z kwiatu pomarańczy i melisy. Nina była jej wdzięczna za jej macierzyńską opiekę, ale marzyła, by pozostać sama.
- Nie powinnaś tak długo czekać na mnie, nianiu. – powiedziała, pijąc napar.- Przecież musisz być zmęczona. Proszę, idź się połóż i wypocznij, kochana. Ulisia mogła poczekać.
- Już idę, tylko pamiętaj, długo nie czytaj! – Jaga nakreśliła nad jej głową krzyżyk i wyszła.
Położywszy się do łóżka, Nina ukryła twarz w poduszce, cicho rozpaczliwie płacząc. Przepełniała ją tęsknota za mężem. Brakowało jej w nocy dotyku jego mocnego ciała, pieszczoty rąk i ust. Przez cały dzień starannie omijał ją wzrokiem i nawet nie poprosił do tańca. Czuła się odtrącona i niekochana. Ich krótkie małżeństwo waliło się w gruzy, jak błędnie postawiona budowla. Rozbudzone zmysły domagały się zaspokojenia, a pamięć o jego pieszczotach sprawiała, że ciało prężyło się, spragnione jego uścisku i krew biła jej do głowy. Nie mogła usnąć, więc usiadła, zapaliła świecę i przyklepała dłonią poduszkę, zerkając w stronę apartamentów męża. A gdyby tak zapukać do jego pokoju? Nie! Wtedy straciłaby do siebie szacunek, a i on mógłby nią pogardzać. Nie mogła uleżeć, więc wstała i zaczęła krążyć po sypialni, mając świadomość, że od Aleksa dzieli ją zaledwie kilka kroków.
 Z bólem stwierdziła, że ich krótki związek okazał się nieudany. Z pokorą przyjmowała winę na siebie. Nie dorastała do jego poziomu, brakowało jej wykształcenia i światowego wyrobienia. Okazała się po prostu głupia. Dalsza rodzina Aleksa także jej nie zaakceptowała, przysyłając jedynie depeszę z okazji ślubu, bardzo oziębłą i dającą jasno do zrozumienia, że nie mają zamiaru poznania jej bliżej. Nina znała z fotografii i portretów cioteczną babkę Aleksa, starą księżnę, siwą damę o lodowatym wejrzeniu szarych oczu. To ona wpłynęła na rodzinę, aby zerwali wszelkie stosunki z ciotecznym wnukiem, kiedy ten poślubił Paulę, gdyż nie była to osoba po jej myśli. Całą dalszą familię męża, cechowała pycha rodowa i rezerwa. Co prawda, Nina również miała znakomite korzenie i pochodziła z wielkiego rodu, ale była tylko ubogą sierotą, bez posagu i znaczenia.
Jej miłość do męża była niestety nieodwzajemniona. Nie potrafiła w czasie miodowego miesiąca, rozkochać go w sobie i stać się mu niezbędną. Dla niej każde zbliżenie było ogromnym przeżyciem, tymczasem jego pożądanie nie płynęło z miłości. Był mężczyzną i posiadł ją, lecz jej nie kochał. Nawet nie ukrywał, że każdej chwili może zastąpić żonę inną kobietą. Oświadczył wyraźnie, że nie ma kobiet niezastąpionych. Na wspomnienie tych okrutnych słów, zrobiło się jej słabo. Przykucnęła przy kominku i dorzuciła drewna. Buchnął żywy płomień sypiąc iskry. Za oknami jesienny deszcz bił o szyby, wiatr chichotał w kominie, jakby natrząsał się z jej cierpienia.
Siedziała na dywanie z tygrysiej skóry skulona, obejmując ramionami kolana. Przyszło jej na myśl, że gdyby nawet poszła do niego i oddała się mu, to i tak niczego nie zmieni, bo nikomu nie można nakazać miłości. „O mój Boże. – pomyślała ocierając łzy. – On jest taki zawzięty, że gdybym umarła, zapewne to by go wcale nie obeszło” Powróciła do łóżka, czując silne dreszcze i okręciła się kołdrą wraz z głową. W ten sposób zawsze uciekała od przykrej rzeczywistości. Nie zdawała sobie sprawy, że po policzkach ciągle spływają jej łzy i wsiąkają w webową poszewkę poduszki. Uznała, że powinna wyjechać z Makowa nie czekając, aż mąż da jej do zrozumienia, że powinna się stąd wynosić. Usnęła zrozpaczona i spłakana i wtedy nawiedził ją znowu straszny sen.
Znajdowała się w różanym ogrodzie, po którym spacerował Aleks z Paulą. Miał tak zimną twarz, jak w czasie kłótni i nawet nie spojrzał na nią kiedy go zawołała, tylko zniknął pomiędzy drzewami. Chciała iść za nim, lecz nogi miała ciężkie, jak z ołowiu, a na środku ścieżki stała Paula, zagradzając jej drogę. Biała suknia splamiona była sczerniałą krwią, a twarz skażona rozkładem. Przysłonięte bielmem oczy, w opuchłej, skażonej rozkładem twarzy, były przerażające i ohydne, zaś cała Paula przedstawiała odrażający obraz śmierci i zgnilizny. Nina wydała okrzyk obrzydzenia i cofnęła się do tyłu.
- Odejdź, przecież ty nie żyjesz. – tłumaczyła zjawie łagodnie.
 Ale widmo następowało, wyciągając ku niej sine, gnijące dłonie.
- Aleks ciebie nie chce! Nie chce! Nie chce! Mówiłam, nie wracaj tego domu!... – dolatujący z oddali głos zmarłej, wypełnił głowę Niny. Zjawa podchodziła coraz bliżej, niemal dotykając ją przegniłymi palcami rąk. Echo wypowiedzianych słów huczało, oddalając się i przybliżając, niby fale na jeziorze. Z Niną działo się coś niedobrego, bo serce jej biło coraz szybciej i zaczęła się dusić.
- Jezu! – wydała straszny okrzyk i usiadła na łóżku wyprostowana, ciężko dysząc.
Powiodła dokoła rozszalałym wzrokiem przekonana, że nadal widzi przed sobą potworne widmo. Przycisnęła obie dłonie do piersi, starając się uspokoić tętno. Ciągle jeszcze słyszała głos Pauli, dolatujący gdzieś z przestrzeni. Głos jak u mechanicznej zabawki, nierealny i przez to jeszcze straszniejszy. W pokoju zrobiło się jasno, ktoś ją wołał, dotykał jej czoła. Nad sobą dostrzegła pochyloną nianię. Trzymała lichtarz z płonącą świecą, za nią stał Aleks.
- Nino, obudź się! – jak przez ścianę dotarł do niej głos męża. – Co ci dolega?
- Zapalcie wszystkie światła! – wychrypiała, trzęsąc się ze strachu i nie mogąc jeszcze otrząsnąć się z wrażenia upiornego snu. - Brak mi powietrza.
- Boże, ona ma chyba gorączkę! – zawołała Jaga z niepokojem. – Jest cała mokra, a od dwóch dni tylko wymiotuje i mdleje. Mówiłam, żeby wezwać lekarza. Kotuniu, znowu masz kurcze? Niedobrze ci?
- Nina chorowała? – Aleks zesztywniał, zmarszczył brwi i spojrzał na Jagę surowo. – Dlaczego ja nic o tym nie wiem? Raz na zawsze proszę, żeby mnie natychmiast powiadamiano o każdej dolegliwości mojej żony. Krzyczałaś przez sen, czy coś cię boli? – spytał, a jego chłodna dłoń spoczęła na jej rozpalonym czole. Światło świecy padało wprost na jego piękną twarz. Nina zapragnęła przycisnąć tę dłoń do ust, lecz nie śmiała. Im bardziej wydawał się daleki i nieprzystępny, tym mocniej go kochała.
- Śniło mi się coś strasznego i zaczęłam się dusić. – szepnęła, obawiając się spoglądać w ciemne kąty pokoju, bo wydawało się jej, że gdzieś tam ukrywa się okropna zjawa. Jaga kolejno zapalała wszystkie lampy i świeczniki, sypialnia ponownie wyglądała przytulnie i bezpiecznie. W kominku tlił się jeszcze ogień, a wiatr rozżarzał dogasające polana. Niania dorzuciła kilka polan, które prędko zapłonęły jasnym ogniem.
- Trzeba obudzić doktora. – rzekł stanowczo Aleks. – Brałaś wieczorem brom?
- Nie pamiętam. Chyba zapomniałam. Piłam kwiat pomarańczy i melisę. Nie trzeba Jasia budzić, to samo przejdzie.
- Nie przejdzie. Musi cię zbadać.
Nie zdążyła zaprotestować, bo Aleks wyszedł i obudził Borutyńskiego. Jaś wszedł do sypialni, ubrany tylko w szlafrok i papucie na bosych stopach. Pomimo niedbałego stroju, wnosił z sobą niekwestionowany autorytet lekarza. Zbadał jej tętno, osłuchał płuca, zajrzał do gardła i skrzywił się niezadowolony.
- Wprawdzie nie masz gorączki, ale jesteś spocona i zbyt podniecona. Zaraz dam ci krople na serce, a jutro koniecznie muszę cię zbadać. Dopiero druga w nocy, więc powinnaś jeszcze zasnąć. Rano masz wypoczywać, rozumiesz? Chcesz coś na sen?
- Nie, dziękuję. Tak mi przykro, że przeze mnie musiałeś się fatygować. – Nina spojrzała na niego ze skruchą.
 - Jestem lekarzem. – Jaś sam podał jej lekarstwo i pieszczotliwie poczochrał włosy. Stwierdziwszy, że serce znowu pracuje normalnie, udał się na spoczynek, głośno ziewając.
- Nianiu, idź, kochana, i połóż się. Tak mi wstyd, że was zbudziłam. – powiedziała Nina, kiedy w pokoju pozostali tylko we troje. Chłodne zachowanie męża sprawiło, że znowu wpadła w rozpacz. Jakby czytając w jej myślach, Jaga cicho wymknęła się z sypialni.
Aleks kolejno gasił świece i lampy, pozostawiając jedynie małą lampkę nocną na stoliczku przy łożu. Dorzucił do kominka kilka grubych polan, a gdy i one zajęły się ogniem wolno, jakby z ociąganiem, skierował się do swego pokoju. „Jeżeli teraz pozwolę mu odejść, nasze małżeństwo będzie skończone. – pomyślała zrozpaczona Nina. – Niech diabli wezmą dumę i ambicję. Kocham mego męża i muszę go odzyskać!”. Odrzuciła kołdrę i wyskoczyła z łóżka. Czepek spadł jej z głowy, długie, ciężkie warkocze rozplotły się, okrywając ją całą.
- Nie! Nie odchodź, Alku! – zawołała. – Błagam, nie zostawiaj mnie samej. – podbiegła do niego, cała w bieli, w długiej nocnej koszuli i bosa, wyciągając obie ręce. Przystanął i spojrzał na nią badawczo.
 - Nino, połóż się, jesteś chora.
- Jestem zrozpaczona. Śniła mi się Paula, opuchnięta, rozkładająca się i powiedziała, że ty mnie nie chcesz! Jezu, czy to prawda? Nie jestem ci potrzebna? Mam odejść z twego życia? Tak niewiele dla ciebie znaczę, że może mnie zastąpić inna kobieta? Nie potrafię pogodzić się z tą myślą, ona mnie zabije… - dygotała, trzęsła się, pod wpływem panicznej myśli, że on powie coś błahego i wyjdzie, a wtedy jej świat runie w gruzy i będzie musiała umrzeć.
- To był tylko zły sen, nie mający żadnego znaczenia. – rzekł powściągliwie. Jednak jej łamiący się głos sprawił, że jego twarz straciła wyraz chłodnej uprzejmości. W głosie męża Nina dosłyszała cieplejszą nutkę.
- Ale twoje słowa nie były snem! – wybuchnęła namiętnie. – Alek, nie potrafię żyć ze świadomością, że mnie już nie kochasz. Jezu, co się z nami stało? Jeżeli to ma być miarą mojej miłości, gotowa jestem pójść do ciebie nawet na kolanach!
Wpatrywał się w nią jakby z niedowierzaniem. Podszedł tak blisko, że na twarzy poczuła jego oddech.
- To ty powiedziałaś, że mnie nienawidzisz i żałujesz, że wyszłaś za mnie. – przypomniał cichym głosem.
- Najdroższy! – załkała, obejmując go z całej siły. – Jak mogłeś w to uwierzyć? Nie przeżyłabym utraty ciebie. Na samą myśl o tym, wydaje mi się, że tracę rozum i oszaleję. – jakby te słowa przerwały jakąś tamę, jego ramiona opasały ją ciasnym kręgiem.
- A ty, jak mogłaś uwierzyć, że przestałem cię kochać, że wyrzekłem się miłości mego życia? Nino!
Usta miał gorące i natarczywe. Pod wpływem tego pocałunku zapomniała o całym świecie. Otoczyła jego szyję ramionami, lgnąc do niego całym ciałem. Przez jej żyły przepłynęła fala płomieni. Słyszała jego urywany oddech i rozchylała usta, poddając się jego wargom. Zdawało się jej, że śni cudowny sen. Już nie bała się niczego, kiedy na swojej piersi czuła bicie jego serca. Lampka nocna przygasła, a cały pokój pogrążył się w ciemności.
-----------------------------------------
1 Hrabia Andrzej Zamoyski nigdy nie powrócił do kraju, skazany na dożywotnie wygnanie.