czwartek, 19 maja 2016

Generał Langiewicz w Makowie.


19 maja 2016 r.
Na tę straszną wieść o rozbiciu małej armii Langiewicza i pożarze Wąchocka, po dworach zapanowała rozpacz. Kobiety modliły się, żebrząc u Boga miłosierdzia dla swoich najbliższych. Gasła nadzieja i mogło się zdawać, że to już koniec powstania. Nina uparła się osobiście jechać do Wąchocka, aby szukać męża. W ostatniej chwili, pan Bochniak i Maciek, siłą wyciągnęli ją z sań i spazmującą zanieśli do domu, a tam niania i panna Lutówna, prośbą i groźbą wybiły jej ten wariacki pomysł z głowy. Teraz już każdej chwili spodziewano się najazdu Moskali. Chłopak stróżujący na wieżyczce kaplicy, wytrzeszczał oczy w obawie, że lada chwila ujrzy wysuwającą się z lasów kolumnę wojska. Ale dokoła, jak okiem sięgnąć, rozciągała się tylko szara płaszczyzna pól, lekko pobielona topniejącym śniegiem, z siną wstęgą borów porastających stoki gór. Wszędzie panowała cisza, jedynie wrony wrzeszczały na wierzchołkach drzew. Wieczorami pałac stał niemy i ciemny, ale wewnątrz czuwali ludzie. Kobiety odmawiały niekończące się litanie i różaniec, mężczyźni uzbrojeni w kuchenne noże, tasaki i widły, nocowali w sieni, aby uniknąć zaskoczenia. Najbardziej obawiano się kozaków, gdyż znani byli z bałwochwalczego przywiązania do cara i nieludzkiego okrucieństwa oraz nienawiści do "Lachów".
Bitwa powstańców z Moskalami.
Po wybuchu rozpaczy, Nina poczuła się tak źle, że nawet nie protestowała, kiedy niania, grożąc jej wszystkimi plagami egipskimi, zapakowała ją do łóżka zaraz po obiedzie. Leżąc na wysoko podniesionych poduszkach, rozmyślała o mężu. Wierzyła, że żyje, bo w przeciwnym razie dręczyłby ją straszny niepokój, zapowiadający jego śmierć. Jednak mógł być ranny i leżeć gdzieś w chłopskiej chacie, próżno wyglądając pomocy. A może po rozgromieniu partii, błąka się po lasach, szukając bezpiecznego schronienia? Oczami duszy widziała mały oddziałek, błądzący po bezdrożach puszczy, w poszukiwaniu strawy i dachu nad głową, brutalnie przepędzany z osad przez zawziętych chłopów. Truchlała na myśl, że mąż mógł dostać się do niewoli i siedzi teraz w lochu, oczekując na jedyny wyrok, jaki wydać może rosyjski sąd wojenny – wyrok śmierci! Zdawało się jej, że widzi Aleksa stojącego na szafocie pod szubienicą, i siadała na łóżku z dziko bijącym sercem. Tłumiła łkanie, zatykając sobie chusteczką usta. Przez uchylone drzwi do buduaru, słyszała cichy szmer odmawianych przez nianię cząstek różańca. Ten odgłos, znajomy od najwcześniejszego dzieciństwa, nieco ją uspokajał.
Zasadzka.
  W nocy pogoda nagle się zmieniła. Zerwał się północny wiatr przynosząc ochłodzenie i zadymkę śnieżną. Leżąc, Nina nadsłuchiwała zawodzenia wichury w kominku i za oknem. Nawet nie spostrzegła, kiedy zapadła w sen. Obudziło ją gwałtowne szarpnięcie za ramię. Nad nią pochylała się niania, z twarzą wykrzywioną strachem.
- Nina, ubieraj się! Przybiegł Wicuś i powiada, że jakieś wojsko idzie w tę stronę. Są już blisko!
Nina jednym susem wyskoczyła z łóżka i stanęła na nogach .
- Nianiu, zasznuruj mnie. - wyszeptała drżącym głosem, wyobrażając sobie naiwnie, że gorset przeszkodzi gwałcicielowi. Kiedy Jaga zapinała jej stanik, sięgnęła do szufladki nocnego stolika i wyjęła pistolet. Sprawdziła czy nabity i schowała do kieszeni.
- Na litość boską, Nina, zostaw ten pistolet! - krzyknęła Jaga. - Jak znajdą przy tobie broń, zabiją ciebie!
- Wolę zginąć, niż zostać zgwałcona przez jakiegoś bydlaka! Prędzej!- ponagliła, bo ktoś zaczął się gwałtownie dobijać do drzwi wejściowych. Rozległy się gwizdki stróża nocnego i zajadłe szczekanie psów.
- Otwórzcie, bo rozwalą bramę -. rozkazała Nina, ściskając kurczowo rękojeść pistoletu.
Wraz z kłębami śnieżycy i mroźnego powietrza, wtargnęła do sieni gromadka mężczyzn. "Zabijali" ramiona, przytupując i otrzepując się ze śniegu, który białym nalotem pokrywał ich zarost i odzież. Nina odetchnęła, zobaczywszy na ich głowach konfederatki. Lecz zaraz przyszło jej na myśl, że za powstańcami idą w ślad Rosjanie. Na widok dam, przybysze obnażyli głowy i z ciekawością rozglądali się po wspaniałej sieni. Spomiędzy nich, postąpił do przodu niski mężczyzna o wpadniętych oczach, przenikliwym spojrzeniu i długich wąsach. Ubrany był w szarą kurtkę lamowaną puszystym futrem, zapinaną na jedwabne pętlice. W milczeniu przypatrywał się wyrwanym ze snu domownikom, uzbrojonym w noże kuchenne. Po wargach przemknął mu cień uśmiechu. Zwrócił oczy na Ninę, mającą przy sobie Jagę i pannę Lutównę, a za plecami Maćka, gotowego rzucić się w obronie pani na każdego napastnika. Mężczyzna postąpił krok naprzód i złożył paniom dosyć wyniosły ukłon.
- Z kim mam zaszczyt? - spytał szorstkim, nawykłym do rozkazywania głosem. Był mocno przeziębiony i chrypiał.
Nina odkłoniła się równie dumnie.
- Pan wybaczy, ale to mój dom i tylko ja mam prawo pytać! - rzekła z lodowatą uprzejmością, bo obawiała się, że ta nocna wizyta nie wróży nic dobrego. Zapewne następnymi nieproszonymi gośćmi będą Rosjanie.
- Mam nadzieję, że znajdujemy się pod dachem dobrych Polaków? - upewnił się powstaniec, nie odpowiadając na jej uwagę.
- Oczekuję, że zechcecie się nam panowie przedstawić. - nalegała, nie zmieniając wyniosłej postawy.
- Panie raczą darować, jestem Langiewicz1! - odparł mężczyzna, składając powściągliwy ukłon.
gen. Marian Langiewicz
 - Panie generale, zaszczyt to dla nas.- damy dygnęły, a Nina wyciągnęła do niego rękę, którą ucałował, nie spuszczając z niej badawczego wzroku.- Witajcie panowie w moim domu. Jestem Janina Klonowiecka i cały Maków jest na wasze rozkazy.
- Panie pozwolą, że przedstawię moich oficerów.- Langiewicz wyraźnie silił się na uprzejmość.
Powstańcy kolejno podchodzili, ujęci urodą i wdziękiem młodej damy. Składali na dłoniach pań pocałunki, wymieniając nazwiska lub tylko pseudonimy. Z twarzy Langiewicza nie znikał cień niechęci. W malinowym salonie zapłonął w kominku ogień, a goście wygodnie usadowieni na kanapkach i fotelach, oczekiwali na posiłek.
- Pan generał podróżuje w tak szczupłym gronie? - spytała Nina, widząc przy nim tylko kilkunastu oficerów.
- Pozostawiłem swój oddział na wsi. Nie chcieliśmy przychodzić do pałacu całą gromadą. Chłopi tutaj zamożni, gospodarstwa obszerne. Moi żołnierze pożywią się i ogrzeją pod dachem, bo są głodni i przemarznięci. Nie spodziewałem się trafić na tych terenach do tak bogatej wsi.
"Jak dłużej tu postoicie, przestanie być bogata!" - pomyślała, a głośno powiedziała uprzejmie: - Zaraz każę przygotować dla panów gościnne pokoje.
Posłała im uroczy uśmiech mimo, że wcale nie była zadowolona z przybycia powstańców. "Ciekawa jestem, jak długo zamierzają tu siedzieć? Głowę dam, że w następnych dniach zwalą mi się na kark Moskale. A niech to kaczka kopnie!" Naraz wyobraziła sobie, że gdzieś w jakimś domu, inna kobieta także pragnie pozbyć się głodnego, zziębniętego Aleksa i cała nagromadzona w niej złość uleciała. W salonie zrobiło się ciepło, bo służący wrzucali do kominka całe pnie bukowego drewna. Paweł roznosił na tacy naprędce przygotowane zakąski i wino. Powstańcy byli niewątpliwie ludźmi kulturalnymi i nie okazywali dręczącego ich głodu.
- Może od pana generała dowiem się czegoś o partii mego męża, naczelnika "Czarnego"? - szepnęła Nina, modląc się w duchu, by nie usłyszeć złej nowiny.
- Nie wiedziałem, że trafiliśmy do domu pana naczelnika. Niewiele mogę powiedzieć. - Langiewicz z pochmurną miną pociągnął długiego wąsa. - Jego oddział wycofał się w kierunku Brodów i przeszedł rzekę Kamienną.
- To mąż nie brał udziału w bitwie? - zawołała zdumiona, bo to było zupełnie do Aleksa niepodobne.
- Owszem, brał udział, ale zaraz potem nasze drogi się rozeszły. - odrzekł Langiewicz i dodał cierpko: - W pewnych sprawach różniliśmy się zdaniem.
Oczy Niny zapłonęły radośnie."Bogu dzięki, Alek uniknął pogromu!"- pomyślała. Z powściągliwych i cedzonych z niechęcią wyjaśnień generała wywnioskowała, że obaj mężczyźni nie darzyli się sympatią.
- Małżonek pani jest doświadczonym oficerem, lecz niekiedy bywa także uparty. - dorzucił Langiewicz.
- Wydaje mi się, że trwanie przy własnym zdaniu, dowodzi charakteru. - zauważyła Nina, ściągając brwi.
- Lecz u podwładnego bywa wadą! - uciął zimno Langiewicz.
Patrol powstańczy
  Jedną z niemiłych cech jego charakteru była zawiść. Nina podejrzewała, że generał zazdrości Aleksowi sukcesów i poczuła się obrażona jego nietaktowną uwagą. Zwykły oficer wyniesiony do rangi generała, na skutek niedoświadczenia Rządu, śmiał krytykować absolwenta słynnej rosyjskiej Akademii Sztabu Generalnego, rotmistrza gwardii cesarskiej! Cóż znaczył Langiewicz, skromny oficer, bez wielkich zasług i wybitnych talentów militarnych? Aleks miał już za sobą spektakularne zwycięstwo, czego niestety nie można było powiedzieć o generale. Stąd zawiść i jawnie okazywana niechęć. Z coraz zimniejszej miny pani domu, Langiewicz domyślił się, że jego uwagi były niegrzeczne i popełnił nietakt krytykując męża młodej damy. Nie świadczyło to o jego dobrym wychowaniu.
- Proszę o wybaczenie, pani hrabino. - próbował naprawić swój błąd. - Być może wyraziłem się nieściśle. Mam dla pani małżonka wiele szacunku, lecz przez tak krótki czas nie zdążyliśmy się lepiej poznać. Czy zechce pani udzielić nam gościny na jedną noc? O świcie ruszamy w dalszą drogę. - mówiąc to, generał zdobył się na kiepską imitację uśmiechu.
- Mój dom jest na pańskie rozkazy. - oświadczyła ze śmiertelną powagą i pozostawiwszy go na pastwę rozanielonej Miry, odeszła udając, że musi sprawdzić przygotowania do kolacji.
W wielkiej jadalni, pani ochmistrzyni dyrygowała, w braku lokajów, pokojówkami nakrywającymi do stołu, a kuchnia przypominała wnętrze krateru wulkanu przed erupcją. Nina szybko się stamtąd wyniosła, bo pan Szymon miał minę Gromowładnego, poruszając się po kuchni z szybkością trąby powietrznej. W sieni zastąpił jej drogę niewielki żołnierzyk, którego widziała przy generale.
Anna Henryka Pustowójtówna
  - Najmocniej przepraszam panią hrabinę, ale czy mógłbym skorzystać z kąpieli? - odezwał się półgłosem, składając niezgrabny ukłon i rumieniąc się po skraj czarnej czupryny.
Nina zaskoczona tą nieoczekiwaną prośbą, spojrzała na niego badawczo. Chłopiec był drobno zbudowany, ale wyglądał bojowo, w szarej kurtce obszytej czarnym sutaszem i szerokich szarawarach wpuszczonych w wysokie buty. Za pasem miał pistolet, a przy boku plątała się wielka kawaleryjska szabla. Jego wydatne czerwone usta, błyszczące ciemne oczy, pod łukami czarnych brwi i gęsta czupryna, czyniły go podobnym do młodej, zdrowej dziewczyny. Ninie zrobiło się żal biedaka. Był taki młodziutki, może nieco starszy od niej i zapewne pochodził z dobrego domu. Wskazywało na to zamiłowanie do czystości.
- Zaraz każę lokajowi zagrzać wodę dla pana. - powiedziała uprzejmie. Skinąwszy mu głową zamierzała powrócić do salonu, ale zatrzymał ją w pół kroku cichutki śmiech żołnierzyka.
- Pani hrabina pozwoli, że się przedstawię. - dziarsko trzasnął obcasami. - Michał Smok, a prywatnie Anna Henryka Pustowójtówna, pełniąca obowiązki adiutanta pana generała!
  Nina zaniemówiła ze zdumienia.
- To pani?- zawołała odzyskawszy głos - Ależ ja dawno już o pani słyszałam, ale zawsze wyobrażałam sobie, że to musi być jakaś herod-baba, kto wie, czy nie z wąsami!
Panna Pustowójtówna roześmiała się serdecznie.
- Hèlas2, kobiecie, która decyduje się wieść życie żołnierza, potrzebna jest siła woli, a nie siła fizyczna. - powiedziała z odrobiną goryczy. - - Nie zawsze moje dobre intencje spotykają się ze zrozumieniem i aprobatą.
- To przykre. - Nina spojrzała na nią z sympatią. - Gdyby nie mój stan, ja również chciałam być przy boku męża. Każę przygotować dla pani kąpiel w mojej łazience. Pani od początku powstania przy panu generale?
- Nie. Poprzednio byłam u pana pułkownika Czachowskiego, ale wolałam odejść, bo to twardy człowiek. Zresztą może tylko mnie się tak wydaje, bo nie znam się na służbie wojskowej. - szybko się poprawiła.
Anna Henryka Pustowójtówna.
  Nina nie spodziewała się usłyszeć z jej ust podobnej uwagi. O Czachowskim3 było już głośno w kraju. Ludzie pod niebiosa wychwalali jego waleczność i bezgraniczne umiłowanie ojczyzny. Pozostawiwszy dom i córki, przystąpił z dwoma synami do powstania i natychmiast zwrócił na siebie uwagę władz talentem militarnym. Stary wiarus przypominał Ninie wyglądem, dawnych zagończyków stepowych, dzielnych Lisowszczyków4, o których nasłuchała się pasjonujących historii. Jednak nie zamierzała głośno wyrażać swej opinii zauważywszy, że panna Pustowójtówna jest bezkrytycznie zapatrzona w Langiewicza. Zresztą w tej chwili interesowały ją wyłącznie losy męża.
- Czy może wie pani, gdzie znajduje się teraz partia naczelnika "Czarnego"? To mój mąż. - dyplomatycznie zmieniła temat.
- Przykro mi, ale nie wiem. Widywałam pana naczelnika w Wąchocku. Bardzo dystyngowany i przystojny mężczyzna. Wydaje mi się, że pan pułkownik Czachowski5 potrafi pani udzielić bardziej wyczerpujących informacji, bo obaj panowie bardzo się zaprzyjaźnili.
Nina zaprowadziła młodą pannę do sypialni i poleciwszy ją opiece Ulisi, ubrała w garderobie strojniejszą suknię i poprawiła fryzurę. Poprzednio stwierdziła, że Langiewicz był uprzedzony do Aleksa. Generał pochodzący ze skromnej, mieszczańskiej rodziny wielkopolskiej, nie lubił szlachty i arystokracji. Do ludzi obdarzonych talentem militarnym, z reguły odnosił się z niechęcią i zawiścią. Ponadto nie cierpiał tych, którzy mieli odwagę wyrażać głośno własne przekonania. Langiewicz często popełniał błędy, ponieważ nie lubił słuchać niczyich rad, a źle pojęta ambicja, nie pozwalała mu się przyznać do niekompetencji. Swoim zachowaniem od początku zyskał sobie wielu przeciwników. Tylko kobiety, nie wiadomo dlaczego, uważały że jest czarujący. 
Panna Pustowójtówna przed powstaniem
Podciągnąwszy wyżej krynolinę, by zamaskować lekko zaokrąglony brzuch, Nina udała się do salonu. Powstańcy byli wygłodzeni i widocznie zmęczeni forsownym marszem, lecz zachowywali się powściągliwie, i dopiero kilka kieliszków szampana oraz towarzystwo młodych i ładnych kobiet, poprawiło im humory. Prawili damom komplementy, żartowali ze swego wyglądu i junacko odgrażali się Moskalom. Nina ze wzruszeniem patrzyła na ich mizerne twarze, dziko zarośnięte i zniszczoną odzież, wyobrażając sobie, że może w jakimś innym dworze Aleks szuka schronienia przed mroźną zimową nocą. Jednak znając zamiłowanie męża do higieny, nie wyobrażała sobie, że mógłby być aż tak brudny. Zapewne i ci mężczyźni nie zawsze wyglądali jak banda Ali Baby. Ich dłonie zachowały piękny kształt, maniery mieli wykwintne i prowadząc lekką salonową rozmowę, często wtrącali wyrazy francuskie, łacińskie i angielskie. 
Major Figietty, który z powodzeniem stoczył bitwę o Jedlnię, a następnie przyłączył się do Langiewicza, barwnie opowiadał o powstaniu węgierskim i swojej tułaczce po Turcji, Francji i Afryce. Mówił po turecku i zapowiadał paniom, że każe je porwać, sprzeda sułtanowi za grube pieniądze i zbije na tym majątek. Oficerowie śmiali się, słuchając barwnych i dowcipnych historyjek, jedynie generał, siedzący jako przedstawiciel Rządu na miejscu pana domu, był skwaszony. Nie lubił majora i nie potrafił mu zapomnieć, że tylko on jeden odniósł 23 stycznia całkowite zwycięstwo w Jedlni.
Po posiłku, panowie przeszli do malinowego salonu na herbatę i ciasto. Mira zasiadła do fortepianu i zagrała skoczną przygrywkę, znanej powstańczej pieśni, śpiewanej wówczas przez Polaków we wszystkich zaborach. Oficerowie podchwycili melodię i pieśń w dziarskim, mazurowym rytmie rozległa się w całym domu.
W krwawym polu srebrne ptaszę,
Poszli w boje chłopcy nasze
Hej ha, duch gra, krew gra, hej ha!
Niechaj Polska zna, jakich synów ma.
Obok Orła znak Pogoni,
Poszli chłopcy w bój bez broni.
Hej ha, duch gra, krew gra, hej ha!
Matko Polsko żyj!
Jezus Maria - bij!
Przed spoczynkiem, Nina postanowiła porozmawiać z pułkownikiem Czachowskim. Stał przy fortepianie, rozmawiając z panną Lutówną. Podeszła do niego obawiając się tego, co może usłyszeć.
- Panie pułkowniku. - szepnęła, patrząc na niego błagalnie. - Może od pana dowiem się czegoś o moim mężu, naczelniku "Czarnym"?
pułk. Dionizy Czachowski.
 - To pani hrabina jest małżonką pana Aleksandra? - zdziwił się Czachowski, gdyż powstańcy najczęściej walczyli pod przybranymi pseudonimami, ażeby nie narażać rodzin i zwykle nie znali swoich prawdziwych nazwisk. - Ależ pan naczelnik wybrał sobie śliczną paniuleczkę! Proszę wybaczyć staremu niezgrabną kurtuazję. Powiem pani szczerze: między panem naczelnikiem, a generałem doszło do ostrej wymiany zdań. I na Boga, pan naczelnik miał rację! Upierał się, żeby zlokalizować obóz w pewnej odległości od miasta, nie narażając ludności cywilnej na zemstę Moskali. Langiewicz nie wyraził na to zgody i w końcu się pocięli! Generał zarzucił panu naczelnikowi niesubordynację w dniu wybuchu powstania, oskarżając go, że nie stawił się na miejsce zgrupowania.
Nina aż posiniała ze złości.
- Jak on śmiał? - krzyknęła oburzona, zaciskając pięści. - Byłam obecna przy tym, gdy kurier z Warszawy doręczył mężowi nowe rozkazy Rządu. Polecono mu patrolować lasy! Mąż był zrozpaczony, bo obiecał panu generałowi przyłączenie się do jego oddziału. Są na to dowody! To pan Langiewicz w ostatniej chwili zmienił plany i zamiast uderzyć na Suchedniów, zaatakował Szydłowiec! Oskarżenia pana generała są absurdalne i krzywdzą mego męża. Widać zapomniał, że mąż w pierwszej potyczce odniósł zwycięstwo!
Czachowski pochwycił ją za obie ręce i mocno uścisnął .
- Uspokój się, córeńko. - powiedział ojcowskim tonem. - On właśnie tego nie może zapomnieć. Ja wiem o wszystkim, bo rozmawiałem z kurierem. Cóż, trudno ukryć, że pan Langiewicz jest mściwy. Naczelnik nalegał, żeby wyjść z miasta w stronę, skąd nadchodził generał Mark i przygotować w puszczy zasadzkę. Ale generał się nie zgodził i nie ostrzegł ludności, by ukryła się w lasach. Podobno nie chciał szerzyć paniki. Po bitwie, kiedy mieszkańcy uciekali w popłochu, gdzie kto mógł, pan naczelnik osłaniał ich ogniem karabinowym, powstrzymując nieprzyjaciela. Potem przebił się przez Moskali i poszedł w stronę Brodów. Generał nie powiedział pani o tym?
Potrząsnęła tylko głową, nie zdolna wypowiedzieć słowa ze ściśniętego skurczem gardła. Tak, to był cały Aleks! Odważny, uparty i zdolny do poświęceń. Ale dlaczego dotąd nie dał znaku życia? Przecież Brody nie leżały za morzem, mógł przesłać choć słówko, że żyje. Pułkownik zauważył jej oczy pełne łez i widocznie się wzruszył.
- Nie płacz, córeńko. Naczelnik z pewnością nie zginął. To prawdziwy zuch i ma najlepiej uzbrojoną partię. Moskale natychmiast pochwaliliby się, rozbiwszy tak znaczny oddział.
  Nina spojrzała na niego z wdzięcznością, uniosła się na palcach i ucałowała w policzek starego wiarusa, czując do niego wielką sympatię. Langiewicz dokończył pić herbatę i dał rozkaz do udania się na spoczynek. Rozchodzili się do pokoi, mówiąc sobie:"dobranoc".
Nina spała krótko i wstała z samego rana, zanim światło dnia rozjaśniło okna. Jeszcze przed śniadaniem poszła do oficyny, mieszczącej biuro rządcy.
- Panie Bochniak, czy ci ludzie mają jakieś wozy? - spytała od progu.
- Owszem, dwa. Stoją na podwórzu.
- Musimy ich wspomóc. Niech pan łaskawie dopilnuje, żeby wydano im żywność z tych zapasów, które ukryliśmy w lochach. Dostaną paszę dla koni, gorzałkę dla żołnierzy i skrzynkę wina dla oficerów. Dzięki nim, pierwszy raz od początku powstania spałam spokojnie.
Pan Bochniak skrzywił się ironicznie.
- Pani hrabino, jestem starym żołnierzem z poprzedniego powstania i niejedno widziałem, ale z takim wojskiem jeszcze się nie spotkałem! Moskale z pewnością rozesłali patrole, a pan generał nie raczył nawet posterunków wystawić. Całą noc nasz Tomek siedział na wieżyczce i obserwował okolicę, bo obawiałem się, że nas Moskale zaskoczą.
- Nie było posterunków? - Nina popatrzyła na niego z niedowierzaniem. - Pan to widział? Może wystawili je na wsi? Przecież pan generał Langiewicz to doświadczony oficer.
- Do licha z takim doświadczeniem! Nie wystawili, bo sprawdziłem. - prychnął rządca z pogardą. - Chyba Opatrzność czuwa nad nimi, że ich dotąd Rosjanie nie zjedli.
- A ja sądziłam, że kazał pan Tomkowi zejść z wieżyczki.
- Oho! - pan Bochniak uśmiechnął się i skubnął wąs. - Przy takim wojsku trzeba liczyć tylko na siebie. Już słyszałem od doświadczonych oficerów, że pan generał bywa lekkomyślny i często zaniedbuje swoje obowiązki, nie przestrzegając dyscypliny.
- Boże, odetchnę, jak oni sobie pójdą! - powiedziała cicho.
Jej pobożne życzenie rychło się spełniło, bo po obfitym śniadaniu, wyspani i nareszcie umyci oficerowie, zaczęli się żegnać, dziękując pani domu za gościnę. Podając rękę generałowi, Nina odezwała się z miłym uśmiechem :
- Zaopatrzyłam was w żywność i paszę, a dla panów jest na wozie skrzynka dobrego wina.
Langiewicz złożył sztywny ukłon, składając na jej dłoni lekki pocałunek.
- Jestem bardzo wdzięczny pani hrabinie. Mam nadzieję, że wkrótce otrzyma pani wiadomość od męża. Tak znakomity oficer da sobie radę w każdych okolicznościach.
Powiedział to, nie ukrywając ironii. Policzki Niny pokrył mocny rumieniec. Nie namyślając się, palnęła prosto z mostu :
- Nie potrafię ocenić talentów militarnych mego męża. Ale jestem głęboko przekonana, iż przenigdy nie zapomniałby wystawić wart. Dziś w nocy, byliście panowie zdani jedynie na bystry wzrok chłopca, siedzącego na wieżyczce!
Pomnik gen. Langiewicza w Wąchocku.
 
Langiewicz zmieszał się, poruszył wargami, jakby chciał coś powiedzieć, ale opamiętał się i złożywszy jej chłodny ukłon wyszedł z domu, wskakując na podanego sobie konia. 
Panna Pustowójtówna pożegnała Ninę serdecznie, dziękując za paczkę pełną pięknej, czystej bielizny.
Pułkownik Czachowski po ojcowsku ucałował Ninę w czoło.
- Dobrze mu powiedziałaś, córuchno! Bóg z tobą, dziecko. - szepnął jej do ucha.
W spontanicznym odruchu, Nina  zarzuciła mu ramiona na szyję i mocno uścisnęła starego wojaka.
- Jeśli pan pułkownik kiedykolwiek będzie w pobliżu Makowa, proszę nas odwiedzić. Zawsze będzie pan najmilszym gościem. Niech pana Bóg ma w swojej opiece i strzeże od złego.
- Dziękuję. A ty, córuchno, nie pokazuj się Moskalom. Pamiętaj! Bóg z tobą, dziecko.
Stękając wsiadł na brzydką szkapę i skinął jej dłonią. Postanowiła, że przy najbliższej okazji podaruje mu pięknego wierzchowca. Mieszkańcy pałacu zebrani na ganku, patrzyli w ślad za odjeżdżającymi powstańcami. Mira żegnała ich łzami, a reszta kobiet znakiem krzyża i modlitwą.
- No, nareszcie! - głośno odetchnęła Nina.
- Cieszysz się, że odjechali? - Mira patrzyła na nią zgorszona. - Dlaczego?
- Bo nie cierpię Langiewicza! Poza tym, obecność wojska w Makowie, mogła zwrócić uwagę Rosjan, a przede wszystkim kozaków. - spuściła oczy przed pełnym wyrzutu wzrokiem Jagi.
- Nino, zawsze to polskie wojsko. Pomyśl tylko, może i pan hrabia tuła się tak po cudzych domach, niechętnie witany i żegnany bez żalu. - łagodnie upomniała ją niania.
Nina spuściła głowę i nie odezwała się więcej.
Klasztor na Świętym Krzyżu.
  Przez kilka następnych dni Rosjanie zajęci byli generałem Langiewiczem i ciągnęli za nim w stronę Świętego Krzyża. Nowina o wygranej przez generała potyczce pod klasztorem, wszystkim dodała otuchy, urastając do rangi wielkiej batalii. Klasztor na Świętym Krzyżu, obsadzony powstańcami, bronił się dzielnie przed atakami wojsk rosyjskich, dowodzonych przez pułkowników Czengierego i Gołubowa. Czachowski bronił obozu pod Łysą Górą, zadając nieprzyjacielowi ciężkie straty. Dopiero podpalenie obozu i silny ogień artyleryjski, zmusił powstańców do wycofania się z klasztoru i ze Słupi.
1Langiewicz Marian (1827- 1887) - generał, dyktator w I okresie powstania styczniowego,związany z Białymi. Po klęsce pod Grochowiskami, przeszedł do Galicji. Aresztowany przez Austriaków, resztę życia spędził na obczyźnie.
2Hèlas – Niestety.
3Czachowski Dionizy (1810 - 1863) pułkownik, naczelnik wojenny woj. sandomierskiego w Powstaniu Styczniowym.
4Lisowszczycy - polskie najemne oddziały lekkiej jazdy, zorganizowane w poczatku XVII w.przez A. Lisowskiego. Słynne z brawury i przygód.
5Dionizy Czachowski został mianowany pułkownikiem i naczelnikiem wojennym województwa sandomierskiego dopiero 14.IV. 1863 r. Mimo to, zachowałam tę jego rangę, gdyż tak tytułuje Czachowskiego Jadwiga Prendowska w swoich wspomnieniach.