poniedziałek, 2 maja 2016

Wielka niespodzianka i nowa znajomość.


2 maja 2016 r.
Obudziła się dosyć późno i przymknąwszy powieki przeciągnęła się leniwie, uśmiechając się do swoich myśli. To była gorąca noc! Tak bardzo byli siebie spragnieni i tak gorąco się przepraszali, że dopiero nad ranem zapadli w kamienny sen. Aleks wstał wcześniej i nie budząc jej, pojechał sprawdzić postępy w pracach melioracyjnych na pobliskich łąkach, ciągle zalewanych wodą. Do sypialni zajrzała Jaga, a na jej pytające spojrzenie Nina odpowiedziała promiennym uśmiechem.
- Bogu niech będą dzięki! – westchnęła niania z głębi serca i obie jednocześnie się roześmiały. Kiedy 
Nina starannie uczesana weszła do buduaru, zastała w nim Jasia, chrupiącego sucharki w lukrze.
- O, pani hrabina wygląda uroczo. – powitał ją. – Widzę, że lepiej się czujesz. Mam ochotę na konny spacer, pojedziesz? Naprawdę lepiej się czujesz? – obrzucił ją przenikliwym wzrokiem. Lecz widząc jej pogodną buzię i śmiejące oczy, poweselał.
- Wyśmienicie! – oświadczyła z gotowością. – Ale najpierw zjem śniadanie, bo umieram z głodu. Twój lek bardzo mi w nocy pomógł!
Jaś zrobił do niej perskie oko, dając tym do zrozumienia, iż wie co jej pomogło. Pośpiesznie zjedli śniadanie i poszli osiodłać konie. Słońce świeciło mgliście, ciągnące się od gór ciemne smugi chmur zapowiadały deszcz. Zamierzali wybrać się na Święty Krzyż, lecz nie zdołali tam dojechać, bo w połowie drogi Ninę chwyciły mdłości. Zaledwie zdążyła zeskoczyć z konia i zwymiotowała. Zawstydziła się okropnie, chociaż Jaś, delikatny i wyrozumiały, tłumaczył jej, że takie przykrości często zdarzają się osobom nerwowym. Zdziwiła się, że nie tylko nie przejął się jej stanem, ale przez całą drogę opowiadał jej dowcipy polityczne, pragnąc ją rozśmieszyć.
Nina czuła się taka nieświeża, że zaraz po powrocie do domu, kazała przygotować sobie kąpiel i długo moczyła się w wannie. Potem wyczyściła dokładnie zęby i skropiła się perfumami, bo miała wrażenie, że cuchnie. Zanim podano obiad, powrócił Aleks. Słysząc jego głos w sieni, Nina pobiegła do niego i mocno pocałowała go w usta. Oddał jej pocałunek równie namiętnie, mocząc ją wodą, bo właśnie zaczęło padać.
- Mam coś dla ciebie. – szepnął jej do ucha. – Pokażę ci po obiedzie.
W małej jadalni, lokaje nakrywali już do stołu pod okiem Walentego, ustawiając pokrojony chleb w srebrnych koszyczkach, talerze i sztućce. Jaś podsunął Ninie krzesło i usiadł obok, a po chwili pokazał się hrabia, już przebrany w suche ubranie.
- Panie Aleksandrze. – zwrócił się do niego Jaś. – Pozwoli pan, że zbadam Ninę zaraz po obiedzie.
Skrzywiła się i odłożyła łyżkę. Od pewnego czasu miała bardzo zmienny apetyt. Czasem widok jedzenia budził w niej wstręt, kiedy indziej czuła wilczy głód.
- Nie ma mowy! – oznajmiła stanowczo. – Jestem zdrowa.
- Właśnie dałaś tego dowód na spacerze!
- Co się stało na spacerze? – zainteresował się Aleks.
- Poczuła się źle i zwymiotowała.
- Jasiu, jesteś potworem! – spojrzała na niego wściekle.
- Nie złość się, kochanie, tylko bądź wdzięczna doktorowi, że troszczy się o twoje zdrowie. – upomniał ją Aleks i uścisnął rękę żony. – Ja ciebie proszę…
- No dobrze. - kiedy patrzył na nią tak błagalnie, zrobiłaby dla niego absolutnie wszystko.– Jasiu, nie znasz przypadkiem jakiejś miłej panny, mającej kwalifikacje nauczycielki? W naszej dworskiej szkółce, nauczyciel podziękował i przeniósł się do Kielc. Potrzebuję osoby młodej i energicznej, która chciałaby poświęcić się pracy z dziećmi wiejskimi, a przy sposobności nauczyła gospodynie makowskie odrobiny higieny. Przywiązanie naszego chłopa do brudu, doprowadza mnie do rozpaczy. Próbowałam rozmawiać na ten temat z kobietami ze wsi, lecz patrzyły na mnie nieufnie i ględziły coś bez sensu. Nie mam pojęcia, jak ty i Alek, potraficie rozmawiać z chłopami, znajdując z nimi wspólny język. Ja się tego nigdy nie nauczę.
- Dla chcącego nie ma nic trudnego. – pocieszył ją Jaś, jednocześnie nieznacznie podając Grotowi pod stołem kawałek szynki. Seter wpatrywał się w niego z nadzieją, bo Aleks nie pozwalał go karmić poza posiłkami.
- Owszem, mam dla ciebie wymarzoną osobę. – Jaś, wziął z półmiska drugi kawałek polędwicy z jelenia i polał go sosem myśliwskim z borowikami.
 Na skinienie Niny, służba opuściła pokój i obsługiwali się przy stole sami.
- Dziewczyna z porządnego, mieszczańskiego domu, wykształcona i zupełnie samotna. Wielka entuzjastka pracy z ludem. Nazywa się panna Mirosława Lutówna i mam nadzieję, że chętnie przyjmie twoją propozycję. Nawet dobrze, że zniknie z Warszawy, bo policja patrzy na nią krzywym okiem. Tu znajdzie pracę o jakiej marzyła, a ty, zyskasz sympatyczną towarzyszkę, na długie zimowe wieczory. - wytarł usta białą serwetą i włożywszy ją w srebrne kółko, posłał Ninie wymowne spojrzenie.- Zjadłaś? To pozwól do buduaru.
Nina zrobiła ustami muca, lecz widząc, że mąż wzrokiem dodaje jej odwagi, nadąsana poszła za Jasiem.
- Wolałabym, żebyś był stolarzem. – mruczała po drodze. – Przecież nic mi nie jest.
Konsultacja trwała przeszło godzinę. Jaś wypytywał ją o nocne koszmary, widocznie z góry nastawiony przez Aleksa. Na tematy intymne zadawał pytania tak dyskretnie, w subtelnej formie, że odpowiadała prawie bez skrępowania, jakie budziłby u niej obcy lekarz i jego indagacje. Gdy badał jej brzuch i miednicę, rumieniła się zażenowana jego poważnym, skupionym zachowaniem. Lecz dotknięcia jego dłoni były lekkie i nie sprawiały bólu. Obserwując go dostrzegła, że jego zachowanie jakby się zmieniło. Już z nią nie żartował, tylko poprosił żeby się ubrała. Sam pomógł jej zapiąć suknię i umył dłonie w łazience. Pomyślała, że w ten sposób chyba musieli uzdrawiać święci. Potem młody lekarz poprosił Aleksa, czekającego w sąsiednim pokoju.
- Co pan stwierdził, doktorze? – Aleks popatrzył na Jasia, a następnie na żonę.
- Nic nie stwierdził, bo jestem zdrowa! – wzruszyła ramionami Nina.
- Czy mogę cię prosić, żebyś mnie nie wyręczała? – skarcił ją Jaś.. – Panie Aleksandrze, Nina ma silną nerwicę, ale to z wiekiem przejdzie. Wskazany byłby wyjazd nad Morze Śródziemne, ale teraz… - po jego ustach przemknął serdeczny, chłopięcy uśmiech.
- Jasiek, tylko mi nie mów, że jestem taka chora, że nawet podróż może mi szkodzić! – zawołała Nina ze strachem.
- Nie jesteś chora, lecz wkrótce będziesz miała inne zajęcia. Panie Aleksandrze, Nino, jestem bardzo szczęśliwy, że mogę pierwszy wam pogratulować. Nina jest przy nadziei, a rozwiązanie nastąpi prawdopodobnie w maju!
Patrzyła na niego śmiertelnie blada, a w jej szeroko rozwartych oczach malowała się groza.
- To niemożliwe! Nie, musiałeś się pomylić! – jęknęła, zdruzgotana nowiną, jakiej się nigdy nie spodziewała. Wyobraźnia podsunęła jej obraz wijącej się z bólu Zosi i jej skurczonego, krwawiącego ciała. „Nigdy nie miej dzieci. – przypomniała sobie słowa Pauli. – Nie wyobrażasz sobie, jaki to koszmar!”.
Ale twarz Aleksa rozjaśniła się nieopisaną wprost radością, jakby padł na nią promień słońca.
- Mój słodki skarbie!... – usłyszała jego okrzyk i nic więcej do niej nie dotarło.
Bez słowa, cicho, osunęła się zemdlona na dywan.
Wracając do przytomności poczuła, że leży na kanapce, a ktoś wlewa jej do ust palący alkohol, koniak załaskotał ją w gardle. Zakrztusiła się i otworzyła oczy, ale przez jakiś czas widziała przed sobą mgłę. Siedzący przy niej Jaś, pochylał się nad nią, przykładając palec do tętnicy szyjnej.
- Już wszystko dobrze. – powiedział, odwracając głowę w stronę stojącego przy kanapce, bladego jak kreda Aleksa. – Zemdlała z wrażenia, bo jest bardzo delikatna. No, co nowego słychać, kiciu? – pogładził ją po twarzy.
Najpierw wpatrywała się w niego bez słowa, a potem wybuchnęła płaczem.
- Nie, ja nie chcę! Umrę. To nie może być prawda. – szlochała, nie reagując na głos i pieszczoty męża. Wiadomość o ciąży zmiażdżyła ją w momencie, gdy czuła się zupełnie szczęśliwa. - Doktorze, co się z nią dzieje? – Aleks był w najwyższym stopniu zdumiony i zaniepokojony zachowaniem żony.
- To normalna reakcja. Wiele młodych kobiet reaguje w ten sposób. – uspokajał go Jaś, z góry rozgrzeszając się z kłamstwa. Z torby lekarskiej wyjął małą flaszeczkę i kilka kropli lekarstwa zmieszał w szklance z wodą. Podał napój Ninie, a ona bez protestu wypiła. Uniosła się i kurczowo pochwyciła jego rękę, jakby u niego szukała pomocy. Świadomość, że zaledwie w trzecim miesiącu po ślubie spodziewa się dziecka, była dla niej szokiem i wprawiła ją w panikę. Zawsze uważała, że w tworzeniu rodziny, kobietom przypada szczególnie przykra i niebezpieczna rola. Wyobraziwszy sobie, że wkrótce zamieni się w obrzmiałą babę, z wielkim sterczącym brzuchem, czuła do siebie wstręt. A za dziewięć miesięcy czekają ją męki porodu! Nie, za nic nie chciała tego dziecka. Leżąc z twarzą wciśniętą w poduszki kanapki, przeklinała los. Przyszło jej na myśl, że w tym domu zmarła w połogu babka Aleksa, wydając na świat jego ojca i stryja.
Kobieta w ciąży. XIX wiek.
 Już otwierała usta, by wybuchnąć potokiem gwałtownych oskarżeń, kiedy jej oczy spotkały się z oczami męża. Zauważył, że patrzy na niego i przyklęknął, ujmując w obie dłonie jej głowę. Złożył na jej ustach gorący pocałunek, pełen takiej miłości i czci, że zapomniała, co chciała powiedzieć i przymknęła powieki.
- Tak bardzo cię kocham. – wyszeptał wprost w jej usta.
Zamierzała zapowiedzieć mu stanowczo, że nie życzy sobie tego dziecka i już! Ale w jego zwykle chmurnych oczach, tyle było szczęścia, tyle wdzięczności, że nie odważyła się zmącić mu tej wyjątkowej chwili swoimi pretensjami. Ogromnym wysiłkiem woli zdołała się opanować, a nawet uśmiechnęła się blado, zapewniając go, iż również bardzo się cieszy. Pamiętała, że Aleks przez wiele lat marzył o dziecku wiedząc, że z Paulą mieć go nie będzie. Dopiero dzisiaj spełniło się marzenie jego życia. Miał zostać ojcem! Nie chciała zatruwać mu tej chwili egoistycznymi pretensjami. Nie krępując się obecnością Jasia, przygarnął ją mocno do siebie, przemawiając do niej czule i obsypując pieszczotami.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że się źle czujesz? Gdybym nie był ci potrzebny, zabiłyby mnie wyrzuty sumienia, bo ta wstrętna kłótnia mogła ci poważnie zaszkodzić. – szepnął jej do ucha. – Nigdy sobie tego nie wybaczę. I nie myśl, że jestem twardy i bez serca. Każdej nocy przychodziłem popatrzeć na ciebie i było mi bardzo ciężko. Pamiętałem o tobie w Warszawie, zaraz pokaże ci, co dla ciebie kupiłem.
Podniósł się i pospiesznie wyszedł. Za drzwiami wsparł się plecami o ścianę i zagryzł usta do krwi, żeby nie rozpłakać się z radości. Za to Nina miała ochotę krzyczeć, szlochać i tupać nogami. Jaś okrył ją pledem, bo trzęsła się z nerwów.
- Siostrzyczko, nie psuj mu tego dnia. – rzekł, siadając przy niej. – To dla niego wielkie święto, bo dowiedział się, że zostanie ojcem.
- A dla mnie to katastrofa! – chlipnęła. – Nie znoszę dzieci. Boję się, że nie przeżyję porodu. A do maja przypominać będę nadmuchany balon. Pewnie myślisz, że jestem nienormalna? – podniosła na niego oczy pełne lęku. – Nie, Jasiu. Po prostu brak mi instynktu macierzyńskiego. To taka sama wada organiczna jak piegi, tylko mniej widoczna. Och, kiedy stanę się brzydka, Alek przestanie mnie kochać.
- Brednie! Będziesz dla niego prawdziwym cudem, wierz mi, złotko. Nic tak nie cementuje małżeństw, jak upragnione dziecko.
- Ale ja się boję, misiu! – jęknęła. – Mówiła mi Paula, że w młodości musiała przerwać ciążę. Przeżywała wtedy katusze! Byłam także przy porodzie Zosi. Ja nie chcę tak cierpieć!
- Jezus Maria, jakimi potwornościami nabiła ci głowę, ta przeklęta wariatka! – wybuchnął Jaś, wyprowadzony z równowagi wyznaniem Niny. – Słuchaj, sztuczne poronienie to nie to samo, co naturalny poród. A same porody także bywają różne, w zależności od budowy ciała kobiety. Zosia kwitnie jak róża i pewnie niedługo obdarzy męża drugim potomkiem. O bólu się nie pamięta. Wyobraź sobie, jaką radość sprawisz panu Aleksandrowi i wszystkim domownikom. Kto wie, może urodzisz syna? Obiecuję, że wszystko będzie dobrze, nie bój się kotku.
Posłała mu ciepłe spojrzenie i ucałowała go. Był dla niej taki dobry i wyrozumiały, jak najlepszy brat. Tymczasem wrócił Aleks i podał jej podłużne eleganckie pudełko. Otworzyła zameczek ze złotej blaszki i zamarła z zachwytu. Na posłaniu z czarnego aksamitu, płonął i mienił się tysiącem barw przepiękny brylantowy naszyjnik. Obok leżały kolczyki w kształcie podłużnych łez i bransoleta.
- Nie chciałaś nosić diamentów, więc na przeprosiny kupiłem ci brylanty. – powiedział Aleks.
Podziękowała mu ślicznym, dziewczęcym uśmiechem. Klejnoty nie były jedynym podarunkiem, jaki od męża otrzymała. W ciągu kilku dni, przywieziono z Warszawy piękny sekretarzyk z różanego drzewa, zwany bohneur du jour, inkrustowany macicą perłową i pozłacanymi brązami. Mebel wykonano w XVIII wieku, w słynnej francuskiej pracowni mistrza Boulle'a. Miał mnóstwo szufladek i tajną skrytkę. Kosztował fortunę, podobnie jak modny table a the, czyli stolik 
 do herbaty, ozdobiony wspaniałymi intarsjami1. Był to oryginalny chippendale2, sprowadzony z Anglii. Bogate prezenty i czułość męża sprawiły, że Nina zapomniała o strachu. Tej nocy długo się kochali, przedłużając zbliżenie i trzymając się na krawędzi spełnienia. Leżała potem uciszona, opierając głowę o ramię Aleksa.
- Jesteś szczęśliwa? – spytał całując jej wilgotne z potu czoło.
- Tak. – odpowiedziała, nie będąc pewna, czy mówi szczerze.
Patrzył na jej jasną twarz, wachlarze rzęs leżące na policzkach, usta rozchylone regularnym oddechem i myślał, że jego dziecko będzie miało cudowną matkę. Jego dziecko! Na tę myśl przeniknął go lodowaty strach, a miłość jaka go ogarnęła była bólem, od którego nie ma ucieczki ani wytchnienia.
Model sukni dla dam w ciąży. II poł. XIX w.
 Cios nadszedł niespodziewanie ze strony najmniej oczekiwanej.
Wieczorem, gdy Nina czując się zmęczona odeszła do swojego pokoju, Jaś poprosił go na rozmowę w cztery oczy. Przeszli do biblioteki, lokaj zapalił świeczniki i ustawił na stole butelkę wina, kieliszki oraz kasetę z papierosami i zapałki. Jaś napełniwszy winem kieliszek, stanął przy kominku, wpatrując się w ogień, jakby zbierał się na odwagę.
- Panie Aleksandrze, jestem lekarzem i moim obowiązkiem jest mówić prawdę. – odezwał się, wzdychając ciężko. – Obawiam się, że Nina będzie miała trudny poród. Dałbym chętnie pół życia, żeby się mylić, ale wydaje mi się, że Nina ma nieprawidłowo zbudowaną miednicę. Może to w konsekwencji utrudnić, a nawet uniemożliwić poród.
Aleks zapalał papierosa, lecz zatrzymał się w pół ruchu i niemy z przerażenia wpatrywał się w Jasia, nie czując, że płomień parzy mu palce.
- Niestety, to fakt. Nie jestem specjalistą od chorób kobiecych, lecz moim zdaniem Nina jest za wąsko zbudowana i nie ma silnego serca. Może wcale nie powinna mieć dzieci.
Te straszne słowa zdruzgotały Aleksa. Nawet nie ukrywał rozpaczy i nie wątpił, że gdyby Jaś nie był absolutnie pewny swego rozpoznania, nie ważyłby się go niepokoić.
- Czy współczesna medycyna, nie zna sposobu powstrzymania rozwoju tej ciąży? - przemówił ochryple, nerwowo przełykając ślinę. – Nie chcę ryzykować życia żony.
Pozbycie tak bardzo upragnionego dziecka, byłoby dla niego osobistą tragedią i klęską życiową, ale dla bezpieczeństwa Niny, gotów był wyrzec się na zawsze nadziei ojcostwa.
- Oczywiście, istnieje taka możliwość. – Jaś przeorał palcami jasną czuprynę, a jego oczy wyrażały ogromną troskę. – Ale niech ją Pan Bóg broni przed podobnym rozwiązaniem. Przy poronieniu mogłoby dojść do zakażenia krwi i to byłby koniec. Nie, ona musi tę ciążę donosić. Mam nadzieję, że z tym nie będzie większych kłopotów. Natomiast sam poród może okazać się bardzo niebezpieczny. Ninę koniecznie musi zbadać specjalista. Po powrocie do Warszawy, natychmiast porozmawiam z profesorem, znakomitym ginekologiem.
- Proszę nie liczyć się z kosztami. – wtrącił Aleks. – Chcę, żeby przyjechał do Makowa i zbadał Ninę na miejscu. Wyślę po niego karetę.
- Dobrze. Panna Lutówna, którą państwu poleciłem, ukończyła także kursy sanitarne i może być Ninie pomocna w tym trudnym okresie.
Aleks skinieniem głowy wyraził zgodę. Był śmiertelnie blady, a jego oczy wyrażały obłędny strach. Jaś patrzył na niego z serdecznym współczuciem.
- Rozumiem, co pan czuje, bo sam mam ochotę płakać i kląć. Ale Nina nie może dowiedzieć się, że coś jej grozi. Ona i tak boi się porodu, a świadomość, że ciąża zagraża jej życiu, mogłaby przedwcześnie spowodować poronienie i przyśpieszyć nieszczęście. Przepiszę jej dobre lekarstwa na nerwy i serce. Tylko proszę dopilnować, żeby je regularnie zażywała.
 Nigdy przedtem Nina nie czuła się tak bliska mężowi, jak właśnie w tym okresie. Aleks okazał się bardzo czuły i opiekuńczy, cierpliwie znosząc jej grymasy. Kiedy narzekała, że czuje się źle, pielęgnował ją sam ze wzruszającą troskliwością. Gdy w nocy dokuczała jej zgaga, przynosił kredę do żucia i gorącą herbatę. Często miewała nudności i wymiotowała, a wtedy podtrzymywał jej głowę, ocierał twarz i pocieszał, że te niemiłe objawy niebawem przeminą. Był dla niej taki dobry, że chociaż nieraz miała ochotę głośno przeklinać niechcianą ciążę, zaciskała tylko zęby i w milczeniu znosiła cierpienia, aby go nie ranić.
W całym domu zapanowała radosna atmosfera, bo od bardzo dawna nie urodziło się w pałacu żadne dziecko. Nieprzytomna z radości Jaga, ofiarowała kościołowi w Sarnikach sto rubli w złocie, na intencję szczęśliwego rozwiązania, a proboszcz odprawił mszę dziękczynną.
Walenty, wyciągnął z jakiegoś zakamarka drewnianego konika, którym niegdyś bawił się mały Aleks i uroczyście wręczył go wzruszonej Ninie. Pani ochmistrzyni wybrała się do Radomia, po koronki, batyst i wstążki, a cały babiniec pod okiem Kumosi, zasiadł do szycia wyprawki.
Wydano uroczysty obiad i urządzono wieczorek przy muzyce, pałac pełen był gości. Pito szampana, wznosząc toasty za przyszłych rodziców i przyszłego małego hrabicza lub hrabiankę. Nawet ciotka Maria okazała zainteresowanie macierzyństwem Niny, przywożąc w prezencie kilka tuzinów ślicznych stroików niemowlęcych.
Jaś przez kilka kolejnych dni obserwował Ninę, pytając jak się czuje.
- Wiesz, misiu, jesteś stanowczo nadopiekuńczy! - wzruszyła ramionami, zirytowana przymuszaniem jej do picia ziółek.
- Nieprawda.
- Prawda. Pęknę kiedyś z hukiem, wlewając w siebie kolejny kubek tych obrzydliwych ziół.
- To lek poprawiający trawienie. Nie będziesz miała tych męczących mdłości. – wyjaśnił, podsuwając jej nieubłaganie gorący napar.
- Dobrze, panie doktorze. – westchnęła i już bez grymasów wypiła zioła.
W niedzielę odbyły się w Brzezińcu huczne chrzciny. Nina poproszona na matkę chrzestną w parze z Jasiem, przez cały wieczór tańczyła i bawiła się znakomicie,
 prezentując paryskie stroje i zapominając o zmartwieniu. Powoli otrząsała się z przygnębienia. Przykre dolegliwości dokuczały jej tylko z rana, a przez resztę dnia czuła się zupełnie dobrze. Wyglądała pięknie i wszyscy ją rozpieszczali. Aleks spełniał każdy jej kaprys, obsypując ją kosztownymi podarkami. Jaga płakała i śmiała się na przemian, ściskając ją i błogosławiąc. Gdyby Nina nie miała dobrego, wdzięcznego serca, ta lawina czułości przewróciłaby jej w głowie. Aleks spędzał z nią każdą wolną chwilę, zabawiając ją rozmową, czytaniem powieści i długimi spacerami we dwoje. Czasami siadał przy niej do fortepianu i grali Fantazję f-mol Schuberta, jedną z ulubionych kompozycji Aleksa. Ten tajemniczy, melancholijny utwór, zawsze wpływał na Ninę przygnębiająco. Kiedy mąż wyjeżdżał na folwarki lub do miasta, nudziła się okropnie, bo niania i cała służba pilnowali, żeby przyszła matka niczego nie robiła sama.
Natychmiast po powrocie do Warszawy, Jaś poprosił profesora o konsultację. Po lekarza pojechała do miasta kareta, mająca przywieźć do Makowa, także pannę Lutównę, oczekiwaną z niecierpliwością przez Ninę. Pewnego jesiennego, wilgotnego dnia, przed pałac zatoczyła się kareta, wioząca dwoje podróżnych. Nina powiadomiona o przybyciu gości, poleciła wprowadzić ich do malinowego salonu, gdzie zapalono w kominku i wysłała konnego po męża, przebywającego od rana w Borku. Gdy weszła do salonu, na jej powitanie podniosła się z krzesła drobna, szczupła panna, nosząca z godnością żałobę narodową. Na Ninę spojrzały bystre szare oczy, w oprawie jasnych rzęs. Długie ciemnoblond warkocze, panna upięte miała w węzeł i ukryte w czarnej siatce. Nie była ładna, lecz posiadała wiele kobiecego wdzięku i uroku.
Nina obejrzała ją dyskretnie i uznała z radością, że panna Lutówna sprawia bardzo sympatyczne wrażenie. Za to profesor przypominał nieco wizerunki Boga Ojca. Miał wielką siwą brodę i przenikliwe spojrzenie. Za szkieł w złotej oprawce, patrzyły chłodno oczy człowieka, którego trudno wzruszyć. Oblała się mocnym rumieńcem, gdy skłonił się w milczeniu, mierząc badawczym wzrokiem jej wysmukłą figurę.
 Poczuwając się do obowiązków pani domu, prędko się opanowała.
- Bardzo jesteśmy zobowiązani, że pan profesor zachciał nam poświęcić swój cenny czas. – odezwała się uprzejmie. – Witam panią. – ukłoniła się pannie Lutównie, odpowiadając na jej dygnięcie. – Jak to miło, że zgodziła się pani przyjąć moje zaproszenie.
Profesor odkłonił się z powagą, a panna Lutówna ponownie dygnęła.
- Janek opowiadał mi o Makowie. – odezwała się nieśmiało miłym, ściszonym głosem. – Wiedziałam, że to piękne miejsce, lecz nie spodziewała się czegoś równie wspaniałego.
Nina posłała jej uśmiech. Każdy, kto chwalił Maków, mógł liczyć na jej względy.
- Panie profesorze. – zwróciła się do uczonego. – Mąż niebawem powróci do domu. Z pewnością jest pan zmęczony i pragnie odświeżyć się i spocząć po trudach podróży. Lokaj wskaże panu pokój i będzie na pańskie rozkazy. Spotkamy się przy obiedzie.
- Madame comtesse! – profesor skłonił się i nie dodawszy ani słowa więcej, wyszedł sztywno, podnosząc wysoko kolana, jakby przebywał strumień.
Nina odprowadziła go wzrokiem i lekko uniosła brwi.
- Pan profesor wydaje mi się człowiekiem nader oszczędnym w wysławianiu. – zauważyła, podchodząc do panny Miry.
- O tak. – podchwyciła młoda kobieta i zrobiła pocieszną minę. – Przez całą drogę odezwał się do mnie dwa razy. Powiedział: „dzień dobry” i „smacznego”. O przepraszam, dodał jeszcze uwagę, że trzęsie!
Roześmiały się jednocześnie, czując do siebie wzajemną sympatię.
- Rekomendując nam panią, Jaś miał doprawdy wyborny pomysł. – powiedziała Nina, ściskając rękę panny. – W zimie wieś jest bardzo nudna, ale razem będzie nam tu doskonale.
- Nie wiem, czy okażę się odpowiednią towarzyszką dla pani hrabiny. – szepnęła skromnie panna.
- Błagam, nie tak oficjalnie! – roześmiała się Nina. – Mam zaledwie siedemnaście lat i dopiero od kilku miesięcy jestem żoną hrabiego. Jestem Nina i proszę się tak do mnie zwracać. A teraz pokażę pani jej pokój.
 Dla nowej mieszkanki pałacu, przeznaczyła swój dawny zielony apartament. Idąc, rozmawiały bardzo przyjaźnie, a młoda nauczycielka okazała się osóbką inteligentną, wesołą, umiejącą w każdej sytuacji dopatrzyć się jakiejś komicznej strony. Na widok swego nowego mieszkania, zaniemówiła z wrażenia.
- To tutaj będę mieszkać? – dziwiła się, odzyskawszy zdolność artykulacji. – Boże, a ja niemądra, opuszczając Warszawę żałowałam mojej wynajętej klitki na poddaszu. Ten buduarek także należy do mnie? – pytała, szeroko otwierając oczy. – Nie mogę wprost uwierzyć. Jaki stąd śliczny widok. – pomimo chłodu wyjrzała na balkon. – To wszystko wydaje się pięknym snem… - wyszeptała, śledząc wzrokiem głąb parkowej alei.
- Tam widać wieżyczkę kaplicy grobowej. – Nina wskazała palcem złocący się krzyż. – Nie obawia się pani duchów?
- Lubię cmentarze i kaplice. – panna Mira nagle posmutniała. – Babcia często prowadziła mnie na Powązki, gdzie spoczywają moi rodzice. To był nasz niedzielny spacer. – zamilkła i dopiero po dłuższym czasie rzekła zmienionym głosem: - Niedawno spotkało mnie nieszczęście. Mój narzeczony został aresztowany i zamęczony na Pawiaku. Nawet nie wiem, gdzie został pochowany.
W spontanicznym odruchu współczucia, Nina przytuliła ją i ucałowała.
- Rozumiem panią doskonale. Mój ojciec także został zamęczony w pruskiej twierdzy i nie wiem, gdzie jest jego grób. – powiedziała, a jej oczy zaszkliły się łzami. – Zdążymy sobie wszystko opowiedzieć, mamy przed sobą mnóstwo czasu. Każę tu podać śniadanie!
Zadzwoniła i wydała stosowne polecenie. Po chwili wszedł Paweł, niosąc przed sobą ogromną tacę z półmiskami, a za nim dreptała pokojówka z dzbankiem gorącej czekolady. Nakryła stolik serwetą i ustawiła nakrycie.
- Dziękuję. Obsłużymy się same. – powiedziała Nina. – Lubi pani czekoladę? – zwróciła się do panny Miry. – Podobno jest bardzo zdrowa. Jaś kazał mi często ją pić. Woli pani omlet ze szpinakiem, czy z konfiturą? Ja muszę zjeść ze szpinakiem, bo on zawiera dużo żelaza. Znowu cytat z przemowy Jasia! – zaśmiała się, przechylając figlarnie głowę. – Szynka jest naszego wyrobu, znakomita. Polecam pani ten pasztet z gęsich wątróbek, jest przepyszny. A może ma pani ochotę na coś innego? Te lukrowane pierniczki piekła moja niania. Palce lizać!
- Mój Boże, przecież to prawdziwa uczta! – panna Lutówna, ujęta dziewczęcym urokiem Niny, otwarcie okazywała radość i z entuzjazmem zabrała się do jedzenia.- Och, w życiu nie jadłam czegoś równie smacznego!
 Dla skromnej nauczycielki, Maków wydał się piękniejszy od Wersalu. Nareszcie miała własny pokój, a raczej apartament, w którym swobodnie się rozgościła i przydzielono jej pokojówkę! Nie mogła się dosyć nacieszyć ślicznym mieszkaniem i bardzo korzystnymi warunkami płacowymi, jakie jej zaproponowano. Do Makowa jechała z obawą, chociaż Jaś wiele opowiadał jej o Ninie i serdecznej, rodzinnej atmosferze panującej w pałacu. Jednak ona nie bardzo mu wierzyła. Ciężkie i upokarzające bywały losy guwernantek i nauczycielek, w domach bogatej szlachty i zamożnego mieszczaństwa. Często traktowano je na równi ze służbą, lekceważono, niekiedy wyrzucano, nie płacąc za pracę. Panna Mira obawiała się nowego zajęcia, chociaż Jaś zapewniał ją, że w Makowie jest zupełnie inaczej. W Warszawie, dorabiała do skromnych zarobków na pensji korepetycjami, chodząc do domów bogatej burżuazji. Z anielską cierpliwością znosiła głupie, małpie figle leniwych i rozpieszczonych bachorów. W Makowie została przyjęta tak mile, że ujęta serdecznością Niny, otworzyła przed nią serce, opowiadając swoje dzieje.
Rodzice odumarli ją, w czasie jednej z tych strasznych epidemii cholery, nękających cały kraj. Wychowała ją babka, oddając wnuczce swój skromny, wdowi grosz. Z jej pomocą ukończyła Instytut Puławski, otrzymała patent nauczycielki i rozpoczęła pracę na pensji rządowej. Po śmierci babki, została na świecie sama. Wychowana w tradycjach patriotycznych, całym sercem włączyła się do działalności konspiracyjnej. Roznosiła prasę podziemną, wraz z uczennicami przepisywała odezwy zakazane przez władze carskie. Na tajnych kompletach nauczała historii Polski i literatury. Udzielała lekcji w ubogich dzielnicach robotniczych Warszawy, chodząc ze swoimi wychowankami na pochody i manifestacje. A potem zakochała się w młodym księgarzu, przynoszącym jej gazetki i ulotki. Postanowili się pobrać. Wiadomość o jego aresztowaniu przyjęła spokojnie, przekonana, że wkrótce zostanie zwolniony. Ale śledztwo ciągnęło się długo, bo więzień pomimo głodówki i bicia nikogo nie wydał. Raz tylko otrzymała z Pawiaka gryps z prośbą, aby nie starała się z nim zobaczyć i zerwała wszystkie dawniejsze kontakty, bo może być śledzona.
W-wa. Więzienie Pawiak
 Pewnego dnia dotarła do niej żałobna wiadomość o jego śmierci. Znowu była sama, pogrążona w beznadziejnej rozpaczy i bliska samobójstwa. Wtedy poznała Jasia Borutyńskiego. Pomógł jej podźwignąć się z depresji, ponownie wciągnął ją do konspiracji, powierzając ambitne i trudne zadania. Jego propozycję pracy na wsi, przyjęła z wdzięcznością, bo dalszy pobyt w Warszawie stał się dla niej udręką. Dla Niny okazała się wymarzoną towarzyszką. Inteligentną, władającą biegle dwoma językami – francuskim i rosyjskim, o szerokich horyzontach, entuzjastką pracy z ludem. Po śniadaniu, Nina zaprowadziła ją do biblioteki, proponując wybranie sobie jakiejś interesującej książki. Przed położeniem się do łoża, panna Lutówna uklękła i długo się modliła, dziękując Bogu, że pozwolił jej trafić do tego domu dobrych, życzliwych ludzi. Nina, bardzo zadowolona z nowej znajomości, zwierzała się mężowi opowiadając, jak miłe wrażenie zrobiła na niej panna Lutówna.
- Ale profesora się boję. – wyznała. - Aleczku! – pisnęła, wieszając się na jego ramieniu. – Po co on przyjechał? Ja przecież jestem zdrowa. Nie chcę żeby mnie dotykał. – wzdrygnęła się z mimowolną odrazą.
- Słonko, pozwól się zbadać dla mojego spokoju. Cóż z tego, że pan profesor jest niesympatyczny? Nie przyjechał tu w celach towarzyskich.
Nina posmutniała, ale już nie sprzeciwiała się widząc, że mąż nie ustąpi. Profesor wstał wcześniej i poprosił hrabiego o pozwolenie zbadania pacjentki, ponieważ jego czas jest ograniczony i jeszcze tego samego dnia chce wracać do Warszawy. Badanie trwało tak długo, że Aleks strojąc pod drzwiami sypialni, był kompletnie wyczerpany nerwowo, zanim profesor wyszedł z pokoju. Usiedli w gabinecie i Aleks, opanowawszy zdenerwowanie, podsunął lekarzowi kasetę z hawańskimi cygarami. Profesor bez pospiechu obciął srebrną gilotynką koniuszek cygara, zapalił je i zaciągnął się wonnym dymem.
- Panie hrabio, mój młodszy kolega postawił bardzo trafną diagnozę. – oznajmił, strzepując popiół do popielnicy.
Aleks zbladł i wpatrywał się w niego, niezdolny wydać z siebie głosu, żeby nie zdradzić się ze słabością.
- Moim zdaniem, pani hrabina w ogóle nie powinna mieć dzieci. – ciągnął profesor, rozsiadając się wygodnie i rozglądając po wspaniałym gabinecie. – Nie jest dojrzała do macierzyństwa i obawia się porodu. A jej rozwiązanie będzie ciężkie i niebezpieczne. Należy koniecznie wcześniej zatroszczyć się o fachową opiekę medyczną. Tutaj pani hrabina absolutnie nie może rodzić, bo poród może zakończyć się katastrofą dla matki i dziecka.
Aleks miał wrażenie, że umrze słysząc tę straszliwą diagnozę wypowiadaną z chłodnym, lekarskim profesjonalizmem. Rozpaczliwie starał się wziąć w garść, mimo, że cały świat walił się z hukiem. Przeklinał się, uświadomiwszy sobie że to z jego winy żonie grozi śmierć. Musiała to przeczuwać, bo bała się zajść w ciążę. Za późno to zrozumiał.
- Pan profesor przewiduje zabieg chirurgiczny? – zapytał zadowolony, że głos mu nie zadrżał.
- Nie wykluczone. Ale postaramy się, żeby pani hrabina urodziła w sposób naturalny. – lekarz szybko sformułował wskazania diagnostyczne.
Obiad był ponury, bo obecność milczącego, zatopionego w myślach profesora, mroziła atmosferę. Nina siedziała czerwona, z rozpalonymi policzkami i łzami upokorzenia w oczach. Spojrzawszy na nią, Aleks już nie cierpiał tego człowieka, lecz starał się ze wszystkich sił być dla niego uprzedzająco grzeczny. Jedząc, miał wrażenie, że żuje własne serce, które lada moment odmówi mu posłuszeństwa jeszcze przed końcem obiadu. O ile profesor był skąpy w wysławianiu się, o tyle przy jedzeniu okazał się lwem. Nabrawszy z półmiska obfitą porcję, jadł szybko, zachłannie, poprawiając pod szyją białą, wykrochmaloną serwetę. Wszyscy odetchnęli, gdy nareszcie pożegnał się i odjechał, odprowadzony do samych drzwi przez Aleksa.
Reszta wieczoru upłynęła w miłym nastroju. Nina proszona przez męża i pannę Mirę, usiadła przy fortepianie i grała Chopina, a panna Lutówna zgodziła się zaśpiewać kilka pieśni Moniuszki. Miała przyjemny, miły głos. Młoda nauczycielka przyjechała do Makowa z gotowym planem zajęć, postanawiając oprócz nauki w szkółce, poświęcić wiele czasu wiejskim kobietom, ucząc je zasad czystości i gospodarstwa domowego. Zamierzała organizować konkursy na najładniejszy ogródek przydomowy i najczystszą izbę. Nina namawiała ją, by kilka dni odpoczęła po podróży, lecz panna Mira chciała już następnego dnia zapoznać się z uczniami. Była tak pełna zapału, że nikt nie miał serca odbierać jej odwagi, przestrzegając przed trudnościami.
Młoda panna okazała się osobą oczytaną i nowoczesną. Wspominała w rozmowie o prądach społecznych idących z krajów anglosaskich, przewidując w przyszłości wywalczenie praw wyborczych dla kobiet. Fala emancypacji, jaka ogarnęła Amerykę i Anglię, nie budziła w Ninie zainteresowania, zaś w sprawach udziału kobiet w wyborach miała wyrobione zdanie. - Po co mi prawo głosu? – wzruszała ramionami. – Wybrane osoby, z reguły okazują się niewiele warte i zupełnie inne, niż ich przedstawiano wyborcom.
- Jednak głosując, będziemy miały wpływ na wydarzenia polityczne. – upierała się panna Mira. – Czytałam, że w Stanach Zjednoczonych, rozważa się możliwość dopuszczenia do głosu czarnych, byłych niewolników. Jeżeli nawet Murzyni mogą głosować, dlaczego tak uparcie odmawia się tego prawa kobietom? Jesteśmy głupsze od Afrykanów?
- Widocznie kobiety nie miały jeszcze swojego Lincolna! – powiedziała ze śmiechem Nina.
- To tylko gra polityczna, nic więcej. – odezwał się Aleks.
Przez całe popołudnie był ponury. Uciekł z domu i długo wałęsał się po parku, chociaż pogoda nie zachęcała do spacerów. Jednak bał się wrócić do domu i spojrzeć żonie w oczy. Jej słowa obudziły go z zamyślenia.
- Nie wierzę w dobre intencje Jankesów. Zezwalając Murzynom na głosowanie, zyskają większość głosów na kandydatów, którzy bez poparcia czarnych, nie mieliby szans w wyborach.
- Jednakże Amerykanie, jako państwo demokratyczne… - zaczęła panna Mira, ale Aleks przerwał jej dosyć niegrzecznie:
- Jest pani bardzo łatwowierna. Czy wie pani na czym polega różnica pomiędzy demokratyczną Unią, a niewolniczym Południem? Otóż plantator z Południa może swego niewolnika sprzedać, lub zaćwiczyć batem na śmierć. A kapitalista z Północy, płacąc grosze robotnikowi za pracę, równą tej jaką wykonują niewolnicy, może go wyrzucić z pracy i na śmierć zagłodzić. Jest tak samo panem jego losu. Nie zachwycam się również panem Lincolnem, czule wymieniającym uprzejmości z carem. Podobno nawet jego żona była właścicielką niewolników. Wcale mu nie przeszkadza, że car, jego sprzymierzeniec, jest władcą absolutnym, odpowiedzialnym za mękę i śmierć tysięcy ludzkich istnień. Stany Zjednoczone są mistrzem propagandy. A ich deklaracja o prawach człowieka jest fikcją, bowiem nie dotyczy prawowitych mieszkańców Ameryki, nieszczęsnych Indian, pozbawionych ziemi, środków do życia i brutalnie mordowanych. – spojrzał na zegar i wstał.- Późno już, panie są z pewnością zmęczone. – złożył pannie Mirze ukłon i pomógł żonie podnieść się z fotela.
 W sypialni było rozkosznie ciepło. W białym marmurowym kominku płonął ogień, rzucając na ściany różowawy odblask. Pachniały bukiety jesiennych kwiatów, ustawione w wazonach na stoliczkach i gzymsie kominka, a kwieciste dywany i kolorowe poduszki na miękkich fotelach, akcentowały przytulność i wykwint tego wnętrza. Aleks nie wzywając pokojówki, sam wyjął szpilki podtrzymujące warkocze Niny, rozpiął jej suknię i rozsznurował gorset, a potem ukląkł, by zsunąć pończoszki i pantofelki z jej nóżek. Rzuciła na niego okiem i nie przerywając milczenia, ubrała nocną koszulę i narzuciła na ramiona jedwabny peniuar.
- Zastanawiam się, czy nie masz jakiegoś zmartwienia. – odezwała się i spostrzegła, jak nerwowo poderwał głowę.
- A wyglądam na zmartwionego? – patrzył, jak kręciła się po pokoju przygotowując się do spoczynku. Z toaletki wzięła szylkretowy grzebień w srebrze i zaczęła rozczesywać włosy, sycząc z bólu.
- Alek, masz nieznośny zwyczaj odpowiadania pytaniem na pytanie! – ofuknęła go gniewnie, ale zauważywszy jego dziwną minę, uśmiechnęła się przepraszająco. W powłóczystym peniuarze i w długiej białej koszuli nocnej wykończonej piękną koronką, z rozpuszczonymi włosami, wyglądała bardzo dziecinnie. Odgarnęła włosy z ramienia i przerzuciła je na plecy. Był to nieświadomy, wzruszający gest chwytający za serce. Podeszła do męża i usiadła mu na kolanach.
 - To badanie było koszmarne. Myślałam, że umrę ze wstydu. Po co wezwałeś profesora? Kosztował cię fortunę. - - Lubię wydawać pieniądze. – odpowiedział niedbale, otaczając ramieniem jej smukłą talię. Wydawało mu się, że dłużej nie zniesie tego napięcia i zacznie głośno płakać. Był blady, a jego oczy pociemniały z bólu. – Profesor jest dobrym specjalistą, a ty ostatnio dużo chorowałaś i obawiasz się rozwiązania. - powiedział opanowanym głosem.
- Skąd wiesz, że boję się porodu?
- Profesor wspomniał mi o tym.
- W takim razie był niedyskretny! Ale to jeszcze nie powód, żeby wzywać do mnie lekarza aż z Warszawy. Znajome panie zadowalają się akuszerką.
 Pogładził ją po rozpuszczonych włosach.
- Chcę być absolutnie pewny, że nic ci nie zagraża. Jesteś moim skarbem i mam prawo cię rozpieszczać i chronić. – mówił to z takim akcentem szczerości, że prawie mu uwierzyła. Prawie, bo w jego oczach dostrzegła skrywany niepokój, jakieś wahanie, które upewniło ją, że nie powiedział jej całej prawdy. Przytuliła się do niego i pocałowała w usta.
- Jesteś bardzo kochany, ale nie umiesz kłamać.
- Powiedziałem prawdę. Jesteś zdrowa, lecz musisz uważać, bo to twoje pierwsze dziecko.
„Mam nadzieję, że ostatnie!” – pomyślała i pocałowała go jeszcze raz. Oddał jej pocałunek, postanawiając położyć kres temu przesłuchaniu.
- W kwietniu przeniesiemy się do Warszawy. Tam będzie przy tobie Jaś i cały legion lekarzy. Ja nie ruszę się od ciebie na krok, więc nie bój się niczego, kochanie. A może wolisz jechać za granicę? W Paryżu i w Londynie są znakomici specjaliści.
Ogarnęła ją fala miłości. Był taki dobry, troskliwy, więc urodzi mu to dziecko. Może nawet trochę przy tym pocierpi, ale tylko trochę! Podała mu usta do pocałunku, pochylając głowę. Całował ją wolno, delikatnie, a potem ukrył twarz w zagłębieniu jej szyi, czując poprzez delikatną woń perfum zapach jej ciała.
- Pozostanę w kraju. – mruknęła sennie. – Nie masz ochoty się położyć?
Wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka.
1Intarsja - zdobienie różnymi rodzajami drewna,tworząc z nich mozaiki - np. posadzki w salonie
2 Chippendale - nazwa stylu w meblarstwie. Pochodzi od nazwiska meblarza angielskiego (1730-80) połączenie elementów baroku i rokoka z motywami gotyku i chińskimi.