niedziela, 14 sierpnia 2016

Donos i najazd dragonów.


  14 sierpnia 2016 r.
Nina zerwała się na równe nogi, narzucając na koszulę nocną, lekki biały peniuar. Miała wrażenie, że dotknął ją paraliż i tylko jej umysł funkcjonuje normalnie. Nie czuła rąk, ani nóg, a od serca rozchodziło się lodowate zimno. Rozbolał ją brzuch, a myśli pobiegły ku osobie męża. W otwartym oknie pojawiła się śmiertelnie blada twarz Tomka. Chłopak wskoczył do pokoju, trzymając w dłoni rewolwer.
Tomek.
- Moskale! - powiedział cichym głosem.- Trzeba ratować pana!
Ze wszystkich stron słychać już było stąpanie wielu koni i głośne komendy. Dworek otaczało wojsko, a ktoś dobijał się do drzwi. Myśli Niny były przeraźliwie przytomne. Bez namysłu, jak wicher wpadła do sypialni. Aleks już nie spał i leżał spokojnie, trzymając w dłoni odbezpieczony rewolwer gotowy do strzału. Oczy miał szeroko otwarte, a jego usta tworzyły wąską, okrutną linię.
- Alek, uciekaj przez okno w alkierzyku! Tomek i niania wyprowadzą cię przez sad do lasu. Ja podpalę dwór i osłonię was ogniem.- poleciła, podając mu spodnie i koszulę - Śpiesz się, ukochany!
- Nie, jedyna moja, to już koniec. Nie zdołam dojść nawet do okna. Ratuj się, moja najdroższa i pamiętaj, że musisz żyć dla dziecka. O mnie się nie troszcz. Żywego mnie nie dostaną, nie zobaczysz mnie na szubienicy. Obiecuję ci to!
- Ty musisz żyć!- wykrzyknęła z dziką rozpaczą, rozglądając się po pokoju oszalałym wzrokiem.
- Nie można żyć za wszelką cenę, kochanie. Uciekaj! Tomek, wyprowadź panią i opiekuj się nią. - powiedział, uśmiechając się do niej.
Chłopiec spojrzał na Ninę, potem na swojego dowódcę i wolno potrząsnął głową.
- Nie zostawię pana naczelnika.
- To rozkaz! Jesteś młody i życie przed tobą.
- Nie można żyć za wszelką cenę.- Tomek powtórzył jego słowa i schował się w małej niszy, znajdującej się za wezgłowiem łóżka, przyczaiwszy się z palcem na cynglu rewolweru.
Nina przyklękła, objęła męża za szyję i pocałowała go w usta, mocno z całej siły, na wieczne pożegnanie.
- Twój los będzie i moim. - szepnęła mu do ucha. Przesłała Tomkowi uśmiech i skinęła na struchlałą Jagę. Obie wyszły z sypialni, zamykając za sobą drzwi. W sieni stała już blada Grabiszyna i Walenty, w samym tylko barchanowym kaftaniku i płóciennych kalesonach.
- Tomuś wyprowadził pana hrabiego? - spytał szeptem.
- Nie. Pan nie ma siły żeby uciekać. Obaj będą się bronić do śmierci. Módlmy się o cud!
Drzwi wejściowe trzęsły się od potężnych uderzeń kolbami. Nina odsunęła od siebie trzymającą ją kurczowo Jagę i sama zaczęła zdejmować skoble, mówiąc głośno, z nutą zniecierpliwienia:
- Już otwieram! Co to za hałasy po nocy? Przestańcie walić, bo drzwi uszkodzicie.
Pchnięte od zewnątrz drzwi rozwarły się z trzaskiem, o mało nie rozbijając jej głowy. Do sieni wpadło kilku dragonów, rozglądając się podejrzliwie. Cuchnęli końskim potem i brudem niemytych ciał. Nina cofnęła się z odrazą.
Oddział dragonów.
 - Czego tu chcecie? - odezwała się, mierząc ich wyniosłym spojrzeniem.
Za dragonami wszedł oficer. Usłyszawszy jej pytanie, odpowiedział po francusku:
- Doniesiono nam, że w tym domu przechowywany jest ranny buntownik. Musimy przeprowadzić rewizję. Proszę nie utrudniać nam tego zadania, madame.
Wydawało się Ninie, że stoi na mrozie bo całe jej ciało ogarnęło lodowate zimno. "Chryste, pozwól mi szybko umrzeć, żebym nie patrzyła na to, co się tutaj wydarzy." - modliła się bezgłośnie. Walenty miał oczy okrągłe ze zgrozy. Trząsł się cały, kłapiąc bezzębną szczęką, lecz nie myślał o sobie, sparaliżowany myślą o strasznej śmierci czekającej pana. Obok niego, jak dwa posągi, stały obie stare kobiety, Grabiszyna i Jaga, oraz dwie dziewczyny kuchenne. Wszyscy podskoczyli nerwowo, gdy z rąk kamerdynera wysunął się szklany lichtarzyk ze świeczką i rozbił się na drobne kawałki na kamiennej posadzce. Walenty prędko się schylił i podniósł palącą się dalej świecę. 
Nina mocno zacisnęła dłonie i pomyślała, że jeśli nie potrafi się opanować i zdradzi się przed oficerem, będzie to wyrok śmierci nie tylko dla męża i Tomka, ale i dla wszystkich domowników. Musiała zachować spokój i godność do końca. Dragoni patrzyli wyczekująco na swego dowódcę i mimo woli wszystkim udzieliło się napięcie. Pomimo obecności wielu ludzi, w sieni panowała cisza. Przy nodze Niny stanął Grot i wpatrywał się w żołnierzy. Pysk miał zmarszczony cichą furią, a czarne wargi bezgłośnie uniosły się do góry, odsłaniając długie kły. Gdyby Nina skinęła, skoczyłby dragonom do gardła i zginął w obronie domu swego pana. Ale ona łagodnym gestem położyła dłoń na głowie psa.
- Ktoś złośliwie wprowadził panów w błąd.- odezwała się, patrząc oficerowi prosto w oczy i nie próbując myśleć, jak to wszystko się zakończy. - W tym domu nie ma miejsca dla buntowników. Jak pan widzi, dworek jest niewielki. Mieszkam tu z kilkoma starszymi domownikami i mam ciężko chore dziecko. Moja córeczka cierpi na konwulsje i jeżeli ją przestraszycie, dostanie drgawek i może umrzeć. - wypowiedziawszy te słowa pożałowała, że nie ma tu córki. Miała cień nadziei, że może wzgląd na chore dziecko, powstrzyma dragonów od natychmiastowej rewizji i przedłuży o kilka chwil życie męża.
Oficer nie spuszczał z niej wzroku. W jego oczach zalśniła iskierka podziwu dla jej urody i jakby litość. Stała przed nim wiotka, cała spowita w śnieżne fałdy jedwabnego peniuaru. Rozplecione we śnie włosy, ciemną lśniącą falą opadały na jej ramiona i plecy, spływając aż do bioder. Była taka młodziutka, delikatna i bezbronna, taka kobieca, że mimo woli każdy mężczyzna pragnął przygarnąć ją do serca i chronić. Ale jej rysy zastygły w kamienną maskę, zaś w oczach miała wyraz gracza, który cały swój majątek postawił na jedną kartę.
- Bardzo pani współczuję, madame.- rzekł oficer uprzejmie.- Postaramy się nie robić hałasu, jednak dom przeszukać musimy. - złożył jej ukłon, jakby przepraszając za nocne najście.
- Ależ proszę, szukajcie panowie. Nie mamy nic do ukrycia.- odparła, opierając się plecami o drzwi sypialni.
Oficer wydał kilka rozkazów. Dwóch dragonów pozostało w sieni, a dowódca prowadzony przez Grabiszynę, chodził po dworku otwierając kolejno drzwi, do bocznych pokoi i schowków. Na podwórzu, dragoni przeszukiwali stodoły i mieszkania służby dworskiej, zaglądając w każdy zakątek. Zaraz rozległy się krzyki ludzi, brutalnie wyrzucanych z izb. Stróżujące brytany z wściekłością rzuciły się na żołnierzy i padły zastrzelone. Słysząc strzały Nina zaczęła się ponownie cicho modlić, a Grot zaskomlił i przytulił się do jej nóg.
Walenty pobiegł za oficerem, proponując mu wino i zakąskę. Jego siwe włosy srebrzyły się w blasku świecy, a drżące łydki telepały się w nogawkach płóciennych kalesonów. Potykał się na troczkach wlokących się za nim, próbując dotrzymać kroku oficerowi. Lecz ten nie dawał się skusić, szorstko odsuwając staruszka na bok i idąc dalej. Nina trzęsła się od wewnętrznych dreszczy, dłonie i stopy miała zimne, bolał ją brzuch i czuła nudności. Nerwowo przełykała ślinę wyobrażając sobie, co w tym momencie musi przeżywać Aleks, leżąc bezsilnie w łóżku i żegnając się z życiem, z nią i z dzieckiem, którego nie dane mu było zobaczyć. Wiedziała, że zbiera siły do ostatniej walki. Biedny Tomek także oczekuje na śmierć. Ile czasu mogą się bronić? Minutę, dwie... Potem obaj zginą zastrzeleni, rozniesieni na szablach rozjuszonych dragonów. Ale pierwszy zginie oficer! Poczuła jakby cień żalu, bo był uprzejmy, miał uczciwą twarz i w widoczny sposób okazywał jej szacunek.
Jedyną jej pociechą była myśl, że Aleks nie odejdzie sam z tego świata, bo ona towarzyszyć mu będzie w ostatniej drodze w nicość. Nie miała już żadnej nadziei na ratunek, nie wierzyła, że wydarzy się cud, choć modliła się o to z całej duszy, ze wszystkich sił. Wsparta plecami o drzwi sypialni, czekała biernie, gotowa umrzeć na tym progu, jak wierny pies. Zanim dragoni wtargną do sypialni aby zabić męża, najpierw muszą przejść po jej trupie. Rewizja dobiegła końca, a do niej podszedł zakłopotany oficer.

- Przykro mi, madame, lecz muszę zajrzeć również do tego pokoju.- powiedział i spostrzegł ze zdumieniem, jak jej  oczy rozpłomieniają się nagle, stając się świetliste i nieopisanie piękne.
- Panie.- powiedziała cichym, zdyszanym głosem.- Panie, tam jest tylko małe, chore dziecko! Przysięgam na moją duszę. Nie wchodźcie tam.- błagała, patrząc mu w oczy i nie ruszając się z miejsca.
Zawahał się, nie wiedząc, jak usunąć z drogi tę uroczą przeszkodę. Nie miał śmiałości, żeby jej dotknąć i patrzył na nią, widząc w jej szeroko rozwartych źrenicach blask świeczki.
- Madame, nie chcę używać wobec damy przemocy. Proszę usunąć się od drzwi. Obiecuję, że zachowam się bardzo cicho i dziecka nie przestraszę.- tym razem mówił po rosyjsku, bo żołnierze nie znając francuskiego, zaczęli się mu podejrzliwie przypatrywać.
Pod wpływem jakiegoś impulsu, Nina pochwyciła jego rękę i z całej siły ją uścisnęła.
- Niech pan tam nie wchodzi. Błagam! - wyszeptała ochrypłym, łamiącym się głosem.
"Posłuchaj mnie! - myślała, czując jak po twarzy spływają jej krople lodowatego potu. - Okazałeś mi litość, nie chcę widzieć, jak padasz z głową rozwaloną kulą!"
- Madame, ja muszę tam wejść! Proszę ustąpić, bo żołnierze się nam przyglądają.- ostrzegł i odsunąwszy ją delikatnie, przeszedł obok odwracając głowę, by nie patrzeć w jej oczy pełne dzikiej rozpaczy i łez.
Wsparła się mocniej o ścianę, bo nogi załamywały się pod nią i patrzyła, jak oficer cicho uchyla drzwi i na palcach wchodzi do sypialni. Z zamierającym sercem czekała, kiedy w pokoju rozlegną się strzały i dragoni runą do wnętrza, przebijając ją szablami. Gotowała się na śmierć i zdawało się jej, że ściany sieni rozstępują się i widzi przed sobą jasną smugę księżycowego blasku. Ktoś mocno chwycił ją pod rękę i podtrzymał. Jak przez mgłę dostrzegła stojącą obok Jagę."To dobrze, razem umrzemy". - pomyślała, kreśląc nieznacznie na piersi znak krzyża. Nie miała już siły żeby się modlić i przez całą, długą jak wieczność chwilę, wszyscy domownicy oczekiwali huku strzałów i wrzasku dragonów rzucających się do ataku.
Za jej plecami skrzypnęły drzwi. Z sypialni wyszedł oficer i skłonił się jej nisko, bardzo nisko. Ujął i ucałował jej bezwładną rękę. Ostrym spojrzeniem obrzucił czekających w milczeniu żołnierzy.
- Gdzie jest ten stary dziad, który nas tutaj przyprowadził? Okłamał mnie, bo w tym domu nie ma żadnych buntowników. W sypialni leży bardzo chore, małe dziecko, które przestraszyliśmy. Odszukać tego starego i natychmiast powiesić! Pewnie jest w zmowie z buntownikami i może chciał nas wprowadzić w zasadzkę.- powiedział to takim tonem, że wachmistrz wypadł z sieni jak wystrzelony. Ale po chwili powrócił, bezradnie rozkładając ręce.
- Melduję pokornie, że to bydlę uciekło, proszę waszej wielmożności. O, ten stary od razu mi się nie podobał, bo mordę miał wredną. Wolał nie czekać na karę. A może spalić ten dwór, a mieszkańców zabrać do Radomia? Kto wie, czy nie byli w zmowie.
- Milcz, durniu! - ryknął na niego oficer. - Chcesz spalić dom niewinnych ludzi? Trzeba rozejrzeć się po okolicy. Na koń!- rozkazał i pośpiesznie wyszedł z dworku, nie spojrzawszy więcej na osłupiałych domowników.
Przez jakiś czas na dziedzińcu słychać było głosy komend, dźwięki trąbki i stąpanie koni. Stopniowo hałas się oddalał, głosy milkły i wkrótce cisza nocna na powrót objęła dworek wtulony w gąszcz lip.
Pod Niną nagle załamały się kolana i bezsilnie osunęła się na posadzkę. Jaga i Walenty dźwigali ją do góry, lecz ona leciała im przez ręce, nie mogąc ustać na nogach. Trzęsła się cała po przeżytym potwornym strachu. Drżał w niej każdy nerw, każda żyłka. Czuła się jak człowiek, który spadając z ogromnej wysokości, przeżył w locie własną śmierć i zamiast roztrzaskać się na twardej ziemi, wylądował na miękkim puchowym posłaniu. Szok był zbyt silny na jej stargane nerwy.
- Córeńko, Pan Bóg sprawił cud! - łkała głośno niania. - Idź dziecinko do pana i uściskaj go.
Na wspomnienie męża, Ninie powróciły siły, gorąca krew zaczęła szybciej krążyć w jej żyłach. Wbiegła do sypialni, oświetlonej tylko drżącym światełkiem wiecznej lampki, przed figurą Chrystusa. Uklękła przy łóżku obejmując Aleksa ramionami. Miał przymknięte oczy i poruszał ustami, jakby szeptał coś do siebie. Nad górną wargą i na czole perliły się mu kropelki potu, a na lewym policzku drgał nerwowo mięsień. Kiedy go dotknęła, pochwycił ją z niezwykłą siłą i obsypał pocałunkami, zdławionym głosem wymawiając jej imię. Jeszcze nigdy tak jej nie całował, podnosząc obie dłonie do ust i ściskając je, jak dziecko, które za coś bardzo dziękuje.
- Tak ogromnie cię kocham, moja żono! - szeptał pomiędzy szalonymi pocałunkami.- Moja jedyna miłości, moje życie, mój najwierniejszy przyjacielu.
Oderwała wargi od jego ust i uniosła mu głowę. Wpatrywali się w siebie z czułością, zamykając w spojrzeniu całą swoja miłość.
- To był cud, prawda Alku? - wyszeptała, zamierając na myśl, że mógł już nie żyć. Mogli nie żyć oboje.
- Raczej szczęśliwe zrządzenie losu.
- Nie rozumiem, dlaczego?....
- Dlaczego on nie przywołał dragonów, a ja go nie zastrzeliłem?
- Aha! - w jej oczach napełnionych jeszcze łzami, malowała się ogromna radość.
Na ustach Aleksa pojawił się lekki uśmiech, choć ślady niedawnego przeżycia wciąż były widoczne w jego oczach. Nina wpatrywała się w niego chciwie, gładząc miękkie włosy rozsypane na poduszce. Dotykała palcami szczupłych policzków i czoła, przekreślonego łukami ciemnych brwi, jakby chciała się upewnić, że to nie złudzenie, lecz rzeczywistość. Aleks żyje, nie zginął i żyć będzie dla niej i dla dziecka! Po raz pierwszy pomyślała o córce, jako o cząstce jego ciała.
- Niech Pan Jezus błogosławi temu dobremu Rosjaninowi. Niech mu Matka Boska wymodli długie, szczęśliwe życie. Za twoją głowę, ukochany. Nie mogę uwierzyć, że ocaleliśmy.
Usłyszeli ciche pochlipywanie. Tomek skulony za łóżkiem płakał
- Synku, chodź do nas!- zawołał Aleks, przygarniając chłopca do piersi.- Słyszałem Nino, jak broniłaś wstępu do pokoju, zasłaniając drzwi własnym ciałem. Kiedy ten oficer wszedł, naciskałem już cyngiel. Całe szczęście, że światło lampki padło mu wprost na twarz i to go ocaliło. Nas również! Zdążyłem tylko zawołać, żeby Tomek nie strzelał. Bo ja dobrze znałem tego oficera. Był kornetem1 w moim pułku. Razem należeliśmy do tajnego związku wojskowego. Często nawet u mnie bywał i jego nazwisko z pewnością figurowało na liście Pauli. Nie był zamożny, zadłużył się i musiał odejść z elitarnego gwardyjskiego pułku. Gdzieś go przenieśli i potem już go nie widywałem. Kiedy nagle wszedł do pokoju, byłem kompletnie zaskoczony. Nie mogłem z zimną krwią, zastrzelić dawnego kolegi z pułku. Ale on także mnie poznał, jak tylko wymówiłem jego imię. Uścisnął mi rękę i kazał leżeć spokojnie. Położył palec na ustach i wyszedł. Ot i cała historia. Uratował nam życie, bo ja i Tomek zginęlibyśmy, a ty, biedactwo, i nasi domownicy, poszlibyście na Sybir.
- Nie kochany. - uśmiechnęła się smutnie - Ja poszłabym za tobą.
Pod wpływem straszliwego przeżycia, kiedy była na granicy życia i śmierci, zwróciła się do męża z dziwaczną prośbą:
- Przyrzeknij mi coś...
- Wszystko, co zechcesz, ukochana.
Przysunęła się bliżej, wpatrując się w jego oczy.
- Przyrzeknij, że gdyby się coś stało...- głos jej załamał się i objęła go kurczowo. - Gdyby, no wiesz, to nie zostawisz mnie tu samej.
- O czym ty mówisz? - zawołał, przejęty trwogą.
- Błagam, gdyby coś z tobą... Przysięgnij, że mnie samej nie zostawisz! Że zabierzesz mnie z sobą, bo ja nie chcę żyć bez ciebie.
- Ależ to szaleństwo! Nigdy! - wykrzyknął, ściskając z całej siły jej dłoń.
- Nie odmawiaj mi, proszę! - naraz załamała się i wybuchnęła rozdzierającym płaczem.
Ujął jej głowę i lekkimi pocałunkami osuszał łzy spływające obficie po jej policzkach.
- Nino, stamtąd już się nie wraca.- powiedział stanowczo.- Co za ponure myśli cię nawiedzają? Żyjemy i to jest najważniejsze! Tomku, zachowałeś się, jak na polskiego powstańca przystało.- uścisnął mu rękę i ucałował zmieszanego chłopaka - Poświęciłeś się synku, chcąc zginąć razem ze mną. Jestem z ciebie dumny! Kiedy skończy się powstanie, zadbam, żebyś stał się rzeczywistym członkiem naszej rodziny. Powiedz, czy masz jakieś życzenie?
- Tak.- Tomek poczerwieniał z zadowolenia i dumy. - Proszę, aby mnie pan naczelnik nigdy od siebie nie oddalał.
- Zgoda. A teraz idź i rozejrzyj się, czy dragoni naprawdę odjechali i czy ktoś nie kręci się w pobliżu. Sprawdź, czy ludziom nie stała się krzywda.
Zanim uszczęśliwiony chłopak wybiegł z pokoju, Nina objęła go mocno i ucałowała.
- Jesteś bardzo dzielny, Tomeczku, nigdy nie zapomnę twego poświęcenia. Dziękuję ci.
Cały dom rozlegał się radosnymi okrzykami domowników. Ludziom nie mogło pomieścić się w głowie, że Moskale odeszli, nie paląc i nie zabijając. Nina postanowiła utrzymywać ich w mniemaniu, że wydarzył się cud, bo sama w to wierzyła. Powiedziała, że oficer ulitował się nad rannym powstańcem. Jedna tylko Jaga, posłała jej wiele mówiące spojrzenie, lecz przezornie milczała. Nina bardzo prędko ochłonęła z podniecenia i uznała, że niebezpieczeństwo wcale nie minęło, dopóki stary Żabiec żyje. Co prawda uciekł, ale mógł powiadomić pierwszy napotkany patrol, lub złożyć donos kozakom na rogatce, że w Zameczku ukrywa się ranny powstaniec. Nie ulegało wątpliwości, że byli śledzeni. Czuła to podświadomie od chwili, kiedy zobaczyła starego, siedzącego pod cmentarnym murem. Spałaby spokojniej gdyby wiedziała, że jakaś dobra dusza, wysłała łotra na tamten świat. O swoich obawach postanowiła powiadomić Aleksa. Wysłuchał jej ze zdumieniem.
- Ale skąd on mógł o mnie wiedzieć?
- Tego właśnie zamierzam się dowiedzieć.- mruknęła ściągając brwi.- Kochany Grot wyczuł tego nędznika i o mało go nie rozszarpał na strzępy.
- Nie rozumiem, dlaczego ten człowiek tak mnie nienawidzi?
- Bo jest przekonany, że to ty zabiłeś Paulę i Rafała.- umilkła i dodała szeptem:- Nie byłam lepsza od niego...
Wrócił Tomek i oznajmił, że wojsko naprawdę odjechało, a w pobliżu nikt podejrzany się nie kręci. Na szczęście, ludzie także nie ucierpieli, zastrzelono tylko psy.
- Jeszcze tej nocy musimy przewieźć ciebie do Makowa! - oznajmiła Nina, rozpatrzywszy się w sytuacji. - Trzeba sprowadzić karetę.
- Ja pojadę! - natychmiast ofiarował się Tomek.- Wrócę piorunem!
Nina posłała mu ciepłe spojrzenie i potargała pieszczotliwie jego bujną, jasną czuprynę.
- Ty będziesz strzegł pana naczelnika. Ja sama pojadę do Makowa.
- Po nocy?- zaprotestował Aleks. - Nie zgadzam się! Możesz wpaść na patrol kozacki.
- Najszybszym koniem jest moja Mignon, a ona zrzuci każdego. Tylko jeden Maciek jeździł na niej, a on jest na Łysej Polanie. Obiecuję, że będę bardzo uważać, bo mam dosyć wrażeń jak na jeden wieczór. Walenty, proszę przygotować pana do drogi. Nianiu, dopilnuj żeby w Zameczku nie pozostały żadne ślady po rannym panu. Uprzątnijcie bandaże, szarpie i płótna oraz lekarstwa, posprzątajcie pokój. Jakie to szczęście, że Grabiszyna nie straciła głowy i wszystkie podejrzane rzeczy wpakowała do beczek z kiszonymi ogórkami! Bądźcie czujni, bo cuda dwa razy z rzędu się nie zdarzają.
W alkierzyku ubrała się pośpiesznie, wydając jeszcze przez przymknięte drzwi polecenia. Włożyła spodnie, kurtkę i okręciła warkocze wokół głowy, żeby nie przeszkadzały jej podczas jazdy. Gdy wyszła gotowa do drogi, Jaga skrzywiła się, obrzuciwszy ją krytycznym spojrzeniem.
- A fe! Nie masz amazonki?
- Owszem, ale nie myślę przewracać się na trenie. Na koniu jeżdżę po męsku. Nianiu, zrozum, że czasy słodkich, delikatnych i mdlejących dam minęły. Trwa powstanie! Aha, niech Grabiszyna zapowie ludziom, żeby trzymali języki za zębami, a obcych niech pędzą precz!
- Nino, ja... - Aleks zamierzał coś powiedzieć, lecz ona zamknęła mu usta pocałunkiem.
- Cicho, ty marudo! - zaśmiała się i wybiegła, aby osiodłać klaczkę.
Po chwili do uszu domowników, dotarł odgłos pędzącego cwałem konia.
- Kozak, nie dziewczyna.- utyskiwała półgłosem Jaga.- W kogo ona się wdała? Świętej pamięci jej matka, była posłusznym, cichutkim jak myszka stworzeniem. - tak zrzędząc, niania w głębi serca była niezmiernie dumna ze swojej wychowanki.
Mignon mknęła naprzód i tylko wiatr świstał w uszach jeźdźca. Nina pędziła, jakby ją diabeł gonił. Naprawdę gnał ją niepokój o bezpieczeństwo męża. Nie wierzyła, że Żabiec zniechęci się niepowodzeniem. Pochylona nad karkiem klaczy, ponaglała ją głosem i naciskiem kolan. Płytkie rowy, klacz przesadzała potężnym szczupakiem i leciała jak ptak, przez polne ścieżki i leśne przecinki. Chrapała ze zmęczenia, a płaty białej piany spadały jej z pyska, lecz nacisk kolan pani zmuszał ją do utrzymywania jednakowej prędkości. Nina z trwogą liczyła wiorsty, dzielące ją od Makowa. Zatrzymała się na moment przed boczną furtą, otwierając ją własnym kluczem i wskoczywszy ponownie na siodło, popędziła przez park cienistą aleją.
Wjechała na otwartą przestrzeń i ściągnęła raptownie cugle, wpatrując się jak urzeczona w pałac. Stał cichy i cały skąpany w świetle księżyca wyglądającego spoza chmury. Na tle ciemnej gęstwiny drzew, wsparty na smukłych kolumnach, prezentował doskonałe proporcje budowli. Wysokie okna tajemniczo połyskiwały szybami, a szerokie tarasy pełne były egzotycznych roślin. Ogarnęła dom spojrzeniem pełnym miłości i zachwytu. Tylko tutaj czuła się bezpieczna, bo mury pałacu dodawały jej sił, jak niegdyś Matka Ziemia Anteuszowi2. Poza Makowem była nieszczęśliwa i bezradna. Patrzyła na swój dom z miłością, a lekki nocny wiatr, rozwiewał jej włosy nad czołem.
Zmęczona Mignon parsknęła, a ona oprzytomniała. Mijając rabaty pełne kwiatów, zbliżyła się do pałacu. Ukochany dom! Podjechała pod ganek i zeskoczywszy z konia, zaczęła dobijać się do drzwi. Dopiero po dłuższym czasie, posłyszała człapiące kroki zaspanego Pawła. Wpadła do sieni i widząc, że chłopak stanął na widok pani z rozdziawionymi ustami, rzekła podniesionym tonem:
- Niech Paweł nie stoi jak słup, tylko odprowadzi Mignon do stajni i obudzi pana koniuszego. Powiedz mu, niech natychmiast zaprzęga do karety i zajedzie przed dom!- rozkazała.
Gdyby nie strach o Aleksa, padłaby chyba z wyczerpania. Rzuciła się na fotel i dyszała, zmęczona szaloną jazdą. Na galerii pokazała się pani Salomea, a przy niej Emilka, obie zbudzone ze snu, w nocnych czepkach i niedbale narzuconych szlafrokach.
- Nina? O Boże, czy pan Aleksander ... - starsza pani przechyliła się przez balustradę bardzo przerażona.
- Nie, Alkowi nic nie dolega, ale mieliśmy nie zapowiedzianą wizytę dragonów.- odparła Nina i krótko wspomniała o dramatycznych wydarzeniach.- Jaś w domu?
- Ukrył się, bo nie wiedzieliśmy kto puka.- Emilka podkasała szlafrok i pobiegła zawiadomić męża o przyjeździe Niny. Ale on posłyszał jej głos i sam wyszedł z kryjówki.
- Serwus, kiciu! - powitał ją, schodząc po schodach do sieni.- Zaraz się ubiorę i pojedziemy razem.- ziewnął, przemagając ogarniającą go senność.- Aleks musi mieć przy sobie lekarza, bo nie wiadomo jak zniesie wstrząsy w podróży. Nasze drogi to nie Pola Elizejskie3.
Przybiegła pani ochmistrzyni, również w negliżu, pytając co się stało. Kumosia jak zawsze troskliwa, bez pytania przyniosła dzban chłodnego mleka. Nina wypiła mleko duszkiem i oblizała białe wąsy. Jaś ubrał się zdumiewająco prędko i zszedł, niosąc walizeczkę z narzędziami. Spokojnie wysłuchał relacji Niny o donosie Żabca
- A to stary drań!- z oburzeniem skomentował jej słowa. - Koniecznie powinna zająć się nim policja narodowa i wyprawić kanalię na tamten świat. Masz rację kotku, Aleks nie jest już bezpieczny w Zameczku.
Nina z niecierpliwością oczekiwała na karetę, pragnąc jak najszybciej znaleźć się w dworku i zabrać stamtąd męża. Poleciła ochmistrzyni, przygotować pokoje na przyjęcie pana hrabiego. Gdy kareta zajechała przed ganek, wstała i z trudem, na sztywnych nogach, zeszła do powozu. Jaś zaproponował żeby została w domu, ale nawet słuchać o tym nie chciała. Stach nie żałował bata i do Zameczku dojechali jeszcze przed świtem. Nina uspokoiła się widząc, że nic nowego się nie wydarzyło. Aleks był gotowy do podróży i siedział na łóżku owinięty w pledy. Mężczyźni na rękach zanieśli go do karety i ułożyli na miękkiej kanapie. Grabiszyna żegnała go płacząc i przeklinając w żywy kamień starego Żabca i Moskali. W pałacu wszystko przygotowane było na przyjęcie pana. W pokoju, pomimo ciepłej nocy, na kominku płonął ogień i wszędzie stały świeże kwiaty. Domownicy witali pana jak bohatera, całując go po rękach i błogosławiąc.
- Nareszcie w domu! - westchnął, znalazłszy się w miękkim łożu i w perfumowanej pościeli. - Promyczku, połóż się zaraz, bo wyglądasz jak własny cień.
- Poczekam, aż Jaś ciebie zbada.- usiadła przy łóżku i troskliwie pochyliła się nad nim, dotykając dłonią jego czoła.

Ale okazało się, że podróż wcale mu nie zaszkodziła i Jaś był bardzo zadowolony ze swego pacjenta . Jednak Nina nie mogła się uspokoić i siedziała z ponurym wyrazem twarzy.
- Nie zaznam spokoju, dopóki ten szubrawiec nie zawiśnie na powrozie! - powiedziała do Jasia. - Niech policja przykładnie go ukarze. W końcu, za co płacimy Rządowi podatki?
- Spokojnie, kotku.- Jaś poklepał ją po ramieniu.- Rano Emilka złoży meldunek kurierowi, za kilka dni możesz spodziewać się wizyty żandarmerii narodowej.
- Tu? - zawołała zirytowana. - Oni mają szukać Żabca, a nie składać mi wizytę.
- Pomimo wszystko, jeszcze żyjemy. - zauważył Aleks pogodnie.
- Żabiec także o tym wie! - cierpko stwierdziła Nina.
- No to poflirtujcie sobie, a ja idę lulu! - oświadczył Jaś rozpaczliwie ziewając. - Rano muszę być w leśnym obozie.- przesłał im pocałunek dłonią i wyszedł.
Nina podłożyła mężowi dodatkową poduszkę pod głowę pamiętając, że powinien spać wysoko. Przyciemniła nocną lampkę i szczelnie zaciągnęła ciężkie kotary na okna, bo już świt zaglądał do pokoju.
- Wiesz, odnoszę wrażenie, że nie byłem w domu całe wieki, a to tylko siedem miesięcy. - powiedział Aleks, rozglądając się po swojej sypialni, urządzonej ze smakiem i wytwornością. - Bardzo tu przyjemnie.
- Tylko? Nie było cię w domu aż siedem miesięcy, a dla mnie siedem wieków! Trudno mi uwierzyć, że znowu jesteś przy mnie.
Oderwał wzrok od bukietu prześlicznych kremowych róż, jeszcze niezupełnie rozkwitłych i spojrzał na nią.
- Dziś przeszliśmy oboje próbę ogniową. Kochanie, musisz odpocząć. - przyjrzał się z troską jej przeźroczystej z wyczerpania twarzyczce. - Natychmiast się połóż. Jesteś jak ze szkła, pozostały tylko oczy i warkocze, reszta jest niewidoczna. Jeżeli mnie nie posłuchasz, ja wstanę!
- Nic mi nie będzie. Oj, idę już, idę! - zawołała widząc, że mąż podnosi się i siada na łóżku.
- Natychmiast, inaczej wstanę i zaniosę cię do sypialni na rękach! - zagroził.
- Kochany, tylko na to czekam! - roześmiała się zalotnie.
Podeszła żeby się pożegnać, a on ujął jej głowę i pocałował ją tak mocno, jak poprzedniego wieczora. Przez moment świat przestał dla nich istnieć, a czas się zatrzymał.
- Kocham cię.- szepnął, chciwie chwytając powietrze.
Poszła do sypialni wniebowzięta."O, niech on tylko wróci do zdrowia. - dumała rozmarzona, rozbierając się powoli. - Zaczniemy z sobą żyć jak małżeństwo, a wtedy ja się postaram, żeby zapomniał o tej przeklętej wojaczce. Wyjedziemy za granicę i może będziemy mieli dzieci? Urodzę mu nareszcie syna!" Nie zadzwoniła po Ulisię, pragnąc być sama ze swoimi myślami.
Była nieludzko zmęczona. Marzyła o dniu wolnym od obowiązków i codziennych trosk. O dniu bez strachu, murów strzegących przed napaścią. Po prostu o życiu w wolnym kraju, gdzie mogliby swobodnie egzystować, gdzie myśli jej krążyłyby beztrosko wokół przyjemnych rozrywek i upojnych nocy, gdzie mogłaby zapomnieć o krwi, przemocy i czyhającej dokoła śmierci. Noc aż nazbyt obfitująca w mocne wrażenia, wyczerpała ją do tego stopnia, że gdyby nie ból głowy, nie byłaby pewna, czy jeszcze żyje. Uklękła na przywiezionym z Warszawy klęczniku hrabiny Tekli i modliła się długo, dziękując Bogu za cudowne ocalenie. Ale słowa modlitwy zaczynały się plątać, powieki opadały na oczy. Coraz cichszym głosem szeptała :
         -  Dziękuję Ci, Panie Jezu Miłosierny, za łaskę i życie mego Alka...

.1Kornet - w armii carskiej najniższy stopień oficerski w kawalerii.
2W mitologii greckiej, syn Gaji, Ziemi – Rodzicielki, był nie do pokonania stojąc na Ziemi - Matce, która dodawała mu sił.
3Pola Elizejskie - najpiękniejsza ulica w Paryżu.