piątek, 19 sierpnia 2016

Trochę kłótni, trochę miłości i ponowne pożegnanie.


19 sierpnia 2016 r.
Nina była odrobinę niespokojna, bo wiedziała, że Aleks na samo wspomnienie Wielenina, wpadał w pasję i potrafił być wówczas dla niej bardzo niemiły. Nie rozumiała, dlaczego tak się dzieje. Zaloty innych mężczyzn, przyjmował na ogół bez ironicznych komentarzy, dumny z powodzenia żony. Ale gdy chodziło o Wielenina, zaczynał zachowywać się niegrzecznie i złośliwie, jak zazdrosny sztubak. Dziś również okazał zły humor w obecności Orlewicza i upokorzył ją swoją jadowitą uwagą. Postanowiła więc ukarać jego i Orlewicza.
Ulisia upięła jej węzeł z warkoczy, mocując go srebrnymi grzebieniami wysadzanymi drobnymi diamencikami. Z pomocą pokojówki, włożyła wieczorową suknię z białego batystu, odsłaniającą niemal całe ramiona i biust. Wyperfumowana i świeża jak poranek, udała się do jadalni. Weszła do pokoju kołysząc zalotnie krynoliną. Obaj panowie i pani Salomea siedzieli już przy stole oczekując na nią. Zajęła swoje miejsce i całą uwagę podczas kolacji poświęciła Orlewiczowi, żartując sobie z jego kawalerskiego stanu i dopytując się figlarnie, czy gdzieś po drodze nie zostawił serca?

Trzepocząc rzęsami, koniecznie pragnęła się dowiedzieć, czy w Galicji damy są urodziwsze niż w Królestwie. Kokietowała biedaka, nie krepując się zupełnie obecnością męża. Orlewicz dławił się pieczenią i nie wiedział gdzie podziać oczy. Obawiał się patrzyć na nią i odwracał wzrok, kiedy pochylała się ku niemu, intrygując go dekoltem i zapachem paryskich perfum. Ale nie potrafił powstrzymać się, by nie zerkać bokiem na jej lśniące warkocze, wyobrażając sobie, jak wyglądałyby, gdyby wyjąć z nich grzebienie. Muszą być miękkie i pachnące... Zachwycał się przepyszną linią nagich ramion i zarysem ślicznych piersi. Za ten kształt długiej szyi, za bogactwo włosów i cudowne oczy, połowa kobiet na świecie oddałaby niejeden rok życia. Obawiał się zdradzić ze swoimi uczuciami, ale czasem nie potrafił się pohamować i sięgał wzrokiem do głębokiego dekoltu sukni. Nie mógł jeść, a zagadnięty, jąkał się, jak nieśmiały uczniak podczas egzaminu. Zaraz po kolacji zaczął się żegnać.
- Już chce pan nas opuścić? - Nina artystycznie udała rozczarowanie, robiąc ustami "muca".
- Niestety, muszę. - powiedział z tak nieszczęśliwą miną, że z trudem powstrzymała się od śmiechu.
Ujęła go pod ramię i słodko zajrzała w oczy.
- Nie, tak się nie godzi, panie Stanisławie. Nie widzieliśmy się od dawna i już zamierza pan nas opuścić? Nie zgadzam się! Z pewnością zna pan mnóstwo interesujących nowinek, o których my, mieszkańcy prowincji, dowiadujemy się ostatni. Nie puścimy pana, prawda, Alku?- szczebiotała promiennie uśmiechnięta.
Była w swoim żywiole i nawet Paula, za swoich najlepszych czasów, nie mogła się z nią mierzyć urokiem. Zaprosiła Orlewicza do malinowego salonu na kawę i muzykę. Nie potrafił odmówić i szedł za nią, jak skazaniec na szafot, albo jak pokorne cielę. Usiadła przy fortepianie, kazała mu usiąść obok siebie i odwracać strony nut, mimo iż grała z pamięci! Przy walcach Chopina wpatrywała się w niego tkliwie, a Orlewicz trząsł się ze zdenerwowania, nie wiedząc czy ma jej paść do nóg, czy może lepiej uciec przez szeroko otwarte drzwi na taras. Siedział jak na szpilkach, czując na sobie ciężkie spojrzenie hrabiego. Milczący świadek tej sceny, pani Salomea, przeglądała kolorowe żurnale udając, że jest pogrążona w lekturze. Sytuację uratował Walenty. Zajrzawszy do salonu szepnął Ninie, że przybył kurier z Borku i przywiózł jej list od panny Lutówny.
Momentalnie zapomniała o Orlewiczu i nadąsanym mężu. Przeprosiła i wybiegła z salonu. Odebrała od posłańca list i przeczytała go. Panna Lutówna pisała, że przez jakiś czas będzie przebywać u "cioci". Oznaczało to, że jedzie do Galicji. Kiedy powróciła do salonu, Orlewicza już tam nie było. Rozbawiona zasiadła ponownie do fortepianu i niby w zamyśleniu, zaczęła grać ulubione utwory męża. Posłała mu przelotne spojrzenie i stwierdziła, że Aleks ma minę źle skrywanej wściekłości. Usłyszawszy grane przez nią "Larghetto", wolno odwrócił głowę i zmierzył ją lodowatym wzrokiem. Więcej nie zwracał na nią uwagi, rozmawiając z panią Salomeą, opowiadającą mu o znacznej poprawie zdrowia wuja Ksawerego, który zaczął już chodzić i zajmował się gospodarstwem, lecz nigdzie nie bywał, krępując się swojej bełkotliwej wymowy. Starsza pani rzuciła okiem na zegar i taktownie wstała przeczuwając, że zanosi się na scenę małżeńską. Powiedziała "dobranoc" i odeszła do swego pokoju. Aleks siedział dalej, wpatrując się z ponurą miną w otwarte drzwi na taras i gładził łeb łaszącego się do niego Grota.
- Jestem zmęczony i pragnę się położyć. - oznajmił naraz oschle, nie patrząc w stronę żony.
Bez słowa podniosła się od fortepianu i zadzwoniła. Na progu stanął lokaj, oczekując na rozkazy.
- Proszę zawieźć pana do sypialni, wezwać kamerdynera i pomóc mu rozebrać pana i położyć do łóżka. - poleciła.
Aleks zdumiony i zaskoczony, podniósł głowę i raczył na nią spojrzeć.
- A ty nie idziesz spać?
- Nie jestem zmęczona i idę na spacer do parku. - odparła beztrosko.
Nucąc półgłosem francuską piosenkę, lekko zbiegła ze stopni tarasu, kierując się w stronę stawu. Przeszła ogród różany i usiadła na ławce, wsłuchując się w odgłosy nocy letniej. Gładka tafla wody odbijała rozsiane na niebie gwiazdy i srebrzystą tarczę księżyca w pełni. Co jakiś czas, ciszę przerywało kwakanie przebudzonej kaczki, lub głos bąka. Odezwał się lelek, a nad jej głową przemknęła cichym lotem sowa. Spokój w przyrodzie sprawił, że Nina również się uspokoiła. Nie żałowała danej mężowi nauczki i nie zamierzała go przepraszać. Obraził ją, więc miała prawo odpłacić mu pięknym za nadobne. Ale w miarę upływu czasu, uraza do męża słabła, a pozostał tylko żal. Przyszło jej na myśl, że z Pawła jest oferma i pewnie nie zauważy, że panu zsunął się opatrunek. Aleks zaś nigdy się nie poskarży, choćby miał skonać. Przypomniała sobie, że o tej porze mąż zawsze bierze lekarstwo i pewnie dziś także nie upomniał się o nie. Och, był niełatwy we współżyciu, uparty i nieznośny, ale dla niej jedyny i najdroższy. Wyobraziła sobie, że pewnie niedługo znowu się rozstaną, może już na zawsze?
Pod wpływem niepokoju, nagromadzona w jej sercu złość się rozwiała. Wprawdzie w parku było bardzo przyjemnie, jednak być może, mąż jej potrzebował i postanowiła natychmiast sprawdzić, co się z nim dzieje. Zerwała się z ławki i popędziła do pałacu. W jego sypialni panował półmrok, przez otwarte okna wpływał zapach maciejki i kwitnących lip. Aleks leżał na boku, twarzą do ściany. Oj, to był naprawdę zły znak! Przyklękła przy łóżku, tuląc policzek do jego pleców.
- Kochanie, wziąłeś lekarstwo? Czy nie czujesz się gorzej? - szepnęła słodkim głosem.
- Chcę spać! - warknął, bynajmniej nie czułym głosem nawet nie odwracając głowy.
- Aleczku, spójrz na mnieee. - miauknęła płaczliwie.
- Jestem zmęczony. Przyjmij to do wiadomości i idź sobie. Dobranoc!
- Co ja ci zrobiłam złego? - chlipnęła na wszelki wypadek, skubiąc koronkę na rękawie jego nocnej koszuli.- Wczoraj było między nami tak cudownie, a dzisiaj?.... Pewnie już mnie nie kochasz.
- Kocham cię! - warknął ponownie takim tonem, że momentalnie zapomniała, iż zamierzała być dla niego słodka i przymilna.
- No nie! - wybuchnęła ze złością. -Ty naprawdę jesteś niemożliwy. O co masz właściwie do mnie pretensje? Każesz mi zastanawiać się, co uczyniłam złego, nie przedstawiając mi nawet dowodów winy?
Odwrócił się powoli w jej stronę i wsparty na łokciu, przypatrywał się żonie przez przymrużone powieki.
- Niewiniątko!- prychnął drwiąco.- Ostrzegam, idź lepiej spać, bo w przeciwnym razie, będziesz musiała odpowiedzieć na kilka pytań.
Przeszyła go gniewnym wzrokiem.
- A właśnie, że nie pójdę spać, bo nie mam na to ochoty! - wykrzyknęła i podniosła się z kolan, stając przed nim z założonymi na piersiach ramionami. - Proszę, możesz mnie pytać, ja nie mam nic do ukrycia.- oświadczyła wyzywającym tonem.
Usiadł na łóżku, podciągając poduszki wysoko pod plecy. Nina spojrzała w jego pociemniałe z rozdrażnienia oczy i nagle pożałowała, że nie posłuchała ostrzeżenia i nie poszła spać. Może rano obudziłby się w lepszym humorze? Ale jakoś w to nie wierzyła, bo nie należał do ludzi, którzy prędko urazy zapominają. Chciała się cofnąć, lecz on pochwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie.
- Oczekuję na przeprosiny! - powiedział cichym głosem, z zaciętą, agresywną miną - I uprzedzam, nie próbuj na mnie twoich sztuczek. Ani żałosne chlipanie, ani słodkie minki nie zrobią na mnie wrażenia. Za dobrze cię znam. - kilka razy głęboko odetchnął. - Przede wszystkim, patrz mi prosto w oczy, bo wtedy nie potrafisz kłamać. A tak na marginesie; zwracam ci uwagę, że nie podoba mi się, kiedy moja żona w obecności kuriera Rządu, pokazuje się w jasnej, dekoltowanej sukni, wprost prowokując do zalecanek. Zapomniałaś, że w kraju obowiązuje żałoba narodowa?
- Oho! - bąknęła.
- Co to znowu znaczy? - uniósł brwi.
- Nic, po prostu "oho"! Wybacz mi, następnym razem pokażę się kurierowi zawoalowana i cała w czerni. Włożę nawet czarne pantalony i mogę je zaprezentować przy świadku!
- Nino!
- Nie krzycz. Wiem, że jestem źle wychowana i zupełnie brak mi szacunku dla pseudo patriotycznych idiotyzmów. A ty, jesteś zwykłym hipokrytą! Sam pozwoliłeś mi nosić jasne suknie, stosowne do mego wieku. Tak, czy nie?
- Owszem, ale obecność pana Orlewicza powinna cię skłonić do przestrzegania żałoby.
- Alek, nie rozśmieszaj mnie! Nie zamierzam podporządkować się nakazom władz, których nie aprobuję i topić się w tym upale w kirach. Mam niemiłe przeczucie, że kiedy wspólnymi siłami doprowadzicie ten nieszczęsny kraj do zguby, będę miała czas nosić kiry przez wiele lat. A tobie wcale nie chodzi o żałobę, tylko jesteś na mnie wściekły, bo Orlewicz gapił się w mój dekolt.
Po jego ustach przemknął cień uśmiechu, lecz tak szybko, że Nina tego nie dostrzegła i mówiła dalej, coraz bardziej zirytowana:
- Nie zamierzam cię za nic przepraszać. Gorszysz się moim swobodnym zachowaniem? Więc należało ożenić się nie ze mną, lecz z tą wymokłą księżniczką Wandą, z którą cię swatano. Taka wielka dama, z pewnością zachowywałaby się wytwornie, obszywając nawet majtki czarną wstążeczką. A w łóżku, kochając się z tobą, nosiłaby koszulę zapiętą pod szyją i odmawiała szeptem akt żalu za grzechy. Oczywiście po francusku! Jak ja nienawidzę tego bogoojczyźnianego ględzenia i tego ponurego bełkotu: ” Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz!”
- Nino!
- Co, kochanie? - uśmiechnęła się uroczo i zjadliwie. - Jesteś zgorszony? Pewnie myślisz, że zachowuję się wulgarnie i niegodna jestem nosić tytułu hrabiny Klonowieckiej? Słusznie, jestem tylko prostą dziewczyną, bez wykształcenia i posagu, która przez przypadek weszła w wysokie progi. Co w tym złego, że ten biedny chłopak przez chwilę podziwiał mój dekolt? Mam osiemnaście lat i lubię, kiedy mężczyźni dają mi do zrozumienia, że wyglądam ponętnie.
- Powinna ci wystarczyć adoracja męża. - przerwał jej surowo.
- Nie adorujesz mnie zbyt często.- odpaliła i przygryzła wargi zawstydzona.
- Zapewne pan major Wielenin adorował cię w sposób bardziej sugestywny.- zrewanżował się Aleks.
- Istotnie, robił to z właściwą Rosjanom żarliwością!
- Ach tak, w takim razie może nareszcie dowiem się, co między wami było? Już dawno zamierzałem rozmówić się z tobą na ten temat.
Nina wzruszyła ramionami i usiadła na skraju łóżka, splatając dłonie na kolanach. Co mogła powiedzieć na swoja obronę? Każde jej słowo budziło w nim niewiarę. Pewne wydarzenia muszą pozostać przed nim na zawsze tajemnicą. Nigdy nie dowie się o tej szalonej chwili, gdy stali z Wieleninem objęci kurczowym uściskiem, a ona z entuzjazmem przyjmowała jego szalone pocałunki, obezwładniona miłosną furią. Nie, o tym mąż nie dowie się nigdy, choćby miała zaraz paść trupem i smażyć się w piekle przez całą wieczność. Amen.
- Mieliście romans, tak? - spytał, przeszywając ją przenikliwym spojrzeniem.
- Nie.
- Kłamiesz!
- Imputujesz mi, że byłam kochanką pana Wielenina? Przecież ty byłeś moim pierwszym mężczyzną.
- Doskonale wiesz, o co mi chodzi. Gdybym podejrzewał, że należałaś do niego, po prostu zabiłbym go, a na ciebie więcej nie spojrzał. Ale ja wiem, że łączył was romans. Nie próbuj zaprzeczać. Widziałem w operze jego oczy wpatrzone w ciebie. Obserwowałem jego zachowanie w Makowie. Wiem, że był w tobie nieprzytomnie zakochany, a ty doskonale o tym wiedziałaś i to ci pochlebiało! Uwodziłaś go!
Pobladł, a na jego twarzy odmalował się wyraz bezgranicznego smutku. Nina spodziewała się wybuchu gniewu, gorzkich wymówek, nawet gróźb rozwodu, tymczasem on patrzył na nią w milczeniu. Widok jego smutnych oczu przejął ją dreszczem żalu. Nie chciała żeby cierpiał przez nią i marzyła, aby ten wieczór zakończył się inaczej, nie wzajemnym wypominaniem sobie grzechów.
- Ukochany!-załkała, chwytając jego rękę i pokrywając ją pocałunkami. - Czemu zadręczasz się czymś, co nigdy nie miało miejsca? Ranisz niepotrzebnie siebie i mnie.
- Nie miało miejsca? A jak sądzisz, dlaczego on uratował życie Tadeuszowi? Posłuchaj mnie Nino, albo powiesz mi prawdę, całą prawdę o sobie i o nim, albo natychmiast zadzwonię, każę się zawieźć do obozu i nigdy więcej do domu nie wrócę.
- Dobrze.- skinęła głową i spokojnym, opanowanym głosem opowiedziała o swojej znajomości z majorem. Nie starała się Aleksa o niczym przekonywać, mówiła obiektywnie, tak jakby nie wspominała o sobie, lecz o zupełnie obcej kobiecie. Na jego twarzy malowały się kolejno gniew, zazdrość, a potem jakby cień litości. Nie przerywał jej, tylko nie odrywał od niej badawczego wzroku. Pod wpływem tego spojrzenia, po plecach Niny przebiegały zimne ciarki. Kiedy skończyła, przymknął bez słowa powieki. 
Czekała na jakiś znak, ale leżał nieruchomo, zdając się spać. Nina podniosła się, poprawiła mu kołdrę, podciągając ją, bo noce lipcowe bywały już chłodne, a on odkrywał się we śnie.
- Jest mi bardzo przykro, że się poróżniliśmy.- powiedziała cicho.- Ja także zachowałam się niewłaściwie, przepraszam. To było głupie. Dobranoc.
- Zostań!- rozkazał krótko, a jej ścisnęło się serce na wspomnienie tego samego słowa, wypowiedzianego poprzedniej nocy tak miękko i namiętnie.
Posłusznie przysiadła na skraju posłania.
- Cokolwiek mi powiedziałaś, ja jestem przekonany, że Wielenin nie jest ci obojętny. Jaka szkoda, że dopiero teraz dowiedziałem się od ciebie prawdy. On nie miał prawa występować w roli twojego opiekuna i obrońcy! Powinien mnie osobiście zawiadomić o zajściu w kasynie, i to ja wpakowałbym kulę w Woroncewa i rozprawił się z Paulą, za ciąganie cię po żołdackich norach. - usiadł na łóżku tak gwałtownie, że aż sprężyny jęknęły.
- Alek, błagam, nie rzucaj się tak, bo rany mogą się otworzyć! Och, co za dureń z tego Orlewicza! - wykrzyknęła z gniewem.
Przez otwarte okna powiał nocny wiatr, poruszając koronkowymi firanami i zaglądnął księżyc, bieląc ściany martwym, nierealnym światłem.
- Nie troszcz się o mnie.- odezwał się z goryczą.- Wiem, że gdy ja polegnę, Wielenin ciebie odszuka, a ty przyjmiesz go z zachwytem.
Nina osłupiała i zatrzęsła się z przerażenia, które momentalnie przerodziło się w dziką pasję.
- Ty chyba nie masz serca! Jak śmiesz tak do mnie mówić? Jestem twoją żoną i powiedziałam ci, że twój los będzie i moim. Zachowujesz się okrutnie i właściwie, czego ty ode mnie chcesz? Dlaczego mnie tak dręczysz?
- Bo wiem o tobie więcej, niż ty sama. - powiedział to bez gniewu, tylko ze smutkiem. - Jeszcze siebie nie poznałaś. Jesteś bardzo młoda i masz bujny temperament. Twoje ciało reaguje na najlżejsze nawet dotknięcie... - dotknął rękę jej piersi, a ona bezwiednie wygięła się do tyłu. - Widzisz? Nino, są w życiu człowieka chwile, że to jego ciało decyduje, nie rozum. Ja już to w życiu przeszedłem, ale wszystko jest jeszcze przed tobą, moja śliczna kokietko....
Widziała przed sobą jego oczy szeroko rozwarte i pełne cierpienia.
- Moje ciało nie będzie mną rządzić! - oświadczyła z mocą. - Przysięgałam ci przy ołtarzu wierność i dotrzymam przyrzeczenia do śmierci. Tak mi dopomóż Bóg!
- Mówisz jak dziecko.- westchnął. - Nawet nie wiesz, jakie wyzwania może postawić przed tobą życie. Nie jestem wielkoduszny i choćbym zginął, nie zamierzam oddawać cię tamtemu mężczyźnie. Każdemu innemu, ale jemu nie! - zacisnął palce na jej ramionach i silnie nią potrząsnął. - Ponieważ wiem, że tylko jego kochałabyś równie mocno, jak mnie!. A może i bardziej.
Szarpnęła się, coraz bardziej zdenerwowana i rozżalona.
- Puść mnie! Jesteś niesprawiedliwy i niewdzięczny. Już zapomniałeś, że to ja wydarłam cię śmierci? Nie pamiętasz, jak umierałam razem z tobą, kiedy dusiłeś się krwią? Że byłam gotowa skonać na progu twego pokoju, gdy wpadli dragoni i myśleliśmy, że to nasza ostatnia godzina? - zakrztusiła się i odkaszlnąwszy, mówiła dalej coraz głośniej: - Żeby dostarczyć ci broń, naraziłam życie nie narodzonego dziecka i swoje. Nie jestem niczemu winna, ale czuję się jak jawnogrzesznica! Przez ciebie!
Puścił ją i przez jakiś czas leżał z zamkniętymi oczami.
- Przepraszam. To ta choroba uczyniła ze mnie sentymentalnego głupca. Fatalne małżeństwo z Paulą, wycisnęło na mnie piętno nieufności. Ja nie jestem niewdzięczny i doskonale wiem, jak wiele ci zawdzięczam. Ale wiem również, że jestem od ciebie starszy o wiele lat, rzadko bywam w domu, a ty jesteś młodziutka i masz gorącą krew.
- Alek, przestań mnie torturować filozoficznymi wywodami!- zerwała się i tupnęła nogą.- Twoje zmienne nastroje przypominają kobietę przy nadziei! Gdybym naprawdę kochała pana Wielenina, to bym za niego po prostu wyszła i koniec sprawy. A z tą różnicą wieku, to już przesadziłeś. Ubiegłej nocy udowodniłeś mi to w sposób absolutnie jednoznaczny. Owszem, jestem młoda, ale nie w głowie mi romanse. A mówiąc szczerze, z pewnością nie dostanę spazmów, jeśli zrobisz ze mną coś, czego dżentelmeni nie robią ze skromnymi żonami. - posłała mu wyzywające spojrzenie i uwodzicielski uśmiech. - Zawsze jestem otwarta na wszelkie nowinki. Aha, nie powiedziałeś mi, co było w tym liście z Krakowa!
Obserwował ją kątem oka i nagle roześmiał się głośno, ukazując lśniące zęby.
- No i jak ja mam ciebie nie kochać? Wiem, że jest ci ciężko i walczysz jak lwica o mnie i utrzymanie majątków, a ja ci jeszcze umilam życie. A tak marzyłem, że zabiorę cię za granicę, pokażę Paryż, obsypię brylantami. Twoja piękność rzuciłaby Francuzów na kolana. Na twój widok mężczyźni wyskakiwaliby z okien, żeby paść ci do nóg. - zakończył żartobliwie.
- Pięknie dziękuję, nie pochwalam zbiorowego samobójstwa.- podeszła do łóżka i wzmocniła światło lampki nocnej. - Przez cały wieczór musiałam ci się spowiadać. A kiedy ty, powiesz mi prawdę o sobie? Przecież wiem, że w Petersburgu i w Paryżu, nie prowadziłeś się jak święty Antoni. Miałeś mnóstwo kochanek, bywałeś w nocnych lokalach i piłeś!
- Przyznaję, ale wtedy jeszcze nie znałem ciebie.
- Hm, to jest argument.- zgodziła się, ale tylko pozornie.- Ale nie wyobrażaj sobie, że jestem taka naiwna i uwierzyłam, że po ślubie z Paulą, a może i przed ślubem, nic cię z nią nie łączyło. Czasami wymknęło się wam jakieś słówko świadczące niezbicie, że o tak intymnych szczegółach wiedzieć mogli jedynie kochankowie. Czy dalej będziesz mi wmawiał, że nigdy nie spałeś z Paulą?
Nie odpowiedział, tylko zarumienił się lekko.
- Aha! - mruknęła z urazą. - Dobrze, nie będę dłużej cię dręczyć. Idę spać, dobranoc.
Przytrzymał ją za rękę, całując po kolei każdy paluszek.
- Przestań! Byłeś niegodziwy i nie zamierzam ci tego wybaczyć. Żegnam pana hrabiego. - wyrwała się i złożyła mu z powagą dworski rewerans. - Pa! - ruszyła ku drzwiom, kołysząc biodrami, aż krynolina falowała jak dzwon.
- Mój słodki promyczku....
- Nie zatrzymuj mnie! - rzuciła mu przez ramię przeciągle spojrzenie.
- Słonko, nie odchodź. Opowiem ci o liście, dobrze? No, chodź do mnie, pragnę ciebie i chcę cię pieścić do rana. Cofam wszystko, co powiedziałem. Wróć, moja najukochańsza. - wyciągnął do niej ramiona. - Mam się zachowywać jak dżentelmen, czy inaczej?
Przystanęła uśmiechając się, a na jej policzku utworzył się rozkoszny dołeczek, zwykle wprowadzający mężczyzn w obezwładniający stan zachwytu.
- Dla mnie możesz się zachowywać jak Stieńka Razin1. Mnie to wcale nie przeszkadza. - podeszła i wygięła się zmysłowo.- Nie chcę budzić służby i wyjątkowo pozwalam, żebyś mnie rozebrał.
Drżącymi się rękami rozpinał haftki jej sukni, szarpiąc je i klnąc pod nosem. Miękka tkanina opadła jej do stóp z cichym szelestem. Śladem sukni poszły halki i gorset, oraz spodnia koszulka. Przytulił ją, szukając ciepła jej ciała. Zrewanżowała się, rozrywając mu koszulę tak gwałtownie, aż prysnęły drobne perłowe guziczki i rozsypały się na posadzce. Poderwał ją i wciągnął na łóżko. Pokój zawirował w jej oczach, kiedy wziął ją z szaloną namiętnością. Cicha, tajemnicza i pełna westchnień noc, zamknęła się nad ich głowami.
 

Leżeli potem przytuleni do siebie w całkowitym milczeniu. Ta lipcowa noc oprócz spokoju, miała już w sobie lekką melancholię nadchodzącej jesieni. Zamilkły godowe śpiewy ptaków, ze skoszonych trawników unosił się mocny zapach ziół. Od stawu płynął chłodniejszy powiew. Gdzieś daleko zaszczekał pies, a za oknem przeleciała sowa mieszkająca na strychu, rzucając w przelocie krótki okrzyk. Aleks poruszył się i dotknął gorącymi ustami jej nagiej piersi. Otwarła oczy i sprawdziła, czy bandaż nie zsunął się z ran. Były już zupełnie zagojone, jednak Jaś kazał mu jeszcze nosić opatrunek, aby uniknąć jakiejś infekcji. Uniosła się i okryła go starannie czułym, matczynym ruchem. Poczuł ze wzruszenia skurcz serca, przepełnionego gorącą miłością i głębokim szacunkiem, dla jej niezłomnego charakteru i szczerych uczuć.
- Jesteś dla mnie aniołem opiekuńczym. Ale nie powinnaś mnie tak mocno kochać, bo tyle razy zachowałem się wobec ciebie okrutnie i brutalnie. Jednak uwierz mi, nigdy nie czułem się tak szczęśliwy, jak przy tobie.
- Cieszę się. - wymamrotała sennie. - Czy ja się w końcu dowiem, co było w tym liście?
- Ty zawsze stoisz mocno na nogach! - zaśmiał się i wlepił jej klapsa w zgrabną, nagą pupę. - Ale do rzeczy. Słyszałaś może o hrabiach Hauke?
- Aż do znudzenia. Nieboszczka Paula przedstawiała mi pannę Julię Hauke, jako wzór do naśladowania i przykład dworskiej kariery.
- Mój dawny znajomy z Rosji, pan hrabia Józef Hauke, przebywa obecnie w Krakowie i zaprasza mnie do siebie na rozmowę.
- Przecież ty jesteś ranny!- oświadczyła podejrzewając, że list może mieć związek z powstaniem.
gen. Józef Hauke Bosak.
 - Ale on o tym nie wie. Pan Józef jest młodszy ode mnie, ale jego droga życiowa podobna była do mojej. Wychowywał się w Korpusie Paziów, w huzarach gwardii dosłużył się stopnia podpułkownika. Następnie, podobnie jak ja, przeszedł przewartościowanie poglądów i z carskiego pupilka stał się przeciwnikiem caratu. Ach, długo musiałbym ci tłumaczyć te sprawy.
- Nie musisz, ja rozumiem.
- Jakby nie było, on jest krewnym cara Rosji przez męża swej siostry ciotecznej, księżny Julii z Hauków Battenberg - Aleks dmuchnął, by pozbyć się włosów spadających mu na oczy. - U szczytu kariery, jak Sierakowski i Zwierzdowski"Topór", porzucił wojsko i ożenił się z prostą szlachcianką. Mieszka z żoną w Galicji i próbuje zorientować się w sytuacji. Nie wszyscy mu dowierzają, podejrzewając podstęp. A może po prostu mu zazdroszczą. Gdyby zdecydował się przystąpić do powstania, zyskalibyśmy bardzo zdolnego oficera.
- Ale czego on od ciebie chce? - Nina nerwowo kopnęła kołdrę, bo zrobiło się jej gorąco.
- Spokojnie, promyczku.- pochylił się i ucałował jej usta. - Pan Hauke słyszał, że biorę udział w powstaniu, więc chciałby się ze mną spotkać i dowiedzieć się czegoś ode mnie. Znamy się dobrze i on mi ufa, że powiem mu prawdę o aktualnej sytuacji. Wie, że ze mną może być szczery i to wszystko.
- Ale ty nie możesz jechać. Wykluczone! Odpisz mu, że jesteś ranny, a twój oddział został rozbity. Nie możesz jechać, nie będąc całkiem zdrowy. Alek, ja nie chcę. Ja się boję!
- Nino, kochanie, przecież nie wyjeżdżam. No, nie miej takiej smutnej minki. Pocałuj mnie, promyczku. Mieliśmy się kochać do rana, a do świtu jeszcze daleko.
Julia Hauke z mężem bratem carowej.
  Ale Nina przejęta nagłą trwogą, nie potrafiła już czerpać radości z miłosnego zbliżenia.
W ciągu następnych dni, Aleks uparcie starał się odzyskać dawną formę i sprawność fizyczną. Chodził już bez trudu, potem zaczął ćwiczenia gimnastyczne pod okiem Jasia i jazdę konną. Stach, będący po śmierci Kacpra koniuszym, wybrał mu ze stada pięknego złocistego ogiera, a Tomek sam go ujeździł, przyzwyczajając do strzałów i ognia. Całymi dniami Aleks galopował po parku, skakał przez przeszkody i pokonywał trudności terenowe, przyzwyczajając wierzchowca do siebie. Zazwyczaj towarzyszyła mu Nina na swojej Mignon, podziwiając sprawność jeździecką męża. Aleks znakomicie jeździł konno, w siodle stapiając się w jedno z koniem i odczuwając najmniejszy ruch wierzchowca. Powracając do zdrowia, dla wprawy ćwiczył z Jasiem szermierkę, ucząc przy tym Tomka fechtunku białą bronią. Maciek, zdolny uczeń poległego koniuszego, pokazywał chłopcu wyższą szkołę jazdy i dżygitówkę2. Z cichą rozpaczą Nina pojęła, że mąż już oddala się od niej, a zwodniczy spokój i szczęście skończą się wraz z jego odejściem. Odsuwała od siebie tę myśl, ciesząc się każdą chwilą spędzoną razem. Pogoda była przepiękna i czas po obiedzie spędzali na powietrzu, galopując po alejach, lub spacerując po rozległym parku.
Zdarzało się, że Emilka odpoczywała w domu po podróży. Wówczas Jaś nie wracał do obozu, pragnąc nacieszyć się obecnością żony. Dwiema łódkami wypływali na staw i bawili się jak dzieci. Panowie obsypywali damy liliami wodnymi, oblewając je przy sposobności wodą od stóp do głów. Panie rewanżowały się i po chwili wybuchała bitwa morska, pełna śmiechu i okrzyków bojowych obu walczących stron. Dopływali w końcu do brzegu i śmiejąc się, padali na trawę ociekając wodą. Nina próbowała uczyć Emilkę pływać w płytkiej wodzie, a Jaś udawał, że ratuje "topielicę", stosując metodę usta-usta. Wystraszone wrzaskami ptactwo wodne wzlatywało w niebo, a rozzłoszczone łabędzie syczały, wyciągając ku nim długie szyje. Obie kobiety były bardzo młode, zakochane w mężach i w czasie tych krótkich chwil beztroskiej zabawy, zapominały o powstaniu, toczących się walkach, poległych, zaś Maków wydawał się im najbezpieczniejszym i najpiękniejszym miejscem na ziemi.
Pewnego dnia Emilka przywiozła z Borku podziemną prasę. Kilka egzemplarzy politycznego pisemka Białych: "Naprzód", redagowanych z talentem przez pana Szujskiego3, oraz broszury i gazetkę Czerwonych, noszącą szyderczy tytuł: "W tył".Atakowała ona Rząd, protegowany zdaniem Czerwonych, przez Wielopolskiego, jezuitów i obszarników. Wieczorem powrócił z leśnego obozu Jaś i wszyscy zgromadzili się w wielkim salonie na piętrze, przy kawie, winie i owocach. Emilka wspomniała o kolejnej nieudanej wyprawie generała Wysockiego na Ukrainę, rozbitego pod Radziwiłłowem. Jeden z oddziałów powstańczych został rozbrojony przez Austriaków, a powstańców osadzono w twierdzy.
gen. Piotr Wysocki.
 - Jak dotąd Austriacy udawali neutralność.- zauważyła Nina, oblizując palce z soku brzoskwini.
- Niestety, to już przeszłość. - Emilka z westchnieniem obróciła w palcach maleńką filiżankę z chińskiej porcelany, całą czarną ze złotym brzegiem i tak cieniutką, że widać było znajdujący się w niej płyn. Przypatrzyła się jej z podziwem i ostrożnie postawiła na podstawku. - Dowiedziałam się, że we Lwowie aresztowano księcia Sapiehę i innych działaczy politycznych. Oskarżono ich o przynależność do spisku zagrażającego dynastii Habsburgów.
- Alek, słyszysz? - Nina posłała mężowi wymowne spojrzenie.- Zamierzacie walczyć na dwa fronty? - z gniewem rzuciła na talerzyk niedojedzony owoc.
- Ale państwo nie wiecie o najważniejszej nowinie. - rzekła Emilka. - Wielopolski wyjechał z kraju, dotknięty niełaską cara! Teraz najważniejszą osobą w Królestwie jest generał Berg4, zausznik cara.
Zdumieni słuchacze wpatrywali się w nią z niedowierzaniem. Aleks wstał i zaczął się przechadzać po wielkiej sali, przystając pod obrazami i nie zwracając uwagi na to, na co się patrzył.
- To rzeczywiście bardzo ważna nowina. Tylko nie wiadomo, cieszyć się, czy obawiać.
- O, diabli nadali! - sapnął przejęty Jaś, wichrząc sobie jasną czuprynę.
Nina była wstrząśnięta tą wiadomością i nawet nie ukrywała przerażenia.
- Ależ to okropne! Dzięki staraniom rzekomych patriotów, pozbyliśmy się z kraju jedynego człowieka, który próbował coś dla Polski zrobić.
- Zrobił brankę! - przypomniał Jaś.
- Chciał w ten sposób opanować chaos. - Nina wzruszyła ramionami. - Teraz będzie krajem rządził zruszczony Niemiec. Cieszmy się!
- To jeszcze nie wszystko. - Emilka umiejętnie stopniowała napięcie. - Arcybiskup Feliński został skazany na wieloletnie zesłanie do Gatczyny, w głębi Rosji!
 arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński
  To już był prawdziwy szok. Głowa Kościoła Polskiego skazana na wygnanie! Feliński nie cieszył się wśród rodaków sympatią i uznaniem. Wielu zarzucało mu, że zanadto przyjaźni się z rodziną namiestnika, że został arcybiskupem z łaski cara, mimo iż on nigdy o tę godność nie zabiegał. Ale sam fakt, że car ośmielił się potraktować arcybiskupa kościoła katolickiego jak niepokornego mużyka, wywołał powszechne oburzenie.
- Matko Najświętsza! - wykrzyknęła pani Salomea, wchodząc do salonu i słysząc słowa synowej. - Car zesłał człowieka, który ze wszystkich sił starał się nas pojednać? To niesłychane! A co na to papież?
- Ojciec święty nie będzie przecież darł kotów z carem Rosji o jednego Polaka!- zauważył drwiąco Aleks.- Papież potępił powstanie i nas "buntowników”, a gdyby kler polski nie był w większości patriotyczny, powstańcom odmówiono by nawet ostatniego namaszczenia i w ogóle sakramentów. Polska nigdy nie była ulubioną córą Watykanu, choć od wieków broniliśmy krzyża i płaciliśmy słone świętopietrze. Polityka prowatykańska okazała się wielokroć zgubna dla Polski. O wiele łatwiej sprawować władzę w państwie, posiadającym kościół narodowy, jaki mają protestanci czy anglikanie. A jak się zachował w tej sprawie Rząd Narodowy? - zwrócił się do Emilki.
- Rząd nic na to nie może poradzić.- powiedziała Emilka z żalem, napełniając kawą filiżankę dla pani Salomei.- Po ostatnim zamachu stanu, w naszych władzach podziemnych nie dzieje się dobrze.
Jaś roześmiał się głośno, lecz w jego śmiechu nie było wesołości.
- Czy to nie komiczne, że ci ludzie walczą o stołki, aby po nich wejść wygodniej na szafot?
Przysiadł się bliżej żony i objął ją mocno ramieniem. Siedzieli wsparci o siebie głowami, ogromnie zakochani pierwszą, wielką miłością. Emilka poprawiła się i dyskretnie pomasowała bolący krzyż. Jej figura powoli zaczynała tracić panieńską smukłość, na twarzy wskutek wychudzenia uwydatniły się kości policzkowe. Była blada i miewała podkrążone oczy. Nina kątem oka dostrzegła skurcz bólu, ściągający jej piękne rysy. To spostrzeżenie wyzwoliło w niej wybuch szewskiej pasji.
- Jasiek, do wszystkich diabłów! - zawołała, wyładowując na nim rozsadzający ją gniew. - Czy do ciebie naprawdę nie dociera, jak mizernie wygląda twoja żona? Ślepy jesteś? Dlaczego pozwalasz jej narażać życie w służbie kurierskiej? Bez jednej kurierki łączność się nie zawali, ale ona może zachorować. Chcesz, żeby straciła to dziecko? Obym nie była złym prorokiem, ale dobrze wiem, jak sama się czułam podróżując w tym stanie. Jesteś lekarzem, zabroń jej tej pracy!
- Kochanie, przecież ja czuję się zupełnie dobrze.- zarumieniona Emilka usiłowała się bronić, czując na sobie zatroskany wzrok męża. - Naprawdę.
- Czego ty chcesz ode mnie, dziewczyno? - zirytował się Jaś. - Czy prośby twojego męża wpłynęły na zmianę twojej decyzji, gdy wybrałaś się do Krakowa?
- Wtedy była inna sytuacja, wiesz o tym dobrze. On nie wiedział po co jadę. Myślał, że do lekarza. A Emilkę z powodzeniem mogą zastąpić inni i dziury w niebie nie będzie. Przypomnij sobie tylko, jak się moja podróż zakończyła!- odpowiedziała ostro i uświadomiła sobie z przykrością, że jej słowa musiały Aleksa zranić.
Jednak nie dał nic po sobie poznać i zaraz ją poparł.
- Nina ma rację. Pani Emilii nie wolno narażać siebie i dziecka. Kiedy giną tysiące, celem nadrzędnym jest prokreacja i wychowanie nowego pokolenia, które nas kiedyś zastąpi. Gdybym wiedział, w jakim celu Nina wybiera się do Krakowa, nigdy nie pozwoliłbym jej jechać i nasz synek żyłby.
- Słyszysz? - Jaś spojrzał na żonę z wyrzutem.- Może coś z tego trafi do twojej łepetyny, bo jak dotąd, to przez twój upór, tylko ja zbieram cięgi należne tobie. Mamo, przemów tej kozie do rozumu!
Starsza pani patrzyła na syna i synową z rozrzewnieniem.
- Ja nie mogę, synku.- powiedziała ze słodyczą.- Emilka sama musi zdecydować, co dla niej ważniejsze: praca, czy przeszłe macierzyństwo.
 
Emilka spuściła oczy i znowu spiekła raczka. W towarzystwie ludzi dobrze wychowanych, nigdy nie poruszano tematów związanych z ciążą. Panie napomykały jedynie, iż któraś jest przy nadziei, lub w stanie błogosławionym i tyle. Mężczyźni również udawali, że niczego nie widzą, jakby nie wiedzieli skąd się dzieci biorą. To był temat tabu, omawiany wyłącznie w czterech ścianach sypialni. Jednakże trudne warunki w czasie trwania powstania i ciężkie przeżycia, uczyniły pewien wyłom w sztywnej etykiecie. Poza tym Jaś był lekarzem i otoczenie przyzwyczaiło się do rozluźnienia konwenansów. Damy już nie mdlały, usłyszawszy o ciąży i swobodniej wyrażały się o tak intymnych sprawach. Jednak Emilka siedziała bardzo zawstydzona, z pochyloną głową, sprawiając wrażenie niezmiernie delikatnej i bezbronnej. Widok jej ślicznej, jasnej głowy wzruszył Ninę.
- Kochanie.- powiedziała czule, biorąc ją za rękę.- Nawet się nie wahaj! Przecież nie chcesz unieszczęśliwić Jasia i nas, którzy tak bardzo ciebie kochamy.
Młoda kobieta miała w oczach łzy.
- Tak mi przykro, że martwicie się o mnie. Dziękuję ci, Ninko.- powiedziała, oddając jej uścisk. - Oczywiście, że dziecko jest dla mnie najważniejsze. Ale nie mogę zrezygnować z moich obowiązków, nie uprzedzając o tym przełożonych. Rozmawiałam już w tej sprawie, ale jak dotąd nie otrzymałam od władz żadnej odpowiedzi. Obiecuję, że jeszcze dziś, napiszę prośbę o uwolnienie mnie od obowiązków kurierskich, do chwili odzyskania zdrowia.
- No, nareszcie odetchnę! - mruknął Jaś i przyciągnąwszy ją do siebie, złożył na jej ustach długi pocałunek. Emilka oddała mu całusa równie gorąco i pieszczotliwie pogładziła jego wiecznie zwichrzoną czuprynę. Pani Salomea patrzyła na młodą parę z macierzyńską dumą.
Emilka wybrała dla męża piękne, duże jabłko i zaczęła je starannie obierać. Jaś uśmiechał się rozmarzony.
- Jak to miło, kiedy kobieta dogadza swojemu mężczyźnie.- powiedział, rozwalając się na kanapie z błogą miną.
- Turek! - prychnęła Nina. - Tylko patrzeć, jak położysz nogi na stół!
- Pani Emilio.- odezwał się Aleks, otrząsając się z zamyślenia. - Czy wiadomo, dlaczego arcybiskup Feliński został zesłany?
Emilka odruchowo poprawiła fryzurę i odsunęła się od męża na przyzwoitą odległość.
- Podobno poszło o procesje uliczne. Wielki książę Konstanty obawiał się demonstracji, tymczasem arcybiskup okazał się w tej sprawie niezłomny, gotów poprowadzić osobiście procesję, choćby na działa i bagnety. Potem w ręce namiestnika dostał się jakiś poufny memoriał Felińskiego, którego treść ujawnił francuski żurnal. Wielki książę wpadł we wściekłość i zemścił się, skazując księdza Konarskiego, kapelana oddziału powstańczego, na karę śmierci. Arcybiskup głośno zaprotestował, a obrażony książę rozkazał Konarskiego powiesić, a Felińskiego zesłał do Gatczyny.
- Boże.- westchnęła zawiedziona Nina.- W takim razie nie ma już żadnej szansy na porozumienie i przerwanie działań wojennych?
Ciągle jeszcze miała wątłą nadzieję, że Rząd powstańczy lub cesarz, zaproponują jakieś rozwiązanie, które zadowoliłoby obie strony. Lecz po skazaniu i zesłaniu głowy Kościoła polskiego, porozumienie było już absolutnie niemożliwe
- Promyczku, nigdy takiej szansy nie mieliśmy. - powiedział Aleks.
- Nieprawda! - zaperzyła się. - A amnestia?
- To był jedynie dyplomatyczny wybieg. Teraz możemy chociaż umrzeć honorowo, z bronią w ręku. Po przyjęciu amnestii wyrżnięto by nas, jak stado baranów!
- Rzeczywiście, macie się z czego cieszyć! - zauważyła Nina z ironią.
- A ja jednak wierzę, że kiedyś nastanie taki czas, że o wojnach będą się tylko uczyć, jako o strasznej i odległej przeszłości. - powiedział Jaś, wpatrując się zadumanym spojrzeniem w parkową dal, widoczną przez szeroko otwarte drzwi na taras.
Nina potrząsnęła głową.
- Jesteś nieuleczalnym idealistą, braciszku. Cokolwiek będziemy o sobie pisać, czy mówić, człowiek jest i będzie drapieżnikiem. Nie czarujmy się, ta cecha ujawnia się w określonych okolicznościach. Spójrz tylko na mnie! Czy ja wyglądam na osobę okrutną? Z pewnością nie! A jednak jednym strzałem zabiłam człowieka, a innych być może poraniłam. Bo taka była konieczność. Wojny będą wybuchały tak długo – jak długo będzie istniał człowiek.
Pani Salomea postanowiła zażegnać wiszącą w powietrzu kłótnię i usiadła przy fortepianie, zaczynając grać do tańca. Aleks zrozumiał jej intencję i skłoniwszy się z gracją, poprosił do walca Emilkę. Nina szturchnęła Jasia łokciem w bok, dając mu w ten subtelny sposób do zrozumienia, że ma ochotę zatańczyć. Podniósł się z kanapy z rozdzierającym westchnieniem, ale tańczył wspaniale, wymyślając coraz to nowe figury. Ninie przypomniał się Tadeusz i spojrzawszy w oczy Jasia pojęła, że i on myśli o przyjacielu.
- Pamiętasz?....- wyszeptała, czując w sercu bolesny ucisk. Nie odpowiedział, tylko przytulił ją mocno, bo zawsze potrafili zrozumieć się bez słów.
Pani Salomea grała modne galopy, anglezy, mazury i naturalnie eleganckie walce wiedeńskie. Obie młode damy tańczyły niestrudzenie, zamieniając się partnerami. Tańce przerwało dopiero zaproszenie na kolację. Wieczorem, Nina zwolniła Ulisię i usiadła przy toaletce, prosząc męża, aby rozpiął jej haftki stanika sukni. Obserwując jego zręczne ruchy, z wolna rozczesywała srebrną szczotką długie włosy, przerzuciwszy je na piersi.
- Alku, proszę, wytłumacz mi coś, bo tego nie potrafię zrozumieć. - odezwała się pierwsza, śledząc w tafli lustra jego zamyśloną twarz. - Przecież ty, pan Sierakowski, czy pan Zwierzdowski oraz inni Polacy, cieszyliście się łaskami cara. Mieliście przed sobą olśniewające kariery i nikt nie wyrządził wam najmniejszej krzywdy. Dlaczego więc wzgardziliście życiem w dobrobycie i nienawidzicie Rosji?
Aleks skończył rozpinanie haftek stanika sukni i spojrzał na nią ze zdumieniem.
- Skąd przyszło ci na myśl, że nienawidzimy Rosji? - wziął z jej rąk szczotkę i sam zaczął rozczesywać jej włosy, rozdzielając je na pasma i splatając. - Przecież ja kocham Rosję. To moja pierwsza ojczyzna. Tam się urodziłem i wychowałem. To ogromny, przepiękny kraj i ludzie tam dobrzy, serdeczni. Czasami bardziej czułem się Rosjaninem niż Polakiem. Chlubiłem się służbą w elitarnym pułku, szanowałem i lubiłem moich kolegów oficerów, wspaniałych, honorowych mężczyzn. To były chyba najpiękniejsze lata mojego życia.
Nina spojrzała na niego, poruszyła się niecierpliwie i znacząco puknęła się palcem w czoło.
- To po jakiego czorta narażałeś życie, spiskując?
- Ja i moi koledzy, pragnęliśmy dla Rosji i Polski wolnych, demokratycznych rządów. Chcieliśmy władzy konstytucyjnej, opartej na wzorach francuskich. Buntowaliśmy się przeciwko samodzierżawiu i tyranii, ale nigdy przeciw samej Rosji! Jeszcze dziś gotów byłbym wylać za nią krew i bronić jej choćby kosztem życia.
- Hojnie szafujesz swoją krwią. Nie sądzę, aby car był ci za to wdzięczny - zauważyła kwaśno.
Pochylił się i mocno pocałował ją w szyję. Obsypał pocałunkami nagie ramiona.
- Może przez jakiś czas przestaniesz rozważać o polityce, a zechcesz pomyśleć o mnie?
Odwróciła głowę i spojrzała na niego. Był już zdrowy i jeszcze nigdy nie wyglądał tak młodo. Jego twarz wypełniła się i powlekła opalenizną. Oczy błyszczały radością życia, gdy w uśmiechu ukazywał białe zęby. Ciężka choroba wysubtelniła mu rysy i jego męska uroda działała na nią jak magnes. Częste zbliżenia miłosne coraz bardziej przywiązywały ją do męża. Zadrżała, kiedy jego palce zaczęły wędrować po jej ciele.
- Proszę, kochaj się ze mną! - wyszeptał.
- Nie musisz mnie o to prosić, mój ty wieczny Don Kichocie! - zamilkła, bo zamknął jej usta gorącym pocałunkiem, wziął na ręce i zaniósł na łoże.
 
1Stiepan Razin - ataman kozacki.Przywódca buntu w Rosji w XVII wieku.Słynął z okrucieństwa.
2Dżygitówka – pokazy akrobatyczne w jeździe na koniu.
3Józef Szujski - (1835-83) -historyk, publicysta, działacz polityczny, dramaturg, prof. Uniw. Jag. autor "Dziejów Polski".
4Teodor hrabia Berg. - ( 1790-1874) feldmarszałek, od VIII. 1863 r. ostatni namiestnik Królestwa Polskiego i naczelny dowódca wojsk rosyjskich w Królestwie. Przystąpił energicznie do tłumienia powstania, a następnie prowadził zdecydowaną politykę rysyfikatorską. Po jego śmierci Królestwo Polskie przemianowano na "Prywislinskij Kraj", a ucząd namiestnikowski na generał -gubernatorstwo. Berg był człowiekiem bezwzględnym i okrutnym, zaprzedanym carowi.