środa, 24 sierpnia 2016

U generała Uszakowa - stracone nadzieje.


  24 sierpnia 2016 r.
 Wczesnym rankiem były już w Radomiu. Zatrzymały się w najlepszym hotelu i wzięły apartament, co tak rozczuliło hotelarza, że osobiście pofatygował się na piętro i otworzył im drzwi do numeru. Pani Salomea kompletnie wyczerpana, chwiała się na nogach, zmęczona rozpaczą i podróżą. Nina namówiła ją, aby położyła się do łóżka i wypoczęła. Sama zmieniła suknię podróżną, ubierając się z wyszukaną elegancją. Od hotelarza dowiedziała się, gdzie mieszka pułkownik Dobrowolski i wsiadła do karety.
Radom w XIX w. ul. Lubelska.
Przez całą drogę łamała sobie głowę, w jaki sposób wręczyć oficerowi łapówkę, zachowując przy tym obowiązujące formy dobrego wychowania. Obawiała się, żeby pułkownik nie poczuł się tym dotknięty na honorze. Po Uszakowie i gubernatorze, Dobrowolski był niewątpliwie najważniejszą osobą w mieście. Na skutek jego interwencji, śledztwo mogło zostać umorzone, a Emilka uwolniona z więzienia. Wyjęła z torebki etui i raz jeszcze przyjrzała się klejnotom. Brylanty były czystej wody i tak piękne, że skusić mogły każdego. Uznała w końcu, że najwłaściwiej będzie podarować je pułkownikowi, jako prezent ślubny dla narzeczonej. Prócz brylantów, miała przy sobie pięć tysięcy rubli oraz akt własności majątku w Kaniówce. Wierzyła, że Dobrowolski nie oprze się takiej pokusie.
Pułkownik nie mieszkał w koszarach, lecz w pięknej kamienicy w centrum miasta. Dom zamieszkiwali wyżsi oficerowie i po korytarzach kręciło się wielu ordynansów. Nina pewnym krokiem weszła do sieni, choć trzęsła się ze strachu i z nerwów było jej bardzo zimno. Zaraz na wstępie trafiła na wartownika, który zagrodził jej drogę.
- Wy czego? - warknął. - Nie lzia!
Nie zrażona jego zachowaniem, zmierzyła sołdata ostrym, pańskim wzrokiem.
- Ja do pana pułkownika Dobrowolskiego!- powiedziała rozkazującym tonem.- Tu masz mój bilet, melduj!
Jej pewność siebie, uroda i wytworna toaleta, zrobiły na wartowniku wrażenie.
- Wasza wielmożność wybaczy.- tłumaczył się wcale niezłą polszczyzną.- Gospoda połkownika nie ma.
- Kłamiesz!- wyminęła go i sięgnęła do klamki. Drzwi mieszkania były zamknięte na głucho.- Ach Boże! - jęknęła zdesperowana.
- Madame. - usłyszała francuskie słowa, wypowiedziane przyjemnym męskim głosem. - Czy mogę być w czymś pomocny?
Obejrzała się szybko, mierząc śmiałka wyniosłym spojrzeniem. Przed nią stał młody oficer i przypatrywał się jej z ciekawością, nie pozbawioną akcentu rozbawienia.
- Pragnę widzieć się z panem pułkownikiem Dobrowolskim, w bardzo ważnej sprawie. Gdzie mogę go znaleźć? - zagadnęła po francusku, odpowiadając na jego słowa.
- Ogromnie mi przykro, że muszę panią zmartwić. Pan pułkownik wyjechał do Warszawy.
Nina poczuła się jak człowiek, który z nagła otrzymał cios w głowę. Cała udawana pewność siebie uleciała i ciężko wsparła się o ścianę.
- Madame, czy pani słabo? - oficer zaniepokoił się jej bladością i gestem pełnym szacunku podtrzymał ją ramieniem. - Może jednak będę mógł czymś pani służyć?
Zajrzała mu głęboko w oczy, spoglądające na nią z życzliwym zainteresowaniem.
- Chciałam porozmawiać z panem pułkownikiem, w sprawie mojej niewinnie aresztowanej krewnej. - wyznała, nabierając do niego zaufania. - Teraz już nie wiem, do kogo mam się zwrócić.
płk. potem generał Włodzimierz Dobrowolski.
  Namyślał się, jednocześnie obserwując ją badawczo.
- Krewna pani została niedawno aresztowana? Znajduje się w Radomiu?
- Tak. Jest w areszcie śledczym. Kto mógłby mi pomóc? - zapytała nieśmiało, z budzącą się nadzieją.
Młody oficer miał zmartwioną minę.
- No, nie wiem.- bąknął, przygryzając dolną wargę. Był bardzo młody i rycerski.- To śledztwo zapewne dotyczy sprawy politycznej? Ostatnio pan pułkownik nie przyjmuje interesantów. Pani rozumie, ludzie bywają niedyskretni. Powstają plotki, uwłaszczające honorowi oficerów Jego Cesarskiej Wysokości. Bardzo mi przykro, ponieważ pan pułkownik jakiś czas zabawi w Warszawie. O, gdyby pani miała okazję rozmawiać z samym panem generałem Uszakowem....On, jako naczelnik wojenny guberni, ma prawo decydować w kwestiach politycznych. Ale bardzo trudno trafić do niego, bo ciągle zajęty. Audiencje rzadko są wyznaczane.
Na policzki Niny wypłynął rumieniec podniecenia.
- Mam szczęście osobiście znać pana generała! - wykrzyknęła. - Och, gdybym tylko miała sposobność, aby mu się przypomnieć.
Oficer zastanawiał się przez chwilę.
- Czy jest pani pewna, że pan generał zechciałby panią przyjąć?
- Gdyby ktoś był tak uprzejmy i przekazał mu mój bilet, to sądzę, że przyjąłby mnie. - umilkła, patrząc mu błagalnie w oczy.
- No cóż.- westchnął.- Proszę dać mi swój bilet. Spróbuję doręczyć go panu generałowi. Oczywiście, niczego nie mogę obiecać. Pani mieszka w Radomiu?
- Nie. Jestem tu przejazdem i zatrzymałam się w hotelu. - na kartce wyrwanej z eleganckiego notesiku, szybko zapisała nazwę hotelu i numer pokoju. Podała mu kartkę razem z biletem wizytowym, ozdobionym prześliczną winietą1 oraz złoconym herbem z hrabiowską koroną.
- Postaram się zrobić, co będę mógł i prześlę pani wiadomość do hotelu.
- Jestem panu bezgranicznie wdzięczna. - powiedziała, podnosząc na niego oczy wilgotne od łez. Złożył jej ukłon i odprowadził do karety.
W hotelowym pokoju, Nina zastała panią Salomeę, siedzącą przy oknie i aż chorą z rozpaczy. W czasie nieobecności Niny, przyszedł młody Żyd i oznajmił, że pułkownik Dobrowolski wyjechał z Radomia, a w tym wypadku Josel jest bezsilny. Usłyszawszy to, biedna kobieta odchodziła od zmysłów.
- Proszę, niech cioteczka nie płacze! - zawołała Nina, widząc ją całą we łzach. - Być może uda mi się rozmawiać z kimś ważniejszym od Dobrowolskiego. Obiecano mi audiencję u generała Uszakowa! A on, jako naczelnik wojenny wszystko może. Teraz musimy się tylko modlić, żeby zechciał mnie przyjąć.
Po południu zapukał żołnierz i wręczył Ninie bilet od generała. Uszakow bardzo uprzejmie wyznaczył jej spotkanie nazajutrz o jedenastej. Pani Salomea z wybuchem radości rzuciła się jej na szyję.
- O, Pan Jezus jest miłosierny! - wykrzyknęła.- Moja biedna córeczka będzie wolna. Słyszałam, że Uszakow jest porządnym człowiekiem. Nineczko, moje dziecko najdroższe, taka jestem ci wdzięczna.
Nina nie chciała odbierać jej złudzeń, jednak wcale nie była pewna, czy zdoła przekonać generała o niewinności Emilki. Uszakow nie był naiwnym oficerkiem, którego można było oczarować dołeczkami w buzi i trzepotaniem rzęs. Był to stary, twardy żołnierz, z dużym doświadczeniem wojskowym. Brał udział w tłumieniu powstania w 1831 roku, oraz rewolucji na Węgrzech. Uczestniczył również w obronie Sewastopola w czasie wojny krymskiej. W porównaniu z tak krwiożerczymi bestiami jak Murawiew, czy Berg, był człowiekiem dosyć pobłażliwym i wyrozumiałym. Jednakże jako naczelnik wojenny guberni, musiał okazywać surowość dla przestępców politycznych.
Radom Kościół farny.
  Po południu, obie damy udały się do Fary na mszę, przystępując do spowiedzi i Komunii świętej, w intencji uwolnienia Emilki. Przyjąwszy Sakrament, powróciły do hotelu nieco podniesione na duchu. Nina nie żałowała pieniędzy, zamawiając msze błagalne u ojców bernardynów. Prawie całą noc nie zmrużyła oka, modląc się i prosząc Boga, aby audiencja u generała została uwieńczona powodzeniem. Nie mogła doczekać rana i wcześnie zerwała się z łóżka, tak zdenerwowana i spięta, że wszystko leciało jej z rąk.
Pani Salomea, sama ułożyła jej wspaniałe włosy, w modną i twarzową fryzurę. Aby nie drażnić dostojnika znienawidzonymi przez Rosjan kirami, Nina ubrała wytworną paryską toaletę z jedwabnego weluru w kolorze chabru. Draperie szerokiej krynoliny zdobiły aksamitne kokardy i taka sama kokarda podtrzymywała ciężki węzeł jej włosów, pod maleńkim kapelusikiem, przybranym strusimi piórami i gęstą koronkową woalką. Skropiwszy się perfumami, z drżeniem oczekiwała na wyznaczoną godzinę, powtarzając w myślach wyimaginowaną rozmowę z Uszakowem. Kiedy hotelowa pokojówka zapukała oznajmiając, że kareta czeka, Nina rzuciła się w ramiona pani Salomei, w nagłym odruchu dziecinnego przerażenia.
Gdyby szło o jej własny los, nie czułaby ani połowy tego strachu i poczucia odpowiedzialności. Cokolwiek się wydarzy, w razie niepowodzenia, do końca życia będzie mieć do siebie pretensje, że nie uczyniła wszystkiego, co można było zrobić. Wciągając rękawiczki i wkładając do torebki sole trzeźwiące i chusteczkę, myślała o Jasiu, przysięgając sobie, że nie zawiedzie zaufania, jakim darzyła ją pani Salomea.
- Niech Wszechmogący Pan Bóg wspiera ciebie i otacza opieką, moje ukochane dziecko. - szepnęła starsza dama, tuląc ją do siebie. - A może wolisz, żebym pojechała z tobą?
- Nie, ciotuniu. Być może, będę musiała znieść jakąś brutalną, żołdacką uwagę. Ciocia by tego nie ścierpiała. - powiedziała Nina stanowczo i widząc lęk na twarzy pani Salomei, prędko dodała: - Mam jednak nadzieję, że nic takiego mnie nie spotka.- wysunęła się z jej objęć i z mocno bijącym sercem wsiadła do karety. Kiedy zamknęły się za nią drzwi pokoju, pani Salomea padła na kolana i zaczęła się żarliwie modlić.
Godzina była jeszcze wczesna, więc Nina poleciła Stachowi, by zajechał do Fary. W kruchcie dostrzegła trumnę z nieboszczykiem i uznała to za zły prognostyk. Idący za nią Stach, zamruczał coś pod nosem z niezadowoleniem i nieznacznie splunął od uroku. Oboje uklękli przed wielkim ołtarzem, modląc się o powodzenie sprawy. Stach bił się z pokorą w piersi i wzruszony, jeżył siwe, sumiaste wąsy. Wiedział gdzie młoda pani idzie, bo nie miała przed nim tajemnic i bał się o nią, ale nie okazywał tego, starając się podnieść ją na duchu. Kiedy wsiadała do karety, odezwał się ze sztucznym uśmiechem:
- Niechże się jaśnie paniuleczka nie frasuje. Przecie ten Rusek nie ludożerca i nie odmówi prośbie takiej śliczności, jak moja pani, chyba, że ślepy. Da Pan Jezus, wszystko skończy się dobrze.
Nina o mało nie rozpłakała się głośno, ale siłą woli zapanowała nad sobą. Wyciągnąwszy rękę, mocno uścisnęła spracowaną prawicę koniuszego. Przez cała drogę do garnizonu powtarzała w myślach słowa, jakie zamierzała wypowiedzieć do generała. Uznała, że podstawową zasadą, jaką się musi kierować, jest ścisłe trzymanie się faktów, zmieniając jedynie szczegóły będące tajemnicą. Wyglądając oknem w czasie jazdy, nagle stwierdziła z przerażeniem, że ma w głowie zupełną pustkę, a wszystkie fakty mieszają się, tworząc w jej myślach chaos. Wymyślając sobie od tępych idiotek, zajechała do koszar.
Elegancki adiutant wprowadził ją do dużej sali, pełnej oczekujących na wezwanie oficerów i wyższych urzędników gubernialnych. Naczelnik wojenny w tych okrutnych czasach, był panem życia i śmierci. Nic nie mogło się wydarzyć w mieście i w guberni, bez jego wiedzy i woli. Toteż wejście do sali wytwornej, młodej damy, wzbudziło zrozumiałą sensację. Nina przezornie opuściła na twarz gęstą woalkę, lecz mężczyźni domyślali się, że skrywa pod nią piękną buzię. Zastanawiali się, kim jest ta młoda kobieta, ubrana w kosztowną paryską toaletę i nie znana nikomu. Ciekawe spojrzenia odprowadziły ją aż do drzwi gabinetu. Podążając za adiutantem, prawiącym jej komplementy, Nina czuła dalej kompletną drętwotę mózgu. Ułożone z takim trudem argumenty, naraz uleciały jej z pamięci. Zwyczajnie bała się tego człowieka, od którego decyzji zależały losy Emilki i Jasia. Zuchwałe spojrzenia oficerów i ich domyślne uśmiechy, onieśmielały ją i raniły jej dumę.
- Madame comtesse Nina Klonowiecka! - zaanonsował adiutant i przepuściwszy ją przodem, starannie zamknął drzwi gabinetu.
gen. Aleksander Uszakow.
Uszakow siedział na końcu dużej sali, urządzonej ze wschodnim przepychem, za ogromnym biurkiem zawalonym dokumentami. Podwładny lub interesant, musiał przedefilować przez całą długość pokoju, prowadzony bacznym wzrokiem dostojnika. Podchodząc do biurka, był już odpowiednio"zmiękczony". Nina zatrzymała się przy drzwiach i dopiero kiedy Uszakow podniósł się z fotela, odrzuciła z twarzy woalkę i podeszła bliżej. Uszakow uprzejmie wskazał jej wyściełane barwną skórą krzesło, a gdy usiadła, zmierzył okiem konesera jej smukłą figurę i prześliczną, pobladłą z wrażenia twarz. Uśmiechnął się lekko zauważywszy, że pod wpływem jego spojrzenia zarumieniła się. Generał miał sześćdziesiąt lat i jej zawstydzenie pochlebiło jego męskiej próżności.
- Z przyjemnością stwierdzam, że rozkoszny pączek rozwinął się w przepiękną różę. - odezwał się po francusku, skłaniając ku niej głowę. Owionął ją zapach brylantyny i dobrej wody kolońskiej.- Miło mi panią powitać, choć spotykamy się w smutnych czasach. Ale kto mógł przypuścić, że niespodziewanie wydarzy się tak wiele dramatycznych sytuacji. Przybyła pani do Radomia z małżonkiem, hrabią Aleksandrem Iwanowiczem?
Przełknęła ślinę, obawiając się, aby nie dostać ze strachu czkawki i próbowała zebrać się na odwagę.
- Mąż przebywa za granicą na kuracji zdrowotnej.- powiedziała cicho.- Choruje na płuca.
- Uhm.- generał poniósł lewą brew i posłał jej nieodgadnione spojrzenie. - Kiedyś ceniłem męża pani. Był znakomitym oficerem i miał otwartą drogę do świetnej kariery wojskowej.- Uszakow nie spuszczał z niej wzroku, dostrzegając paryski szyk toalety i kosztowne drobiazgi osobiste. - Zapamiętałem panią z dnia wyścigów konnych. Była pani taka młodziutka i wiośniana, siedząc obok hrabiny Pauli.
Nina momentalnie odgadła, że Uszakow od początku zmierzał do nawiązania rozmowy o tej złowrogiej kobiecie.
- Jakoś dziwnie prędko opuściła ten świat, prawda? A tak na marginesie, co jej się przydarzyło? - zapytał wprost, mrużąc oczy w dwie wąskie szparki.
Ogarnął ją nagły chłód, zadrżała i zbladła. Boże święty, za nic nie chciała rozmawiać teraz o Pauli i jej tajemniczej śmierci. Instynkt ostrzegał ją, że to bardzo zły omen, ponieważ sny i wspomnienie o hrabinie, zawsze przynosiły jej pecha. Jednakże musiała odpowiedzieć na pytanie generała.
- Nawiązała romans z młodym księdzem i została przez niego zastrzelona.- oświadczyła, powracając pamięcią do upiornych chwil przeżytych w różanej altanie.
- Co za nieszczęście.- mruknął generał cicho.- To była najpiękniejsza kobieta, jaką w życiu widziałem. Sam płomień! Szatan w ciele anioła.... A co za temperament! I zginęła tak marnie, z ręki durnego klechy? Ech, Aleksander Iwanowicz nie zasługiwał na taką żonę i zmarnował ją. Gołąbka widocznie nudziła się przy tym zimnym, polskim arystokracie. Po Petersburgu i Paryżu nędzna wiocha! Próbowała biedaczka zabawić się, z fatalnym skutkiem. Ale jak widzę, mąż prędko się pocieszył.- stwierdził złośliwie. - Szczęśliwy człowiek, bo nie wiadomo która z was piękniejsza. Ogień i kwiat. Szkoda Pauli Nikołajewny! - westchnął i opuścił głowę. - Tout est fini2.
Jakiś czas siedział w milczeniu, odruchowo bawiąc się bibularzem. Jego twarz przybrała ponury wyraz. Wysunął dolną wargę, przygarbił się i jakby nagle postarzał. Nina domyśliła się, że zapewne łączyła go z Paulą bardzo intymna znajomość. Jego złośliwe uwagi o Aleksie, puściła mimo uszu. Lękała się, żeby jakimś nieostrożnym słowem nie urazić generała. Jeśli poczuje się dotknięty, bramy więzienia nigdy nie otworzą się przed Emilką. Siedziała jak na szpilkach, pragnąc jak najszybciej znaleźć się daleko od tego miejsca. Stojący w kącie sali piękny zegar, wolno wybił wpół do dwunastej. Wiedziała, że koniecznie powinna się odezwać, nawiązać rozmowę i przedstawić sprawę Emilki. Ale nie potrafiła wydobyć z gardła głosu, przeklinając swą nieśmiałość. Niegdyś, umiała się elegancko zachować w salonach warszawskiej arystokracji, ale teraz paraliżował ją strach. Obawa, że nie podoła zadaniu, jakiego się podjęła i zawiedzie nadzieje pani Salomei, a może i Emilki. Pomyślała z gniewem, że Paula na jej miejscu, umiałaby uzyskać u Uszakowa, co tylko by chciała. Obudzony z zamyślenia generał, uniósł głowę i spojrzał na nią z oficjalną, urzędową miną.
- Czym mogę pani służyć?- odezwał się oschłym, służbowym tonem.- Mój czas jest ograniczony licznymi obowiązkami.
Wyłamując sobie palce, przywołała się do porządku i wyjaśniła mu z czym przyszła. Starała się z całą mocą podkreślić, że młoda pani Borutyńska padła ofiarą prowokacji, lub nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Uszakow wysłuchał jej cierpliwie, z dziwnym wyrazem twarzy, nie przerywając ani jednym słowem. Kiedy skończyła, poczerwieniał nagle z gniewu i z pasją uderzył pięścią w biurko, aż Nina nerwowo wzdrygnęła się i podskoczyła na krześle.
- Tout ça est une blaque3 ! - wybuchnął z taką wściekłością, że struchlała.- Niech pani nie próbuje mi wmawiać, że aresztowana kobieta jest niewinna! Wszystkie, bez wyjątku, jesteście buntowniczkami. To wy, podjudzacie waszych mężczyzn, zachęcając ich do buntu i przedłużając zamęt. To dzięki wam, leje się krew! Polskie dzieci z mlekiem matek karmią się nienawiścią do nas. Nie potraficie docenić dobrodziejstw, jakie spłynęły na ten nędzny kraik pod panowaniem Romanowów. Niech pani przestanie mnie okłamywać. Pani nie prosi mnie o łaskę, tylko próbuje podstępnie wprowadzić mnie w błąd. Ale to się pani nie udało!
Ninie krew uderzyła do głowy. Urażona do żywego w swojej dumie narodowej, upokorzona, gryzła wargi do krwi, całym wysiłkiem woli próbując zachować spokój. Była świadoma, że w tym momencie ważą się losy Emilki.
- Pan generał ocenił mnie niesprawiedliwie.- powiedziała pokornie.- Jestem młoda i niedoświadczona. Nie znam się na polityce i nie zamierzam kwestionować opinii pana generała, o moich rodaczkach. Rozumiem, że te słowa podyktowało panu generałowi rozgoryczenie. Ja świadomie nigdy nie ośmieliłabym się okłamywać pana generała. Co najwyżej, mogę być w tej sprawie niezorientowana. Twierdzę jednak stanowczo, że pani Borutyńska niesłusznie została aresztowana. Niedawno wyszła za mąż i jest przy nadziei. Przecież żadna kobieta nie zaryzykuje życia swego nienarodzonego dziecka, wdając się w jakieś polityczne awantury. Moje słowa może potwierdzić nawet lekarz wojskowy. Wracała z Warszawy od rodziny, a gdy spożywała obiad, ktoś musiał podrzucić jej na bryczkę kompromitujące materiały.
Próbowała z całą żarliwością przekonać go o niewinności Emilki, lecz instynktownie czuła, że sprawa przybrała niekorzystny dla niej obrót. Przeklęte wspomnienie o Pauli rozdrażniło generała. Poczuła skurcz żołądka i dreszcz trwogi. Zrozpaczona i świadoma, że znalazła się w ślepym zaułku, postanowiła zagrać va banque, rzucając wszystko na jedną kartę. Nieznacznie nakreśliła krzyż na piersi, jak człowiek skaczący w przepaść.
Naszyjnik z brylantów.
- Słyszałam, że córka pana generała ma wkrótce stanąć przed ołtarzem.- wyjęła z torebki etui, otwarła je i położyła na biurku. Ogromne brylanty zalśniły tęczą barw. - Te klejnoty są naszą biżuterią rodową, a pochodzą cesarskiego skarbca Habsburgów. Byłyby cudownym prezentem ślubnym dla panny młodej. Proszę, niech pan generał raczy je przyjąć ode mnie w podarunku, wraz z życzeniami dla córki. Błagam, proszę mnie źle nie zrozumieć! To jest dar z najszczerszego serca, dla rodziny pana generała.
Uszakow wysłuchał jej spokojnie, lecz na policzki wystąpiły mu czerwone plamy. Przeszył ją srogim wzrokiem.
- Pani próbuje mnie przekupić! - wycedził przez zaciśnięte zęby. - Czy zdaje pani sobie sprawę, że wystarczy mi skinąć, a znajdzie się pani tam, gdzie przebywa pani krewna.
Pobladła, lecz nie spuściła głowy, wpatrując się wprost w jego oczy.
- Pan generał może mnie nawet kazać powiesić, ale tu nie może być mowy o przekupstwie. Nie ośmieliłabym się na tak ryzykowny uczynek. Panie generale, w hotelu czeka na mnie, jak na zbawienie, teściowa tej nieszczęśliwej kobiety. Miała nadzieję wkrótce zostać babcią, a teraz... Ja się boję wrócić do hotelu i spojrzeć jej w oczy. Błagam pana o łaskę dla przyszłej matki! Boże miłosierny, przecież więzienie może zabić tę delikatną kobietę w jej stanie! - zawołała z rozpaczą.
- Dlaczego to pani przyszła do mnie, a nie mąż aresztowanej? - zagadnął Uszakow zimno, bynajmniej nie rozczulony jej prośbami.
- Ponieważ ja miałam zaszczyt poznać pana generała osobiście. Mąż mojej krewnej nic jeszcze nie wie o jej uwięzieniu. Jest lekarzem i przebywa gdzieś w terenie, lecząc chłopów chorych na czerwonkę. To groźna epidemia.
Lękała się, że kiedy Uszakow zacznie wypytywać o Jasia, to zaręczenia o niewinności Emilki, zabrzmią jak bajeczka i budowana z takim trudem jej obrona, rozsypie się jak domek z kart.
- Tak pani mówi? - sięgnął po teczkę z korespondencją i wyjął z niej gęsto zapisaną kartkę. - No cóż, przekonamy się, co policja ma na ten temat do powiedzenia. - przebiegł pismo wzrokiem i uśmiechnął się drwiąco. - Oto dokładne dossier pani familii! - uderzył lekko w kartkę palcem. - Na szczęście, zapoznałem się z tym pismem, przed przyjęciem pani, bo przewidywałem, że zechce mnie pani okłamać. Ta rzekomo niewinna kobieta, od dawna była pod obserwacją policji. Nie ulega wątpliwości, że pełni obowiązki kuriera. Jej mąż Jan Borutyński, zniknął z Warszawy w styczniu i zapewne siedzi w lesie, lecząc rannych buntowników. Pan hrabia Aleksander Iwanowicz także nie przebywa za granicą, ponieważ żadna z naszych placówek dyplomatycznych nie potwierdzała jego wizy i nie przedłużała paszportu. Ten dokument dawno stracił ważność. Pani oczywiście doskonale wie, gdzie znajduje się pani mąż! Nieładnie to wszystko wygląda i dziwię się, że ośmieliła się pani przyjść do mnie, z zamiarem przekupienia mnie. Podziwiam pani tupet, a raczej bezczelność! Ale to koniec. Zabraniam pani prosić o łaskę dla tej kobiety! Proszę nie liczyć, że okażę litość dla wrogów mego władcy i mej ojczyzny. To przestępstwo, za które powinienem panią surowo ukarać!- z rozmachem rzucił na biurko teczkę, którą odruchowo wziął do ręki. - Przyjąłem panią tylko dlatego, że osoba pani kojarzy mi się z miłym wspomnieniem Pauli Nikołajewny. Gdyby nie ona, kazałbym panią natychmiast aresztować.
Nina patrzyła na niego, niezdolna wykonać ruchu. Pociemniało jej w oczach, więc mocniej wsparła się plecami o krzesło."Muszę wstać i wyjść stąd. - pomyślała. - Jezu, spraw żebym tutaj nie zemdlała. Mogę zasłabnąć w każdym innym miejscu, nawet upaść do rynsztoka, ale nie tutaj!" - modliła się resztką przytomności. Nadzieje na uwolnienie Emilki się rozwiały. Nie potrafiła w sposób dyplomatyczny rozegrać tej partii, przypominającej grę w szachy. Bezlitośnie się obwiniała, mając zresztą pewność, że Uszakow wybuchnął gniewem wcale nie z pobudek patriotycznych, a dlatego, żeby wyrównać rachunki za Paulę. Ta okropna kobieta stała się zmorą jej życia i tryumfuje nawet po śmierci. Oblizała suche wargi i wbiła paznokcie w ciało, starając się opanować ogarniającą ją słabość. Przegrała i choćby padła na kolana i całowała generałowi buty, to Emilki już nie uratuje. Próbowała wstać, lecz bezsilnie opadła na krzesło."Jezu, co ja powiem Jasiowi?"- przemknęło jej przez myśl.
Uszakow raz i drugi posłał jej gniewne spojrzenie, spod zmarszczonych brwi. Widok jej twarzy o barwie popiołu, wykrzywionej spazmem rozpaczy, złagodził nieco jego oburzenie.
- No cóż, jest pani jeszcze bardzo młoda i nie umie pani kłamać.- powiedział normalnym głosem.- Jako żołnierz doceniam pani odwagę, choć nie pochwalam zachowania. Niestety, pani poświęcenie było daremne, bo więźniarka została wczoraj przewieziona do Warszawy i zostanie osadzona w Cytadeli. Tam moja władza już nie sięga. Je suis vraiment désolée4.
 Nina poczuła na piersiach wielki ciężar, nie mogła złapać oddechu, ani przełykać. Twarz Uszakowa raptownie się oddaliła, zmalała, jakby patrzyła na niego przez odwróconą lornetkę. Jego głos, dochodził do niej dudniąc, jak w beczce, a szum rozmazywał poszczególne słowa. "Cytadela, cytadela!"... Coś w niej pękło, jakiś obcy głos powtarzał tę nazwę uporczywie, jak zepsuta pozytywka, kiedy pogrążała się w ciemność.
- Każę wezwać lekarza. - usłyszała czyjś zatroskany głos. Rozległ się brzęk szkła i do jej wyschniętych ust, ktoś przyłożył szklankę z wodą. Poczuła na języku wilgoć i chciwie ją przełknęła.
- Pani zasłabła, wezwę lekarza i każę odnieść panią do karety.- powiedział Uszakow. Pochylony nad nią, podawał jej wodę.
Uświadomiwszy sobie, że zemdlała i zrobiła z siebie widowisko, momentalnie wróciła do przytomności. Była na siebie taka wściekła, że najchętniej by się spoliczkowała. Znienawidziła się za tę chwilę słabości. Strach gdzieś odleciał, pozostała tylko świadomość klęski. Szorstko odsunęła rękę generała i wstała z krzesła.
- Dziękuję, że pan generał raczył poświęcić mi swój cenny czas i bardzo przepraszam za sprawiony kłopot - odezwała się mocnym, dźwięcznym głosem bez śladu słabości.
Uszakow spojrzał na nią z mimowolnym podziwem. Od lat przebywał w tym kraju, lecz polskie kobiety nadal stanowiły dla niego niezbadaną zagadkę. Nie rozumiał ich zachowania, nie akceptował go, ale musiał przyznać, że zasługiwały na szacunek.
- Niech pani jeszcze na moment spocznie.- sam podsunął jej krzesło i pomógł usiąść.- Zapewne przypomina pani sobie pana majora Wielenina?- spytał udając, że nie zauważył jej szeroko otwartych oczu i mocnego rumieńca, jaki wypłynął na jej policzki.- Wiem, że był pani bardzo życzliwy. Obecnie przebywa w Warszawie, awansował i jest dobrze widziany na dworze cesarskim.- Uszakow umilkł i posłał jej wymowne spojrzenie. - Proszę o tym pamiętać, jakby wybierała się pani przypadkiem do Warszawy. Radziłbym udać się tam do pana generała Korfa. To bardzo porządny człowiek. Na wszelki wypadek, mój adiutant dostarczy pani dwie przepustki na drogę. Żegnam panią.
Zadzwonił i polecił adiutantowi wypisać dokumenty podróżne i odprowadzić ją do karety. Podniósł się z fotela i złożył jej ukłon. Bez słowa opuściła na twarz woalkę i wyszła. Adiutant zanotował nazwiska obu dam i oświadczył, że dostarczy dokumenty do hotelu, razem z podorożną, zezwalającą na zmianę koni pocztowych. Sprowadzona do powozu, szła sztywna jak manekin, wpatrując się przed siebie osłupiałym wzrokiem. Stach czekający na nią z niecierpliwością, posłał jej pytające spojrzenie. Kiedy oficer pomógł jej wsiąść do powozu, upadła na poduszki, nic nie widząc i nie słysząc. Nic do niej nie docierało. Stach zauważywszy, że pani się nie odzywa i sprawia wrażenie wpół zemdlonej, domyślił się, że wizyta u generała zakończyła się niepowodzeniem.
- Psie syny! - zgrzytnął zębami i wyładował przepełniającą go wściekłość, trzaskając batem nad grzbietami koni. Pomknęły galopem, błyskawicznie mijając bramę koszar.
Nina siedziała otępiała, życząc sobie, żeby ta droga do hotelu trwała wiecznie. Nie mogła się zdobyć nawet na jedną łzę. Nie miała odwagi spojrzeć w twarz cioci Salomei i w jej oczy pełne nadziei i oczekiwania na dobrą nowinę. Drżała na samą myśl o Jasiu. Ale w głębi duszy nie miała już do Uszakowa pretensji. Owszem, nakrzyczał na nią, bo tak wypadało carskiemu dostojnikowi, ale nie był złym człowiekiem. W zawoalowanej formie poradził jej, by zwróciła się do Wielenina i polecił jej generała barona Korfa, naczelnika wojennego Warszawy. Nic więcej nie mógł dla niej zrobić. Wysiadła z karety z takim trudem, jakby miała dziewięćdziesiąt lat i młyńskie koło przywiązane do nóg. Stach pospiesznie zeskoczył z kozła i podtrzymał ją, bo się zachwiała.
- Nie wypuszczą młodej pani? - spytał szeptem.
- Już ją wywieźli do Cytadeli.
- Jezu Chryste, cholery nie ma na tych zbójów!
Nina wolno, krok za krokiem, weszła po schodach na piętro i przystanęła przed drzwiami pokoju, ofiarując biednej kobiecie jeszcze kilka bezcennych minut nadziei. Nie wiedziała, jak ma oznajmić jej straszną wiadomość. Ale gdy tylko weszła, starsza pani spojrzała na nią i bezwiednym ruchem uniosła dłoń, zakrywając nią usta. Nina bez słowa przeszła koło niej i położyła się na łóżku obawiając się, że gdy tylko otworzy usta, natychmiast zwymiotuje.
Starsza pani usiadła na krześle i bezmyślnym wzrokiem wpatrywała się w okno, skubiąc frędzle okrywającego ją szala. Nie odzywały się do siebie tak długo, aż to milczenie zaczęło Ninie ciążyć. Wstała i przyklękła u kolan pani Salomei.
- Cioteczko, oni wiedzą o nas wszystko. Emilka była od dawna śledzona. Nie ma jej w Radomiu, bo wczoraj wywieźli ją do Warszawy. Zostanie osadzona w Cytadeli.
Cytadela Aleksandrowska w W-wie.
Pani Salomea skinęła głową i dalej wpatrywała się przed siebie błędnym wzrokiem. Tylko jej ręce zaczęły febrycznie drżeć. Nina pochwyciła je i przytuliła do piersi, okrywając pocałunkami i łzami.
Jeszcze tego samego dnia wyjechały do Warszawy karetką pocztową, odsyłając Stacha do Makowa. Nina napisała do Miry krótki list, informując ją, że młoda pani Borutyńska znajduje się w Cytadeli i zabroniła Jasiowi jechać za nimi, ponieważ dom państwa Maciejewskich mógł być obserwowany. W tej sytuacji naraziłby rodziców żony na aresztowanie i sam wpadłby w łapy policji.
                                                           -----------------------------------
1Winieta - ozdobny inicjał.
2Tout est fini. - Wszystko skończone.
3Tout ça est blaque ! - Wszystko jest kłamstwem !
4Je suis.... - Naprawdę,jest mi bardzo przykro.