wtorek, 13 września 2016

Kłamstwo ma dramatyczne konsekwencje. Czy to już koniec?


13 września 2016 r.
 Po obiedzie, Aleks bawił się ze Stefanem i posadziwszy go sobie na ramionach, biegał z nim po pokojach, udając konia. Mały zanosił się od śmiechu, gaworząc i
ciągnąc go za włosy. Był słodki i rozpłakał się dopiero wtedy, gdy matka wzięła go z ramion Aleksa i zaczęła ubierać mu płaszczyk.
 - Mój Boże.- zwierzała się Ninie przy pożegnaniu.- Twój mąż to idealny ojciec. Wiesz, pokazywał mi fotografię waszej córeczki i mówił o niej tak ślicznie, że miałam w oczach łzy. Marzę, żeby Tadzio choć w połowie tak kochał Stefana.
Po odjeździe Siekielskich do Brzezińca, Jadwiga mrugnęła na narzeczonego i do Miry oznajmiając, że idą do lazaretu. Aleks z właściwą mu wielkopańską uprzejmością chciał ich zatrzymać, ale Jadwiga oświadczyła wprost:
- Panowie możecie potem porozmawiać sobie w drodze i w obozie. A biedna Nina, jeszcze tylko kilka godzin będzie się cieszyła pańską obecnością. Tomku, pójdziesz z nami?
- Raczej nie, bo chcę zajrzeć do stajni i trochę oswoić nowego wierzchowca. - oświadczył rumieniąc się i prędko wyszedł.
Gdy pozostali sami, Nina natychmiast przytuliła się do męża, błogosławiąc w duchu takt panny Wąsockiej. Usiedli na wygodnej kanapce w pobliżu kominka, wdychając woń topiącej się żywicy. Wsparci o siebie ramionami, wpatrywali się w płomienie. Za oknami była już szarówka, a nad górami płynęły ciężkie, ołowiane chmury zapowiadające śnieżycę.
- O, żeby tak można było przespać ten czas, kiedy ciebie nie ma.- wyszeptała Nina. - Obudziłbyś mnie pocałunkiem.
- Wcale nie musisz czekać tak długo, moja śpiąca królewno. Mogę cię zaraz pocałować.
- Nie żartuj. Dokąd teraz pójdziecie?
- Generał zamierza iść w krakowskie. Tam niemal zupełnie ustały działania powstańcze.
- Ale na święta wrócisz?
- Obiecuję, ale nie za darmo! - uśmiechnął się, ukazując rząd lśniących bielą zębów. - Coś za coś .
- Alek, zrobiłeś się strasznie interesowny.
- Trzeba się znać na interesach, mając do czynienia z kobietami. Postawię ci warunki. Po pierwsze, zaraz rozpuścisz włosy, a po wtóre, otrzymam od ciebie dziesięć długich pocałunków!
- To za drogo. - wygięła kapryśnie usta. - Za bardzo się cenisz.
- Jak chcesz żebym przyjechał, to płać! - oświadczył zdecydowanie i przyciągnął ją do siebie. - Najpierw włosy.
Z nadąsaną miną zaczęła wyciągać z fryzury szpilki i grzebienie, podtrzymujące warkocze. Potrząsnęła głową i połyskliwe, jak jesienne kasztany włosy opadły, okrywając ją całą. Wyciągnął rękę i zagłębił palce w tej jedwabistej gęstwinie.
- Kocham twoje włosy. - wyszeptał, przyciskając do ust długie pasmo.
- Tak? W takim razie przyrzekam ci, że jak przyjedziesz do domu na święta, powitam cię z rozpuszczonymi włosami. - powiedziała wesoło.
- Umowa stoi! - popatrzył na nią i dodał przekornie. - Domagam się drugiej części zapłaty.
- Skąd wiesz, że mam ochotę ciebie pocałować? - zapytała, patrząc na niego wyzywająco.
- Zaraz się przekonamy.
 Otoczył ją ramionami i mocno przycisnął do siebie. Początkowo całował ją lekko, jakby od niechcenia, a Nina przymknęła powieki, poddając się pieszczocie i coraz bezwładniej osuwając się w jego objęcia. Błądził ustami od jej warg, do oczu, nosa, czoła i szyi. Słyszała nad sobą jego przyśpieszony oddech i pomrukując z rozkoszy, oplotła mu szyję rękami. Naraz odskoczyli wpółprzytomni od siebie, bo ktoś delikatnie zapukał.
- Wejść! - wycedził Aleks przez zaciśnięte zęby, zasłaniając sobą na wpół roznegliżowaną żonę.
Do salonu wszedł bezszelestnie Walenty i zapalił na gzymsie kominka dwie lampy, wyregulował płomień i bez słowa opuścił pokój.
- Powinien się nauczyć, że bez wezwania nie wchodzi się do pokoju! - gniewnie warknął Aleks, łapczywie chwytając powietrze.
- To mu to powiedz, kochany. - poradziła uprzejmie.
- Ja? Nie!
- Tym bardziej ja mu tego nie powiem.- zaśmiała się.- Dobrze, że tu przyszedł, bo poczynałeś sobie nieuczciwie. Pocałowałeś mnie więcej niż dziesięć razy. Aha!
- Liczyłaś? Wstrętne skąpiradło! Och, muszę odetchnąć, bo to było straszliwie słodkie, prawda?
- Tak. Alku, jestem ci winna jeszcze trzy pocałunki. Skradłeś mi tylko siedem.
- Kłamczucha! - potargał ją za ucho. - Za co ja ciebie tak kocham? A mówiąc już poważnie, odjadę niespokojny. Nino, proszę, nie pokazuj się obcym ludziom. Nie tylko Moskale bywają niebezpieczni. Niedawno pułkownik Chmieleński, rozkazał rozstrzelać niejakiego "Iskrę", dowódcę partii powstańczej. Zhańbił honor oficera, gwałcąc kobiety, a swoim podwładnym zezwalał na grabieże. Aż skóra mi cierpnie na myśl, że zostawiam tu ciebie zupełnie bezbronną. Miej zawsze rewolwer przy sobie, bo teraz życie stało się bardzo tanie. Pamiętasz, opowiadałem ci, że w Krakowie spotkałem hrabiego Esterhazego. Znaliśmy się jeszcze z paryskich czasów. Kilka dni temu dowiedziałem się, że biedak zginął w bitwie pod Mełchowem.
- Jaka szkoda. - ujęła w obie dłonie jego głowę i ucałowała w usta. - Uważaj na siebie, jedyny. Twoje życie jest moim.
Z rozkoszą wsłuchiwał się w jej melodyjny głos i na samą myśl, że znowu musi ją opuścić, ogarnęło go nagłe zniechęcenie, a powrót do powstańczej codzienności, wydał mu się czymś odrażającym. Dom był taki cudowny, pełen zapachu kwiatów, ciepła i kochających go ludzi. Odetchnął głęboko i surowo przywołał się do porządku.
- Szkoda, że prosiłem, aby doktor Setkowicz przyszedł, jak tylko wróci z Zameczku. Teraz musimy czekać na niego. Zagraj mi coś ładnego, promyczku. Jakie masz plany na resztę dnia? Powiedzieć ci, co mam ochotę robić?
- Nawet się nie waż! Jesteś nieznośny. - prychnęła i poderwawszy się z kanapki, cała w rumieńcach, podeszła do fortepianu. - Podejrzewam, że w Paryżu nie zachowywałeś się jak święty Antoni. To miasto widocznie negatywnie wpłynęło na twoje poczucie moralności.- z hukiem otwarła wieko instrumentu i spojrzała na niego przez ramię.- Co mam zagrać?
- Naturalnie, nasze cudowne "Larghetto" Chopina, a potem jego nokturn e-mol.
Posłusznie położyła dłonie na klawiszach i zaczęła grać. Ten jego ulubiony nokturn, zawsze wywoływał w niej poczucie beznadziejnego smutku. Często grając go, nie potrafiła powstrzymać łez. Ulegała za każdym razem nastrojowi tej dziwnie mrocznej i tajemniczej kompozycji. Ale mąż lubił ten utwór. Teraz nie mógł usiedzieć samotnie i przysiadł się do niej, śledząc jej palce leciutko przebiegające klawiaturę. Korzystając, że była zajęta muzyką, całował jej szyję i gładził krągłe piersi. Opędzała się od niego, wymierzając mu lekkie klapsy, kiedy z niewinną miną wolno odpinał kolejne guziczki stanika jej sukni.
- Alek! - posłała mu piorunujące spojrzenie, ale zaraz się roześmiała i cmoknęła go w nos.
- Czy masz ochotę napić się dobrego wina? - spytał. - Bo ja mam. Dzisiaj jest dzień, który zapisze się na zawsze w mojej pamięci. Mój słodki promyczek po raz drugi zostanie matką!
O mało się nie udławiła. Bała się, że nie wytrzyma napięcia i zemdleje, albo padnie na kolana i wyzna, że skłamała. Nie śmiała spojrzeć w jego śmiejące się, radosne oczy.
- I co, mój podwójny skarbie? Napijesz się ze mną?
- Chętnie.- powiedziała myśląc, że w tym momencie mogłaby wypić duszkiem butelkę samogonu. Marzyła żeby się upić, albo umrzeć. - Zadzwoń, mój drogi. Paweł przyniesie wino z piwnicy.
- O nie! Tylko Walenty i ja wiemy, gdzie leżakuje najlepsze wino. Zaraz wrócę.
Wszedł do małego przedsionka po klucze do lochów. Właśnie sięgał po nie, ale usłyszawszy szmer z znajdującego się obok pokoju kredensowego, zajrzał tam i zobaczył Jagę, układającą na stole paczki z żywnością przeznaczoną dla niego na drogę. Usłyszawszy jego kroki, niania prędko się obejrzała i dygnęła.
- Pan hrabia? Mogę w czymś pomóc?
- Nie, dziękuję.- podszedł do niej i pocałował ją w policzek i w rękę. Jaga oblała się płomiennym rumieńcem, zażenowana i uszczęśliwiona zarazem jego dalszymi słowami. - Ja wiem, że niania jest dla mojej Niny najlepszą z matek. Pamiętam o tym i dziękuję, że Jaga potrafiła sama wychować tak wspaniałą kobietę, jak moja żona.
- Ale co też pan hrabia...- Jaga znowu dygnęła, lekko unosząc rąbek sukni. - Dziękuję za łaskawe słowa, lecz cóż ja...
- No, no! - roześmiał się. - Wiem, że dla Niny, tylko niania jest jedynym, liczącym się autorytetem. Dlatego mam do niani wielką prośbę.
- Słucham pana hrabiego z uwagą.- Jaga ponownie dygnęła, bardzo zadowolona z usłyszanych komplementów.
- Obawiam się o Ninę. - rzekł zatroskany. - Ona jest taka delikatna i wątła, a przy tym odważna i lekkomyślna. Toteż z całym zaufaniem powierzam ją opiece niani. W tym stanie nie powinna przemęczać się w lazarecie.
- Ja na nią uważam, ale ona już od pieluch jest uparta, jak stary kozioł.
- To prawda. Trzeba jej stale przypominać, że dama przy nadziei musi się szanować. Mam ogromne wyrzuty sumienia, że jej podróż do Krakowa kosztowała życie naszego synka.
Jaga słuchała go ze wzrastającym zdumieniem.
- Przepraszam pana hrabiego, ale co Nince dolega, że musi tak na siebie uważać?
- To niania nie wie?- jego oczy przybrały szczególnie miękki i ciepły wyraz.- Mój promyczek spodziewa się dziecka. Ja także dopiero dziś dowiedziałem się o tym.
Z rąk Jagi wysunęła się paczka i upadła na podłogę. Osłupiała i wpatrywała się w Aleksa bez słowa. Przez głowę przemknęła jej myśl, że może źle go zrozumiała, albo pan się upił przed wyjazdem i gada głupoty.
- Nina powiedziała panu hrabiemu, że jest przy nadziei? - wybełkotała.
- Tak, dzisiaj rano. Co to niani? - zmarszczył brwi i patrzył na nią przenikliwie czując, że serce wolno podchodzi mu do gardła.
- Co ona za bzdury wygaduje? - wykrzyknęła Jaga z oburzeniem.- Ona przy nadziei? Niemożliwe!
Aleks poszarzał na twarzy i nogi ugięły się pod nim. Serce tak waliło w piersi, że zabrakło mu tchu.
- Niech Jaga nie waży się niczego przede mną ukrywać.- wykrztusił.- Nina mnie okłamała? Dlaczego?
Oczy Jagi nagle napełniły się łzami. Szybko otarła je wierzchem dłoni.
- Jezu, może nie powinnam tego mówić, ale muszę. - powiedziała drżącym głosem. - Ona nic o tym nie wie, że nie może już mieć dzieci. Poród był tak ciężki, że wewnątrz coś zostało uszkodzone. Tak powiedział w Krakowie pan profesor. Ale dlaczego ona zmyśla? Przecież niedawno miała... no, dolegliwość miesięczną. A może tylko żartowała? Przepraszam, czy pan hrabia źle się czuje? - urwała, bo odniosła wrażenie, że on zaraz zemdleje, tak strasznie zmienił się na twarzy.
Cała krew odpłynęła mu z policzków i w jednej chwili jakby się postarzał, przygarbił. Lecz trwało to tylko mgnienie oka, bo jego rysy natychmiast skamieniały w nieruchomą maskę, z której nic nie można było odczytać.
- Tak, zapewne tylko żartowała.- powiedział cicho. - Niechże jej niania nie powtarza naszej rozmowy, bo byłoby jej przykro.
Odwrócił się i wyszedł. Jaga patrzyła za nim nic nie rozumiejąc, ale miała niejasne przeczucie, że stało się coś bardzo złego.
W korytarzu nie było nikogo, tylko z głębi domu dochodziły głosy służby, a któraś z pokojówek nuciła wesołą wiejską piosenkę. Stał długo w jednym miejscu, starając się odzyskać spokój. Naraz uderzył zaciśniętą pięścią w boazerię z taką siłą, że niewiele brakowało, a pękłoby zarówno drewno, jak i kość ręki. Kiedy już zdecydował się wrócić do salonu, Nina siedziała jeszcze przy fortepianie i patrzyła na niego, zdziwiona i zarazem zaniepokojona wyrazem jego twarzy, trudnym do określenia. Był bardzo blady, a w jego oczach dostrzegła coś, czego nie potrafiła zdefiniować. Wydało się jej, że widzi przed sobą obcego człowieka.
- A gdzie wino? - zagadnęła.
- Jakie wino?
- Alek, przecież po nie poszedłeś! - rozbawiona pogroziła mu palcem. - To nic, zaraz poślę lokaja. Ale jesteś strasznie roztargniony, niczym stary profesor.
- Rzeczywiście, przepraszam.
- Alku, wiesz, doszłam do wniosku, że nie musimy czekać na doktora. Może przyjść później.
Minął ją i usiadł na kanapce, wlepiając wzrok w dywan. "Co mu się stało?" - zastanawiała się, onieśmielona jego nagłym chłodnym zachowaniem. Wstała od instrumentu i przykucnęła przy jego kolanach.
- Oho, widzę, że mój pan nie ma humoru. Posłuchaj, doktor zapewne przyjedzie dopiero wieczorem. Możemy się zająć czymś przyjemniejszym, prawda? Co ty tak osowiałeś? O, ja ciebie zaraz rozruszam! - objęła go za szyję i mocno pocałowała w usta.
Tak była zajęta tą czynnością, że nie słyszała szmeru uchylanych drzwi. Nie widziała, że do salonu wszedł Setkowicz i zatrzymał się wpół kroku, obserwując ciężkim, nieruchomym wzrokiem scenę małżeńskiej czułości. Aleks jednak nie odpowiedział na jej pocałunek i Nina cofnęła się czując, że namiętność w jednej chwili z niej wyparowała, zamieniając się w niepokój. "Boże, co mu się stało?" - zadała sobie ponownie to pytanie, przejęta nagłym lękiem. Wstała i dopiero wtedy się zorientowała, że nie są w pokoju sami. Odwróciła się z lekkim okrzykiem, odruchowo poprawiając włosy i obciągając na sobie suknię. Było jej bardzo nieprzyjemnie, że Setkowicz mimo woli stał się świadkiem jej pieszczot. Próbowała przybrać godny wyraz twarzy, uświadamiając sobie jednocześnie, że połowa guzików w staniku jest rozpięta i widać jej piersi.
- Alku.- powiedziała, odrzucając do tyłu rozpuszczone włosy. - Pozwól, że przedstawię ci pana doktora Setkowicza. A to mój mąż, pułkownik hrabia Aleksander Klonowiecki.
Młody lekarz przeniósł wzrok na Aleksa, a potem znowu na nią, lekko marszcząc brwi, jakby to oni nie on, byli tu intruzami. Aleksa również zaskoczyło dziwne zachowanie Setkowicza, a przede wszystkim jego oczy, uporczywie utkwione w Ninie. Ani na moment nie odrywał od niej wzroku, wpatrując się w jej rozpuszczone włosy i usta jeszcze wilgotne od pocałunku. W jego czarnych źrenicach Aleks dostrzegł błysk utajonej nienawiści, a może zazdrości lub pożądania? To spostrzeżenie niemile go dotknęło. Nie wiedział od jak dawna lekarz przebywa w Makowie, ale doszedł do wniosku, że o wiele za długo. Stwierdzenie tego faktu, połączone z kłamstwem Niny, przepełniło w nim kielich goryczy.
- Panie doktorze, to jest mój mąż! - powtórzyła Nina głośno i Setkowicz oprzytomniał.
Skłonił się niezgrabnie i sam wydał się sobie śmieszny, godny politowania. Patrząc na Ninę, wyobrażał sobie pieszczoty, jakie wymieniała z mężem przed jego przyjściem i naraz zrozumiał, że nie potrafi obojętnie znieść tej myśli.
- Cieszę się, że mam przyjemność poznać pana, doktorze. - powiedział Aleks chłodno, wyciągając do niego rękę. Chociaż trzęsła się w nim każda żyłka, zdołał się opanować.- Ranni chłopcy bardzo chwalą pańskie umiejętności. Ja zaś, jestem panu wdzięczny za troskę o nich.
Setkowicz zaledwie dotknął jego dłoni końcami palców i omijając go wzrokiem, wycedził przez zęby:
- Spełniam tylko swój obowiązek. Jestem lekarzem i płacą mi za to.
- O nie! Robi pan daleko więcej. Wspominała mi żona, że zatroszczył się pan o zdrowie mieszkańców okolicznych wsi.
Setkowicz niemal wrogo przyjął jego komplementy.
- Ktoś musi się o nich zatroszczyć, kiedy jaśnie panowie dziedzice pozwalają im zdychać. Chłop to też człowiek, panie hrabio! - stwierdził zjadliwym tonem.
 Aleks zesztywniał. Nina nie odważyła się spojrzeć na niego i nagle zaczęły się jej trząść ręce.
- Proszę mnie w ten sposób nie tytułować. - spokojnie zwrócił Setkowiczowi uwagę, a jego rysy przybrały wyraz chłodnej wyniosłości. - Rząd Narodowy zniósł wszelkie różnice klasowe. Jestem pułkownikiem Wojska Polskiego i obywatelem, jak każdy inny mieszkaniec tego kraju.
- Ale mimo tych szumnych frazesów, nie przestał pan być obszarnikiem, tuczącym się na wyzysku swoich poddanych! - zrewanżował się Setkowicz, nie spuszczając z niego wąskich czarnych źrenic, płonących jak rozżarzone węgle.
Twarz Aleksa stała się kredowobiała. Zagryzł wargi zrozumiawszy, że ten mężczyzna, widziany po raz pierwszy w życiu, żywi do niego osobistą urazę. Swoim zachowaniem Setkowicz wprost prowokował go do awantury. Nina kompletnie zdezorientowana, przypatrywała się im kolejno, nie rozumiejąc nic z rozgrywającej się sceny. Aleks z trudem opanował wybuch wściekłości.
- Panie Setkowicz! Kiedy ja należałem do tajnych kółek oficerskich, pan w tym czasie zabawiał się stawianiem babek z piasku. Wobec tego, proszę nie pouczać mnie o obywatelskich obowiązkach. Nie życzę sobie żadnych więcej uwag na ten temat! Jasne? - zakończył podniesionym tonem.
Setkowicz poczerwieniał i katem oka spojrzał na Ninę.
Była tak zdenerwowana, że nie wiedziała, co ma z sobą zrobić. Ostra wymiana zdań pomiędzy mężczyznami, uświadomiła jej, iż to ona jest powodem ich wzajemnej wrogości i agresywnego zachowania Setkowicza. Pożałowała, że być może ośmieliła młodego lekarza i naraziła męża na bardzo nieprzyjemną scysję. Mimo wszystko było jej żal Setkowicza, chociaż lojalnie przyznawała rację mężowi. Był sprowokowany, lecz zachował się bardzo godnie, zaś Setkowicz postąpił jak szaleniec, obrażając go bez żadnego powodu. Z kobiecą delikatnością starała się zapobiec dalszej wymianie zdań i aby uspokoić męża, lekko dotknęła jego dłoni. Szybko cofnął rękę, nie przestając mierzyć doktora surowym wzrokiem. Jego uwagę zwróciła dziwna mina, z jaką Setkowicz wpatrywał się w rozpuszczone włosy Niny. Ona to również spostrzegła i prędko uniosła ramiona, splatając włosy jeden ogromny warkocz. Jej zmieszanie dostrzegł Aleks. Ściągnął brwi i rozkazał twardym tonem:
- W leśnym obozie są chorzy. Dostanie pan wóz wysłany sianem i słomą, i jeszcze dziś wieczorem, uda się pan z nami na Łysą Polanę. Zbada pan chorych i zdecyduje, których należy umieścić w lazarecie. To wszystko. Przykro mi, że musiał się pan tu fatygować!
Przez jedną krótką chwilę, obaj mężczyźni mierzyli się nieustępliwym wzrokiem.
Setkowicz pierwszy spuścił oczy. Z obojętną miną niedbale skinął głową i wyszedł, nie obejrzawszy się na Ninę. Aleks odprowadził go chmurnym spojrzeniem aż do drzwi. Ta przykra scena tak zdenerwowała Ninę, że bez słowa podeszła do okna i uniosła firanę, wyglądając na zewnątrz. Był już zmierzch, ale w powietrzu unosiła się osobliwa jasna poświata, odbita od świeżo spadłego śniegu. Z ołowianego nieba wolno i bezgłośnie, spływały wielkie białe płatki, opadając na drzewa, pokrywając trawniki i schody tarasu.
- Dlaczego zaplotłaś włosy? - usłyszała za sobą głos Aleksa. Podszedł i stanął za nią.
- Ja?- zająknęła się, nie wiedząc, co ma odpowiedzieć. - Bo one są takie długie i zaraz się plączą.- tłumaczyła niezręcznie.
- Kłamiesz! - przerwał jej zaczepnym tonem. - Zrobiłaś to ze względu na Setkowicza. Ten głupiec kocha się w tobie! Nie rób takiej zdziwionej miny. Kobiety zawsze to wiedzą. Ale dopóki jesteś moją żoną, masz nosić taką fryzurę, jaka mnie się podoba, rozumiesz?
Pod gradem jego gniewnych słów, skuliła się i popatrzyła na niego z pokorą. Był zły! Obawiała się, że jego gniew skierowany jest w tym samym stopniu przeciwko niej, jak i Setkowiczowi. Oczy Aleksa o złoto-czarnych tęczówkach, spoglądały na nią z owym okrutnym, lodowatym wyrazem, jak niegdyś w operze, kiedy dostrzegł Wielenina. Ale w jego zachowaniu było coś jeszcze, czego nie rozumiała i co budziło jej strach. Powrócił do salonu zupełnie zmieniony, nie oddał jej pocałunku, zapomniał o winie i cofnął rękę, gdy próbowała go uspokoić. Skąd w nim, na Boga, ta nagła zmiana? Przecież jeszcze niedawno był dla niej taki serdeczny i czuły. Nie wiedziała, dlaczego nagle zaczął zachowywać się nieprzyjemnie i z rezerwą. Zanim otworzyła usta, odezwał się pierwszy ostrym i apodyktycznym tonem:
- Tutaj nie będziemy rozmawiać, bo znowu przeszkodzi nam jakiś intruz. Przejdźmy do buduaru.
Wyszli na korytarz i natknęli się na Walentego.
- O której jaśnie pan hrabia rozkaże podać kolację? - spytał kamerdyner.
- Później! - warknął Aleks takim tonem, że staruszek struchlał, a potem zniknął jakby się pod ziemię zapadł.
Teraz już Nina była naprawdę przerażona. Mąż nigdy nie odzywał się w ten sposób do Walentego, traktując go zawsze uprzejmie i z przywiązaniem. Co się dzieje? W buduarze powitał ich Grot, podbiegając do pana i szczekając radośnie. Ale widząc, że pan nie zwraca na niego uwagi, przemknął przez pokój i ułożył się w kątku na dywanie. Aleks usiadł w fotelu przy kominku i tak gwałtownie rozgarnął pogrzebaczem ogień, że płomień i iskry buchnęły na pokój. Cisnął pogrzebacz i z gniewną miną zwrócił się do Niny, stojącej przy drzwiach:
- Żądam wyjaśnień! Czy dałaś temu mężczyźnie powód do zazdrości? - uderzył pięścią w poręcz fotela i powtórzył:- Dałaś mu powód?
Pociemniało jej w oczach i zaczęła drżeć. Podbiegła do niego, uklękła i objęła jego nogi ramionami, tuląc policzek do kolan męża.
- Najdroższy, ja nie rozumiem, o co masz do mnie pretensje? Nigdy nie dałam panu Setkowiczowi najmniejszego powodu do zazdrości. Nie miał absolutnie żadnej motywacji, aby być o mnie zazdrosny. Ale to dziwny człowiek i nieprzewidywalny. Być może to, co uważasz za zazdrość, było wyrazem niechęci do arystokracji. On jest socjalistą i nieraz mi dokuczał, nazywając rozpróżniaczoną wyzyskiwaczką. Mój Boże, zakładając nawet, że mogłam się mu podobać, nie możesz mnie przecież za to winić.

- Owszem, winię cię, bo mówisz nieprawdę. Sama go ośmieliłaś! - wybuchnął.
Dalej był śmiertelnie blady, a w jego oczach płonął gniew. - Kokietowałaś go! Tylko znowu nie zmyślaj, bo wiem, że lubisz się podobać. Ale ten narwany smarkacz nie jest odpowiednim partnerem do flirtu. W naszej sferze flirt bywa zabawą i do niczego nie zobowiązuje. Ale w jego przypadku mógł być zrozumiany opacznie, jako zachęta! Co ty sobie, do diabła, wyobrażasz? Nie zdajesz sobie sprawy, do czego może mężczyznę popchnąć zazdrość? On się nawet nie krył z nienawiścią do mnie, swojego rywala! Twoja lekkomyślność obudziła w nim nadzieję i pożądanie. Co między wami było? Pozwoliłaś mu na uścisk, pocałunek? Mów!
Zachowanie męża wydało się Ninie w najwyższym stopniu niepokojące i niesprawiedliwe.. ale nie próbowała unikać jego oskarżycielskiego wzroku, patrząc mu prosto w oczy.
- Przysięgam ci, że nie dałam panu Setkowiczowi powodu do takiego zachowania. Nigdy mnie nie dotknął, ani nie pocałował. Był niemiły i arogancki, ale puszczałam jego impertynencje mimo uszu, bo jest rzeczywiście znakomitym lekarzem i kolegą ze studiów Jasia. Rzadko się widujemy On jest po prostu źle wychowany, to wszystko.
"Matko Najświętsza! - myślała, truchlejąc ze strachu.- Co się z nim dzieje? Niania słusznie ostrzegała mnie przed Setkowiczem, ale kto mógł przypuścić, że ten głupiec zrobi Alkowi taką scenę?" W tym momencie nienawidziła doktora z całego serca.
- Więc tylko tyle masz mi do powiedzenia? - głos męża był cichy, spokojny i zimny jak sopel lodu. Zupełnie obcy. - Nie mówisz prawdy, jesteś nieszczera. Zapomniałaś, że potrafię czytać w twoich myślach?
- Ja nie zrobiłam nic złego i nie przyznaję się do winy.- znowu zaczęła się trząść, przypominając sobie o cienkiej warstewce tajemnic, które zaczęły się wokół niej gromadzić, odkąd Setkowicz przybył do Makowa.
- Niewiniątko! Nie spuszczaj oczu i patrz na mnie. Myślisz, że zapomniałem o twoim romansie z panem Wieleninem? Czasami leżąc przy tobie w bezsenne noce czułem, że myślisz o nim. Bardzo się starałaś żeby to ukryć, ale ja zawsze o tym wiedziałem. Trzy osoby w łóżku, to już tłoczno.
"Oho, Alek wytacza ciężką artylerię! - pomyślała z przerażeniem. - Jest gorzej niż źle!" Za wszelką cenę próbowała go ugłaskać, żeby zapomniał o urazie i znowu popatrzył na nią z miłością. Podświadomie czuła, że mąż ma do niej o coś pretensje, jakiś ogromny żal i bynajmniej nie chodzi mu o Setkowicza.
- Najdroższy, przysięgam, nigdy nie wspominam o panu Wieleninie, bo to ty jesteś moją miłością. Dlaczego mnie dręczysz? Alku, mamy przed sobą tak mało czasu, bo wkrótce odjedziesz, a ja znowu zostanę sama.
- Nie zostaniesz sama, bo będzie przy tobie pan Setkowicz!. … I marzenia o pięknym panu Wieleninie!
Widząc jego zimną zamkniętą twarz zrozumiała, że mąż jej nie wierzy. Podniosła się i zaczęła spacerować po pokoju. Puszysty dywan tłumił jej kroki. Świat za oknem stał się nieopisanie piękny, lecz od drzwi ciągnął lodowaty chłód. Wstrząsnęła się i objęła ramionami, bo na plecach poczuła dreszcz. Z nerwów rozbolała ja głowa, miała nudności, nawet w oczach czuła ból i pieczenie, jakby je czymś zatarła.
- Zaraz po powrocie do oddziału poproszę generała Bosaka, żeby pan Setkowicz został stąd przeniesiony. - posłyszała za sobą głos męża.
Odwróciła się gwałtownie, wpatrując się w niego z niedowierzaniem.
- Chcesz go stąd wyrzucić? Alek, przecież to znakomity chirurg i jest potrzebny rannym.
Uświadomiła sobie z rozpaczą, że przez jej głupią, kobiecą próżność Setkowicz straci pracę i te marne grosze, z których większość posyłał matce. Nie zatrudni go żaden szanujący się szpital, bo na skutek jego radykalnych przekonań, wyrzucano go z hukiem z każdej posady, mimo iż był świetnym fachowcem, a chorzy go uwielbiali. Jeżeli teraz odejdzie z Makowa w atmosferze skandalu, czeka go po prostu nędza. Przysięgła sobie, że przez pamięć o Jasiu będzie go chronić i przyrzeczenia postanowiła dotrzymać.
- Alku, przyznaję, że Setkowicz zachował się niewłaściwie i obraził ciebie, ale widzisz, on ma bardzo biedną matkę, którą wspiera z zarobionych pieniędzy. Jeżeli będzie musiał stąd odejść, nikt go nie zatrudni, ze względu na socjalistyczne poglądy z jakimi się nie kryje. Kochany, to byłoby poniżej twojej godności, mścić się na nim. Proszę, nie rób tego.
- O, widać masz powód, żeby tak gorliwie bronić tego pana. - stwierdził jadowitym tonem. - Nie zamierzam krzywdzić twojego pupila. Dostanie lepszą posadę i wyższą gażę, ale z Makowa musi odejść!
- Alek, na miłość boską, opamiętaj się! On powiedział kilka niemądrych, złośliwych słów, których już pewnie żałuje, a ty zamierzasz pozbawić go pracy? Przecież jego żaden szpital nie przyjmie. Kochany, ty jesteś taki dobry, taki szlachetny, życzliwy ludziom, proszę cię, nie krzywdź tego człowieka.
- No popatrz! - skrzywił się z ironią. - Jaka ty jesteś miłosierna. Szkoda tylko, że broniąc go, krzywdzisz własnego męża. Bo to ja zostałem obrażony.
- A ty, krzywdzisz własną żonę! - odpaliła, wyprowadzona już z równowagi. - Nie obchodzi cię, co powiedzą ludzie, kiedy on odejdzie stąd przeze mnie?
- Nie baw się w adwokata diabła! Powiedziałem: dla pana Setkowicza nie ma miejsca w Makowie!
Okrutny zawód, jakiego doznał, dowiedziawszy się o kłamstwie Niny i zatarg z doktorem, zbyt jawnie okazującym zazdrość, napoiły Aleksa goryczą i uczyniły go bezwzględnym, przynajmniej chwilowo.
- Alku, błagam...- zawołała bliska łez. - Przecież on tu nie bywa.
- Co? - wybuchnął z nową wściekłością. - Nie bywa? A dla kogo urządzasz wieczorami koncerty w salonie? Czy nie zaprosiłaś go na śniadanie, nie zabrałaś z sobą do karety na przejażdżkę? Ten mężczyzna mnie bardzo obraził, rozumiesz? Obraził oficera wojska polskiego i moim obowiązkiem było wyzwać go na pojedynek i przewiercić kulą ten jego durny łeb! Ale nie zrobiłem tego ze względu na ciebie. To niesłychane! Wracam na kilka godzin do domu, żeby nacieszyć się żoną i zapomnieć o tym piekle, w jakim niemal od roku żyję. Tymczasem wielbiciel mojej małżonki urządza mi scenę, w moim własnym domu! Na moim miejscu, każdy inny mężczyzna połamałby mu kości. Masz tupet, mój słodki promyczku, wstawiając się za nim!
Patrzyła na niego z przerażeniem nie rozumiejąc, dlaczego mąż przywiązuje taką wagę do słów Setkowicza, które w innych okolicznościach z pewnością by zignorował. Jednego była już całkiem pewna: Aleksowi wcale nie chodziło o Setkowicza. To do niej miał osobistą urazę i pretensje. Za co? Nie miała pojęcia czym mogła go tak dotkliwie zranić. Dlaczego tak nagle się zmienił i patrzył na nią jak na wroga?
- Kochany, co się stało? Dlaczego zachowujesz się jak obcy, niechętny człowiek? Powiedz, dlaczego? Co ja ci zrobiłam? - pytała, składając ręce i wpatrując się w niego błagalnie.
- Ty się jeszcze pytasz? Był czas, kiedy mogłem przysięgać, że Paula jest aniołem, dopóki nie stwierdziłem, ze do tego anioła modli się za wielu pobożnych.
Nina odebrała jego słowa jak policzek. Zbladła i przymknęła powieki oddychając z trudem, jakby zaraz miała zemdleć.
- Posuwasz się za daleko! - ostrzegła.
- Milcz! - krzyknął ostro. - Myślisz, że poszedłem do powstania z ochotą? Że przyjemnie mi żyć w brudzie, smrodzie i głodzie? Spać na gołej ziemi? Że pragnę być ścigany jak wściekłe zwierzę i nie mieć domu? Nie mam już żadnych praw, nie wolno będzie mnie nawet godziwie pochować, kiedy polegnę. Poszedłem do powstania, nie wierząc w zwycięstwo, ale tak nakazywał mi honor. Przecież urodziłem się i wychowałem w Rosji. Byłem oficerem gwardii, a chyba wiesz, jaki to zaszczyt dla żołnierza. Rozumiem Rosjan lepiej niż Polaków, a ludzie do których strzelam, są mi bliscy. Dlatego czasami nienawidzę tego, co robię!.....
Wstał,wyjął w szafki butelkę koniaku, nalał pełną szklankę i opróżnił ją dwoma łykami. Napełnił ją ponownie, wypił i założywszy ręce do tyłu, zaczął przemierzać buduar tam i z powrotem omijając ją, jakby była meblem.
Dragoni rosyjscy.
 - Więc odejdź z powstania. Prosiłam cię o to wiele razy.
- Teraz byłaby to ucieczka szczura z tonącego okrętu!
- Ten okręt od początku tonął. W takim razie, już sama nie wiem, co powinieneś zrobić. - powiedziała drżącym głosem. - Widzę, że masz dziś zły dzień i bardzo ci współczuję, ale nie musisz wyżywać się na mnie. Ja nie zrobiłam ci nic złego.
-Doprawdy?- mruknął z niepokojącą słodyczą.
- Oczywiście, że nie! Nie wiem, czy potrafię prędko zapomnieć o twoich niesprawiedliwych oskarżeniach. Pan Setkowicz jest chamem. Obiecuję, że nie odezwę się do niego bez powodu i będę go omijać. Ale mimo wszystko, to jest lekarz z powołania, kolega Jasia i powstaniec! Nie masz prawa pozbawiać rannych takiego specjalisty.
Machnęła ręką i strąciła ze stoliczka kryształowy wazon z kwiatami. Rozbił się na drobne kawałki, a woda opryskała lśniące buty Aleksa. Z pasją podeptała rozsypane na dywanie purpurowe róże. Grot podrażniony ich podniesionymi głosami, wstał i szczeknął.
-Wynoś się! - krzyknęła i pochwyciwszy psa za obrożę, wyrzuciła go z buduaru. Za drzwiami zaraz rozległo się głośne wycie.- Będziesz ty cicho? - krzyknęła z pasją. - Wstrętne psisko! - zadzwoniła i rozkazała wystraszonemu jej miną Pawłowi, by zabrał psa do pokoju służbowego.
Aleks obserwował ją w milczeniu.
- Jeżeli tak stawiasz tę sprawę z Setkowiczem,- odezwał się niemal szeptem.- to oświadczam ci, że albo on opuści Maków, albo ja więcej do domu nie przyjadę.
- Zrobisz, jak zechcesz.- wzruszyła ramionami i odwróciła się do niego plecami. W skroniach wzmagał się ostry ból, zapowiadający silną migrenę. - Znasz to  przysłowie: „Tout comprendre, c'est tout pardonner1."
Zbliżył się do niej i chwycił ją za ręce tak mocno, że palce wpiły się w jej ciało.
- Właśnie, że nie rozumiem. - powiedział przez zaciśnięte zęby. - Dlaczego to zrobiłaś?
- Czego ty ode mnie chcesz?- wykrzyknęła z paniką w głosie.- Co ja ci, do diabła, zrobiłam? Powiedz mi to w oczy. Niech wiem, czym zgrzeszyłam. Przecież ja nigdy nie zamierzałam zrobić ci przykrości.
Otworzył usta, jakby zamierzał rzucić jej wprost w oczy oskarżenie, lecz w ostatniej chwili zmienił zdanie. Przetarł dłonią czoło i twarz, zmęczoną i nagle postarzałą.
- Przepraszam. Chyba rzeczywiście posunęliśmy się za daleko. Wybacz. - podniósł jej rękę do ust, lecz ona wyrwała mu ją z gniewem.
- Jestem złą żoną, mój kochanek ciebie obraża, więc nie zasługuję na twoje zaufanie i miłość! - zawołała, wyrzucając z siebie nagromadzoną rozpacz i gniew. - Zostaw mnie w spokoju!
Był już opanowany i patrzył na nią skruszony.
- Przepraszam cię, Nino. Bardzo mi przykro, że się uniosłem. Nie pocałujesz mnie? Nie chcesz, żebym przyjechał na święta? A może wolisz, jak nie mnie ma w domu? - pytał z nutą żalu w głosie.
Już zamierzała mu wybaczyć, lecz zaraz przypomniała sobie, że porównał ją z Paulą i na nowo ogarnęła ją furia. O nie, tak łatwo mu nie przebaczy!
- Jak ty mnie traktujesz? Obrażasz mnie, posądzasz o zdradę, oskarżasz mnie o coś, choć nie mówisz, o co masz pretensje. Czy zdajesz sobie sprawę, jak bardzo mnie zraniłeś, porównując do Pauli? Jeżeli uważasz, że zachowuję się jak ona, to równie dobrze możesz obejść się bez mego pocałunku. Wcale nie zależy mi na tym! - krzyknęła mu w twarz dusząc się od łez. Rozpacz i gniew podyktowały jej te bezlitosne słowa.
Przez moment patrzyli sobie w oczy. Aleks spuścił głowę i zacisnął dłonie w pięści. Na jego pobladłej twarzy pojawiły się głębokie bruzdy, świadczące o zmęczeniu i wielkim wyczerpaniu. Nina odwróciła się tyłem, żeby nie rozpłakać się głośno i nie rzucić mu się na szyję. Cała dygotała ze zdenerwowania. Aleks złożył jej ukłon i bez słowa wyszedł z buduaru.
Była taka rozgoryczona, że nie potrafiła zdobyć się nawet na to, żeby go zawołać. Łzy ją oślepiły i trzaskając drzwiami pobiegła do sypialni. Tak jak stała, rzuciła się na łóżko głośno szlochając. Potwornie rozbolała ją głowa, czuła mdłości, dygotała, a cały pokój z nią wirował. Po jakimś czasie wstała i zamknęła drzwi na klucz, a potem w ostatnim momencie wpadła do łazienki gwałtownie wymiotując. Leżała na posadzce, skręcając się z bólu, bliska zemdlenia. Gdy mdłości ustąpiły, z trudem podniosła się i przemyła twarz i zęby. Blada jak śmierć, powróciła do pokoju i mocno natarła czoło ołówkiem mentolowym, ale niewiele to pomogło. "Jezu, czaszka mi pęknie!- jęknęła, chwytając się za głowę. - Muszę się uspokoić. Przecież nie mogę w gniewie rozstać się z Alkiem.
Och, sam diabeł przyniósł Setkowicza akurat wtedy, gdy całowałam męża. Wlazł do salonu bez opowiedzenia się lokajowi, jak prosię do chlewika. Obraził Alka, a na mnie patrzył, jak na własną żonę przyłapaną z gachem, na igraszkach miłosnych. Idiota." Niepokój i skrywany strach, nie opuszczający jej od dłuższego czasu, zmieniły się w gwałtowne oburzenie na młodego lekarza. Jednakże najbardziej zastanawiało ją dziwne zachowanie męża. Niby to poszedł po wino i wrócił zupełnie odmieniony. Urządził jej awanturę, z rozpędu wypominając Wielenina, jedynego mężczyznę o którego naprawdę był zazdrosny. Jest za mądry, aby uważać Setkowicza za swojego rywala. W takim razie, o co tak naprawdę mu chodziło? A może nie uwierzył w jej kłamstwo? Nigdy nie umiała dobrze kłamać i tym razem kosztowało ją to wiele wysiłku. Lecz była przekonana, że mąż jednak uwierzył, bo bardzo się ucieszył i był dla niej taki czuły. Miała już dość wrażeń, jak na jeden dzień i głowa pękała jej z bólu.
Z jękiem upadła na taboret stojący przy toaletce. Dostrzegła na niej buteleczkę z bromem i pochwyciła ją. Poszukała kieliszka i nie licząc kropel, oślepiona bólem, wlała lekarstwo do kieliszka, wypiła je i spłukała niemiły smak wodą z karafki. Położyła się ponownie, wsłuchując się w pulsowanie w skroniach i czując tępy ból umiejscowiony nad brwiami i w tyle głowy. Przymknęła powieki chcąc poleżeć chwilę w spokoju i czekała aż ból zelżeje. Zamierzała potem wstać i poszukać męża.
Otworzyła oczy, obudzona jakimś hałasem. Przeciągnęła się leniwie stwierdzając, że migrena minęła, była tylko bardzo senna i ociężała. Raptownie usiadła na łóżku. "Rany boskie, zasnęłam! Już późno, powinni nakrywać do kolacji. Alek musi przed wyjazdem zjeść coś gorącego. Boże, ta idiotyczna kłótnia była zupełnie niepotrzebna. Mogliśmy się kochać przez ten czas."
Z trudem zwlokła się z łóżka i zataczając się stanęła na nogach, czując, że podłoga ugina się pod nią, a kolana ma jak z waty. Chwyciła poręcz krzesła ratując się przed upadkiem i trzymając się ściany, podeszła do drzwi i otworzyła je z klucza. Potem nieśmiało zajrzała do pokoju męża. Świeczniki były pogaszone, tylko ogień na kominku rozpraszał nieco mrok. Ulubiony fotel Aleksa stał blisko kominka, odwrócony tyłem do drzwi. Wysoki tył fotela zakrywał siedzącą w nim osobę. Dojrzała jednak wystający spoza fotela lśniący but męża. "Aha, jednak czeka na mnie!"- pomyślała z rozrzewnieniem. Gniew i uraza dawno już ją opuściły, a serce przepełniała ciepła fala miłości i skruchy. Zebrała się na odwagę i zdecydowała, że wejdzie. Cokolwiek ją spotka, przyjmie to z pokorą, bo zawiniła okłamując go i kokietując Setkowicza. Jak cień, na palcach, wsunęła się do pokoju.
- Kochany! - pisnęła cichutko, jak zwykle, kiedy miała coś na sumieniu. Nie odpowiedział, więc wyobraziła sobie, że pewnie jest dalej obrażony i ciężko go będzie przebłagać. - Aleczku. - szepnęła słodkim głosem. - Przepraszam. Tak mi przykro, że się pokłóciliśmy. To moja wina. Może bezwiednie kokietowałam Setkowicza, ale przysięgam ci, że on ani nikt inny nic dla mnie nie znaczy. Ty jesteś sensem mojego życia. Za chwilę odjedziesz, a ja znowu będę za tobą tęskniła.
Nie odpowiedział, siedząc nadal bez ruchu, więc westchnęła i ciągnęła dalej, czując ponowne łupanie w skroniach:
- Alku, ja nie mam czasu na flirty i romanse. Ciężko pracuję żeby utrzymać ten majątek, choć niewiele już z niego zostało. Od rana siedzę w lazarecie i opiekuję się rannymi. Opatruję im cuchnące zaropiałe rany, wycieram krew, piorę brudne bandaże, nawet podaję nocniki! Rzadko kiedy znajduję wolną chwile i siadam do fortepianu. Nie wyobrażaj sobie, że robię to dla umęczonej ojczyzny. Nie, ja to robię wyłącznie dla ciebie, żebyś nie musiał się za mnie wstydzić. Ty jesteś bohaterem, więc i ja daję z siebie wszystko, żeby być godną ciebie. Nienawidzę tego, co robię! Nie znoszę wyjących z bólu mężczyzn, cuchnącego lazaretu, samotności i niemodnych sukien... - przerwała, czekając aż on się odezwie. Nie doczekawszy się tego poczuła, że znowu narasta w niej złość : - Alek! - wrzasnęła i podbiegła do fotela. Nikt na nim nie siedział, tylko obok na dywanie stały jego buty. "No proszę, gadam jak dziad do obrazu!" - mruknęła gniewnie i przyszło jej na myśl, że Aleks pewnie jest w lazarecie, albo w jadalni je kolację.
 Jak bomba wypadła z pokoju, z całej siły zatrzaskując za sobą drzwi, choć Jaga niezliczoną ilość razy pouczała ją, że wielka dama tak się nie zachowuje. "Gdzie on się, do diabła, podziewa?" - zadawała sobie pytanie, zaglądając kolejno do buduaru, biblioteki i malinowego salonu. Jak huragan wpadła do małej jadalni, zadyszana i zła. Walenty zamykał właśnie w szafie pudło ze sztućcami, a Jaga zbierała ze stołu białe serwetki. Tylko przy jej krześle stało nakrycie i półmisek przykryty błyszczącą pokrywą.
W jadalni panowała taka przyjemna, domowa atmosfera, że Nina przystanęła w progu pozwalając, żeby gniew i podniecenie z niej opadły. Ogarnął ją spokój emanujący z tego przytulnego pokoju.
- Pan jadł już kolacje? - spytała, bardzo rozczarowana, że nie czekał na nią. - Poszedł do lazaretu ?
Niania i Walenty wymienili zdumione spojrzenia.
- Do lazaretu? - Jaga obrzuciła wzrokiem jej potarganą fryzurę i potrząsnęła głową. - Co ty mówisz, dziecko? Pan już dawno wyjechał. Myślałam, że pożegnaliście się bez świadków. Wspomniał, że czujesz się niezdrowa. No, co tak patrzysz? Zjadł kolację i pojechał.
Twarz Niny nie zmieniła wyrazu, rysy pozostały nieruchome, ale nagle poszarzały jakby pokrył je popiół. Poczuła, że krew tężeje jej w żyłach i miała wrażenie, że nagle uderzył w nią piorun. Owładnięta straszliwym poczuciem niemocy, wpatrywała się w Jagę nieruchomym wzrokiem.
Aleks odjechał!
Może pukał, ale drzwi były zamknięte na klucz. Zupełnie tak samo, jak w ubiegłym roku, kiedy ich małżeństwo było na krawędzi rozpadu. Pukał, a ona nie otworzyła, bo spała jak kamień po zażyciu bromu. Odszedł do walki bez pożegnania przekonany, że ona nie chce go widzieć. Odjechał, nie przeżegnany przez nią krzyżem, bez wiatyku jej pocałunku. Chryste! Po prostu odjechał i tyle. Zachwiała się, bo jadalnia zawirowała nagle przez jej oczami. Żeby utrzymać równowagę, wyciągnęła przed siebie obie ręce.
- Kotku, co tobie? - Jaga podbiegła do niej i pochwyciła w ramiona. - Słabo ci? Panie Walenty, wody. Zaraz dam ci soli trzeźwiących, usiądź. - z niepokojem dostrzegła w oczach Niny jakiś obłędny wyraz.
- Kiedy odjechał ? - wyszeptała Nina ochrypłym głosem Ból jak płomień objął jej czaszkę.
- Może z godzinkę temu. Pan Walenty pakował panu rzeczy. Nie bój się, dopilnował wszystkiego. Aha, pan przed wyjazdem prosił, żebym cię od niego ucałowała.
Nagłym ruchem Nina wydarła się z jej rąk i tak jak stała, w samej sukni, wypadła na taras. Zbiegła po schodkach nie czując mrozu, ani śniegu osiadającego jej na twarzy i rozpuszczonych włosach. Ogarnięta beznadziejną rozpaczą, brnęła przez zaspy w stronę lazaretu, rozpamiętując twardą zapowiedź męża, że dopóki w Makowie będzie Setkowicz, on do domu nie wróci. Wiedział o niej więcej, niż się tego spodziewała, bo znalazł się ktoś, kto powiadomił go o wieczornych koncertach, śniadaniu i wyjeździe karetą do Lipieńca.
Kto mógł mu o tym powiedzieć? Jaga? Nie, wykluczone! Nie posądzała również o to Walentego, bo staruszek bardzo był do niej przywiązany. Może to ktoś z lokajów lub pokojówek, pociągniętych za język. Tego się już nie dowie. Przystanęła, przyciskając obie dłonie do szaleńczo bijącego serca."Alku, jak mogłeś wyrządzić mi taką krzywdę? - wołała do niego w przestrzeń.- Miałeś sumienie zadać mi taki ból? Odjechałeś, zabierając z sobą, zamiast mojej pieszczoty, pamięć o kilku głupich, bezmyślnych słowach wypowiedzianych w gniewie. A przecież liczy się tylko moja miłość do ciebie i nie wolno ci w nią wątpić, cokolwiek głupiego bym mówiła!" Zdawało się jej, że porusza się we mgle. Raz i drugi przewróciła się w puszystą zaspę. Wygrzebała się z trudem i cała ośnieżona, dysząc, brnęła uparcie przed siebie. Słyszała jak z tarasu wołała ją Jaga i dochodziło do jej uszu szczekanie Grota. Ale nawet nie odwróciła głowy.
Wpadła do lazaretu cała mokra, z potarganymi włosami, zaledwie łapiąc powietrze w obolałe płuca. Siedząca przy stole stara kobieta, przerwała odmawianie różańca i wytrzeszczyła na nią oczy, gapiąc się, jak na upiora.
- Gdzie pan doktor? - wychrypiała Nina, kaszląc i próbując zaczerpnąć powietrza w ściśniętą gorsetem klatkę piersiową.
- Znaczy się, nasz pan likorz? - upewniła się kobieta. - A pojechał z jaśnie panem dziedzicem. Powiadali, że po chorych.
- A pana dziedzica tu nie było?
- Był, a jakże. Przecie żegnał się z naszymi panami, co tu leżą.
- Dawno?
- A bydzie z dziesięć koronek. - odpowiedziała babina, nie spuszczając z niej zdumionych oczu.
Nie pytając o nic więcej, Nina kompletnie załamana, opuściła lazaret. Niepotrzebnie tu przyszła. Wiedziała przecież, że mąż dawno odjechał. Z wysiłkiem pokonywała kolejne zaspy, idąc w stronę bocznej furty. Nie mógł być daleko, pocieszała się, może już ochłonął z urazy i wróci, żeby się z nią pożegnać? Otworzy furtę, spojrzy, a ona właśnie nadchodzi!... Nie, on tego nie zrobi. Za bardzo został zraniony. Nienawidziła siebie, że w porywie gniewu wyrwała rękę, którą chciał pocałować i przeprosić. Spała, kiedy odjeżdżał z domu. Pies, bydlę, ma więcej serca niż ona, ale żeby teraz nawet powiesiła się z rozpaczy, to i tak niczego już nie zmieni. Biegła przed siebie szlochając, oślepiona śnieżycą i pociągała nosem, rozmazując na policzkach płynące z oczu łzy.
Raptem wyrósł przed nią wysoki mur ogrodowy. Dopadła furty i szarpnęła za klamkę, ale furta była zamknięta. Dopiero wieczorem otwierał ją stróż, gdy nocą przybywały wozy z rannymi. Zupełnie o tym zapomniała i w szale rozpaczy, zaczęła bić pięściami w twarde drewno, kalecząc dłonie i zanosząc się z płaczu. Wołała męża, jakby mógł ją usłyszeć z oddali, potem z rozdartym sercem upadła, opierając rozpalone czoło o dębowe wrota. W uniesieniu postanowiła osiodłać Mignon i pogonić za Aleksem do leśnego obozu. Przeprosi go i wytłumaczy, że bardzo cierpiała, zażyła brom i zasnęła. To był po prostu zbieg okoliczności, a nie jej zła wola.
Ale po namyśle doszła do wniosku, że mąż prawdopodobnie nie zechce nawet z nią mówić i odeśle ją do domu. Siedziała więc na śniegu, zwinięta w kłębek, płacząc i ogryzając paznokcie. Wytropiły ją psy na czele z Grotem i doprowadziły do niej nianię i Walentego.
Nie opierała się, gdy zabierali ją do domu. Przestała płakać i zamknęła się w sobie, nie odpowiadając na pytania przerażonych domowników. Nawet Jaga nie mogła się od niej doprosić słowa. W nocy dostała wysokiej gorączki i zaczęła rzucać się na łóżku, krzycząc i wołając męża. Na szczęście rano temperatura spadła i Nina wstała już zupełnie spokojna, opanowana, tylko milcząca i ogromnie smutna.

1 Tout comprendre... - Kto wszystko rozumie, wszystko wybaczy.