poniedziałek, 26 września 2016

Nieszczęścia zawsze idą parami.


26 września 2016 r.
      Tego wieczora Jaga także nie mogła zasnąć. Nie kładła się i siedząc ubrana w swoim pokoju, nadsłuchiwała odgłosów dochodzących z sypialni Niny. Ale panowała tam głucha cisza.
"Pewnie biedactwo zażyło lekarstwo i zasnęło."- pomyślała niania i westchnęła do Boga, błagając Go, o spokojny sen dla swojego     nieszczęśliwego dziecka. Jednak w głębi duszy nurtował ją nieokreślony niepokój i jakby zdziwienie, że Nina mogła tak szybko zasnąć. To było do niej niepodobne. Obdarzona przez naturę ogromną wyobraźnią i wrażliwością, przeżywała każde zmartwienie niesłychanie głęboko, a jej miłość do męża czasami przerażała Jagę siłą namiętności. Niania zdawała sobie sprawę, że jego śmierć była dla Niny katastrofą życiową i być może, zabraknie jej siły, aby się podnieść po tym ciosie. Tym bardziej dziwny był ten jej spokojny i szybki sen. Jaga postanowiła, że po północy zajrzy do sypialni i sprawdzi, czy Nina śpi, a nie płacze z głową okrytą kołdrą, jak to miała zwyczaj robić, kiedy przeżywała wielkie zmartwienie.
   Siedząc przy ciepłym piecu, w dużym wolterowskim fotelu z zagłówkami, Jaga wyciągnęła przed siebie opuchnięte nogi i zaczęła odmawiać litanię do Przemienienia Pańskiego, a potem do Matki Boskiej Bolesnej, prosząc Ją o zmiłowanie i łaskę przetrwania dla Niny, oraz spokój duszy dla poległego pana. Odmówiła kilka modlitw za zmarłych i poczuła, że jest już bardzo zmęczona nieprzespaną nocą, całodzienną krzątaniną i długim dniem, pełnym płaczu i rozpaczy.
Poduszki były takie miękkie, kaflowy piec promieniował ciepłem, wygodny fotel zapraszał do drzemki. Porywisty wicher huczał w koronach drzew i wył w długich korytarzach pałacu, hulał po polach, niosąc kłębowisko śnieżnej zamieci. Wichura taranem biła w ściany domu, targając okiennicami z oszalałym skowytem. Pałac pełen był cichych szeptów, stłumionych płaczów i ciężkich westchnień. 
W pokoju służbowym i izbie czeladnej, zbite w kupkę kobiety, niby przerażone kuropatwy, nieprzytomnymi głosami odmawiały niekończące się litanie za umarłych. Serce Jagi przeniknęła nagła trwoga, lecz zmęczenie było silniejsze od troski. Jej głowa kiwnęła się raz i drugi. Ziewnęła, kreśląc na ustach znak krzyża i usnęła płytkim, nerwowym snem, sama nie wiedząc kiedy
  -Jezu, mój Ty, Jezu! - wzdychała przez sen, układając się wygodniej w fotelu.
Nie wiedziała, jak długo trwała ta drzemka. Nagle usiadła wyprostowana i zupełnie przytomna. Mogłaby przysiąc, że usłyszała wyraźnie wezwanie jakiegoś głosu, jakby ktoś stał przy niej. Czuła przy sobie czyjąś niewidzialną obecność.
- Wielki Boże, co to było? - zadała sobie pytanie pamiętając, że ktoś ją wołał, choć w pokoju nie było nikogo i tylko za oknem szalała burza śnieżna.
   Jaga była odważna, ale teraz poczuła, że krew zastyga jej w żyłach i włosy podnoszą się na głowie. Po raz pierwszy w życiu zetknęła się z czymś, czego rozum nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, ale co w prostych duszach nie budziło zdziwienia. Wyprostowała się śmiertelnie przerażona, wypuszczając z ręki różaniec. Blada i drżąca, pełna nieopisanego lęku, porwała się jak szalona.
- O Maryjo Najświętsza! Nina! - krzyknęła i wybiegła z pokoju.
Zadyszana, bez tchu, przypadła do drzwi sypialni i nacisnęła klamkę. Drzwi nie ustąpiły, zamknięte wewnątrz na klucz.
- Nina, otwórz! Na miłość boską, otwórz! Córeńko, odezwij się, otwórz mi drzwi! - krzyczała, szarpiąc klamką i waląc pięściami.
Ale z sypialni nie dochodził żaden odgłos. Jaga pochwyciła taśmę dzwonka i szarpnęła tak mocno, że ją urwała. W całym domu rozległ się przeraźliwy dźwięk dzwonka, stawiając domowników na równe nogi. Z buduaru wpadła zaspana Mira, osłaniając nocną koszulę szalem. Przybiegł Paweł i młodszy lokaj, a za nimi Kumosia.
- Co się stało?- Mira otwarła szeroko oczy, widząc Jagę miotającą się pod drzwiami sypialni.
- Trzeba natychmiast wyważyć te drzwi! - zawołała Jaga z rozpaczą. - Pewnie Ninie przydarzyło się coś strasznego. Biegnę po doktora.
Setkowicz tej nocy spał jeszcze w pałacu, w pokoju, gdzie znajdował się poprzednio lazaret, bo tam było napalone. Chrapał w najlepsze, kiedy obudziło go głośne dobijanie się do drzwi.
- A kogo tam czort niesie? - stęknął rozespanym głosem. - Nie, w tym domu budzenie człowieka stało się nałogiem. - narzekał, wysyłając w myślach intruza do wszystkich diabłów.
- Doktorze! - usłyszał głos Jagi, pełen rozpaczy i najwyższej trwogi. - Nie wiem, co robić. Nina zamknęła się w sypialni na klucz i wcale się nie odzywa!
- Bo zasnęła po zażyciu silnego lekarstwa! - odburknął, ale coś mu mówiło, że to nie jest normalny sen. Zaczął się śpiesznie ubierać i wszystko leciało mu z rąk. W rezultacie wybiegł wpół nagi, zakrywając się płaszczem i taszcząc swoją lekarską walizeczkę.
- Ona nie ma zwyczaju zamykać się na klucz. - zawodziła Jaga. - O Jezu, ja przeczuwam, że coś jej się stało!
"Co za bezmyślne bydlę ze mnie!" - pomyślał Setkowicz i paskudnie zaklął. Drzwi do sypialni nie były jeszcze wyważone, bo czekano na Jagę, a jeden lokaj nie dałby rady tego zrobić. Zanim nadbiegli inni służący i sam pan kuchmistrz, przy drzwiach zebrał się spory tłumek domowników, rozespanych i zdenerwowanych oczekiwaniem na nowe nieszczęście. Jaga ciągle płakała, nie mogąc się uspokoić. Mira próbowała ją pocieszać, lecz robiła to nieprzekonująco, bo sama była roztrzęsiona wypadkami ostatnich dni.
Czterech silnych mężczyzn naparło na drzwi sypialni, pchając je z całej siły ramionami. Biało-złote podwoje z trzaskiem otwarły się szeroko. Setkowicz wpadł pierwszy do sypialni i rzuciwszy okiem na łoże, rozkrzyżował ramiona, zasłaniając sobą wejście.
 - Niech wszyscy stąd wyjdą! - rozkazał podniesionym głosem, a w jego oczach odmalował się dziki strach. - Wynoście się, nie potrzeba mi tu gapiów. Panie zostaną! - wskazał palcem na Jagę, Mirę i Kumosię.- Proszę prędko zaparzyć mocnej kawy i przygotować gorącą kąpiel!
Jaga z krzykiem przypadła do łoża i pochwyciła Ninę w ramiona. Ale ona bezwładnie leciała jej przez ręce. Twarz miała trupią i wpółprzymknięte oczy. Pomiędzy gęstymi rzęsami martwo połyskiwały białka, otwarte usta sprawiały przykry widok. Całe jej ciało było już chłodne, a rozrzucone ramiona sztywne. Na dywanie obok łóżka, leżała pusta butelka po lekarstwie. Setkowicz spostrzegł ją, podniósł i nieznacznie schował do kieszeni. Szorstko odsunął szalejącą z rozpaczy nianię i pochyliwszy się, przycisnął ucho do piersi Niny. Długo nadsłuchiwał, aż wydało mu się, że słyszy leciutkie kołatanie serca, ale puls był niewyczuwalny.
- Lustro! - szepnął, oddychając głęboko i podnosząc się znad łoża. Mira podała mu lusterko, które przyłożył do ust Niny. Z ogromną radością dostrzegł na jego gładkiej powierzchni, delikatną mgiełkę.
- Żyje! - powiedział cicho. - Teraz jej życie jest w naszych rękach. - zwrócił się do kobiet, patrzących na niego z nadzieją.
- Co mamy robić, doktorze? - spytała Mira, gotowa natychmiast pośpieszyć Ninie z pomocą.
- Niech pani przygotuje gorące okłady, musimy pobudzić krążenie. Tylko szybko, bo ona umiera. Potem gorąca, mocna kawa i kąpiel.
Kobiety rozbiegły się, a Setkowicz usiadł na łóżku, wpatrując się w siną, trupią twarz Niny z miłością i bólem.
- Jakże ja mogłem tego nie przewidzieć? - rzekł do siebie. - Dlaczego to zrobiłaś? Nie żal ci było życia? Jesteś taka piękna i młodziutka, ale strasznie głupia. A ze mnie debil i zbrodniarz nie lekarz! Dałem ci truciznę do ręki i poszedłem spać.
Z walizeczki wyjął butelkę z lekarstwem i nalał kilka kropli do wymytego uprzednio kieliszka. Wlał lekarstwo w rozchylone usta nieprzytomnej Niny. Potem odrzucił okrywającą ją kołdrę i energicznie zaczął masować jej serce, dłonie i stopy.
- Masujcie ją dalej. - polecił Mirze, ocierając pot z czoła. - Niech mi pani poda te gorące okłady.
Z przyniesionej przez Mirę miednicy, wyjął parujący ręcznik i położył go Ninie na sercu.
- Nie mogę jej sondować żołądka, bo jest nieprzytomna i mogłaby się sondą udusić. Zastosowałem tylko emetyk. Niech ją pani mocniej masuje, od tego zależy jej życie.
- Zawołam pokojówki, żebyśmy się mogły zmieniać. - oświadczyła Mira i otworzyła drzwi.
Zebrana pod nimi służba przekonana, że pani nie żyje, zaczęła wniebogłosy lamentować, aż echo ich płaczów rozlegało się w całym pałacu. Setkowicz porwał się i wypadł na korytarz jak wściekły.
- Cicho, do jasnej cholery! - wrzasnął z furią, wygrażając im pięścią. - Pani zasłabła, ale przeżyje, jeżeli nie skrócicie jej życia tym wyciem!- odwrócił się i huknął im drzwiami przed nosem.
   Usiadł ponownie przy Ninie i zaczął ją brutalnie bić po twarzy. Przez dłuższy czas nie dawała znaku życia. Zaczął już tracić nadzieję, kiedy lekko westchnęła i z jękiem otworzyła oczy. Zaledwie zdążył podstawić miednicę, zaczęła gwałtownie wymiotować. Wiła się z bólu, stękała i rzucała, miotana skurczami mięśni.
- W ostatniej chwili! - mruknął doktor do siebie, podtrzymując jej głowę.
Mira okładała ją kompresami, stosując masaż rąk i nóg, na zmianę z Ulisią, dwiema pokojówkami i Jagą. Kumosia pilnowała lokajów, znoszących gorącą wodę do wanny w łazience. Na maszynce spirytusowej zaparzyła bardzo mocną mokkę. Do wody na kąpiel wsypała sobie tylko znane zioła o aromatycznym zapachu. Zadowolony doktor podziękował kobietom skinieniem głowy.
- Jak przestanie wymiotować, zaniesiemy ją do kąpieli. Trochę pochoruje, ale będzie żyła.
Jaga przysiadła przy sinej z bólu, jęczącej Ninie i gładząc jej drżące z męki ramiona, z płaczem czyniła jej wyrzuty:
- Córeńko, coś ty najlepszego zrobiła? Niedobre dziecko, jak mogłaś zapomnieć o mnie? Chciałaś mnie pozostawić samą na świecie? Tak mało dla ciebie znaczę?
- Niech jej pani nie dręczy, bo to moja wina. - przyznał się Setkowicz ze skruchą. - Powinienem przewidzieć, do czego ta idiotka jest zdolna! Dałem jej lekarstwo na sen, które w nadmiarze jest trucizną i powiedziałem jej o tym. Całe szczęście, że w butelce było niewiele lekarstwa, bo w przeciwnym razie już by nie żyła.
Mira posłała mu chmurne spojrzenie.
- Jako lekarz skompromitował się pan w moich oczach!- warknęła, urażona jego bezceremonialnym sposobem wypowiadania się o Ninie. - Na przyszłość zechce się pan wyrażać nieco uprzejmiej o chorej, nieszczęśliwej damie.
- Gwiżdżę na wszystkie damy! - oświadczył z lekceważeniem. - Dla mnie to nie żadna dama, ale osoba pozbawiona piątej klepki! No, masujcie ją mocniej, zamiast wygadywać głupoty. Ach, te baby!
- Przestańcie mnie męczyć .. - jęknęła Nina, próbując wyrwać się z jego silnych rąk. - Chcę umrzeć.
- Jeszcze czego! Po moim trupie. - doktor siłą posadził ją na łóżku i wsunął na jej stopy pantofelki. - Dajcie jej peniuar. Tak, a teraz pójdziemy sobie na mały spacerek. Mira....albo nie. Pani Jago, proszę zawołać Pawła. Chłopak się zasiedział, więc będzie miał trochę ruchu. No, szybciutko!
Zaledwie zdumiona Mira zdążyła narzucić na Ninę peniuar, gdy Setkowicz kazał zaspanemu lokajowi ująć panią pod ramię. Sam chwycił swoją pacjentkę wpół i obaj mężczyźni zaczęli biegać z nią po pokoju, zmuszając wpółprzytomną Ninę do ruchu. Początkowo nie reagowała, a jej nogi wlokły się bezwładnie po posadzce. Lecz stopniowo siły zaczęły jej wracać, ale nie chciała biegać, opierała się i wyrywała z ich rąk. Trzy kobiety przypatrywały się temu w osłupieniu.
- Doktorze, co pan robi? - zaprotestowała Jaga. - Przecież ona jest chora!
Dysząc ciężko spojrzał na nią, nie przerywając biegu.
- Chce pani, żeby żyła? Więc proszę mi nie przeszkadzać!
- Niech mnie pan puści! - jęczała Nina, ledwie wlokąc nogi. - Chcę się położyć. Sadysta! Okrutnik! Jest pan gorszy od cara!
- Ja jestem gorszy od cara? - zdumiał się. - Przecież właśnie ratuję pani życie!
- Nikt pana o to nie prosił. Ja nie chcę żyć.
Doktor nie przejmował się jej skargami i przyśpieszył biegu, zmuszając ją żeby zaczęła się samodzielnie poruszać.
- W ten sposób w armii rosyjskiej uzdrawia się samobójców! Ona chce umrzeć! - parsknął ze złością. - Patrzcie ją, a dużo się pani nażyła? Smarkula! Jeszcze jedno takie głupie słowo, a zaaplikuję pani lewatywę!
    Wszystkie panie wydały okrzyk zgrozy.
- Jak pan śmie? - Nina szarpnęła, chcąc wyrwać się z jego ramion, ale jej nie puścił.
- Śmiem! Za to, co pani zrobiła, należy się pani surowa kara. Zawiodła pani moje zaufanie i przestałem panią lubić.
Jakiś czas galopowali po sypialni i buduarze, aż opadli z sił, spoceni i zadyszani.
- No, na dzisiaj wystarczy.- oznajmił Setkowicz, ocierając kroplisty pot z twarzy. - Dziękuję. Niech Paweł idzie się wyspać. Tylko proszę trzymać język za zębami, bo jak się z czymś wygadasz, to tobie zastosuję lewatywę! - zagroził wystraszonemu chłopakowi i wypchnął go z pokoju.
   Kazał Ninie wypić kawę, pochwycił ją na ręce i głośno sapiąc, zaniósł do łazienki. Leżała w gorącej wodzie zanurzona po szyję i kompletnie wyczerpana. W roztargnieniu, Setkowicz zapomniał zdjąć z niej peniuar i koszulę. Dopiero kiedy leżała już w wannie, zaczął ją niezdarnie rozbierać.
Jaga rzuciła się na niego jak lwica broniąca młodych.
- Ja sama to zrobię! Niech pan wyjdzie. - rozkazała, zasłaniając sobą Ninę.
- Ale dlaczego? - spojrzał na nią zdziwiony.- Przecież jestem lekarzem.
- Nie szkodzi. Niech pan wyjdzie. - powtórzyła Jaga zmęczonym głosem. - Jak wyjmiemy ją z kąpieli, to pana zawołamy.
- Dajcie jej mleka. - popatrzył na nianię z politowaniem i wyszedł wzruszając ramionami.
W korytarzu stali domownicy, w napięciu oczekując wiadomości o zdrowiu pani.
- Możecie już iść spocząć. - powiedział, wycierając wierzchem dłoni wilgotne czoło. - Pani lepiej się czuje.
Rozchodzili się wolno, szeptem komentując lawinę nieszczęść, jaka zwaliła się na młodą dziedziczkę. W całym domu znowu zapanowała cisza, tylko wichura wyła za oknami zasypując śniegiem pałac i park. Setkowicz usiadł na krześle i przymknął powieki.
- Gdybym ciebie tak nie kochał, dziewczyno, to bym cię wcale nie ratował. Nie będziesz miała łatwego życia, nie... - wyszeptał do siebie przecierając oczy, w których szkliły się łzy.
              ------------------------------------------                                                                                    
   Następnego dnia Nina obudziła się koło południa. Była bardzo słaba i bezgranicznie smutna, ale przytomna i opanowana. Resztę nocy przeleżała w ramionach Jagi. Niania położywszy się przy niej, objęła ją mocno i przytuliła do siebie, jak niegdyś, gdy mała dziewczynka była chora, płakała i bardzo bała się ciemności. Nie robiła jej żadnych wymówek, tylko pieszczotliwie gładziła krótkie włosy i cicho mruczała kołysankę. Tę samą, co przed laty:
                            O gwiazdeczko, coś błyszczała, gdym ja ujrzał świat.
                            Powiedz czemu, gwiazdko mała, twój promyczek zgasł.
   Nina wtuliła się w jej ciepłe, kojące ramiona, znajdując pewną ulgę w cierpieniu. Obudziwszy się, skonstatowała z przerażeniem, że czuje głód! Była tym odkryciem prawdziwie wstrząśnięta i czuła do siebie pogardę stwierdziwszy, że jej organizm funkcjonuje normalnie. Tak, jakby nic się nie wydarzyło!... Jaga przyniosła jej talerz zacierek na mleku, a ona nie mogła się oprzeć i zaczęła jeść, przeklinając się za każdą przełkniętą łyżkę zupy. Uważała, że jest to podłość wobec nieżyjącego męża, bo nie powinna ani jeść, ani pić, tylko spoczywać obok niego martwa. 
  Setkowicz polecił Jadze, do każdego posiłku podawać chorej kieliszek czerwonego wina, na wzmocnienie. Wypity alkohol nieco ją ożywił, a na śmiertelnie blade policzki wypłynął delikatny rumieniec. Na ten widok Jaga wykrzyknęła w duchu: "Alleluja!" i odmówiła dziękczynną modlitwę do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Przysięgła sobie, nigdy więcej nie zostawiać Niny samej i nie pozwolić, aby w samotności ponownie naszły ją okropne myśli i desperacja, które pchnęły ją do samobójstwa.
   Wsparta na wysoko ułożonych poduszkach, Nina patrzyła na taras zasypany świeżo spadłym śniegiem. "Jak to możliwe, żeby po takiej nocy, jak ta wigilijna, następował normalny dzień i życie toczyło się dalej?" Przyszło jej na myśl, że Aleks już nigdy nie wejdzie tymi drzwiami do jej sypialni. Skurczyła się, ogarnięta na nowo falą bezgranicznej rozpaczy. Z jękiem zwymiotowała zjedzoną zupę. W uszach miała szum, jakby huk wzburzonego morza i znowu bardzo rozbolała ją głowa. Zmartwiona Jaga przywołała pokojówkę i kazała umyć panią i zmienić pościel. Potem usiadła obok niej i trzymała ją za rękę, przypatrując się swojej dziewczynce z prawdziwie matczyną miłością. Nina w krótkiej fryzurce, wyglądała jak młodziutka pensjonarka, delikatnie i uroczo.
- Córeńko, nie zrobisz tego więcej, prawda? Mój słodki skarbie, nigdy więcej. Przysięgnij mi!
- Człowiek nie zna samego siebie, nianiu. Są sytuacje, jakich rozum ludzki znieść nie może.
- Kochanie, nie pomyślałaś o dziecku. Masz córeczkę i musisz dla niej żyć.
Dziecko! Aleks był taki dumny z córeczki i tak gorąco ją kochał. Przypomniała sobie jego uśmiechniętą twarz i pełne czułości spojrzenie, kiedy pokazywał jej fotografię dziewczynki."O mój Aleczku!"... Żołądek znowu podszedł jej do gardła. Zacisnęła powieki i sine wargi, z całej siły ściskając rękę Jagi.
- Cicho, już cicho, dziecinko, uspokój się. - niania przytuliła jej głowę do piersi i kołysała ją, jak do snu.
   Ale Nina ponownie wpadła w apatię i zaczęła wpatrywać się w okno nieruchomym spojrzeniem, wyrażającym całkowitą obojętność na wszystko, co się wokół działo.
- Mała mnie nie potrzebuje. - odezwała się po dłuższej chwili. - Binia okazała się cudowną matką. O wiele lepszą, niż ja bym nią była kiedykolwiek. Miałam w życiu tylko ciebie i Alka. Ale los odebrał mi go równie bezlitośnie, jak niegdyś ojca, matkę, synka i mój dom rodzinny. A potem ciocię Teklę, Jasia i wszystkich innych, których kochałam. Jeżeli przeżyję, to tylko dla ciebie, bo zresztą nie mam w życiu żadnego celu, ani żadnej motywacji. Mogę istnieć lub nie, mego męża to już nie wzruszy. Jego nie ma i moja rozpacz nie dociera do niego.
   Jaga wstała i aż poczerwieniała z emocji.
- Mylisz się, dziecko! - oświadczyła z mocą. - Ja wiem, że ty mi nie uwierzysz. Pomyślisz sobie, że coś mi się przyśniło, bo spałam. Ale ja jestem pewna, że to pan uratował ci życie! Mnie również, bo gdyby ciebie zabrakło, to i ja powędrowałabym za tobą.
Nina rozwarła szeroko oczy i patrzyła na nią z najwyższym zdumieniem.
- Nie rozumiem. O czym ty mówisz?
    Jaga namyślała się, czy wolno jej narazić Ninę na nowy, silny wstrząs, lecz uznała, że lepsze będzie jedno mocne wzruszenie, od tej okropnej rozpaczy i apatii, mogącej ją znowu popchnąć do samobójstwa.
- Byłam taka zmęczona, że zasnęłam w fotelu, bo nie chciałam się kłaść do łóżka, jakbym coś przeczuwała. Z tego snu obudził mnie głos! Ktoś do mnie wołał i choć w pokoju byłam sama, czułam czyjąś obecność. Dziecko, przysięgam ci na zbawienie duszy, na twoje życie, że to był głos naszego pana! On nie chciał żebyś umarła, jestem tego zupełnie pewna.
    Nina strasznie zbladła i z niedowierzaniem potrząsnęła głową.
- To był tylko sen, nianiu. Wiatr czasem wydaje takie dziwne odgłosy, a wtedy była zamieć. Widzisz, ja go błagałam, żeby mi dał jakiś znak, ale odpowiedzią było tylko grobowe milczenie. Umarli nie wracają, nianiu.
- To był z pewnością głos pana. - Jaga nie zamierzała ustępować. - Gdyby mnie nie obudził, spałabym dalej, a ty byś umarła. O Jezu, nigdy sobie tego nie daruję! - wykrzyknęła przejmującym głosem i rozpłakała się głośno.- Spałam jak to bydlę nieczułe, a moje ukochane dziecko umierało!... Maryjo Matko święta....O, pani Helena z pewnością mi tego nie wybaczy. Ja jej na krzyżu przysięgłam, że nigdy cię nie opuszczę w potrzebie. Będę przy tobie w złym i dobrym, a pozostawiłam ciebie samą, w najgorszej, najcięższej chwili twego życia. Żeby nie głos świętej pamięci pana, rano znaleźlibyśmy ciebie martwą! - odetchnęła i powiedziała z dziwnym uśmiechem: - Modliłaś się o znak, więc ci go dał!
Grottger.  Duch.
   Nina uniosła się i spojrzała jej w oczy. Była bardzo blada, a niewiara w to, co usłyszała, walczyła w niej z nagle obudzoną szaloną nadzieją.
- Nianiu, przysięgnij mi, że nie próbujesz mnie pocieszać. Że nie wymyśliłaś sobie tego, aby podnieść mnie na duchu. Naprawdę słyszałaś głos Alka?
Jaga zdjęła ze ściany mały hebanowy krucyfiks i z powagą położyła na nim dwa palce.
- Jak pragnę mieć Boga przy skonaniu, przysięgam! Słyszałam głos pana i czułam przy sobie jego obecność. To on mnie obudził! Ja wiem, moje ukochane dziecko, że jest ci ciężko, że twoje biedne serce pęka z bólu. Ale nie wolno ci myśleć, że jego już wcale nie ma. Wierz mi, choć niewidzialny, nadal czuwa nad tobą. Mów sobie: "On odszedł, jakby wyjechał w daleką podróż, ale nadejdzie dzień, że połączę się z nim na zawsze i razem pójdziemy tam, gdzie nie ma bólu, ani cierpienia i śmierci".Uwierz mi, że dopiero wtedy połączysz się z panem na wieczność.
Nina rzuciła się twarzą na poduszki, czując w głowie zamęt. Nie wierzyła, aby ktoś mógł powrócić z nicości. Niegdyś, jako młoda panienka, lękała się duchów, bała się upiora Pauli, miewała przeczucia i prorocze sny. Lecz po ślubie, pod wpływem przeczytanych naukowych książek i sceptycyzmu męża, zaczęła wątpić w życie pozagrobowe. A może niania jednak nie uległa złudzeniu i naprawdę słyszała głos Aleksa? To by znaczyło, że choć jego ciało rozsypie się w proch, on istnieje, że nie utraciła go na zawsze. "Duch mój jak anioł otacza cię wszędzie!" - przypomniały się jej słowa wiersza, ostatniego podarunku męża.
   Spod jej zaciśniętych powiek, wybiegły dwie grube łzy i lśniącą strugą spłynęły po policzkach. Wcisnęła głowę w poduszki i wybuchnęła strasznym płaczem. Szlochała rozdzierająco, trzęsąc się i dławiąc łzami. Nie mogła przestać, jęcząc i szarpiąc włosy.
"Dziękuję Ci, cudowny Panie Jezu, że zapłakała". - pomyślała Jaga. Obawiała się, że ta zapiekła rozpacz może Ninę zniszczyć, ale słysząc jej przeraźliwe jęki przelękła się, że przedobrzyła. Po ciężkim ataku nerwowym Nina zemdlała, dopiero Setkowicz przywrócił ją do przytomności. Była ogromnie osłabiona, lecz z jej oczu zniknął ten okropny wyraz martwoty, który wielce go niepokoił.
   Opanowawszy ból, Nina przyrzekła sobie, nigdy więcej nie wracać myślami do potwornej nocy wigilijnej, i raz na zawsze wymazać z pamięci straszliwe obrazy, widziane w leśnym obozie. Odepchnęła od siebie myśli o śmierci męża i rozważania o tym, co czuł i co myślał, tocząc rozpaczliwą walkę, swój ostatni bój. Pewna była, że duchem był wtedy przy niej i dziecku. Może naprawdę widziała go oczami duszy w czasie Pasterki, może myślał o niej w czasie swej ostatniej walki i żegnał się z nią? Po wpływem silnej autosugestii, jej świadomość zaczęła wymazywać z pamięci potworne chwile przeżyte na Łysej Polanie i ponure obrazy pogrzebu męża. Zdecydowała, że musi o tym zapomnieć, bo inaczej oszaleje, lub ponownie targnie się na życie.
   Ilekroć powracała myślą do okrutnych wspomnień, czuła w mózgu ogień i przeszywający ból głowy. Zastanawiała się, dlaczego nie odnalazła przy mężu ciała Tomka? Chłopak z pewnością poległ, broniąc do ostatniej kropli krwi swego uwielbianego dowódcę i przybranego ojca. Wobec tego, trzeba pogodzić się z myślą, że biedny chłopak spoczął razem z innymi powstańcami na dnie bagna. A może dostał się do niewoli i zostanie stracony? Nie miała możności, żeby się o tym przekonać.
   Setkowicz wyjechał z samego rana do Brzezińca, lecz powrócił w samą porę, by ocucić ją po ataku płaczu. Stwierdziwszy, że poczuła się nieco lepiej, zaczął wypytywać o różne sprawy majątkowe, ale ona odpowiadała mu półsłówkami przekonana, iż nie widzi dla siebie celu w życiu. Zauważywszy jej obojętność, doktor wyszedł zbadać Maćka i zmienić mu opatrunek. Zajrzał do młodego kozaka i stwierdził, że rana dobrze się goi i chłopak wkrótce wyzdrowieje.           Powrócił do sypialni i usiadł przy łóżku.
- Zawiodłem się na pani. - powiedział gniewnie. - Miałem panią za kobietę silną i odważną. Tymczasem pani tchórzliwie usiłowała uciec z tego świata, nie troszcząc się o tych, co panią kochają.
- Bo mniej lękałam się śmierci, niż życia, jakie mnie teraz czeka. - wyszeptała, podnosząc na niego bezgranicznie smutne oczy.
- A wyobraża sobie pani, że mąż pragnąłby pani śmierci? On panią kochał i pragnął panią chronić. Ja również pani zaufałem, a pani mnie zawiodła.
- Przepraszam.- powiedziała słodko.- Wiem, że postąpiłam egoistycznie, nie myśląc o biednej niani, o Mirze, o moim domu, ale rozpacz była silniejsza ode mnie. Pan nie rozumie, co to znaczy utracić kogoś, kto był całym sensem życia.
- Kto wie, może i rozumiem.- odpowiedział z takim wymownym wyrazem twarzy, że Nina zmieszała się i spuściła oczy.
- Najstraszniejsza jest dla mnie świadomość, że nie pożegnałam się z mężem i rozstaliśmy się skłóceni. Wprawdzie potem wszystko sobie wyjaśniliśmy, ale nie mogę sobie wybaczyć, że odszedł z domu bez pożegnania.
Grottger  Pożegnanie powstańca
 Setkowicz miał nieszczęśliwą minę.
- Proszę mi tego nie pamiętać, bo i tak jest mi cholernie przykro. To moja wina i nigdy sobie tego nie daruję. Ale stało się i już tego nie zmienimy.
- Nie, to była tylko moja wina. - westchnęła.
- Proszę się nie oskarżać, bo to ja zachowałem się jak debil. Po prostu brak mi ogłady i koniec! Pan pułkownik wielkodusznie wybaczył mi moje chamstwo i z pewnością nie chował do pani urazy wiedząc, jak bardzo pani go kocha. Przecież szedł do pani w tę noc.
- Dziękuję, że pragnie mnie pan pocieszyć. - szczególny blask rozjaśnił jej smutne oczy.
- Ja? Przecież pani wie, że nie znoszę czułostkowości. Chcę panią przekonać, że przeżyła pani wielką, odwzajemnioną miłość. Takie uczucie niewielu ludziom dane jest przeżyć. Aha, jutro wyjeżdżam do Brzezińca . Maciek czuje się lepiej, a stan tego młodego kozaka także się polepszył. Będę tu przyjeżdżał co drugi dzień. Niech pani jedzie ze mną do Siekielskich, oni oczekują pani. Ojej, zapomniałem przekazać list od pani Zofii. To jak będzie? Pojedzie pani ze mną?
- Może za jakiś czas wybiorę się z Makowa na kilka godzin, ale jeszcze nie teraz. Co z moim Walentym? Mówiono mi, że jest chory.
   Setkowicz spoważniał, a jego oczy pełne były ciepła.
- To był za silny cios na jego stare serce. Ma się już lepiej, ale należy go oszczędzać.
- Proszę, niech go pan ode mnie uściska i powie, że go bardzo kocham. - Nina zaczęła się odrobinę rozluźniać.
   Minęło sporo czasu od chwili, kiedy ostatni raz rozmawiała tak spokojnie. I to z mężczyzną, który czasami doprowadzał ją do szewskiej pasji. Przekonała się jednak, że Setkowicz jest najlepszym człowiekiem i potrafi słuchać. Zadawał jej mnóstwo pytań i sprawiał wrażenie zainteresowanego jej odpowiedziami. Pragnął odwrócić jej myśli od nieszczęścia, kierując rozmowę na tematy zawodowe. Była mu wdzięczna za jego starania.
- Jaka szkoda, że przenieśliście lazaret. Przynajmniej miałam jakieś zajęcie. Teraz będzie mi tego brakowało, doktorze. Pana również, bo wiem, że tracę w panu wypróbowanego przyjaciela. Zaciągnęłam u pana dług wdzięczności, jakiego nigdy nie potrafię spłacić. - powiedziała, podając mu rękę.
- No przecież jeszcze się zobaczymy. - ucałował jej dłoń i pośpiesznie opuścił sypialnie.
Na korytarzu natknął się na Mirę i przystanął.
- Pilnujcie jej, bo depresja może powrócić. - ostrzegł.
- Uważa pan, że mogłaby raz jeszcze targnąć się na życie? - przelękła się Mira.
- Obawiam się tego. Wraz ze śmiercią pułkownika, straciła źródło energii i cel w życiu.
- Ma jeszcze dziecko. - przypomniała.
- Owszem, ale nie zauważyłem, żeby je kochała i tęskniła do niego. Była za młoda na macierzyństwo.
   Mira potrząsnęła głową.
- A jednak pan się myli. Jest coś, co Nina kocha równie mocno, jak męża. To Maków! Dopóki ma Maków, będzie żyła, bo to jej druga wielka miłość. Może największa!
Rano pan Bochniak po rozmowie z Jagą, wysłał chłopca do klasztoru w Świętej Katarzynie, zamawiając tam nabożeństwo żałobne za pułkownika i resztę poległych powstańców. Ksiądz nie przyjął pieniędzy, a uroczystą mszę żałobną odprawił zaraz w pierwszy dzień świąt, kiedy rozeszła się wieść o tragedii na Łysej Polanie. 
  Na prośbę Niny, Mira wybrała się do kaplicy grobowej z wielkim bukietem purpurowych róż, chcąc postawić je na ołtarzu, bo nie można było położyć kwiatów na płycie grobowej, by nie zdradzić miejsca pochówku powstańca. Z kaplicy powróciła zapłakana i roztrzęsiona. Pod kratą zamykającą wejście do podziemia, znalazła Grota. Pies nie żył. Możliwe, że zamarzł, a może pękło mu wierne psie serce. Nina nie mogła sobie darować, że zupełnie o nim zapomniała i wpadła w jeszcze większe przygnębienie, oskarżając się, że seter więcej kochał swego pana, niż ona męża. Grot nie przeżył jego śmierci, a ona żyje....     
   Wybuchnęła płaczem i zaczęła się miotać na łóżku. Setkowicz naprawdę się przestraszył i najsurowiej zakazał mówić jej o jakichkolwiek złych nowinach. Ostrzegł, że coś takiego może ją po prostu zabić. Pozostał dłużej w Makowie i wieczorem, osobiście odmierzył jej sporą dawkę luminalu na sen, pilnując aby go przy nim zażyła. Pojechał pod wieczór do Brzezińca, lecz wrócił do Makowa po dwóch godzinach, nie chcąc pozostawiać Niny bez opieki lekarskiej.
   Luminal podziałał i Nina poczuła się bardzo senna. Przez przymknięte powieki obserwowała, jak Jaga krząta się po sypialni, przygotowując się do spoczynku. Narzuciwszy grubą wełnianą, mięciutką chustę na nocną koszulę, niania uklękła przed obrazem Matki Boskiej i długo odmawiała pacierze.
- Dziecinko, - odezwała się, przerywając modlitwę. - Może zmówisz pacierz za spokój duszy pana?
   Przezwyciężając niechęć, Nina złożyła dłonie i odwróciła się ku obrazowi. Ale gdy Jaga zaczęła głośno odmawiać modlitwę:
- Wieczne odpoczywanie, racz dać Jezu Chryste, naszemu ukochanemu panu.....-
Nina chwyciła się za serce i krzyknęła z rozpaczą:
- Dosyć! Ja nie chcę! Nigdy więcej nie módl się przy mnie za niego!
   W jej szeroko rozwartych oczach odmalował się tak straszny wyraz cierpienia, że niania porwała się z klęczek i przypadła do niej, przepraszając i błagając, żeby się uspokoiła. 
  W tym momencie do Niny dotarło w pełni przeczucie wiecznej samotności, której nikt i nic nie wypełni. Niania poczuwając się do winy, niemal całą noc czuwała nad nią, lecz ona wypłakawszy się usnęła i rano obudziła się silniejsza. Zjadła trochę zupy i postanowiła wstać i udać się do kaplicy. Ale zanim zdążyła podnieść się z łóżka, lokaj zameldował, że wielmożny pan rządca prosi o rozmowę. Nina powitała pana Bochniaka słabym uśmiechem, zauważywszy, że był bardzo przygnębiony śmiercią hrabiego, która i dla niego była ciężkim ciosem. Zaledwie dawał sobie radę ze służbą, zdemoralizowaną pogromem leśnego obozu i śmiercią najbliższych. 
  Przyszedł do Niny wiedząc, że młoda dziedziczka cieszy się u ludzi ogromnym autorytetem. Pan Bochniak ucałował jej dłoń i usiadł na wskazanym krześle.
- Jakże się pani hrabina dziś czuje? - zapytał siadając. - Cała moja rodzina łączy się w bólu z panią hrabiną i przesyła serdeczne życzenia zdrowia.
- Pięknie dziękuję. Cóż, trudno, żebym się czuła znakomicie, ale trochę lepiej. Co słychać, kochany panie Bochniak?
- Niedobrze. Ludzie się zbiesili i trudno ich zapędzić do pracy. Kończą się zapasy, a pieniędzy w kasie nie przybywa. Nie ma co sprzedać i nie ma za co kupić. Zameczek spalony, Borek ledwie zipie, a choć poczciwy Olszak się stara, sam wszystkiemu nie podoła. W Lipieńcu siedzą Moskale i już wypędzili starą służbę, a pan Marcinkiewicz musiał uciekać do Galicji. - westchnął i pogładził dłonią łysinę.
- Zapasy przepadły? - spytała Nina, ściągając brwi.
- Tak jakby. Pozostało trochę zboża i ziemniaki, ale to za mało na obsianie tylu hektarów.
- Rozumiem.
    Nina odchrząknęła, ożywiła się i usiadła na łóżku, a w jej beznadziejnie smutnych oczach pojawił się błysk, dobrze znany panu rządcy. 
- Głowa do góry, panie Bochniak! Byle dotrwać do końca powstania. Jak tylko nastanie pokój, natychmiast wybiorę się do Warszawy i każę z Paryża przelać trochę pieniędzy do banku pana Kronenberga. Wprawdzie budynki zniszczone, lecz ziemia przez to nie traci na wartości, prawda? Razem pojedziemy do mojej Kaniówki i do reszty majątków nad Bugiem. Przecież tam było mnóstwo zakładów, Moskale wszystkiego zniszczyć nie mogli. Zboże dostaniemy u pana Siekielskiego, bo jego Moskale nie okradli do tej pory. Mniejsza o Lipieniec, nigdy nie miałam wielkiej nadziei na spadek po pani wojewodzinie. Ale nasze folwarki odbudujemy - wszystkie! Nie zaraz, stopniowo, przecież mamy cegielnię, więc wapno i cegły będziemy mieć darmo. Mamy także własne drewno, a to już dużo. Po powstaniu, ruszy odbudowa zniszczonych miast i wsi, wtedy cegła i drewno będzie w cenie. Zarobimy na chleb i kupimy, co trzeba. Musimy również pamiętać o rodzinach poległych powstańców i pomóc im ponownie się zagospodarować.
   Jej głos przybrał na sile, mówiła stanowczym tonem, snując plany na przyszłość. Zdawała sobie sprawę, że na jej barki spadł ogromny ciężar odbudowy i ponownego zagospodarowania zrujnowanego majątku. Ten ciężar będzie sama musiała dźwigać aż do śmierci. Ale choć zrozpaczona i pełna bólu, pewna była że podoła wszystkim obowiązkom. Podniesie wielki majątek z ruiny i pomnoży jego wartość. Miała do pomocy wspaniałych, wypróbowanych ludzi, oddanych jej duszą i ciałem, miała młodość, która sama w sobie jest nadzieją. Odsuwając od siebie myśli o przeżytej tragedii, postanowiła resztę życia poświęcić ziemi, którą ofiarował jej poległy mąż. Pan Bochniak był wniebowzięty i aż podskakiwał na krześle z radości. Ślepo wierzył w swoją młodą panią, w jej rozum i niespożytą energię.
- Tak, tak, naturalnie. - potakiwał. - A kto weźmie Zameczek, po śmierci Grabiszyny?
- Maciek! - oznajmiła bez namysłu. - Jak tylko wyzdrowieje, zabierze się do roboty. Pan mu pomoże, prawda, kochany panie Bochniak?
- Oczywiście. Pani hrabina zawsze może na mnie liczyć, jak na Zawiszę. Tak, Maciek to bystry chłopak i będą z niego ludzie. Kto wie, może kiedyś zostanie po mnie administratorem Makowa?
- Trudno mu będzie panu dorównać.- powiedziała i naraz uprzytomniała sobie, że jednak ma w życiu cel.
  Utrzyma majątki i pomnoży ich wartość, a kiedyś sprowadzi tu córkę, aby dorastała w pobliżu grobu ojca, stając się z czasem wartościową kobietą, godną takiego bohatera.
    Kiedy pan Bochniak wyszedł podniesiony na duchu, do jej pokoju zaczęły pukać kobiety. Utraciwszy najbliższych, przychodziły pożalić się pani i opowiedzieć o swojej rozpaczy. Nina każdej wysłuchała, mimo iż słowa pociechy z trudem przechodziły jej przez usta, wydając się banalnym frazesem. Nie miała ochoty na rozmowę, lecz zmuszała się, by okazać zbolałym kobietom serce i współczucie, pośpieszyć z pomocą pieniężną, lub w razie konieczności z radą.      Była dziedziczką i uważała, że jest to jej obowiązek. Czuła się jeszcze bardzo osłabiona i nie chciało się jej wstać z miękkiego łoża, spod ciepłej atłasowej kołdry. 
   Gdy ostatnia kobieta opuściła sypialnię, przemogła apatię, podniosła się i postawiła stopy na futrzanym dywanie. Koniec słabościom, czas zabrać się do pracy, sprawdzić księgi i kasę! Odtąd sama będzie decydować o wszystkim do końca życia. 
 Jest panią Makowa! Umyła się i przy pomocy smutnej Ulisi, zmieniła koszulę nocną na dzienną, oraz włożyła gorset. Pokojówka zasznurowała ją i narzuciła halki. Jaga wyciągnęła z garderoby czarną, żałobną suknię i czekała, aż Nina pierwsza się odezwie.
- Doktor wyjechał już do Brzezińca? - Nina odruchowo skierowała się ku drzwiom, wyglądając na taras pokryty śniegiem i park w okowach mrozu.
- Jeszcze nie. - Jaga uśmiechnęła się przebiegle. - Wiesz, nasza Mira także wybiera się do Brzezińca, aby pomóc doktorowi pielęgnować rannych! - niania nie miała nic przeciwko temu, aby Setkowicz opuścił już Maków, nawet z panną Lutówną. - Teraz opatrują Maćka i tego młodego kozaka. Rano przyszedł pan wójt i dowiadywał się o twoje zdrowie. Prosił żeby ci powiedzieć, że cała wieś zawsze będzie wierna swojej pani. Biedak, aż się popłakał. Wypij to wino, dziecko, bo pan doktor mówił, że to ciebie wzmocni.
    Ale Nina nie myślała teraz o sobie.
- Bardzo współczuję panu wójtowi, bo jego syn także poległ w bitwie. Nianiu, powiedz mi, gdzie pogrzebano Grota?
- Osobiście dopilnowałam, żeby wykopano mu grób przy samym murze kaplicy. Wiosną posadzimy tam kwiaty. Dobre, wierne psisko.- Jaga nieznacznie otarła oczy.- Widziałam.... - raptownie urwała i zaczęła nadsłuchiwać.
    Z dziedzińca dochodził niezwykły hałas. Rżenie koni i zajadłe szczekanie podwórzowych brytanów. W sieni rozległy się ostre męskie głosy, brzęk ostróg i krzyki bitej służby. Nina śmiertelnie pobladła, a Jaga nie tracąc przytomności umysłu, popchnęła ją w stronę łóżka.
- To Moskale! Kładź się! Nie wstawaj! - rozkazała, przykrywając ją kołdrą po samą szyję. - Mówię ci, leż i udawaj obłożnie chorą. - powtórzyła szorstko, śpiesznie podając jej jedwabna lizeskę1 obszytą koronkami, aby ukryć pod nią gorset i halki.
Przez drzwi na taras, Nina dostrzegła w parku konnych dragonów i domyśliła się, że pałac został otoczony przez wojsko.
1 Lizeska - strojny poranny kaftanik,matinka.