środa, 14 września 2016

Tęsknota i pomoc wiernych przyjaciół.


 14 września 2016 r.
W drugiej połowie listopada na terenie Gór Świętokrzyskich nastała tak ostra zima, jakiej najstarsi ludzie nie pamiętali. Wichry z północy przynosiły zawieje, w których świata nie było widać, ogromne zaspy zalegały drogi i ścieżki, a kiedy niebo przecierało się na chwilę, cały świat lśnił jaskrawą bielą rażącą oczy. Mróz ścisnął ziemię lodowatymi okowami. Oblodzone drzewa łamały się pod okiścią, lub pękały z hukiem od przeraźliwego mrozu. Rzeki, jeziora i strumienie stanęły, skute grubą lodową skorupą. Nawet odwieczne bagna na Łysej Polanie zamarzły.
Zima w Górach Świętokrzyskich.
Zdawało się Ninie, że czas zatrzymał się w miejscu, a dnie mijają jednostajnie i nic nie przerywało ich rozpaczliwej monotonii. Niczym bezlitosna kropla drążąca skałę, niepewność zżerała ją dotkliwie i oczekiwanie na jakąś wiadomość stało się pełne trwogi. Całymi dniami przesiadywała w saloniku, którego okna wychodziły na dziedziniec, nadsłuchując i każdy nadjeżdżający koń, wywoływał szybsze bicie jej serca i pozostawiał rozczarowanie, gdy okazywało się, że nie przynosi wiadomości od męża. Noce również były coraz bardziej nieznośne. Sypiała krótko i źle. Złe samopoczucie i stały niepokój odpędzały sen. W czasie bezsennych nocy, które dłużyły się bez końca, snuła rozliczne przypuszczenia, jedne bardziej szalone od drugich. Być może, na próżno czekała na jakąś wiadomość. Ze względu na ostre mrozy, zaprowadziła w domu oszczędzanie opału i palono tylko w nielicznych pokojach, bo piece i kominki pochłaniały potworne ilości drewna. Poleciła palić tylko w kuchni, w jej sypialni i buduarku, w małej jadalni oraz pokojach służby. Wychodząc do sieni, trzeba było nakładać kożuszki! Mira przeniosła się z piętra i spała w buduarze na sofie. Wszystkie duże sale szczelnie pozamykano. Z powodu ciężkich warunków bytowania, Nina zezwoliła uboższym gospodarzom zbierać w swoich lasach susz i zeschłe oraz połamane drzewka.
Następnego dnia po wyjeździe męża, napisała do niego długi, czuły list, wyjaśniając nieporozumienie i błagając choć o jedno słowo, bodaj tylko znak, że jej wybacza i nie czuje do niej urazy. List wręczyła kurierowi, który przybył do Makowa, przywożąc pieniądze dla doktora i rannych powstańców. Kurier list zabrał i odjechał. Ale mąż nie odpisał. Leżąc nocami w miękkim łożu, w ogrzanym pokoju, podążała myślami za szwadronem jeźdźców, pędzących przez zasypane śniegiem bezdroża. Oczami duszy widziała podążające za nimi kolumny wojska.
Czasami rozpacz zrywała się w niej jak burza i wtedy chciała gonić na Mignon za powstańcami. Ale nie wiedziała gdzie znajdował się obóz Bosaka, ciągle zmieniającego kwatery. Potem ogarniała ją apatia i zwątpienie, gdy uświadamiała sobie, że mąż nie odpowiedział na jej list. Miewała także chwile buntu, kiedy jej energiczna natura zżymała się uniesiona dumą i wtedy przysięgała sobie, że więcej się do niego nie odezwie. Ale po chwili przymykała powieki i jak na jawie widziała jego smutne i przygasłe oczy, kiedy wychodził z buduaru, tak bardzo zraniony jej słowami.
 Wówczas gotowa była na klęczkach prosić go o przebaczenie. Przywoływała w pamięci dziesiątki razy scenę ich kłótni i starała się ją przeanalizować, zastanawiając się, czym mogła go tak dotkliwie urazić, że wrócił do salonu zupełnie odmieniony. W uniesieniu wyznał, iż strzelanie do Rosjan, którzy być może byli jego pułkowymi kolegami, napawa go odrazą. Rozumiała go. Był przecież wychowankiem elitarnego Korpusu Paziów, rotmistrzem czerwonych huzarów gwardii cesarskiej, która zawsze stanowiła o sile Rosji.
Wielki książę Konstanty z oficerami gwardii.
 O tym, co znaczyło być oficerem gwardii, nasłuchała się od męża i Pauli. Byli to wybrańcy, serce armii i chluba narodu. Szaleńcza odwaga, pijaństwo, swawola, hulanki w nocnych lokalach z Cygankami i pojedynki - oto były cechy prawdziwego gwardzisty. Pułki gwardii składały się z synów najznakomitszych rodów rosyjskich. Od XVIII wieku, to gwardia dokonywała wszystkich pałacowych przewrotów. Osadzała władców na tronie lub ich mordowała, ale przede wszystkim walczyła w pierwszym szeregu, w kolejnych wielkich bitwach stoczonych przez imperium. Ich męstwo budziło podziw świata, chwalił ich nawet sam bóg wojny Napoleon I.
Car Mikołaj II w galowym mundurze gwardii.
 W zamkniętym, elitarnym kręgu męskiego braterstwa, rozkwitały trwałe przyjaźnie. Wieczorami po służbie, szampan lał się strumieniami. Na wykwintnych kolacyjkach, panowie oficerowie szaleli, otoczeni przez chóry cygańskie, ściskając i całując śliczne baletniczki z Teatru Maryjskiego i pijąc na umór. Pili na "łokcie", ustawiając kieliszki na całą długość przedramienia. Pili "schodami", stawiając na każdym stopniu kieliszek z alkoholem. Pili na "wilka", wyskakując nago na mróz. Pili szampana z szaflika, wyjąc przy tym jak wilkołaki. Po hulance wskakiwali do sań zaprzężonych w trojkę rysaków i pędzili ulicami uśpionego Petersburga, śpiewając, wrzeszcząc i strzelając z rewolwerów w powietrze. Nikt nie ośmielił się stanąć im na drodze, czy upomnieć awanturników. Byli dumą Rosji!
 Aleks miał wszystkie cechy rasowego gwardzisty, z wyjątkiem pijaństwa. Nie lubił alkoholu, choć głowę miał mocną i mógł przepić każdego. Czasami Paula wspominała z przekąsem, że gdy wieczorem wchodził do opery, w strojnym mundurze huzarskim, wytworny w każdym calu, młode baletniczki wypatrywały za nim oczy. Nina zawsze była zazdrosna o jego przeszłość. Po strasznym wybuchu rozpaczy, zamknęła się w sobie, stając się milcząca i półsłówkami odpowiadając na pytania Jagi. Straciła apetyt i chęć do jakiejkolwiek pracy i całymi godzinami siedziała w buduarze, wpatrując się w ogień na kominku.
Huzar gwardii w galowym mundurze
Jej nagła alienacja1 obudziła czujność niani.
- Święci Pańscy!- wykrzyknęła, kiedy Nina obojętnie odsunęła od siebie nakrycie ze śniadaniem.- Wczoraj nie jadłaś kolacji, dziś nie chcesz jeść śniadania. Siedzisz i gapisz się w kominek, jak cielę na malowane wrota. Co ci jest?
- Nic. Po prostu nie jestem głodna.
- Ach tak? Nie udawaj, jesteś chora to powiedz. Poprosimy pana Setkowicza, niech cię zbada.
Zachowanie Niny zmieniło się w mgnieniu oka. Zbladła, porwała się z fotela z zaciśniętymi pięściami i morderczą furią w oczach.
- Niech niania nie waży się sprowadzać tu tego chama! - wrzasnęła dziko.- Jeżeli go zawołasz, przysięgam, wyjdę na taras boso i w samej koszuli!
- No, no! - mruknęła Jaga znacząco. - A niedawno tak lubiłaś jego towarzystwo.
Nina upadła na fotel i zasłoniła twarz dłońmi, gestem rozpaczy. Jaga stała nad nią, obserwując ją badawczo. Przysunęła sobie krzesło, usiadła i stanowczym ruchem odsłoniła jej twarz.
- Dziecko, najwyższy czas, żebym dowiedziała się od ciebie prawdy. Nie staraj się tłumić żalu, wyrzuć go z serca, a doznasz ulgi.
Nina wydała z siebie przeciągły jęk.
- Nianiu, Alek odjechał z domu bez pożegnania! Setkowicz zachował się jak cham i go obraził, a on tak się uniósł, że powiedział mi wiele przykrych słów. Ja nie zostałam mu dłużna i bardzo się pokłóciliśmy. Chciał mnie przeprosić, ale byłam na niego taka wściekła, że nie pozwoliłam. Strasznie rozbolała mnie głowa, poczułam się źle, więc zażyłam brom i zasnęłam jak kamień. W tym czasie on wyjechał! - zaczęła płakać, zupełnie jak mała dziewczynka, chlipiąc i pociągając nosem.
- Domyślałam się tego. - Jaga westchnęła i pokiwała z rezygnacja głową. - Przestrzegałam ciebie, ale ty nie słuchałaś moich rad.
- Dlaczego ty zawsze musisz mieć rację? - zawołała Nina ze złością.
- Bo lepiej od ciebie znam życie, moja ty przemądrzała smarkulo! Tego się z książek nie nauczysz. - powiedziała Jaga surowo. Jednocześnie jej ręka pogładziła delikatnie blady policzek wychowanki. Nina pochwyciła jej rękę i ucałowała.
- Pozwól sobie powiedzieć, że sama spoufaliłaś Setkowicza. Nie słuchasz starszych i popełniasz błędy. - upomniała ją Jaga mentorskim tonem.
- To co ja mam zrobić, nianiu? - zapytała Nina pokornie, mając ochotę wskoczyć do łóżka i przykryć się kołdrą wraz z głową.
Jaga przysiadła się bliżej i słowo po słowie, wyciągnęła od niej całą prawdę.
- No właśnie! - sapnęła gniewnie. - Sama jesteś winna temu, co się wydarzyło! - powiedziała z właściwą sobie otwartością. - Nie tylko skrzywdziłaś męża, ale i tego biednego chłopaka.
- Proszę! - prychnęła Nina ocierając łzy. - Czy to ja kazałam temu durniowi nazwać Alka obszarnikiem, żyjącym z wyzysku poddanych?
- Powiedział to uniesiony zazdrością o ciebie!
- A kto mu pozwolił rościć sobie do mnie jakiekolwiek prawa? - wykrzyknęła Nina, podnosząc oczy i wpatrując się w sufit, na którym malarz przedstawił miłe pejzaże rustykalne2 oraz amorki sypiące róże. Malowidła były sielankowe i pogodne, zupełnie nie przystające do jej ponurego humoru.
- Pewnie miał nadzieję, że sama dajesz mu te prawa. No, kotku, wstań z tego fotela i przebierz się, bo już drugi dzień chodzisz w tej samej zmiętej sukni. Każę ci przygotować kąpiel. Przejdź się do stajni, bo klacz jakaś niespokojna. Maciek powiada, że pewnie tęskni za tobą. Aha, Mireczka pyta, czy wolno jej wprowadzić dzieci do pałacu, bo chce swoim uczniom opowiedzieć o wydarzeniach historycznych.
- Owszem, ale zapowiedz jej, że nie chcę tu żadnych hałasów. Walenty będzie krzywy... - mruknęła niezadowolona Nina.
Jaga weszła do garderoby i otworzywszy szafy, zaczęła przeglądać suknie.
- Podać ci tę błękitną z aksamitną lamówką? - spytała.
- Wszystko jedno. Może być i ta. - Ninie nie chciało się wychodzić z ciepłego pokoju, lecz nie chcąc sprawić niani przykrości, stanęła przed lustrem poprawiając niedbale upięte włosy.
 Jaga wyszła z garderoby, niosąc suknię przewieszoną przez ramię.
- Oj, żebym nie zapomniała. Muszę ciebie o coś spytać.- podała suknię, mierząc wychowankę przenikliwym spojrzeniem.- Co ty za głupstwa opowiadałaś panu? Co ci wpadło do głowy, że jesteś w ciąży?
Nina zesztywniała i ruchem manekina, bardzo powoli obróciła się w jej stronę. Trzymana w rękach suknia upadła na dywan.
- Skąd o tym wiesz ? - wyszeptała, zaledwie poruszając ustami.
- Pan mi powiedział. Prosił, żebym na ciebie uważała, bo jesteś przy nadziei. Nina, dlaczego ty go okłamujesz?
- Właśnie, że spodziewam się dziecka! - wykrzyknęła Nina histerycznie.
- Co? Mnie też chcesz oszukiwać? - Jaga była tak rozgniewana, że zapomniała o danym Bini przyrzeczeniu.- Ty paskudna kłamczucho! Wcale nie jesteś w ciąży, bo miewasz regularne okresy. Poza tym, pan profesor w Krakowie powiedział, że już nie możesz mieć więcej dzieci. Jak śmiałaś oszukiwać własnego męża?
Nina ze zdziwieniem spostrzegła, że ściany pokoju zaczynają się kołysać, a posadzka chwieje się, niczym pokład na statku. Stała i patrzyła na Jagę szeroko rozwartymi oczami, w których malowała się zgroza. Cała krew odpłynęła jej z twarzy, w głowie miała dziwny zamęt.
- Alek o tym wie?
- Pewnie, że wie. Hmm, może nie powinnam mu o tym mówić, ale mnie zaskoczył. - bąknęła niepewnie Jaga, zmieszana i zaniepokojona zachowaniem Niny. - Przepraszam. Dziecino, co ci jest?
Nina patrzyła na nią nie rozumiejąc, dlaczego podłoga podnosi się, a ona uderza w nią czołem. Wracając wolno do przytomności stwierdziła, że leży na łóżku, a nad nią pochyla się Setkowicz, badając jej puls. Widok jego chudej, zaciętej twarzy, momentalnie przywrócił jej pełnię władz umysłowych. Chciała go uderzyć, spoliczkować i przekląć, lecz zanim otworzyła usta, młody lekarz puścił jej rękę i się wyprostował.
- To nic groźnego. Chwilowe zasłabnięcie. - powiedział do Jagi, drżącej i przerażonej. - Niech jej pani podaje te krople co dwie godziny.- postawił na stoliku nocnym buteleczkę z lekarstwem i kiwnąwszy niani głową, śpiesznie wyszedł.
Jaga upadła przy łóżku na kolana, płacząc i zawodząc jak na pogrzebie. Była załamana zrozumiawszy, jak ogromną krzywdę mimowolnie wyrządziła Ninie, bezwiednie stając się przyczyną jej dramatycznego konfliktu z mężem. Teraz już mogła sobie wyobrazić, w jakim stanie ducha pan odjeżdżał z domu. Poczuwając się do winy, nie mogła wybaczyć sobie bezmyślnej gadatliwości.
- Bodajbym nie dożyła tego dnia! - lamentowała, opierając głowę o ramę łoża.- Pierwszy raz w życiu zawiodłam zaufanie mojego dziecka. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Ale ja, kochanie, o niczym nie wiedziałam. - płakała żałośnie.
 - Uspokój się, nianiu. - odezwała się cicho Nina, wzruszona jej rozpaczą. - Okłamałam go, bo to była ostatnia, jedyna szansa, aby wyrwać go z tego piekła. I Bóg mi świadkiem, tym razem się udało. Alek był taki szczęśliwy, że postanowił odejść z powstania! Rozumiesz?... Chciał się mną zaopiekować, żebym w czasie połogu nie była sama. Wprost szalał z radości. Jezu Chryste, przecież on mnie znienawidzi na to kłamstwo! Boże, nie urodzę mu już dziecka, bo jestem kaleką, a nasze małżeństwo z pewnością się rozpadnie. Co mu po takiej bezpłodnej żonie? Ja przecież nie wiedziałam, że już nie mogę mieć dzieci, i tak się modliłam, żeby moje kłamstwo okazało się prawdą.
- O słodki Jezu! - z poczciwych oczu Jagi płynęły strugi łez. Miała ochotę wyrywać sobie włosy z głowy, albo rozbić ją o ścianę. - Dziecko, trzeba mnie było wtajemniczyć. Ja bym ci pomogła. Przecież zawsze jestem po twojej stronie. Pan nigdy nie dowiedziałby się prawdy. Jestem podła, bo przyrzekłam naszej Bini, że nigdy nikomu o tym nie powiem. Stara, nędzna baba! Bóg pokarał mnie głupotą, ale za co karze ciebie? Dziecko, tak bardzo cię skrzywdziłam.. Napisz do pana i wyjaśnij, że miałaś wyraźne objawy ciąży, ale niestety to była pomyłka. Może ci uwierzy... Córeczko moja ukochana, czy potrafisz mi przebaczyć?
Nina wyciągnęła rękę i pogłaskała nianię po mokrym od łez policzku.
- To moja wina, nianiu. Cóż, pisałam do niego, ale nie odpisał.
- Może list jeszcze nie doszedł?
- Nie łudźmy się.- Nina uśmiechnęła się gorzko.- Znam dobrze charakter mego męża. Jest na mnie śmiertelnie obrażony i tym razem mi nie wybaczy. Jest przekonany, że okłamałam go wiedząc, iż jestem bezpłodna! Zdajesz sobie sprawę, jakie to ohydne? Pamiętasz nianiu, ciotkę Marię i wuja Ksawerego? Byli już niemłodzi, dawno po ślubie, ale jak tylko sięgnę pamięcią, zawsze się całowali, szeptali coś sobie do ucha, a wuj ciotce we wszystkim ulegał.
- Tak, byli bardzo dobrym, kochającym się małżeństwem.- westchnęła ciężko Jaga. - Ja przeczuwałam, że w tym związku, ty nie znajdziesz szczęścia. Oboje macie trudne charaktery, nieustępliwe i zawzięte.
- Ale przecież ja go kocham, nianiu. - Nina patrzyła na nią przygnębiona. - Uważasz, że ja nikomu nie mogę dać szczęścia? To po co ja właściwie żyję?
- Wcale tak nie myślałam, dziecinko. Jesteś dobrą, kochająca żoną. Ale... powinnaś wybrać sobie mężczyznę odpowiedniego wiekiem i poglądami. Boże... - machnęła ręką i wstała z klęczek. - Czasami aż boję się o ciebie. Spróbuj zasnąć, kotku.
- Nie. Wolę wstać i czymś się zająć, żeby nie myśleć.
Wstała i chociaż była ogromnie osłabiona, wykąpała się i dokończyła toaletę. Ponownie usiadła przy kominku i wzięła nie czytaną jeszcze powieść. Na kolana wskoczyła jej kotka Bijou, mrucząc i ocierając się o nią. Grot leżący przy stopach Niny, warknął na kotkę ostrzegawczo, zazdrosny o względy pani.
Wyciągnęła rękę i czule go pogłaskała.

- Przepraszam piesku, byłam dla ciebie bardzo niedobra. - szepnęła ze skruchą.
Do buduaru delikatnie zapukał Walenty, nie wiedząc, czy wolno mu przerwać zadumę młodej pani.
- Przyjechał jaśnie pan dziedzic Siekielski. - zaanonsował półgłosem. - Czy jaśnie pani raczy go przyjąć?
- O, jak to dobrze! - ucieszyła się Nina. - Oczywiście, niech Walenty prosi.
Tadeusz był tego dnia w wyjątkowo poważnym nastroju. Przywitał się z nią w milczeniu i usiadł na wskazanym miejscu.
- Tadziu, co się stało? Masz taka posępną minę. Może Zosia lub Stefan niezdrowi?
- Nic im nie dolega. - powiedział, wolno dobierając słowa. Pod wpływem jego wzroku, Nina poczerwieniała, sama nie wiedząc dlaczego.
- Złotko, wiesz jak bardzo jestem ci życzliwy. Znamy się od dzieciństwa. Pamiętasz, uczyłem cię jeździć na Wichrze. - powiedział, patrząc na nią uważnie.
- A jakże, pamiętam. Wsadziłeś mnie na tego szatana twarzą do ogona i kazałeś mi kierować nim piętami. Ogier się zbiesił, stanął dęba, ja spadłam i rozbiłam sobie nos!
- Racja i darłaś się przy tym tak okropnie, że pani Maria wybiegła z domu i goniła mnie po ogrodzie z laską pana Ksawerego przekonana, że połamałem ci kości. Przez tydzień nie mogłem się pokazać we dworze, chociaż Jasiek na mnie czekał.
Popatrzyli sobie w oczy i jednocześnie parsknęli śmiechem, wzruszeni i rozbawieni wspomnieniem z lat dziecinnych.
- No pięknie, ale po co ten wstęp, Tadziu?
Walenty bez polecenia wniósł na tacy grzane wino, gorącą herbatę i piernik, bo dzień był bardzo mroźny. Czekała cierpliwie aż przyjaciel się odezwie, popijając drobnymi łyczkami gorącą herbatę i gładząc drzemiącą kotkę.
- Wracam z obozu Bosaka. - powiedział cicho.
Nina rozpromieniła się i wyciągnęła do niego rękę.
- Masz list od mego męża?
- Nie, nie mam.
Jej wyciągnięta ręka opadła bezsilnie, a ona wpatrywała się w niego nie ukrywając zawodu. Usta jej zaczęły drżeć, a twarz skurczyła się powstrzymywanym płaczem. Tadeusz nie potrafił spokojnie patrzeć na jej niemą udrękę.
- Złotko, ja nie widziałem pana pułkownika, bo w tym czasie był na rekonesansie. Ale rozmawiałem z Tomkiem, a potem byłem u was w lazarecie i widziałem się z Setkowiczem. Powiedział mi o wszystkim. Jest bardzo zmartwiony, że zachował się niegrzecznie, ale był w podłym nastroju, bo zmarł mu pacjent. W leśnym obozie wyjaśnił to panu pułkownikowi i przeprosił go. Pan Aleksander nie ma do niego żalu, bo wiem, że wystarał się mu u Bosaka o wyższą pensję.
Nina wyprostowała się i zacięła usta.
- To bardzo szlachetne z jego strony. - syknęła. - Pan Setkowicz nie powinien mieć wyrzutów sumienia. Nie rozumiem jednak, co jego i ciebie obchodzą nasze prywatne sprawy?
- Ja chciałem ci tylko wyjaśnić... - zaczął, ale ona przerwała mu z gniewnym błyskiem w oczach.
- Tadziu, mnie nie potrzeba nic wyjaśniać. I na tym stwierdzeniu, zakończmy rozmowę na ten temat.
- Ninko, a może napisałabyś list do męża? Z pewnością by się ucieszył. - nalegał, lecz napotkawszy jej chłodny wzrok, spuścił oczy.
- Skąd ty możesz wiedzieć, czy by się ucieszył? - wzruszyła ramionami.
Wziął ją za rękę i mocno ja uścisnął.
- Pamiętam, że jak wracał z domu do obozu, to cały promieniał. A kiedy mówił o tobie, to zawsze z najgłębszą miłością i czcią. Pewnego razu zaskoczyłem go, jak palcem pisał na śniegu twoje imię. On ciebie bardzo kocha.
- Ja także go kocham.- powiedziała to takim dziwnym tonem, że Tadeusz przyjrzał się jej podejrzliwie.
 Ale ona była zbyt dumna, żeby wyznać mu, że pisała do męża i nie doczekała się
odpowiedzi. Współczucie przyjaciela byłoby dla niej palącym upokorzeniem.
 Lecz Tadeusz o tym nie wiedział i w najlepszej wierze nalegał.
- Daj się namówić, złotko. Jutro przyślę ci kuriera, a ten odda list pułkownikowi do rąk własnych.
Rozpacz Niny przerodziła się w nagłą agresję. Zerwała się blada, z płonącymi oczami, przez nieuwagę zrzucając z kolan śpiącą kotkę. Bijou z dzikim miauknięciem spadła na dywan i ukryła się pod sofą.
- Tadek, przestań kłapać dziobem! - wrzasnęła Nina z wściekłością.- Radzę ci, nie wtrącaj się do moich osobistych spraw, jasne?
Tadeusz osłupiał nie rozumiejąc, co ją tak mogło rozjuszyć.
- Przepraszam. Naprawdę nie zamierzałem być wścibski, ale sądziłem, że jesteśmy przyjaciółmi. - wyszeptał zmieszany i urażony.
Nina obrzuciła go złym wzrokiem i natychmiast ochłonęła. Było jej okropnie przykro, że skrzywdziła najlepszego przyjaciela. Podeszła do niego, objęła za szyję i ucałowała, bardzo bliska łez.
- Och, przebacz mi, Tadziu. Wydzierałam się na ciebie i tak mi przykro. Wiem, że miałeś najlepsze intencje. Naturalnie, że jesteśmy przyjaciółmi i zawsze nimi będziemy, ale wiesz z własnego doświadczenia, że w małżeństwie nic nie bywa jednoznaczne. Mój list niczego by nie zmienił. Nie gniewasz się na mnie? - zajrzała mu słodko w oczy, ściskając jego rękę.
- Naturalnie, że nie. - zapewnił ją z uśmiechem.
- Jesteś aniołem! Mam do ciebie zaufanie i wyznam ci, że od pewnego czasu czegoś się strasznie boję. Wydaje mi się, że zbliża się do mnie coś potwornego, a ja nie wiem, jak mam się przed tym bronić. Czasem mam wrażenie, że stąpam po wąskiej kładce nad przepaścią i czuję, jak kładka usuwa mi się spod nóg...- nagle wybuchnęła śmiechem z nutką histerii w głosie. - Przepraszam, to tylko nerwy.
Tadeusz podniósł jej dłonie do ust.
- Widocznie jesteś przemęczona i wtedy wszystko wydaje się człowiekowi ponure i niesamowite. - próbował ją pocieszyć stwierdzając w duchu, że ostatnio bardzo zmizerniała, a jej oczy są zawsze smutne.
Napił się wina, z apetytem zjadł ciasto i żeby odwrócić jej myśli od męża, opowiedział jej historię Bronisława Szwarce, zasłyszaną w obozie Bosaka. Wiedział, że Nina znała go osobiście i interesowała się jego losem. Car skazał pana Bronisława na karę śmierci. Kuzynki jego, panny Heurich, w najgłębszej tajemnicy wysłały depeszę do cesarzowej Eugenii, błagając ją o interwencję. Szwarce urodził się we Francji i zawsze pozostał wierny pierwszej ojczyźnie. Cesarzowa Eugenia była sentymentalna i pragnęła, aby ją wielbiono za dobroć. Poruszona tragicznym losem młodego skazańca, zwróciła się wprost do cara Aleksandra II, prosząc go o łaskę. Car okazał się dżentelmenem, łaskawie zamieniając karę śmierci na dożywotnią katorgę! Prasa rosyjska i europejska zachłystywały się z zachwytu, opisując miłosierdzie Eugenii i łaskawość cara.
Zainteresowanego o zdanie nie spytano.
- Szkoda pana Bronka. - westchnęła Nina z żalem. - Był taki sympatyczny. Dałby Bóg, żeby przeżył tę katorgę na złość carowi i powrócił do wolnej Polski, lub był świadkiem jej zmartwychwstania.
Józef Piłsudski w 1885 roku.
 Po wielu latach Pan Bóg częściowo wysłuchał jej prośby3.
- Amen. - rzekł Tadeusz z powagą. Ale jego pogodnej naturze obca była melancholia i za moment zerknął na nią spod oka i spytał: - Powiedz mi, złotko, skąd przyszło ci do głowy to kłapanie dziobem? Dobrze wychowane damy tak się nie wyrażają.
Nina zaśmiała się.
- Raz jeszcze przepraszam, Tadziu. - powiedziała nieco zawstydzona swoim niewybrednym słownictwem.- To co słyszałeś, było najlepszym przykładem mojej moralnej degrengolady4. Nie jestem głucha i słyszę w lazarecie, jak wyrażają się chłopcy. Po prostu chamieję i tyle.
- Nic podobnego. Zawsze będziesz wielką damą i najśliczniejszą panią hrabiną pod słońcem.- oświadczył, całując ją w policzek.
 Nina zamierzała zatrzymać go na obiedzie, ale on śpieszył się do domu. Pożegnali się serdecznie i rozstali w najlepszej zgodzie. Odprowadziła go aż do sieni i z roztargnieniem spojrzała w wielkie lustro. Była blada, lecz w jej podkrążonych oczach znowu błyszczała pewność siebie. Ponownie podniosła się z otchłani rozpaczy i podejmowała walkę o przetrwanie. Była już do niej gotowa.
Wieczorem, kładąc się spać, wzięła do czytania powieść Jane Austin:"Rozważna i romantyczna", ale chłodne i beznamiętne perypetie miłosne flegmatycznych Brytyjczyków, z uroczystą celebracją picia herbaty, wydały się jej tak mdłe i bezbarwne, że ziewnęła szeroko, zdmuchnęła świeczkę i leżała, wpatrując się w mrok sypialni. Czuła się bardzo samotna i nieszczęśliwa.
1Alienacja - zobojętnienie,apatia, wyobcowanie.
2 Rustykalne - wiejskie.
3 Bronisław Szwarce (1833-1904) - więziony był przez siedem lat w twierdzy w Szliselburgu, potem zesłany na Syberię. Tam zetknął się z również zesłanym Józefem Piłsudskim, późniejszym wskrzesicielem niepodległej Polski. Po 30 latach zesłania, Szwarce powrócił do kraju i osiadł we Lwowie, gdzie zmarł i tam został pochowany.
4 Degrengolada - upadek moralny,zejście na psy.