poniedziałek, 23 stycznia 2017

SEKRETY RODZINNE - MATURA - JESTEM DOROSŁA!


23 stycznia 2017 r.
Rok 1956 był niemal przełomowy w dziejach ustroju socjalistycznego w Polsce. Druzgoczące przemówienie Chruszczowa na XX Zjeździe KC KPZR, obalające kult jednostki, potępiające popełnione w tym okresie zbrodnie i uznające Stalina za zbrodniarza, wstrząsnęło posadami ustroju także i w Polsce. Struktura ideologiczna partii zaczęła trzeszczeć i chwiać się.
I Sekretarz KC KPZR N. Chruszczow przemawia na XX Zjeździe
Już poprzedniego roku, rewelacyjne audycje Radia Wolna Europa, emitujące zeznania Józefa Światło, de facto Izaaka Fleischfarba, byłego wicedyrektora strasznego Departamentu X, czyli (Biura Specjalnego) Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, ujawniły popełniane przez UB bestialskie morderstwa. Wymieniając nazwiska odpowiedzialnych za te czyny dygnitarzy UB, Światło spowodował kompromitację tego resortu i odwołanie, a nawet aresztowanie niektórych jego wyższych urzędników.        
Józef Światło przemawia w Wolnej Europie.
Między innymi Stanisława Radkiewicza, ministra Resortu Bezpieczeństwa Publicznego, w którym pracował od 1945 r. do 1953 r.
Doszło do późniejszego aresztowania plk. Romana Romkowskiego, vel Natana Grinszpana-Kikiel lub Menasze, osobiście odpowiedzialnego za torturowanie rotmistrza Pileckiego. Józefa Różańskiego vel Józefa Goldberga, oficera NKWD i MBP. Skompromitowany był także Anatol Fejgin dyrektor X Departamentu i Mieczysław Mietkowski vel Mojżesz Bobrowiecki.
Isaak Fleischfarb vel Józef Światło.
 Światło będąc za granicą wybrał wolność, jak to się wtedy mówiło i został zwerbowany przez amerykański wywiad, (późniejsze CIA), który załatwił mu audycje w RWE i Głosie Ameryki, a potem pomógł zmienić tożsamość, a nawet wygląd. Obecność Światły w RWE, budziła sprzeciwy niektórych polskich pracowników, bowiem był on poprzednio wiceszefem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i cieszył się wielkim zaufaniem władz partyjnych, odbierając rozkazy od samego Bieruta, Miał nawet prawo do bezpośredniej rozmowy z Ławrientyjem Berią. Przez Polaków uważany był za krwawego kata. Ale Amerykanom jego poprzednia działalność nie przeszkadzała. Był potrzebny, więc go chronili przez zamachami byłych kolegów z bezpieki. Poza tym był Żydem i natychmiast znalazł pomoc i wsparcie żydowskiej społeczności w Stanach Zjednoczonych.
Już w 1953 roku, w Berlinie i innych miastach niemieckich wybuchały bunty, stłumione brutalnie i rozjeżdżone na gąsienicach radzieckich czołgów. W tym samym roku, pomiędzy polskim Kościołem katolickim, a władzami partii doszło do ostrego zatargu, na skutek czego 25 września został aresztowany kardynał Stefan Wyszyński, pełniący również funkcję prymasa Polski. Władze PRL nie mogły zrobić nic głupszego. Strzeliły sobie samobójczą bramkę, ogromnie zwiększając autorytet Kościoła i osoby kardynała Wyszyńskiego, który od tej pory uznawany był za męczennika i niemal świętego.
Kardynał Stefan Wyszyński.
Nie był jednak osadzony w więziennej celi, jak nasi chłopcy z AK, lecz raczej w areszcie domowym w jakimś klasztorze. W roku 1956 prymas został przeniesiony do klasztoru w Komańczy w Bieszczadach, gdzie powstał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, zawierzenia Maryi, Królowej Polski, będący kontynuacją ślubów króla Jana Kazimierza we Lwowie 1 kwietnia 1656 r.pokornego Władze z osłupieniem patrzyły na tłumy pobożnych oblegające Jasną Górę, lecz nie interweniowały.
Młodzież, w tym całą naszą klasę, interesowała polityka i zaczytywaliśmy się w tygodniku „Po prostu”, który zmienił się z nudnego pokornego piśmidła, w pismo poruszające aktualne i istotne problemy dotyczące młodych Polaków i państwa. Zaczęli pisać w nim znakomici publicyści Redaktor Ryszard Turski, który potrafił skłonić wybitnych naukowców do zamieszczania w tygodniku swoim artykułów, oraz zdolny młody dziennikarz Jerzy Urban.
Próbowaliśmy w tej nowej prasie znaleźć odpowiedź na dręczące nas pytania o światopogląd oraz rolę i miejsce młodzieży, w trudnych czasach, po upadku stalinizacji. 
 Wielu młodych ludzi, szczególnie członków ZMP, było fanatycznymi wielbicielami „Nauczyciela Narodów”. Sama byłam świadkiem histerycznych szlochów niektórych koleżanek i kolegów po śmierci Stalina. Ten płacz wcale nie był udawany, oni naprawdę rozpaczali uważając, że świat się zawalił. Istotnie, ich świat zawalił się wraz z jego śmiercią i to była dla nich klęska.
 Film "Piątka z ulicy Barskiej. A. Forda.
Po XX Zjeździe KPZR i oskarżycielskim przemówieniu Nikity Chruszczowa okazało się, że wszystko w co wierzyli, było kłamstwem i szkodliwym dla partii zbrodniczym kultem jednostki. Niektórzy z młodych wielbicieli Stalina kompletnie się załamali, nie umiejąc znaleźć sobie miejsca w nowej rzeczywistości. Były nawet wypadki samobójstwa.
Kiedy nie wkuwaliśmy przed maturą, to całą paczką chodziliśmy do kina. Na "Piątkę z ulicy Barskiej" Forda z Aleksandrą Śląską i Tadeuszem Janczarem.
Film "POKOLENIE" Wajdy. Na zdjęciu m.in.T.Janczar i  T.Łomnicki.
 Zachwycaliśmy się pierwszym filmem Andrzeja Wajdy „Pokolenie”, w którym występowały gwiazdy późniejszego kina i teatru: Janczar. Łomnicki, Zbyszek Cybulski i inni. Już zaczynały się pokazywać filmy zagraniczne. Mieliśmy ulubionych aktorów: Gĕrarda Pfilipe'a, Michele Morgan i wiele innych francuskich gwiazd filmowych. Chłopcy kochali się w Ginie Lollobrigidzie, Zośce Loren i Marylin Monroe. Dziewczęta w bardzo przystojnym Jean Marais, grającym w filmach „płaszcza i szpady” i w amerykańskich aktorach: Gary Cooperze, Carym Grandcie i Jamesie Stuarcie. Zdarzały się bowiem już filmy amerykańskie. Ja chyba ze trzy razy byłam na „Fanfanie Tulipanie”. Pokazywały się też znakomite filmy radzieckie: ”Ballada o żołnierzu” „Panna bez posagu” i wiele innych. Bardzo lubiłam rosyjskie bajki filmowe, naprawdę znakomite.Takich pięknych aktorek i urzekająco przystojnych aktorów już nigdy nie będzie, bo wielkie Hollywood, umarło na naszych oczach.
Gerard Philipe i "boska" Gina Lollobrygida."Fanfan Tulipan"
Cenzura zelżała i gazety pisały odważne, a czasem nawet demaskatorskie artykuły. Prasa stała się tubą nawołującą do reform. Głośno upominano się o nowe spojrzenie na działalność Armii Krajowej i jej rolę w walce o niepodległość. Wydawnictwa zaczęły publikować książki poświęcone żołnierzom Polski Podziemnej i bitwach naszych żołnierzy na frontach zachodnich. Ukazały się powieści Janusza Meissnera o lotnikach walczących w Wielkiej Brytanii. 
Bohaterscy chłopcy z Dywizjonu 303.
 Śpiewaliśmy głośno „Czerwone maki na Monte Cassino” i „Hej, chłopcy, bagnet na broń!” Z wypiekami na twarach i ze łzami w oczach czytaliśmy książke harcmistrza Aleksandra Kamińskiego " KAMIENIE NA SZANIEC", a bohaterów tej książki, Zośkę, Alka i Rudego, ukryliśmy głęboko w sercu na zawsze. Cieszyłam się, że to książka o druhach moich krewnych. Wypuszczano z więzień bezprawnie aresztowanych ludzi, złagodzono wyroki sądowe. 

Chociaż po przyjściu do szkoły, musieliśmy nadal jeszcze obowiązkowo stać na baczność w holu, i śpiewać znienawidzony hymn ZMP: „Naprzód młodzieży świata”, a krzyże zastąpiono portretami sekretarzy PZPR, to jednak wiele się zmieniło.
 Ale to była tylko jedna strona medalu. Plan gospodarczy, który miał podnieść stopę życiową społeczeństwa, załamał się i spowodował trudniejsze warunki życia codziennego Polaków. Powoli przestawano wierzyć w obietnice władz partyjnych. Przed sklepami stały długie kolejki i choć nie było to załamanie całej gospodarki krajowej, jak w roku 1980, to jednak zauważało się braki niektórych artykułów spożywczych, przede wszystkim mięsa i wędlin, szczególnie w prowincjonalnych miastach. Mięso i kiełbasa stały się z czasem artykułami służącymi do przetargów politycznych, rzucanymi do sklepów, kiedy Komitet Centralny chciał przeprowadzić jakieś istotne zmiany personalne.

Mama niemal o świcie szła po zakupy i stała czasem do południa w sklepie mięsnym, żeby dostać kawałek wołowiny, czy wieprzowiny, nie mówiąc już o wędlinach. Na szczęście nasza sąsiadka dostała pracę w sklepie mięsnym i odtąd nie mieliśmy kłopotów z zaopatrzeniem w artykuły mięsne. Niektóre towary spożywcze zdrożały. Z każdym dniem zauważało się pogorszenie zaopatrzenia. Ludzie pomstowali i narzekali, że rząd nie panuje nad sytuacją. Powoli od dołów zaczynał się ferment, na który władze partyjne nie zwracały początkowo większej uwagi.
Ja gorączkowo przygotowywałam się do egzaminu maturalnego i do ślubu, wyznaczonego na dzień 27 maja w niedzielę. Od tego zamętu dostawałam hysia i chodziłam ogłupiała od ciągłego kucia. Toni telefonował niemal codziennie i wieczorami prowadziliśmy długie rozmowy. Mama szalała, każdego dnia znosząc ze sklepów rzeczy zakupione do mojego nowego domu. Raz w tygodniu wysyłała dużą pakę do Warszawy, zawierającą pościel, serwisy, sztućce, serwety i serwetki, bieliznę pościelową i inne przedmioty, które jej zdaniem, były młodym małżonkom niezbędne.
Od babci otrzymałam w prezencie ślubnym sznurek pięknych pereł i bardzo umiarkowane w tonie życzenia. Rodzina mamy nie przysłała mi żadnego prezentu i udawała, że ich wcale nie ma, na tym łez padole. Ciotunia Joanna zmontowała rodzinną koalicję i kochani krewni wyparli się mnie.
                 Kij im w oko, głęboko! – jak mówiono w naszej klasie.
Anka, chociaż mieszkała w tym samym domu, odwiedzała mnie teraz bardzo rzadko i nawet nie starała się udawać, że nie jest na mnie wściekła. Zazdrościła mi, że wychodzę za mąż za Romanowicza i wyjeżdżam do Warszawy. Jej znajomość z młodym kapitanem skończyła się po kilku randkach. Odniosłam wrażenie, że chłopak przeraził się, kiedy Anka zaczęła mu się narzucać i napomykać o ślubie. Nie każdy mężczyzna to lubi.

Nareszcie rozpoczęły się egzaminy maturalne! W szkole mieliśmy w tym roku tylko dwie klasy maturalne i Kuratorium postanowiło, że egzaminy rozpoczną się w pierwszych dniach maja. Najpierw pisemny z polaka i matmy, później ustne niemal z każdego przedmiotu. Pisemny z polskiego szybko ukończyłam i pierwsza mogłam wyjść z auli. Temat dostałam dosłownie „pod pióro”. Mój ukochany Prus i jego „Lalka”. Okropnie bałam się matematyki, ale było lepiej, niż się spodziewałam. Zadania z potęgowaniem i jakimś jeszcze dodatkowym działaniem trygonometrycznym, ale dosyć łatwym. Wybrnęłam z tego przy pomocy Zbyszka, który nieznacznie podrzucił mi kartkę z wynikiem. Kochany chłopak!
Okazało się, że nasza Masakra,vel Pomidor, wykładający nam przedmioty ścisłe, wcale nie jest taki straszny. Głowiłam się nad zadaniem z chemii. Utknęłam z połowie i dalej ani rusz. Nie potrafiłam wyprowadzić jakiegoś cholernie trudnego wzoru chemicznego. 
Nauczyciel przechadzał się między stolikami w naszej dużej auli, gdzie odbywały się egzaminy. Mijając mój stolik, rzucił okiem na arkusz papieru zapisany wzorami chemicznymi i dostrzegł mój błąd. Minął mnie, pokiwał głową i rzucił niby mimochodem.
- Iza, Iza. Lubisz, jak widzę, lać wodę!
To było olśnienie! Za dużo H2O i dlatego nie potrafiłam wyprowadzić wzoru.
Pod szkołą i w korytarzach stali rodzice, czekając na nasze wyjście z auli. Byłam taka zdenerwowana, że pot lał mi się strumieniem po twarzy i szyi, włosy miałam mokre, jakbym wyszła z kąpieli. Drżały mi ręce i nogi, a gdy doszłam do rodziców, usiadłam sobie na posadzce i zaczęłam płakać. Mama nie mogła mnie uspokoić, bo groził mi atak histerii. Do dzisiaj uważam, że matura to przeżytek z dziewiętnastego wieku. Przez jedenaście lat nauki, pedagodzy doskonale wiedzą, co myśleć o zdolnościach ucznia i egzaminy maturalne są tylko niepotrzebnym, ogromnym przeżyciem nerwowym. Stresem, jakiego się nie zapomina do końca zycia.
Z ustnego polaka wyciągaliśmy kartki z pytaniami. Naturalnie nie obyło się bez „ Młodej gwardii” i „ Jak hartowała się stał” oraz życiorysu i bohaterskiej śmierci "wspaniałej Polki" Niuty Tajtelbaum z    komunistycznego   Związku Walki Młodych.  Pani z polaka siedząca w Komisji Egzaminacyjnej, zadała mi jeszcze kilka pytań, rzuciła okiem na moją zieloną twarz i  trzęsące się ręce. Uśmiechnęła się pod nosem.  Wtedy byłam już pewna swego. Przed nami jeszcze egzaminy ustne z matmy i innych okropieństw! Z historii mam piątki.
               WIELKIE NIEBA! ZDAŁAM MATURĘ!!! HURRA!
Mam świadectwo dojrzałości, z moją nową fotografią, zrobioną specjalnie w tym celu. Ze wszystkich przedmiotów piątki, tylko z matematyki i fizyki czwórka. Pomidor jest boski! Przewodniczący ZMP, będący w Komisji Egzaminacyjnej, pogratulował mi osobiście i pocałował mnie w rękę. Sukinsyn, pewnie nadal boi się sekretarza!
Nasi rodzice urządzili dla całej klasy maturalnej przyjęcie w nocnym lokalu, pierwszy raz oficjalnie, z alkoholem! Bawiliśmy się do białego rana, po raz ostatni razem, bo rozpoczynały się wakacje i wszyscy rozjeżdżali się nad morze, w góry i mazurskie jeziora. 
 Nad ranem byłam już wstawiona, dużo tańczyłam i na pożegnanie całowałam się ze wszystkimi kolegami, naturalnie i ze Zbyszkiem. Ojej, ten chłopak naprawdę dobrze całował! Byłam głupia, że nie zrobiłam tego wcześniej! Od października wszyscy zaczynają studia. Tylko ja nie składałam dokumentów, bo Romanowicz powiedział, że naukę rozpocznę dopiero w następnym roku na Uniwersytecie Warszawskim.   c.d.n.