czwartek, 26 stycznia 2017

SEKRETY RODZINNE - PIERWSZY DZIEŃ MAŁŻEŃSTWA!


27 stycznia 2017 r.


Nazajutrz siedziałam w kuchni przy oknie i patrzyłam na ulicę, zalaną strugami deszczu. Maj był wyjątkowo wilgotny i chłodny tego roku. A może mnie się tylko tak wydawało? Byłam w fatalnym stanie, nie tylko psychicznym, lecz przede wszystkim fizycznym. Małżeństwo okazało się czymś obrzydliwym, a noc poślubna, a raczej dzień poślubny, koszmarem z najstraszniejszego snu.
 Wyszłam za człowieka, który z trudem zasługiwał na tę nazwę. Mój mąż okazał się zimnym, wyrachowanym i okrutnym draniem, bez serca i sumienia. Pokazał mi swoją prawdziwą twarz, już pierwszego dnia naszego małżeństwa. Nie byłam skromnisią i wiedziałam co nieco o roli kobiety i żony. Ale spotkało mnie coś, czego nie życzę żadnej młodej mężatce.
Kazał mi się rozebrać i położyć na tapczanie. Potem sam poszedł do łazienki i po chwili powrócił całkiem nagi. Otworzyłam szeroko oczy, widząc go bez ubrania. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam nagiego mężczyznę w stanie erekcji. Zrobiło mi się zimno na myśl o tym, co mnie czeka. Ale nie spodziewałam się tego, co zaraz nastąpiło. Mąż nawet nie próbując podniecić mnie pieszczotą, czy pocałunkiem, zwalił się na mnie i po prostu mnie zgwałcił. Poczułam okropny ból i zaczęłam krzyczeć, bo każdy jego ruch rozrywał mnie na kawałki. Zatkał mi usta dłonią, żeby nikt nie posłyszał moich krzyków. Kiedy jęczałam głośno, on sapał i charczał, jakby miał go szlag trafić. Ale go nie trafił – wielka szkoda!

Po chwili poczułam, że leżę na mokrym prześcieradle. Dotknęłam go dłonią i zobaczyłam na palcach krew. Miałam silny krwotok. Byłam wąsko zbudowana i takie nagłe wtargnięcie, bez przygotowania spowodowało krwotok. Kiedy przyśpieszył, nie miałam już nawet siły żeby krzyczeć, tylko jęczałam. Boże, byłam przecież niemal dzieckiem, nie miałam jeszcze osiemnastu lat! W końcu miał szczytowanie i zlazł ze mnie. Dostrzegł pokrwawione prześcieradło i się wściekł:
- Zgnoiłaś mi tapczan! - wrzasnął na mnie. - Nie mogłaś dać przedtem dupy jakiemuś chłopakowi, żeby cię rozprawiczył? Nie lubię cnotek, bo nie potrafią się pieprzyć. Wstań i zmień pościel. Jest w szafie na dole. Pod prześcieradło podłuż ręcznik, żeby tapczan się nie pobrudził.
Wstałam, nawet nie czując wstydu. Krew ciekła mi po nogach, więc poszłam do łazienki i umyłam się, z obrzydzeniem ścierając z siebie jego ślady. 
Byłam w głębokim szoku, spowodowanym strasznym bólem i jeszcze bardziej okropnym zawodem, jakiego doznałam tego dnia. Mój ukochany Toni okazał się nieczułym bydlęciem. A przecież wszyscy mnie przed nim ostrzegali. Rodzice, przyjaciółki, krewni, Zbyszek. A ja? W nieznanym wcale mężczyźnie widziałam ideał kochanka i męża!
Jezus Maria, rodzice! Gdyby mnie teraz zobaczyli.... Mama by chyba umarła z rozpaczy, a ojciec zabiłby go bez namysłu. Przecież to aż rzucało się w oczy – że był człowiekiem złym! Nie zasługującym na miłość i uwielbienie. Nigdy mnie nie kochał, udawał miłość, bo chciał moich pieniędzy. 
Potem zorientowałam się, że pochodząc z nizin społecznych, pragnął się koniecznie popisać przed kolegami żoną, z tak zwanej lepszej sfery! Różniłam się diametralnie od razowych, czerstwych dziewczyn, dla których eleganckie nakrycie stołu i konwersacja w towarzystwie, było karkołomnym zadaniem.
Jedna z takich oficerskich żon, pół analfabetka, umiała się zaledwie podpisać. Pochodziła gdzieś z zapadłej wsi pod Lublinem i pierwszy raz jechała do Warszawy pociągiem, ze swoim narzeczonym, porucznikiem LWP, również z tej samej wioski. Kiedy jej mąż awansował potem do stopnia pułkownika, (sam ledwie potrafił czytać!) pani dystyngowanie podkreślała. - My, panie pułkownikowe!.... A pan pułkownik mówił: - Ładny ten abażuar! oraz - Ten kalafior za mocno grzeje! Naturalnie miał na myśli kaloryfer. Autentyczne!
"Wybitnie inteligentne" twarze oficerów i ich dam. 
Właśnie dlatego Romanowicz ożenił się ze mną. Po nocy poślubnej już nigdy więcej nie nazwałam go pieszczotliwie - Toni. Jednak wtedy jeszcze nie wiedziałam o nim wszystkiego. Mój mąż lubił intrygujące efekty i kazał mi dosyć długo czekać, na ukazanie swojej innej, o wiele groźniejszej i nie znanej mi wcale twarzy.
Zmieniłam pościel na tapczanie i marzyłam już tylko o tym, żeby skulić się w kłębek i zasnąć. Bolał mnie cały brzuch, wewnątrz czułam ogień, bo już chyba wdało się zapalenie. Ale nie danym mi było usnąć. Mąż uważał, że skoro ma żonę, więc powinien się nią zająć. Jeszcze trzy razy zostałam zgwałcona. W końcu nie miałam siły nawet jęczeć, skomliłam tylko cicho, jak zbity pies. Potem on usnął i spał smacznie do czasu, aż żołnierz przyniósł nam z kasyna obiad.
Następnie telefonował w służbowych sprawach, słuchał radia i włączył drogi, zagraniczny telewizor, oglądając z zainteresowaniem wiadomości. Do mnie się prawie nie odzywał, nie pocałował mnie i nie próbował pieścić, jak mężczyzna pieści żonę. Kiedy go spytałam, kto tu mieszkał przede mną i mierzył moje suknie, wzruszył ramionami i rzucił obojętnie:
- At, jedna taka kurwa. Nie myślałaś chyba, że jestem eunuchem? Potrzebowałem od czasu do czasu kobiety. Będziesz się musiała bardzo starać, bo jestem wymagający. Nauczę cię wielu rzeczy. Ale dupkę masz za małą, nie lubię takich wąskich kobiet. No, z czasem się rozciągnie! - roześmiał się i klepnął mnie po pośladku.
Potem zasnął i przespał całą noc, chrapiąc głośno.
Leżałam przy nim i marzyłam o moim różowym pokoju panieńskim, gdzie było mi tak dobrze. Myślałam o rodzicach, śląc im w myślach najczulsze słowa miłości. Ale moje marzenia przerywało jego głośniejsze chrapnięcie i ciężar wielkiego ciała spoczywającego obok mnie. 
Po raz pierwszy w życiu poczułam prawdziwą nienawiść, taką, która zdolna jest do odebrania drugiemu człowiekowi życia. Teraz już wiedziałam, dlaczego nie próbował współżyć ze mną przed ślubem. Gdyby spróbował, natychmiast wysłałabym go do wszystkich diabłów.
Ta noc była bezsenna, bo czułam się zbyt zbolała i zhańbiona, żeby spokojnie usnąć. Leżąc doczekałam rana, odsuwając się, w miarę możliwości, coraz dalej od niego, na sam skraj tapczana. Z lekkiej drzemki ocknęłam się na terkot budzika. Była dopiero szósta, ale już zupełnie jasno, jak to w maju. Przez uchylone okno słyszałam śpiew ptaków i szelest kropli deszczu na liściach pobliskich drzew. Romanowicz głośniej chrapnął i obudził się. 
Spojrzał na mnie, uśmiechnął się, a potem ziewnął i klnąc, wstał z tapczana. Patrzyłam z nienawiścią na jego nagi tors obrośnięty czarnym włosem i obwisły członek. Być może istniały kobiety, które ten widok wprawiłby w zachwyt, ale nie mnie.
Boso poszedł do łazienki, skąd po chwili dobiegł mnie szum wody prysznica. Miałam przymknięte oczy i udawałam, że śpię. Nie czułam ani głodu, ani ochoty, żeby wstać i dalej żyć. Mąż wyszedł z łazienki już ogolony i zbliżył się do tapczana.

- Iza, nie udawaj, że śpisz. - powiedział pochylając się nade mną. - Wstań i zrób mi śniadanie. W lodówce masz mleko, chleb, masło i wędlinę. A w szafce nad zlewem puszkę kawy. No, wstań, dziewczyno. Jesteś przecież mężatką, a nie leniwą pannicą.
Otworzyłam oczy i w milczeniu wstałam. Naciągnęłam na siebie halkę, majtki i sweter, które poprzedniego dnia położyłam na krześle przy toaletce. Moje nocne koszule i szlafroki były jeszcze w nie rozpakowanych walizkach stojących pod oknem i w drugim pokoju. W kuchni zapaliłam gaz i postawiłam na kuchence czajnik z wodą. Uparcie udawałam, że nie widzę brudnych talerzy w zlewie i na stole. Romanowicz wszedł za mną do kuchni i rozejrzał się.
- Nie przejmuj się tym bajzlem. - rzekł pojednawczo. - Przyślę sprzątaczkę, każ jej posprzątać mieszkanie. No, mała, nie dąsaj się. Mój ptaszek ci się nie podobał? Ja wiem, że bolało. Pierwszy raz zawsze boli, ale wkrótce dupka się zagoi. Polubisz pierdol... - wyraził się po żołniersku. - Zobaczysz, jeszcze będziesz mnie prosić, żebym to robił częściej.
Milczałam, sięgając do szafki po puszkę z kawą i sypiąc ją do szklanki. Czajnik zagwizdał. Zalałam wrzącą wodą kawę i dolałam do niej odrobinę mleka. Zrobiłam kilka kanapek z wędliną. Zauważyłam, że były to znakomite wyroby, różniące się od tych, sprzedawanych w sklepach. Romanowicz wciągnął na siebie krótkie kalesony i włożył bawełniany podkoszulek. Usiadł przy stole i zaczął z apetytem jeść. 
 Znalezione obrazy dla zapytania pokaż stół zastawiony do śniadania.
Ja zrobiłam sobie mocnej kawy i zaniosłam ją do sypialni. Usiadłam na tapczanie, stawiając szklankę na stoliku nocnym, na którym znajdowało się radio. Byłam tak strasznie obolała, że nie mogłabym nic wziąć do ust. Mąż skończył się posilać i przyszedł do sypialni. Otworzył szafę i wyjąwszy koszulę i mundur, zaczął się ubierać. Wiążąc przed lustrem krawat, odwrócił głowę i spojrzał na mnie badawczo.
- Kochanie, zaniemówiłaś? Co z tobą? Obraziłaś się, że wczoraj trochę cię potarmosiłem? To nie moja wina, że byłaś cnotliwa. Miałem prawo użyć sobie po ślubie z młodą żoną. Iza, no, nie rób scen. Idę do pracy i nie mam czasu przejmować się twoimi grymasami. Zaraz przyjedzie po mnie samochód.
- Chcę wrócić do rodziców. - powiedziałam niemal szeptem.
Błyskawicznie odwrócił się w moją stronę.
- Oszalałaś? - wykrzyknął, ściągając czarne brwi. - Jesteś moją żoną i będziesz przy mnie, jak długo tego zechcę. Może kiedyś się rozejdziemy, ale jeszcze nie teraz. Iza, nie bądź głupia. Sama chciałaś wyjść za mnie, więc nie narzekaj. Mam nadzieję, że nie poskarżysz się tatusiowi, co z tobą zrobiłem, bo musiałbym się nim zająć! W jego interesie, nie piśniesz o tym do rodziców ani słowa, rozumiesz? No, przestań się mazać! Nie ma powodu do rozpaczy. Posłuchaj, masz tu trochę pieniędzy, idź do miasta i kup sobie coś ładnego. Poznaj się z naszą sąsiadką z parteru. To towarzyszka Bartnik. Ona ci pokaże miasto i powie, co gdzie jest, bo ja nie mam czasu. Jutro jadę w teren i zostaniesz sama.
Bogu dzięki! - westchnęłam w duchu.
- Co to za kobieta? - spytałam po raz pierwszy.
- Żona wojskowego. Mieszka sama, bo on jest za granicą, a dzieci; syn i córka studiują w Moskwie. Poznaj się z nią, pomoże ci przy zakupach w mieście. O 15-tej żołnierz przyniesie ci obiad z kasyna. Ja zjem na miejscu. A tak w ogóle, mogłabyś się nauczyć gotować. Mam dosyć tego stołówkowego żarcia. Lubię pierogi i kluski. Kup dziś coś na gorącą kolację.
- Chcę studiować, a nie gotować obiady. - oświadczyłam, patrząc na niego wyzywająco.
- Iza, ja nie ożeniłem się z tobą, abyś napychała sobie głowę mądrościami, ale po to, żebyś dawała mi dupy! Wyraziłem się jasno?
- Tak. Dziękuję, że uświadomiłeś mi tak dobitnie moją rolę.
- Znowu się dąsasz? Jesteś strasznie rozpieszczona, ale ja ciebie ustawię po wojskowemu. Zapisz to sobie w pamięci: ma być tak, jak ja chcę!
- Zapisałam. - mruknęłam przez zęby. - Słuchaj, ja w ogóle nie wiem gdzie, w jakiej jednostce służysz. W razie, gdyby coś zaszło, to gdzie mam ciebie szukać?
- A co ma zajść? Nie powinnaś być za ciekawa. - westchnął, kończąc wiązać krawat. - No dobrze. Może powinnaś wiedzieć, ostatecznie jesteś moją żoną. Nie służę w żadnej jednostce. Jestem oficerem w Głównym Zarządzie Informacji Wojskowej.1
Mało brakowało, a zleciałabym z tapczana na podłogę.
Obecnie Izba Pamięci w budynku dawnego GZI na Oczki.
Jezu Chryste, teraz już wiedziałam dlaczego w jednostce wszyscy tak się go obawiali. Nasłuchałam się mnóstwa strasznych rzeczy o Informacji Wojskowej. Mój ojciec, jako przedwojenny oficer, miał pod koniec lat czterdziestych bardzo poważne kłopoty z Informacją. Próbowali go szantażować, złamać i na wszystkie sposoby chcieli wydostać od ojca przyznanie się, że służył w AK. 
Potrafili wziąć się do rzeczy, namawiając oficera z którym ojciec pracował, żeby napisał na kalendarzu, iż tego dnia ojciec przyznał się do niego, że był w AK. Na szczęście, ojciec wszedł do gabinetu i zobaczył ten napis. Donosicielowi dał w zęby i podarł kalendarz na strzępy, ale to zdarzenie tak wytrąciło go z równowagi, że zachorował na nerwy. Lekarze z komisji wojskowej byli ludźmi przyzwoitymi i postawili ojcu takie diagnozy, że DOW musiało wyrazić zgodę na zwolnienie z wojska.  Gdyby ojciec przyznał się, że był żołnierzem Armii Krajowej, wówczas zostałby aresztowany i chyba zadręczony na śmierć, jak to się działo z wieloma innymi żołnierzami Polski Podziemnej. Po aresztowaniu ciotki Wandy, przez trzy tygodnie spaliśmy w ubraniach, na wszelki wypadek. Do końca życia nie zapomnę tamtych dni, pełnych paniki, że każdej chwili przyjdą po ojca. Jeszcze dziś, kiedy ktoś zapuka mocniej do drzwi, ogarnia mnie przerażenie. Te szykany na zawsze pozostały w naszej pamięci. 
Dlatego oświadczenie mego męża zrobiło na mnie tak wstrząsające wrażenie. Z własnej nieprzymuszonej woli poślubiłam człowieka, pracującego w najbardziej zsowietyzowanym resorcie Wojska Polskiego. Informacja współpracowała ściśle z NKWD, a potem z KGB i z kontrwywiadem sowieckim. Nie mogłam dać po sobie poznać, że co nieco wiem o metodach stosowanych przez resort, w którym mąż pracował. Zapomniałam, że on wiedział o nas więcej, niż powinien wiedzieć i z pewnością znał sprawę mego ojca. Dziwiłam się, że zdecydował się mnie poślubić, bo jak mi kiedyś powiedział: ”Niemal połowa przedwojennych oficerów ma wrogie, lub obce klasowo poglądy polityczne.” 
Ja także byłam obca klasowo.
Wieciec ku czci ofiar GZI.
- Iza, nie wolno ci o tym nikomu powiedzieć, rozumiesz? - rzekł, podchodząc do mnie bliżej. - Absolutnie nikomu! Gdybyś wygadała się z tym do rodziców, musiałbym kazać ich aresztować.
Poczułam, że lodowacieją mi ręce i nogi. Jezu, w co ja się wplątałam!
- Nikomu nie powiem, potrafię milczeć. - wyszeptałam, spuszczając oczy, żeby nie odgadł moich myśli.
- Pamiętaj! Czasem będą tu przychodzić różni ludzie, żeby porozmawiać ze mną. Ale ty nikogo nie będziesz widziała i nic nie będziesz słyszała, jasne?
- Tak.
- Bo w przeciwnym razie... - zawiesił głos, patrząc na mnie groźnie.
- Zastrzelisz mnie? - posłałam mu wyzywające spojrzenie.
- Nie bądź śmieszna. Mogę ci zrobić na przykład, ot tak! - pochylił się nade mną i mocno ucisnął mi dół klatki piersiowej. 
Momentalnie zabrakło mi powietrza, poczułam ból i zaczęłam tracić przytomność. Nie wiedziałam, że był to ucisk na splot słoneczny, który w prawdziwej walce mógł okazać się śmiertelny.
- Widzisz? Nie potrzeba strzelać. No, jaśnie panienko, otwórz oczy. Przecież nie zrobiłem ci krzywdy. - poklepał mnie po policzku. - Tu masz numer mego telefonu. Pracuję w gmachu GZI (Głównego Zarządu Informacji Wojskowej) na Oczki. Ale mówię to na wypadek naprawdę czegoś ważnego. W żadnym innym przypadku nie pozwalam ci do mnie dzwonić. - spojrzał na zegarek i niecierpliwie wyjrzał przez okno, ale samochód jeszcze nie przyjechał.
- To co ja mam w końcu tu robić? - spytałam z rozpaczą.
- Jak to co? Jesteś moją żoną i będziemy żyli jak inni ludzie. Zaczniemy chodzić do kina, na zabawy do kasyna. Pójdziemy do teatru, czy do kawiarni. Dużo pracuję, więc jeśli mnie nie będzie w domu, pójdziesz gdzieś z Bartnikową. Ale z nikim innym, rozumiesz?
- Rozumiem.
- No, nie miej takiej ponurej miny. Przecież tak się cieszyłaś, że wyjdziesz za mnie. Iza, nie lubię, kiedy kobiety grymaszą. O, samochód przyjechał! Nie wiem o której wrócę. Jak przyjdę, to będę. - zażartował, a potem ujął mnie za podbródek, podniósł moją głowę i pocałował w usta, wsuwając mi język między zęby.
Myślałam, że zwymiotuję!


Kiedy trzasnęły za nim drzwi, opadłam na tapczan kompletnie otępiała z rozpaczy. Nie czułam już do niego nawet cienia miłości. Nienawidziłam i bałam się panicznie mężczyzny, którego na swoje nieszczęście poślubiłam. Jego okrucieństwo i błyskawiczne zmiany nastroju, nie wróżyły mi lekkiego życia. Zresztą nie miałam pojęcia o innych jego namiętnościach i nałogach. To wszystko było jeszcze przede mną. Na razie czułam się jak człowiek, który szedł do raju, lecz przez pomyłkę trafił do piekła!    c.d.n.

1Główny Zarząd Informacji Wojskowej GZI - Informacja Wojskowa Wojska Polskiego przy MON. Komisja d\s Bezpieczeństwa Publicznego – organ kontrwywiadu wojskowego. Od 1944 - 1957 odpowiedzialny obok MBP za masowe represje wśród żołnierzy WP, Armii Krajowej, WiN. NSZ i ludności cywilnej. W 1957 r. przekształcony w Wojskową Służbę Wewnętrzną MON. Do 1957 roku GZI aresztował około 17 tys. osób wojskowych i cywilnych, wydał 20 wyroków śmierci. Słynął z takiego okrucieństwa, że aresztowani marzyli o przeniesieniu ich do więzienia Urzędu Bezpieczeństwa.