sobota, 4 lutego 2017

SEKRETY RODZINNE - TELEFON Z DOMU.


4 lutego 2017 r.
 
Danuta Szflarska i Jerzy Duszyński w filnie "SKARB"

Przez kilka następnych dni prowadziliśmy niemal normalne życie. Kilka razy byliśmy w kinie na filmie francuskim, chyba z Fernandelem, już dokładnie nie pamiętam, ale to była jakaś komedia. A może polski film "Skarb", z moją ukochaną Danutą Szflarską? Chodziliśmy także do winiarni na wino i na lody. Romanowicz bardzo dbał o to, żebym była zawsze ładnie ubrana i posyłał mnie do fryzjera, dumny z moich pięknych włosów. Chciał, żebym się wszystkim podobała. Sam kupował mi zagraniczne kosmetyki i dobre perfumy w sklepach zarezerwowanych dla oficerów MON. 
Na to nie żałował pieniędzy, podobnie jak na moje stroje i wykwintną bieliznę. Kupował mi koronkowe lub tiulowe koszule nocne, halki czy majtki, kazał mi się rozbierać do naga i w jego obecności przymierzać kupioną bieliznę. Takie sceny zwykle kończyły się brutalnym seksem. To, co kochająca kobieta robi z ukochanym mężczyzną z miłości, ja musiałam robić na jego rozkaz. Brzydziłam się, nie chciałam, płakałam, ale wtedy wpadał we wściekłość i siłą potrafił zmusić mnie, żebym zrobiła co kazał. Były takie chwile, że błagałam Boga o śmierć!
 Często nie wracał do domu wieczorem, lecz dopiero późną nocą lub nad ranem, budząc mnie ze snu.  Musiałam wstać, przygotować mu coś do picia, czasem kolację, o ile nie jadł w kasynie. Po jakimś czasie spostrzegłam, że coraz później wraca do domu, zmęczony i zdenerwowany. Wtedy zostawiał mnie zwykle w spokoju i zasypiał niespokojnym snem, rzucając się i coś mamrocząc pod nosem. Ale o najważniejszym nie wspomniałam! Nazajutrz, po jego przyjeździe z Poznania, zadzwoniłam do rodziców, żeby pocieszyć mamę. Telefon odebrał ojciec.
- Tupciu, jak się czuje mamusia? Bardzo się martwi?- spytałam uradowana, że słyszę jego głos.
Ojciec przez chwilę nie odpowiadał.
- Tatku, coś się stało? - zawołałam przestraszona.
- Mamusia wyjechała, nie ma jej w domu. - powiedział tata, zmienionym głosem.
- Gdzie wyjechała? - krzyknęłam, już cała w nerwach. - Proszę cię, niczego przede mnie nie ukrywaj. Gdzie mama i dlaczego zostawiła ciebie samego?
- Pojechała do Poznania. - rzekł cicho tata. - Ciocia Joanna jest chora.
Słuchałam tego coraz bardziej zdumiona. Mama zostawiła tatę i pojechała do chorej siostry, jakby nie było w Poznaniu innych krewnych? To było wprost nie do pomyślenia!
- Tato, jeżeli ciotka Joanna ma grypę, zapalenie płuc, czy dostała wścieklizny, - wybuchnęłam z gniewem. - to niech się nią opiekują inne ciocie, albo Irena! Co ciotce w końcu dolega?
- Iza, ciotka jest ranna. Dostała odłamkiem w głowę. - powiedział ojciec grobowym głosem.
 Jezus Maria! Matka pojechała do Poznania w czasie walk ulicznych! O mało nie wypuściłam słuchawki z ręki.
- Tato, jak mogłeś pozwolić, żeby tam teraz pojechała? Zadzwoń, niech natychmiast wraca!
- Nie mogę. Centrala nie łączy z Poznaniem.
Prawda, przecież sama próbowałam dzwonić. Poznań był odcięty od świata.
- To skąd mama dowiedziała się, że ciotka jest ranna?
- Przyszedł jakiś pan, który był w tym czasie w Poznaniu i przekazał mamie wiadomość od rodziny. Mama natychmiast się spakowała i pomimo moich próśb, jeszcze tego samego dnia pojechała do Poznania.
- To znaczy kiedy?
- Przedwczoraj, nocnym pociągiem.
Przyciągnęłam sobie fotel i usiadłam na poręczy, bo nogi uginały się pode mną.
- Tatusiu, to było szaleństwo! Nie wyobrażasz sobie, co w tym mieście się dzieje. - zaczęłam mówić i nagle umilkłam, przypomniawszy sobie, że telefon męża może być na podsłuchu. Władza ludowa nie ufała nikomu.
W tym momencie Romanowicz wyszedł z sypialni. Zobaczył, że siedzę blada jak kreda, z telefonem w drżącej dłoni.
- Z kim rozmawiasz? - odezwał się, marszcząc brwi.
- Z ojcem. - powiedziałam i wybuchnęłam płaczem. - Mama pojechała do Poznania, bo ciotka Joanna została ranna w głowę. - wyszlochałam.
- Wariatka! - mruknął pod nosem. - No więc co z tego?
- Chcę żeby mama wróciła do domu, ale nie mogę połączyć się z Poznaniem! - płakałam coraz głośniej.
Wyrwał mi słuchawkę z ręki i rzucił ostro do telefonu.
- Potem sobie porozmawiacie. - oświadczył i rozłączył się.
- Co robisz? - wykrzyknęłam oburzona. 
Chwycił mnie za ramiona i potrząsnął tak mocno, że aż głowa odleciała mi do tyłu.
- Tyle razy mówiłem ci, psiakrew, żebyś nie gadała głupot z mojego telefonu! Nie wolno ci mówić o tym, co dzieje się w Poznaniu. Kiedy, kurwa, nabierzesz rozumu?
- Czy nie rozumiesz, że tam jest moja matka? - zawołałam zrozpaczona. - Nie wiem, co się z nią dzieje, czy dojechała żywa, bo z Poznaniem centrala nie łączy. Spakuję się i pojadę do Poznania po mamę!
- Nie, ty naprawdę oszalałaś! Chcesz jechać do oblężonego miasta? Masz ochotę, żeby cię jakiś żołnierz wyruchał? Od tego masz męża! Iza, uspokój się, do cholery! - wrzasnął na mnie. - Nigdzie nie pojedziesz, słyszysz? Na krok nie pozwolę ci ruszyć się z domu.
Strajkujący usiłują wedrzeć się do gmachu UB.
Nie zwracając uwagi na jego słowa, płakałam coraz głośniej. Był taki zły, że chwycił mnie za warkocz i szarpnął tak mocno, aż krzyknęłam z bólu.
- Przestań ryczeć! Człowiek nie ma nawet w domu spokoju, przez tę idiotkę. Gadaj, jaki jest numer telefonu do tej twojej ciotki?
- Przecież tam nie można się dodzwonić. W mieście jest telefoniczna blokada. - wybełkotałam przez łzy.
Mąż zaśmiał się drwiąco.
- No, popatrzcie, jaka mądrala z tej mojej dziewczyny. Podaj numer! - rzucił rozkazująco.
Podałam, a on zapisał go sobie na kawałku papieru i wziął słuchawkę. Wybrał jakiś numer, a kiedy usłyszał kobiecy głos, powiedział:
- Połączcie mnie, towarzyszko, z Poznaniem. - i podał numer telefonu ciotki. W słuchawce rozległ się sygnał i po chwili odezwała się jakaś kobieta:
- Halo?
- Ciocia Joanna? - wykrzyknęłam radośnie, kiedy mąż oddał mi słuchawkę.
- Nie. To ty, Iza? - poznałam ogromnie zaskoczony głos ciotki Krystyny. - Jak się do nas dodzwoniłaś?
Dostrzegłam, że mąż położył palec na ustach, gestem nakazując mi milczenie. Skinęłam głową widząc, że nie odchodzi i słucha mojej rozmowy.
Poznań 1956 rok. ul. Świety Marcin, wtedy ul. Armii Czerwonej.
 - Mniejsza z tym, ciociu. Czy mamusia jest u was? Proszę, niech podejdzie do telefonu.
- Jak ty się dodzwoniłaś? To już nie ma blokady? - dziwiła się ciotka, ale zaraz oddała słuchawkę mamie.
- Żabunia? - o mało nie zaczęłam znowu głośno płakać, ale natychmiast się opanowałam, rzuciwszy okiem na twarz męża. - Mamo! - powiedziałam najbardziej stanowczym głosem, na jaki mogłam się zdobyć. - Proszę natychmiast się spakować i niech wuj Leszek odwiezie ciebie na dworzec. Wieczorem musisz być w domu. Ojciec szaleje z niepokoju o ciebie, ja także bardzo się martwię. Pozdrów ode mnie ciotkę Joannę i życz jej zdrowia.

- Ależ dziecko, ciocia jest naprawdę bardzo poważnie ranna. Nie masz pojęcia, co tu się dzieje. - mama zamierzała powiedzieć więcej, ale nie zdążyła, bo mój małżonek, tak jak poprzednio, odebrał mi słuchawkę. - Proszę nie dyskutować, tylko posłuchać Izy. Musi pani zaraz wyjechać z Poznania. Tak będzie najlepiej dla pani i dla całej rodziny. Iza bardzo się o panią martwi, a ja nie mogę patrzeć na jej łzy! Pani siostrze pomoże rodzina, a pani jest potrzebna mężowi. Jutro chcę usłyszeć, że pani dotarła do domu! Powtarzam, proszę natychmiast wyjechać z miasta!
Odłożył słuchawkę, nie pozwalając mi dokończyć rozmowy z mamą.
- Jeżeli raz jeszcze pozwolisz sobie na podobne rozmowy, dostaniesz ode mnie oficerskim pasem, jasne? - zwrócił się do mnie, posyłając mi złe spojrzenie.
Podobno Kościół był w PRL-u prześladowany?
Czuły, dobry mąż, który nie może patrzyć na moje łzy! Był w tym łut prawdy, bo on rzeczywiście nie znosił kiedy płakałam i wtedy wpadał w furię. 
Na szczęście mama posłuchała i jeszcze tego samego dnia wróciła do domu, ku wielkiej radości taty. Oboje byli ogromnie wdzięczni memu mężowi za energiczną interwencję. Tylko nie pojmowali, jakim cudem udało mi się połączyć z Poznaniem, w czasie telefonicznej blokady? c.d.n.