piątek, 3 marca 2017

SEKRETY RODZINNE - SPRAWIEDLIWOŚĆ DZIEJOWA.


3 marca 2017 r.
Wielka parada LWP na 1000-lecie Państwa Polskiego
   Wieczór święta Wojska Polskiego spędziłam z panią Danusią, przy kawie, torcie i kieliszku wina. Zwierzała mi się ze swoich przeżyć wojennych opowiadając, że została brutalnie zgwałcona przez jakiegoś mongoła. Kiedy wyznała to mężowi, on odszukał sprawcę gwałtu i po prostu go zastrzelił! Oskarżano Rosjan o masowe gwałcenie kobiet, ale nie była to cała prawda. Po pierwsze, od prawieków żołnierze zwycięskiej armii zawsze to czynili. Takie było prawo wojny.    
Rakiety taktyczne klasy ziemia-ziemia.
   Zresztą takich czynów najczęściej dopuszczali się żołnierze radzieccy wcieleni do armii z jakichś odległych republik azjatyckich. Polska była dla nich pierwszym krajem europejskim, jaki w życiu ujrzeli. Widok tylu nieznanych im miast i ludzi zupełnie odmiennych od tego, co dotąd widzieli, doprowadzał ich niemal do szału. Dostawali jakby amoku i wówczas, bez litości mordowali i gwałcili młode dziewczęta, dzieci i kobiety, nawet martwe! Przypomniałam sobie opowiadania ciotki z Poznania, która wprost cudem uniknęła zgwałcenia przez takiego właśnie mongoła, w czasie szturmu miasta. W ostatniej chwili nadbiegł radziecki oficer i nie bawiąc się w dyskusje, zastrzelił drania, a ciotce podarował futro, bo ten bydlak podarł na niej odzież, a był to mroźny styczeń.
   Często również słyszeliśmy użalanie się Niemek, nad zbiorowymi gwałtami niemieckich kobiet w Berlinie i innych miastach. Szczerze powiedziawszy, wcale się nie dziwię, że żołnierze radzieccy, wspomniawszy na okrucieństwa popełniane przez Niemców w czasie wojny w Rosji, brali straszny odwet. Słowianie uważani byli przez Niemców za rasę podludzi, w przeciwieństwie do rasy panów, jakimi byli Niemcy. Po masowych gwałtach, nie można już było mówić o narodzie niemieckim, jako o rasie panów. Biorąc pod uwagę potworności, jakie spotykały polskie kobiety w powstańczej Warszawie, wcale Niemek nie żałowaliśmy. Miały to, co same wybrały. Po doświadczeniach sześciu lat okupacji hitlerowskiej w Polsce, ludzie mieli twarde serca. 
Parada LWP na 1000-lecie Państwa Polskiego.
 
Parada LWP na 1000- lecie Państwa Polskiego.
   Następnego dnia zadzwoniła Ewa i zaprosiła mnie do kawiarni. Umówiłyśmy się w „Kopciuszku”. Tego dnia, na szczęście, było jeszcze dosyć ciepło, więc mogłam wyjść w kostiumie i grubym golfie, który kupiłam sobie, podwędziwszy pieniądze z kieszeni męża. Ewa siedziała w towarzystwie dwóch pań, żon oficerów z branży mego małżonka. Jedna z nich, mocno wymalowana pani Tania, raczyła się zdziwić, że major Romanowicz wziął sobie żonę z odległego miasta, kiedy tyle kobiet pracujących tu, w wojsku, chętnie by go poślubiło. Zorientowałam się, że sama chętnie zagięłaby parol na Romanowicza.
Parada LWP na 1000-lecie Państwa Polskiego.
 - Zapewne pani studiuje? - zagadnęła mnie druga pani, mająca całkiem wygolone brwi, a na ich miejscu narysowane kredką kreski.
- Zamierzałam, ale nic z tego nie wyszło. - powiedziałam z nieukrywaną goryczą. - Wprawdzie mąż życzył sobie, żebym jeszcze przez rok odpoczęła, ale ja jednak zdecydowałam się złożyć dokumenty na wydziale historii. Sekretarka przeczytała mój życiorys i oświadczyła mi, żebym sobie dała spokój. Pouczyła mnie, że teraz władza ludowa kształci swoją inteligencję z klasy robotniczo-chłopskiej, a dla na potomków przedwojennej inteligencji miejsca nie ma! Przy naszej rozmowie obecny był jakiś profesor i ten także powiedział, że raczej nie mam szans, ponieważ brakuje mi punktów za pochodzenie!
- Z politycznego punktu widzenia, jest to sprawiedliwość dziejowa. - stwierdziła pani Tania, kończąc pić kawę z fajansowej filiżanki. - Dzieci obszarników, wyzyskiwaczy i kułaków, muszą ustąpić miejsca pokoleniu prawdziwych Polaków!
Miałam ochotę wylać jej te fusy na wytapirowaną głowę.
- Musimy już iść, Ewuniu. - powiedziała ta druga kobieta bez brwi, spojrzawszy na zegarek. - Umówiłam się z krawcową, szyje mi zimowy płaszcz. No to do zobaczenia. Miło mi było poznać panią, pani Izo.
Skinęła mi głową, cmoknęła powietrze przy policzku Ewy i obie panie wyszły.
- Stare, głupie klępy! - mruknęła Ewa, posyłając za nimi pogardliwe spojrzenie. - Mają opadłe cycki i wielkie dupy. Nie mogą strawić, że młodsi oficerowie nie interesują się nimi. One nie lubią młodych i ładnych kobiet. Na twoim miejscu, powiedziałabym o tym zajściu na uniwerku mężowi. Niechby zrobił z nimi porządek!
Święto Ludowego Wojska Polskiego - kawaleria.
 - O tak. - zaśmiałam się drwiąco. - Raczej posłałby im liścik z podziękowaniem.
- Nie rozumiem. - Ewa spojrzała na mnie ze zdziwieniem. - Przecież mógłby ich ustawić.
- Mógłby, ale on wcale sobie nie życzy, żebym studiowała. Mam siedzieć w domu i czekać na pana męża, gotowa do świadczenia mu małżeńskiej usługi.
- Cholera, istne średniowiecze! Słuchaj, Iza. Właśnie chciałam ci powiedzieć, że wczoraj na zabawie był także ten ruski pułkownik. Wiesz, ten z Bristolu! Tańczył nawet raz ze mną i pytał, dlaczego ciebie nie ma. Oho, on się tobą poważnie interesuje.
- Zdaje ci się. - bąknęłam zakłopotana, spuszczając oczy. - Po prostu widział nas razem w Bristolu i dlatego spytał.
- Wcale ci nie wierzę. - Ewa zachichotała i dała mi łagodnego szturchańca w bok. - Fajny z niego gość i bajecznie tańczy. Podoba mi się, ale mój Władek go nie lubi, bo powiada, ze on jest wredny. - rzuciła mi spod rzęs prowokujące spojrzenie i dodała: - Jakby mi zaproponował, to bym się z nim chętnie przespała…. Co ty na to?
- Zaraz się rozpłaczę. - jęknęłam z udaną rozpaczą. - Ewuniu, prześpij się z nim, albo z moim mężem. Ja nie mam nic przeciwko temu.
- Nie!... Ty tak poważnie? - Ewa o mało nie zadławiła się kawałkiem jedzonego ciastka. - Co z tobą, nie jesteś kobietą?
- Najpoważniej. Po prostu nie zależy mi na żadnym z nich. - nie była to całkowita prawda, ale wolałam moje myśli zachować dla siebie.- Obawiam się, że na razie mam wszystkich mężczyzn powyżej uszu.
Święto Ludowego Wojska Polskiego. Pancerniacy.
- Mówisz, jak stara, zramolała babcia. - Ewa potrząsnęła z ubolewaniem głową. - Wiesz, przyjechał mój tata ze wsi. Przywiózł mi kawał rąbanki i dopytywał się, dlaczego nie chodzimy do kościoła. Władek mu powiedział, że wojskowi mają zakaz uczęszczania na nabożeństwo. Wyobraź sobie, co mu tata odrzekł: „To wystąp z wojska i przyjedź na wieś!” Mało mnie szlag nie trafił. Dopiero co wyrwałam się z tej ciemnej wiochy i miałabym tam wracać? Pokłóciłam się z tatą, ale chyba pojadę do nich na parę tygodni, bo Władek chce, żebym wyjechała z Warszawy. Spodziewają się chyba jakichś rozruchów. A ty do rodziny nie jedziesz?
- Nie. - odparłam krótko. - Mąż sobie tego nie życzy
Z trudnością powstrzymałam się od wybuchnięcia płaczem. Ja już nie panowałam nad nerwami, byłam wykończona. -.
Wróciłam do domu w bardzo kiepskim humorze i dosyć wcześnie położyłam się spać, zostawiwszy mężowi kolację w kuchni na stole. Obudziłam się o poranku i stwierdziłam, że Romanowicz do domu nie przyszedł. Zabrałam się za porządki i zrobiłam małe pranie. Myślałam, że mąż przyjedzie do domu na śniadanie, ale się nie zjawił. Wypiłam kawę i obejrzałam w telewizji jakiś nieciekawy program. Potem ubrałam się i wyszłam z domu, żeby trochę pospacerować i odetchnąć świeżym powietrzem. Zastanawiałam się, dlaczego Romanowicz nie wrócił wieczorem z pracy do domu i podejrzewałam, że dzieje się coś niedobrego.
    Pojechałam autobusem na Stare Miasto i długo chodziłam po wąskich uliczkach starannie odbudowanych. Wyglądały malowniczo, lecz były tylko kopiami dawnego Starego Miasta, zamordowanego w czasie powstania. Działy się tutaj potworne sceny, bo powstańcy, wycofujący się najczęściej kanałami, nie mogli zabrać z sobą ciężko rannych kolegów, leżących w piwnicach zrujnowanych domów. 
Odbudowana warszawska Starówka.
     Pozostawieni ranni powstańcy, zostali przez wkraczających na te tereny Niemców, bezlitośnie wymordowani, a często żywcem spaleni. Ranne dziewczęta były masowo gwałcone przez towarzyszące Niemcom oddziały Dirlewangera, składające się z wyrzutków różnych nacji, najczęściej kryminalistów i zbrodniarzy, wypuszczonych z więzień, a także Ukraińców z Ukraińskiego Legionu Samoobrony, pod dowództwem Petra Diaczenki, oraz diabli wiedzą kogo jeszcze. Zwłoki pomordowanych powstańców zasypały gruzy zrujnowanych domów.
Znalezione obrazy dla zapytania Zdjęcie Starego Miasta w latach pięćdziesiątych,
Warszawska Starówka w 1945 roku.                                                
   Przeszłam się bulwarami nad Wisłą, szeroko rozlaną po ulewnych, jesiennych deszczach i zrobiłam zdjęcie Syrenki, o twarzy panny  Krystyny Krahelskiej, która pozowała rzeźbiarce Ludwice Nitschowej. Warszawska Syrenka poległa drugiego dnia Powstania Warszawskiego.
   Romanowicz nie przyszedł na noc do domu. Nazajutrz pojechałam z panią Danusią zwiedzić Pałac Kultury. Wjechałyśmy windą na najwyższe piętro, gdzie jest taras widokowy i wtedy mogłam zobaczyć, jak bardzo nasza nieszczęsna stolica była doprowadzona do parteru. 
Symbol Miasta Warszawska Syrenka.
    Nie mieliśmy jeszcze wieżowców i Warszawa, chociaż odbudowująca się w błyskawicznym tempie, ciągle przypominała rumowisko. Pałacem byłam zachwycona. Marmury, lustra, rzeźby, ogromne sale, wspaniałe kolumnady. No, było na co popatrzeć. Chodziłyśmy po monumentalnym gmachu przez dwie godziny, a jeszcze wiele zostało do oglądnięcia. Warszawiacy krzywili się na ten budynek, a wieżycę nazywali nawet „palcem Stalina”, lecz z czasem zrósł się on ze stolicą, stając się niejako jej wizytówką. 
Wnętrze Pałacu Kultury i Nauki.
   Był to jedyny dar Stalina dla umęczonej Warszawy, który Polacy mogli, choć niechętnie, zaakceptować.
 Cóż, taka bywa sprawiedliwość dziejowa. c.d.n.