środa, 10 maja 2017

SEKRETY RODZINNE - MOJE ŻYCIE I POLITYKA.


10 maja 2017 r.

R O Z D Z I A Ł II.

    Spotkanie i spacer z Alinką, były pierwszymi krokami na drodze do wyzdrowienia. Ale jeszcze wiele wody upłynęło, zanim naprawdę stanęłam na nogach. Kiedy objawy nerwicy lękowej nieco się zmniejszyły, pierwszą rzeczą za którą się rozglądnęłam,, było poszukanie sobie pracy. W latach sześćdziesiątych ub. w. było to dziecinnie łatwe. Wystarczyło mieć średnie, a czasem i podstawowe wykształcenie, aby zostać dyrektorem dużego zakładu przemysłowego. Nie miałam takich aspiracji i przyjęłam nudną i nużącą posadę w księgowości, pewnego wielkiego zakładu przemysłowego.
   
 Ponieważ moje miejsce pracy znajdowało się kilkanaście kilometrów od miasta, musiałam wstawać o godzinie piątej rano, aby zdążyć do autobusu dowożącego nas do zakładu. Ja z moimi zamiłowaniami literackimi i historyczną pasją, nadawałam się do księgowości, jak wół do karety. Z tym, że ja wolałam być karetą, a praca wołem, którego należało stale popędzać, bo wlókł się wolno, od poniedziałku do soboty. Wówczas soboty nie były jeszcze wolne i tyrało się przykładnie okrągły tydzień.
   Polska lat sześćdziesiątych daleka już była od tej z Października 1956 roku. Minęły wzloty i nadzieje na wielką zmianę. Owszem, zmiany były, niekoniecznie na lepsze, choć nie wszystkie. Gomułka był człowiekiem skromnym i bardzo oszczędnym. Państwo rozwijało się dynamicznie, ale bez pomarańczy i cytryn, które się rzadko do kraju wtedy sprowadzało, aby zaoszczędzić dewizy. Nasze owoce były tanie i to nam wystarczało.
Nie zawsze w PRL-u półki były puste.
     Sam I Sekretarz PZPR również żył skromnie. W przeciwieństwie do Bieruta, który zachowywał się jak przysłowiowy marynarz – gdzie strona, tam żona – Gomułka miał tylko jedną żonę, Liwę Szoken, potem Zofię Szoken, pochodzącą z rodziny żydowskiej. Robotnicę z przedwojennej warszawskiej fabryki zapałek. Do dziś nie rozumiem, dlaczego polscy politycy żenili się, i nadal żenią z Żydówkami, jakby brakowało Polek? No, ale to już jest ich osobista sprawa.
    Swoją towarzyszkę życia od 1929 roku, Gomułka poślubił dopiero w 1951 roku, bowiem w Polsce przedwojennej nie było ślubów cywilnych, a oni byli ateistami i kościelnego obrządku sobie nie życzyli. Zofia Szoken – Gomułka, była działaczką komunistyczną, odsiadując wyroki za swoją działalność polityczną sama, lub razem z mężem, kiedy to „Wiesław” był aresztowany w 1951 roku w Krynicy. Po wyborze Gomułki na I Sekretarza KC PZPR, Zofia pełniła funkcje publiczne m. in. członka Komisji kontroli partyjnej przy Kom. Dziel. PZPR W-wa Śródmieście.
Gomułka z Mieczysławem Moczarem na pikniku.
   I Sekretarz nie lubił ostentacji i mieszkał z żoną w Warszawie w zwykłym domu, a nie w luksusowej willi. Zofia prowadziła mu gospodarstwo i piekła na niedzielę ciasto. Podobno wieczorami siadali w pokoju, słuchając Radia „Wolnej Europy”, a Gomułka przeklinał, że te sukinsyny nigdy nie mówią o Polsce prawdy! Polska miała po październikowym przewrocie wielkie szanse modyfikacji stalinowskiego systemu ekonomicznego, lecz nie potrafiła jej wykorzystać.
W Związku Radzieckim także nastąpiły wielkie zmiany, kiedy na miejsce odsuniętego Nikity Chruszczowa i jego ekipy o reformatorskich tendencjach, wybrano na I Sekretarza KC KPZR, Leonida Breżniewa, reprezentującego frakcję „betonu”. Odtąd stosunki pomiędzy polską a ZSRR, były raczej chłodne i oficjalne, choć na pozór wszystko było jak dawniej. Ale Breżniew, prędko skończył liberalny kurs Chruszczowa i kulturalną oraz polityczną odwilż, przybierając bardziej konserwatywny i twardy kierunek polityki.
Namiętny pocałunek przyjaźni polsko-radzieckiej.
    Niemniej lata sześćdziesiąte cechował w Polsce rozwój kultury, budownictwa, oraz nowoczesności, wziętej z naśladownictwa zachodu. Zaczęto wznosić wielkie zakłady przemysłowe, wieżowce, ogromne, „wielkopłytowe” osiedla mieszkaniowe i duże sklepy „supersamy”. Kobiety ubierały się modnie, starając się naśladować trendy paryskie i amerykańskie. 


Jak grzyby po deszczu powstawały kluby jazzowe, gdzie zbierali się studenci i inteligencja pracująca. Telewizja pokazywała ciekawe filmy zagraniczne i znakomite teatry telewizji, skupiające przy odbiornikach miliony widzów. Więcej się mówiło o krajach zachodnich, chociaż nie zawsze z podziwem, żeby nie obniżać autorytetu partii i ideologii socjalistycznej.
Gwiazda tego okresu: Kalina Jędrusik.
   Polskie filmy i seriale telewizyjne cieszyły się ogromną oglądalnością, Wajda wtedy właśnie nakręcił swój słynny film „Niewinni czarodzieje”. Lepiej wyglądało zaopatrzenie sklepów w towary przemysłowe, tekstylia, a także w spożywcze, w mięso oraz podroby, które można było dostać bez kolejki.
Tadeusz Łomnicki i Krystyna Stypułkowska.
   W bloku państw socjalistycznych, Polska cieszyła się największą swobodą i względną demokracją. Rosjanie, którzy przyjeżdżali do Polski, nie mogli się nadziwić, że w tej Polszy taka wolność!
Być może Polska zawdzięczała ten dynamiczny klimat młodemu pokoleniu, nie obciążonemu już piętnem przeżyć wojennych. Młodzi Polacy chcieli żyć swobodnie, wzorując się na państwach zachodnich, bo żelazna kurtyna nieco się podniosła i wiele osób wyjeżdżało w jakichś sprawach za granicę, przywożąc do kraju nowinki zachodnie.
Jeszcze nie znano rajstop i pończochy puszczały "oczka".
     Pracując w dużym zakładzie przemysłowym, poznawałam wielu ludzi, ale nie utrzymywałam stosunków towarzyskich z koleżankami z pracy, ponieważ nie mogłam, a może i nie chciałam, znaleźć z nimi wspólnego języka. Koleżanki nie mogły zrozumieć dlaczego nie chodzę na zabawy zakładowe i nie flirtuję z przychodzącymi do biura młodymi pracownikami. Kiedy do pokoju wchodzili mężczyźni, spuszczałam oczy na moją maszynę do liczenia i prędko coś wystukiwałam, odzywając się rzadko i bardzo zimno, a czasem wprost lodowato. Kupiłam tym sobie przydomek „księżniczki”, mimo iż wcale nie byłam dumna, lecz po prostu jeszcze nerwowo chora. Koleżanki przypisywały moje zachowanie nadmiernej skromności, grożąc mi staropanieństwem. Nie miały pojęcia, że byłam już mężatką. Nigdy o tym nikomu nie wspominałam i nikomu się nie zwierzałam.
Bar mleczny. Można było tanio i nieźle zjeść.
     Może dlatego, że nie lubiłam plotek i nie gustowałam w ich debatach o karmieniu dzieci, praniu i kłopotach małżeńskich, nie byłam specjalnie lubiana. Zazdroszczono mi, że byłam jedynaczką i nie musiałam oddawać wszystkich zarobionych pieniędzy rodzicom, kupując sobie eleganckie stroje i wyjeżdżając sama na wczasy.
Wyśmiewane obecnie wczasy pracownicze, dawały ludziom odpoczynek i rozrywkę.
   Nikt nie wiedział, że będąc nad morzem, siedziałam godzinami samotnie na odległej pustej plaży, wpatrując się w w błękitny bezmiar Bałtyku. W Zakopanem chodziłam w góry, nie korzystając z organizowanych przez dom wczasowy wycieczek i unikając, jak diabeł święconej wody, tak zwanych „wieczorków towarzyskich”, po których wczasowiczki przychodziły do pokoju zalane w srebrnego lisa i bardzo często nie same.Prawdę powiedziawszy, stroniłam od ludzi, najlepiej czując się w domu. 
   Bardzo wiele czytałam, szczególnie dzieła naukowe z dziedziny mojej ukochanej historii i polityki. Z rodzicami często chodziłam do kina, bo wszyscy uwielbialiśmy filmy. Czasami wstępowaliśmy do kawiarni na kawę i ciastka, lub w lecie na lody, starannie omijając lokale, w których niegdyś bywałam z Romanowiczem.
Z niecierpliwością oczekiwałam, kiedy Alina przyjedzie na stałe do naszego miasta, z góry ciesząc się na jej towarzystwo. Cały czas byłyśmy w kontakcie telefonicznym i przez korespondencję, gdyż jeszcze nie znano komórek i ludzie pisywali do siebie listy. W zasadzie, mogłabym wstąpić na studia zaoczne, bo już nie obowiązywały te drakońskie przepisy, co w latach pięćdziesiątych, ale nie mogłam się zdecydować. 


Same dojazdy do innego miasta zajmowałyby mi wiele czasu, a przecież pracowałam zarobkowo. Poza tym, jeszcze gnębiła mnie nerwica. W pracy starałam się opanować lęki, ale po powrocie do domu, często nawiedzały mnie dawne koszmary.
Zresztą mama czuła się źle, miała poważne schorzenie kręgosłupa i uważałam, że powinnam pomóc jej w pracach domowych. Wprawdzie rodzice namawiali mnie, żebym podjęła naukę, ale czynili to w trosce o moją przyszłość. Zdawałam sobie sprawę, że nie wolno mi pozostawić ich teraz samych.
Obie z mamą cierpiałyśmy na bezsenność. W czasie tych „białych nocy”, gdy ojciec miał w zakładzie nocną zmianę, siadywałyśmy w lecie obie przy szeroko otwartym oknie, spędzając wiele godzin na rozmowach i wspomnieniach.
Mama martwiła się o mnie i próbowała przekonać mnie do poszukania sobie towarzystwa.
- Dziecko, my nie jesteśmy wieczni. - próbowała mnie przekonać. - Kiedyś zostaniesz sama. Powinnaś znaleźć sobie jakąś przyjemną paczkę i zacząć gdzieś bywać. .
- Czekam na Alinkę.
- Ale zanim ona tu przyjedzie, nie możesz stale siedzieć w domu i trzymać nosa w książkach. Stracisz wzrok od tego częstego czytania, po całych dniach i nocach. Jesteś młoda, powinnaś korzystać z życia.
    Słuchałam jej słów z zaciśniętymi ustami.

- Zapominasz, mamo, że ja już korzystałam z życia! Bawiłam się i miałam męża. Może dlatego teraz już niczego mi się nie chce. Spotkał mnie w życiu straszny zawód. Wyszłam za mąż taka dziecinna i ufna, nie mająca pojęcia o czarnych stronach egzystencji. Wierzyłam naiwnie, że spotkałam człowieka, który mnie kocha i wydawało mi się, że i ja go kocham. Przebudzenie z tych marzeń było dla mnie strasznym wstrząsem. Szokiem, który mnie nie opuścił do dnia dzisiejszego. Boję się, rozumiesz, boję się jakichkolwiek nowych znajomości, bo podejrzewam, że przy moim życiowym pechu, mogłyby się skończyć dramatycznie.
    Mama westchnęła i pogłaskała mnie po głowie.
- Ale przecież do końca życia nie możesz być sama. Nie każdy mężczyzna jest pokroju Romanowicza. Ja nigdy nie musiałam żałować, że wyszłam za mąż. Nie chcesz mieć dzieci?
    Roześmiałam się i ucałowałam mamę w policzek.

- Kochana jesteś. W dzisiejszych czasach nie trzeba być mężatką, żeby mieć dziecko! Ziemia jest tak przeludniona, że nie muszę jeszcze dorzucać jej ciężaru. Bywałam przez kilka miesięcy w tak zwanym „wielkim świecie” i wiem jak on wygląda pod podszewką. Mówisz, że nie powinnam być sama… Ale poznany mężczyzna nie będzie znosił spokojnie moich fochów. Zechce ze mną żyć. I tu jest problem, bo ja czuję odrazę i wstręt do zbliżenia z mężczyzną. Alina mówiła, że to z czasem minie, ale może nie minąć i zostanie mi to do końca życia. Co wtedy? Na razie dajmy temu spokój. Pracuję, mam pieniądze, jestem samodzielna. Niczego więcej nie pragnę. - zakończyłam rozmowę i zmieniłam temat. c.d.n.
                                        ------------------------------------