niedziela, 16 lipca 2017

SEKRETY RODZINNE - KOLACJA WE DWOJE.


  16 lipca 2017 r.

   Z Bronkiem spotkałam się na początku listopada. Zadzwonił do mnie do pracy i powiedział, że musimy się zobaczyć. Doprawdy nie wiem, skąd ten chłopak ma wszystkie możliwe moje telefony, bo ja mu ich nie dawałam. Naturalnie, kochany Wituś, wspiera przyjaciela!
    Nie zamierzam tu kłamać i przyznaję, że ucieszyłam się jego telefonem. Zaproponował dansing i kolację w kasynie, ale ja wolałam spotkać się z nim w jakimś spokojnym miejscu, żeby szczerze porozmawiać. Zdecydowaliśmy się na dosyć odległą od miasta restaurację, położoną w lesie. Bronek powiedział, że przyjedzie po mnie samochodem o godzinie 18-tej.
    Nawet w pracy cały czas myślałam, jak mam się ubrać? Będąc osobą nieco przewrotną, nie miałam pojęcia, dlaczego zgodziłam się na tę kolację. Przypominając sobie nasza rozmowę, doszłam do wniosku, że właściwie wcale nie wyraziłam na to zgody! W związku z tym nie rozumiałam, dlaczego wróciwszy do domu, stoję przed lustrem i ubieram się do wyjścia?
    Postanowiłam, że powiem mu o swoim małżeństwie oraz o chorobie i nie będę miała pretensji, jeżeli zrezygnuje ze znajomości ze mną. Sądziłam, że rzeczywiście na tym się skończy. Zdawałam sobie sprawę, że oficer lotnictwa, tak przystojny jak Orlicki, jest celem zalotów młodych dziewczyn i nie musi uganiać się za mną, już prawie trzydziestolatką. Jestem osobą trzeźwo myślącą, a nie pozbawioną mózgu idiotką i posiadam wrodzoną odporność na próbę flirtu, a nawet romansu. Właśnie tak!
   Wyobraziwszy sobie, że zapewne się rozstaniemy, westchnęłam głęboko, przymknęłam oczy i mruknęłam brzydkie słowo. Zła na siebie i cały ten podły świat, jednym szarpnięciem zasunęłam zamek błyskawiczny sukni na plecach. Mimo wszystko, postanowiłam pokazać się z najlepszej strony. Na wszelki wypadek, żeby wiedział, z czego zamierza zrezygnować! 
   Po długim zastanowieniu, wybrałam małą czarną z dobrej cienkiej wełny. Miała długie rękawy i sięgała wysoko pod szyję kołnierzykiem stójką. Sięgała do kolan, bo wiem, że mam ładne nogi i zamierzałam je eksponować w całej okazałości.
  
Mala czarna z lat sześćdziesiątych.
  Poprzednio zrobiłam bardzo staranny makijaż, podkreślając oczy i modnie się uczesałam. Obejrzawszy się w lustrze stwierdziłam, że powinnam coś wziąć na szyję. Wyjęłam ze skrzynki sznur pięknych korali i ozdobiłam nimi suknię. Czasy, kiedy nosiłam prawdziwe perły, minęły dawno i bezpowrotnie. Wsunęłam stopy w wysokie, czarne szpilki i wyjęłam z szafy futro - to które dostałam od Borysa. Mimo upływu czasu, było w idealnym stanie. 

   Borys! Pewnego dnia Alinka spytała mnie, czy myślę jeszcze o Borysie. Powiedziałam, że nigdy go nie zapomnę, bo dzięki niemu żyję. Ale to już odległa przeszłość, a czas miniony nie wraca.
    Wyjrzałam przez okno. Tego dnia była naprawdę paskudna pogoda. Cały dzień padał mokry śnieg i topniał na ulicy, zamieniając się w błoto. Jadące auta rozpryskiwały fontanny tego błota na idących chodnikiem przechodniów. Już o czwartej po południu zrobiło się szaro i ponuro, zapadał zmierzch wczesnego jesiennego dnia. Stałam przy oknie i wyglądałam na ulicę, podtrzymując dłonią zasłonę i firankę. Cholerna pamięć skwapliwie podsunęła mi obraz sprzed niemal jedenastu lat.
    Stałam w tym samym miejscu i rozpłaszczając nos o szybę, wypatrywałam pana majora Romanowicza. Byłam taka naiwna i ufna, tak bardzo wierzyłam, że trafiłam na miłość mego życia! Do chwili obecnej ponosiłam konsekwencje własnej głupoty i dlatego tak paniczne bałam się wszystkiego, co mogłoby narazić mnie na ponowny straszliwy zawód życiowy. Po raz drugi bym tego nie przeżyła. Wprawdzie Orlicki nie przypominał niczym Romanowicza, ale ja wolałam na zimne dmuchać.
    Zamyśliłam się tak głęboko, że dopiero dotknięcie mamy powróciło mnie do teraźniejszości.
- O czym tak myślisz, kotuniu?
- Wspominałam przeszłość. Mamo, a może ja nie powinnam jeszcze spotykać się z mężczyznami? - zawołałam, chwytając matkę za rękę.
    Mama popatrzyła na mnie i przytuliła mnie do siebie.
- Córeńko, pan Orlicki nie jest podobny do tamtego. - powiedziała cicho, a ja musiałam podziwiać jej przenikliwość.
Moda lat sześćDodaj napis
    
Razem weszłyśmy do pokoju, gdzie siedział tata i oglądał w telewizji jakiś program o II wojnie światowej. Obejrzał się na mnie i uniósł wysoko brwi.
- No, wcale, wcale. Robisz wrażenie, pikuniu.
- Tak uważasz, taktu? Nie wyglądam za żałobnie?
- Wyglądasz tak, jak powinnaś. Pięknie. Panu Orlickiemu z pewnością się spodobasz. Tak się starasz, więc chyba wpadł ci w oko, co?
- Ależ skąd… No, może trochę. Ale to naprawdę nic poważnego. Zwykła kolacja we dwoje. - nie powiedziałam rodzicom, że chcę Orlickiemu wyznać o sobie wszystko.
- Dokąd się wybieracie?
- Do tego lokalu w lesie. Wiesz… Leśny Potok, czy coś takiego. Nie pamiętam dobrze.
- Aha, ale uważajcie, bo drogi są do dupy. Wcale nie sprzątają tej śnieżnej bryi. - ostrzegł tata. - Pozdrów pana Bronka od nas. Miły chłopak i dobrze mu z oczu patrzy.
    No, takiego komplementu Romanowicz nigdy się od ojca nie doczekał. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, weszła mama i powiedziała, że pod dom zajechał samochód. Ucałowałam ją w policzek, cmoknęłam tatę w łysinkę i narzuciwszy na siebie futro, zbiegłam po schodach. Orlicki czekał przed otwartymi drzwiami taksówki. Na mój widok postąpił parę kroków i ucałował mnie w rękę.
- Iza, tak bardzo się cieszę, że ciebie widzę. Wyglądasz jak aktorka filmowa. - powiedział, pomagając mi wejść do auta.
- Mam nadzieję, że nie jak ta, która występuję w horrorach jako wampirzyca! - roześmiałam się, siadając wygodnie na miękkich poduszkach samochodu.
    Pochylił się i pocałował mnie w policzek.
- Dziękuję, że zgodziłaś się dziś spotkać ze mną. Masz śliczną fryzurkę, z tą grzywka jest ci bardzo do twarzy.
- Nie praw mi tylu komplementów, bo przewróci mi się w głowie.
    Chociaż bardzo starałam się panować nad sobą, ale poruszyłam się niespokojnie, gdy dotknął moich włosów. Nie lubiłam, kiedy ktoś dotykał mojej głowy i włosów…. Boże, znowu te fatalnie skojarzenia!
    
Kierowca taxi zaklął, kiedy jadący z tyłu samochód wyminął go nagle, wzniecając przed nami fontannę wody z błotem. Na szczęście dojechaliśmy do restauracji bez wypadku. Żałowałam, że była to jesień i zmrok, bo widok pięknego lasu z okna lokalu, mógł być bardzo romantyczny. Bronek pomógł mi wysiąść z auta i uregulował należność. Weszliśmy z mroku do jasno oświetlonego wnętrza restauracji. Mieliśmy zarezerwowany stolik. Kelner doprowadził nas na miejsce i odsunął krzesło, żebym mogła usiąść.

   Nie wiem, kiedy zaczęłam czuć się swobodnie. Może pomógł mi w tym kieliszek wina i zachowanie Bronka. Musiałam przyznać, że Orlicki zachowywał się spokojnie. Hm, może nawet odrobinę za spokojnie, ale to skutkowało. Upłynęło wiele czasu od chwili, kiedy po raz ostatni siedziałam z mężczyzną przy stoliku, na którym płonęły świece. Zauważyłam, że kobiety siedzące przy innych stolikach przypatrywały się mu dosyć natarczywie. Wyglądał bardzo atrakcyjnie w oficerskim lotniczym mundurze. Zadawał mi mnóstwo pytań, widocznie zainteresowany tym, co robię. Być może pragnął mnie po prostu uspokoić, kierując rozmowę na tematy obojętne.
    Opowiadałam mu o moich studiach i planach na przyszłość. Wspomniałam o napadzie, ale on już o tym wiedział, powiadomiony przez Witka. Wyciągnął rękę i palcem dotknął mego policzka.
- Wiem, że byłaś w bardzo złym stanie. Przeklinałem wtedy moją służbę, bo nawet zatelefonować do ciebie nie mogłem. A tak bardzo chciałem ciebie pocieszyć i powiedzieć, że jestem z tobą myślami.
    Byłam wzruszona jego słowami. Miło mi było siedzieć w przytulnej, ciepłej sali , kiedy za oknem szumiał wiatr w konarach gęstych drzew. Po zjedzeniu zamówionej kolacji, postanowiłam postawić sprawę jasno.
- Z pewnością nieraz pomyślałeś, ze jestem dziwadłem, bo zachowywałam się czasami wprost nieznośnie.
- Nie. Zdawałem sobie sprawę, że musiałaś mieć jakieś przykre wspomnienia i dlatego unikasz spotkań z mężczyznami.
- Bardzo uprzejmie z twojej strony. - powiedziałam, sącząc z kieliszka czerwone wino.
- To nie uprzejmość. Po prostu bardzo mi się podobasz i staram się zrozumieć ciebie.

- Trudno mnie zrozumieć, nic o mnie nie wiedząc. Dlatego zgodziłam się na spotkanie z tobą, żeby opowiedzieć ci o sobie. To nie będzie romantyczna randka we dwoje. Po tym, co usłyszysz, będziesz miał prawo zakończyć znajomość ze mną. Być może, ze względu na ciebie, wolałabym żeby tak się stało. Zasługujesz na kogoś o wiele lepszego ode mnie.
- Proszę ciebie, pozostaw tę ocenę mnie! - zmarszczył brwi i popatrzył na mnie twardo.
- Dobrze. W takim razie słuchaj. c.d.n.