środa, 2 sierpnia 2017

SEKRETY RODZINNE - WSPOMNIENIA MŁODOŚCI!


2 sierpnia 2017 r.

   Zauważył, że się mu uważnie przypatruję i przechylił głowę na ramię, posyłając mi łobuzerski uśmiech.
- No i jak ci się podobam?
- Zawsze byłeś ładnym chłopcem. Nie myśl, że tego nie zauważyłam. A teraz jesteś cholernie przystojnym facetem. Baby muszą na ciebie lecieć, jak muchy do miodu. - przyznałam szczerze. - Słyszałam, że się ożeniłeś.
- No, dosyć długo czekałem na ciebie! - zauważył chłodno. - Byliśmy wtedy prawie dziećmi. Ale minęło kilka lat i zrozumiałem, że nie mam na co czekać. Poznałem dziewczynę, chodziliśmy ze sobą niemal dwa lata. W końcu zaszła w ciążę i wtedy wzięliśmy ślub. Szczerze powiem, że ożeniłem się z nią tylko ze względu na dziecko, bo ona i ja różnimy się znacznie zainteresowaniami. Moja żona jest ładna i bardzo dba o siebie, lubi się pokazywać. Ja wracam do domu z morza, marząc żeby odpocząć, a nie łazić nocami po lokalach. Ona tego nie rozumie. Nie pracuje, siedzi w domu i pragnie używać życia.
- Macie jedno dziecko? - odezwałam się, stwierdzając w myślach, że prócz Alinki, ani ja, ani Witek, a nawet Zbyszek, nie mieliśmy szczęścia w małżeństwie.
- Nie, mamy troje. Dwóch chłopców i dziewczynkę. - powiedział z ciężkim westchnieniem. - Może dlatego nie mogę się już rozwieść. Ze względu na dzieci, bo bardzo je kocham.
- Boże święty, masz troje dzieci? - wykrzyknęłam zdumiona. - Kiedy udało ci się je zrobić?
    Roześmiał się, ujął moją dłoń i ucałował.

- Między jednym rejsem, a drugim. Po powrocie z morza, marynarz lubi mieć pod sobą coś innego niż pokład statku. Moja córka ma twoje imię. A ty, Iza, jesteś z kimś związana?
- Nie! - odpowiedziałam krótko. - Moje małżeństwo było takim koszmarem, że wolę zaoszczędzić sobie podobnych doświadczeń. Przynajmniej na razie.
- Nie uogólniaj. Nie każdy mężczyzna jest takim bydlakiem, jak ten major. Jesteś młodą, śliczną kobietą i powinnaś mieć swego mężczyznę.
- Z tą młodością to już trochę przesadziłeś, Zbysiu. Ostatecznie jestem od ciebie młodsza o niecałe dwa lata. Czas naszej młodości dawno minął. Właśnie pomyślałam sobie, że i ja i Witek, a nawet ty, popełniliśmy w życiu wiele błędów.
    Opowiedziałam mu o fatalnym małżeństwie Witka. Był bardzo poruszony.
- No, popatrz. Nic nie wiedziałem. Szkoda chłopaka, bardzo go dawniej lubiłem. A to wszystko twoja wina! - zawołał nagle, pół żartem, pół serio. - Żebyś się nie zakochała w tym skurwielu, to albo Witek, albo ja mogliśmy ożenić się z tobą!
- Nie za dużo tych chętnych do żeniaczki? Widocznie tak miało być, Zbyszku. To jest życie, a nie film z happy and-em! Poznałam przez Witka wspaniałego mężczyznę, oficera lotnictwa, ale nie mogę się zdobyć na żaden decydujący krok. Po prostu się boję i nie wiem kiedy przestanę się bać. Tak się cieszę, że spotkałam ciebie po tylu latach. A dokąd jedziesz?
Rostock - port.
 - Wracam z Niemiec. Byłem w Rostocku, bo mieliśmy tam spotkanie kapitanów żeglugi wielkiej państw socjalistycznych. A teraz jadę do domu, tylko muszę jeszcze wpaść do rodziców, którzy teraz, jak wiesz, mieszkają w Krakowie.
- Tak, wiem. Bardzo lubiłam twoją mamusię i tatę. Wyjechali, jak mieszkałam w Warszawie. Ucałuj ich ode mnie.
- Oczywiście, ale zacznę od ciebie.
    Przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Wcale się nie broniłam, bo było mi przyjemnie, a Zbyszek świetnie całował. Razem opadliśmy na kanapkę. Nasze usta ponownie się spotkały, a nagłe pragnienie sprawiło, że ten słodki pocałunek trwał nieskończenie długo. Żeby nie pociąg, kto wie, do czego by między nami doszło. Ale oprzytomniło mnie dudnienie kół na spojeniach szyn i coraz więcej domów migających za oknami. Niedługo dojedziemy do miasta.. Zbyszek także to wiedział. Podniósł mnie i dotknął palcem mego policzka.
- Posłuchaj, Iza. Kto wie, czy nie widzimy się po raz ostatni w życiu. Ja za tydzień wypływam w kolejny rejs do Japonii. Czy możesz dać mi coś na pamiątkę? Coś takiego, co nosisz zawsze przy sobie?
- Kochany, własnych majtek ci nie dam, bo ślubna żona zabiłaby ciebie tłuczkiem do mięsa. Ale dam ci coś innego. - otwarłam torebkę i zaczęłam szukać.
    Jezu, czy wszystkie kobiety mają taki bałagan w torebce i nigdy nic nie mogą znaleźć? W końcu natrafiłam palcami na twardy przedmiot, wyciągnęłam go i wcisnęłam Zbyszkowi w rękę. Był to taki śmieszny bursztynowy słonik, z zatopioną w bursztynie ważką przed milionami lat. Kupiłam go kiedyś na Targu w Gdańsku, i odtąd stale nosiłam, jako talizman, na szczęście. Podniosłam maskotkę do ust i pocałowałam.


- Weź,, wilku morski, i niech ci Neptun będzie łaskaw. - powiedziałam, lekko drżącym głosem. - Oby ocean ci sprzyjał, i wracaj szczęśliwie do portu.
    Podziękował mi kolejnym pocałunkiem, chowając maskotkę na piersi, do kieszeni munduru.
- Wiesz, kumpelko, - powiedział zamyślony. - gdyby nie dzieci, ja nie miałbym o czym z Daną mówić.
- Nie macie wspólnych tematów?
- Nie. Żona jest ładna, ale nie lubi zawracać sobie głowy czymkolwiek innym, niż strojami i plotkami. Iza, przecież ona nie wie, kto to był pierdoła, nasz szef od ZMP. Nie znała ani naszego kochanego Masakry, vel Pomidora. Nie ma pojęcia kim był Katon i dlaczego tak nazwaliśmy profesorkę historii. Nic nie wie o naszych zabawach, psikusach, o naszych szkolnych, wspaniałych czasach.
- Pamiętasz, Zbyszku? Nazywałeś mnie „bella”. Wołałeś za mną. ”cześć, bella”, a ja się strasznie wkurzałam, bo myślałam, że jestem brzydka, a ty kpisz sobie ze mnie. Ostatecznie, byłeś najprzystojniejszym chłopcem w całej szkole i nie wierzyłam, że mogę ci się podobać.
- Zgłupiałaś? Byłaś jedną z najatrakcyjniejszych dziewczyn w klasie. Cholernie inteligentną, a ja się w tobie kochałem jak wariat.
- Miło mi to słyszeć. - powiedziałam uśmiechając się z melancholią. - Pewnie nie wiesz, że nasza kochana Masakra, zmarł niedawno?
- Jestem od was tak daleko... Nic o tym nie wiedziałem. Szkoda, przyjechałbym na jego pogrzeb.
- Umarł nagle na serce. Byliśmy na pogrzebie, wszyscy jego uczniowie. Cała szkoła, dostał tyle kwiatów, tyle wieńców i łez. Z pewnością nie spodziewał się, że jego uczniowie będą za nim płakać! Zebraliśmy pieniądze i wystawiliśmy mu piękny pomnik na cmentarzu. Aha, nasza pani polonistka jest chora na raka i umiera. Alinka bardzo się nią opiekuje. Zresztą wszystkie dawne uczennice odwiedzają ją w szpitalu.
- Szkoda, że nie wiedziałem. Mieliśmy świetnych nauczycieli, naprawdę z powołania. Takich już nie ma. Jak mój syn przychodzi ze szkoły i opowiada o swojej pani, to mam ochotę zerżnąć mu tyłek pasem. Ani cienia szacunku. Dana się dziećmi bardzo nie zajmuje, bo ma gosposię i samochód. Jeździ po swoich koleżankach i plotkuje.
    Wytrzeszczyłam na niego oczy ze zdumieniem.

- Nie pracuje, ma służącą i obwozi się autem? Zbyszku, stworzyłeś jej jedwabne życie. Powinna ciebie po rękach całować.
- Nawet nie jestem pewny, czy mnie nie zdradza, gdy jestem na morzu. - powiedział siląc się na żart, ale nie zabrzmiało to wcale wesoło. - Niedługo będzie miała większą swobodę, bo na razie mieszkamy w blokach, ale wkrótce kupuję dom w Gdyni.
    Pomyślałam, że niektórym kobietom życie ściele się pod nogi różami, a dla mnie pozostają ciernie. A niech tam! Nie będę się przejmować marynarską lalą,. Mam na głowie egzaminy.
Wzmożone dudnienie pociągu po szynach dało nam poznać, że nadchodzi chwila pożegnania. Zbyszek wstał i podniósł mnie z kanapki. Poczułam bardzo silny uścisk jego ramion, i jego twarde, gorące usta na moich wargach. Przytuliłam się do niego, oddając mu pocałunek.
- Żegnaj, kochanie. Byłaś moją pierwszą miłością i będę cię wspominał aż do śmierci. - powiedział, nie próbując ukryć wzruszenia.
   
    Kiedy tylko pociąg zaczął zwalniać, a potem stanął na dworcu, Zbyszek pierwszy wyskoczył z wagonu i zniknął w tłumie pasażerów.    Nigdy więcej się nie zobaczyliśmy.
    Tego dnia, po raz pierwszy od początku roku, nie zaliczyłam jednego przedmiotu. Po prostu, nie potrafiłam się skupić. Ścięłam się z logiki prawniczej, bo nie umiałam dziś logicznie myśleć, będąc wspomnieniami w czasach młodości. c.d.n.