czwartek, 28 września 2017

SEIKRETY RODZINNE - NIE JESTEM Z SIEBIE ZADOWOLONA.


  28 września 2017 r.
Wiek XIX Rodzina przy stole.
    Przez krótką chwilę siedzieliśmy w milczeniu.
    Tata posłał mi groźne spojrzenie i stuknął palcem w stół.
- Izabela, zwracam ci uwagę, że zachowujesz się niegrzecznie! Zmień ton! Natychmiast!
- Tu quoque?1 Tata też przeciwko mnie? - jednak łacina jest dobra na każdą okoliczność, pomyślałam trochę rozżalona. - Myślisz, że jak już się pobierzemy, to nie będziemy się kłócić? - dodałam buntowniczym tonem.
- Ależ ja się wcale nie obrażam. - roześmiał się Bronek. - Przecież wiem, że ona ma humorki. Przekonałem się o tym już w pierwszej godzinie naszej znajomości. Pamiętasz?
- Owszem, pamiętam! - warknęłam. - Nazwałeś mnie wiedźmą i jędzą, a także wariatką chodzącą po lodzie w szpilkach!
- Oho, słuchaj, Lusiu. Dowiemy się dziś czegoś nowego o naszej córce. - powiedział ojciec zaintrygowany słowami Bronka.
- Tato to też! - prychnęłam gniewnie.
    Ale mama była dyplomatką i nie chcąc dopuścić do prawdziwej kłótni, rzekła do mnie:
- Chodź, dziecko, pomożesz mi przy obiedzie. Trzeba zmienić obrus i nakryć do stołu.
    Obrażona wstałam i nie obdarzywszy obu panów nawet spojrzeniem, poszłam za mamą do kuchni. Wyjmując naczynia z kredensu, tak nimi hałasowałam, że mama spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Kotuniu, powinnaś być dziś bardzo szczęśliwa, tymczasem zachowujesz się niegrzecznie. A przecież Bronek to taki dobry, kochany chłopiec.
    Usiadłam na krześle i spuściłam głowę, wpatrując się w płytki na podłodze.
- Ja wiem, mamo. Bardzo go kocham, ale wczoraj znowu miałam dejavu z przeszłości.. Diabli wiedzą, skąd wylazł oficer, który był świadkiem na moim ślubie z Romanowiczem. Dopytywał się, co się z nim stało i dlaczego, będąc mężatką, jestem narzeczoną Bronka! Myślałam, że zemdleję! Dopiero Witek go przepędził, bo nie chciał odejść. Rozumiesz teraz, dlaczego mam taki humor, a nie inny? Przeszłość wraca do mnie wtedy, gdy jestem szczęśliwa. Na samą myśl o nowym małżeństwie czuję  strach i niechęć.   .
   
  Mama zatrzymała się w pół kroku, trzymając w rękach głęboki talerz.
- Córeczko, przecież Bronek nie jest niczemu winien. - powiedziała cicho.
- Jest mi bardzo przykro, lecz nie potrafię się niekiedy opanować. Może jednak nie powinnam wychodzić za mąż.
- Dziecko, unieszczęśliwisz jego i siebie. Gdybyś zmieniła zdanie, do końca życia będziesz tego żałować. - mama patrzyła na mnie ze współczuciem i zarazem z niepokojem w oczach.
    Wzięłam talerze i sztućce, położyłam na tacy i zaniosłam do pokoju.    Tata i Bronek siedzieli już na fotelach przed telewizorem, skąd dobiegały piękne walce Straussa, grane przez Filharmoników wiedeńskich w Koncercie Noworocznym. Podeszłam do Bronka, pochyliłam się, objęłam go za szyję i całując, szepnęłam:
- Przepraszam, kochany.
- No, tak właśnie trzeba. - rzekł ojciec z zadowoleniem.
    Bronek rzucił mi jedno ze swoich spojrzeń. Nie wiem, co myślał, ale natychmiast oddał mi pocałunek i przemocą posadził mnie sobie na kolanach.
- Ja Izę znam. - odezwał się do taty. - Ona ma złote serce, ale lubi się złościć.
    Gładziłam go po jasnej czuprynie, myśląc z rozpaczą: „Gdybyś ty wiedział, o Boże, gdybyś wiedział!”
- Dzwoniłem już do mamy. - powiedział do mnie. - Ogromnie się ucieszyła. Koniecznie musicie się poznać. Jak będę miał dzień wolnego, przylecę po ciebie i zabiorę cię do mamy. Zapoznam ciebie z moją siostrą i jej rodziną.
- To będzie dla mnie wielka przyjemność. - zgodziłam się nieszczerze. - Jednak nie wcześniej, jak w czasie wakacji. Przede mną ważne egzaminy i zamknięcie tego cholernego bilansu rocznego. W lutym przyjeżdża biegły. Zacznie się piekiełko i zgrzytanie zębów, jak się cokolwiek nie będzie zgadzać. No, puść mnie, bo muszę nakryć do stołu.
    Wysunęłam się z jego objęć i wyjęłam z kredensu śnieżny obrus oraz serwetki, rozkładając je na stole. Z kuchni przyniosłam talerze i sztućce, a następnie wazę z rosołem. Do rosołu mama zawsze robiła domowy makaron, tak cieniutki, jak fabryczny, znakomity w smaku. Na drugie, prócz indyka z Sylwestra, były nasze ulubione zawijane rolady w sosie pieczeniowym z drożdżowymi pyzami gotowanymi na parze, oraz ćwikła. Do mięsa podałam francuskie wino przywiezione przez Bronka.
    
   Obiad bardzo mu smakował; zauważywszy z jakim apetytem je, dołożyłam mu repetę. W czasie posiłku zamienialiśmy tylko pojedyncze słowa uznania dla talentów mamy.
- Zamierzacie gdzieś wyjść? - spytał ojciec, kiedy po zmyciu naczyń, usiedliśmy ponownie przy kawie i ciastach.
    Posłałam Bronkowi pytające spojrzenie.
- Nie wiem, jak Iza, ale ja wolałbym pozostać w domu i odpocząć. Jutro znowu służba i loty.
- A gdzie polecisz? - zagadnęłam, zapominając, że mam do czynienia z oficerem.
- Nie wiem, kochanie. - odrzekł, kryjąc starannie rozbawienie. - Chcę zaproponować ci w lecie wczasy w Sopocie i w górach. W tamtym roku nam nie wyszło z urlopami. Lubisz jeździć samochodem?
- No pewnie.
- W takim razie pojedziemy tam własnym autem!
- Nie, żartujesz! - wykrzyknęłam zdumiona.
- Mówię poważnie. Staszek opowiadał, że zbiera pieniądze na własnego Fiata 125p, więc postanowiłem zrobić ci przyjemność i także kupić samochód.
- Fiata? - ojciec potrząsnął głową. - Podobno bardzo trudno go kupić, bo jest wielu chętnych.
- Nie, nie Fiata. Może kupię Warszawę 210, bo to wcale niezły wóz. Kolega, który miał dojścia za granicę, proponuje mi kupno amerykańskiego samochodu De Soto Fireflite. Ale to duży wóz i nie wszędzie się zmieści.
    Słuchałam go olśniona. Będziemy jeździć swoim samochodem!
- Broniu, - zauważyłam z zachwytem – ten samochód De Soto, to przecież krążownik szos! On ma z tyłu takie skrzydełka? Musi kosztować majątek.
- No, tani nie jest, ale mama sprzedała coś ze swojej biżuterii i chyba będzie mnie na niego stać, ale…
- Lepiej go nie kupuj. - powiedziałam po namyśle. - To amerykański wóz. Jak się popsuje, gdzie kupisz części zamienne?
- No właśnie. Mam bardzo rozsądną przyszłą żonę! - pochwalił przyszły mąż i pocałował mnie w czubek nosa. - Ale, - dodał z uśmiechem – moja dziewczyna pięknie by się prezentowała w takim wozie. Więc może jednak kupię!
- A części? - przypomniałam.
    Bronek roześmiał się.
- Kochanie, nie wyobrażasz sobie jakich mamy genialnych mechaników. Są jak czarodzieje, potrafią dorobić absolutnie wszystkie części.
- Wierzę. Czytałam w książkach lotniczych Arcta, Meissnera, czy Króla, o zdolnościach polskich mechaników lotniczych. Broneczku, a jak ten samochód wygląda?
Samochód De Soto Fireflite.

- Jest długi, ma skrzydełka, ciemno bordowy, fotele w kolorze czerwonym.
- Och! - wydalam z siebie westchnienie. - Będę musiała kupić sobie zbroję!
- Co po? - zdziwił się serdecznie Bronek.
- Bo zostanę żywcem zjedzona przez zazdrosne babsztyle. Rozumiesz? Kobieta drugiej kobiecie przebaczy nawet zbrodnię, z wyjątkiem tej samej sukni na zabawie i pięknego auta, z przystojnym kierowcą.
- Nic się nie bój, ja ciebie obronię. - oświadczył Bronek, całując mnie w policzek. - Przyjadę samochodem dopiero w lecie, jak będę miał urlop. Mam w planie Sopot i Zakopane. Co moja pani na to?
    Zamiast odpowiedzi, wycałowałam go, nie krępując się rodziców. Patrzyli na nas z rozrzewnieniem, uszczęśliwieni, że nareszcie podjęłam słuszną decyzję.
    Bronek miał pociąg dopiero po 22-ej. Siedzieliśmy więc, rozmawiając o aktualnych sprawach i naszej przyszłości. Po kolacji zaciągnęłam go do swojego pokoju i kazałam mu położyć się na tapczanie, żeby wypoczął przed długą podróżą. Sama usiadłam obok na fotelu i puszczałam płyty z piękną muzyką operową, jaką oboje lubiliśmy.
- Iza, - odezwał się cicho – dlaczego ty nie chcesz mieszkać z moją mamą? Przecież ona tak się cieszy, że będzie miała synową, przyjmie ciebie z radością.
    Usiadłam obok niego i próbowałam wytłumaczyć mu moje obiekcje.
- Broniu, ja naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń do twojej mamusi. Pragnę ją poznać i z pewnością staniemy się sobie bardzo bliskie. Ale jest jeden poważny szkopuł – moi rodzice! Ty mieszkasz w dużym mieście, daleko na Pomorzu. Twoja mamusia ma w pobliżu córkę, zięcia, wnuka. Całą rodzinę, a moi rodzice mają tylko mnie! Jak ja wyjadę, zostaną zupełnie sami. Tatuś w przyszłym roku przechodzi na emeryturę i wyobraź sobie, jak samotne i smutne będzie ich życie. Kiedy wyjechałam do Warszawy i przestałam się do nich odzywać, bo nie mogłam powiedzieć im prawdy o sobie, biedna mama i ojciec przeżywali katusze. Oczywiście, teraz to coś zupełnie innego, bo rodzice znają i kochają ciebie, jak syna. Ale mimo wszystko, będą bardzo samotni.
- Rozumiem i nie zamierzam podejmować żadnej ważnej decyzji bez ich zgody. - odrzekł. - Zresztą mamy jeszcze czas i jestem pewien, że uda nam się zadowolić wszystkich.
    Razem z rodzicami odprowadziłam Bronka do pociągu. Pożegnanie, jak zawsze, bywa przykre. Mama miała mokre oczy, żegnając go.
- Szczęśliwej drogi, synu. - rzekł na pożegnanie ojciec. - Wracaj, jak tylko służba ci pozwoli, bo masz tu nową rodzinę.
    
   Przytuliłam się do Bronka, a kiedy pochylił się nade mną, pożegnałam go bardzo długim, czułym pocałunkiem i patrzyłam, jak wsiada do wagonu, spuszcza okno i macha do nas dłonią. Pociąg powoli ruszył i po chwili tylko czerwona latarnia w tyle ostatniego wagonu, jeszcze przez jakiś czas migotała, aż w końcu znikła.
    Wróciliśmy do domu w milczeniu. c.d.n.
1Ty także? - słowa wypowiedziane przez Juliusza Cezara do Brutusa, w momencie gdy otrzymał od niego śmiertelny cios. Tu w przenośni.