niedziela, 3 września 2017

SEKRETY RODZINNE - NAJGORSZE SĄ CUDZE KŁOPOTY.


                                                                                                                                                                                 3 września 2017 r.
  
   Telefon Peli tak mnie zdenerwował, że powiedziałam tylko, iż wpadnę do niej zaraz po Nowym Roku i z wybuchem wściekłości rzuciłam słuchawkę. Czy ja, do jasnej cholery, jestem psychologiem, lub spowiednikiem, że każdy, kto ma kłopot, leci do mnie z żalami? Rodzice przypatrywali się mi zdumieni, nie rozumiejąc co się stało. Potrząsnęłam głową i nie powiedziałam ani słowa, bo ostatecznie to nie był mój sekret i nie wypadało go zdradzać. Zresztą nikt mnie nie pytał, co się wydarzyło, widząc jak bardzo jestem zła.
    Całego Sylwestra i Nowy Rok miałam z głowy. Wprost pieniłam się z pasji na samą myśl, o bezdennej głupocie i lekkomyślności Witka. Ale mimo wszystko, był moim kumplem i obawiałam się o niego. Gdyby Weronka przewąchała jego nowy romans, chyba zarżnęłaby go tępym nożem, lub napuściła na męża swoich braciszków. Los Peli także byłby nie do pozazdroszczenia, bo ta wścieklica, nie bez racji, zemściłaby się na niej.
    
Na razie postanowiłam zachować sekret przed Alinką, żeby nie przysporzyć jej zmartwienia. Była taka szczęśliwa, ciesząc się mężem i nie była winna temu, że jej braciszek zachowywał się po kretyńsku. Z Witkiem zamierzałam pogadać sobie na ostatku. Zaraz, na drugi dzień po Nowym Roku, wróciwszy z pracy, poszłam do Peli. Wolałam nie umawiać się z nią w kawiarni, lecz porozmawiać u niej domu, pragnąc zachować prywatność. Pela mieszkała w dużym bloku w kawalerce. Weszłam na trzecie piętro, posapując i pocąc się w grubym kożuchu.     Pela otworzyła mi natychmiast, zaledwie dotknęłam palcem dzwonka.
    Była w szlafroku, nie umalowana, niedbale uczesana i wyglądała naprawdę niekorzystnie. Blada cera i podkrążone sińcami oczy oraz sinawe usta, nie dodawały jej uroku. Gestem zaprosiła mnie do pokoju. Dawniej, kiedy bywałam u niej, czułam się przyjemnie w tym maleńkim mieszkanku, pełnym zielonych roślin i doniczkowych kwiatów. Ale teraz wszystko było zaniedbane, a kwiaty smętnie zwieszały kielichy, pewnie dawno nie podlewane.
    
Usiadłam na foteliku i pytająco spojrzałam na Pelę.
- Napijesz się kawy, albo herbaty? - odezwała się zachrypniętym, jakby nie swoim głosem.
- Nie, dziękuję. Bardzo przejęłam się twoim telefonem. Opowiedz, co się dzieje i jak mogę ci pomóc?
- Nie chcę tego dziecka. Pracuję, dorabiam się i dziecko nie jest mi potrzebne do szczęścia. - powiedziała, patrząc gdzieś w okno, osłonięte tiulową firanką.
- Tak mogłaby powiedzieć szesnastolatka, która nabawiła się kłopotów, bawiąc się z kolegą w mamę i tatę. - oznajmiłam, dosyć ostrym tonem. - Ale ty jesteś dorosła i doskonale wiedziałaś, jakie mogą być konsekwencje współżycia z mężczyzną. Ginekolog mógł cię zabezpieczyć przed ciążą. W kiosku są „Globulki Z”1 W każdej aptece można kupić prezerwatywy i doprawdy dziwię się, że Witek o tym ponownie nie pomyślał.
- Dlaczego powiedziałaś „ponownie”? - Pela spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Ponieważ już raz w ten sam sposób nabawił się biedy, beztrosko zabawiając się na poligonie z Weronką. Co było dalej, wiesz!
- To nie to samo. - mruknęła, spuszczając oczy i lekko się czerwieniąc. - On mnie kocha i kiedy się rozwiedzie, ożeni się ze mną.
    Jej głupota dosłownie mnie poraziła. Znała Witolda równie długo jak ja, i doskonale wiedziała, że nigdy nie był wierny żadnej sympatii. Nie współczułam jej, ostatecznie wiedziała co robi, zadając się z Witkiem, człowiekiem żonatym i ojcem dziecka.
- Mogłaś poczekać, aż się rozwiedzie. - zauważyłam chłodno. - W tej sytuacji nie wiem, jak mogę ci pomóc.
- Pomów z Aliną, ona jest lekarzem. Nie chcę mieć tego dziecka.
    Podskoczyłam na fotelu, jakby mnie w tyłek ukąsił grzechotnik.
- Nigdy! - zawołałam. - Chyba upadłaś na głowę! Ona ci nie pozwoli zrobić poronienia, bo uwielbia dzieci. Zresztą, dlaczego nie pójdziesz do swego ginekologa i nie poprosisz go o skierowanie do szpitala na zabieg? Jesteś samotna, dorabiasz się, więc nie będziesz miała żadnego kłopotu z usunięciem ciąży.
- Nie chcę iść do szpitala. Zaraz wszyscy będą wiedzieli, że się pozbyłam.
- A masz pieniądze na zabieg prywatny? To kosztuje.
- Witek zapłaci.
    
   Skrzywiłam się z ironią. Pela była jeszcze głupsza, niż sądziłam.
- Po pierwsze, Witek nie ma pieniędzy, bo Weronka zabiera mu każdy grosz. A ponadto, romansując z tobą poważnie się naraża. Ciebie również.
- Nie rozumiem.
  Opowiedziałam jej o wizycie Weronki u mnie i jej groźbach, wspomniałam także o jej braciach awanturnikach. Pela słuchała mnie, ale widziałam, że to, co usłyszała, nie zrobiło na niej wrażenia.
- Strzeż się, żeby Weronka nie dowiedziała się o Witku i tobie, bo wtedy napuści na was swoich krewniaków, a oni zrobią z Witka kotlet siekany, a ciebie rozmienią na drobne! Nie będziesz musiała robić poronienia. Ja nie żartuję!
- Więc co mam zrobić? - wybuchła z rozpaczą. - Zerwać z Witkiem?
- Zanim on zerwie z tobą! - powiedziałam bezlitośnie. - Znasz go i wiesz, że nie potrafi być wierny żadnej kobiecie. Nie chcesz mieć dziecka, więc zrób zabieg, a potem zostaw Witka w spokoju. Wiedziałaś, że nie jest wolny. Przecież byłaś na ślubie Alinki i widziałaś, jego żonę i dziecko. Zapomniałam spytać, czy on wie, że zaszłaś w ciążę?
- Wie.
- Co ci powiedział?
- Chce żebym się pozbyła i mówił, że da mi pieniądze.
- Pela, gdyby on ciebie naprawdę kochał, nie namawiałby cię do poronienia, bo pragnąłby tego dziecka.
- Czekaj, bo znowu mnie bierze! - wykrzyknęła i poderwawszy się z miejsca, popędziła do łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi.
    Doszły mnie stamtąd odgłosy stękania i wymiotów. Westchnęłam, pomyślawszy o „rozkoszach” macierzyństwa. Ja nigdy nie miałam na to ochoty. Czekałam cierpliwie kilkanaście minut, zanim Pela wyszła z łazienki, zielona na twarzy jak żaba. Całkiem bez siły opadła na fotelik i napiła się stojącej na stoliku, zimnej herbaty.
- Mam już tego dosyć. Ta ciąża mnie wykończy. - poskarżyła się żałośnie. - Iza, pomów z Aliną, Ja wiem, że ona zna wielu ginekologów i może mi załatwić zabieg.
- Pela, zostaw Alinkę w spokoju. Ona ci nigdy nie zezwoli na poronienie. Zobaczę, co da się zrobić, ale szczerze ci powiem, że robię to naprawdę wbrew swoim przekonaniom. To Witek powinien zatroszczyć się o ciebie, a nie ja, czy Alinka.
- Jego nie ma, wyjechał na jakieś ćwiczenia. Nie miałam się do kogo zwrócić.
    
   Wiedziałam, że to nieprawda. Witek wspaniale bawił się na Sylwestra, a potem wyjechał na dwa dni w sprawach służbowych do sąsiedniego garnizonu. Ale Pela nie miała o tym pojęcia. Po prostu nie powiedział jej gdzie jedzie. Już to samo świadczyło, że wcale mu na kochance nie zależało. Coraz bardziej zacinałam się w złości na niego i na Pelę.   Rzuciłam okiem na zegarek i stwierdziłam, że dochodzi dwudziesta.
- Muszę już iść. - powiedziałam, wstając z fotelika. - Czeka mnie jeszcze kilka godzin nauki. Obiecuje, że pomówię z kimś o twojej sprawie. Pomagam ci jedynie ze względu na to, że znamy się ze szkolnej ławy i nie chcę, żebyś mieszała w tę sprawę Alinkę. Dam ci znać, co załatwiłam. Ale musisz mieć pieniądze. Weź pożyczkę w zakładzie, bo Witek jest bez grosza. Wiem o tym, bo Alinka dawała mu przed Sylwestrem dwieście złotych.
- Dobrze. - powiedziała Pela uległym tonem. - Dziękuję ci.
- Na razie nie ma za co. - odburknęłam i ubrawszy kożuch, okręciłam głowę szalem i wyszłam.
    Zbiegając po schodach, byłam szczęśliwa, że ta rozmowa już jest poza mną. Nie znosiłam takich damsko-męskich spraw. Problem Peli powinien rozwiązać jego sprawca, czyli Witold. Ja nie zwierzałam się nikomu z moich dramatów z mężem, przeżywając cierpienie w milczeniu. No, może byłam trochę niesprawiedliwa, ale wściekałam się na Witka i na Pelę. Gdyby chodziło o nią, nie kiwnęłabym nawet palcem w tej sprawie, czując niesmak i wstręt do tego rodzaju "nieszczęść". Lecz chciałam zaoszczędzić Alince zmartwienia.
   
Szłam do domu, ślizgając się i potykając w zaspach, bo śnieg nie był z ulicy uprzątnięty, gdyż w styczniu, zima „zaskoczyła” zakład komunalny. Zastanawiałam się gorączkowo, z kim mogłabym porozmawiać o sytuacji Peli. Broń Boże, nie z Alinką, bo dla niej nowy romans brata i ciąża Peli, byłyby strasznym szokiem.
    A może Staszek?….Tak, tylko on jeden mógł Peli pomóc. Był mądrym, dobrym człowiekiem i wrażliwym lekarzem. Postanowiłam, że nazajutrz pojadę do niego do szpitala i pogadam o romansie Witka. Alinka nie może o tym wiedzieć.
                                         -------------------------------- 
1Popularny środek antykoncepcyjny.