wtorek, 12 września 2017

SEKRETY RODZINNE - NARESZCIE SPOTYKAM SIĘ Z WITKIEM!


12 września 2017 r.   
   
   Staszek i ja bacznie śledziliśmy efekty działań wojennych w Egipcie. Naserowi się nie wiodło. Znakomicie uzbrojona przez USA armia izraelska, w ciągu sześciu dni zdążyła sprawić Egipcjanom lanie. Związek Radziecki był tym faktem przykro zawiedziony. A ponieważ „za panią matką idzie pacierz gładko”, rząd PRL-u, obrażony na Żydków, za to, że nie dali Egipcjanom przetrzepać sobie półdupków, zerwał stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Ale na tym nie koniec.
    19 czerwca na kongresie Związków Zawodowych w Warszawie, I Sekretarz KC PRPR tow. Wiesław Gomułka, wyraził się o Żydach mieszkających w Polsce „piąta kolumna!”. A ponieważ część ministrów i sekretarzy KC PZPR jest pochodzenia żydowskiego, był to z jego strony lapsus słowny. No, zobaczymy co z tego wyniknie.
Izrael wspomagany przez USA, dosłownie zmiażdżył wojska egipskie.

     Nareszcie koniec roku akademickiego. Wróciłam do domu z tarczą, choć obawiałam się, że z ekonomi mi się nie powiedzie – ale zdałam! Teraz aż do października byłoby słodkie nieróbstwo, gdyby nie praca w zakładzie. Mimo wszystko, mam trochę wolnego czasu i mogę pomyśleć o przyjaciołach.
  Od zimy nie widziałam się z Witkiem. Nie przychodził, jak dawniej, do Alinki, nie widywał rodziców i nie telefonował do mnie, ani do Bronka.   Postanowiłam rozmówić się z nim w cztery oczy. W tym celu zadzwoniłam do jednostki i kazałam się z nim połączyć.
    W telefonie nastąpiła dosyć długa cisza, i dopiero po chwili usłyszałam trochę zmieniony głoś przyjaciela.
 - Słucham?
    Postanowiłam, że będę słodziutka jak cukiereczek!
- Wituchna? Kochany, co się z tobą dzieje? Nie telefonujesz, od miesięcy ciebie nie widuję. No, tak nie można.
- Byłem zajęty. - odparł krótko.
- Naprawdę? - zaszczebiotałam, jak polna ptaszyna. - Stęskniłam się za tobą. Słuchaj, może postawisz starej kumpeli ze szkolnej ławy kawę, co? Umówmy się w jakiejś kawiarni po południu.
- Nie mam pieniędzy. - oznajmił ozięble.
   O, czekaj bratku! - pomyślałam ze złością, ale nie zmieniłam słodkiego tonu.
- Nic nie szkodzi. To ja postawię ci kawę, a może nawet kieliszek wina. Co ty na to?
- No, nie wiem, czy dziś będę dysponował wolnym czasem. - zaczął się wykręcać.
- Witeczku, rusz głową. - nie ustępowałam. - Nie jesteś zwykłym kotem, ale oficerem i zawsze możesz urwać się na dwie godzinki. Więc jak będzie?
- Dobrze! - stęknął w odpowiedzi. - O piątej. W tej kawiarni w Rynku. Ale ty stawiasz!
- Znakomicie. Będę tam punktualnie. Ciao!
    Zatarłam ręce, postanawiając nawrócić go na łono rodziny i przyjaciół. Mówiąc szczerze, trochę mi go brakowało, bo Witek dawniej był fajnym chłopcem, dowcipnym i pełnym humoru. Wystroiłam się w dekoltowaną suknię, sandałki na wysokich obcasach i poszłam na spotkanie.
    Witek był już w kawiarni i siedział przy stoliku, czekając na mnie. Spostrzegłam, że nic jeszcze nie zamówił. Był szczuplejszy i poważny, bez swojego łobuzerskiego błysku w oczach. Ale nadal jego uroda i mundur komandosa, przyciągały spojrzenia dziewcząt i kobiet siedzących w kawiarni. Na mój widok wstał i przysunął mi fotelik.    

Pochylił się i pocałował mnie w policzek.
- Cześć, Iza, fajnie wyglądasz. Miłość ci służy, bo jeszcze wyładniałaś. Nic nie zamówiłem, bo czekałem na ciebie.
- Nie szkodzi. - powiedziałam, skinąwszy na kelnerkę. - Ja ciebie zaprosiłam i ja funduję.
    Kazałam podać nam kawę, dwa kieliszki wina i dwa kawałki tortu. Poczekałam, aż kelnerka nas obsłuży, nie zaczynając rozmowy. Dopiero, kiedy odeszła, odezwałam się pierwsza:
- Dlaczego się nigdzie nie pokazujesz? Nawet do rodziców nie chodzisz.
- Mówiłem, byłem zajęty. Jestem w wojsku, a nie w przedszkolu. - odparł chłodno, kosztując wina.
- Przedtem także byłeś w wojsku, ale zawsze znalazłeś czas, aby do mnie zadzwonić, pójść do Alinki, czy do rodziców. Tak ci dobrze w domu? Ponownie zakochałeś się w Weronce?
    Nie odpowiedział i siedział w milczeniu, spuściwszy oczy i wpatrując się w blat stolika. Postanowiłam postawić sprawę jasno.
- Witek, ja wiem, dlaczego nas unikasz.
- Nie unikam, ale jestem zajęty! - odpowiedział trochę podniesionym głosem.
- Nieprawda! - warknęłam gniewnie, zmarszczywszy brwi. - Czym jesteś tak zajęty? Romansem z Pelą? Jeszcze z nią nie zerwałeś?
    Gwałtownie poderwał głowę i spojrzał na mnie ze zdumieniem.
- To ty wiesz?
- Oczywiście, że wiem, bo to ja załatwiałam sprawę, którą ty powinieneś się zająć. Pela ci nie mówiła?
    Na jego szczupłe policzki wypłynął mocny rumieniec.
- Gdybym wiedział, że rozmowa toczyć się będzie na ten temat, nie przyszedłbym.
- Witek, jesteśmy, a może już tylko byliśmy przyjaciółmi. Bardzo ci współczułam, że fatalnie trafiłeś i masz domowe kłopoty. Ale ty, zamiast przeprowadzić rozwód z Weronką, a dopiero potem rozglądnąć się za kimś innym, doprowadziłeś do skraju katastrofy, wiążąc się z Pelą i robiąc jej dziecko! Naraziłeś tym, siebie, ją, a nawet mnie na awanturę z rodzinką twojej żony!
- A co ty masz z tym wspólnego? - rozdrażniony chwycił kieliszek i wypił spory łyk wina.
- Więcej niż sądzisz. Otóż dzień po ślubie Alinki, miałam wizytę twojej szanownej małżonki. Oskarżyła mnie, że jestem twoją kochanką i nie przyjęła żadnych tłumaczeń. Na odchodnym ostrzegła, żebym się z tobą nie spotykała, bo może mi się przydarzyć coś złego. Rozumiesz? Mogła wziąć Pelę za mnie i podesłać mi swoich braciszków.
    
   Witek był wstrząśnięty/ Zadrżała mu ręką i wino chlapnęło na stolik. Wyjęłam mu kieliszek z dłoni.
- Na miłość boską, dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? - zawołał zdenerwowany.
- Dlatego, żebyś Weronce nie zrobił awantury i nie naraził się na atak jej rodzinki. Wiedziała o tym Alina, bo jej powiedziałam. Dlaczego, do cholery, nie masz jeszcze rozwodu? Przecież pożyczyłam ci pieniądze i zebrałeś odpowiednią kwotę na dobrego adwokata.
- Nie mam tych pieniędzy. - szepnął. - Dałem je Peli na zabieg.
   Opadły mi ręce. Jezu, Chryste, wydał pieniądze, na które składała się cała rodzina i ja! Tym samym skazał się na dalsze życie, obok tej zwariowanej Weronki. Przecież radziłam Peli, żeby wzięła pożyczkę w zakładzie pracy! Uparła się iść do prywatnego lekarza, kiedy mogła przeprowadzić zabieg nie płacąc grosza. Byłam wściekła na nią. Nie zasługiwała na współczucie, bo puściła się z mężczyzną mającym żonę i dziecko. Wyobraziłam sobie, jakbym ja się czuła, gdyby ktoś odebrał mi męża.
- Oszalałeś? Co w ciebie wstąpiło, że nawiązałeś romans z Pelą?
- Byłem wtedy pijany, no i się stało. Potem już nie mogłem się wycofać.
    Pokiwałam głową.
- Dalej się z nią spotykasz?
- Już nie. Oboje doszliśmy do wniosku, ze to była pomyłka.
- Która bardzo słono ciebie kosztowała. Mieszkasz w domu?
- Przeważnie w koszarach. Weronka zrobiła się jeszcze nieznośniejsza niż była. Dzieciak wrzeszczy, nie mam ani chwili spokoju. A przecież wracam po ciężkiej pracy, padając z nóg i zasługuję na odrobinę spoczynku.
- Powiem ci, że masz niebywałe szczęście, że twoja żona ciebie nie wyśledziła. Wolę nie myśleć, co by się stało.
- Przepraszam. Jest mi bardzo przykro, że zostałaś w to wplątana. Ja o tym nie wiedziałem, Wstydziłem się ciebie i dlatego nie dzwoniłem. Spotykasz się z Bronkiem?
- Bardzo rzadko, bo on także ma ciężką służbę. Dziwił się, że przestałeś się z nim kontaktować. Witek, proszę cię, nie pij tyle i unikaj romansów, dopóki nie dostaniesz rozwodu. A przede wszystkim, idź do rodziców i do siostry. Oni ciebie kochają i tęsknią za tobą. Alinka, ani rodzice, nie wiedzą o niczym i czują się urażeni twoim zachowaniem. Tylko Staszek wie, bo on dawał mi adres lekarza.
    Witek przyjrzał się mojej twarzy, a potem pogłaskał mnie po ręce.
- Było mi wstyd. Wiedziałem, że zaczną pytać, co z moim rozwodem i nie miałem pojęcia, co im powiedzieć. Nie zdawałem sobie sprawy, ze ty wiesz o wszystkim.
- Pela powiadomiła mnie o tym fakcie w samego Sylwestra. Nie muszę ci mówić, co pomyślałam. Gdybym cię wtedy dorwała, to przez tydzień nie usiadłbyś na tyłku!
- Przepraszam. To się już nie powtórzy. Oficerskie słowo honoru. Ale jak mam wyjaśnić, co się stało z pieniędzmi?
   
 Uśmiechnęłam się pod nosem. Witek za grosz nie potrafił zmyślać. Był podrywaczem i lekkoduchem, ale ja go bardzo lubiłam i nie potrafiłam gniewać długo się na niego.
- Nie wiesz? Powiesz im, że Weronka gwizdnęła ci pieniądze, podpaczywszy gdzie je chowasz. - oświadczyłam bezczelnie. - Ją o to nie spytają. Mówię ci to tylko dlatego, że jesteś bratem Alinki.
- Ale ty jesteś cwana! - powiedział Witek z podziwem. - Ja bym na to nie wpadł.
- Niestety, wpadłeś i to po uszy. Ale już dosyć o tym. Jeszcze dziś zadzwoń do siostry i mamy. Martwią się o ciebie. Powiedz, że wstydziłeś się przyznać, że żona skradzła ci te pieniądze i tyle.
    - Szkoda, że ja nie mam twego sprytu. - po raz pierwszy roześmiał się, swoim dawnym chłopięcym śmiechem i ucałował mi ręce.
    Posiedzieliśmy jeszcze chwilę, rozmawiając o czymś innym, a potem Witek odprowadził mnie do domu i na pożegnanie pocałował w usta. 
   Był draniem, ale takim słodkim! c.d.n.