wtorek, 5 września 2017

SEKRETY RODZINNE - UPIORY WRACAJA!


  5 września 2017 r.

   Nazajutrz w pracy miałam koniec świata, bo coś nie zgadzało się w bilansie, a przysięgły księgowy już zapowiedział swój przyjazd. Dopiero po południu mogłam zadzwonić do Staszka. Na szczęście miał dyżur. Nie poszłam do domu, lecz prosto z pracy pojechałam taksówką do szpitala. Staszek przyjął mnie w swoim gabinecie i cierpliwie wysłuchał mojej chaotycznej opowieści o kłopocie Peli.
- No, nie wiem, kotku. - powiedział, przeczesując palcami czuprynę. - Ja będąc lekarzem, odradzałbym jej zabieg. W razie jakichś komplikacji może być bezpłodną, a gdy wyjdzie za mąż, pewnie zapragnie dziecka. Ale dlaczego nie zgłosiła się do swego ginekologa? Zabieg jest przecież legalny.
- Mówiłam jej to samo. Ale wydaje mi się, że na razie nic nie trafia jej do przekonania. Boi się plotek i zamierza załatwić to dyskretnie, u prywatnego lekarza. Powiem ci, Stasiu, szczerze, że podjęłam się mediacji w tej sprawy z największym niesmakiem. Ale bałam się, że Alinka może się o wszystkim dowiedzieć.Nie znoszę tego rodzaju problemów. - zdenerwowana, palnęłam pięścią w biurko, aż podskoczył leżący tam stetoskop. - Do jasnej cholery, dlaczego mnie obarcza się tego rodzaju zadaniami? Jak się kładli do łóżka, to nie myśleli o konsekwencjach? Jestem wściekła na Witka… i na Pelę także. Wiedziała co robi!
    Staszek kiwnął głową, zgadzając się ze mną.
- Witek zachowuje się bezmyślnie i nieodpowiedzialnie. Nie zastanowił się, do czego może dojść, kiedy człowiek nie panuje nad sobą. Ona również postąpiła nieetycznie, wiedząc, ze on ma żonę i dziecko. Cóż, trzeba jej pomóc, bo może wpaść jej do głowy pomysł, aby zrobić Witkowi publiczną awanturę, a wtedy o wszystkim dowie się Weronka. No, wówczas nie chciałbym być w jego skórze! - westchnął. - Powiedz jej ode mnie, że robię to tylko ze względu na to, że Witold jest bratem Alinki. W przeciwnym razie bym jej nie pomógł. Ja kocham dzieci i pragnę je mieć. - Staszek odchrząknął i zdobył się na uśmiech. - Przepraszam, ale to niemiła historia.
- Jestem tego samego zdania. - powiedziałam. - Ale widzisz, Witek jest moim przyjacielem, a przyjaciele powinni sobie pomagać, nawet w takich sprawach. Napisz mi numer telefonu tego lekarza, a resztą niech się Pela zajmuje sama. Ja mam na głowie pracę i studia. Alinka w domu?
- Tak. Miała nocny dyżur i pewnie się położyła. Bronek nie dzwonił?
- Dzwonił w Sylwestra. Ma dostać kilka dni urlopu i wtedy wpadnie do mnie.

- To fajnie. Może razem wybierzemy się na jakiś ubaw? - zaproponował Staszek, sięgając po ołówek. Na skrawku papieru zapisał mi telefon do ginekologa.
- Jestem za! Dziękuję ci, Stasiu. Byłam naprawdę w kłopocie.
    Cmoknęłam go w policzek i wyszłam. Po powrocie do domu, zatelefonowałam do Peli i podałam jej numer telefonu lekarza.
- Jestem ci bardzo wdzięczna. - powiedziała. - Nie chcę żebyś myślała, że to wszystko nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Ja tylko….
- Proszę cię, nic już nie mów na ten temat. - mój głos był chłodny i obcy. - Po prostu zapomnijmy o tej sprawie. Lepiej będzie, jeśli zaczniemy udawać, że to się nigdy nie wydarzyło. - bez słowa pożegnania, odłożyłam słuchawkę telefonu.
                                           –----------------------------------
   Nie wiem dlaczego, ale rok 1967, nie zapisał się w mojej pamięci zbyt dokładnie. Nauczona systematyczności przez ojca, miałam zwyczaj od dziecka zapisywać na kalendarzu, lub w notatniku, wydarzenia niemal każdego dnia. Ale zapiski z tego roku gdzieś przepadły i tylko  fragmenty utrwaliły się w mojej pamięci.
    Bardzo przeżyłam wiadomość, iż 5 stycznia, w wypadku, zginał mój ulubiony aktor Zbyszek Cybulski. To była taka nagła, niepotrzebna śmierć. Spóźnił się do pociągu na dworcu PKP we Wrocławiu, próbował go dogonić i tak nieszczęśliwie skoczył, że dostał się pod koła. Przyszło mi na myśl, że zginął tak, jak grał w filmach. Pamiętam jego rolę w słynnym filmie:„Pociąg” Kawalerowicza. Także w innych filmach w których występował, często pojawiał się pociąg. Może to było ostrzeżenie losu?
Zbyszek Cybulski w filmie "Pociąg" Kawalerowicza.
    Źle zaczyna się dziać w "państwie duńskim". W styczniu aresztowano Janusza Szpotańskiego, satyryka, znanego z jego zjadliwej satyry na czołowych działaczy partyjnych, pod tytułem: „Cisi i gęgacze”. Jak powiadał biskup Krasicki w swojej „Monachomachii”, że „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Widać jednak, iż kacykowie z KC PZPR zaczynają się bać!
    Gdzie ta otwartość i ten zapał z października 1956? Zmieniły się czasy, zmienili się politycy. Pamiętam, jak na Placu Zwycięstwa sto tysięcy ludzi śpiewało Gomułce: „ Sto lat”. Jak wszyscy się obawiali, że może on z Moskwy powrócić podobnie jak Bierut – w trumnie! W zakładach pracy robotnicy gotowi byli do wyjścia na ulicę. Myślę, że gdyby wtedy Gomułka został w Rosji otruty lub aresztowany, w Polsce wybuchłoby powstanie. Sądzę, że Chruszczow też o tym wiedział. Dlatego Gomułce darowano wówczas jego twardą postawę i bezkompromisowość.
    Obecnie, polityka władz partyjnych stała się bardziej spolegliwa i posłuszna wobec Moskwy, lecz i tak Rosjanie zazdroszczą nam tej namiastki wolności. U nich niewiele się zmienia, ale to naród cierpliwy i wyrozumiały wobec swoich władców. Tak było za carów i tak jest tam teraz. A oponenci, jak dawniej, mają możliwość zapoznać się bliżej z urokami Syberii.
    W połowie stycznia przyjechał Bronek. Przywiózł mi spóźniony prezent mikołajkowy. Złoty pierścionek z szafirem, podarunek od swojej matki! Początkowo wzbraniałam się przyjąć pierścionek, bo był to bardzo cenny klejnot, ale Bronek urządził mi awanturę, odwołał się do moich rodziców i w końcu niemal siłą włożył mi go na palec. Razem z Alinką i Staszkiem byliśmy na dansingu i bawiliśmy się znakomicie do rana. Nocował w hotelu oficerskim, ale codziennie przychodził na obiad, na wyraźne zaproszenie rodziców, którzy darzyli go ogromną sympatią.
    Między nami wytworzyła się nieco dziwna sytuacja. Byliśmy sobie bardzo bliscy, mieliśmy podobne zainteresowania, oboje kochaliśmy muzykę poważną, piękne dzieła sztuki i książki. Bronek był bardzo inteligentny i często imponował mi swoją wiedzą, chociaż ja starałam się dorównać mu intelektem. Znał dwa języki, niemiecki i angielski, nie wspominając już oczywiście o rosyjskim, którym oficerowie musieli się często posługiwać. Żałowałam, że zmarnowałam wiele lat na umartwianie się, kiedy mogłam zacząć studiować. Teraz byłabym już magistrem!

A jednak nie wszystko było tak jak należy, między młodą kobietą i młodym mężczyzną. Lubiłam się z nim całować, cieszyłam się, że był wobec mnie czuły i opiekuńczy. Ale prócz pocałunków i niewinnych zalotów, nigdy między nami nie doszło do gorętszych pieszczot lub deklaracji. Nie z winy Bronka, lecz mojej. Nie mogłam, nie potrafiłam się przełamać i pozwolić mu na wybuch namiętności i na intymne zbliżenie. Wiedziałam, że on pragnie tego, lecz nigdy nie nalegał i nie próbował do niczego mnie zmuszać. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, chociaż zdawałam sobie sprawę, że on liczy na coś więcej. Raz, całując mnie przed wyjazdem, zanurzył dłonie w moich włosach i przyciągnął moją głowę tak, by nasze usta były blisko siebie.
- Iza, powiedz mi, kiedy ty się zdecydujesz? - spytał.
    Spojrzałam na niego badawczo.
- Na co mam się zdecydować?
- Na małżeństwo ze mną, lub na fizyczną miłość. Znamy się już dosyć długo i bardzo pragnę, żebyś za mnie wyszła. Odnoszę wrażenie, że nasze rodziny także tego pragną.
    Nagle zrobiło mi się zimno, jakbym stanęła nago na mrozie. Wzdrygnęłam się i wolno odsunęłam od niego.
- Broneczku. - powiedziałam, gdy już po chwili zdołałam się opanować. - Mnie jest z tobą bardzo dobrze, sądzę, że ciebie kocham. Ale błagam, nie nalegaj! Nadejdzie taka chwila, kiedy ja sama tego zapragnę i wtedy pozwolę ci na wszystko. Ale jeszcze nie teraz! Jeszcze nie jestem gotowa.
    Skinął głową i pocałował mnie w czubek nosa.
- No cóż. Przymus najczęściej wywołuje odwrotny skutek. Ale pamiętaj, że ja ciebie kocham i czekam na ciebie.
    Odprowadziłam go na dworzec i długo stałam na peronie, patrząc na oddalający się pociąg. Wróciłam do domu przygnębiona. Mama natychmiast to spostrzegła.

- Co ci, kotuniu? Pokłóciłaś się z Bronkiem?
- Z nim nie można się kłócić, bo zawsze mi ustępuje.
- Więc dlaczego jesteś taka smutna?
- Mamo, on pragnie żebyśmy się pobrali, a ja na razie jeszcze tego nie chcę. Nie potrafię zdefiniować tego co czuję, ale nie umiem się przełamać.
    Mama przekrzywiła głowę i patrzyła na mnie jednym okiem. Widziałam, że nie była zachwycona moją niezdecydowaną postawą.
- Dziecko, to najlepszy chłopiec jakiego mogłaś sobie wymarzyć. Ma wszystkie zalety na dobrego męża i świętą cierpliwość. Żaden inny mężczyzna nie czekałby tak cierpliwie na kobietę. Powiedz, dlaczego nie chcesz wyjść za niego za mąż? Już pani Orlicka pytała mnie, kiedy przyjedziesz do niej, bo chce bliżej poznać narzeczoną syna.
- Ja doceniam jego dobry charakter i wiem, że mnie kocha, ale…. Powiem ci tak obrazowo, że jeszcze wloką się za mną cienie przeszłości. Przecież byłam już mężatką, bo wtedy bardzo tego chciałam! To, co mnie potem spotkało sprawiło, że teraz boję się zrobić coś, czego potem mogę żałować.
- Córeńko, Bronek to nie Romanowicz! - wykrzyknęła mama porywczo. - O tamtym nie wiedziałaś nic. Wyszłaś za mąż w ciemno. O Bronku wiesz wszystko, znasz jego rodzinę i kolegów. To naprawdę nie to samo. Ostrzegam, zastanów się, bo może się zdarzyć, że on spotka inną kobietę, która nie będzie się tak długo namyślała, jak ty.
    Byłam taka przygnębiona, że nie miałam głowy, żeby zabrać się do nauki. Wiedziałam, że krzywdzę Bronka niedorzecznymi posądzeniami, ale nie potrafiłam się zdecydować i powiedzieć: Tak! Jednak na samą myśl, że mogłabym go stracić i oddać innej kobiecie, budziła się we mnie lwica. Było mi naprawdę przykro i pełna skruchy, oraz wyrzutów sumienia, ułożyłam się do snu. Długo nie mogłam zasnąć, przewracając się z boku na bok.
..Usłyszałam, ze ktoś puka do drzwi. Ale leżałam i nie chciało mi się wstać. Lecz pukanie nie ustawało i było coraz bardziej natarczywe. Pomyślałam, że rodzice się obudzą, więc wstałam i podreptałam do przedpokoju. Zdjęłam z drzwi łańcuch i przekręciłam klucz. Pukanie powtórzyło się, jeszcze głośniejsze i bardziej nerwowe. Zniecierpliwiona, szarpnęłam drzwi i otwarłam je szeroko.
    Na progu stał Romanowicz i uśmiechał się po swojemu, cynicznie, patrząc na mnie szarymi, okrutnymi oczami. Zamarłam w bezruchu, a serce podeszło mi do gardła. Wyciągnął rękę i poczułam lodowaty dotyk jego palców.
    Krzyknęłam! Nie, zaczęłam wrzeszczeć jak opętana. Czułam, że ktoś mnie dotyka, więc darłam się jeszcze głośniej.
- Iza, córeczko, co ci jest? Coś ci dolega?
    Usiadłam na tapczanie, cała oblana zimnym potem, trzęsąc się i z trudem chwytając oddech. Tętno miałam takie szybkie, że zlękłam się, iż dostanę ataku serca. Oszalałym wzrokiem rozejrzałam się dokoła. Świecił się żyrandol, a w pokoju było jasno. Nade mnie pochylała się przerażona mama, a za nią stał tata, również bardzo zaniepokojony.
- Jesteś chora, co cię boli? - dopytywała się mama, kładąc dłoń na moim mokrym od potu czole.
- O Jezu! - jęknęłam. - Mamo, tatusiu, czy on już poszedł? - wpółprzytomna, zupełnie  straciłam orientację, co w tym wszystkim było snem, a co jest jawą.
- Kto, kochanie? - mama troskliwie wytarła mi mokrą twarz. - Dlaczego tak strasznie krzyczałaś?
- On tu był! Nie słyszeliście, jak pukał?
- Kto? - odezwał się ojciec podniesionym głosem. - Iza, opanuj się! Coś ci się przyśniło.
    Boże, więc to tylko sen? Nie mogłam w to uwierzyć, bo przeżycie było aż nazbyt realne. Powoli wracałam do przytomności, ale ciągle rozglądałam się po pokoju, w obawie, że on gdzieś się czai w ukryciu.
- Przepraszam. Tak mi przykro, że was obudziłam, ale miałam koszmar. Która godzina?
- Wpół do trzeciej. - powiedziała mama. - Połóż się. - zwróciła się do taty. - Ja zrobię Izuni coś ciepłego do picia.
    Ojciec podszedł do tapczana i zaglądając mi w oczy, spytał ostrym tonem:
- To on ci się śnił? Tak?
    Nie chciałam kłamać, zresztą rodzice wiedzieli swoje.
- Tak. Śniłam, że ktoś pukał, a kiedy otworzyłam drzwi, on tam stał! Dotknął mnie.. Boże, miał takie lodowate palce. Głośno krzyczałam?

- Na tyle głośno, że sąsiedzi mogli wezwać milicję podejrzewając, że ciebie torturujemy. - odrzekł tata. - Dziewczyno, kiedy ty z tego wyrośniesz? Wyrzuć go z pamięci, tak, jak wyrzuciłaś go z serca.
    Tata wyszedł z pokoju, mrucząc coś do siebie pod nosem. Wiedziałam, ze martwi się o mnie, bo byłam córeczką tatusia i bardzo mnie kochał.
    Nie spałam już do rana, mimo że mama przyniosła mi ciepłe mleko i chwilę siedziała przy mnie, gładząc mnie po głowie. Straszne wrażenie tego bardzo realnego snu, pozostało mi na długo w pamięci. Nazajutrz zatelefonowałam do Alinki i powiadomiłam ją, że koszmary powróciły.  Umówiłyśmy się po południu  u niej w domu. c.d.n.